niedziela, 11 sierpnia 2019

Tajemnica popularności Jana Pawła II

Tajemnica popularności Jana Pawła II

cz. I
W 1974 r. abp Fulton J. Sheen powiedział: «Żyjemy w epoce emocji. Nie kierujemy się już wiarą, nie kierujemy się już rozumem. Kierujemy się emocjami».


Prawdziwości tych słów dowodzi bezprecedensowe emocjonalne wrzenie po śmierci Jana Pawła II. Jest czymś normalnym, że katolicy na całym świecie odczuwają smutek i modlą się za zmarłego papieża – jest to wyraz synowskich uczuć względem niego. Jednak histeria, jaka miała miejsce po śmierci Jana Pawła II, stanowczo wykraczała poza te ramy. Kardynałowie, biskupi, kapłani i wierni świeccy jednym głosem domagali się kanonizowania go jako „Jana Pawła Wielkiego”. Niekatoliccy politycy i przywódcy państw wychwalali go za jego humanitaryzm i otwarcie na inne religie. Był chwalony za sposób sprawowania władzy, za popularność wśród młodych, za podróże, poezję, dzieła. Był wychwalany za swój błyskotliwy styl, za to, że był taki ludzki, za swoją „teologię ciała”, za zrozumienie roli mediów, za ewangelizację, za charyzmę, za poczucie humoru. Bono – gwiazda muzyki pop – nazywał go „fajnym papieżem” i „najlepszym przywódcą, jakiego Kościół kiedykolwiek miał”.

Jednak w tym zalewie emocji nie znalazłem nikogo wychwalającego zmarłego za to, co stanowiło przecież główny element jego posługi: niezachwianą wierność odwiecznemu nauczaniu i Tradycji Kościoła katolickiego. Nie słyszałem, by ktokolwiek wychwalał go za zachowywanie czystości doktryny i utrzymywanie dyscypliny w Kościele na całym świecie. Jan Paweł II nie był za to chwalony, ponieważ tego nie robił. Dla papieża porażka na tym polu oznacza całkowitą porażkę.
To prawda, że Jan Paweł II zachował stanowisko Kościoła wobec święceń kapłańskich kobiet i celibatu duchowieństwa oraz wypowiadał się konsekwentnie przeciwko rozwodom, aborcji i eutanazji. Był znienawidzony przez liberałów za podtrzymywanie tego nauczania i trzeba mu to policzyć za zasługę. Jednak wśród niekończących się pochlebstw wypowiadanych pod jego adresem nikt chyba nie pokusił się o ocenę jego pontyfikatu pod względem tego, co jedynie się liczy: nieomylnej i niezmiennej wiary katolickiej. Opinie i wspomnienia o papieżu bazowały jedynie na emocjach i uczuciach.
Istnieje wiele powodów, dla których Jan Paweł II był tak kochany przez współczesny świat. Główną przyczyną był moim zdaniem centralny aspekt jego „nowej ewangelizacji” – nowe podejście, będące w istocie odejściem od głoszenia trudnej prawdy, której nauczanie czyniło przedsoborowych papieży tak niepopularnymi. Zaprzestawszy głosić tę fundamentalną prawdę, mógł łatwo obcować z wyznawcami wszelkich religii, nie obawiając się specjalnie, że wywoła ich irytację czy niezadowolenie.

Nowe podejście

W dniu śmierci Jana Pawła II zadzwoniła do mnie pewna pani z Nowej Zelandii, przyjaciółka mojej rodziny. Pracuje ona w środowisku, w którym nieustannie styka się z muzułmanami i hinduistami. Gdy mówi tym niekatolikom, z całą delikatnością i miłością, że aby zbawić swe dusze, muszą się nawrócić do jedynego prawdziwego Kościoła katolickiego, muzułmanie i hinduiści śmieją się z niej. „Twój papież w to nie wierzy – śmieją się, mając na myśli Jana Pawła II. – Twój papież tak nie naucza. Jego inicjatywy międzyreligijne wcale o tym nie świadczą. Twój papież modli się z dalajlamą i hinduistami, odwiedza meczety i całuje Koran. Nie postępujesz zgodnie z tym, czego naucza twój własny papież. Dlaczego mielibyśmy cię słuchać?”.
Również dwóch moich znajomych katolików zostało wyśmianych w rozmowie z protestanckim pastorem, gdy przekonywali go, że aby osiągnąć zbawienie, musi stać się katolikiem. „Co? – odpowiedział. – Nie czytacie pism własnego papieża? On modli się razem z protestantami. Chwali Marcina Lutra jako człowieka «głęboko religijnego». Nazywa protestantów «uczniami Chrystusa». Nigdy nie mówi, że w celu osiągnięcia zbawienia trzeba zostać katolikiem”.
„Brat” Roger z ekumenicznej wspólnoty Taizé, tak drogiej sercu Jana Pawła II, powiedział, że podczas papieskiej wizyty w Taizé 5 października 1986 r. papież zasugerował wspólnocie drogę „komunii”. Powiedział:
Poprzez wasze pragnienie, by stać się „pomostem”, pomożecie wszystkim, których spotkacie, pozostać wiernymi tradycjom ich denominacji, owocowi ich wychowania i wyborowi ich sumienia.
Jan Paweł II zachęcał więc protestantów, by pozostali wierni fałszywym naukom uroczyście potępionym przez Sobór Trydencki. Nic nie wspominał o potrzebie nawrócenia do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego.
Dzień po śmierci Jana Pawła II Abraham Foxman z Ligi Przeciwko Zniesławieniu B’nai B’rith zwołał konferencję prasową, na której wychwalał zmarłego papieża za jego stosunek do narodu żydowskiego. Foxman mówił o Janie Pawle II:
Co najważniejsze, papież odrzucił destrukcyjną koncepcję substytucji1 i uznał szczególne więzi między chrześcijaństwem a narodem żydowskim, traktując judaizm jako żywe dziedzictwo i uznając wieczną ważność przymierza Boga z narodem żydowskim.
Foxman chwalił więc Jana Pawła II za odrzucenie prawdy zawartej w Piśmie św. i zdefiniowanej uroczyście przez Kościół – prawdy, że Nowe Przymierze zastąpiło i zdezaktualizowało Stare. Foxman cieszy się z głoszenia błędu, że wyznawcy współczesnej religii żydowskiej mają niezależne przymierze z Bogiem i że aby osiągnąć zbawienie, nie muszą uznać Jezusa Chrystusa za Mesjasza ani nawrócić się do Kościoła katolickiego. Chwali Jana Pawła II za obronę tego błędu.
Po raz kolejny widzimy, na czym polegał sekret popularności Jana Pawła II w stosunkach ze światem i fałszywymi religiami, dlaczego był kochany przez rzesze i dlaczego otwierały się przed nim niemal wszystkie drzwi. Jan Paweł II był człowiekiem, który mówił mieszkańcom świata, że wszystko nagle się zmieniło, że „tryumfalizm” Kościoła należy już do przeszłości, że nie muszą nawracać się do Kościoła, aby zbawić swe dusze. Cechą charakterystyczną tego pontyfikatu było przemilczanie dogmatu „poza Kościołem nie ma zbawienia”.
Nie jest to bynajmniej oznaka wielkości, ale uległości wobec ducha czasu. Jest to ustępstwo, jakiego żaden papież w historii nie mógłby dokonać bez lekceważenia prawd wiary.

Poza Kościołem nie ma zbawienia

Odchodzenie od nauczania, że poza Kościołem nie ma zbawienia, nie rozpoczęło się z pontyfikatem Jana Pawła II. Dogmat ten przez ostatnie stulecia był znienawidzony przez liberałów, a zwłaszcza przez ciemne siły masońskiego „oświecenia”. Apostata Jan Jakub Rousseau pisał: „Ktokolwiek by twierdził, że poza Kościołem nie ma zbawienia, powinien być wypędzony z granic państwa”. Dogmat ten był podkopywany słowem i drukiem przez liberalnych katolików XIX wieku, czego dowodem są powtarzające się potępienia obojętności religijnej ze strony XIX­wiecznych papieży. Modernizm odrzucał ten centralny dogmat naszej wiary, a teologowie neomodernistyczni w dekadach poprzedzających II Sobór Watykański usiłowali podważać tę prawdę na rozliczne sposoby.
Dwoma najbardziej wpływowymi progresistami, szczególnie aktywnymi w tej dziedzinie, byli ks. Henryk de Lubac i o. Iwon Congar. Obaj byli rzecznikami „nowej teologii”, wedle której religia musi zmieniać się wraz z czasem. Obaj byli uważani przez przedsoborowych papieży za teologicznych dysydentów. Pisma i działalność obu były potępiane przez Święte Oficjum, kierowane przez kard. Ottavianiego. A jednak obu, razem z innymi liberalnymi teologami, podczas Vaticanum II i w okresie posoborowym uznano za tych, którzy wytyczają nowe kierunki, mimo że nie zmienili swych heretyckich poglądów.
Młody biskup Karol Wojtyła z Polski solidaryzował się na soborze z tymi postępowymi teologami. Ks. Ludwik Nemec napisał w 1978 r. o Janie Pawle II: „Biskup Wojtyła zajmował na soborze stanowisko progresywne” i „współpracował z postępowymi teologami”. Lata później Jan Paweł II uczynił de Lubaca i Congara kardynałami, pomimo tego, że nigdy nie wyrzekli się swych heterodoksyjnych poglądów. De Lubac był żarliwym obrońcą panteistycznego ewolucjonisty Teilharda de Chardin. Tak więc Jan Paweł II nagrodził purpurowymi kapeluszami dwóch modernistycznych teologów, których przedsoborowe – a również posoborowe – pisma negują zasadę „poza Kościołem nie ma zbawienia”.

Konwergencja zastępuje konwersję

Przełomowym wydarzeniem, które doprowadziło do usunięcia tego dogmatu w cień, był II Sobór Watykański. To prawda, że nigdzie w dokumentach soborowych nie znajdziemy twierdzenia, iż „dogmat «poza Kościołem nie ma zbawienia» jest już nieaktualny”, jednak cały ekumeniczny duch Vaticanum II implikuje to na niezliczone sposoby, zwłaszcza poprzez rozmyślne używanie dwuznacznego języka w dokumentach soborowych. Po soborze katoliccy hierarchowie poprzez swe słowa i działania utrwalali fałszywe przekonanie, że ten centralny dogmat wiary należy już do przeszłości.
Dokumenty Vaticanum II były, jak przyznają to sami ich autorzy, przygotowane zgodnie z nowym, ekumenicznym duchem. (...)
W opublikowanej w 1966 r. książce Theological Highlights of Vatican II Józef Ratzinger napisał, że dokument soborowy Lumen gentium został rozmyślnie ułożony zgodnie z wytycznymi ekumenicznymi, by położyć fundament pod dekret o ekumenizmie. Ratzinger twierdził, że zgodnie z Lumen gentium
Kościół katolicki nie ma prawa do wchłaniania innych Kościołów (...) zasadnicza jedność Kościołów, które pozostają Kościołami, a jednak stają się jednym Kościołem – musi zastąpić ideę konwersji, mimo że konwersja zachowuje swoje znaczenie dla tych, którzy pragną jej, postępując za głosem sumienia.
Ks. Ratzinger napisał tę książkę podczas obrad Vaticanum II. Jako współpracownik Karola Rahnera był mocno zaangażowany w sporządzanie szkiców dokumentów soborowych, ma więc odpowiednie kompetencje, by nam wyjaśnić, jakie były prawdziwe intencje architektów soboru. Otóż twierdzi, że prawdziwą intencją autorów dokumentów było przedstawienie konwersji jako opcji. Niekatolicy nie muszą się nawracać do prawdziwego Kościoła dla osiągnięcia jedności wiary i zbawienia. Zasadę konwersji niekatolików zastąpiła nowa zasada konwergencji z niekatolikami.
Od czasu soboru wszystko postępuje wedle tej reguły: zasadę konwersji niekatolików zastąpiła nowa zasada konwergencji.
Również inny liberalny peritus (‘ekspert’) soborowy – o. Edward Schillebeeckx – wyrażał radość z modernistycznej orientacji II Soboru Watykańskiego. Jak powiedział: „Podczas soboru Kościół katolicki oficjalnie odrzucił postawę monopolisty na religię chrześcijańską”.
Protestancki obserwator na soborze, dr Robert McAfee Brown, bardzo szybko docenił to nowe podejście. Dobrze znał tradycyjne – sprzeczne z protestantyzmem – katolickie nauczanie i otwarcie cieszył się z zaskakującej zmiany stanowiska podczas Vaticanum II. W swojej książce The Ecumenical Revolution (1967) wychwalał soborowy dekret o ekumenizmie:
Dokument ten pokazuje, jak nowe jest obecne podejście. Nie ma w nim już mowy o „heretykach i schizmatykach”, ale raczej o „braciach odłączonych”. Nie ma w nim już władczego żądania, by dysydenci pokutując powrócili do Kościoła, który sam pokuty czynić nie potrzebuje; zamiast tego znajdujemy w nim uznanie, że obie strony ponoszą winę za grzech podziału i muszą szukać przebaczenia u siebie nawzajem. Protestantów nie nazywa się już „sektą” czy bytem jedynie psychologicznym, [ale] uznaje się, że w ich życiu można odnaleźć część „rzeczywistości eklezjalnej”.
To rewolucyjne podejście do fałszywych religii słusznie potępiłby każdy papież przed Vaticanum II. Kościół katolicki zawsze traktował protestantów jako indywidualnych heretyków i nigdy nie uznawał ich za spójną grupę wyznaniową, ponieważ ich „kościół” czy też „wspólnota eklezjalna” jest w rzeczywistości fikcją. Grupa protestantów jest jedynie zbiorowiskiem osób, które są wewnętrznie przekonane o swym zbawieniu w Chrystusie. Nie stanowią oni Kościoła.
We wrześniu 1868 r., na krótko przed I Soborem Watykańskim, papież Pius IX ogłosił publiczny list zatytułowany Iam vos omnes, skierowany „do wszystkich protestantów i innych niekatolików”. Nie zapraszał ich na sobór, ale zachęcał do potraktowania go jako okazji do nawrócenia do jedynego prawdziwego Kościoła. Pius IX celowo zaadresował swój list „do wszystkich protestantów”. Zwracał się do nich jako do jednostek.
Komentując ten tekst w 1959 r., wybitny amerykański teolog ks. prał. Józef Clifford Fenton wskazywał, że Pius IX wybrał te słowa umyślnie, ponieważ grupy protestanckie „nie są Kościołami chrześcijańskimi”, ale „zgromadzeniami heretyckimi”.
Wyjaśnia to, dlaczego dr McAfee Brown cieszył się z nowego stanowiska Vaticanum II, wedle którego owe zgromadzenia heretyków nagle zaczęły być określane mętnym i nieokreślonym terminem „rzeczywistości eklezjalne”. Twierdzenie, że protestanci nie muszą „pokutując powrócić do Kościoła”, jest kpiną z nieomylnego dogmatu Soboru Florenckiego, wedle którego poza Kościołem nie ma zbawienia. (...)

Człowiek soboru

Posoborowe ekumeniczne błędy niepowstrzymanie szerzyły się podczas pontyfikatu Pawła VI, a jego nowa Msza stanowi ukoronowanie koncesji poczynionych wobec protestantyzmu. Nic nie wiadomo, żeby Jan Paweł I planował oczyszczenie Kościoła z ekumenicznej zarazy. Jeśli tak nawet było, to nie żył on dostatecznie długo, żeby tego dokonać.
Gdy w październiku 1978 r. polski kardynał Karol Wojtyła został wybrany papieżem, każdy, kto miał oczy do patrzenia, wiedział, czego może oczekiwać. Od samego początku nowy papież demonstrował swoje zaangażowanie na rzecz reform Vaticanum II, a zwłaszcza ekumenizmu.
W pierwszym przemówieniu Jan Paweł II nie mówił o swoim obowiązku obrony czystości doktryny katolickiej przeciwko licznym współczesnym błędom, jak to uczynił św. Pius X. 17 października 1978 r. nowo wybrany papież powiedział:
Słusznie więc sądzimy, że Naszym pierwszym obowiązkiem jest jak najbardziej sumienne staranie o wykonywanie dekretów, norm i wskazań tego powszechnego soboru; będziemy to czynić w sposób równocześnie roztropny i pobudzający, starając się zwłaszcza, by najpierw umocnił się właściwy sposób myślenia; trzeba bowiem, by umysły zestroiły się z soborem, zanim zaczną realizować w życiu to, co on ogłosił, i aby te sprawy, które w dziele soboru są – jak to się mówi – zawarte implicite, można było wydobyć i wyjaśnić w świetle tych doświadczeń, jakie już zostały dokonane, i postulatów, jakie w nowych okolicznościach zostały wysunięte.
Nie ulega wątpliwości, że Jan Paweł II dotrzymał danego słowa. (...) Dostosował swój 25­‑letni pontyfikat do nowej, ekumenicznej doktryny, zgodnie z którą nawracanie niekatolików ustąpiło miejsca konwergencji z niekatolikami.
Działalność Jana Pawła II na płaszczyźnie dialogu międzyreligijnego, szeroko opisywana na łamach „Catholic Family News” i innych periodyków, jest tego przekonującym dowodem. Spotkanie w Asyżu, podczas którego wyznawcy wszelkich religii razem modlili się o pokój, rzekomo współdziałając na rzecz polepszenia losu całego rodzaju ludzkiego – podobne przedsięwzięcia potępił wcześniej św. Pius X w swym liście przeciwko Sillonowi – jest doskonałą ilustracją pontyfikatu papieża Polaka.
W październiku 1986 r., podczas pierwszego zorganizowanego przez papieża panreligijnego spotkania w Asyżu, katolicy, protestanci, prawosławni, żydzi, muzułmanie, czciciele węży, Indianie północnoamerykańscy i przedstawiciele innych religii zebrali się, by wspólnie modlić się o pokój. Przedstawiciele różnych religii stanęli obok Jana Pawła II, a ten widok przyczynił się w wielkim stopniu do utrwalenia głównego błędu naszych czasów, wedle którego zbawienie można osiągnąć dzięki praktykowaniu jakiejkolwiek religii.
Podczas tego spotkania przedstawicieli różnych wyznań zachęcano do sprawowania ich własnych, fałszywych kultów. Muzułmanie wyśpiewywali chwałę fałszywego bożka Allaha; afrykańscy animiści w kolorowych szatach wzywali duchy drzew, by przyszły wesprzeć starania o pokój; amerykańscy Indianie sprawowali pogański obrzęd, zawodząc tubalnymi głosami przeciwko złym duchom i machając słomianymi wachlarzami niczym magicznymi różdżkami. Na sprawowanie fałszywych kultów zezwolono również w katolickich świątyniach. W kościele pw. Św. Piotra buddyści pod przewodem dalajlamy umieścili na tabernakulum figurę Buddy, okadzali ją i obracali przed nią swoje młynki modlitewne. Nawet kard. Oddi wyraził wtedy publicznie swoją dezaprobatę:
Tego dnia (...) spacerowałem po Asyżu (...) i widziałem w niektórych miejscach modlitwy prawdziwe świętokradztwa. Widziałem buddystów tańczących wokół ołtarza, na którym na miejscu Chrystusa został umieszczony Budda, okadzających go i oddających mu cześć. Pewien benedyktyn protestował i został usunięty przez policję. (...) Na twarzach katolików, którzy uczestniczyli w tej ceremonii, malowała się dezorientacja. Ω



Tajemnica popularności Jana Pawła II

cz. II
Nowa, panreligijna orientacja wywiera wpływ na życie nas wszystkich, ponieważ jej skutkiem jest fałszywy obraz Kościoła katolickiego.

Duch Asyżu

O ile kardynał Oddi był przerażony odbywającymi się w Asyżu ekscesami, o tyle Jan Paweł II otwarcie demonstrował swą radość. Dwa miesiące później, w przemówieniu bożonarodzeniowym wygłoszonym do kardynałów, a opublikowanym na łamach „L’Osservatore Romano”, powiedział: „Dzień spotkania w Asyżu, w którym [świat ujrzał], jak Kościół katolicki wyciąga ręce do braci z innych wyznań, stanowił realizację deklaracji II Soboru Watykańskiego”. Papież nie postrzegał więc panreligijnego spotkania jako tragicznej nadinterpretacji Vaticanum II, lecz uznał je za godną najwyższego uznania, praktyczną realizację nauczania soboru.
W swym wystąpieniu posunął się nawet do wychwalania tego wydarzenia jako drogowskazu na przyszłość:
Spotkanie w Asyżu może więc być traktowane jako wyrażona w sposób przystępny dla wszystkich katecheza, egzegeza czy też ilustracja tego, co w istocie oznacza (...) zaangażowanie na rzecz ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego, tak gorąco zalecane i popierane przez II Sobór Watykański.
Kończąc przemówienie, Jan Paweł II zachęcał kardynałów, by postępowali dalej rozpoczętą przez niego drogą: „Pielęgnujcie w sobie ducha Asyżu jako przesłankę do nadziei na przyszłość”. (...)
Postępując zgodnie z zaleceniem papieża, w ciągu kolejnych 18 lat kardynałowie i biskupi niestrudzenie szerzyli ducha Asyżu, co znalazło wyraz w niezliczonych przejawach aktywności panreligijnej. Jednym z ostatnich wydarzeń tego typu był międzyreligijny kongres w Fatimie w 2003 r., podczas którego ks. Jakub Dupuis nazwał „przerażającym tekstem” deklarację dogmatyczną Soboru Florenckiego: „poza Kościołem nie ma zbawienia”, spotykając się z aplauzem katolickiego w przeważającej mierze audytorium. Organizatorzy i mówcy, włączając w to przybyłego z Watykanu abp. Michała Fitzgeralda, motywowali organizację tej imprezy asyską inicjatywą Jana Pawła II.
Duch Asyżu jest odpowiedzialny za to, że 5 maja 2004 r. ksiądz rektor Guerra pozwolił, by hinduistyczny kapłan czcił fałszywe bóstwa przy katolickim ołtarzu w sanktuarium fatimskim – a świętokradztwo to nigdy nie spotkało się z potępieniem ze strony Jana Pawła II.
Nowa, panreligijna orientacja wywiera wpływ na życie nas wszystkich, ponieważ jej skutkiem jest fałszywy obraz Kościoła katolickiego. Po dekadach oddziaływania nowej, ekumenicznej religii, po latach oglądania zdjęć i filmów z coraz to nowymi festiwalami ekumenicznymi Jana Pawła II większość ludzi – niezależnie od tego, czy są katolikami, czy nie – traktuje ten panreligijny kierunek jako prawdziwe oblicze religii katolickiej. Nikomu nie przeszkadza, że był on w przeszłości wielokrotnie potępiany przez papieży, przede wszystkim przez Piusa XI w encyklice Mortalium animos. Duch Asyżu jest obecnie postrzegany jako prawdziwe oblicze katolicyzmu.
To właśnie duch Asyżu jest odpowiedzialny za to, że muzułmanie i hinduiści wyśmiewają się z katolików pouczających ich, iż w celu osiągnięcia zbawienia muszą nawrócić się na prawdziwą wiarę – zarzucając im, że nie są posłuszni nauczaniu papieża. To właśnie dzięki tej nowej ekumenicznej orientacji ewangelicki pastor może twierdzić, że katolik nie jest wierny katolickiemu Magisterium, gdy przypomina protestantowi, iż aby zbawić swoją duszę, musi się nawrócić do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego. To właśnie dlatego żydowscy przywódcy religijni mogą dziś wyrażać zadowolenie z tego, że według Jana Pawła II nie muszą uznać Jezusa Chrystusa za Mesjasza ani przyłączyć się do jedynego Kościoła Chrystusowego.
Na tym właśnie polega największe „osiągnięcie” Jana Pawła II. Udało mu się sprawić, że katolicy wiernie wyznający dogmat „poza Kościołem nie ma zbawienia” są dziś postrzegani jako szaleńcy. Dzięki rewolucyjnemu pontyfikatowi Jana Pawła II katolicy, którzy wierzą i praktykują to, czego nauczali Eugeniusz IV, św. Pius V, Grzegorz XVI, Pius IX, św. Pius X, Pius XI i Pius XII są traktowani jak grupka szaleńców o wątpliwej ortodoksji. Ci, którzy opierają się modernistycznej orientacji Jana Pawła II i pozostają wierni papieżom wszystkich wieków, są w wielu przypadkach oczerniani jako wrogowie wiary.

Jan Paweł II i koncepcja substytucji

Nauczanie Jana Pawła II o współczesnym judaizmie potwierdza to w sposób dramatyczny. Jest to jeden z najbardziej ewidentnych dowodów na brak ciągłości między nauczaniem polskiego papieża a doktryną głoszoną przez jego poprzedników na Stolicy Piotrowej. Współcześni Żydzi chwalą go, gdyż są w pełni świadomi głębi dokonywanych przez niego zmian. Ci, którzy opierają się temu nowemu nauczaniu, są piętnowani jako antysemici, jako niewierni nauczaniu II Soboru Watykańskiego czy – jak to ujęto na pewnej stronie internetowej – „ekstremalni zwolennicy teorii substytucji”1.
Na pierwszy rzut oka twierdzenie, że Jan Paweł II odrzucił naukę, iż Nowe Przymierze zastąpiło Stare, może wydawać się pochopne. To nie do pomyślenia, by papież mógł zanegować tak fundamentalną prawdę, tak jasno wyrażoną w Piśmie św. i doktrynie katolickiej.
W kwestii absolutnej konieczności wyznawania wiary katolickiej do osiągnięcia zbawienia mamy przede wszystkim wyznanie wiary św. Atanazego, które zaczyna się od słów:
Ktokolwiek pragnie być zbawiony, przede wszystkim winien się trzymać katolickiej wiary. Jeżeli jej w całości i bez skazy nie zachowa, z pewnością na wieki zginie.
Należy pamiętać, że wyznanie św. Atanazego było częścią publicznego kultu Kościoła. Przed Vaticanum II było recytowane podczas prymy w uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Żaden papież nie ma władzy stwierdzić, że to uroczyste wyznanie wiary nagle przestało obowiązywać.
Doktryna „poza Kościołem nie ma zbawienia” została trzykrotnie zdefiniowana w sposób uroczysty. Najdobitniej i z największą mocą uczynił to Sobór Florencki za pontyfikatu Eugeniusza IV. Kościół stwierdził wówczas nieomylnie:
Święty Kościół Rzymski mocno wierzy, wyznaje i głosi, że nikt, kto nie jest w Kościele katolickim, nie tylko poganie, ale i żydzi, albo heretycy i schizmatycy, nie mogą dostąpić żywota wiecznego, lecz pójdą w ogień wieczny, „który zgotowany jest diabłu i aniołom jego” (Mt 25, 41), jeżeli przed końcem życia nie będą przyłączeni do niego [Kościoła]. (...) Nikt też, choćby nie wiedzieć jakie dawał jałmużny, a nawet przelał krew dla Imienia Chrystusowego, nie może być zbawiony, jeżeli nie wytrwa w łonie i jedności Kościoła katolickiego.
Prawdy tej nauczali papieże, doktorzy Kościoła oraz święci. W tym łańcuchu przekazu doktrynalnego nie ma żadnych przerw – jest to jedna i niezmienna doktryna głoszona od czasów apostolskich. Wedle stałego nauczania Kościoła, I Soboru Watykańskiego oraz Przysięgi antymodernistycznej papieżowi nie wolno zmienić żadnego elementu nauczania Kościoła, gdyż nie jest ono jego własnością. Nie jest też możliwe, by papież zmienił obiektywną prawdę wiary objawioną przez Boga. Żadnemu papieżowi nie wolno wyjaśniać nauki wiary w sposób odmienny od tego, co Kościół zawsze utrzymywał; musi on nauczać doktryny – wedle słów I Soboru Watykańskiego i Przysięgi antymodernistycznej – „w tym samym sensie i w tym samym rozumieniu”.
Przez 2000 lat papieże wiernie nauczali doktryny „poza Kościołem nie ma zbawienia”, ponieważ wiedzieli, że jest to prawda pochodząca od Chrystusa i Apostołów. Jednym z XX­wiecznych dowodów na ciągłość tego nauczania jest katechizm św. Piusa X, w którym czytamy: „Poza prawdziwym Kościołem znajdują się: niewierni, Żydzi, heretycy, apostaci, schizmatycy i ekskomunikowani”. I dalej czytamy: „Nikt nie może dostąpić zbawienia poza Kościołem katolickim, apostolskim i rzymskim, podobnie jak nikt nie mógł uratować się z potopu poza Arką Noego, która była figurą Kościoła”.

Nowe Przymierze znosi Stare

O ile prawda wiary o konieczności przynależności do Kościoła katolickiego w celu osiągnięcia zbawienia jest jasna, o tyle konieczność nawrócenia Żydów do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego jest jeszcze bardziej oczywista. Nowy Testament nieustannie powtarza tę prawdę, a Kościół katolicki nauczał jej począwszy od pierwszego kazania św. Piotra, wygłoszonego w ranek Zielonych Świątek. Jest to nauczanie pochodzące bezpośrednio od Zbawiciela.
Pan Jezus powiedział do Żydów: „Jeśli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach waszych” (J 8, 24). W innym miejscu powiedział: „Badajcie Pisma, gdyż wam się zdaje, że w nich życie wieczne macie; a one są, które świadectwo dają o mnie, a do mnie przyjść nie chcecie, abyście życie mieli” (J 5, 39­­–40).
Święty Piotr w swym pierwszym kazaniu publicznie napominał Żydów, którzy zgromadzili się, by go wysłuchać, że muszą przyjąć chrzest i stać się członkami prawdziwego Kościoła Chrystusowego (Dz 2). Nie powiedział im, że posiadają własne ważne przymierze, niezależne od Chrystusa.
Komentując ten ustęp Pisma św., wybitny teolog amerykański ks. prałat Józef Clifford Fenton wskazywał, że św. Piotr nie kierował tych słów do ludzi niereligijnych – przemawiał do pobożnych Żydów, którzy przybyli z różnych części świata, żeby uczestniczyć w obrzędach religijnych w świątyni jerozolimskiej. A jednak powiedział pobożnym, mającym bez wątpienia dobre intencje Żydom, że religia Starego Przymierza nie może dać im zbawienia, że muszą przystąpić do Nowego Przymierza zrodzonego z krwi Jezusa Chrystusa, czyli do Kościoła katolickiego.
Również Pismo św. naucza, że Stare Przymierze zostało zastąpione Nowym. Święty Paweł stwierdza wyraźnie, że Przymierze Chrystusa Pana „przedawniło poprzednie” (Hbr 8, 13).
Nauka o zniesieniu Starego Przymierza przez Nowe należy do powszechnego i niezmiennego nauczania Kościoła katolickiego. Jest to zdefiniowany artykuł wiary, w który katolicy mają obowiązek wierzyć. Uroczyste wyznanie wiary Soboru Florenckiego, sformułowane za pontyfikatu Eugeniusza IV, stwierdza:
Święty Kościół Rzymski (...) mocno wierzy, wyznaje i naucza, że to, co odnosi się do Starego Przymierza, prawa mojżeszowego, obejmującego różne obrzędy, ceremonie, ofiary i sakramenty, z tego powodu, iż zostały one ustanowione jako figury rzeczy przyszłych, choć były odpowiednie dla kultu Bożego tego czasu, jednak po przyjściu Zbawiciela, które zapowiadały, wygasły, a nastały sakramenty Nowego Przymierza. (...) Wszystkich więc, którzy po tym czasie przestrzegają obrzezania i szabatu oraz innych wymogów [starego] prawa [Kościół katolicki] ogłasza za odstępców od wiary chrześcijańskiej i niegodnych uczestnictwa w wiecznym zbawieniu, chyba że w przyszłości wyrzekną się swych błędów.
Jest więc jasne, że żaden papież, który pragnął zachować wierność prawdzie katolickiej, nie mógł zlekceważyć dogmatu opartego o Pismo św. Jednak po śmierci Jana Pawła II światowe media hałaśliwie powtarzały, że odrzucił on tę fundamentalną doktrynę, że ona już nie obowiązuje. Oto kilka przykładów:
— Jak już wspomnieliśmy, Abraham Foxman z Ligi Przeciwko Zniesławieniu B’nai B’rith wychwalał Jana Pawła II za to, że „odrzucił destrukcyjną koncepcję substytucji”, innymi słowy – odrzucił katolicką naukę, że Nowe Przymierze Jezusa Chrystusa zniosło i zdezaktualizowało Stare.
— Dziennik „The Jerusalem Post” opublikował artykuł pod tytułem Co pozostanie po najlepszym papieżu, jakiego Żydzi kiedykolwiek mieli?, również wychwalając Jana Pawła II za odejście od dotychczasowego nauczania Kościoła.
— Nowe podejście do judaizmu zostało również docenione przez izraelskiego ambasadora w Wybrzeżu Kości Słoniowej, Sergiusza Izaaka Minerbiego. Mimo że odniósł się on krytycznie do rzekomych prób „schrystianizowania [przez papieża] Holocaustu”, nie szczędził mu jednak pochwał:
Przez wieki Kościół twierdził, że jest prawdziwym Izraelem, będącym prawowitym następcą judaizmu. Tym większe znaczenie mają słowa wypowiedziane przez papieża na spotkaniu ze społecznością żydowską w Mainz 17 listopada 1980 r., podczas którego wyraził on swój szacunek dla „ludu Bożego, ludu Starego Przymierza, które nigdy nie zostało unieważnione przez Boga”.
— Podobnie „The Boston Globe” podkreślał „znaczące zaangażowanie Jana Pawła II w rozwój stosunków z narodem żydowskim”. „Mówił on o szczególnych związkach między Żydami a Kościołem oraz podkreślał, że Stare Przymierze nigdy nie zostało unieważnione. Jego słowa stworzyły dla teologów nowe możliwości, które nie zostały jeszcze w pełni zbadane”.
— Dzień po śmierci Jana Pawła II ks. Dawid Maria Jaeger powiedział:
W badaniach opinii publicznej opublikowanych pod koniec roku pielgrzymki papieskiej do Ziemi Świętej (...) przeważająca większość ankietowanych Żydów wymieniała go jako najlepszego kandydata na naczelnego rabina Izraela!.
Jaki to smutny dzień dla Kościoła katolickiego – oto Wikariusz Chrystusa uważany jest za najlepszego kandydata na stanowisko naczelnego rabina – i to Izraela! (...) Żydzi nigdy nie wychwalaliby tak Jana Pawła II – nigdy nie traktowaliby go jako jednego z nich – gdyby powtarzał nauczanie św. Piotra, św. Pawła i Soboru Florenckiego o zastąpieniu Starego Przymierza przez Nowe.

Wypaczanie doktryny

Czy to jednak prawda? Czy Jan Paweł II rzeczywiście mówił takie rzeczy? Dla naszych czytelników pytanie to jest retoryczne. Odpowiedź brzmi – niestety, to prawda.
Podejmując próbę uczynienia „jasnym” tego, co było „niejasne” w deklaracji Nostra ætate, podczas przemówienia wygłoszonego do społeczności żydowskiej w Mainz 17 listopada 1980 r. Jan Paweł II powiedział:
Pierwszym skutkiem tego dialogu, czyli spotkania ludu Starego Przymierza, Przymierza nigdy nie unieważnionego przez Boga, z ludem Nowego Przymierza, jest (...) dialog w obrębie naszego Kościoła, dialog pomiędzy pierwszą a drugą częścią jego Biblii. (...) Żydzi i chrześcijanie jako dzieci Abrahama są wezwani do tego, by być błogosławieństwem dla świata poprzez wspólne angażowanie się na rzecz pokoju i sprawiedliwości pomiędzy narodami. (...)
Te słowa cytuje się w wielu najnowszych dokumentach Kościoła jako argument na rzecz nowego, odrzucającego „substytucję” nauczania.
W 1985 r. Watykan opublikował Uwagi dotyczące właściwego sposobu przedstawiania Żydów i judaizmu w nauczaniu i katechizmie Kościoła rzymskokatolickiego. We wstępie do tego dokumentu proponuje się czytelnikom zwrócenie „szczególnej uwagi” na paragraf 3, „który mówi o judaizmie jako rzeczywistości aktualnej, a nie jedynie historycznej”. Gdy dochodzimy do paragrafu 3, widzimy, że Uwagi... powołują się na wspomniane przemówienie Jana Pawła II, w której papież mówi o „ludzie Bożym Starego Przymierza”, które „nie zostało unieważnione”.
Sam Jan Paweł II w żaden sposób nie dał do zrozumienia, że wspomniany wyżej dokument zawiera nadinterpretację jego słów, co więcej – udzielił mu bezkrytycznego poparcia. 28 października 1985 r. powiedział:
Uwagi dotyczące właściwego sposobu przedstawiania Żydów i judaizmu w nauczaniu i katechizmie Kościoła rzymskokatolickiego są dowodem na stałe zainteresowanie i zaangażowanie Stolicy Apostolskiej na rzecz odnowienia relacji pomiędzy Kościołem a narodem żydowskim.
Papież dodał, że Uwagi...
będą wielką pomocą w uwalnianiu naszego katechetycznego i religijnego nauczania od negatywnego lub błędnego wizerunku Żydów i judaizmu w kontekście wiary katolickiej.
Istnieją więc niezbite dowody na to, że opinie Żydów o Janie Pawle II są prawdziwe, a przytaczane przez nich wypowiedzi papieża można z łatwością odnaleźć w zaaprobowanych przez niego dokumentach.
Jednak z kazania św. Piotra wygłoszonego w Zielone Świątki wiemy, że Stare Przymierze już nie obowiązuje, (...) że nie jest w stanie dać nam zbawienia. Ze słów samego Chrystusa Pana wiemy, że ci, którzy w Niego nie uwierzą, pomrą w swoich grzechach. Z Listu św. Jana wiemy, że ten, kto przeczy, iż Jezus jest Chrystusem – jest antychrystem. Z Listu św. Pawła do Żydów wiemy, że Nowe Przymierze unieważniło Stare. A nieomylny Sobór Florencki uczy nas, że Stare Przymierze wygasło wraz z ustanowieniem Nowego Testamentu przez Jezusa Chrystusa.
Mamy więc pewność, że odrzucenie przez Jana Pawła II substytucji jest błędem, którego nie wolno nam akceptować ani pochwalać. Katolicy mają obowiązek stawiania oporu nowemu nauczaniu Jana Pawła II, ponieważ lekceważy ono Pismo św. i Tradycję. Pozostawia niekatolików w mroku ich błędów i pozbawia ich łaski uświęcającej oraz zagraża wiecznemu przeznaczeniu niezliczonej liczby dusz. Opierając się tej nowej doktrynie, postępujemy za nakazem Innocentego III, który nauczał, że jeśli papież odchodzi od powszechnego nauczania i zwyczajów Kościoła, „nie trzeba go [w tym] słuchać”. Św. Robert Bellarmin dodaje, że należy mu się również opierać.

Santo subito?

Dwa tygodnie przed podwójną beatyfikacją Piusa IX i Jana XXIII liberalny „Common­wealth” pisał:
Absurdalność tego wydarzenia pojmiemy, gdy uprzytomnimy sobie, że zarówno Jan XXIII, jak i Jan Paweł II zostaliby potępieni za swe idee i wypowiedzi, gdyby wygłaszali je za pontyfikatu Piusa IX.
Zaangażowanie Jana Pawła II na rzecz liberalnych reform II Soboru Watykańskiego z pewnością ściągnęłoby na niego potępienie Piusa IX. Jego pontyfikat skutecznie odwodzi współczesnych katolików od wierności nauczaniu jego poprzedników na tronie św. Piotra. Bardzo niewielu przedstawicieli mediów uznaje ten fakt, a ci, którzy to czynią, postrzegają go jako zjawisko pozytywne.
Jednym z tych nielicznych był generalnie niezbyt przychylnie do Kościoła nastawiony Jakub Carroll, którego niedawny komentarz opublikowany na łamach „Time” skutecznie rozwiewa mit o rzekomym konserwatyzmie Jana Pawła II:
Być może uważacie, że Jan Paweł II był konserwatywnym papieżem, że jego pontyfikat cechowało ożywienie katolicyzmu i potępianie różnych przejawów liberalizmu. Pamięta się Jana Pawła II przede wszystkim jako papieża wzmacniającego struktury przeszłości.
Ten obraz jest nieprawdziwy. Jan Paweł II śmiało wspierał polityczną i teologiczną rewolucję w obrębie katolicyzmu. Był on – być może wbrew sobie – papieżem przełomu, papieżem, który dokonał dwóch radykalnych zwrotów: zmiany stosunku Kościoła do wojny oraz do narodu żydowskiego. Była to najbardziej doniosła zmiana w historii Kościoła i stanowi ona fundament pod przyszłe reformy, które mogą pójść dalej, niż papież przewidywał czy nawet pragnął. Nie ulega jednak wątpliwości, że Jan Paweł II doprowadził do praktycznej realizacji tego, co zainicjowali jego poprzednicy, Jan XXIII i Paweł VI, na II Soborze Watykańskim.
Jakub Carroll postrzega rewolucję Jana Pawła II jako przejaw „dojrzewania” myśli katolickiej. Św. Pius X nazwałby to po imieniu: modernizmem w działaniu. Również Pius XII zaliczyłby Jana Pawła II do tych postępowych teologów, przed którymi ostrzegał w encyklice Humani generis, teologów, którzy „pomniejszają znaczenie konieczności przynależności do Kościoła w celu osiągnięcia wiecznego zbawienia”.
Jak to jednak widzieliśmy podczas Mszy pogrzebowej Jana Pawła II, fakty te zdają się nie mieć najmniejszego znaczenia w obecnej epoce sentymentalizmu i płytkiej uczuciowości. Duchowni i świeccy wierni wzywali do natychmiastowej kanonizacji (Santo subito!) polskiego papieża. Jednak skutków jego pontyfikatu w żaden sposób nie można nazwać budującymi. Józef (Joe) Sobran napisał:
Prawowierni katolicy zadają pytanie, czy jego pontyfikat należy uznać za sukces. Wydaje się, że Jan Paweł II zachował naiwną wiarę lat 60. w dialog ekumeniczny, niezależnie od tego, jak bardzo okazał się on bezowocny. Choroby, które wyniszczają Kościół od czasu II Soboru Watykańskiego (którego był on entuzjastycznym uczestnikiem) nie zostały uleczone – w dalszym ciągu mamy do czynienia z kryzysem liturgicznym, spadkiem uczestnictwa we Mszy św., degradacją katolickiej edukacji, wygłaszającymi heterodoksyjne opinie biskupami i heretyckimi teologami. Za jego pontyfikatu wybuchł też jeden z najgorszych skandali w historii Kościoła – ujawniono, że księża­homoseksualiści molestowali nieletnich chłopców. Jest to naturalny skutek dominacji homoseksualistów w amerykańskich (i prawdopodobnie nie tylko amerykańskich) seminariach, która narastała od lat 60., już przed pontyfikatem Jana Pawła II, wydaje się jednak, że nie miał on pojęcia, iż zjawisko to trwa nadal, i nie mógł uwierzyć w fakty, o których mu donoszono. Wszystko to nie wydaje najlepszego świadectwa o jego rządach.

Nie wszystko złoto, co się świeci

Jan Paweł II spotkał się już ze swym Sędzią, który – wedle słów św. Piusa X – wymaga ścisłego rachunku z pełnienia urzędu papieskiego. Celem tego artykułu nie jest sąd nad duszą Jana Pawła II, ponieważ to należy jedynie do Boga.
Niemniej katolicy są uprawnieni do osądzania słów i uczynków zmarłego papieża wedle jedynego istotnego w tym kontekście kryterium: według niezmiennej i nieomylnej wiary katolickiej wszystkich wieków. Oceniany wedle tego kryterium Jan Paweł II wypada źle, a udawanie, że jest inaczej, nie ma żadnego sensu. Modlimy się za jego duszę, jednak nie naśladujemy go w jego postępowych inicjatywach. Był papieżem, który dawał zły przykład.
Jako katolicy mamy obowiązek unikania płytkich emocji i sentymentalizmu. Nie możemy chwalić papieża, który mówi wyznawcom fałszywych religii to, co chcą usłyszeć: że mogą znaleźć zbawienie, pozostając przy swych błędach. (...)
Naszym obowiązkiem jest trzymanie się wyznania wiary św. Atanazego:
Ktokolwiek pragnie być zbawiony, przede wszystkim winien się trzymać katolickiej wiary. Jeżeli jej w całości i bez skazy nie zachowa, z pewnością na wieki zginie.
Musimy się modlić, by przyszły papież podjął ryzyko narażenia się na niepopularność i ponownie pouczył katolików o tej fundamentalnej prawdzie wiary. Dobrym początkiem mogłoby być włączenie do przyszłej encykliki łagodnych, lecz mocnych słów wybitnego teologa, ks. Franciszka Connella:
Wystrzegając się negowania ekskluzywnego charakteru religii katolickiej, przy każdej nadarzającej się okazji należy pouczać wiernych, a uświadamiać niekatolików, że niezależnie od szlachetności ich intencji pozostający poza Kościołem są pozbawieni zwykłych środków zbawienia. Ω
Za „Catholic Family News” tłumaczył Tomasz Maszczyk.

Pozostałe części:

Przypisy:

  1. Ang. extreme supersessionist; można by przy okazji zapytać, czy w ogóle jest możliwe „umiarkowane” wspieranie teorii substytucji...

Tekst za „Catholic Family News”. Tłumaczył Tomasz Maszczyk. Dalszy ciąg w kolejnych numerach Zawsze wierni.

Pozostałe części:

Przypisy:

  1. Uznanie, na podstawie Pisma św. i Tradycji, że Nowy Testament jest wypełnieniem Starego Przymierza i je zastępuje (przypis redakcji Zawsze wierni).
http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1457

Czy Koran propaguje przemoc?

Czy Koran propaguje przemoc?

W wielu gazetach i mediach napotkać można twierdzenie, że islam jest „religią pokoju”, a ataki terrorystyczne przeprowadzane przez muzułmanów są w rzeczywistości dziełem „fundamentalistów” czy też „fanatyków”, którzy „błędnie interpretują” Koran. Zgodnie z tą argumentacją, winnym aktów terroru nie jest islam, ale raczej „fundamentalizm”.
Jednakże nawet pobieżna lektura Koranu dowodzi niezbicie, iż nie jest on jedynie pretekstem dla terroryzmu, ale raczej jego źródłem. Koran zawiera co najmniej 109 wersów wzywających muzułmanów do prowadzenia wojny z niewiernymi w celu narzucenia światu rządów opartych na zasadach islamu. Niektóre z nich są bardzo obrazowe i zawierają nakazy obcinania głów, palców i zabijania niewiernych wszędzie, gdzie mogliby się ukrywać. Muzułmanie, którzy uchylają się od tej walki, określani są mianem „hipokrytów” i ostrzegani, że Allah ukarze ich piekłem, o ile nie przyłączą się do rzezi.
Również niektóre części Starego Testamentu zawierają opisy krwawych scen, zawsze jednak są one osadzone w kontekście historycznym, to jest opisują fakty, nie twierdząc przy tym, że sam Bóg pochwala takie postępowanie. Wręcz przeciwnie. Pismo święte szczegółowo opisuje kampanie prowadzone przez króla Dawida, czytamy w nim jednak również, że Bóg nie zezwolił mu na wzniesienie świątyni, ponieważ był on „mężem wojny i rozlewał krew” (1 Krn 28, 3). Ludzie w czasach Starego Testamentu w swoich działaniach dopuszczali zło, chcąc osiągnąć większe dobro, jednak Bóg nigdy nie usprawiedliwia tego rodzaju zachowań.
W przeciwieństwie do niemal wszystkich wersów o przemocy, jakie znajdują się w Starym Testamencie, odnoszące się do niej wersy Koranu nie są osadzone w kontekście historycznym, co pozwala na formułowanie na ich podstawie wniosków natury ogólnej. Stanowią one część wiecznego, niezmiennego słowa Allaha.
Trzeba też zauważyć, że w Koranie znaleźć można bardzo niewiele wersów o tolerancji i pokoju, które łagodziłyby lub choćby równoważyły wymowę znacznej liczby tych, które wzywają do zwalczania niewiernych, aż zostaną oni upokorzeni i przyjmą islam, albo też zostaną zabici. Podboje militarne, będące dziełem Mahometa oraz jego wyznawców, których uzasadnienie stanowią obecne na kartach Koranu nawoływania do przemocy, zaznaczyły się w historii świata niekończącym się pasmem łez i przelanej krwi.
Oto krótki wybór wersów Koranu, które nie tylko usprawiedliwiają zabijanie nie-muzułmanów, ale wręcz je nakazują.
• „I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili – Al Fitnah (niewiara) jest gorsza niż zabicie. (...) Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich! – Taka jest odpłata niewiernym! Ale jeśli oni się powstrzymają... – zaprawdę, Allah jest przebaczający, litościwy! I zwalczajcie ich, aż ustanie Fitnah i religia będzie należeć do Allaha. A jeśli oni się powstrzymają, to wyrzeknijcie się wrogości, oprócz wrogości przeciw niesprawiedliwym!” (Sura 2, 191-193).
Wers poprzedni (190) mówi: „Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają”, co skłoniło niektórych do twierdzenia, że cały ten fragment odnosi się jedynie do wojny obronnej, w której muzułmanie broniliby swych domów oraz rodzin. Jednakże kontekstem historycznym tego ustępu nie jest wojna obronna, jako że powstał on w momencie, gdy Mahomet i jego zwolennicy przenieśli się do Medyny i nie byli atakowani przez swych przeciwników z Mekki. Odnosi się on wyraźnie do wojny ofensywnej, w trakcie której muzułmanie wypędzić mają mieszkańców Mekki z ich miasta (co też się stało).
Tak więc wers 190 sury 2. nakazuje walczyć z tymi, którzy stawiają opór panowaniu Allaha (czyli podbojowi muzułmańskiemu). Przekładanie przez niektórych tłumaczy muzułmańskich Al Fitnah jako „prześladowanie” jest pokrętne. Termin ten może oznaczać niewiarę, względnie zamieszanie spowodowane przez niewiarę lub pokusę. Jest to całkowicie zgodne z kontekstem, jako że wers ten nakazuje walkę aż „religia należeć będzie do Boga”, to jest aż niewierni wyrzekną się swych błędów.
• Sura 2, 244: „Walczcie na drodze Allaha i wiedzcie, że Allah jest słyszący, wszechwiedzący!”.
• Sura 2, 216: „Przepisana wam jest walka, chociaż jest wam nienawistna. Być może, czujecie wstręt do jakiejś rzeczy, choć jest dla was dobra. Być może, kochacie jakąś rzecz, choć jest dla was zła. Allah wie, ale wy nie wiecie!”. Wers ten nie tylko uznaje przemoc za cnotę, ale też obala w istocie mit, wedle którego muzułmanom walka dozwolona jest jedynie w samoobronie, jako że adresaci owych słów nie byli wówczas atakowani. Z hadisów wiemy, że wers ten powstał w czasie, gdy Mahomet usiłował nakłonić swych zwolenników do atakowania karawan kupieckich oraz ich łupienia.
• Sura 3, 56: „Tych, którzy nie uwierzyli, ukarzę karą straszną na tym świecie i w życiu ostatecznym; i oni nie będą mieli pomocników”.
• Sura 3, 151: „My wrzucimy w serca tych, którzy nie uwierzyli, przerażenie za to, iż oni dodawali Allahowi jako współtowarzyszy to, czemu On nie zesłał żadnej władzy. Ich miejscem schronienia będzie ogień. A jakże złe to miejsce pobytu dla niesprawiedliwych!”. Słowa te odnoszą się do politeistów, do których Koran zalicza również chrześcijan, jako że wierzą oni w Trójcę.
• Sura 4, 74: „Niechże walczą na drodze Allaha ci, którzy za życie tego świata kupują życie ostateczne! A kto walczy na drodze Allaha i zostanie zabity albo zwycięży, otrzyma od Nas nagrodę ogromną”. Męczennicy islamu różnią się zasadniczo od chrześcijan pierwszych wieków, którzy potulnie pozwalali prowadzić się na miejsce kaźni. Muzułmanie, o których mówi powyższy wers, ponoszą śmierć w walce, w trakcie której szerzyli śmierć i zniszczenie w imię Allaha. Słowa te stanowią teologiczne uzasadnienie współczesnych ataków samobójczych.
• Sura 4, 76: „Ci, którzy wierzą, walczą na drodze Allaha (...)”.
• Sura 4, 89: „Oni by chcieli, abyście byli niewiernymi, tak jak oni są niewiernymi, abyście więc byli równi. Przeto nie bierzcie sobie opiekunów spośród nich, dopóki oni nie wywędrują razem na drodze Allaha. A jeśli się odwrócą, to chwytajcie i zabijajcie ich, gdziekolwiek ich znajdziecie! I nie bierzcie sobie spośród nich ani opiekuna, ani pomocnika!”.
• Sura 4, 95: „Ci spośród wiernych, którzy siedzą spokojnie – oprócz tych, którzy doznali szkody – i ci, którzy z zapałem walczą na drodze Allaha, swoimi dobrami i swoim życiem – nie są wcale równi. Wywyższył Allah gorliwie walczących swoimi dobrami i swoim życiem nad tych, którzy siedzą spokojnie, o jeden stopień. Wszystkim Allah obiecał rzeczy piękne. Lecz Allah wyróżnił walczących gorliwie ponad tych, którzy siedzą spokojnie, nagrodą ogromną”.
Wers ten krytykuje „pokojowo nastawionych” muzułmanów, którzy nie przyłączają się do walki, uświadamiając im, że są mniej warci w oczach Allaha. Obala to rozpowszechniony obecnie mit, wedle którego dżihad nie oznacza w Koranie świętej wojny, ale jedynie walkę duchową. Tekst arabski nie tylko używa słowa „mujahiduna”, ale też w oczywisty sposób nie odnosi się do walki duchowej, jako że usprawiedliwia osoby fizycznie niezdolne do uczestnictwa w wojnie. (Wedle hadisów słowa te stanowią odpowiedź na protest ślepego człowieka, iż nie jest on w stanie dołączyć do dżihadu, co nie miałoby sensu, gdyby słowo to oznaczało walkę duchową).
• Sura 4, 104: „I nie traćcie ducha w ściganiu tych ludzi! Kiedy wy cierpicie, to i oni cierpią, tak jak wy cierpicie; ale wy spodziewacie się od Allaha tego, czego oni się nie spodziewają. Allah jest wszechwiedzący, mądry!”. Czy ściganie rannych i wycofujących się wrogów może być postrzegane jako akt samoobrony?
• Sura 5, 33: „Zapłatą dla tych, którzy zwalczają Allaha i Jego Posłańca i starają się szerzyć zepsucie na ziemi, będzie tylko to, iż będą oni zabici lub ukrzyżowani albo też obetnie im się rękę i nogę naprzemianległe, albo też zostaną wypędzeni z kraju. Oni doznają hańby na tym świecie i kary bolesnej w życiu ostatecznym”.
• Sura 8, 12: „(...) Ja wrzucę strach w serca niewiernych. Bijcie ich więc po karkach! Bijcie ich po wszystkich palcach!”. Żaden człowiek rozumny nie może interpretować tych słów jako odnoszących się do walki duchowej.
• Sura 8, 15-16: „O wy, którzy wierzycie! Kiedy spotkacie niewiernych, posuwających się w marszu, to nie odwracajcie się do nich plecami! A kto tego dnia odwróci się do nich plecami, jeśli nie czyni tego powracając do bitwy albo przyłączając się do oddziału, ten ściągnie na siebie gniew Allaha, a jego miejscem schronienia będzie Gehenna! A jakże to złe miejsce przybycia!”.
• Sura 8, 39: „Zwalczajcie ich, aż nie będzie już buntu i religia w całości będzie należeć do Allaha”.
Niektórzy tłumacze przekładają „fitna” jako ‘prześladowanie’, jednakże okoliczności, w jakich wers ten powstał, czynią tę interpretację pozbawioną podstaw. Mieszkańcy Mekki odmówili po prostu Mahometowi wstępu do ich miasta podczas Hajj. Innym muzułmanom zezwolono tam podróżować – jednak nie grupom zbrojnych, jako że Mahomet przed swą ucieczką wypowiedział Mekce wojnę. Również mieszkańcy Mekki występowali w obronie swej religii, jako że zamiarem Mahometa było obalenie ich bożków i narzucenie islamu siłą (co też później uczynił). Tak więc wers ten należy rozumieć jako walkę aż „religia w całości należeć będzie do Allaha”, w rozumieniu, iż usprawiedliwieniem dla przemocy była niewiara przeciwników.
• Sura 8, 57: „A jeśli spotkasz się z nimi na wojnie, to postępuj z nimi w taki sposób, by rozproszyć tych, którzy znajdują się za nimi. Być może oni się opamiętają!”.
• Sura 8, 67: „Nie jest odpowiednie dla Proroka, aby brał jeńców, dopóki on nie dokona całkowitego podboju ziemi. (...)”.
• Sura 8, 59-60: „I niech nie sądzą ci, którzy nie uwierzyli, że nas wyprzedzą. Oni przecież nie są zdolni niczego udaremnić! Przygotujcie przeciwko nim, ile możecie sił i oddziałów konnicy, którymi moglibyście przerazić wroga Allaha i wroga waszego, jak również innych, którzy są poza nimi, a których wy nie znacie”.
• Sura 8, 65: „O, Proroku! Pobudzaj wiernych do walki!”.
• Sura 9, 5: „A kiedy miną święte miesiące, wtedy zabijajcie bałwochwalców, tam gdzie ich znajdziecie; chwytajcie ich, oblegajcie i przygotowujcie dla nich wszelkie zasadzki! Ale jeśli oni się nawrócą i będą odprawiać modlitwę, i dawać jałmużnę, to dajcie im wolną drogę. Zaprawdę, Allah jest przebaczający, litościwy!”.
Zgodnie z powyższym wersem, najlepszym sposobem na zapewnienie sobie bezpieczeństwa ze strony muzułmanów jest przyjęcie islamu (modlitwa salat oraz podatek na ubogich zakat należą do pięciu filarów islamu). Treść tego wersu obala rozpowszechniony obecnie pogląd, iż Koran dopuszcza przemoc jedynie w samoobronie, jako że muzułmanie, do których słowa te były kierowane, nie byli przez nikogo atakowani. Gdyby byli, wówczas nie byłoby w nim wzmianki o okresie rozejmu (wcześniejsze wersy mówią o obowiązku prowadzenia walki w samoobronie nawet podczas świętych miesięcy). Słowa te napisane zostały w Mekce, gdy bałwochwalcy zostali już pokonani i nie stanowili zagrożenia. Skoro muzułmanie doszli do władzy, przemocą wygnali niewiernych, którzy odmówili konwersji.
• Sura 9, 14: „Zwalczajcie ich! Allah ukarze ich przez wasze ręce i okryje ich wstydem; i dopomoże wam zwyciężyć ich. On uleczy piersi ludzi wierzących”.
Upokarzanie i krzywdzenie niewiernych ukazane jest tu nie tylko jako nakaz Allaha, ale też jako narzędzie jego kary, a nawet środek, jakim posługuje się on w celu „uleczenia” serc muzułmanów.
• Sura 9, 20: „Ci, którzy uwierzyli, ci, którzy wywędrowali wspólnie, ci, którzy walczyli na drodze Allaha swoim majątkiem i swoimi duszami, będą mieli najwyższy stopień u Allaha – oni są tymi, którzy osiągnęli sukces!”.
Arabskie słowo tłumaczone jako „walczyli” wywodzi się z tego samego rdzenia co „dżihad”. Kontekstem jest w sposób oczywisty święta wojna.
• Sura 9, 29: „Zwalczajcie tych, którzy nie wierzą w Allaha i w Dzień Ostatni, który nie zakazują tego, co zakazał Allah i Jego Posłaniec, i nie poddają się religii prawdy – spośród tych, którym została dana Księga – dopóki oni nie zapłacą daniny własną ręką i nie zostaną upokorzeni”.
„Tymi, który została dana Księga” są chrześcijanie oraz żydzi. Zgodnie w powyższym wersem mają być oni przemocą upokarzani, czego jedynym usprawiedliwieniem jest ich status religijny. Sura 9, 33 mówi muzułmanom, że Allah przeznaczył ich do tego, aby uczynili islam „widocznym ponad wszelką religię”. Rozdział ten był jednym z ostatnich „objawień” Allaha i zainicjował ekspansję militarną, w trakcie której wyznawcom Mahometa udało się podbić w przeciągu następnych stu lat dwie trzecie świata chrześcijańskiego.
• Sura 9, 30: „Żydzi powiedzieli: «Uzajr jest synem Allaha». A chrześcijanie powiedzieli: «Mesjasz jest synem Allaha». Takie są słowa wypowiedziane ich ustami. Oni naśladują słowa tych, którzy przedtem nie wierzyli. Niech zwalczy ich Allah! Jakże oni są przewrotni!”.
• Sura 9, 38-39: „O wy, którzy wierzycie! Dlaczegoż, kiedy wam mówią: «Ruszajcie na drogę Allaha!», tak ciążycie ku ziemi? Czy podoba wam się bardziej życie tego świata, czy życie ostateczne? Przecież używanie życia tego świata w porównaniu z życiem ostatecznym jest mizerne! A jeśli nie wyruszycie, to ukarze was Allah karą bolesną i zmieni was na inny naród. A wy nie możecie Mu w niczym zaszkodzić. Przecież Allah jest nad każdą rzeczą wszechwładny!”. Wers ten ostrzega, iż ci, którzy uchylać się będą od walki, ukarani zostaną karą piekła.
• Sura 9, 41: „Wyruszajcie – lekko i ciężkozbrojni! Walczcie waszymi majątkami i waszymi duszami na drodze Allaha! To jest dla was lepsze, gdybyście mogli wiedzieć!”.
Również wers kolejny stwierdza: „Jeśliby zysk był bliski, a droga umiarkowana, to oni z pewnością poszliby za tobą. Lecz daleka dla nich była odległość”. Fragment ten obala mit, wedle którego muzułmanom walczyć wolno jedynie w samoobronie, ponieważ słowa te wyraźnie sugerują, iż walka toczona będzie daleko od ich domów.
• Sura 9, 73: „O Proroku! Walcz przeciwko niewiernym i przeciwko obłudnikom i bądź dla nich surowy! Ich miejscem schronienia będzie Gehenna. Jakże nieszczęsne to miejsce przybycia!”.
Odczłowieczanie tych, którzy odrzucają islam, poprzez przypominanie, iż przeznaczeniem niewiernych jest ogień piekielny, służy tu usprawiedliwianiu mordów. Wyjaśnia to również, dlaczego współcześni pobożni muzułmanie tak mało przejmują się losem ludzi wyznających inne niż oni religie.
• Sura 9, 88: „Lecz Posłaniec i ci, którzy uwierzyli wraz z nim, zmagali się w walce swoim majątkiem i swoimi duszami. Dla nich będą dobra i oni będą szczęśliwi!”.
• Sura 9, 111: „Zaprawdę, Allah kupił u wiernych ich dusze i ich majątki, w zamian za co otrzymają Ogród. Oni walczą na drodze Allaha i zabijają, i są zabijani, zgodnie z Jego prawdziwą obietnicą w Torze, Ewangelii i w Koranie. A kto wierniej wypełnia swoje przymierze aniżeli Allah? Cieszcie się więc z handlu, jaki z Nim zrobiliście! To jest osiągnięcie ogromne!”.
A jak definiuje Koran gorliwego wyznawcę?
• Sura 9, 123: „O wy, którzy wierzycie! Walczcie z tymi niewiernymi, którzy są blisko was i niechaj odnajdą w was twardość. I wiedzcie, że Allah jest wraz ze sprawiedliwymi”.
• Sura 17, 16: „A kiedy chcemy zgubić jakieś miasto, to nakazujemy jego mieszkańcom żyjącym w dobrobycie, aby oddawali się tam rozpuście. Wtedy sprawdza się nad nim słowo i niszczymy je całkowicie”.
Zwróćmy uwagę, iż przestępstwem jest tu wykroczenie moralne, karą zaś „całkowite zniszczenie”. Przed wydaniem rozkazu do przeprowadzenia ataków z 11 września Osama bin Laden wezwał uprzednio Amerykanów do przyjęcia islamu.
• Sura 18, 65-81: Przypowieść ta stanowi teologiczne uzasadnienie zabójstw honorowych, podczas których członek rodziny zabijany jest ze względu na to, iż okrył ją hańbą, czy to poprzez apostazję czy też dostrzeżone uchybienie moralne. Historia ta (nie znajdujemy jej w żadnych źródłach żydowskich ani chrześcijańskich) opowiada o Mojżeszu spotykającym człowieka mającego „specjalną wiedzę”, robiącego rzeczy, które pozornie nie mają sensu, później jednak znajdują usprawiedliwienie.
Jednym z takich postępków jest zabicie młodego człowieka, pozornie bez powodu. Jak jednak wyjaśnia później mędrzec, istniała obawa iż człowiek ten „zasmuci” swych rodziców „nieposłuszeństwem i niewdzięcznością”. Został więc zabity, aby Allah mógł obdarzyć ich „lepszym” synem (jest to jednym z powodów sankcjonowania przez szariat honorowego zabójstwa. Udmat al-Saliq mówi, że rodzice lub dziadkowie zabijający swe potomstwo, nie podlegają karze).
• Sura 21, 44: „Pozwoliliśmy używać dóbr tego świata – im i ich ojcom – jak długo potrwa ich życie. Czy oni nie widzą, że My przychodzimy na ziemię, zmniejszając ją po krańcach? Mogą oni zatem być zwycięzcami?”.
• Sura 25, 52: „Nie słuchaj więc niewiernych i zwalczaj ich z wielkim zapałem, przy jego pomocy”.
Jest to oczywiste odniesienie do dżihadu. Istotne jest również, iż wers ten należy do okresu mekkańskiego.
• Sura 33, 60-62: „Jeśli obłudnicy i ci, w których sercach jest choroba, jak i ci, którzy szerzą niepokoje w Medynie, nie zaprzestaną swoich poczynań, to My pobudzimy ciebie do wystąpienia przeciw nim. Wtedy oni pozostaną z tobą w sąsiedztwie niewiele czasu. Przeklęci! Gdziekolwiek się znajdą zostaną schwytani i zabici bez litości”.
Wers ten sankcjonuje zabijanie („bez litości”) ludzi należących do trzech grup: hipokrytów (muzułmanów, którzy odmawiają prowadzenia „walki na drodze Allaha” [3, 1670] i stąd nie postępują tak, jak przystoi prawdziwym wyznawcom); tych, „w których sercach jest choroba” (co obejmuje żydów oraz chrześcijan [5,51-52]); oraz „tych, którzy szerzą niepokoje”, co według biografów Mahometa odnosić się miało do ludzi, którzy jedynie słownie występują przeciwko islamowi. Warto zauważyć, że ofiary mają być wyszukiwane przez muzułmanów, co właśnie robią współcześni terroryści. Gdyby ustęp ten odnosić się miał jedynie do miasta Medyna, nie powinien znaleźć się w księdze zawierającej odwieczne słowo Allaha skierowane do przyszłych pokoleń muzułmanów.
• Sura 47, 3-4: „Tak jest dlatego, że ci, którzy nie wierzą, postępują za kłamstwem; natomiast ci, którzy wierzą, postępują za prawdą od ich Pana. (...) Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi; a kiedy ich całkiem rozbijecie, to mocno zaciśnijcie na nich pęta. (...) Lecz jeśliby zechciał Allah, to sam zemściłby się na nich, lecz On chciał doświadczyć jednych przez drugich. A co do tych, którzy zostaną zabici na drodze Allaha, to On nie uczyni ich uczynków daremnymi”.
Tak więc ci, którzy odrzucają Allaha, mają być zabijani podczas dżihadu. Ranni mają być zatrzymani dla okupu. Jedynym powodem, dla którego Allah nie zabija osobiście, jest testowanie wierności muzułmanów. Ci, którzy zabijają, przechodzą tę próbę pomyślnie.
• Sura 47, 35: „Nie słabnijcie więc i nie wzywajcie do pokoju, kiedy jesteście górą. Allah jest z wami. On nie zniweczy waszych dzieł”.
• Sura 48, 17: „Nie ma jednak żadnej nagany dla ślepego, nie ma też żadnej nagany dla kulawego, ani też nie ma żadnej nagany dla chorego. A kto będzie posłuszny Allahowi i Jego Posłańcowi, tego On wprowadzi do Ogrodów, gdzie w dole płyną strumyki. A kto odwróci się plecami, tego On ukarze karą bolesną”.
Współcześni apologeci utrzymują niekiedy, iż dżihad oznacza ‘walkę duchową’. Dlaczego więc wyłączeni mieliby z niej być ślepi, kulawi oraz chorzy? Wers ten mówi również, że ci, którzy nie walczą, poniosę karę piekła.
• Sura 48, 29: „Mahomet jest posłańcem Allaha. Ci, którzy są razem z nim, są gwałtowni wobec niewiernych, a miłosierni względem siebie”.
Wers ten mówi muzułmanom, że istnieją dwa standardy postępowania, uzależnione od statusu religijnego. Użyte w nim słowo „gwałtowni” posiada ten sam rdzeń co słowo „bolesny”, występujące w opisie piekła w ponad 25 innych wersach.
• Sura 61, 4: „Zaprawdę, Allah miłuje tych, którzy walczą na Jego drodze w zwartych szeregach, jak gdyby byli budowlą solidną”.
Wers ten używa sformułowania „zwarte szeregi”, wyraźnie wskazując, iż chodzi o rzeczywistą walkę. Podobnie w 61, 9 czytamy: „On jest Tym, który wysłał swojego Posłańca z drogą prostą i religią prawdy, aby ją wznieść ponad wszelką religię, chociażby to było nienawistne dla bałwochwalców”.
• Sura 61, 10-12: „O, wy, którzy wierzycie! Czyż mogę ukazać wam handel, który by was wybawił od kary bolesnej? Będziecie wierzyć Allaha i Jego Posłańca! Będziecie walczyć na drodze Allaha waszym majątkiem i waszymi duszami! To będzie lepsze dla was – o, gdybyście tylko mogli to wiedzieć! Wtedy On przebaczy wam wasze grzechy i wprowadzi was do Ogrodów, gdzie w dole płyną strumyki, i do mieszkań przyjemnych w Ogrodach Edenu. To jest osiągnięcie ogromne!”.
Wers ten odnosi się do rzeczywistej walki prowadzonej w celu narzucenia islamu wyznawcom wszystkich innych religii. Występuje w nim arabskie słowo „dżihad”.
• Sura 66, 9: „O, Proroku! Zwalczaj niewiernych i obłudników, i bądź względem nich surowy! Ich miejscem schronienia będzie Gehenna. A jakże nieszczęsne to miejsce przybycia!”.
Po raz kolejny występuje tu rdzeń słowa „dżihad”. Kontekstem jest w sposób oczywisty święta wojna, przy czym do tych, których należy zwalczać, dołączona została kategoria „obłudników” – to jest tych, którzy nazywają sami siebie muzułmanami, jednak nie postępują jak przystoi prawdziwym wyznawcom.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

„Dzień Islamu”

Niepojęte, co dziś dzieje się w tzw. Kościele soborowym! Rzecz niegdyś, jeszcze za mojej pamięci, niebywała: dziś wmawia się ludziom, że chrześcijanie, żydzi i muzułmanie wierzą w tego samego Boga!
„Dzień Islamu w Kościele katolickim w Polsce obchodzony jest od 2001 roku. Został on ustanowiony decyzją Konferencji Episkopatu Polski jako «dzień modlitw poświęcony islamowi». Organizuje go Komitet ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi, który wchodzi w skład Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego Konferencji Episkopatu Polski i zajmuje się przede wszystkim dialogiem z islamem. Przewodniczący Komitetu uczestniczy w pracach Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów – jedynej takiej organizacji na świecie”. Tyle na wymieniony w tytule temat można przeczytać w Wikipedii.
Niepojęte, co dziś dzieje się w tzw. Kościele soborowym! Rzecz niegdyś, jeszcze za mojej pamięci, niebywała. Wmawia się ludziom, że chrześcijanie, żydzi i muzułmanie wierzą w tego samego Boga! Na tej podstawie możemy nawet razem się modlić. A to nieprawda!
Żydzi obecnie wierzą w swego plemiennego boga. Koran, to znaczy księga muzułmanów, mówi, że prawdziwy Bóg nie ma syna – a więc jest to jakiś inny bóg, wymyślony na potrzeby islamu, bo przecież wiara nas uczy, że Ojciec rodzi Syna, a od Nich Obu pochodzi Duch Święty.
„Dialog z islamem” – co to takiego? Najpierw czy jest możliwy, czy jest potrzebny? Na te „dialogowane spotkania” przychodzą nieznani muzułmanie, aby stać się znanymi. Porozmawiają, wypiją trochę kawy, i co dalej? Przecież niewierny, a wyrażenie to w islamie oznacza każdego nie-muzułmanina, jest – według tej fałszywej religii – gorszy od psa. Niewiernego, zwłaszcza katolika, trzeba nawrócić na islam albo zabić. Takie właśnie zasady głosi Koran!
Po co w ogóle robi się spotkania? Po to, aby ktoś kogoś przekonał do czegoś. Ale w dzisiejszym Kościele już nie trzeba przekonywać, wystarczy z innowiercami „dialogować”. Muzułmanie w dalszym ciągu chcą nawracać, więc spotkania z nimi są zagrożeniem dla naszej wiary, są dawaniem miejsca wyznawcom fałszywej religii, aby głosiła swoje błędy, to zaprzeczenie misyjności Kościoła.
Po ostatnich krwawych zamachach terrorystycznych we Francji powiedział ktoś, że teraz to już chyba nie będzie obchodzony „Dzień Islamu”... A ja mówię, że będzie, bo przecież owi zwolennicy dialogu we wszystkich fałszywych religiach widzą tylko dobro...
Popatrzmy teraz, co święci mówili o islamie. Święty Alfons Maria Liguori: „Mahometański raj zdatny jest tylko dla zwierząt, bowiem jedynym, czego może oczekiwać w nim wierny, to brudna rozkosz zmysłowa”.
Święty Jan Bosko: „Opowiedzenie wam wszystkich historii o tym znanym oszuście zajęłoby zbyt dużo czasu. (...) Religia Mahometa składa się z potwornej mieszanki judaizmu, pogaństwa i chrześcijaństwa. Mahomet rozpowszechniał swoją religię nie poprzez cuda, bądź wymowne słowo, ale siłą. [To] religia sprzyjająca rozwiązłości każdego rodzaju i która – w krótkim czasie – pozwoliła Mahometowi na bycie przywódcą gromady bandytów. Z nimi najeżdżał kraje Wschodu i podbijał ludy – ani nie zaprowadzając prawdy, ani nie czyniąc cudów albo proroctw – w jednym tylko celu: by nad głowami pobitych wznieść miecz, krzycząc: «Uwierz albo zgiń!”.
Święty Piotr z Majumy, męczennik, powiedział: „Każdy, który nie przyjmie wiary katolickiej, zostanie potępiony jak Mahomet, wasz fałszywy prorok!”. Przytoczmy jeszcze słowa świętych Aureliusza, Feliksa, Jerzego, Liliozy i Natalii, męczenników z Kordoby: „Każdy kult przeczący boskości Chrystusa, nie oparty na wyznaniu wiary w Trójcę Świętą, odrzucający chrzest, oczerniający chrześcijan i wprowadzający odstępstwo od kapłaństwa, uważamy za potępiony!”.
Dziękujmy gorąco Miłosierdziu Bożemu, że uratowało nas od popadnięcia w jakąkolwiek herezję czy bezbożną religię i błagajmy pokornie, aby nas zachowało w łasce uświęcającej aż do końca naszych dni.

https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/2285
https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/2269

Objawienia. Czy pochodzą od Boga, czy od diabła?

 

 

Objawienia. Czy pochodzą od Boga, czy od diabła?

Zasady Kościoła katolickiego w sprawie rozeznawania zjawisk nadnaturalnych
Nieznacznie poprawiona wersja artykułu, który ukazał się w numerze 1/1999 (26) „Zawsze Wierni”.

Urząd Nauczycielski i objawienia

Uwagi teologiczne

Pan Jezus powierzył swemu Kościołowi potrójny urząd: nauczycielski, uświęcania i rządzenia, sprawowany przez hierarchię. Urząd rządzenia polega na prowadzeniu dusz do wiecznego celu przez decyzje, polecenia, nakazy, zakazy, duszpasterstwo, karanie i potępianie. Musi on badać wszelkie inicjatywy wiernych, zachęcać ich do współpracy dla zbawienia dusz, a także zwracać uwagę na ewentualne braki czy niebezpieczeństwa.
Aby zachęcać wiernych do postępów na drodze do świętości, Bóg rezerwuje sobie własne inicjatywy, którymi są szczególne dary, objawienia (tak zwane prywatne, w przeciwieństwie do Objawienia apostolskiego, publicznego, które jako jedyne obowiązuje wszystkich i wymaga całkowitego posłuszeństwa), cuda i inne. Dary te teologia nazywa darami darmo danymi: gratia gratis data – są to szczególne łaski dane nie dla własnego uświęcenia, ale pro bono communi (dla dobra wspólnego – przyp. red. „Zawsze Wierni”) – dla dobra wspólnego, dla duchowej korzyści pojedynczych katolików bądź całego katolickiego społeczeństwa, jak np. objawienia w Lourdes, Fatimie, Paray le Monial, bądź dla katolików danego kraju – jak np. w Pontmain, Notre Dame de Laus, Licheniu… Gratia gratis data mogą być objawieniem Pana Jezusa, Matki Bożej, anioła, świętego… Istnieją też tak zwane charyzmaty, których Duch Święty udziela według swego upodobania (por. 1 Kor 12), zawsze zaś są one podporządkowane autorytetowi kościelnemu i służą dobru Kościoła, nigdy natomiast własnej chwale. Dlatego też Pan Bóg dał apostołom władzę rządzenia, aby w świetle rozumu i objawionej wiary mogli badać i sprawdzać, czy nadzwyczajne zjawisko rzeczywiście jest gratia gratis data, darem Bożym, czy te może złudzeniem szatańskim; ten proces badania nazywamy rozeznawaniem duchów. Ten rygorystyczny egzamin nazywa się kanonicznym, to jest oficjalnym badaniem przez Kościół katolicki, który sprawuje swój urząd rządzenia.

Głos uroczystego Magisterium

V Sobór Laterański, 19 grudnia 1516 r. (Conciliorum Oecumenicum Decreta, Bolonia 1973, ss. 634–636): wszelkie „natchnienia” bądź „proroctwa” muszą być badane przez Stolicę Apostolską w formie procesu (stąd „proces kanoniczny”), który rozpoczyna się pod auspicjami ordynariusza, powołującego komisję doświadczonych i świątobliwych ludzi. Wszelkie oszustwo ma być surowo karane (ekskomunika zastrzeżona papieżowi).
Sobór Trydencki, 4 grudnia 1563 r., sesja XXV, De invocatione, veneratione et reliquiis sanctorum et sacris imaginibus (tamże, s. 776): odpowiedzialny w sprawach „objawień” i nadnaturalnych zjawisk jest ordynariusz. „Żaden nowy cud (miraculum) nie może być zatwierdzony bez aprobaty biskupa”. „Jeśli biskup ma pewną wiedzę o tych sprawach, po konsultacji rady doświadczonych teologów i pobożnych ludzi niech dokonuje tego, co uważa za stosowne do prawdy i pobożności”.
Jurysprudencja Kościoła po Soborze Trydenckim: zawsze proces kanoniczny, z przesłuchaniem świadków, medycznym badaniem uzdrowień, rozpatrywaniem orędzi pod względem teologicznym, fizycznym badaniem cudownych wydarzeń albo przedmiotów (np. cuda eucharystyczne, objawienia Matki Bożej św. Katarzynie Labouré, Alfonse’owi Ratisbonne’owi, w La Salette, Lourdes, Pontmain, Fatimie, Syrakuzach…).

Cechy kanonicznego osądu Kościoła

Tylko te zjawiska zostały uznane za autentyczne, w których nie było miejsca na żadne wątpliwości, nie został znaleziony żaden błąd. Bonum ex integra causa, malum ex quocumque defectu (dobro [rodzi się] z całkowicie dobrej przyczyny, zło z jakiegokolwiek braku – przyp. red. „Zawsze Wierni”). Jeśli powstaje najmniejsza nawet wątpliwość, Kościół odmawia takim zjawiskom autentyczności, jeśli natomiast zostaje znaleziony najmniejszy choćby błąd, Kościół je potępia (por. np. alumbrados w XVI w. w Hiszpanii, siostra Maria de la Visitación, etc.).
Nawet jeśli hierarchia stwierdza autentyczność danego zjawiska, to nie korzysta z przywileju nieomylności, ponieważ ta jest gwarantowana tylko w przypadku apostolskiego, a więc publicznego Objawienia Boskiego, depozytu wiary, Tradycji apostolskiej i Pisma Świętego. Ogłoszenie dogmatu jest stwierdzeniem, że przedstawiona prawda jest treścią Tradycji apostolskiej, depozytu wiary (depositum fidei). Z tego wynika, że nawet deklaracja autentyczności jakiegoś objawienia nie wymaga absolutnego posłuszeństwa, a jego brak nie jest zagrożony wiecznym potępieniem. Nie jest więc automatycznie heretykiem albo schizmatykiem ktoś, kto nie wierzy np. w prawdziwość objawień w La Salette, jest nim zaś ten, kto nie wierzy w dogmat wniebowzięcia N.M.Panny. Jednak odmowa uznania potwierdzonych przez Kościół zjawisk wskazuje na brak wiary, a nawet pogardę wobec magisterium ordinarium Kościoła poprzez lekceważenie uroczyście potwierdzonych objawień prywatnych, nierozsądek i brak logiki w sprawach jasnych, brak czci wobec Pana Boga lub Matki Bożej.
Z tego wynika również, że zgodnie z powyższymi zasadami żadne objawienie nie może skupiać na sobie takiej samej uwagi co magisterium extraordinarium i nie może wymagać od wiernych bezwarunkowej wiary, może natomiast – podporządkowania się hierarchii. Jeśli wizjoner musi wybierać między wezwaniem z orędzia a nakazem kościelnym, to powinien wybrać nakaz kościelny (św. Małgorzata Maria, św. Katarzyna Labouré, siostra Łucja z Fatimy, szczególnie św. Bernadetta Soubirous z Lourdes) – ufając, że Pan Bóg jest w stanie poruszyć serca przełożonych.
Nawet w czasie kryzysu kompetentnej hierarchii nie wolno lekceważyć potrzeby procesu kanonicznego. Jeśli dzisiejsza hierarchia nie jest w stanie przeprowadzić rzetelnego procesu (brak wiary, lenistwo etc.), to trzeba ufać, że Pan Bóg jest w stanie nawrócić odpowiedzialnych. Nigdy nie wolno opierać się na niepotwierdzonych zjawiskach nadnaturalnych. Konkretny przykład: proces kanoniczny biskupa Mostaru w sprawie Medjugorie. Proces ten odbył się według jurysprudencji Kościoła. Wyniki są jasne, mimo tego, że członkowie komisji nie byli związani z ruchem Tradycji.

Badanie kanoniczne według „reguł rozeznania duchów”

Zasady

Trzeba zawsze najpierw badać zastrzeżenia, szukać cech negatywnych. „Bóg jest światłością, a ciemności w Nim nie ma żadnej!” (1 J 2, 1). Ponieważ Bóg jest najwyższym dobrem, czystym aktem (actus purus), nie może być w Nim braku, wady czy błędu. Jeśli więc objawienia zawiera choćby mały błąd czy wadę, czy tylko brak integralności dobra, to nie może pochodzić od Boga, ale od Jego przeciwnika, zazwyczaj zjawiającego się jako „anioł światłości”, którego zawsze można „poznać po owocach”. Jeszcze kiedyś pokaże ogon i rogi… „Taktyką złego anioła jest wślizgiwać się do wnętrza duszy nabożnej zgodnie z zastanymi w niej pojęciami, by tak skaptowaną uwieść z kolei do sobie właściwych celów […] Dla rozpoznania tedy jakości działającego ducha winna taka dusza zwrócić bacznie uwagę na cały zasięg myśli zasugerowanej przez działającego w niej ducha. Jeśli tedy spostrzeże, iż zarówno początek zasugerowanej myśli, jak też środkowy jej przebieg, a w dodatku sam jej finał składają się z elementów wyłącznie dobrych, zmierzających ku dobru, znakiem to będzie, iż działa tu duch dobry. Jeśli zaś w owym ciągu sugerowanej myśli zarysował się choćby odcień zła, znakiem to będzie oczywistym, iż działa za nią duch zła” (św. Ignacy Loyola, reguły 4. i 5.). Jednym z najważniejszych uczestników badania kanonicznego jest promotor fidei, który ma obowiązek sprawdzenia wszystkiego związanego z „objawieniem”, co w jakikolwiek sposób mogłoby być niezgodne i sprzeczne z wiarą lub moralnością katolicką; z tego powodu nazywano go adwokatem diabła (advocatus diaboli). Cały proces badania jest podobny do procesu kanonizacyjnego. Pierwsze zadanie promotora wiary polega na przesłuchaniu wszystkich świadków (zob. KPK 1983, kan. 2023 i 2025). Dokładnie to stało się w Lourdes (1859) czy w Fatimie (1922).

Badania w świetle rozumu oraz wiary

Po pierwsze, należy zapytać, czy dane zjawiska można wytłumaczyć w sposób naturalny. W to badanie będą zaangażowane osoby zajmujące się dziedzinami naturalnymi, ludzkimi, takimi jak psychologia i medycyna; zostaną zastosowane zasady logiczne i metafizyczne, krytyka świadectw świadków według tych samych zasad. W ten sposób wyklucza się wszelki rodzaj oszustw, choroby psychiczne etc., a zarazem stwierdza się, że chodzi tu o zjawiska, których naturalna wiedza nie potrafi wytłumaczyć.
Po drugie, jeśli na pewno chodzi o fakty nadnaturalne, to trzeba zbadać, czy pochodzą od Boga, czy też od szatana. Mamy tu do czynienia z rozeznaniem duchów, chodzi bowiem o czystą naukę teologiczną, która opiera się na Boskiej wierze.
Wymienione niżej kryteria oceny można podzielić na dwie grupy: według porządku naturalnego w świetle rozumu oraz według porządku nadprzyrodzonego w świetle depozytu wiary. Z kolei kryteria teologiczne są dwojakie: pierwsze dotyczą samego objawienia, jego treści oraz otaczających je cudów; traktują one o naturze oraz doktrynalnej i mistycznej treści faktów i orędzi, które mają pochodzić od Boga. Kryteria te są obiektywne, pewne i a priori, ponieważ ani sam Bóg, ani Najświętsza Maryja Panna nie są obcy dla katolika. Wiemy o Nich z Boskiego Objawienia i te kryteria pozwalają szczegółowo sprawdzić, czy orędzie jest we wszystkim zgodne z depozytem wiary. Drugie kryteria odnoszą się do badania owoców duchowych tej nadprzyrodzonej interwencji, według słów Pana Jezusa: „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach […] Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce” (Mt 7, 15–20). Dobre owoce są owocami autentycznego życia nadprzyrodzonego. Te owoce trzeba znaleźć najpierw u wizjonera, potem u wiernych „dotkniętych” objawieniem, wreszcie muszą skutecznie przyczyniać się do wspólnego dobra całego Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa. Ponieważ sens historii polega na rozwoju tego Mistycznego Ciała Chrystusa aż do jego pełni, tak każda taka Boska interwencja w naszej historii jest koniecznie podporządkowana uświęceniu wiernych i wyjaśnieniu pasterzom precyzyjnej woli Bożej dla swego Kościoła w danym okresie jego ziemskiej pielgrzymki.
Dla stwierdzenia autentyczności zjawisk jest ważne, aby wszystkie zastosowane kryteria badania znalazły pozytywną odpowiedź. Jeśli jedno kryterium przynosi odpowiedź negatywną, to badane zjawisko nie jest dziełem Pana Boga.

Poszczególne kryteria

Kryteria naturalne

1. Zdrowie psychiczne świadka objawień. Należy sprawdzić, czy wizje, mowy, stygmaty etc. nie są owocem jakiejś choroby psychicznej. Diagnostyka lekarska ma pokazać, czy u wizjonera występują zaburzenia psychiczne, histeria, halucynacje albo tendencje do konfabulacji, przesadzona wyobraźnia itp. Bóg nie wybiera sobie świadków, których świadectwo z góry zdyskwalifikowałby ich brak równowagi psychicznej czy nerwowej. Istnieją piękne relacje z badań wizjonerów z Lourdes, La Salette, Pontmain, Fatimy, rue de Bac, Paray le Monial, nawet z procesu św. Joanny z Orleanu, ze stwierdzeniem ich zupełnej prostoty, psychologicznej równowagi etc.
2. Prawdziwość i prawdomówność świadka. Nie wystarczy, żeby świadek był zdrowy psychicznie – aby być wiarogodny, musi być również szczery. Dlatego badacze szczególnie zajmują się charakterem wizjonera, jego zachowaniem, jego zwyczajną szczerością i otwartością. Świadectwo otoczenia jest tutaj bardzo przydatne. Trzeba również porównywać różne świadectwa wizjonera, aby stwierdzić ich powiązania oraz ścisłość. Nie może być w nich żadnej sprzeczności. Potem należy porównać świadectwa wizjonera ze świadectwami otoczenia (zwłaszcza jeśli chodzi o wydarzenie widzialne też dla innych osób). Chodzi o zdemaskowanie ewentualnej obłudy, oszustwa, udawania etc. Pozytywne cechy: wstręt do najmniejszego kłamstwa, skrupulatna szczerość, brak najmniejszych sprzeczności.
3. Autentyczne, obiektywne fakty udowadniające interwencję przyczyny nadnaturalnej. Jeśli to objawienie Boskie, to potrzeba tzw. podpisu Pana Boga w postaci autentycznych cudów, które – wskazując na Jego interwencję – potwierdzają autentyczność zjawiska. Trzeba tutaj konsultować się ze specjalistami psychologii, naukowcami z zakresu wiedzy naturalnej, którzy stwierdzą niemożność naturalnego wytłumaczenia faktów (np. uzdrowienia w Lourdes czy cud słońca w Fatimie 13 października 1917 r., w przypadku którego meteorologia i astronomia nie są w stanie podać naturalnego wytłumaczenia). Trzeba również wykluczyć zbiorową halucynację.

Kryteria teologiczne

1. Regula fidei. Po stwierdzeniem nadnaturalności zjawisk pierwsze zadanie polega na zbadaniu, czy orędzia głoszone podczas „objawień” są zgodne z Boskim Objawieniem, czyli z depozytem wiary, powierzonym Kościołowi katolickiemu. To kryterium jest bezwzględne, bo nic, co pochodzi od Boga, nie może być sprzeczne z prawdą tego samego Boga, z wiarą katolicką – nawet gdyby posłańcem był „anioł z nieba”: „Gdybyśmy my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie wyklęty!” (Ga 1, 8). Św. Jan w swoim pierwszym liście pisze: „Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie. Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest Boga, i to jest duch Antychrysta” (1 J 4, 1–3). To, co apostoł mówi tutaj o wcieleniu Chrystusa, zaprzeczonym przez heretyków swego czasu, stosuje się do każdej prawdy katolickiej należącej do nieomylnego depozytu wiary. Mało znaczące są „cuda” i „znaki”, dokonywane przez tego, kto uważa się za wysłannika nieba, bo jeśli jego doktryna nie jest doktryną Kościoła, nie może mówić w imię Boga. Już w Starym Testamencie Mojżesz ostrzegał naród wybrany: „Jeśli powstanie u ciebie prorok lub wyjaśniacz snów i zapowie znak lub cud, i spełni się znak albo cud, jak ci zapowiedział, a potem ci powie: «Chodźmy do bogów obcych i służmy im», nie usłuchasz słów tego proroka. Gdyż Pan, Bóg twój, doświadcza cię, chcąc poznać, czy miłujesz Pana, Boga swego, z całego swego serca i z całej duszy […] Ów zaś prorok musi umrzeć, bo chcąc cię odwieść od drogi, jaką iść ci nakazał Pan, Bóg twój, głosił odstępstwo od Pana, Boga twego […] W ten sposób usuniesz zło spośród siebie” (Pwt 13, 2–6). Kościół zawsze wiernie stosował to Boskie prawo, ekskomunikując fałszywego proroka czy fałszywego wizjonera. „Wystarczy, że w sprawie dogmatycznej jeden jedyny punkt jest zaprzeczony i można z pewnością wnioskować, że wizjoner nie jest wysłannikiem Boga” (o. Poulain).
Wszyscy autorzy piszący nt. katolickiej mistyki są jednomyślni w stosunku do tej pierwszej zasady, od której nie ma żadnych wyjątków (por. zwłaszcza św. Teresa z Avila, Życie, rozdz. 25 i 32). Jeśli więc wizjoner stwierdzi, że Pan Jezus albo Najświętsza Maryja Panna powiedzieli mu, iż „wszystkie Kościoły, katolicki, prawosławny, protestancki […] są środkami zbawienia”, to mogą pokazać choćby i tysiąc cudów, a wszystkie sprzęty elektroniczne udowadniające rzeczywistość ekstazy są już niepotrzebne. Z drugiej strony teologia ostrzega: „Jeśli «objawienie» nie zawiera żadnego doktrynalnego błędu, to jeszcze nic nie można wnioskować”: chociaż prawowierność jakiegoś orędzia jest warunkiem koniecznym jego autentyczności, to nigdy nie jest warunkiem wystarczającym.
2. Regula oboedientiae. Bóg nie może być sprzeczny z samym sobą. Jeśli objawia swą wolę wybranej duszy, nie może On być sprzeczny ze swą nieodmienną wolą, już podaną w nieomylnym Objawieniu Starego i Nowego Testamentu. Innymi słowy, w orędziu ukazanym jako pochodzącym od Boga nic nie może zaprzeczać Boskiemu prawu. Przeciwnie, wszystko ma zachęcać do jak największego posłuszeństwa wobec przykazań boskich, wobec poleceń Pana Jezusa w Ewangelii i wobec przykazań Jego świętego Kościoła. Wszystko w takim orędziu musi zachęcać do dobrych obyczajów oraz praktykowania cnót, więc nade wszystko należy zbadać posłuszeństwo prawu Bożemu we wszystkich jego wyrazach.
Wymagane jest również posłuszeństwo jego przedstawicielom widzialnym. Dlatego „objawienia” udzielane uprzywilejowanej duszy muszą przejść test posłuszeństwa prawowitemu autorytetowi. Żywoty świętych są tu dobrym przykładem. Pan Jezus powiedział św. Małgorzacie Marii: „Jestem zadowolony, jeśli wolisz wolę twoich przełożonych od Mojej, gdy oni zakazują ci robić to, co Ja od ciebie wymagam”. Ci święci, którzy najwięcej otrzymali tego typu szczególnych łask (wizji, ekstaz, orędzi), byli zarazem najbardziej posłuszni rozkazom autorytetu kościelnego względem tychże łask. Spójrzmy na jasną i surową doktrynę św. Jana od Krzyża. W Drodze na Górę Karmel (II, 19 i 20) ten wielki święty napisał: „Dla dobra dusz i dla ich bezpieczeństwa należy je zatem skłaniać do tego, by roztropnie odrywały się od tych nadprzyrodzonych zjawisk (tzn. tych prawdziwych – przyp. red. „Zawsze Wierni”). Trzeba je natomiast przyzwyczajać do czystości ducha w ciemnej wierze, będącej środkiem do zjednoczenia”.
Trzeba jeszcze dodać, że kryterium posłuszeństwa jest podporządkowane kryterium wiary, tak jak cnota posłuszeństwa jest podporządkowana cnocie wiary. Znaczy to, że posłuszeństwo nie tylko dotyczy wizjonera, ale także hierarchii kościelnej, która tylko wtedy prawidłowo działa wobec tych „objawień”, kiedy szuka wyłącznie woli Bożej, dobrze jej znanej z depozytu wiary, z doktryny Kościoła, jego ojców i doktorów oraz z przykładu świętych.
3. Regula sanctitatis. Czy fakty, gesty, słowa „objawienia” są zgodne z Boskim majestatem, z Boską świętością? „Gdy boskie wizje zawsze są zgodne z powagą i majestatem niebieskich rzeczy, diabelskie zjawiska zawsze mają jakąś cechą niezgodną z Bogiem, coś śmiesznego, dziwacznego, niedorzecznego, nieporządnego i nierozsądnego” (msgr Farges, Traktat teologii mistycznej). Poza tym Bóg jest „Bogiem pokoju i miłości” (2 Kor 13, 11). „Duch niepokoju” nie jest duchem Bożym. Niepokój (zewnętrzny i wewnętrzny) uniemożliwia prawdziwe skupienie oraz należyty respekt przed Boską obecnością. We wszystkich objawieniach Bożych, przedstawionych w Piśmie Świętym, człowiek nieruchomo milczy. I mistrzowie dodają: silentium tibi laus. Jeśli objawiająca się osoba rodzi niepokój, to jest złym duchem. Również „mowa Pana jest prosta” (Ps 33, 4). Wszelkie cechy „zamieszania” są obce Dobremu Duchowi. „Niepokój” i „zamieszanie” biorą się stąd, że zły duch chce przez nie zmęczyć człowieka i duchowo, i fizycznie tak, by miał on w końcu dosyć wszelkiego rodzaju objawień.
Aby lepiej badać, czy „objawienie” jest we wszystkich swych elementach zgodne ze świętością, majestatem, wszechmocą i mądrością Boga, trzeba metodologicznie i chronologicznie badać:
3.1. Wizjonera przed „objawieniem”: tym razem nie ze względu na równowagę psychiczno-nerwową, lecz ze względu na nadprzyrodzoną odpowiedniość, że Bóg właśnie jego wybrał do realizacji takiej misji. Tutaj solidne cnoty nadprzyrodzone są gwarancją autentyczności. Rzeczywiście, czasem Bóg objawia się grzesznikom w celu ich nawrócenia, jest natomiast również rzeczą udowodnioną, że Pan Bóg powierzył wszystkie wielkie orędzia albo małym dzieciom żyjącym w doskonałej czystości, albo osobom duchownym zaawansowanym na drodze świętości. Czy chodzi o św. Małgorzatę, św. Katarzynę Labouré, św. Bernadettę, wizjonerów z Pontmain czy z Fatimy, wszyscy oni byli godni, aby otrzymać i przekazać orędzia z nieba.
3.2. Okoliczności pierwszego objawienia: w momencie wybrania wizjonera za swoje narzędzie, mające światu zakomunikować „niebieskie objawienia” Bóg na pewno nie wybiera okoliczności grzechu, lecz stan modlitwy i skupienia, albo też praktykowanie jakiegoś aktu cnoty. Bóg nie powierzyłby swej tajemnicy komuś, kogo życie wewnętrzne w samym momencie objawienia nie byłoby w porządku, albo nawet byłoby wypełnione jakąś złą intencją (np. dokonania grzechu). Również trzeba uważać na zjawiska otaczające pierwsze objawienie: światłość czy „szurgotanie” itd.
3.3. Pierwsze reakcje wizjonerów w obecności nadnaturalnego bytu, który im się objawił, są szczególnie cenne. Tutaj często można łatwo rozpoznać dobrego czy złego ducha: lęk, strach, niepokój, zamieszanie, panika, podrażnienie, podniecenie, omdlenie, zamęt, trwoga – są towarzyszami złego ducha. Pokój, skupienie, bojaźń przed obecnym majestatem, słodycz i radość – są znakami Dobrego Ducha.
3.4. Dokładne określenie cyklu objawień (jak np. w Lourdes czy Fatimie) jest pozytywnym znakiem. Przeciwnie, ich nieokreślone mnożenie w czasie i przestrzeni jest cechą niepokojącą, tak samo jak machinalne ich powtarzanie się o porze według woli wizjonerów. W autentycznych manifestacjach Boga zawsze znajduje się aspekt nieprzewidywalny, spontaniczny. W ten sposób Bóg pokazuje, że jest i zawsze pozostaje suwerennym Panem w swoich objawieniach. Ponadto każdy układ chronologiczny ukazuje wewnętrzny sens objawień. Widać w tym cyklu obmyślany plan, widać, że zachodzi w jego przeprowadzeniu jakaś logika wydarzeń: rozpoczynają się, jak np. w Lourdes, zjawiskami milczącymi, dochodzą do swego szczytu w objawieniu „Jam jest Niepokalane Poczęcie”; albo w Fatimie: coraz jaśniejsze i dokładniejsze pouczanie dzieci o tajemnicy Niepokalanego Serca, aby zakończyć się „Boskim podpisem” przez cud słońca. Jeśli natomiast zjawiska stają się coraz rozmaitsze, bez żadnej logiki albo harmonijnego rozwoju orędzi, lecz raczej cykl zjawisk przebiega postępem opadającym (po „wielkich” wydarzeniach na początku zjawiska stają się coraz bardziej rozczarowujące, prowadzą donikąd), to jest to znak szatana, który na pierwszy rzut oka ukazuje wielką fasadę, za którą jednak nic nie stoi.
3.5. Opisanie objawiającej się osoby przez wizjonerów wyjaśnia często od samego początku, z kim mamy do czynienia: widok przerażający, wzbudzający strach albo widok karykaturalny wskazuje na złego ducha.
3.6. Zachowanie „osoby objawiającej się” jest szczególnie ważne dla badania autentyczności: jakikolwiek gest czy zachowanie wulgarne lub nieprzyzwoite, każde niegodne niedbalstwo, każda dziwaczność lub maniera groteskowa lub niezdrowa są złymi znakami, ponieważ nawet w ich najbardziej pobłażliwej zażyłości Osoby Boskie zawsze pozostają pełne prostoty, godności, czystości i świętości.
3.7. Słowa „osoby objawiającej się” podlegają najdokładniejszym badaniom: czy są one zgodne z pokorą, dobrocią, z królewską skromnością Słowa Wcielonego lub Jego Najświętszej Matki? Każde nadmierne wymaganie, wszystko to, co wychwala nieumiarkowanie wizjonera, nie może pochodzić od Boga. Trzeba dalej badać, czy „osoba objawiająca się” zrealizowała swe bezwarunkowe obietnice? Czy jej przepowiadania są dwuznaczne, niewyraźne, niejasne? Czy wahała się lub ujawniła się u niej ignorancja albo niewiedza? Trzeba tutaj wspomnieć jeszcze inną zasadę: Pan Bóg nie interweniuje w sposób nadzwyczajny bez odpowiedniej przyczyny. Jeśli „orędzie” jest banalne albo jeśli tylko powtarza już oklepany frazes, albo powtarza słowa już wyrażone w poprzednich objawieniach, to takie orędzie jest w najwyższym stopniu podejrzane. Pan Bóg nie jest gadułą. W autentycznych objawieniach, prywatnych czy apostolskich, Bóg mówi krótko. Ostatnia zasada: Quid ad aeternitatem? Czy orędzie jest użyteczne dla zbawienia wiecznego? Można być pewnym, że Pan Bóg nie objawia się, aby zaspokoić naszą ciekawość, lecz tylko dla bardzo poważnego powodu. Każde „orędzie” prawdziwie Boskie jest zawsze pożyteczne dla zbawienia. Jeśli „osoba objawiająca się” udziela w każdej chwili każdemu ciekawemu porady, to takie „objawienia” są raczej podobne do seansów spirytystycznych aniżeli przystają do godności Bożej, bo na tych seansach „duch” również odpowiada na wszelki rodzaj ciekawskich pytań.
3.8. Trzeba również badać dzieła otaczające „objawienia”: ekstazy, stygmaty, uzdrowienia i inne znaki. Znowu: nie chodzi tu o stwierdzenie nadnaturalności tych zjawisk, lecz o ich zgodność z majestatem Bożym. Trzeba sprawdzić, czy jest to możliwe, że takie zachowanie (np. podczas ekstazy) ma nieskończenie świętego Boga za autora?
4. A fructibus cognoscetis illos. Owoce nadprzyrodzone w duszy wizjonera. Nie wystarczy stwierdzić tylko kilka cech zewnętrznych, widzialnych intensywnego życia pobożności i ascezy. Trzeba dojść do istoty: badać wzrost cnót teologalnych (czyli Boskich: wiary, nadziei i miłości – przyp. red. „Zawsze Wierni”), które są koniecznymi owocami oraz środkiem sprawdzenia prawdziwego stanu życia nadprzyrodzonego.
Pierwszy owoc: wiara, która jest całkowitym przyleganiem bytu, rozumu i serca do wszystkich dogmatów nauczanych przez Kościół. Dusza naprawdę faworyzowana przez nadzwyczajne Boże łaski jest tak utwierdzona w wierze, że „czuje się w stanie zmusić do zamilknięcia wszystkie demony, broniąc najmniejszej z prawd naszej wiary”.
Drugi owoc: nadzieja. Każda nadzwyczajna łaska powiększa w duszy pragnienie nieba (por. życie św. Bernadetty czy wizjonerów fatimskich). Wizjoner, który nie ma takiej przenikliwej tęsknoty, nigdy nie kontemplował owych Boskich tajemnic, o których mówi! Z pragnieniem nieba idzie w parze pragnienie, żeby jak najwięcej dusz osiągnęło ten wieczny cel. Stąd u prawdziwego wizjonera „obsesja” na punkcie zbawienia dusz; niezmierny smutek z powodu tylu dusz, które się same potępiają; stanowcza i heroiczna wola poświęcenia się całkowicie, aby im wyjednać łaskę nawrócenia.
Trzeci owoc: miłość, która wyraża się najpełniej w umiłowaniu woli Bożej, zawartej w swoich przykazaniach, w prawach Kościoła, w decyzjach prawowitych przełożonych. Wizjoner, który naprawdę kocha Boga, pragnie tylko przekazać Jego orędzia, nieustannie obawiając się, czy nie padł ofiarą iluzji lub oszustwa szatana, poddaje się chętnie wyższemu autorytetowi Kościoła, który go kieruje na dobrą drogę.
Czwarty owoc: duch adoracji. Dusza, która dotknęła tajemnicy Boskiego majestatu, na zawsze będzie przeniknięta taką wizją, w której mogła widzieć coś z nieskończonej świętości Bożej oraz rozumieć coś z Jego tajemnicy. Taka dusza na zawsze pozostaje przepojona wielkim respektem, duchem nieustannej adoracji, całkiem przeciwnej wulgarnej intymności fałszywych wizjonerów, którzy chcą zadowolić własne i innych kaprysy, ciekawość etc.
Stała cecha prawdziwego wizjonera: absolutna szczerość; prawdziwość we wszystkich słowach, gestach i czynach. Wiedząc, że jest wysłannikiem Słowa Prawdy, nie może wytrzymać najmniejszego złudzenia, najmniejszego oszustwa czy kłamstwa. Przeciwnie, fałszywy wizjoner, oszukany przez księcia kłamstwa, wcześniej czy później zdradzi się przez nieprawdę i błędy. Patrząc na potwierdzone przez Kościół wielkie objawienia można a posteriori stwierdzić, że Pan Bóg wykazał ważność tychże objawień m.in. przez jasną świętość wizjonerów.
5. Owoce nadprzyrodzone w duszach wiernych. Ponieważ orędzia kierują się zawsze do wiernych, jest to rzecz normalna, że wierni dotknięci przez ten kontakt z Bogiem otrzymują szczególne łaski, a zatem widać u nich owoce nadprzyrodzone. W Paryżu na rue de Bac w 1830 r. Niepokalana powiedziała: „Przyjdźcie do stóp tego ołtarza, skąd łaski spłyną na te osoby, które o to proszą z ufnością i gorliwością”.
Trzeba natomiast zaznaczyć, że to kryterium nie jest wystarczające. Wszystkie fałszywe objawienia pociągnęły za sobą mnóstwo wiernych, którzy modlili się i spowiadali, przyjmowali Komunię św., czasem nawet nawracali się. Takie zjawisko może trwać przez wielu lat, diabeł bowiem często pozwala na realizację pewnego dobra, aby jak najwięcej dusz przez to pozorne dobro zwieść – i w ten sposób osiągnąć większy sukces. Mistrzowie życia mistycznego uczą: „Są ludzie, którym demon nie przeszkadza czynić dużo dobrego, gdyż dobro, którego dokonują, służy mu, aby wprowadzić w błąd!” (o. Lallemant). „Demon jest podobny graczom, którzy chcą oszukiwać: na początku pozwalają partnerom wygrywać, tak że oni coraz bardziej zaangażują się w grę, aby potem przegrali 10 razy więcej” (o. Poulain). Dlatego trzeba dokładnie sprawdzać, czy owoce są prawdziwie nadprzyrodzone i trwałe, czy powiększają u wiernych cnoty wiary katolickiej, pragnienie nieba i triumfu Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi nad wszystkimi wrogami, miłość do jedynego, świętego, apostolskiego, katolickiego Kościoła, posłuszeństwo przykazaniom Bożym i kościelnym, gorliwą praktykę sakramentów.
Ze szczególną uwagą trzeba badać życie duchowe (modlitewne), które pod wpływem objawień rozwija się u wizjonerów i pielgrzymów. Definicja modlitwy (z Katechizmu kard. Gasparriego – przyp. red. „Zawsze Wierni”) jest następująca: „Modlitwa jest to pobożne wzniesienie duszy do Boga, żeby Mu oddawać cześć, dziękować za otrzymane dobrodziejstwa, prosić Go o odpuszczenie grzechów i o inne rzeczy potrzebne lub pożyteczne bądź dla nas samych, bądź też dla drugich”. Warunkiem prawdziwej modlitwy jest skupienie, cisza, milczenie. Modlitwa jest odpoczynkiem w Bogu, więc ma cechę spokoju i ładu. Modlitwa jest działaniem duszy, bo tylko władze duszy mogą osiągnąć tajemnicę Boga. Dusza natomiast używa wzruszenia serca, ruchów ciała i języka, aby wyrażać w ludzkim całokształcie swoje oddanie Bogu. Praktyki modlitewne, które wywracają tę hierarchię, są znakiem działania tego, któremu na imię „Przewracający”, po grecku diabolos. Mnożenie ustnych modlitw prowadzonych bez przerwy podczas całego dnia, a nawet podczas kilku dni, czasem w sposób mechaniczny, monotonny, męczy duszę, uniemożliwiając jej prawidłowe działanie. Taka „materializacja” modlitwy jest istotą „modlitw” wschodnich religii oraz islamu: powtarzanie słów bez działania duszy, która dopiero nadaje tym słowom sens i głębię. Inna przewrotność polega na modlitwie służącej pokazowi uczuć (zob. ks. K. Stehlin, Ruch charyzmatyczny. Czy to jest katolickie?, Warszawa 1997; nie jest przypadkiem, że ruch charyzmatyczny pojawia się szczególnie w miejscach objawień, bo dla tego ruchu nadnaturalne sensacje są jakby racją bytu i sednem całej „duchowości”). Taki rodzaj modlitwy nigdy nie prowadzi do prawdziwej świętości.
Patrząc na owoce, trzeba wyjaśniać, w jaki sposób „duchowość”, „życie modlitewne”, „orędzia” nadnaturalnego objawienia wpływają na codzienne życie wiernych. Prawdziwa duchowość, prawdziwe życie modlitewne ma taki wpływ na wiernych, że mogą oni coraz lepiej wykonywać swoje obowiązki stanu (rodzinne, zawodowe, społeczne etc.). W harmonijny sposób łączą życie wewnętrzne i zewnętrzne. Gdyby natomiast nastąpiło gwałtowne zerwanie między „seansem modlitewnym” a życiem codziennym, a może nawet sprzeczność między tymi dwoma stanami, byłby to znak nieporządku i zamiast uzyskać odpowiednie owoce, prowadziłoby to człowieka do zaniedbania jego obowiązków. Gdyby dodatkowe przyczyny i intencje tak modlących się wiernych były ciekawością, szukaniem sensacji, zadowoleniem uczuć, to trzeba analizować takie „seanse modlitewne”, porównując je z seansami spirytystycznymi, które przynoszą takie same skutki.
Trzeba również badać, czy owoce u wiernych są specyficznymi i bezpośrednimi owocami samego objawienia. Tak np. w przypadku Fatimy czy Lourdes łatwo zauważyć, że pielgrzymi są przyciągani przez Matkę Bożą, a nie przez kazania zapalonego duchowieństwa. Przeciwnie, duchowieństwo na początku prawdziwych objawień zawsze zachowuje rezerwę, jest nieufne. Dopiero po stwierdzeniu autentyczności przez kompetentny autorytet kapłani mogą w imię Kościoła popierać te wydarzenia w celu osiągnięcia największych owoców duchowych wśród wiernych.
6. Bonum commune Ecclesiae. Każde prawdziwe objawienie, a również każde szatańskie złudzenie ma swój cel. Omne agens agit propter finem (wszystko, co działa, działa dla celu – przyp. red. „Zawsze Wierni”). Ukrytym autorem każdego wydarzenia jest ten, który na końcu definitywnie z tego wydarzenia korzysta. „Można poznać węża po jego ogonie, tzn. przez skutki jego działania i przez kierunek, dokąd prowadzi” (o. Lallemant). Aczkolwiek zaproszenia do złego nigdy nie mogą pochodzić od dobrego ducha, często zaproszenie do dobrego pochodzi od ducha złego, który używa dobrego środka do realizacji złego celu. Tak właśnie wygląda tzw. pokusa pod pozorem dobra, którą św. Ignacy Loyola tłumaczy w regułach o rozeznawaniu duchów.
7. Demon jest małpą Pana Boga, jego strategia polega na imitacji oraz na konkurencji. Zawsze trzeba pytać przy okazji nowych objawień, czy nie są one po prostu pułapkami diabła, aby niweczyć poprzednie, autentyczne objawienia. Często nowe „objawienie” wzbudza sensację, aby odwrócić uwagę wiernych od prawdziwych orędzi Bożych, które zostają zlekceważone i całkowicie zapomniane. Takie przykłady w historii miały już miejsce: w czasach św. Teresy z Avila i św. Jana od Krzyża pojawiły się Magdalena od Krzyża i inna, tzw. stygmatyczka z Lizbony, z fałszywymi objawieniami, aby przeszkadzać i, jeśli to możliwe, zniszczyć wielkie dzieło wymienionych świętych. Fałszywa wizjonerka Nicole Tavernier chciała przeszkodzić bł. Acarie i kard. de Bérulle w odnowieniu życia zakonnego we Francji. Pani Guyon i fałszywi święci jansenizmu starali się zniszczyć apostolat św. Jana Eudes, św. Małgorzaty Marii, św. Ludwika Grignion de Montfort. Krótko po objawieniach Matki Bożej w Lourdes zjawiły się w jego okolicach dziewczynki, u których stwierdzono nadzwyczajne zjawiska i które powiedziały, że objawiła się im Matka Boża. Tak miało być zdyskredytowane objawienie w Lourdes. Po objawieniach fatimskich można stwierdzić chyba najwięcej diabelskich oszustw – z ich pomocą diabeł chce za wszelką cenę powstrzymywać wiernych i dostojników Kościoła od wypełniania próśb Matki Bożej z Fatimy i w ten sposób powstrzymywać realizację wielkich obietnic z nimi związanych: uratowanie niezliczonych dusz od potępienia, nawrócenie Rosji, triumf Niepokalanego Serca N.M.Panny. Trzeba zauważyć, że wszystkie te szatańskie przedsięwzięcia miały własne „cuda, znaki, proroctwa, orędzia”. Szatan próbuje szkodzić prawdziwym objawieniom i zmniejszyć nadprzyrodzone owoce przede wszystkim przez pułapkę fałszywych objawień, aby oderwać gorliwych i prostych wiernych od źródła łask i prowadzić ich do błędu przez duchowe i materialne ciekawostki.
Podsumowanie. Jeśli tylko jedno kryterium jest negatywne, to objawienie nie pochodzi od Boga, według wspomnianej zasady: bonum ex integra causa, malum ex quocumque defectu. Jeśli wszystkie kryteria są pozytywne, i to w sposób trwały, kompetentny autorytet ma ogłosić autentyczność objawienia. Z tego wynika, że ostateczny, pozytywny osąd nie może być ogłoszony przed zakończeniem objawień, a nawet jakiś czas musi upłynąć, aby owoce stały się bardziej widoczne.

Badania uzupełniające

W celu pełnego zrozumienia zjawisk nadnaturalnych Kościół klasyfikuje je, aby w ten sposób lepiej odróżnić prawdę od błędu, prawdziwe wydarzenia mistyki od zjawisk metapsychicznych albo psychopatologicznych bądź nawet spirytystycznych. Tak samo należy rozróżniać różne rodzaje wizji (intelektualnych, imaginatywnych, cielesnych, pseudocielesnych), aby stwierdzić ich wartość nadprzyrodzoną. Z powodu podobieństwa zjawisk diabelskich z objawieniami Boskimi (zob. ostatnie kryterium) zewnętrzny wygląd prawdziwych nadprzyrodzonych wydarzeń mistycznych może być dla niedoświadczonego oka podobny do opętania. Wyjaśnienie różnic i podobieństw pomaga wiernym lepiej rozeznać duchy. Tak samo trzeba traktować pojawiające się charyzmaty: w jakiejś mierze mogą być spowodowane przez złego ducha, do jakiegoś stopnia mogą być wynikiem interwencji samego Boga.
Trzeba analizować „objawienie” również na tle zaangażowanych osób, które same nie są wizjonerami, lecz mają wielki na nich wpływ, a czasem są właściwymi kierownikami „objawienia”. W jaki sposób wizjoner jest od nich zależny? Jakie są motywy tych osób? Jakie są reakcje wizjonera na ich działanie, jakie pod ich wpływem? Jakie są u nich owoce nadprzyrodzone?

Wyrok kanoniczny

Osąd kanoniczny jest wynikiem badania kanonicznego. Wartość wyroku zależy od wartości badania. Jeśli badania dokonano w sposób powierzchowny albo jednostronny, to wyrok jest nieważny (jest to szczególnie istotne w dobie charyzmatyzmu, jeśli biskup – pierwszy odpowiedzialny za proces kanoniczny – jest charyzmatykiem albo modernistą). Trzeba pod tym względem przyjrzeć się badaniom kanonicznym objawień w La Salette, Lourdes, Pontmain, Fatimie etc.: odpowiedź na zastrzeżenia, zarzuty, wszelkie możliwe argumenty przeciw.
Odpowiedzialność pasterzy jest wielka. Kardynał Alfredo Ottaviani przypomina: „Jest prawo i obowiązek Magisterium kościelnego, aby rozstrzygnąć o prawdzie i naturze zjawisk czy objawień, o których mówi się, że są specjalną interwencją Boga”. Przez prawdziwe orędzia Pan Bóg przekazuje Kościołowi swą świętą wolę, aby w każdym czasie przez szczególną interwencję ukazać swe nieskończone miłosierdzie, pokazać intencje swego Boskiego Serca nad ludźmi oraz pomagać wiernym w osiągnięciu wiecznego zbawienia, szczególnie w trudnych czasach. Lekceważenie prawdziwych interwencji Boga przez zaniedbanie badania kanonicznego jest zbrodnią ze strony odpowiedzialnych za to w Kościele.
Pasterze mają zatem obowiązek rozpoznania i zatwierdzenia autentycznych Boskich objawień. Jeśli Bóg mówi dla dobra swego Kościoła, to pasterze mają ciężki obowiązek rozpoznać Jego głos i być mu posłuszni. Jak to widać w objawieniach Najświętszego Serca Pana Jezusa w Paray le Monial, w objawieniach Matki Bożej w Guadalupe, rue de Bac, Lourdes, Fatimie, Pan Bóg używa tego szczególnego środka łaski w przewidywaniu apokaliptycznego dramatu na końcu czasów. Nie chodzi tu zatem o dodatkowe wsparcie, które można by było zlekceważyć, lecz o niezbędną pomoc, którą Bóg w czasach konieczności udziela jako środka zbawienia – na pierwszym miejscu różaniec, dalej nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca N.M.Panny. Kościół nauczający i wierni muszą uwzględnić tę wolę Bożą.
Jeśli nadprzyrodzoność jest stwierdzona, autorytet kościelny ma obowiązek dokonać badania orędzi przekazanych przez wysłannika Boga, np. bp Laurence w deklaracji kanonicznego wyroku Kościoła, według którego „Niepokalana Matka Boża rzeczywiście objawiła się Bernadetcie Soubirous”, publicznie zapewnia, że jego stanowczą wolą jest być posłusznym wymaganiom Matki Bożej, wyrażonym podczas objawień w Lourdes. Jeśli natomiast po deklaracji autentyczności pasterze zaniedbują realizacji wymagań wyrażonych w objawieniach, jest to z ich strony jawne nieposłuszeństwo, które często będzie ukarane zaślepieniem. Tak np. św. Joanna z Orleanu została potępiona, orędzia fatimskie są do dzisiejszego dnia wzgardzone, a orędzie z La Salette jest zwalczane chociażby przez strażników sanktuarium…
Przeciwnie, jeśli zjawisko jest rozpoznane jako nienadprzyrodzone albo diabelskie, hierarchia ma ciężki obowiązek zdemaskowania i potępienia go. Z największym naciskiem Pan Jezus (i po Nim św. Paweł) ostrzegał przed fałszywymi prorokami. Taka denuncjacja musi być dokonana w ten sam sposób, jak potępienie herezji. Tolerować bez interwencji zjawiska, które na pewno nie pochodzą od Boga – a zatem od diabła – jest narażeniem na niebezpieczeństwo utraty wiary i zbawienia wiernych, jest też wzgardzeniem świętości Boskiego majestatu. Z drugiej strony można często zauważyć, że skoro kompetentny autorytet wypełnił swój obowiązek, odkrywając diabelskie oszustwa pewnych zjawisk, one same zanikają. Tymczasem przez obojętność, lekceważenie albo nawet współudział pasterzy owe zjawiska mogą się przedłużać i w ten sposób pozwalają ojcu kłamstwa dokonywać „cudów i wielkich znaków”, aby doprowadzić do jak największego zgorszenia wiernych.
Według tych zasad należy badać wszystkie zjawiska nadnaturalne, jak na przykład te w Oławie, Medjugorie, Garabandal – i inne.

https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/2509 

List Lavala byłego protestanckiego pastora w Condé sur Noireau

    POWODY   zniewalające licznych protestantów do powrotu na łono   KOŚCIOŁA KATOLICKIGO   ...