sobota, 30 listopada 2019

Pułapka mszy Motu proprio - zwiedzeni "tradycjonaliści"

Ks. Anthony Cekada: Pułapka mszy Motu proprio

Pułapka mszy Motu proprio
KS. ANTHONY CEKADA
Ratzinger "uwalnia" Mszał ′62 roku. Witajcie w jego wielobarwnej tęczy...
"...oznaka tożsamości... ten sposób spotkania ...najlepiej do niego dopasowany..." "...sfera sacrum, która tak ich przyciąga..."
Benedykt XVI, List do Biskupów z okazji publikacji Motu proprio
"Uprawniona różnorodność i odmienne wrażliwości, zasługujące na szacunek... Ożywione Duchem, który łączy w jedno wszystkie charyzmaty"
Jan Paweł II, wypowiedź na temat tradycyjnej Mszy, skierowana do Bractwa Św. Piotra
"...wszystko w ich systemie wyjaśniają dwa słowa: potrzeba i konieczność"
Papież św. Pius X, o modernistach i sakramentach, Pascendi
7 lipca 2007 Benedykt XVI wydał Summorum Pontificum, długo oczekiwane Motu proprio zezwalające na szersze niż dotychczas używanie tradycyjnej łacińskiej Mszy w wersji z 1962 roku. Nie było to z jego strony żadną niespodzianką. Jeszcze jako kardynał, Joseph Ratzinger wielokrotnie wypowiadał się w przychylnym tonie na temat starej Mszy.
Oto kilka znamiennych postanowień zawartych w Motu proprio i towarzyszącym mu liście:
• Nowa Msza ogłoszona przez Pawła VI jest "zwyczajnym" wyrazem zasady modlitwy (Lex orandi) natomiast wersja starej Mszy Jana XXIII jest jej "nadzwyczajnym" wyrazem. Są to "dwie formy tego samego Rytu Rzymskiego". (Motu proprio, Art. 1).
• Każdy ksiądz może używać Mszału Rzymskiego ogłoszonego przez "bł. Jana XXIII" w mszach prywatnych. (Motu proprio, Art. 2).
• W parafiach, w których istnieje stabilna grupa wiernych "przywiązanych do wcześniejszych tradycji liturgicznych" proboszcz powinien chętnie przyjąć ich prośbę o odprawianie Mszy w rycie Mszału Rzymskiego ogłoszonego w 1962 (Motu proprio, Art. 5, par. 1).
• Takie celebracje mogą mieć miejsce w dni powszednie, „podczas gdy w niedzielę i święta może odbywać się jedna taka Msza”. (Motu proprio, Art. 5, par. 2).
• Czytania mogą odbywać się w języku narodowym. (Motu proprio, Art. 6).
• Na prośbę wiernych można używać starych rytów podczas ślubów i pogrzebów (Art. 5, par. 3), a proboszcz może wyrazić zgodę na użycie starego rytuału również przy sprawowaniu innych sakramentów. (Art. 9, par. 1).
• Biskup diecezjalny może erygować "parafię personalną" dla celebracji według starej formy rytu. (Art. 10).
• Nowa i stara Msza to nie "dwa ryty", lecz raczej podwójne użycie jednego i tego samego rytu. (List do Biskupów).
• Stary Mszał nie został "nigdy prawnie zniesiony i w konsekwencji, co do zasady, był zawsze dozwolony".
• Obie formy rytu mogą się "wzajemnie ubogacać".
• Nowi święci i niektóre z nowych prefacji "powinny zostać uwzględnione w starym Mszale".
• Nie ma "żadnej sprzeczności" pomiędzy starym a nowym wydaniem Mszału Rzymskiego.
• Kapłani wspólnot przywiązanych do starszej Formy "nie mogą z zasady wykluczać odprawiania liturgii zgodnie z nowymi księgami".
Tak więc, gdy nastała w końcu "Msza Motu proprio", cóż nam z nią zatem czynić wypada?
Oto kilka wstępnych przemyśleń.
I. Aspekty pozytywne
1. Przyznanie się do porażki
Będąc w latach sześćdziesiątych seminarzystą, z rewolucją liturgiczną zetknąłem się od wewnątrz i od tego czasu zapoznałem się z wieloma komentarzami na temat reformy autorstwa tych, którzy byli jej twórcami (Bugnini, Jungmann, Braga, Wagner, Patino, Botte, Vaggagini, Brandolini oraz wielu innych).
W tamtym okresie nie istniała dla tych ludzi w ogóle żadna kwestia zezwolenia na przetrwanie przedsoborowej Mszy, nawet w jakiejś ograniczonej postaci. Nowy ryt Mszy z wydanego w 1970 roku Mszału Pawła VI miał się stać Mszą rytu rzymskiego – kropka – miał to być dla Kościoła wielki krok naprzód.
Było to intencją samego Pawła VI. W listopadzie 1969 roku, na krótko przed tym jak jego Nowa Msza miała zostać wprowadzona do kościołów całego świata, rozwinął ten temat podczas dwóch Audiencji Generalnych:
"[reforma liturgiczna] stanowi dla prawdziwej tradycji [Kościoła] krok naprzód. Jest wyraźną oznaką wierności i żywotności... To nie fanaberia, szybko przemijający bądź alternatywny eksperyment, wymysł jakiegoś dyletanta... Ta reforma będzie kresem wszelkich niepewności, dyskusji i samowolnych nadużyć. Doprowadzi nas z powrotem do tej jednolitości obrządków i postaw, która jest właściwa Kościołowi katolickiemu..."
"Zasadniczy rys Mszy jest wciąż tradycyjny, nie tylko pod względem teologicznym, lecz również duchowym. W rzeczy samej, jeśli ryt zostanie zrealizowany we właściwy sposób, to okaże się, iż jego duchowy aspekt będzie obfitował w jeszcze większe bogactwa..." "Nie mówmy zatem o «nowej Mszy», lecz o «nowej epoce» w życiu Kościoła".
Nowa epoka właśnie się skończyła. Cztery dekady "większego bogactwa" doprowadziły w Stanach Zjednoczonych do spadku liczby wyświęcanych księży o 72%, wstępujących do seminariów o 90%, ilości seminariów o 66%, nauczających sióstr o 94%, przyjęć do szkół katolickich o 55% oraz uczestnictwa we mszy o około 60%.
W latach dziewięćdziesiątych nowe pokolenie duchownych zaczęło odwracać się od rytu Pawła VI i z utęsknieniem spoglądać w kierunku Mszału trydenckiego. Absolwenci najprzeróżniejszych seminariów diecezjalnych poszukiwali starodawnych szat, studiowali przedsoborowe rubryki, po kryjomu odprawiali tradycyjną Mszę i w ogólności z nadzieją oczekiwali na coś bardziej katolickiego niż to, co można było znaleźć w nowym rycie.
Jeśli Nowa Msza byłaby sukcesem, to nic z tego co powyżej przypomniałem nie miałoby miejsca. "Msza Motu proprio" jest przyznaniem, że eksperyment Novus Ordo zakończył się fiaskiem.
2. Usuwanie piętna
W latach 1964 – 1984 modernistyczna hierarchia uważała wiernych pragnących starej Mszy za wyrzutków, dziwaków czy troglodytów.
Indult z 1984 oraz ustanowienie komisji Ecclesia Dei w 1988 roku, przyczyniły się jednakże do usunięcia w pewnej mierze piętna, jakie przylgnęło do promowania "łacińskiej Mszy".
W oczach wielu ludzi "Msza Motu proprio" Ratzingera to dalsza "legitymizacja" przedsoborowych praktyk liturgicznych.
3. Przyczyna podziałów we wrogim obozie
Pomimo rozbudowanych środków bezpieczeństwa, jakie Ratzinger zawarł w swoim dokumencie, "Msza Motu proprio" niechybnie spowoduje powstanie konfliktu wśród popleczników Vaticanum II.
Nie wiem jak w innych częściach świata, ale mogę chyba przewidzieć jak się to rozegra na amerykańskiej prowincji, gdzie obecnie zamieszkuje większość tutejszych katolików Novus Ordo. Tam to właśnie, w kościołach nie różniących się pod względem architektonicznym od nowoczesnych restauracji czy banków, działają komitety "wyposażonych w uprawnienia" agresywnych świeckich kobiet – zarówno pobierających stałe wynagrodzenie jak i wolontariuszek, sporadycznie wspomagane przez wyzwolone "zakonnice". Komitety te sterują obecnie polityką i praktykami parafialnymi. Parafialne działaczki, podobnie jak ich sąsiedzi z prowincji, lubią łatwą i przyjemną Mszę oraz religię Vaticanum II właśnie w takiej formie, jaka teraz istnieje.
Jeśli neo-konserwatywny pasterz (typowy "Father Bob") zapowiedziałby, iż dzięki Motu proprio, wprowadzi cały stary liturgiczny ekwipunek zakupiony na aukcji eBay i zacznie odprawiać starą Mszę po łacinie o 10 rano w niedzielę, kobieca rada (sowiet) wznieciłaby w parafii insurekcję, uzupełnioną protestami do biskupa oraz kampanią medialną.
Przemnóżcie to przez kilka parafii w każdej diecezji, a będziecie mogli wyobrazić sobie konflikt, jaki "Msza Motu proprio" może wywołać w obozie wroga. Rozdarty konfliktem dom nie może się ostać i podziały poprzedzające rozkład nowej religii mogą tylko przyspieszyć przywrócenie starej – quod Deus det!
4. Race ostrzegawcze dla zaangażowanych tradycjonalistów
Większość starych tradycjonalistów nie cierpi jakiegokolwiek majstrowania przy Mszy. Jednakże Ratzinger, przebąkuje coś o kilku zmianach, które mogłyby się pojawić w ich lokalnej "Mszy Motu proprio": nowi święci, nowe prefacje i czytania w języku narodowym – pozostawiono nawet niewyjaśnionym czy ma być używany lekcjonarz Bugniniego.
Wspaniale! Igranie w ten sposób ze starą Mszą niezwykle zaniepokoi weteranów, zaalarmuje ich, co do machinacji Ratzingera (mamy nadzieję) i być może nawet sprawi, iż zaczną myśleć, że dla prawdziwych katolików to moderniści tacy jak Ratzinger są problemem, a nie rozwiązaniem.
5. Nieustanne przypominanie kapłanom o Nowej Mszy
Od 1988 roku Jan Paweł II i Ratzinger zaaprobowali dużą liczbę quasi-tradycjonalistycznych wspólnot religijnych (Bractwo Św. Piotra, Instytut Chrystusa Króla, Instytut Dobrego Pasterza, itd.), którym pozwolono używać Mszału ′62 i innych przedsoborowych obrzędów. Odizolowało to dużą część duchowieństwa, która nie cierpiała Nowej Mszy od przymusu odprawiania jej.
To już przeszłość. Ratzinger posyła im rakietę: "Zbędnym jest dodawać, że by doświadczyć pełnej jedności, kapłani wspólnot przywiązanych do starszej Formy nie mogą z zasady wykluczać odprawiania liturgii zgodnie z nowymi księgami. Całkowite wykluczenie nowego rytu stałoby w sprzeczności z rozpoznaniem go jako cennego i świętego".
Znów, fantastyczna wiadomość! Im bardziej kapłani tych wspólnot będą osobiście konfrontowani ze złem Nowej Mszy, tym szybciej zrozumieją nierozwiązywalne sprzeczności swej własnej postawy.
6. Wprowadzenie do prawdziwych problemów
Chociaż autoryzowana przez Ratzingera Msza Jana XXIII jest ogołoconą wersją integralnej tradycyjnej liturgii, to zachowuje jeszcze dość starych cech by ukazać, że w porównaniu z nią Nowa Msza Pawła VI przedstawia całkowicie nową religię – "zogniskowaną na człowieku" jak się miał o niej butnie wyrazić jeden z jej twórców, ks. Martin Patino.
Dla wielu katolików, droga do stania się tradycjonalistami rozpoczęła się, gdy po raz pierwszy zetknęli się z tradycyjną łacińską Mszą i porównali ją z neoprotestanckim obrzędem odprawianym w swoich parafiach. Z nastaniem "Mszy Motu proprio" okazja do takich konfrontacji rośnie wykładniczo.
Bez wątpienia skłoni to wiele szczerych i zatroskanych dusz do sięgnięcia wzrokiem poza kwestie liturgiczne w kierunku większego problemu doktrynalnego – herezji Vaticanum II i posoborowych papieży – i ostatecznie do przyjęcia jedynej logicznej dla wiernego katolika postawy, jaką jest sedewakantyzm.
II. Aspekty negatywne
1. Wchłonięci przez modernistyczny subiektywizm
Ponieważ rozumują oni nadal według starych katolickich kategorii, tradycjonaliści, którzy promowali "Mszę Motu proprio" będą traktować jej uwolnienie jako spektakularną klęskę modernizmu.
Lecz w rzeczywistości wydarzyło się coś innego: wraz z "Mszą Motu proprio" moderniści dokooptują teraz do swojego własnego subiektywistycznego programu niczego nie podejrzewających tradycjonalistów.
Papież św. Pius X potępił modernizm, ponieważ (między innymi) odrzucał on dogmat i wywyższał "religijny zmysł" indywidualnego wiernego. Wszystkie watykańskie oświadczenia autoryzujące używanie tradycyjnej Mszy – począwszy od Indultu z 1984 roku – opierają się na takich przebiegłych i subiektywnych modernistycznych kategoriach jak: "różne wrażliwości", "odczucia", "prawowita różnorodność", "radość", różne "charyzmaty", "kulturowe ekspresje", "przywiązanie" etc. (1)
Ratzinger teraz wielokrotnie powtarza ten refren: "przywiązanie", "sympatia", "kultura", "osobista zażyłość", "oznaka tożsamości", "drogocenne dla nich", "atrakcyjność", "forma spotkania", i "sfera sacrum, która przyciąga".
Wszystko zostaje zredukowane do subiektywnego odczucia.
Niech tradycjonaliści, którzy to promowali mówią sobie, co chcą. Dla Ratzingera "Msza Motu proprio" czyni z nich tylko jeszcze jeden kolor więcej w jego tęczowym Vaticanum II.
2. Boczna kaplica w ekumenicznym kościele
Jak wielokrotnie wskazaliśmy przy innych okazjach, osobistym wkładem Józefa Ratzingera do długiej listy błędów Vaticanum II jest jego herezja kościoła - monstrum („Frankenchurch”). Kościół jest dla niego "wspólnotą" – rodzajem ekumenicznego, ogólnoświatowego kościoła, do którego należą wszyscy katolicy, schizmatycy i heretycy, z których każdy posiada "elementy" Kościoła Chrystusowego bądź to "w pełni" bądź też "częściowo". Według jego Katechizmu, wszyscy są częścią jednego, wielkiego szczęśliwego "Ludu Bożego".
Pod takim wspólnym dachem, jedni cieszą się luterańskimi chorałami, mszami gitarowymi, śpiewem gregoriańskim, komunią na rękę, ministrantkami, świeckimi szafarzami, hinduską i afrykańską "zinkulturowaną" liturgią czy meksykańską muzyką mariachi. Innych (będących w "częściowej jedności" z Ratzingerem) cieszą posępne prawosławne śpiewy, muzyka rockowa, kapłanki, anglikańskie kadzidła i dzwony, kanony z brakującymi słowami konsekracji, wezwania typu: przyjmij-Jezusa-za-swojego-osobistego-zbawiciela oraz Credo bez Filioque.
Dlatego zupełnie nie dziwi, że Ratzinger potrafi zaoferować tradycjonalistom "Mszę Motu proprio", a wraz z nią obszerną, wygodną boczną kaplicę w jego ekumenicznym kościele. Ot, jedna opcja więcej...
I faktycznie, ks. Nicola Bux, watykański urzędnik, który był zaangażowany w przygotowanie Motu proprio nazwał to właśnie "rozszerzeniem opcji".
I oczywiście, jest cena, jaką trzeba za to zapłacić.
Zgodnie z Motu proprio Ratzingera i towarzyszącym mu listem, Novus Ordo – ekumeniczne, protestanckie, modernistyczne świętokradztwo, które zniszczyło wiarę katolicką na całym świecie – jest "zwyczajnym wyrazem prawa modlitwy katolickiego Kościoła". Wasza "Msza Motu proprio" – prawdziwa Msza, jak ją sobie możecie nazywać – jest tylko sposobem "nadzwyczajnym". Nowa i stara są tylko dwiema formami tego samego Rytu Rzymskiego.
Jeżeli przyjmujesz "Mszę Motu proprio", akceptujesz wszystkie powyższe konsekwencje i stajesz się entuzjastycznym członkiem Ratzingerowskiego Ogólnoświatowego Ekumenicznego Kościoła.
3. Katolickie rytuały, modernistyczne doktryny
Przez dziesięciolecia tradycjonaliści łączyli się w jednym zawołaniu "Najważniejsza jest Msza!"
Ale ostatecznie jest to tylko hasło. Do nieba możesz się dostać nawet jeżeli masz trudność z dostępem do katolickiej Mszy, ale nie możesz się tam dostać bez katolickiej Wiary.
Ratzinger da ci teraz Mszę Motu proprio – ale co z wiarą? Czy ci, którzy przyjmą jego wspaniałomyślną ofertę będą mogli potępić Novus Ordo, błędy Vaticanum II i fałszywe nauczanie posoborowych papieży?
By odpowiedzieć na to pytanie wystarczy tylko popatrzeć na Bractwo Św. Piotra, Instytut Chrystusa Króla i inne organizacje odprawiające już starą Mszę pod patronatem watykańskiej komisji Ecclesia Dei. Wszystko, na co było stać ich duchowieństwo, to sporadyczne wyrażanie układnej krytyki dotyczącej "braków" lub "dwuznaczności" nowej religii. Wszyscy oni teraz zostali wykiwani.
Ich główną troską będzie teraz, na podobieństwo z anglikańskim skrzydłem High Church, utrzymywanie pozorów katolicyzmu, szczególnie jego liturgii. Lecz serce katolicyzmu – wiara – uleciało.
Dlatego więc gdy neo-konserwatywny kapłan odprawiający "Mszę Motu proprio" może uważać za bardzo ekscytujące intonowanie starożytnych kolekt z ich "negatywnym" językiem mówiących o piekle, Boskiej karze, żydach, poganach, heretykach itp., to powinien pamiętać, że Vaticanum II obalił doktrynalne podstawy, na których opierał się ten język (2).
Dla tego poczciwego księdza i jego zgromadzenia lex orandi, którego przestrzegają (tradycyjna Msza) nie ma absolutnie żadnego związku z ich oficjalnym lex credendi (religią Vaticanum II).
Począwszy od swych dziewiętnastowiecznych początków, modernizm usiłował stworzyć religię odseparowaną od dogmatu, która niemniej jednak będzie zaspokajać "religijny zmysł" człowieka. Ironią losu jest to, że ta wewnętrznie sprzeczna i bezdogmatyczna religia realizuje się teraz w pełni w "Mszy Motu proprio" Ratzingera.
4. Pseudo-kapłani odprawiający nieważne msze
"Kiedy nie będzie już ważnie wyświęconych kapłanów, wtedy uwolnią łacińską Mszę".
Tak przewidywał w połowie lat siedemdziesiątych kapucyn, O. Carl Pulvermacher, sędziwy tradycjonalistyczny kapłan, który współpracował z Bractwem Św. Piusa X i był redaktorem amerykańskiego czasopisma Angelus.
Jego prognozy okazały się też prorocze. W 1968 roku, moderniści stworzyli nowy, nieważny ryt konsekracji biskupich – jego stosowanie sprawia, że nie dochodzi do wyświęcenia prawdziwego biskupa (3). Ktoś, kto nie jest prawdziwym biskupem oczywiście nie może wyświęcić prawdziwego kapłana i wszystkie Msze – czy to tradycyjne, łacińskie czy też Novus Ordo – odprawiane przez nieważnie wyświęconych księży są również nieważne.
Tak więc, niemal czterdzieści lat później – gdy dzięki posoborowemu obrzędowi biskupich konsekracji pozostało niewielu ważnie wyświęconych księży – modernista Ratzinger (sam nieważnie konsekrowany na biskupa w nowym rycie) uwalnia tradycyjną Mszę.
A zatem, jako rezultat Motu proprio szeroko po całym świecie zaczną być odprawiane tradycyjne, łacińskie Msze: dźwięki chorału i Palestriny będą odbijać się echem w murach wyznaczonych kościołów, lśnić będą złociste ornaty, obłoki kadzidła wypełnią barokowe absydy, kaznodzieje w koronkowych komżach ogłoszą powrót sacrum, duchowni w podniosłych nastrojach będą odprawiać nabożeństwa wypełniając przepisy rubryk z tak wielką perfekcją, na jaką tylko pozwalają okrojone ryty Jana XXIII.
Ale "Msza Motu proprio" będzie jedynie pustym spektaklem. Bez prawdziwych biskupów, nie ma prawdziwych kapłanów; bez prawdziwych kapłanów nie ma Rzeczywistej Obecności; bez Rzeczywistej Obecności nie ma Boga, który byłby przyjmowany w Komunii św. i adorowany – będzie tam tylko... chleb.
III. Powiedz NIE dla Motu!
W dłuższej perspektywie "Msza Motu proprio" przyczyni się do stopniowego upadku posoborowej religii oraz do ostatecznego zgonu Vaticanum II – tego diabelskiego dzidziusia Ratzingera, dzidziusia, dla którego Limbus nigdy nie był alternatywą. Wszystko to może nas tylko cieszyć.
Na krótką metę jednak, "Msza Motu proprio" zwabi wielu naiwnych tradycjonalistów, a to ze względu na wygodę lub perspektywę "przynależności do czegoś większego".
Negatywne aspekty faktycznego wspierania Motu proprio to czysta trucizna. Występują tu dwa kluczowe punkty warte zapamiętania:
1) W większości wypadków, wasza lokalna "Msza Motu proprio" będzie nieważna, ponieważ odprawiający ją kapłan został wyświęcony przez nieważnie konsekrowanego biskupa. Już teraz, nawet niektórzy indultowi parafianie unikają z tego powodu mszy księży z Bractwa Św. Piotra.
2) "Msza Motu proprio" jest elementem fałszywej religii. Bez wątpienia, macie swoją "zatwierdzoną" łacińską Mszę, a być może nawet swój Baltimore Catechism. Lecz wasi współwyznawcy z kościoła Vaticanum II również mają swoją Mszę i swój Katechizm, wszystko także stosownie "zatwierdzone".
Uczestnicząc we "Mszy Motu proprio" stajecie się częścią tego wszystkiego i przyznajecie, że różnice między wami a ludźmi w drodze do "św. Teilharda" są tylko kosmetyczne. – "Uprawniona różnorodność i odmienne wrażliwości, godne szacunku... ożywiane Duchem" jak na temat apostolatu Bractwa Św. Piotra związanego z odprawianiem starej Mszy wypowiedział się Jan Paweł II.
Ale jeśli jako wierny katolik jesteś zdegustowany myślą o układaniu się z herezją i o stawaniu się kolejną barwą na modernistycznej liturgicznej i doktrynalnej tęczy, to masz tylko jeden wybór:
Powiedz NIE dla Motu!
(7 lipca 2007)
Ks. Anthony Cekada
www.traditionalmass.org
Tłumaczył Mirosław Salawa
––––––––––––––––––
Przypisy:
(1) Indult 1984: Katolicy, którzy są "przywiązani" do Mszy trydenckiej.

List Ecclesia Dei Jana Pawła II (1988): Stara Msza stanowiąc część "różnorodności charyzmatów, tradycji duchowości i apostolstwa jest w Kościele nie tylko uprawniona, lecz także stanowi jego bogactwo, decydujące o pięknie jedności w różnorodności (o owym «współbrzmieniu, które pod działaniem Ducha Świętego z ziemskiego Kościoła wznosi się ku Niebu»)... ponadto wszędzie należy uszanować nastawienie tych, którzy czują się związani z liturgiczną tradycją łacińską...".

Przemówienie Jana Pawła II do benedyktynów z Le Barroux 1990: Tradycyjna Msza jest dozwolona, ponieważ Kościół "szanuje i pielęgnuje wartości i talenty różnych ras i narodów... To zezwolenie ma na celu umożliwić kościelną jedność osobom, które czują się przywiązane do tych liturgicznych form".

List kardynała Mayera do amerykańskich biskupów, 1991: "różnorodność" i respektowanie "odczuć".

Przemówienie kardynała Ratzingera do tradycjonalistów w Rzymie, 1998: "Różnorodne duchowe i teologiczne akcenty... to bogactwo, które przynależy do tej samej, jednej wiary katolickiej".

Kardynał Castrillon Hoyos, maj 2007: "liturgiczna ekspresja podzielana przez niektórych... ta wrażliwość". Zob. też przemówienie Jana Pawła II do Bractwa Św. Piotra, październik 1998.

(2) I rzeczywiście, kiedy tylko zaczęły krążyć pierwsze pogłoski o Motu proprio, Żydzi zgłosili protesty przeciw przywróceniu starych modlitw w intencji ich nawrócenia. Dlaczegóżby nie? Czyż Vaticanum II nie zapewnił ich już o zwycięstwie?

(3) Zob. "Absolutely Null and Utterly Void" (Całkowicie nieważne i pozbawione znaczenia), "Why the New Bishops are Not True Bishops" i "Still Null and Still Void" na stronie www.traditionalmass.org. Reformatorzy kompletnie zmienili zasadniczą formę sakramentalną – jedno zdanie obrzędu zawierające to co jest konieczne i wystarczające do konsekrowania prawdziwego biskupa. Usunęli zasadniczą ideę: moc Święceń, którą otrzymuje biskup. Jeśli sakramentalna forma zostaje zmieniona w taki sposób by usunąć zasadniczą ideę, forma staje się nieważną.
© Ultra montes (www.ultramontes.pl) 
Kraków 2007

FSSPX

" Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. ..." Mat. 6 , 24

  FSSPX w służbie Panom dwom. 

Z jednej strony FSSPX  sypie kadzidło zredefiniowanemu i zreformowanemu papiestwu żeby na jego polu uprawiać pseudo "tradycjonalizm", który w najlepszym wypadku zachowuje Mszę Trydencką od zapomnienia, ale za cenę milczącego przyzwolenia na niszczenie doktryny i Rzymsko Katolickiej Wiary jaką znano do Soboru Watykańskiego II przez niemal 2000lat. Czy może być w takim układzie wilk syty i owca cała? 
Jeżeli wilk syty to owcy już nie ma.
 FSSPX przedkłada prywatne opinie nad bezwzględne wobec błędów i herezji Magisterium Kościoła Chrystusowego. Zachowuje się FSSPX bezrefleksyjnie jakby jego pozycja była "najwłaściwsza" czyniąc siebie autorytetem najwyższym w rozstrzyganiu co jest właściwe a co należy zignorować.

Jeżeli ktoś dał się nabrać, że jest to katolickie podejście niech lepiej zrewiduje swoje przekonanie w oparciu o dogmat Prymatu Papieża i opinie Świętych Doktorów i teologów przedsoborowego Kościoła. FSSPX gdyby miał do czynienia z prawowitą władzą Kościoła Chrystusowego i jego Głową byłby w pozycji schizmy. Natomiast w sytuacji apostazji hierarchii posoborowego kościoła, o której zapewniał abp. Lefevebre - FSSPX  uznaje uzurpatorską władzę jako działającą w autorytecie Kościoła, ale nie uznaje swojego obowiązku poddaństwa wobec tej władzy - co jest myśleniem schizmatyckim, protestanckim. Czym się zatem różni FSSPX od swoich modernistycznych przełożonych? 
Prawda i kłamstwo to są dwie skrajności.
 Jeżeli odrzuci się  dwie skrajności jak nowoczesne społeczeństwo dyktuje to zostaje się  z półprawdą i półkłamstwem w jednej drużynie zupełnie jak FSSPX i posoborowy neo "katolicki" kościół są ...

On the Roman Pontiff

On the Roman Pontiff
an extract from
St Robert Bellarmine, De Romano Pontifice, lib. II, cap. 30.

While it is true that St. Robert Bellarmine thought it impossible that a pope could ever lose the faith and hence the papacy, he considered this opinion not theologically certain. For this reason he proceeded to examine the question of what would happen were a pope to become a heretic. The following extract from his treatise on the papacy deals with this question.
Please note that this translation was done by Mr. Jim Larrabee, who also provided the comments at the end.

"The fourth opinion is that of Cajetan, for whom (de auctor. papae et con., cap. 20 et 21) the manifestly heretical Pope is not "ipso facto" deposed, but can and must be deposed by the Church. To my judgment, this opinion cannot be defended. For, in the first place, it is proven with arguments from authority and from reason that the manifest heretic is "ipso facto" deposed. The argument from authority is based on St. Paul (Titus, c. 3), who orders that the heretic be avoided after two warnings, that is, after showing himself to be manifestly obstinate - which means before any excommunication or judicial sentence. And this is what St. Jerome writes, adding that the other sinners are excluded from the Church by sentence of excommunication, but the heretics exile themselves and separate themselves by their own act from the body of Christ. Now, a Pope who remains Pope cannot be avoided, for how could we be required to avoid our own head? How can we separate ourselves from a member united to us?

"This principle is most certain. The non-Christian cannot in any way be Pope, as Cajetan himself admits (ib. c. 26). The reason for this is that he cannot be head of what he is not a member; now he who is not a Christian is not a member of the Church, and a manifest heretic is not a Christian, as is clearly taught by St. Cyprian (lib. 4, epist. 2), St. Athanasius (Scr. 2 cont. Arian.), St. Augustine (lib. de great. Christ. cap. 20), St. Jerome (contra Lucifer.) and others; therefore the manifest heretic cannot be Pope.

"To this Cajetan responds (in Apol. pro tract. praedicto cap. 25 et in ipso tract. cap. 22) that the heretic is not a Christian "simpliciter" [i.e. without qualification, or absolutely], but is one "secundum quid" [i.e. in a qualified or relative sense]. For, granted that two things constitute the Christian - the faith and the [baptismal] character - the heretic, having lost the faith, is still in some way united to the Church and is capable of jurisdiction; therefore, he is also Pope, but ought to be removed, since he is disposed, with ultimate disposition, to cease to be Pope: as the man who is still not dead but is "in extremis" [at the point of death].

"Against this: in the first place, if the heretic remained, "in actu" [actually], united to the Church in virtue of the character, he would never be able to be cut or separated from her "in actu", for the character is indelible. But there is no one who denies that some people may be separated "in actu" from the Church. Therefore, the character does not make the heretic be "in actu" in the Church, but is only a sign that he was in the Church and that he must return to her. Analogously, when a sheep wanders lost in the mountains, the mark impressed on it does not make it be in the fold, but indicates from which fold it had fled and to which fold it ought to be brought back. This truth has a confirmation in St. Thomas who says (Summ. Theol. III, q. 8, a. 3) that those who do not have the faith are not united "in actu" to Christ, but only potentially - and St. Thomas here refers to the internal union, and not to the external which is produced by the confession of faith and visible signs. Therefore, as the character is something internal, and not external, according to St. Thomas the character alone does not unite a man, "in actu," to Christ.

"Further against the argument of Cajetan: either faith is a disposition necessary "simpliciter" for someone to be Pope, or it is only necessary for someone to be a good Pope ["ad bene esse," to exist well, to be good, as opposed to simply existing]. In the first hypothesis, in case this disposition be eliminated by the contrary disposition, which is heresy, the Pope immediately ceases to be Pope: for the form cannot maintain itself without the necessary dispositions. In the second hypothesis, the Pope cannot be deposed by reason of heresy, for otherwise he would also have to be deposed for ignorance, immorality, and other similar causes, which impede the knowledge, the morality, and the other dispositions necessary for him to be a good Pope ("ad bene esse papae"). In addition to this, Cajetan recognises (tract. praed., ca. 26) that the Pope cannot be deposed for the lack of dispositions necessary, not "simpliciter", but only "ad bene esse."

"To this, Cajetan responds that faith is a disposition necessary "simpliciter", but partial, and not total; and that, therefore, even if his faith disappears he can still continue being Pope, by reason of the other part of the disposition, the character, which still endures.

"Against this argument: either the total disposition, constituted by the character and by faith, is necessary "simpliciter," or it is not, the partial disposition then being sufficient. In the first hypothesis, the faith disappearing there no longer remains the disposition "simpliciter" necessary, for the disposition "simpliciter" necessary was the total, and the total no longer exists. In the second hypothesis, the faith is only necessary "ad bene esse", and therefore its absence does not justify the deposition of the Pope. In addition to this, what finds itself in the ultimate disposition to death, immediately thereafter ceases to exist, without the intervention of any other external force, as is obvious; therefore, also the Pope heretic ceases to be Pope by himself, without any deposition.

"Finally, the Holy Fathers teach unanimously not only that heretics are outside of the Church, but also that they are "ipso facto" deprived of all ecclesiastical jurisdiction and dignity. St. Cyprian (lib. 2, epist. 6) says: 'We affirm that absolutely no heretic or schismatic has any power or right'; and he also teaches (lib. 2, epist. 1) that the heretics who return to the Church must be received as laymen, even though they have been formerly priests or bishops in the Church. St. Optatus (lib. 1 cont. Parmen.) teaches that heretics and schismatics cannot have the keys of the kingdom of heaven, nor bind nor loose. St. Ambrose (lib. 1 de poenit., ca. 2), St. Augustine (in Enchir., cap 65), St. Jerome (lib. cont. Lucifer.) teach the same.

"Pope St. Celestine I (epist. ad Jo. Antioch., which appears in Conc. Ephes., tom. I, cap. 19) wrote: 'It is evident that he [who has been excommunicated by Nestorius] has remained and remains in communion with us, and that we do not consider destituted [i.e. deprived of office, by judgment of Nestorius], anyone who has been excommunicated or deprived of his charge, either episcopal or clerical, by Bishop Nestorius or by the others who followed him, after they commenced preaching heresy. For he who had already shown himself as deserving to be excommunicated, could not excommunicate anyone by his sentence.'

"And in a letter to the clergy of Constantinople, Pope St. Celestine I says: 'The authority of Our Apostolic See has determined that the bishop, cleric, or simple Christian who had been deposed or excommunicated by Nestorius or his followers, after the latter began to preach heresy shall not be considered deposed or excommunicated. For he who had defected from the faith with such preachings, cannot depose or remove anyone whatsoever.'

"St. Nicholas I (epist. ad Michael) repeats and confirms the same. Finally, St. Thomas also teaches (S. Theol., II-II, q. 39, a. 3) that schismatics immediately lose all jurisdiction, and that anything they try to do on the basis of any jurisdiction will be null.

"There is no basis for that which some respond to this: that these Fathers based themselves on ancient law, while nowadays, by decree of the Council of Constance, they alone lose their jurisdiction who are excommunicated by name or who assault clerics. This argument, I say, has no value at all, for those Fathers, in affirming that heretics lose jurisdiction, did not cite any human law, which furthermore perhaps did not exist in relation to the matter, but argued on the basis of the very nature of heresy. The Council of Constance only deals with the excommunicated, that is, those who have lost jurisdiction by sentence of the Church, while heretics already before being excommunicated are outside the Church and deprived of all jurisdiction. For they have already been condemned by their own sentence, as the Apostle teaches (Tit. 3:10-11), that is, they have been cut off from the body of the Church without excommunication, as St. Jerome affirms.

"Besides that, the second affirmation of Cajetan, that the Pope heretic can be truly and authoritatively deposed by the Church, is no less false than the first. For if the Church deposes the Pope against his will it is certainly above the Pope; however, Cajetan himself defends, in the same treatise, the contrary of this. Cajetan responds that the Church, in deposing the Pope, does not have authority over the Pope, but only over the link that unites the person to the pontificate. In the same way that the Church in uniting the pontificate to such a person, is not, because of this, above the Pontiff, so also the Church can separate the pontificate from such a person in case of heresy, without saying that it is above the Pope.

"But contrary to this it must be observed in the first place that, from the fact that the Pope deposes bishops, it is deduced that the Pope is above all the bishops, though the Pope on deposing a bishop does not destroy the episcopal jurisdiction, but only separates it from that person. In the second place, to depose anyone from the pontificate against the will of the deposed, is without doubt punishing him; however, to punish is proper to a superior or to a judge. In the third place, given that according to Cajetan and the other Thomists, in reality the whole and the parts taken as a whole are the same thing, he who has authority over the parts taken as a whole, being able to separate them one from another, has also authority over the whole itself which is constituted by those parts.

"The example of the electors, who have the power to designate a certain person for the pontificate, without however having power over the Pope, given by Cajetan, is also destitute of value. For when something is being made, the action is exercised over the matter of the future thing, and not over the composite, which does not yet exist, but when a thing is destroyed, the action is exercised over the composite, as becomes patent on consideration of the things of nature. Therefore, on creating the Pontiff, the Cardinals do not exercise their authority over the Pontiff for he does not yet exist, but over the matter, that is, over the person who by the election becomes disposed to receive the pontificate from God. But if they deposed the Pontiff, they would necessarily exercise authority over the composite, that is, over the person endowed with the pontifical power, that is, over the Pontiff.

"Therefore, the true opinion is the fifth, according to which the Pope who is manifestly a heretic ceases by himself to be Pope and head, in the same way as he ceases to be a Christian and a member of the body of the Church; and for this reason he can be judged and punished by the Church. This is the opinion of all the ancient Fathers, who teach that manifest heretics immediately lose all jurisdiction, and outstandingly that of St. Cyprian (lib. 4, epist. 2) who speaks as follows of Novatian, who was Pope [i.e. antipope] in the schism which occurred during the pontificate of St. Cornelius: 'He would not be able to retain the episcopate [i.e. of Rome], and, if he was made bishop before, he separated himself from the body of those who were, like him, bishops, and from the unity of the Church.'

According to what St. Cyprian affirms in this passage, even had Novatian been the true and legitimate Pope, he would have automatically fallen from the pontificate, if he separated himself from the Church.

"This is the opinion of great recent doctors, as John Driedo (lib. 4 de Script. et dogmat. Eccles., cap. 2, par. 2, sent. 2), who teaches that only they separate themselves from the Church who are expelled, like the excommunicated, and those who depart by themselves from her or oppose her, as heretics and schismatics. And in his seventh affirmation, he maintains that in those who turn away from the Church, there remains absolutely no spiritual power over those who are in the Church. Melchior Cano says the same (lib. 4 de loc., cap. 2), teaching that heretics are neither parts nor members of the Church, and that it cannot even be conceived that anyone could be head and Pope, without being member and part (cap. ult. ad argument. 12). And he teaches in the same place, in plain words, that occult heretics are still of the Church, they are parts and members, and that therefore the Pope who is an occult heretic is still Pope. This is also the opinion of the other authors whom we cite in book I De Ecclesia.

"The foundation of this argument is that the manifest heretic is not in any way a member of the Church, that is, neither spiritually nor corporally, which signifies that he is not such by internal union nor by external union. For even bad Catholics [i.e. who are not heretics] are united and are members, spiritually by faith, corporally by confession of faith and by participation in the visible sacraments; the occult heretics are united and are members although only by external union; on the contrary, the good catechumens belong to the Church only by an internal union, not by the external; but manifest heretics do not pertain in any manner, as we have already proved."

Comments by Jim Larrabee: As to the case of Liberius, which Bellarmine treats in book IV, chapter IX at considerable length, he is there concerned not to prove that Liberius was not deposed, and lawfully deposed (both of which he fully admits), but that the Liberius case does not argue against infallibility, nor was Liberius personally a heretic. This involves various distinctions which people now are failing to make, but are evident to any theologian. Perhaps I could quote this at length in future, but for now, let it be said that, while Liberius resisted heresy both before and after the period of his lapse and deposition (and that is what the quote from a later Pope undoubtedly refers to), he failed to do so for a given time. During this time the Roman clergy "deposed" him, i.e. they considered the papacy to be vacant, and accepted St. Felix as Pope.

For example (Bellarmine): "In addition, unless we are to admit that Liberius defected for a time from constancy in defending the Faith, we are compelled to exclude Felix II, who held the pontificate while Liberius was alive, from the number of the Popes: but the Catholic Church venerates this very Felix as Pope and martyr. However this may be, Liberius neither taught heresy, nor was a heretic, but only sinned by external act [emphasis in original Latin], as did St. Marcellinus, and unless I am mistaken, sinned less than St. Marcellinus." (lib. IV, c. 9, no. 5)

Further, after explaining that Felix was for a time an antipope, he continues (no. 15): "Then two years later came the lapse of Liberius, of which we have spoken above. Then indeed the Roman clergy, stripping Liberius of his pontifical dignity, went over to Felix, whom they knew [then] to be a Catholic. From that time, Felix began to be the true Pontiff. For although Liberius was not a heretic, nevertheless he was considered one, on account of the peace he made with the Arians, and by that presumption the pontificate could rightly [merito] be taken from him: for men are not bound, or able to read hearts; but when they see that someone is a heretic by his external works, they judge him to be a heretic pure and simple [simpliciter], and condemn him as a heretic.

Magisterium Kościoła o "Papieżu heretyku"

MAGISTERIUM KOŚCIOŁA

Magisterium Kościoła o "Papieżu heretyku"
Wybór autorytatywnych cytatów na temat herezji, schizmy i apostazji w odniesieniu do piastowania kościelnego urzędu, zwłaszcza papieskiego
„Tym bardziej nie może się rzymski papież chlubić, ponieważ może być sądzony przez ludzi – a raczej, można wykazać, że już został osądzony, jeśli «utraci swój smak» popadając w herezję; gdyż ten, kto nie wierzy już został osądzony.” Papież Innocenty III (†1226), Sermo 4: In Consecratione, PL 218, 670
„Dodajemy również, że gdyby kiedykolwiek się okazało, że jakiś biskup, (a nawet pełniący obowiązki arcybiskupa, patriarchy, albo prymasa), czy też kardynał Świętego Kościoła Rzymskiego, albo (jak to zostało wyżej wspomniane) legat, czy też papież rzymski przed dokonaniem jego wyboru do godności kardynała, albo przed wyniesieniem go do godności papieskiej odpadł od wiary katolickiej, albo popadł w jakąkolwiek herezję: wówczas wybór albo wyniesienie tej osoby, nawet dokonane w zgodzie i jednomyślnie przez wszystkich kardynałów będzie żadne, nieważne i próżne… Prócz tego wszystkie razem i każda z osobna z osób wyniesionych i awansowanych w taki sposób do swych godności, mocą samego faktu, bez żadnego dokonanego w tej kwestii ogłoszenia będą pozbawione wszelkich godności, miejsc, zaszczytów, tytułów, władzy, urzędów i mocy”. Papież Paweł IV (†1559), Bulla Cum ex apostolatus z 15 II 1559
Papież, będący jawnym heretykiem automatycznie (per se) przestaje być papieżem i głową Kościoła, jako że natychmiast przestaje być chrześcijaninem (katolikiem) oraz członkiem Kościoła. Z tego powodu może on być sądzony i ukarany przez Kościół. Jest to zgodne z nauką wszystkich Ojców [Kościoła], którzy nauczali, że jawni heretycy natychmiast tracą wszelką jurysdykcję”. św. Robert Bellarmin (†1621), Doktor Kościoła, De Romano Pontifice. II, 30
„Otóż kiedy Papież jawnie jest heretykiem, ipso facto traci swą godność i wyklucza się z Kościoła…”. św. Franciszek Salezy, Doktor Kościoła (†1622)
„W przypadku gdyby Papież stał się heretykiem, to – przez sam ten fakt i bez żadnego innego orzeczenia – odłączyłby się od Kościoła. Głowa oddzielona od ciała nie może – tak długo jak pozostaje oddzielona – być głową tego samego ciała, od którego została odcięta”. św. Antonin (†1459)
Heretycy i schizmatycy są wyłączeni z piastowania urzędu papieskiego na mocy samego Boskiego prawa… muszą być bezwzględnie uważani za wykluczonych od zasiadania na tronie Stolicy Apostolskiej, która jest nieomylnym nauczycielem prawdy wiary i centrum kościelnej jedności.” Maroto, Institutiones Iuris Canonici 2, 784
Nominacja na Urząd Prymatu. 1. Co jest wymagane przez Boskie prawo dla tej nominacji… wymagane dla ważności jest również, aby osoba wybrana była członkiem Kościoła; i dlatego, wykluczeni są heretycy i apostaci (przynajmniej publiczni).” Coronata, Institutiones Iuris Canonici (Rzym, Marietti, 1950) 1: 312
„Jeżeli rzeczywiście zdarzyłaby się taka sytuacja, to on [rzymski Papież] z mocy prawa Boskiego, odpadłby z urzędu i to bez żadnego wyroku – doprawdy, nawet bez deklaratywnej sentencji. Ten, kto otwarcie głosi herezję sam się stawia poza Kościołem i jest niepodobieństwem, by Chrystus mógł zachować Prymat Swego Kościoła w kimś tak niegodnym. Dlatego też, gdyby rzymski Papież głosił herezję, to jeszcze przed jakimkolwiek potępiającym wyrokiem (który zresztą byłby niemożliwy) utraciłby swoją władzę”. Coronata, Institutiones Iuris Canonici (Rzym, Marietti, 1950) 1: 316
„Wszyscy, przed którymi na mocy Boskiego prawa lub unieważniającego prawa kościelnego nie stoją przeszkody, spełniają warunki niezbędne [do wyboru na papieża]. Dlatego, mężczyzna, który posiada zdolność używania rozumu wystarczającą by przyjąć wybór i sprawować jurysdykcję i który jest rzeczywistym członkiem Kościoła może być ważnie wybrany, nawet jeśli jest tylko człowiekiem świeckim. Wykluczeni jako niezdolni do ważnego wyboru, są jednakże: wszystkie kobiety, dzieci, które jeszcze nie doszły do wieku dojrzałości, dotknięci nieuleczalną choroba umysłową, heretycy i schizmatycy.” Wernz-Vidal, Ius Canonicum t. II, s. 415
„Gdyby poprzez notoryczną i otwarcie okazywaną herezję papież miał stać się heretykiem, przez sam ten fakt (ipso facto) uważa się go za pozbawionego całej władzy prawodawczej (jurysdykcji), nawet przed wydaniem przez Kościół deklaracji [o utracie urzędu] (…) papież popadając w herezję przestaje być ipso facto członkiem Kościoła, a co za tym idzie przestaje też być Jego głową”. Wernz-Vidal, Ius Canonicum, t. II: De Personis, s. 453
„Gdyby duchowny dopuścił się jawnej herezji, traci tym samym, przez milczące zrzeczenie się i bez dalszej deklaracji, wszystkie swe urzędy kościelne (kan. 188 n. 4).” x. Franciszek Bączkowicz CM, Prawo Kanoniczne.Podręcznik Dla Duchowieństwa, t. I, s. 161
„Niemała liczba kanonistów uczy, że prócz śmierci i abdykacji, papieska godność może również zostać utracona przez popadnięcie w pewien stan choroby umysłowej, który prawnie równoważny jest śmierci, jak również wskutek jawnej i uporczywej herezji. W tym ostatnim przypadku, papież automatycznie utraciłby swą władzę i to rzeczywiście bez ogłaszania żadnego wyroku, ponieważ pierwsza Stolica (tj., Stolica Piotrowa) przez nikogo nie jest sądzona… Powód tego jest taki, iż papież popadając w herezję przestaje być członkiem Kościoła. Ten, kto nie jest członkiem społeczności, nie może być, rzecz jasna, jej głową”. Udalricus Beste, Introductio in Codicem (1946)
„Zgodnie przynajmniej z bardziej rozpowszechnionym nauczaniem rzymski Papież jako prywatny nauczyciel może popaść w jawną herezję. Wtedy to, bez żadnego deklaratywnego wyroku (jako że najwyższa Stolica nie jest sądzona przez nikogo), automatycznie (ipso facto) utraciłby tę władzę, której ten, kto nie jest już członkiem Kościoła nie jest zdolny posiadać”. A. Vermeersch, Epitome Juris Canonici (1949)
„Obowiązujące obecnie prawo dotyczące wyboru rzymskiego Papieża sprowadza się do następujących punktów: […] Wykluczone jako niezdolne do ważnego wyboru są następujące osoby: kobiety, dzieci przed osiągnięciem wieku rozeznania rozumowego, obłąkani, nieochrzczeni, heretycy i schizmatycy…”. C. Baldii, Institutiones Iuris Canonici (1921)
Wszystkie cytaty w języku polskim wyjęte z różnych artykułów na stronie ultramontes.pl.

List Lavala byłego protestanckiego pastora w Condé sur Noireau

    POWODY   zniewalające licznych protestantów do powrotu na łono   KOŚCIOŁA KATOLICKIGO   ...