sobota, 10 sierpnia 2019

Jedność z papieżem – tak, ale nie wbrew wierze!

Problemy wywołane kryzysem wiary i moralności narastają w Kościele katolickim, a podziały coraz wyraźniej dają się odczuć nawet wśród członków najwyższej hierarchii kościelnej. W tej sytuacji nieuzasadniona krytyka stanowiska Bractwa Św. Piusa X, nagłośniona pod koniec ubiegłego roku przez niektóre „katolickie” media, może się wydawać czymś nieistotnym, jednak warto zwrócić na nią uwagę, bowiem dotyka ona rzeczywistego problemu: trudności zachowania łączności z papieżem, a jednocześnie wiary katolickiej.

30 listopada ub.r. redakcja należącego do archidiecezji Toronto tygodnika „The Catholic Register” opublikowała na swoim portalu internetowym artykuł pt. Tradycyjne Bractwo Kapłańskie Św. Piotra podkreśla jedność z papieżem Franciszkiem. Autorka artykułu, Debora Gyapong, cytowała przebywającego wówczas w Kanadzie nowego (od 9 lipca 2018 r.) przełożonego generalnego Bractwa Św. Piotra (FSSP), ks. Andrzeja Komorowskiego:
Nie można wejść do nieba, nie będąc w jedności z papieżem. Papież jest widzialnym obliczem naszego Pana. Jedność z nim jest bardzo ważna, jeśli chce się być w Kościele. Istnieje tylko jeden Kościół założony przez Pana, a papież jest Jego widzialnym wikariuszem1.
Niestety, kontekst wypowiedzi przełożonego generalnego Bractwa Św. Piotra nie wynika z artykułu, jednak jego autorka odniosła ją do historii powstania Bractwa Św. Piotra, które oddzieliło się od „schizmatyckiego Bractwa Św. Piusa X” (FSSPX), zostawiając czytelnikom wyciągnięcie logicznego wniosku: duchowni i świeccy związani z Bractwem Św. Piusa X nie trwają w jedności z papieżem (w przeciwieństwie do tych związanych z Bractwem Św. Piotra), a więc nie mogą wejść do nieba.
Dalszą część artykułu stanowią – oprócz krótkiego komentarza dziennikarki – wypowiedzi ks. Józefa Bisiga FSSP, pierwszego przełożonego generalnego Bractwa Św. Piotra, a obecnie rektora seminarium w Nebrasce (USA), poczynione zapewne po jego prelekcji w Ottawie z 24 listopada ub.r. Ks. Bisig zarzuca abp. Lefebvre’owi, że był sedewakantystą; ponadto Arcybiskup miał „zerwać z Rzymem” i „stać się schizmatykiem”. Bractwo Św. Piusa X rzekomo znajduje się poza jednością Kościoła katolickiego i powinno do niej powrócić; musi także zaakceptować „autorytet żywego Magisterium”2.
Artykuł ukazał się tuż po spotkaniu nowego (od 11 lipca 2018 r.) przełożonego generalnego Bractwa Św. Piusa X, ks. Dawida Pagliaraniego, z prefektem Kongregacji Nauki Wiary kard. Ludwikiem Ladarią Ferrerem, które miało miejsce w listopadzie ub.r., a autorka krótko wspomniała o tym fakcie na końcu swojego tekstu. Tymczasem dwa tygodnie później polska Katolicka Agencja [dez-]Informacyjna nawiązała do tego artykułu, wykazując się w swojej depeszy taką gorliwością sądów oraz zdolnością „logicznego” wnioskowania, jakiej nie powstydziłyby się biura komunistycznej propagandy:
Przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piotra, ks. Andrzej Komorowski zdystansował się od niedawnej decyzji lefebrystowskiego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X o odrzuceniu jedności ze Stolicą Apostolską w imię „błędów doktrynalnych”, w jakie rzekomo popadł Kościół od czasu Soboru Watykańskiego II. – Nie ma możliwości pójścia do raju bez jedności z papieżem – stwierdził zdecydowanie duchowny3.
Depesza KAI, przytaczająca wypowiedź generała FSSP, została następnie powielona przez inne „katolickie” media w Polsce4 i przedstawiona jako reakcja na oficjalny komunikat ks. Pagliaraniego FSSPX po spotkaniu z kard. Ladarią.
Stanowisko Bractwa Św. Piusa X, wyrażone w komunikacie z 23 listopada ub.r., choć jasne i zdecydowane, ani nie było żadnym novum, ani tym bardziej nie zawierało słów o „odrzuceniu jedności ze Stolicą Apostolską”: ks. Pagliarani podkreślił, że istotą sporu toczącego się między Bractwem a Watykanem są kwestie doktrynalne, które „bezapelacyjnie pozostają najważniejsze” w relacjach z Rzymem, nie są zaś nimi np. kwestie związane z formalnym uregulowaniem statusu kanonicznego FSSPX. „Powyższe skłania Bractwo do wznowienia rozmów teologicznych”, które mają być wyrazem „bezwarunkowego świadectwa wiary przed całym Kościołem”5. Tendencyjne użycie przez dziennikarzy do tego sporu wypowiedzi przełożonego generalnego Bractwa Św. Piotra stanie się bardziej zrozumiałe, kiedy pokrótce przypomnimy historię wzajemnych relacji między oboma instytutami.
Stanowisko Bractwa Św. Piusa X odnośnie do Bractwa Św. Piotra zostało sformułowane przy okazji jego powstania i można je streścić w paru zdaniach: konsekracje biskupie w 1988 r. były prawnie uzasadnione i nie stanowiły aktu schizmatyckiego; stan zerwania z Tradycją w Kościele posoborowym jest stanem obiektywnym; abstrahując od kwestii zasadności konsekracji biskupich w 1988 r., członkowie-założyciele Bractwa Św. Piotra, uprzednio kapłani Bractwa Św. Piusa X, zmienili swoje stanowisko doktrynalne odnośnie do kryzysu w Kościele, które zajmowali pierwotnie w latach 70. i 80 XX wieku. Ze strony Bractwa Św. Piusa X podkreślano również, że zarówno co do zasady (zob. dokument założycielski Bractwa Św. Piotra, tj. motu proprio Ecclesia Dei adflicta Jana Pawła II z 1988 r., stwierdzający zaciągnięcie ekskomuniki przez abp. Marcelego Lefebvre’a i konsekrowanych przez niego biskupów), jak i w praktyce (wykorzystywanie Bractwa Św. Piotra przez biskupów do zwalczania wpływów Bractwa Św. Piusa X) Bractwo Św. Piotra stoi w opozycji do Bractwa Św. Piusa X – taką myśl zawiera też przytoczony na wstępie artykuł „The Catholic Register”. (Czytelnicy chcący bliżej poznać naszkicowane powyżej kwestie mogą sięgnąć po publikacje wydawnictwa Te Deum, np. Przekazałem to, co otrzymałem czy W obronie Prawdy katolickiej. Dzieło abpa Lefebvre, a także po materiały dostępne na stronie internetowej Bractwa Św. Piusa X w Polsce.)
W ciągu ostatnich 30 lat nastawienie Bractwa Św. Piotra wobec Bractwa Św. Piusa X co do istoty pozostało takie samo, jednak nie było ono i nie jest jednolite i w publicznych wypowiedziach jego przedstawicieli można zauważyć pewne zniuansowanie. Z jednej strony są kapłani „pierwszej godziny”, którzy – jak cytowany powyżej ks. Bisig – niezmiennie krytykują postawę i postępowanie Bractwa Św. Piusa X. Również ks. Bernard Gerstle, przełożony niemieckiego dystryktu Bractwa Św. Piotra, w 2017 r. zarzucał Bractwu Św. Piusa X zerwanie z Rzymem i nieakceptowanie nauczania ostatniego soboru o ekumenizmie czy wolności religijnej6. Z drugiej strony – są też w Bractwie Św. Piotra księża bardziej powściągliwi w swoich opiniach. Ówczesny przełożony generalny FSSP, ks. Jan Berg, pytany w tym samym 2017 r. przez portal internetowy OnePeterFive.com, czy stanowisko ks. Gerstlego jest oficjalnym stanowiskiem Bractwa Św. Piotra, odpowiedział, że to stanowisko zostało już jasno wyrażone w wywiadzie udzielonym przez niego dla „Latin Mass Magazine” w 2013 r.7:
To do Rzymu należy precyzyjne określenie obecnego statusu Bractwa Św. Piusa X; przynajmniej w obecnej atmosferze rozmów [obie strony] zdają się sądzić, że lepiej nie definiować tego statusu i pozostawić tę kwestię nierozwiązaną […] Powiedziałbym, że w ogóle za często i bez namysłu używano tak nacechowanych słów jak „ekskomunikowany”, „schizmatycki” itp. Są to terminy, mające precyzyjne znaczenie teologiczne i kanoniczne, a także konsekwencje; uprzedzanie autorytetu Kościoła w tych sprawach czy też „interpretowanie” [wypowiedzi] Kościoła często niczemu nie służy8.
Jak widać, ówczesny przełożony generalny Bractwa Św. Piotra wyrażał zdroworozsądkowe zrozumienie dla specyficznej sytuacji Bractwa Św. Piusa X, dopuszczając nawet myśl, że brak uregulowania sytuacji kanonicznej Bractwa może być na pewien czas najlepszym rozwiązaniem. Ks. Berg nie postrzegał więc Bractwa Św. Piotra jako opozycji wobec Bractwa Św. Piusa X. Z kolei jego bezpośredni następca, ks. Andrzej Komorowski, przebywając w Polsce we wrześniu 2018 r. w wywiadzie dla Radia Nadzieja zdecydowanie podkreślał „zasadniczą różnicę” między FSSP a FSSPX, tzn. „niepełną łączność/jedność [FSSPX] ze Stolicą Apostolską”9.
Ks. Dawid Pagliarani, przełożony generalny FSSPX, w wywiadzie z 15 grudnia 2018 r. na pytanie: „Czy nie odczuwacie niepokojów sumienia wskutek tego, że – z punktu widzenia Rzymu – pozostajecie w stanie schizmy z Kościołem?”, odpowiedział: „Gdybym nie miał pewności, że posługuję w Kościele katolickim i dla niego, natychmiast opuściłbym Bractwo”10. Przekonanie, że Bractwo Św. Piusa X nie jest w łączności z Ojcem Świętym – niezależnie od tego, czy mówi tak sam ks. Komorowski, czy tylko dziennikarze – stoi w sprzeczności ze stanowiskiem papieża Franciszka, który niejednokrotnie podkreślał, że Bractwo Św. Piusa X jest katolickie. Warto w tym miejscu zacytować zwięzły komentarz francuskiego publicysty, Côme de Prévigny, który w artykule pt. Bractwo Św. Piusa X jest uregulowane w 95% z 28 grudnia ub.r. napisał:
[…] sytuacja kanoniczna Bractwa Św. Piusa X jest obecnie w większej części uregulowana. Msza, którą sprawują jego kapłani, jest tą samą, którą mogą odprawiać wszyscy kapłani na świecie dzięki motu proprio Summorum Pontificum z 7 lipca 2007 r. Potępienia, które ciążyły na biskupach Bractwa, zniknęły po dekrecie z 21 stycznia 2009 r. W 2015 r. Stolica Apostolska udzieliła przełożonemu generalnemu Bractwa władzy sądzenia [jego członków] w pierwszej instancji. Ważność spowiedzi u jego kapłanów została uznana przez list apostolski Misericordia et Misera z 20 listopada 2016 r. Tego samego roku komisja Ecclesia Dei poleciła ordynariuszom, na terenie których diecezji znajdują się seminaria Bractwa, akceptować święcenia kapłańskie, które się w nich odbywają. Małżeństwa zawierane wobec kapłanów Bractwa są w końcu w pełni uznawane przez Rzym, co potwierdza list Kongregacji Nauki Wiary z 27 marca 2017 r. […] Ponieważ zniknęły sankcje, a jego kapłani uzyskali misję kanoniczną do udzielania sakramentów, Bractwo implicite odzyskało swój poprzedni status, z którego korzystało do czasu rzekomego zniesienia 6 maja 1975 r., mimo że na płaszczyźnie faktów zachowuje się obecnie jak prałatura personalna.
Nic już nie brakuje temu dziełu Kościoła, chyba że instancji odwoławczej w procesach kanonicznych, które umożliwiłaby prałatura personalna. Pewnego dnia zajdzie także potrzeba odnowienia biskupów pomocniczych. W obecnej sytuacji nie bardzo widać, co uniemożliwiłoby papieżowi, aby się na to zgodzić11.
Oto jednoznaczne, łatwe do sprawdzenia fakty, których jednak nie dostrzegają zaślepieni dziennikarze „katolickich” mediów. Być może francuski komentator za bardzo daje się ponieść optymizmowi, jednak trudno nie zauważyć trafności porównania zawartego w konkluzji jego artykułu: Bractwo Św. Piusa X jest niczym sprawny samochód, który – o czym wszyscy doskonale wiedzą – może się poruszać po wszystkich drogach świata, ale z powodu zewnętrznych okoliczności jest pozbawiony tablicy rejestracyjnej12: „Katolickość Bractwa została uznana w dłuższej perspektywie, bez wymogu spełnienia jakichkolwiek warunków. To uznanie jest tylko kwestią oddania sprawiedliwości dziełu abp. Lefebvre’a; sprawiedliwości, której on zawsze się domagał”13.
Z drugiej strony nietrudno dostrzec sprzeczność tkwiącą w stanowisku Bractwa Św. Piotra wobec nauczania II Soboru Watykańskiego, kryzysu w Kościele ostatnich dekad i reakcji nań Bractwa Św. Piusa X. Gdy ktoś przypomina tradycyjną naukę katolicką o schizmatykach, głoszącą niemożność zbawienia bez łączności z papieżem, mówi oczywiście prawdę – ale jednocześnie podważa soborową eklezjologię, której Bractwo Św. Piotra kurczowo się trzyma, mylnie postrzegając ją jako wyraz żywego Magisterium14, a jej przyjęcie – jako warunek kościelnej jedności. Bractwo Św. Piotra przyjęło bowiem nauczanie II Soboru Watykańskiego, stwierdziwszy jego – rzekomą – zgodność z doktryną katolicką, a „zdobycze” soborowej teologii są oficjalnie wykładane w jego seminariach15. W przypadku eklezjologii sobór błędnie przyjął, jakoby Kościół Chrystusowy był czymś szerszym niż Kościół katolicki i zawierał w sobie różne „Kościoły”, np. Cerkiew prawosławną bądź denominacje protestanckie (czyli sekty), które także postrzega jako – rzekome – narzędzia zbawienia. Gdyby ktokolwiek miał wątpliwości co do tego, jak brzmi oficjalna interpretacja tej kwestii przez posoborowych papieży, oto jeden wśród wielu przykładów: telegram kondolencyjny Benedykta XVI z 29 stycznia 2008 r. do prawosławnego metropolity Serafina z Karystii i Skyros z powodu śmierci Chrystodulosa, zwierzchnika Greckiej Cerkwi Prawosławnej, czyli schizmatyckiego arcybiskupa Aten:
Wraz z katolikami na całym świecie modlę się, aby Prawosławna Grecka Cerkiew była podtrzymana łaską Bożą w dalszym rozwijaniu dokonań zmarłego arcybiskupa oraz abyście, polecając szlachetną duszę Jego Wielce Błogosławionej Eminencji miłującemu miłosierdziu naszego niebieskiego Ojca, byli pokrzepieni obietnicą Pana, który wynagrodzi swoje wierne sługi16.
Skoro w myśl nauczania II Soboru Watykańskiego papież Benedykt XVI uznawał schizmatyckiego (i heretyckiego) biskupa Aten za „wiernego sługę Pana Jezusa, godnego specjalnej wiekuistej zapłaty”, to na jakiej podstawie zwolennicy soborowej eklezjologii (a w ich liczbie większość kapłanów Bractwa św. Piotra) mogą twierdzić, że zbawienie można osiągnąć tylko w jedności z papieżem?
Żeby nie popaść w podobne sprzeczności – a niechybnie się w nie popadnie, utrzymując zgodność spuścizny Vaticanum II z wiarą katolicką – za przykładem śp. abp. Marcelego Lefebvre’a wiernie trzymajmy się odwiecznej nauki Kościoła zawartej w Piśmie Świętym, Tradycji i dokumentach Magisterium, w niezachwianej jedności ze wszystkimi następcami św. Piotra:
Żadna władza, nawet najwyższa w hierarchii, nie może zmusić nas do porzucenia lub umniejszenia wiary katolickiej, którą to Magisterium Kościoła jasno wykłada i wyznaje od ponad dziewiętnastu stuleci. „Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty” (Gal 1, 8). Czyż nie to powtarza nam dzisiaj Ojciec Święty? A jeżeli w jego słowach lub czynach, albo też w aktach dykasterii dałoby się dostrzec jakieś sprzeczności, to wybieramy wówczas to, czego zawsze nauczano i zamykamy uszy na niszczące Kościół nowinki17.
Autorem artykułu jest p. Franciszek Malkiewicz.
  1. Zob. artykuł Traditional Priestly Fraternity of St. Peter stresses unity with Pope Francis.
  2. W celu lepszego zrozumienia złożoności i problematyki użytego sformułowania warto zapoznać się z artykułem ks. Jana Michała Gleize’a FSSPX pt. Żywe magisterium i żywa tradycja. „Tomistyczna interpretacja” Vaticanum II w „Zawsze Wierni” nr 3/2013 (166). Być może ks. Bisig pod pojęciem „żywego Magisterium” rozumie obecnych przedstawicieli hierarchii katolickiej i głoszoną przez nich naukę, w tym spuściznę II Soboru Watykańskiego, sugerując przez to, że znajduje się ona w ciągłości z nauczaniem Kościoła w ubiegłych wiekach. Nieuniknioną konsekwencją takiego toku myślenia musi być zaliczenie wolności religijnej, ekumenizmu i nowej eklezjologii do powszechnego dziedzictwa Kościoła.
  3. Zob. depesza z 14.12.2018 Bractwo św. Piotra: umiłowanie Tradycji – tylko w jedności z papieżem.
  4. Zob. np. https://www.gosc.pl/doc/5219455.Bractwo-sw-Piotra-Umilowanie-Tradycji-tylko-w-jednosci-z, https://info.wiara.pl/doc/5219455.Bractwo-sw-Piotra-Umilowanie-Tradycji-tylko-w-jednosci-z, https://www.radioem.pl/doc/5219455.Bractwo-sw-Piotra-Umilowanie-Tradycji-tylko-w-jednosci-z.
  5. Zob. m.in. Komunikat Domu Generalnego Bractwa Św. Piusa X po spotkaniu kard. Ladarii z ks. Pagliarani.
  6. Wywiad z 24.04.2017 dla niemieckiego portalu katolische.de; dostępne jest także angielskie tłumaczenie.
  7. Zob. artykuł FSSP Superior Distinguishes Fraternity from SSPX, Eschews “Traditionalist” Label.
  8. Artykuł An Interview with Father John Berg, FSSP, „Latin Mass Magazine”, Winter/Spring 2013, s. 9.
  9. Zob. nagranie w serwisie YouTube.
  10. Zob. To nie do pomyślenia, aby Kościół mógł błądzić przez dwa tysiące lat. Wywiad z ks. Dawidem Pagliaranim/; Bractwo św. Piusa X zawsze podkreślało swoją nieustanną łączność ze Stolicą Apostolską, a kary kanoniczne nakładane na jego członków wynikały z błędnych przesłanek teologicznych a zatem były niesprawiedliwe, a więc i bez skutku. Sakramenty udzielane przez kapłanów Bractwa św. Piusa X były zawsze ważne i legalne.
  11. Tłum. z francuskiego F. Malkiewicz za tradinews.blogspot.com
  12. Do powyższego porównania możemy dodać z naszej strony: był to samochód zawsze dobrze jeżdżący i sprawny. W pewnym momencie kierowcy nakazano zdjęcie tablic rejestracyjnych, następnie odmówiono podbicia badań technicznych, dlatego z czasem zaczęto podważać również niezawodność poszczególnych jego podzespołów. Mówiono, że z pewnością nie działają, gdyż nie posiadają aktualnego certyfikatu jakości. Wóz jeździł jednak dalej. Po długim czasie zaczęto jednak na nowo naklejać na poszczególne podzespoły – dotychczas nieustannie sprawne – certyfikaty sprawności, tak że auto dostało pieczątkę ważnego badania technicznego. Do formalnego dopuszczenia do ruchu brakowałoby tylko tablic rejestracyjnych.
  13. Tamże.
  14. Por. przypis nr 2.
  15. „The Fraternity of St. Peter, on the other hand, agreed to undertake an impartial study of the documents of the Council and has come to believe that there is no break with earlier magisterial teaching”, wywiad z ks. Bernardem Gerstlem, loc. cit.
  16. Tłum. Franciszek Malkiewicz z angielskiego, za https://press.vatican.va/content/salastampa/it/bollettino/pubblico/2008/01/29/0063/00146.html
  17. Deklaracja abp. Lefebvre’a z 21 listopada 1974 r. W kazaniu podczas konsekracji biskupich w 1988 r. założyciel Bractwa powiedział: „Wydaje mi się, umiłowani bracia, że słyszę głosy wszystkich owych papieży od Grzegorza XVI, głosy Piusa IX, świętego Piusa X, Benedykta XV, Piusa XII, którzy wołają do nas: «Ale na miłość Boską, na miłość Boską, co wy robicie z naszą nauką, z naszymi kazaniami, z wiarą katolicką? Czy chcecie jej się wyrzec? Czy chcecie dopuścić do tego, aby ona umarła na tym świecie? Na miłość Boską, musicie trwać w zachowywaniu tego skarbu, który wam przekazaliśmy! Nie opuszczajcie wiernych! Nie opuszczajcie Kościoła! Albowiem od soboru nawet to, co my potępiliśmy, jest przyjmowane i nauczane przez władze rzymskie. Jak to jest możliwe? Potępiliśmy liberalizm, potępiliśmy komunizm, socjalizm, modernizm, sillonizm. Wszystkie te błędy, które potępiliśmy, są obecnie nauczane przez władze Kościoła, przyjęte, bronione! Czy to możliwe? Jeśli niczego nie uczynicie, aby kontynuować Tradycję Kościoła, który został wam powierzony, wszystko przepadnie! Kościół zginie, wszystkie dusze przepadną!»”.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

https://news.fsspx.pl/2019/04/jednosc-z-papiezem-tak-ale-nie-wbrew-wierze/ 

Problem Uczestnictwa w Nowej Mszy

 

 Problem uczestnictwa w nowej Mszy

I. Rozważanie wstępne: Rozróżnienie między obiektywnym stanem rzeczy a subiektywną sytuacją wiernych

Przed przystąpieniem do szczegółowej analizy zagadnienia uczestnictwa w Novus Ordo Missae, musimy uczynić rozróżnienie między obiektywnym stanem danego zjawiska a subiektywną sytuacją, w której dana osoba może się znaleźć.
Obiektywny stan uwzględnia istotę problemu, samo zjawisko, nie wnikając w szczegółowe okoliczności, w jakich osoba może się znaleźć, ani w jej zdolność do intelektualnego poznania i rozumienia tego zjawiska. I tak np. aborcja jest obiektywnie bardzo ciężkim grzechem, pociągającym za sobą karę ekskomuniki. Subiektywny stan osoby dotkniętej przez owo zjawisko uwzględnia natomiast, razem ze zjawiskiem, również okoliczności, w których ta osoba się znajduje, oraz jej możliwości intelektualne. Często spotyka się u niej brak wystarczającej wiedzy na ten temat, niejasność albo całkowity brak rozeznania, spowodowany przez błędne nauczanie, nacisk otoczenia, przyzwyczajenie, strach, lęk przed niezrozumieniem ze strony najbliższych (zagrożenie domowego spokoju). Wszystkie te okoliczności zmniejszają osobistą odpowiedzialność wobec tego zjawiska i to w tym większym stopniu, im trudniejsze jest swobodne i jasne przyjęcie obiektywnej prawdy na jego temat. I tak np. odpowiedzialność za grzech aborcji dokonanej przez osobę, która nigdy nie otrzymała katolickiego wychowania, która nie wie o karze ekskomuniki albo która jest pod silną presją otoczenia, może być zmniejszona w mniejszym lub większym stopniu.

II. Jaka jest obiektywna prawda o Novus Ordo Missae?

Szczegółowa analiza przeprowadzona przez wybitnych teologów i dostojników Kościoła (kardynałowie Ottaviani, Bacci, Heenan etc.) jasno ukazuje, jak ogromne niebezpieczeństwo utraty Wiary katolickiej stwarza uczestnictwo w NOM. W sposób nie podlegający wątpliwości wykazano podobieństwa nowego rytu do protestanckiej „Wieczerzy Pańskiej”, negującej ofiarny charakter Mszy. Obiektywne zło i szkodliwość tego obrządku zostały wielokrotnie udowodnione zarówno na łamach Zawsze wierni, jak i w innych publikacjach, również tych nie związanych z Bractwem Św. Piusa X (patrz np. katolickie, amerykańskie wydawnictwa: TAN, Sarto House, Neumannpress etc. albo książka ks. Olewińskiego W obronie Mszy Świętej i Tradycji katolickiej). Nie jest to jednak zagadnienie czysto teoretyczne. Sytuacja Kościoła po 30 latach odprawiania Novus Ordo Missae jest przerażająca, co jasno uzmysławia sobie wielu obecnych hierarchów. Obok niezliczonych profanacji, które nowy ryt ułatwia, obserwujemy powszechną utratę wiary w Rzeczywistą Obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie oraz zanik pobożności i wypaczenie właściwego stosunku do Boga.
Jest oczywiste, że nikomu nie wolno uczestniczyć w ceremonii, która stanowi zagrożenie dla jego wiary, ceremonii oscylującej na granicy profanacji i obrażającej Boga przez lekceważące zachowanie.
Kapłani, którzy mają obowiązek prowadzić wiernych do zbawienia, zobowiązani są w sumieniu chronić ich przed niebezpieczeństwem utraty wiary. Mają powinność tłumaczyć wiernym, na czym polega „zło” tego rytu. Nie mogą nigdy pozytywnie zachęcać do uczestnictwa w obrzędach, które stanowią zagrożenie dla wiary powierzonych im dusz.

III. Subiektywna sytuacja katolików

Nowy ryt, zaprowadzony przez najwyższą władzę w Kościele, rozpowszechniony jest obecnie na całym świecie. Wynika z tego dla wiernych podwójny problem:
  1. Mają oni do czynienia niemal wyłącznie z NOM, który jest im przedstawiony jako właściwa Msza Kościoła, a zarazem najdoskonalszy ryt w historii. Opinia ta pochodzi od hierarchii Kościoła, do której katolik z założenia ma odnosić się z zaufaniem i posłuszeństwem.
  2. Równocześnie powszechnie dezawuuje się Mszę Trydencką jako archaizm, nie odpowiadający umysłowości i duchowi naszych czasów. W tej kampanii oszczerstw uczestniczą jednak dziś już nie wrogowie Kościoła z zewnatrz (jak np. Luter czy Cranmer), lecz przede wszystkim współcześni hierarchowie i teologowie kościelni.
W sytuacji tej przeciętnemu katolikowi niezmiernie trudno jest uzmysłowić sobie w pełni niebezpieczeństwa płynące z uczestnictwa w NOM. Najczęściej dostrzegają oni pewne niestosowności, gorszą się balansującym na granicy bluźnierstwa czy świętokradztwa zachowaniem, narzucanym przez nowy ryt, wkrótce jednak przyzwyczajenie tłumi te uczucia oburzenia. Uczestniczą oni w NOM w dobrej wierze, według nakazu ich sumienia, choć to sumienie jest obiektywnie w błędzie. Nie zwalnia ich to jednak z obowiązku właściwego kształtowania sumienia, zgodnie z obiektywną prawdą. Jeśli, uczestnicząc w NOM, dostrzegają zachowania graniczące z profanacją lub obserwują wypływający z tego uczestnictwa stopniowy zanik wiary i pobożności u siebie czy innych – nie wolno im po prostu zmykać na to oczu albo bagatelizować całej sprawy. Obowiązkiem każdego katolika jest szczere szukanie powodów zaobserwowanego kryzysu, według intelektualnych możliwości. Zadaniem zaś kapłanów i wykształconych wiernych jest udzielanie obiektywnej informacji dla oświecenia pozostałych, tak, by właściwie ukształtowawszy sumienia, mogli wydać osąd według obiektywnej prawdy.
W miarę jak katolik zaczyna porównywać NOM z Depozytem Wiary, z duchowością Świętych, z tradycyjną nauką, ów obiektywny stan rzeczy jawi mu się coraz wyraziściej. Wraz ze wzrostem rozumienia problemu zwiększa się z kolei odpowiedzialność.
Jednak nawet wówczas wierni mogą znaleźć się w sytuacjach, z których nie będą widzieli wyjścia. Czują się oni często zupełnie bezradni w okolicznościach, w których pozornie sprzeczne nakazy powodują konflikt sumienia: z jednej strony wymaga się od nich pod karą ciężkiego grzechu uczestnictwa we Mszy świętej niedzielnej, z drugiej natomiast zabrania uczestniczyć w rycie, który jest zagrożeniem dla wiary itd. Zadają sobie wówczas często pytanie: Czy wobec tego wszystkiego należy dokonać wyboru „najmniejszego zła”, czy też w ogóle przestać chodzić na Novus Ordo Missae?
Trzeba wspomnieć jeszcze o czynnikach psychologicznych: problemach rodzinnych, szacunku dla własnego proboszcza, zaangażowaniu w instytucjach kościelnych, niebezpieczeństwie zgorszenia znajomych wiernych.
Do tego dochodzą jeszcze powody bardziej przyziemne: względy ludzkie, niebezpieczeństwo utraty pracy lub pozycji politycznej, obawa przed marginalizacją.

IV. Wnioski

Ponieważ każdy katolik znajduje się w nieco innej subiektywnej sytuacji, niemożliwe jest sformułowanie ogólnego sądu, że uczestnictwo w NOM jest dla każdego i w każdym przypadku grzechem.
Trzeba mieć wielką wyrozumiałość dla różnych trudności „zakłopotanych katolików”, nie wolno pochopnie osądzać ich trudnych niekiedy decyzji oraz zachowania.
Jednocześnie miłość dla ich dusz wymaga od nas następującego zachowania:
  1. Ukazania piękności i wzniosłości Tradycyjnej Mszy świętej;
  2. Otwartego ukazywania obiektywnych niebezpieczeństw płynących z uczestnictwa w NOM, zwracania wiernym uwagi na ich ogromną odpowiedzialność za zachowanie wiary oraz chronienie siebie i swoich dzieci od możliwości jej utraty;
  3. Budowania kaplic, gdzie tradycyjna Msza święta mogłaby być odprawiania i zachęcania wiernych do regularnego w niej uczestnictwa;
  4. Podjęcia starań, aby kapłani powrócili do Tradycyjnej Mszy świętej;
  5. Od wiernych Tradycji: wzorowego uczestnictwa we Mszy świętej, zarówno wewnętrznie (duchowe przygotowanie, pobożność), jak i zewnętrznie (śpiew, godna pozycja ciała, zachowanie ciszy, odpowiedni strój);
  6. Od kapłanów Tradycji: wzorowego odprawiania Mszy świętej, głoszenia kazań o wielkości i wzniosłości Najświętszej Ofiary. Ω
  7.   

    Sześć znamion novus ordo Missa

    Protestanci odprawiający tę samą Mszę co katolicy? Jak to możliwe? W jaki sposób możemy wszyscy być „prawowiernymi wyznawcami”? Jak protestanci zgodnie z sumieniem mogą godzić się na odprawianie katolickiej Mszy?
    ks. Stefan Somerville
    Przesłuchując Pana Jezusa w Wielki Piątek, namiestnik Poncjusz Piłat zapytał Zbawiciela: „Cóż to jest prawda?”. Pytanie to powtarzają ludzie wszystkich wieków aż po dziś dzień. Św. Jan Apostoł na początku swej Ewangelii napisał: „Na początku było Słowo, i Słowo było u Boga (…) i [Słowo] stało się ciałem i zamieszkało między nami i widzieliśmy Jego chwałę (…) pełną łaski i prawdy”. Jezus, Słowo Boga, jest pełnią prawdy. By poznać prawdę, musimy nieustannie odnosić się do Niego.

    Prawowierni wyznawcy

    Podczas Mszy w pierwszej modlitwie Kanonu rzymskiego prosimy Boga Ojca, by pobłogosławił naszą ofiarę składaną za cały Kościół, za wszystkich prawowiernych wyznawców oraz nauczycieli katolickiej i apostolskiej wiary.
    Przypominamy więc sobie podczas każdej Mszy św., że sam Zbawiciel jest pełnią prawdy i że przekazał nam naukę, której trzymając się, jesteśmy prawowiernymi wyznawcami. Pozwólcie mi w tym miejscu wspomnieć o jeszcze jednej prawdzie tej naszej katolickiej wiary. Mówi o niej sekreta jednej ze mszy niedzielnych w okresie po Zesłaniu Ducha Świętego. Ów artykuł wiary głosi, że Bóg ustanowił jedną doskonałą ofiarę, swego własnego Syna, na miejsce wszystkich ofiar Starego Testamentu składanych przed narodzeniem Chrystusa. Błagamy Boga, by przyjął tę jedyną doskonałą ofiarę i uświęcił ją, by pomogła nam wszystkim osiągnąć zbawienie.
    Podsumowując: Jezus Chrystus, pełnia prawdy, przekazał nam prawdziwą naukę, zgodnie z którą Msza jest doskonałą ofiarą Jego Ciała i Krwi, zastępującą wszystkie ofiary Starego Testamentu, baranki, woły etc.
    W tym miejscu chcę wam przypomnieć smutny fakt, iż istnieją chrześcijanie, nazywani protestantami, odrzucający naukę, że Msza, czyli Eucharystia, jest prawdziwą, bezkrwawą ofiarą prawdziwego Ciała i Krwi Chrystusa. Dla nich Eucharystia czy Komunia jest jedynie świętą ucztą, będącą symbolem i pamiątką ostatniej wieczerzy. Nie wierzą w ofiarowanie przez ręce kapłana Prawdziwej Żertwy. To odrzucenie artykułów katolickiej wiary oznacza, że nie możemy traktować naszych protestanckich bliźnich jako „prawowiernych wyznawców”, choć powinniśmy ich kochać i modlić się za nich. Co więcej, są też inne artykuły i prawdy wiary katolickiej, których protestanci nie przyjmują, np. niektóre sakramenty, Niepokalane Poczęcie i Wniebowzięcie N.M.P. czy nieomylność papieska.

    Prawowierna liturgia?

    Wróćmy jednak do Mszy. W roku 1969 znany protestancki teolog Max Thurian, który pomagał w założeniu ekumenicznego klasztoru w Taize we Francji, powiedział: „Obecnie protestanci nie widzą przeszkód natury teologicznej, by używać tej samej Mszy co katolicy”. Protestanci odprawiający tę samą Mszę co katolicy? Jak to możliwe? W jaki sposób możemy wszyscy być „prawowiernymi wyznawcami”? Jak protestanci zgodnie z sumieniem mogą godzić się na odprawianie katolickiej Mszy?
    Chcąc odpowiedzieć na to pytanie, musimy pamiętać, że było to w roku 1969. II Sobór Watykański zakończył się zaledwie cztery lata wcześniej, w 1965 roku. Ustanowiona przez papieża na początku roku 1964 komisja liturgiczna otrzymała polecenie przygotowania reformy Mszy i wszystkich innych obrzędów Kościoła katolickiego. Komisja ta, zwana w skrócie jako Consilium, rzeczywiście zreformowała wkrótce Mszę, a papież, którym był Paweł VI, zatwierdził i promulgował ten nowy obrządek (łac. novus ordo) Mszy 3 kwietnia 1969 roku. Jest to Msza najczęściej odprawiana w językach narodowych, dobrze nam znana i sprawowana w katolickich kościołach na całym świecie. Różni się ona w wielu aspektach, w większym lub mniejszym stopniu, od tradycyjnej katolickiej łacińskiej Mszy, nawet jeśli jest do niej w sposób zewnętrzny podobna. Musimy zadać sobie pytanie: jaki powinien być stosunek prawowiernych katolików do tej nowej Mszy II Soboru Watykańskiego? Co powinniśmy myśleć, jako prawowierni katolicy, o novus ordo Missae, Mszy Vaticanum II, neokatolickiej Mszy?

    Znamiona nowej Mszy

    Chcąc odpowiedzieć na to ważne pytanie, scharakteryzujmy pokrótce nową Mszę, odwołując się do opinii ekspertów teologicznych i liturgistów. Określają ją oni przede wszystkim jako ekumeniczną – czyli ułożoną w sposób mający sprzyjać jedności i porozumieniu z wyznaniami niekatolickimi. Chodzi o to, by „podkreślać to, co nas łączy, a unikać tego, co nas dzieli”. W nowej Mszy zmieniono też wiele modlitw – zwłaszcza kolekt – usuwając wzmianki o piekle, o wiecznej karze, o świecie jako wrogu Boga, o potrzebie umartwienia etc.
    Mówi się też o powrocie do źródeł – do starożytnych, wczesnochrześcijańskich, pierwotnych cech Mszy z czasów Ojców Kościoła, czyli z pierwszych sześciu wieków. Ma to rzekomo polegać na odkrywaniu panującej wówczas prostoty kultu etc. W praktyce natomiast mamy do czynienia ze zubażaniem liturgii i usuwaniem z niej ubogacających ją elementów, które w sposób organiczny rozwijały się, począwszy od średniowiecza, poprzez renesans i barok oraz w okresie późniejszym. Kult sprowadza się do formy możliwie najprostszej, można powiedzieć: „szkieletowej”. Oznacza to zmniejszenie liczby pokłonów i przyklęknięć kapłana, krótsze modlitwy, mniej dzwonków i kadzidła, ograniczenie czci oddawanej świętym, mniej figur i wody święconej etc. Na tym polega powrót do źródeł w nowej liturgii.
    Trzecią cechą jest wspólnotowość. Wspólnota ma orientację horyzontalną, jest wokół nas. Przeciwieństwem jest orientacja wertykalna – odnosząca się do tego, co jest ponad nami. Wyraża ona dążenie do Boga, do nieba, do aniołów. Novus ordo koncentruje się raczej na nas niż na Bogu, raczej na teraźniejszości niż na życiu przyszłym, raczej na wartości społeczności ludzkiej niż na dobru Mistycznego Ciała Chrystusa. Zauważmy, że nowe kościoły, tj. budynki służące sprawowaniu Mszy, są obecnie niższe i szersze, mają tylko małą wieżę lub też zupełnie są jej pozbawione. Posiadają obszerny przedsionek, w którym ludzie mogą spotkać się i porozmawiać – w orientacji horyzontalnej, zamiast zwracać się wzwyż, ku niebu – w orientacji wertykalnej. Zwróćmy uwagę na nowy znak pokoju, kiedy to całe zgromadzenie podaje sobie nawzajem ręce. Fundamentem nowej Mszy jest więc poczucie wspólnoty.
    Kolejną cechą jest demokratyzacja Kościoła, czyli rządy raczej wiernych niż kapłanów, biskupów i papieża, które są hierarchiczne, a nie demokratyczne. Wynika z tego, że główna rola podczas Mszy nie należy już do kapłana, ale do niezliczonych lektorów, kantorów, szafarzy Eucharystii, włączając w to nawet kobiety i nastolatki, do odźwiernych i tzw. ministrów gościnności, a przede wszystkim do parafialnej rady liturgicznej, która decyduje o stylu i układzie różnych Mszy.
    Piątym znamieniem novus ordo jest desakralizacja. Oznacza to, że liturgia ma charakter mniej święty. Przejawy czci czy szacunku wobec misterium, odniesienia do transcendencji czy życia wiecznego, zostały w niej zredukowane do minimum albo wręcz usunięte. Niektóre z tych elementów Mszy zostały już wspomniane wcześniej, kiedy mówiliśmy o archeologizmie – trzymaniu się gestów z pierwszych wieków Kościoła. Innym przejawem desakralizacji jest usuwanie balasek, łaciny, uproszczenie ornatów i porzucenie przez kapłanów szat duchownych. Wielu księży nie nosi już sutanny poza Mszą. Celebrują zwróceni ku ludziom, a nie ku Bogu. Zachowują się bardziej jak przewodniczący zgromadzenia niż jak szafarze Bożych Tajemnic. W ten sposób liturgia została zdesakralizowana.

    Protestantyzacja

    Szóstym i ostatnim znamieniem Mszy Vaticanum II jest jej sprotestantyzowanie, tj. dostosowanie do poglądów i praktyk protestantów. Ma to wymiar teologiczny, dotyczy bowiem tego, czego jesteśmy nauczani i w co wierzymy względem Boga, sakramentów, Kościoła etc. Ze względów ekumenicznych i pod wpływem herezji modernistycznej twórcy nowej liturgii w sposób oczywisty uczynić musieli katolicki kult bardziej protestanckim w treści i formie. Moglibyśmy nazwać tę cechę wypaczeniem, ponieważ liturgiści zbaczają niebezpiecznie, oddalając się od wiary katolickiej. Oto kilka przykładów.
    Doktryna o rzeczywistej obecności Ciała i Krwi Zbawiciela pod postaciami chleba i wina jest rozmywana. Tabernakulum usuwane jest w kąt lub nawet do osobnego pomieszczenia. Przyjmujący Komunię św. nie klęczą i nie przyjmują jej na język, ale stojąc i na rękę. Nie trzeba już pościć trzy godziny lub od północy, ale jedynie godzinę. Z dokumentów na temat Mszy znikło słowo transsubstancjacja (przeistoczenie).
    Nauczanie o spowiedzi oraz sama spowiedź, prawie nieznana wśród protestantów, coraz bardziej zanika również u katolików, dlatego istnieje nieustanne zagrożenie świętokradczą Komunią – tj. przyjmowaniem jej w stanie grzechu ciężkiego, bez uprzedniego rozgrzeszenia przez kapłana.
    Umniejszana jest rola kapłana. Mówiliśmy o tym omawiając demokratyczny aspekt nowej Mszy. Kapłan jest człowiekiem wybranym [przez Boga] i wyświęconym dla składania ofiary i dla kultu Bożego, nawet jeśli podczas liturgii obecnych jest jedynie kilku wiernych. Ale zgodnie z nową koncepcją jest on bardziej funkcjonariuszem, wybranym lub mianowanym urzędnikiem, przewodniczącym czy też mistrzem ceremonii, a niekiedy nawet konferansjerem. Nic dziwnego że niewielu mężczyzn odpowiada dziś na powołanie do tak nieinspirującego, humanistycznego kapłaństwa.
    Wspomnieliśmy już, że ofiarny aspekt Mszy został w liturgii w znacznej mierze pominięty. Nowa Msza jest jedynie „ofiarą chwały”, ofiarowaniem świętych słów Bogu. Jedną z cech prawdziwej ofiary jest przebłaganie za grzechy, uśmierzanie Bożego gniewu wywołanego naszymi przewinieniami. Jeśli wierzymy, że wystarczy samo to, co Chrystus Pan uczynił w sposób nadobfity w Wielki Piątek, że Bóg jest zbyt dobrotliwy i kochający, by domagać się kary za grzech, albo że jest On zbyt wielki, by mógł być obrażony naszymi drobnymi wykroczeniami, wówczas tracimy wiarę katolicką i w tym przypadku ofiara przebłagalna nie ma dla nas sensu.
    Oto sześć znamion nowej Mszy: ekumenizm, archeologizm, wspólnotowość, demokratyzm, desakralizacja i sprotestantyzowanie. Cechuje ją wiele dwuznaczności, przemilczeń i sprzeczności, będących negacją dwutysiącletniej katolickiej tradycji. Z trudem przyszłoby nazwać ją Mszą prawowiernych wyznawców. Pozwala to zrozumieć, czemu wkrótce po jej wprowadzeniu zrodził się silny i święty ruch na rzecz zachowania i przywrócenia tradycyjnej Mszy. Z żalem stwierdzić należy, że ten tradycyjny ruch katolicki jest ignorowany, przemilczany czy też nawet zwalczany energicznie przez establishment novus ordo.
    Oby to krótkie rozważanie skłoniło was do nieustannej modlitwy, owocnej lektury i poszukiwań, byśmy wszyscy stali się lub pozostali prawowiernymi wyznawcami i uczniami tradycyjnej katolickiej prawdy. Ω
  8.  https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/335

Kościół w Walce z Diabłem, Błędem i Grzechem


 Kościół w walce z diabłem, błędem i grzechem

Wywiad z ks. Karolem Stehlinem FSSPX
Z ks. Karolem Stehlinem, przełożonym Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji, rozmawia ks. Szymon Bańka
Zacznijmy od początku: w jaki sposób zetknął się Ksiądz z postacią i myślą św. Maksymiliana? Czy od razu zrozumiał Ksiądz, że św. Maksymilian to kluczowa postać w naszej dzisiejszej walce o wiarę? Co Księdza urzekło w postaci o. Maksymiliana?
Początki sięgają pierwszego roku w seminarium, roku 1981, gdy tradycyjny Katolicki Ruch Młodzieżowy w Niemczech (KJB) wydał biuletyn poświęcony życiu i pracy apostolskiej świętego Maksymiliana Kolbego. My, seminarzyści, byliśmy zafascynowani odkryciem tego świętego naszych czasów, który był tak całkowicie tradycyjny w swojej głębokiej wierze i apostolskiej gorliwości, a jednocześnie korzystał z nowoczesnych osiągnięć techniki. Święty, który fascynował młodych ludzi również naszych czasów.
Kwestia nawrócenia młodych ludzi powróciła ponownie w 1986 roku, kiedy to zostałem wyznaczony do pracy w Afryce. Zainspirowany objawieniami Matki Bożej w Fatimie (trzy tomy br. Michała od Trójcy Świętej) i biografią świętego Maksymiliana Kolbego (napisaną przez Marię Winiowską), ksiądz Loic Duverger w 1988 roku powołał do życia organizację dla dziewcząt, o nazwie „Compagnie de L’Immaculee”. Ponieważ MI składa się z trzech grup, dziewczęta podzielone były na „dzieci, służebnice oraz apostołów Niepokalanej”. Każda z tych grup wcielała w życie prośby Niepokalanego Serca w Fatimie, starając się o nawrócenie swoich rówieśników. Rezultaty były olśniewające: po 5 latach działalności, grupy „Compagnie de L’Immaculee” powstały w różnych częściach stolicy Gabonu, by nawracać mieszkające tam dzieci. Wielu „apostołów” angażowało się jako katecheci, ucząc 1500 dzieci w naszej placówce misyjnej Świętego Piusa X. W czasie obchodów 75. rocznicy objawienia Matki Bożej w Fatimie „Compagnie de L’Immaculee” wielokrotnie zainscenizowało przedstawienie opowiadające historię objawień, przyciągając w ten sposób setki osób do Kościoła.
Najbardziej jednak cudownym owocem była wewnętrzna przemiana wielu młodych dziewcząt, które żyły głębokim życiem wewnętrznym i niejednokrotnie z heroiczną odwagą broniły wiary w pogańskich środowiskach, a niekiedy i w rodzinach. Niektóre z nich doprowadziły do nawrócenia swoich rodziców, braci i sióstr. Wśród dziewcząt, które zmarły przedwcześnie z powodu różnych chorób tropikalnych, obserwowaliśmy rzadko spotykany stopień cnót, a nawet i świętości. Te niesamowite wydarzenia utwierdziły nas w przekonaniu o potędze Niepokalanej w naszych czasach, o ogromnym znaczeniu Fatimy i MI oraz o konieczności naszej pracy apostolskiej z Nią i przez Nią.
Jednak dopiero w roku 1994, gdy zostałem powołany do rozpoczęcia dzieła Tradycji katolickiej w Polsce, odkryłem kim naprawdę był święty Maksymilian Kolbe i jego Milicja. Czytając listy i konferencje w jego ojczystym języku odkryłem uniwersalnego geniusza, zarówno pełnego kontemplacji a jednocześnie bardzo aktywnego teologa najgłębszych tajemnic Maryi i mistrza organizacji, który stosował nowoczesne środki techniki, by uczynić Naszą Królową znaną i kochaną przez miliony ludzi. Ów śmiertelnie chory zakonnik założył jeden z najważniejszych ruchów maryjnych na świecie, trzeci po „Legionie Maryi” i „Błękitnej Armii Matki Bożej z Fatimy”, otworzył bez żadnych środków materialnych klasztor nazwany Niepokalanowem – „Miastem Niepokalanej”, który w ciągu 15 lat stał się największym od czasów średniowiecza klasztorem na świecie, liczącym prawie tysiąc mieszkańców. Nie zadowoliwszy się rozpaleniem płomienia miłości do Niepokalanej we własnej Ojczyźnie wyruszył na misje do Azji z pragnieniem doprowadzenia do Niej „miliardów dusz”. Ostatecznie, swoje heroiczne życie zakończył heroiczną śmiercią w bunkrze głodowym w Oświęcimiu, gdzie oddał swoje życie za życie współwięźnia, ojca rodziny.
Dlaczego postanowił Ksiądz założyć Rycerstwo Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji, skoro istnieje nieprzerwanie rycerstwo założone przez św. Maksymiliana? Czym różni się Rycerstwo Tradycyjnej Obserwancji od tego „zwykłego”?
Gdy w 1998 roku został otworzony pierwszy przeorat, oczywistym było, że często odwiedzaliśmy położony nieopodal Niepokalanów. To było tak, jakby sam święty spotykał się z nami, gdy rozważaliśmy resztki gigantycznego apostolatu (muzeum; pierwotna kaplica i pokoje w których święty mieszkał; cmentarz, gdzie pochowani byli jego heroiczni towarzysze etc). Niezwykłym doświadczeniem były długie rozmowy z pamiętającymi go starszymi braćmi.
Jednakże, musieliśmy odkryć i drugą stronę MI: w Niepokalanowie roiło się od ruchów charyzmatycznych, półki w księgarni były wypełnione pozycjami liberalnymi i modernistycznymi; często też byliśmy świadkami liturgicznych ceremonii i spotkań, podczas których oddziaływano na emocje zebranych w sposób podobny do koncertów rockowych, odbywających się na wolnym powietrzu. W 1997 roku opublikowano nowy statut MI różniący się bardzo od oryginalnego. Jedną z najlepiej sprzedających się książek była książka generalnego moderatora Milicji, o. Simbuli, który krytykował świętego założyciela za umysłową ciasnotę, że „ugrzązł w światopoglądzie swoich czasów”. Pytaliśmy starszych braci, którzy znali świętego, co myślą o tych zmianach. Ze smutkiem odpowiadali: „Teraz wszystko zmieniło się”. „Rycerz Niepokalanej” przeistoczył się w pobożny biuletyn, pełen modernistycznych aluzji, wyzbyty oryginalnego tonu.
W tym czasie grupa młodych wiernych prosiła, czy moglibyśmy reaktywować Milicję Niepokalanej dokładnie według założeń świętego Maksymiliana, ponieważ katolicka Polska pozostawała od lat dwudziestych XX wieku pod potężnym wpływem MI, a także przywrócenia jej pierwotnego ducha nadanego przez świętego Założyciela.
Prośba ta wymagała dokonania analizy, czy ta idea ma sens, bowiem istniały w katolickiej Tradycji inne ruchy maryjne. Stworzenie nowego ruchu mogłoby uczynić rozłam w liczbie i sile tych już istniejących. Zorganizowaliśmy więc małą krucjatę różańcową, ażeby Niepokalana objawiła nam swoją wolę.
Dlaczego Ksiądz uważa MI za tak ważne w naszych czasach? Dlaczego Rycerstwo ma szczególne znaczenie właśnie dzisiaj, w dobie kryzysu wiary i kapłaństwa?
Jak sama nazwa wskazuje, Militia Immaculatæ przypomina Kościół Wojujący, prawdziwy Kościół Katolicki na ziemi, który jest w nieustannej walce z diabłem, grzechem i błędem. Od pięćdziesięciu lat te kardynalne prawdy usuwano z umysłów wiernych, których uczy się dążyć do uniwersalnego pokoju i szacunku wobec wszystkich religii. Co gorsze: od tamtego czasu wieczne i najważniejsze rzeczywistości o niebie, piekle, czyśćcu, sądzie, kwestie walki przeciwko diabłu oraz nawrócenie z błędu do jedynej wiary katolickiej zostały odrzucone i zastąpione pragnieniem zjednoczenia świata przez wzajemne zrozumienienie i pokój. Masoński porządek świata stał się ideałem dla wielu katolików.
Przeciwko tej modernistycznej pladze MI jawi się jako lekarstwo przeciwko pacyfizmowi naszych czasów i staje się potężnym przypomnieniem jedynej prawdziwej perspektywy: jesteśmy na tym świecie, by walczyć o zbawienie naszych dusz. MI kładzie nacisk na zrozumienie istoty wiecznych wartości oraz właściwego wykorzystania naszego pobytu na ziemi. W swojej definicji Milicja Niepokalanej jest antyekumeniczna, woła o nawrócenie wszystkich wyznawców fałszywych religii do jedynego prawdziwego Kościoła.
Ten ideał walki duchowej, tak potrzebny w naszych czasach, wywołuje entuzjazm szczodrobliwych dusz, zwłaszcza młodych, by poświęcić się dla wielkiego i fascynującego ideału. W naszych indywidualistycznych czasach jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie zamknięcia się we własnym duchowym komforcie, by stać się egocentrycznymi i rozumieć praktykę religijną jako naszą prywatną sprawę. Po tak długim okresie straszliwego kryzysu zagraża nam zapomnienie, że należymy do Świętej Matki Kościoła i ponosimy odpowiedzialność za członków Mistycznego Ciała Chrystusa. MI pozwala nam głębiej zrozumieć wielkie nowe przykazanie Pana Jezusa, by: „kochać bliźniego naszego, tak jak On umiłował nas”. Oznacza to, że powinniśmy uczynić wszystko co w naszej mocy, by doprowadzić do zbawienia dusze kroczące do przepaści wiecznego potępienia. Będziemy szczęśliwi i wdzięczni za każdą osobę w Kościele powracającą do prawdziwych wartości i pragniemy przywieść ją do pełni katolickiej Tradycji i wraz z nią cały świat, począwszy od najmniejszej parafii, aż do Watykanu. Nie będziemy pogardliwie palcem wskazywali na duchowo ubogich, mówiąc: „Z takim heretykiem nie chcę mieć nic do czynienia”, lecz dążyć będziemy ze wszystkich sił, by zaprowadzić go do wieczystej prawdy Pana Naszego przez Niepokalaną. MI przywraca nam prawdziwą tożsamość jako katolików wraz z głębszym zrozumieniem naszej roli tu na świecie, by stać się żołnierzami Jezusa Chrystusa, walczącymi o rozszerzenie Królestwa Boga na ziemi. Ażeby osiągnąć ten życiowy cel, otrzymaliśmy sakrament bierzmowania.
Militia Immaculatae nie jest kolejnym ruchem czy stowarzyszeniem pośród wielu innych, ze swoimi modlitwami i praktykami, ale jest konieczna dla naszego życia, jako nowe prawo, które mówi: cokolwiek czynisz, czynisz jako instrument w rękach Niepokalanej, by jako rycerz w Jej armii atakując wroga, nawrócić go i w ten sposób rozszerzyć Królestwo Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jeżeli stanie się to treścią naszego życia, nie będziemy więcej marnotrawili naszego czasu, ale krótki pobyt na ziemi wypełnimy do maksimum czynami wielkimi, nieśmiertelnymi, prowadzącymi do zbawienia dusz. Innym fascynującym aspektem jest, że ruch ten gotów jest posługiwać się najbardziej nowoczesnymi narzędziami w służbie Niepokalanej. Powoduje to, że współczesny człowiek nabiera nowego, katolickiego spojrzenia na środki masowego przekazu, które najczęściej nadużywane są przez moce ciemności, jako potężne medium najokropniejszych pokus.
Ponieważ młodzież jest uzależniona od swoich elektronicznych urządzeń, MI obraca to uzależnienie na służbę Niepokalanej i dla zbawienia dusz. W ten sposób wielu ludzi z zewnątrz Kościoła może przyłączyć się do MI, poznając, że ruch ten w sposób doskonały odpowiada sytuacji i potrzebom naszych czasów.
Jednocześnie MI jest głęboko zakorzeniona w duchu modlitwy i ofiary, które są najważniejszą bronią rycerzy, by zbawiać dusze. W ten sposób wypełniana jest prośba Matki Bożej Fatimskiej, by modlić i ofiarować się za grzeszników, bowiem nikt nie modli się i nie ofiarowuje się w ich intencji. Ponadto modlitwa świętego Maksymiliana doskonale dopasowana jest do trudności pojawiających się na drodze dobrego modlitewnego życia w naszych czasach.
Najważniejszym jednak punktem jest miejsce Matki Bożej Niepokalanej w naszym życiu. MI stosuje w konkretnym życiu zasady świętego Bernarda oraz wszystkich świętych maryjnych, a zwłaszcza świętego Marii Ludwika Grignion de Montfort, który uczy wszystko czynić przez Maryję, z Maryją i dla Maryi. W ten sposób w nasze życie zostają wcielone wszystkie wielkie prawdy o Jej Niepokalanym Poczęciu, a zwłaszcza Jej rola jako Pośredniczki Wszystkich Łask dla zbawienia i uświęcenia wszystkich ludzi. Te prawdy przywodzą rycerza do zrozumienia, jak bardzo ważna jest Niepokalana w jego osobistym życiu, a zwłaszcza jak wielkiej wagi jest Jej prośba o pomoc w zbawieniu od wiecznego potępienia Jej umiłowanych dzieci, wciąż zagubionych w błędach i w grzechu. Tu katolik codziennie uczy się, jaka jest jego rola w świecie i jak ważne jest największe dzieło, którego człowiek tu na ziemi może dokonać, dając innym „wszystko co najlepsze” w wiecznym szczęściu. Jednocześnie uczy się niezbędnej pokory: sam nic nie może zrobić, a jako instrument Niepokalanej, Jej wierny rycerz, może dokonać wszystkiego.
To prawda, że wszystkie te punkty można także odnaleźć w Legionie Maryi, reaktywowanym w wierności Tradycji w kilku krajach. Legion Maryi jest jednak zbudowany według wzorca Legionu Rzymskiego, składającego się z żołnierskiej elity, z zasady więc wymaga bardzo wiele od swoich członków. Militia Immaculatae przeciwnie; otwarta jest dla wszystkich, nawet dla tych najbardziej leniwych. Wstępującym rycerzom nie stawia się właściwie żadnych wymagań. MI jest ruchem masowym, dążącym do tego, by wszyscy wstępowali w ślady Niepokalanej, zmuszającym by podali Jej przynajmniej swój mały paluszek, a Ona dokona reszty, biorąc całą rękę i całego człowieka. Filipiński Legion Maryi odkrył w MI niezwykłe narzędzie, by odwiedzanych każdego tygodnia ludzi przybliżyć do Niepokalanej, stając się Jej rycerzami.
Nigdy taki ruch nie powstał w świecie. Przeniknięty duchem swojego świętego Założyciela, jest zarówno kontemplacyjny, jak i aktywny; szanuje każdy indywidualny wysiłek, jak i działanie grupowe; łączy najwyższy wysiłek intelektualny (Akademie Maryjne) z najbardziej praktycznymi działaniami; wieczystą, niezmienną wiarę katolicką 2000 lat Tradycji z nowoczesnymi umiejętnościami i wynalazkami naszych czasów.
Jakie były początki Rycerstwa Tradycyjnej obserwancji? Czy wierni od razu zrozumieli przesłanie Rycerstwa i chętnie doń przystępowali, czy raczej początki były trudne, a ludzie niechętni?
Przełożony Generalny zgodził się z przedstawionymi argumentami i pozwolił założyć MI Tradycyjnej Obserwancji w Polsce. W dniu 6 maja 2000 roku, w pierwszą sobotę miesiąca Maryi, około 50 katolików zostało pierwszymi Rycerzami Niepokalanej. Otrzymali oni „Dyplomik” z kopią podpisu św. Maksymiliana. Jednak po pierwszym entuzjazmie Rycerstwo Tradycyjnej Obserwancji raczej trudno rozwijało się w Polsce: nowi rycerze zostali przyjęci na końcu pielgrzymki do Częstochowy oraz rekolekcji maryjnych. Poza tym mało uczyniono, aby ich mobilizować do apostolatu. Tylko w Warszawie i Gdyni powstały pierwsze grupy MI 2 – studium, gdzie mężczyźni się spotykali regularnie, aby pod opieką Niepokalaną pogłębić swą wiedzę religijną i apologetyczną. Od roku 2008 nastąpiła pewna odnowa ideału Rycerstwa: kilkuset nowych rycerzy zostało przyjętych we wszystkich naszych kaplicach. Dzięki ponownej publikacji artykułów świętego Maksymiliana Kolbego i jego współbraci rycerzy, piszących przed II wojną światową, wielu wiernych zaczęło dostrzegać ogromną różnicę, a nawet sprzeczność między nowościami w Kościele w duchu Vaticanum II a duchowością i ideałami z pierwszych 50 lat MI.
Rycerstwo Tradycyjnej Obserwancji wystartowało w Polsce. Jakże się to stało, że rozpowszechniło się na świecie?
Co roku uczestniczyła pewna grupa obcokrajowców na pielgrzymkę do Jasnej Góry, podczas której dowiedzieli się o istnieniu MI. Widocznie byli wzruszeni tym, co słyszeli podczas wykładów i wielu z nich spontanicznie wstąpiło do MI. W 2002 roku tradycyjni ojcowie Kapucyni z Morgon wyrazili chęć przyłączenia się do MI i tak powstała Militia Immaculatae we Francji. Jednak na początku było to jednostkowe zaangażowanie „fanów” świętego Maksymiliana, a ruch na ogół nie był znany w Tradycji (za wyjątkiem Polski). Od tego czasu napisałem parę książek na ten temat, które zostały przetłumaczone na język angielski, francuski, niemiecki, częściowo też hiszpański, rosyjski, litewski, estoński. Toteż bywałem często zapraszany przez kapłanów na rekolekcje i wykłady o MI. Z tego powodu w 2004 roku pierwsi amerykańscy kapłani założyli MI w niektórych przeoratach i kaplicach w Stanach Zjednoczonych, a następnie w 2006 roku w Szwajcarii. W tym okresie powstały pierwsze strony internetowe MI, dzięki którym zainteresowanie wiernych MI znaczenie wzrosło. Liczba rycerzy wzrosła do około 5000 w 2013 roku.
Gdy zostałem delegowany do Azji, oczywiście przyniosłem jako „prezent z Polski” Rycerstwo, które w niektórych krajach zostało przyjęte z entuzjazmem, w innych z wielką rezerwą (zawsze z obawą, czy istniejącym ruchom maryjnym nie wyrządzano przez to szkody z powodu ducha konkurencji, etc.). 8 grudnia 2014 roku zostało przyjętych pierwszych 150 rycerzy w Indiach, a od tego momentu MI rozwijało się w Azji cudownie. W ciągu 3 lat liczba rycerzy wzrosła ponad dwukrotnie, z około 5000 w 2013 roku do około 13 000 w 2016 roku. Dotychczas MI w różnych krajach była pod opieką tamtejszych księży i im pozostawiono inicjatywy. Księża indywidualnie podejmowali odpowiednie działania, próbowali „zrobić coś” za zgodą swoich przełożonych. Aby zjednoczyć różne wysiłki i ustanowić MI jako małą armię Tradycji katolickiej, Przełożony Generalny – najwyższa władza MI – ustanowił mnie międzynarodowym koordynatorem lub w warunkach świętego Maksymiliana – „dyrektorem” MI.
W Polsce, przy warszawskim przeoracie Bractwa, powstała właśnie ogólnoświatowa centrala Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji. W ilu krajach obecnie działa Rycerstwo i iloma rycerzami może się ono pochwalić? Czy są jakieś kraje, które wyróżniają się pod kątem ilości lub gorliwości rycerzy?
Kilka dni temu zostało przyjętych pierwszych 9 rycerzy w Hondurasie, który jest 43 krajem, w którym już istnieje MI Tradycyjnej Obserwancji. Nieco wcześniej, 12 grudnia 2018 roku, biskup ordynariusz z Nikaragui założył MI Tradycyjnej Obserwancji w parafii Matki Bożej z Guadalupe, zachęcając swoich proboszczów do przyjęcia wiernych do MI. Ogólnie liczba rycerzy wynosi obecnie ponad 100 000. Najwięcej ich jest na Filipinach (ok. 65 000), we Francji (ok. 6000), w Stanach Zjednoczonych (5000), ponad tysiąc w Polsce, Niemczech, Anglii, Kanadzie, Nikaragui, Gwatemali, Kolumbii, Belgii, Austrii, Indiach, Singapurze, Australii i Nowej Zelandii.
Około 30 procent rycerzy to wierni katolickiej Tradycji. Niewątpliwie to oni najwięcej rozumieją ducha św. Maksymiliana oraz znaczenie Rycerstwa, jakie opisano powyżej. Natomiast apostolat MI jest kierowany „na zewnątrz”, aby ludzie „poznali Niepokalaną i umiłowali Ją”, a przez Nią stopniowo odkryli na nowo katolicką Tradycję. Toteż „zawsze wierni tradycyjni rycerze” rozumieją coraz bardziej, ile dobrego mogą uczynić, aby przyczynić się do powrotu do Tradycji ogromnej liczby ludzi dobrej woli, nawet apostatów, obojętnych czy modernistów.
Same liczby pokazują, gdzie nasi rycerzy są najbardziej gorliwymi: ks. Moderator z Nikaragui powiadomił mnie, że miesiąc temu przyjęci nowi rycerze już przyczynili się do nawrócenia 15–20 osób.
Czy istnieją już gdzieś wyższe stopnie MI (drugi i trzeci)?
MI posiada wszystkie możliwości naszego uczestnictwa w dziele zbawienia: zaprasza tych co pragną służyć Niepokalanej indywidualnie (MI 1), jednocześnie przewiduje apostolat w grupach, kołach i stowarzyszeniach dla osiągnięcia lepszych rezultatów (MI 2). Tych zaś najbardziej gorliwych członków zaprasza do duchowej elity, do całkowitego poddania się i heroicznego poświęcenia się Jej (MI 3).
Zasadniczo założono MI na świecie tylko na pierwszym poziomie, ponieważ obecna struktura i ideał MI nie ma jako głównego celu założenie różnych grup i kół, ponieważ takie istnieją już obficie na świecie. Toteż, aby uniknąć wszelkiego śladu ducha konkurencji, MI jest regułą życia, jest poświęceniem się Niepokalanej, aby we wszystkim być Jej narzędziem, którym ona może się posługiwać jak chce, aby przez to uratować jak najwięcej dusz.
Jeśli zaś gorliwi rycerze pragną łączyć się we wspólny apostolat, to odpowiedzialny kapłan i wyższy przełożony muszą wyrazić na to zgodę. Obecnie istnieje kilka grup: MI 2 – matki (Niemcy) ; MI 2 – młodzi (Indie); MI 2 – ojcowie (Filipiny); MI 2 – pielęgniarze/lekarze (Filipiny); poza tym parę MI 2 – pomoc przeoratu. Natomiast MI 3 jako rodzaj życia konsekrowanego może być zatwierdzony tylko przez Przełożonego Generalnego. W obecnej chwili powstający pierwszy MI 3 „Dom Maryi”(Filipiny) czeka na takie zatwierdzenie.
Jaką przyszłość przewiduje Ksiądz dla Rycerstwa Niepokalanej? Będzie się ono dalej rozrastać w takim tempie jak do tej pory? Gdzie chciałby Ksiądz położyć akcenty w opiece nad Rycerstwem?
MI jest całkowicie w rękach Niepokalanej i tylko Ona wie, co z jej małą armią chce uczynić. Jeśli rzeczywiście coraz więcej kapłanów i biskupów spoza Bractwa (jak w Nikaragui) interesuje się MI i widzi w niej odpowiedni środek, aby swoich wiernych przez Maryję do Tradycji przekonać, wtedy MI jeszcze szybciej będzie się rozwijać. Jeśli pierwszy dom Maryi będzie zatwierdzony, to wtedy może ONA będzie gromadzić wokół siebie coraz więcej hojnych dusz, które pragną służyć JEJ wszystkimi siłami i całym swym czasem, tak dokonuje się ogromna praca nad wytrwałością rycerzy i obudzenie ich ze snu, a Jej armia wzrasta w liczbie i gorliwości.
Przede wszystkim trzeba dać członkom MI najgłębsze z możliwych rozumienie ich ogromnego znaczenia, jako „narzędzie JEJ”: od nich zależy zbawienie ogromnej liczby ludzi, by Ona mogła dać swe łaski swoim biednym dzieciom .
W jaki sposób można przystąpić do Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji i jakie są obowiązki rycerza?
Każdy katolik może przystąpić do MI, o ile rozumie, że poświęci siebie Niepokalanej jako „narzędzie” i pragnie pomóc Jej nawrócić i uświęcić jak najwięcej dusz. Obowiązki – to tylko codziennie raz odmówić akt strzelisty oraz nosić medalik cudowny. No i przede wszystkim przystąpić do MI przez złożenie aktu poświęcenia. Oprócz tego minimum wszystko będzie “dobrowolne”: według stanu, roztropności, a przede wszystkim gorliwości. A im więcej uczyni, tym więc łask sam dostanie.
Na koniec proszę o kilka słów zachęty dla licznych rycerzy Niepokalanej w naszym kraju!
„Bądź wierny aż do końca, a otrzymasz wieniec życia!” Oto obietnica Naszego Pana! „Obiecuję uczynić cię szczęśliwą, nie w tym, ale w innym świecie!”. Oto obietnica Matki Bożej do św. Bernadety w Lourdes. Tak, do nas wszystkich woła nasz Pan: „Wejdź dobry i wierny rycerzu, przyjmij koronę, którą obiecałem tobie, kiedy postanowiłeś zostać żołnierzem Mojej Matki, rycerzem Niepokalanej”.
Rycerz marzy o zwycięstwie, i dlatego wie, że musi walczyć, a ta walka będzie na całe życie i będzie to heroiczna walka! Święty Maksymilian od dzieciństwa uczył się, że Ona jest Hetmanką chrześcijańskich wojsk, a gdziekolwiek się pojawia, diabeł z przerażającym gniewem będzie ze wszystkich sił próbował Ją zniszczyć. Z drugiej strony, tam gdzie szatan rządzi, Ona przybywa, aby „zmiażdżyć mu głowę”. Kościół na ziemi jest Kościołem Wojującym i nikt nie może wejść do Królestwa Niebieskiego bez ciągłej walki przeciwko wrogom (złym skłonnościom, pożądaniom) i bez walki z niezliczoną armią diabła przez całe życie. Dlatego nie powinniśmy ani wyobrażać sobie, ani pragnąć słodkiego i spokojnego życia na ziemi bez prób i walk, a wręcz przeciwnie: budząc się każdego dnia, rycerz jest przygotowany na kolejny dzień walki w propagowaniu i podbijaniu świata i dusz dla „Miasta Boga”.
Jeśli chcesz otrzymać wieniec chwały, to najpierw musisz mieć pragnienie i współpracować, aby każdy mógł rozpoznać i poddać się Królowi królów za pośrednictwem naszej niebiańskiej Królowej. Musisz pracować dla triumfu Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi we wszystkich sercach. Innymi słowy, musisz być Jej wiernym rycerzem; narzędziem, za pomocą którego Pośredniczka Wszystkich Łask może wysyłać promienie łask do wielu dusz dla ich nawrócenia i uświęcenia.
W jaki sposób można to zrobić? Jaka jest broń, aby Jezus i Maryja byli znani i kochani? Modlitwy, ofiary, pełnienie woli Niepokalanej i wszystkie inne środki w zależności od twojej gorliwości i hojności. Środki, za pomocą których zapraszamy inne dusze do zdobycia korony i pójścia do nieba, są również środkami do zdobycia własnej nagrody: co robisz dla innych, robisz dla siebie podwójnie!


https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/2716

List Lavala byłego protestanckiego pastora w Condé sur Noireau

    POWODY   zniewalające licznych protestantów do powrotu na łono   KOŚCIOŁA KATOLICKIGO   ...