Problem uczestnictwa w nowej Mszy
I. Rozważanie wstępne: Rozróżnienie między obiektywnym stanem rzeczy a subiektywną sytuacją wiernych
Przed przystąpieniem do szczegółowej analizy zagadnienia uczestnictwa w Novus Ordo Missae, musimy uczynić rozróżnienie między obiektywnym stanem danego zjawiska a subiektywną sytuacją, w której dana osoba może się znaleźć.Obiektywny stan uwzględnia istotę problemu, samo zjawisko, nie wnikając w szczegółowe okoliczności, w jakich osoba może się znaleźć, ani w jej zdolność do intelektualnego poznania i rozumienia tego zjawiska. I tak np. aborcja jest obiektywnie bardzo ciężkim grzechem, pociągającym za sobą karę ekskomuniki. Subiektywny stan osoby dotkniętej przez owo zjawisko uwzględnia natomiast, razem ze zjawiskiem, również okoliczności, w których ta osoba się znajduje, oraz jej możliwości intelektualne. Często spotyka się u niej brak wystarczającej wiedzy na ten temat, niejasność albo całkowity brak rozeznania, spowodowany przez błędne nauczanie, nacisk otoczenia, przyzwyczajenie, strach, lęk przed niezrozumieniem ze strony najbliższych (zagrożenie domowego spokoju). Wszystkie te okoliczności zmniejszają osobistą odpowiedzialność wobec tego zjawiska i to w tym większym stopniu, im trudniejsze jest swobodne i jasne przyjęcie obiektywnej prawdy na jego temat. I tak np. odpowiedzialność za grzech aborcji dokonanej przez osobę, która nigdy nie otrzymała katolickiego wychowania, która nie wie o karze ekskomuniki albo która jest pod silną presją otoczenia, może być zmniejszona w mniejszym lub większym stopniu.
II. Jaka jest obiektywna prawda o Novus Ordo Missae?
Szczegółowa analiza przeprowadzona przez wybitnych teologów i dostojników Kościoła (kardynałowie Ottaviani, Bacci, Heenan etc.) jasno ukazuje, jak ogromne niebezpieczeństwo utraty Wiary katolickiej stwarza uczestnictwo w NOM. W sposób nie podlegający wątpliwości wykazano podobieństwa nowego rytu do protestanckiej „Wieczerzy Pańskiej”, negującej ofiarny charakter Mszy. Obiektywne zło i szkodliwość tego obrządku zostały wielokrotnie udowodnione zarówno na łamach Zawsze wierni, jak i w innych publikacjach, również tych nie związanych z Bractwem Św. Piusa X (patrz np. katolickie, amerykańskie wydawnictwa: TAN, Sarto House, Neumannpress etc. albo książka ks. Olewińskiego W obronie Mszy Świętej i Tradycji katolickiej). Nie jest to jednak zagadnienie czysto teoretyczne. Sytuacja Kościoła po 30 latach odprawiania Novus Ordo Missae jest przerażająca, co jasno uzmysławia sobie wielu obecnych hierarchów. Obok niezliczonych profanacji, które nowy ryt ułatwia, obserwujemy powszechną utratę wiary w Rzeczywistą Obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie oraz zanik pobożności i wypaczenie właściwego stosunku do Boga.Jest oczywiste, że nikomu nie wolno uczestniczyć w ceremonii, która stanowi zagrożenie dla jego wiary, ceremonii oscylującej na granicy profanacji i obrażającej Boga przez lekceważące zachowanie.
Kapłani, którzy mają obowiązek prowadzić wiernych do zbawienia, zobowiązani są w sumieniu chronić ich przed niebezpieczeństwem utraty wiary. Mają powinność tłumaczyć wiernym, na czym polega „zło” tego rytu. Nie mogą nigdy pozytywnie zachęcać do uczestnictwa w obrzędach, które stanowią zagrożenie dla wiary powierzonych im dusz.
III. Subiektywna sytuacja katolików
Nowy ryt, zaprowadzony przez najwyższą władzę w Kościele, rozpowszechniony jest obecnie na całym świecie. Wynika z tego dla wiernych podwójny problem:- Mają oni do czynienia niemal wyłącznie z NOM, który jest im przedstawiony jako właściwa Msza Kościoła, a zarazem najdoskonalszy ryt w historii. Opinia ta pochodzi od hierarchii Kościoła, do której katolik z założenia ma odnosić się z zaufaniem i posłuszeństwem.
- Równocześnie powszechnie dezawuuje się Mszę Trydencką jako archaizm, nie odpowiadający umysłowości i duchowi naszych czasów. W tej kampanii oszczerstw uczestniczą jednak dziś już nie wrogowie Kościoła z zewnatrz (jak np. Luter czy Cranmer), lecz przede wszystkim współcześni hierarchowie i teologowie kościelni.
W miarę jak katolik zaczyna porównywać NOM z Depozytem Wiary, z duchowością Świętych, z tradycyjną nauką, ów obiektywny stan rzeczy jawi mu się coraz wyraziściej. Wraz ze wzrostem rozumienia problemu zwiększa się z kolei odpowiedzialność.
Jednak nawet wówczas wierni mogą znaleźć się w sytuacjach, z których nie będą widzieli wyjścia. Czują się oni często zupełnie bezradni w okolicznościach, w których pozornie sprzeczne nakazy powodują konflikt sumienia: z jednej strony wymaga się od nich pod karą ciężkiego grzechu uczestnictwa we Mszy świętej niedzielnej, z drugiej natomiast zabrania uczestniczyć w rycie, który jest zagrożeniem dla wiary itd. Zadają sobie wówczas często pytanie: Czy wobec tego wszystkiego należy dokonać wyboru „najmniejszego zła”, czy też w ogóle przestać chodzić na Novus Ordo Missae?
Trzeba wspomnieć jeszcze o czynnikach psychologicznych: problemach rodzinnych, szacunku dla własnego proboszcza, zaangażowaniu w instytucjach kościelnych, niebezpieczeństwie zgorszenia znajomych wiernych.
Do tego dochodzą jeszcze powody bardziej przyziemne: względy ludzkie, niebezpieczeństwo utraty pracy lub pozycji politycznej, obawa przed marginalizacją.
IV. Wnioski
Ponieważ każdy katolik znajduje się w nieco innej subiektywnej sytuacji, niemożliwe jest sformułowanie ogólnego sądu, że uczestnictwo w NOM jest dla każdego i w każdym przypadku grzechem.Trzeba mieć wielką wyrozumiałość dla różnych trudności „zakłopotanych katolików”, nie wolno pochopnie osądzać ich trudnych niekiedy decyzji oraz zachowania.
Jednocześnie miłość dla ich dusz wymaga od nas następującego zachowania:
- Ukazania piękności i wzniosłości Tradycyjnej Mszy świętej;
- Otwartego ukazywania obiektywnych niebezpieczeństw płynących z uczestnictwa w NOM, zwracania wiernym uwagi na ich ogromną odpowiedzialność za zachowanie wiary oraz chronienie siebie i swoich dzieci od możliwości jej utraty;
- Budowania kaplic, gdzie tradycyjna Msza święta mogłaby być odprawiania i zachęcania wiernych do regularnego w niej uczestnictwa;
- Podjęcia starań, aby kapłani powrócili do Tradycyjnej Mszy świętej;
- Od wiernych Tradycji: wzorowego uczestnictwa we Mszy świętej, zarówno wewnętrznie (duchowe przygotowanie, pobożność), jak i zewnętrznie (śpiew, godna pozycja ciała, zachowanie ciszy, odpowiedni strój);
- Od kapłanów Tradycji: wzorowego odprawiania Mszy świętej, głoszenia kazań o wielkości i wzniosłości Najświętszej Ofiary. Ω
-
Sześć znamion novus ordo Missa
Protestanci odprawiający tę samą Mszę co katolicy? Jak to możliwe? W jaki sposób możemy wszyscy być „prawowiernymi wyznawcami”? Jak protestanci zgodnie z sumieniem mogą godzić się na odprawianie katolickiej Mszy?ks. Stefan SomervillePrzesłuchując Pana Jezusa w Wielki Piątek, namiestnik Poncjusz Piłat zapytał Zbawiciela: „Cóż to jest prawda?”. Pytanie to powtarzają ludzie wszystkich wieków aż po dziś dzień. Św. Jan Apostoł na początku swej Ewangelii napisał: „Na początku było Słowo, i Słowo było u Boga (…) i [Słowo] stało się ciałem i zamieszkało między nami i widzieliśmy Jego chwałę (…) pełną łaski i prawdy”. Jezus, Słowo Boga, jest pełnią prawdy. By poznać prawdę, musimy nieustannie odnosić się do Niego.
Prawowierni wyznawcy
Podczas Mszy w pierwszej modlitwie Kanonu rzymskiego prosimy Boga Ojca, by pobłogosławił naszą ofiarę składaną za cały Kościół, za wszystkich prawowiernych wyznawców oraz nauczycieli katolickiej i apostolskiej wiary.
Przypominamy więc sobie podczas każdej Mszy św., że sam Zbawiciel jest pełnią prawdy i że przekazał nam naukę, której trzymając się, jesteśmy prawowiernymi wyznawcami. Pozwólcie mi w tym miejscu wspomnieć o jeszcze jednej prawdzie tej naszej katolickiej wiary. Mówi o niej sekreta jednej ze mszy niedzielnych w okresie po Zesłaniu Ducha Świętego. Ów artykuł wiary głosi, że Bóg ustanowił jedną doskonałą ofiarę, swego własnego Syna, na miejsce wszystkich ofiar Starego Testamentu składanych przed narodzeniem Chrystusa. Błagamy Boga, by przyjął tę jedyną doskonałą ofiarę i uświęcił ją, by pomogła nam wszystkim osiągnąć zbawienie.
Podsumowując: Jezus Chrystus, pełnia prawdy, przekazał nam prawdziwą naukę, zgodnie z którą Msza jest doskonałą ofiarą Jego Ciała i Krwi, zastępującą wszystkie ofiary Starego Testamentu, baranki, woły etc.
W tym miejscu chcę wam przypomnieć smutny fakt, iż istnieją chrześcijanie, nazywani protestantami, odrzucający naukę, że Msza, czyli Eucharystia, jest prawdziwą, bezkrwawą ofiarą prawdziwego Ciała i Krwi Chrystusa. Dla nich Eucharystia czy Komunia jest jedynie świętą ucztą, będącą symbolem i pamiątką ostatniej wieczerzy. Nie wierzą w ofiarowanie przez ręce kapłana Prawdziwej Żertwy. To odrzucenie artykułów katolickiej wiary oznacza, że nie możemy traktować naszych protestanckich bliźnich jako „prawowiernych wyznawców”, choć powinniśmy ich kochać i modlić się za nich. Co więcej, są też inne artykuły i prawdy wiary katolickiej, których protestanci nie przyjmują, np. niektóre sakramenty, Niepokalane Poczęcie i Wniebowzięcie N.M.P. czy nieomylność papieska.
Prawowierna liturgia?
Wróćmy jednak do Mszy. W roku 1969 znany protestancki teolog Max Thurian, który pomagał w założeniu ekumenicznego klasztoru w Taize we Francji, powiedział: „Obecnie protestanci nie widzą przeszkód natury teologicznej, by używać tej samej Mszy co katolicy”. Protestanci odprawiający tę samą Mszę co katolicy? Jak to możliwe? W jaki sposób możemy wszyscy być „prawowiernymi wyznawcami”? Jak protestanci zgodnie z sumieniem mogą godzić się na odprawianie katolickiej Mszy?
Chcąc odpowiedzieć na to pytanie, musimy pamiętać, że było to w roku 1969. II Sobór Watykański zakończył się zaledwie cztery lata wcześniej, w 1965 roku. Ustanowiona przez papieża na początku roku 1964 komisja liturgiczna otrzymała polecenie przygotowania reformy Mszy i wszystkich innych obrzędów Kościoła katolickiego. Komisja ta, zwana w skrócie jako Consilium, rzeczywiście zreformowała wkrótce Mszę, a papież, którym był Paweł VI, zatwierdził i promulgował ten nowy obrządek (łac. novus ordo) Mszy 3 kwietnia 1969 roku. Jest to Msza najczęściej odprawiana w językach narodowych, dobrze nam znana i sprawowana w katolickich kościołach na całym świecie. Różni się ona w wielu aspektach, w większym lub mniejszym stopniu, od tradycyjnej katolickiej łacińskiej Mszy, nawet jeśli jest do niej w sposób zewnętrzny podobna. Musimy zadać sobie pytanie: jaki powinien być stosunek prawowiernych katolików do tej nowej Mszy II Soboru Watykańskiego? Co powinniśmy myśleć, jako prawowierni katolicy, o novus ordo Missae, Mszy Vaticanum II, neokatolickiej Mszy?
Znamiona nowej Mszy
Chcąc odpowiedzieć na to ważne pytanie, scharakteryzujmy pokrótce nową Mszę, odwołując się do opinii ekspertów teologicznych i liturgistów. Określają ją oni przede wszystkim jako ekumeniczną – czyli ułożoną w sposób mający sprzyjać jedności i porozumieniu z wyznaniami niekatolickimi. Chodzi o to, by „podkreślać to, co nas łączy, a unikać tego, co nas dzieli”. W nowej Mszy zmieniono też wiele modlitw – zwłaszcza kolekt – usuwając wzmianki o piekle, o wiecznej karze, o świecie jako wrogu Boga, o potrzebie umartwienia etc.
Mówi się też o powrocie do źródeł – do starożytnych, wczesnochrześcijańskich, pierwotnych cech Mszy z czasów Ojców Kościoła, czyli z pierwszych sześciu wieków. Ma to rzekomo polegać na odkrywaniu panującej wówczas prostoty kultu etc. W praktyce natomiast mamy do czynienia ze zubażaniem liturgii i usuwaniem z niej ubogacających ją elementów, które w sposób organiczny rozwijały się, począwszy od średniowiecza, poprzez renesans i barok oraz w okresie późniejszym. Kult sprowadza się do formy możliwie najprostszej, można powiedzieć: „szkieletowej”. Oznacza to zmniejszenie liczby pokłonów i przyklęknięć kapłana, krótsze modlitwy, mniej dzwonków i kadzidła, ograniczenie czci oddawanej świętym, mniej figur i wody święconej etc. Na tym polega powrót do źródeł w nowej liturgii.
Trzecią cechą jest wspólnotowość. Wspólnota ma orientację horyzontalną, jest wokół nas. Przeciwieństwem jest orientacja wertykalna – odnosząca się do tego, co jest ponad nami. Wyraża ona dążenie do Boga, do nieba, do aniołów. Novus ordo koncentruje się raczej na nas niż na Bogu, raczej na teraźniejszości niż na życiu przyszłym, raczej na wartości społeczności ludzkiej niż na dobru Mistycznego Ciała Chrystusa. Zauważmy, że nowe kościoły, tj. budynki służące sprawowaniu Mszy, są obecnie niższe i szersze, mają tylko małą wieżę lub też zupełnie są jej pozbawione. Posiadają obszerny przedsionek, w którym ludzie mogą spotkać się i porozmawiać – w orientacji horyzontalnej, zamiast zwracać się wzwyż, ku niebu – w orientacji wertykalnej. Zwróćmy uwagę na nowy znak pokoju, kiedy to całe zgromadzenie podaje sobie nawzajem ręce. Fundamentem nowej Mszy jest więc poczucie wspólnoty.
Kolejną cechą jest demokratyzacja Kościoła, czyli rządy raczej wiernych niż kapłanów, biskupów i papieża, które są hierarchiczne, a nie demokratyczne. Wynika z tego, że główna rola podczas Mszy nie należy już do kapłana, ale do niezliczonych lektorów, kantorów, szafarzy Eucharystii, włączając w to nawet kobiety i nastolatki, do odźwiernych i tzw. ministrów gościnności, a przede wszystkim do parafialnej rady liturgicznej, która decyduje o stylu i układzie różnych Mszy.
Piątym znamieniem novus ordo jest desakralizacja. Oznacza to, że liturgia ma charakter mniej święty. Przejawy czci czy szacunku wobec misterium, odniesienia do transcendencji czy życia wiecznego, zostały w niej zredukowane do minimum albo wręcz usunięte. Niektóre z tych elementów Mszy zostały już wspomniane wcześniej, kiedy mówiliśmy o archeologizmie – trzymaniu się gestów z pierwszych wieków Kościoła. Innym przejawem desakralizacji jest usuwanie balasek, łaciny, uproszczenie ornatów i porzucenie przez kapłanów szat duchownych. Wielu księży nie nosi już sutanny poza Mszą. Celebrują zwróceni ku ludziom, a nie ku Bogu. Zachowują się bardziej jak przewodniczący zgromadzenia niż jak szafarze Bożych Tajemnic. W ten sposób liturgia została zdesakralizowana.
Protestantyzacja
Szóstym i ostatnim znamieniem Mszy Vaticanum II jest jej sprotestantyzowanie, tj. dostosowanie do poglądów i praktyk protestantów. Ma to wymiar teologiczny, dotyczy bowiem tego, czego jesteśmy nauczani i w co wierzymy względem Boga, sakramentów, Kościoła etc. Ze względów ekumenicznych i pod wpływem herezji modernistycznej twórcy nowej liturgii w sposób oczywisty uczynić musieli katolicki kult bardziej protestanckim w treści i formie. Moglibyśmy nazwać tę cechę wypaczeniem, ponieważ liturgiści zbaczają niebezpiecznie, oddalając się od wiary katolickiej. Oto kilka przykładów.
Doktryna o rzeczywistej obecności Ciała i Krwi Zbawiciela pod postaciami chleba i wina jest rozmywana. Tabernakulum usuwane jest w kąt lub nawet do osobnego pomieszczenia. Przyjmujący Komunię św. nie klęczą i nie przyjmują jej na język, ale stojąc i na rękę. Nie trzeba już pościć trzy godziny lub od północy, ale jedynie godzinę. Z dokumentów na temat Mszy znikło słowo transsubstancjacja (przeistoczenie).
Nauczanie o spowiedzi oraz sama spowiedź, prawie nieznana wśród protestantów, coraz bardziej zanika również u katolików, dlatego istnieje nieustanne zagrożenie świętokradczą Komunią – tj. przyjmowaniem jej w stanie grzechu ciężkiego, bez uprzedniego rozgrzeszenia przez kapłana.
Umniejszana jest rola kapłana. Mówiliśmy o tym omawiając demokratyczny aspekt nowej Mszy. Kapłan jest człowiekiem wybranym [przez Boga] i wyświęconym dla składania ofiary i dla kultu Bożego, nawet jeśli podczas liturgii obecnych jest jedynie kilku wiernych. Ale zgodnie z nową koncepcją jest on bardziej funkcjonariuszem, wybranym lub mianowanym urzędnikiem, przewodniczącym czy też mistrzem ceremonii, a niekiedy nawet konferansjerem. Nic dziwnego że niewielu mężczyzn odpowiada dziś na powołanie do tak nieinspirującego, humanistycznego kapłaństwa.
Wspomnieliśmy już, że ofiarny aspekt Mszy został w liturgii w znacznej mierze pominięty. Nowa Msza jest jedynie „ofiarą chwały”, ofiarowaniem świętych słów Bogu. Jedną z cech prawdziwej ofiary jest przebłaganie za grzechy, uśmierzanie Bożego gniewu wywołanego naszymi przewinieniami. Jeśli wierzymy, że wystarczy samo to, co Chrystus Pan uczynił w sposób nadobfity w Wielki Piątek, że Bóg jest zbyt dobrotliwy i kochający, by domagać się kary za grzech, albo że jest On zbyt wielki, by mógł być obrażony naszymi drobnymi wykroczeniami, wówczas tracimy wiarę katolicką i w tym przypadku ofiara przebłagalna nie ma dla nas sensu.
Oto sześć znamion nowej Mszy: ekumenizm, archeologizm, wspólnotowość, demokratyzm, desakralizacja i sprotestantyzowanie. Cechuje ją wiele dwuznaczności, przemilczeń i sprzeczności, będących negacją dwutysiącletniej katolickiej tradycji. Z trudem przyszłoby nazwać ją Mszą prawowiernych wyznawców. Pozwala to zrozumieć, czemu wkrótce po jej wprowadzeniu zrodził się silny i święty ruch na rzecz zachowania i przywrócenia tradycyjnej Mszy. Z żalem stwierdzić należy, że ten tradycyjny ruch katolicki jest ignorowany, przemilczany czy też nawet zwalczany energicznie przez establishment novus ordo.
Oby to krótkie rozważanie skłoniło was do nieustannej modlitwy, owocnej lektury i poszukiwań, byśmy wszyscy stali się lub pozostali prawowiernymi wyznawcami i uczniami tradycyjnej katolickiej prawdy. Ω - https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/335

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz