Odpowiedź na numer specjalny „La Tradizione cattolica” o sedewakantyźmie (Część czwarta odpowiadająca na obiekcje teologiczne wobec sedewakantyzmu)

Niżej przedstawiona część czwarta omawia
zarzuty ściśle teologicznej natury wysuwane przez bractwowe „La
Tradizione cattolica” przeciwko sedewakantyzmowi w ogóle i tezie z
Cassiciacum w szczególe. Omawia m.in. tezę kardynała Billot o pokojowej
akceptacji Papieża przez Kościół powszechny. Samą tezę z Cassiciacum,
czyli teologiczne stanowisko dotyczące obecnej sytuacji autorytetu w
Kościele, opisałem pobieżnie tu,
m.in. po to, aby poniższy tekst był bardziej zrozumiały przez polskiego
Czytelnika, jako że temat ten jest kompletnie nieobecny albo błędnie
przedstawiany na polskich stronach „tradycjonalistycznych” czy
„sedewakantystycznych”.
Pelagiusz z Asturii
Część czwarta. Analiza obiekcji teologicznych „La Tradizione cattolica” wobec sedewakantyzmu: sprowadzają się do ‘niezniszczalności’ Kościoła. „Sodalitium” odpowiada na każdą z nich i wykazuje, w jaki sposób to raczej stanowiska Bractwa i modernistów, każde na swój sposób, sprzeciwiają się wymienionej niezniszczalności
Od samego początku TC, śladami x. Piotra Cantoniego (55),
jako zarzut wobec wszelkiego sedewakantyzmu stawia niezniszczalność
Kościoła: „Stawką była i pozostaje widzialność Kościoła i jego ciągłość w
czasie (niezniszczalność), elementy konstytutywne i nieodzowne dla
samego istnienia Kościoła katolickiego” (s. 9). Zanim przejdziemy do
analizy każdego zarzutu z osobna konieczne jest sprecyzowanie pojęcia
niezniszczalności Kościoła, najpierw samej w sobie, a następnie w
obecnej sytuacji Kościoła.
Niezniszczalność Kościoła
Oto jak Encyklopedia katolicka
definiuje niezniszczalność: „nadprzyrodzona właściwość prawdziwego
Kościoła, poprzez którą pozostanie aż do końca świata takim, jakim go
Chrystus ustanowił. Pojęcie to zawiera: a) nieprzemijalne trwanie czyli
nieprzemijalność Kościoła; b) wytrwanie tegoż samego Kościoła w tym, co
stanowi jego istotę, czyli w jego konstytucji i w jego gatunkowych
właściwościach. Wynika z tego, że z powodu niezniszczalności, Kościół
pozostanie zawsze tożsamy z samym sobą i nie utraci żadnego ze swych
znamion. Tak rozumiana, niezniszczalność zawiera wszystkie inne
właściwości Kościoła: hierarchiczna i monarchiczna konstytucja,
nieomylność, widzialność” (56).
Artykuł ciągnie dalej w ten sposób: „to,
że Kościół jest niezniszczalny jest prawdą wiary katolickiej, jasno
zawartą w Piśmie świętym [artykuł przytacza Mat. XVI, 18; Mat. XXVIII,
20; Jan XIV, 16] i nauczaną przez magisterium zwyczajne. Nie została
jeszcze zdefiniowana przez magisterium uroczyste, ale Sobór Watykański
[I] przygotował schemat definicji w następujących kanonach [pierwszy
przeciwko ‘pesymistom’, dla których Kościół miał był się zepsuć; drugi
przeciwko ‘optymistom’, dla których Kościół miałby zostać zastąpiony
przez nową, lepszą rzeczywistość, przyp. red.]: 1) ‘Si quis dixerit
eamdem Christi Ecclesiam posse offundi tenebris aut infici malis, quibus
a salutari fidei morumque veritate aberret, ab originali sua
institutione deviet, aut depravata et corrupta tandem desinat esse,
anathema sit; 2) ‘Si quis dixerit praesentem Dei Ecclesiam non esse
ultima mac supremam consequendae salutis oeconomiam, sed expectandam
esse aliam per novam et pleniorem divini Spiritus effisionem, anathema
sit’” (rubryka ‘niezniszczalność Kościoła’, tom VI, kol. 1792-1794).
Magisterium zwyczajne wyraziło się w dekrecie Lamentabili (nr
53), który potępia następujące zdanie: „organiczna konstytucja Kościoła
nie jest niezmienna; ale społeczność chrześcijańska jest poddana,
podobnie jak społeczność ludzka, wieczystej ewolucji”, (Doktryny
współczesne – święty Pius X, Dekret Lamentabili, Wyd. Nouvelle Aurore, 1976 r., s. 11) i w bulli Auctorem fidei, która potępia jako heretyckie następujące zdanie jansenistycznego synodu w Pistoi:
„W tych ostatnich
wiekach powszechne ciemności otoczyły wielkiej wagi prawdy dotyczące
religii i które leżą u podstaw wiary i moralnego nauczania Jezusa
Chrystusa” (Denz. 1501; Denz.-Sch. 2601: O zaciemnieniu prawd w
Kościele). [Zarówno Bractwo Św. Piusa X, jak zwolennicy Soboru
Watykańskiego II utrzymują w pewnym znaczeniu, że prawda w Kościele
została zaciemniona: dla jednych obecnie, dla drugich w przeszłości] (57).
Kościół obdarzony jest jedną hierarchią,
ale wedle dwóch odrębnych racyj: święceń i jurysdykcji (kan. 108§3).
Jako że Kościół jest nieprzemijalny i niezniszczalny (DS. 2997: „zawsze
stały i niezmienny (…) aż do końca świata”), tak też i będzie w nim z
władzą święceń (która ma na celu uświęcenie dusz) oraz władzą
jurysdykcji (która zawiera potestas regiminis – rząd Kościołem – oraz potestas magisterii, który zapewnia nieomylne nauczanie prawdy objawionej).
Nieprzemijalność Kościoła (rządu i magisterium) oparta jest na prymacie rzymskim (57), który jest również nieprzemijalny:
„Wiekuisty pasterz i
stróż dusz naszych, w celu ustawicznego przekazywania dzieła Odkupienia,
postanowił założyć Kościół święty […]. Aby zaś episkopat był jeden i
niepodzielny oraz aby cała rzesza wiernych mogła być zachowana w
jedności wiary i w komunii […], stawiając św. Piotra na czele
pozostałych Apostołów, ustanowił w jego osobie ustawiczną
zasadę i widzialny fundament tej dwojakiej jedności. […] A ponieważ
bramy piekielne, chcąc obalić Kościół, jak gdyby to było możliwe,
zewsząd z coraz większą nienawiścią powstają przeciw temu fundamentowi
ustanowionemu przez Boga, […] uważamy za konieczne, […] aby wszystkim
wiernym przedstawić naukę o ustanowieniu, charakterze ustawiczności
i naturze prymatu Stolicy apostolskiej, na którym opiera się siła i
moc całego Kościoła, naukę, którą należy wyznawać i utrzymywać” (Sobór
Watykański I, Pastor aeternus, D 1821, DS. 3050-3052).
„…Gdyby zatem ktoś mówił, że nie wskutek ustanowienia samego Chrystusa, czy na mocy prawa Bożego, św. Piotr na zawsze ma następców w prymacie nad Kościołem powszechnym […] niech będzie wyklęty.” (ibidem, roz. 2, kanon, DS. 3058, cf. Również DS. 3056-3057, Wiara katolicka nr 470, cf. 469-471).
Skoro Prymat Piotra jest nieprzemijający i niezniszczalny, takie jest również jego nieomylne magisterium:
„Zatem ten na zawsze niezniszczalny
charyzmat prawdy i wiary został przez Boga udzielony św. Piotrowi oraz
jego następcom na tej Stolicy dla wypełniania ich wzniosłego urzędu dla
zbawienia wszystkich ludzi, aby cała owczarnia Chrystusa odwrócona przez
nich od pokarmu skażonego błędem, karmiona była nauką z nieba, aby po
usunięciu okazji do schizmy cały Kościół był zachowany w jedności i
wsparty na swoim fundamencie trwał mocno przeciwko bramom piekielnym.” (ibidem, DS. 3071, Wiara kat. nr 482).
Wszyscy członkowie Instytutu Mater Boni Consilii i wszyscy ci, którzy przyjmują Tezę zwaną z Cassiciacum wierzą w tę doktrynę i ją przyjmują w całości.

5
maja 1988: abp Lefebvre podpisuje „protokół porozumienia”. Za nim xx.
Laroche i Tissier de Mallerais, negocjatorzy strony FSSPX
Niezniszczalność w obecnej
sytuacji Kościoła. Stanowisko „tradycjonalistów” w ogólności i Bractwa
Św. w szczególności na temat władzy jurysdykcji i magisterium w sytuacji
obecnej
Widzieliśmy, że Kościół jest
niezniszczalny: nie tylko nie może zniknąć, ale nie może również
zaniedbać swej misji. Niezniszczalność faktycznie została mu udzielona
nie tylko po to, aby trwał materialnie de facto (co może się
zdarzyć również fałszywej religii, sekcie heretyckiej, strukturze czysto
ludzkiej), ale „aby udzielać wszystkim pokoleniom ludzi owoców Jego
Odkupienia” (DS. 2997), „aby przedłużać zbawienne dzieło Odkupienia”
(DS. 3050, W. kat. nr 466). Nie może więc (bowiem cieszy się boską
asystencją) dać swoim synom trucizny (Vaticanum I, DS 3070-3071), ani
jeśli chodzi o władzę uświęcenia dusz za pośrednictwem sakramentów, ani
jeśli chodzi o rządy Kościoła i jego nauczania.
Otóż, w tym punkcie wszyscy wspomniani
„tradycjonaliści” stają wobec poważnej trudności. Nie ograniczają się
przeto do potępienia nadużyć: „Krytyka ‘tradycjonalistów’ za główny cel
nie ma nadużyć popełnionych przez członków Kościoła nauczanego
[kapłanów, wiernych]; ani też zejścia ze słusznej drogi mniej lub
bardziej dużych części episkopatu. Dotyczy ona na pierwszym miejscu i w
istocie błędów i zejścia ze słusznej drogi przez sam sobór, a następnie w
oficjalnych reformach, które [po nim] nastąpiły (zwłaszcza w materii
liturgicznej i sakramentalnej), jak również w tekstach Pawła VI i Jana
Pawła II, którzy stawiają sobie za cel wdrożenie soboru. Wykazaliśmy w
innym miejscu („Zeszyty Cassiciacum”, nr 5, ss. 61-72), że główne
tendencje zazwyczaj określane wspólnym mianem ‘tradycjonalistów’
rzeczywiście artykułują tę krytykę. Podpis udzielony przez bpa de Castro
Mayera pod ‘Listem do niektórych biskupów…’, a następnie tekst
podpisany wspólnie przez abpa Lefebvre’a i bpa de Castro Mayera
(„Fideliter”, nr 36, listopad-grudzień 1983 r.) potwierdzają to, co jest
centrum walki ‘tradycjonalistycznej’” (68). Jeśli tak się
rzecz ma, jaka jest „poważna trudność”, o której mówiłem? Oddajmy raz
jeszcze głos x. Lucien: „Jeśli (…) uważa się, że ta ‘hierarchia’ jest
formalnie Hierarchią katolicką, popada się w drugi z ‘wielkich i
zgubnych błędów’ potępionych przez Leona XIII w tej materii [czyli
niezniszczalności]: ‘Z tego wynika, że w wielkim owym niebezpiecznym
błędzie tkwią ci, którzy tworzą sobie Kościół na własną miarę i
przedstawiają go jako ukryty i prawie niewidoczny; jest on dla nich
jakby ludzką instytucją mającą pewne przepisy i zewnętrzne obrzędy, ale
bez stałego przepływu łaski Bożej i bez tych rzeczy, które dają na co
dzień pełne wyrazu świadectwo nadprzyrodzonego życia zaczerpniętego od
Boga’ (Satis cognitum, Nauczanie papieskie, Kościół, nr 543)” (60).
Jakie jest przeto stanowisko Bractwa Św. Piusa X w sprawie Soboru
Watykańskiego II, posoborowego nauczania i obecnej hierarchii? (61).
Jeśli chodzi o władzę magisterium, Bractwo Św. Piusa X odrzuca
nauczanie Soboru i soborowych Papieży, a TC wręcz zakłada prawdopodobne
nieistnienie tego magisterium jako takiego (62). Jeśli chodzi o
władzę jurysdykcji, Bractwo Św. Piusa X odmawia posłuszeństwa władzom
uważanym za prawowite. Jeśli chodzi o władzę prawodawczą, Bractwo
odrzuca nowy kodeks prawa kanonicznego. Jeśli chodzi o władzę
uświęcania, Bractwo Św. Piusa X odrzuca wszystkie sakramenty udzielane
według nowych obrzędów i wzywa swych własnych wiernych do
powstrzymywania od tych celebracyj.
Wynika z tego, że uznawanie Jana Pawła
jest bardziej nominalne niż rzeczywiste; przyjmuje się istnienie
hierarchii, magisterium, jurysdykcji, ale ta hierarchia, to magisterium,
ta jurysdykcja są określane jako „bez stałego przepływu łaski Bożej i
bez tych rzeczy, które dają na co dzień pełne wyrazu świadectwo
nadprzyrodzonego życia zaczerpniętego od Boga”. Ani soborowe
magisterium, ani obecna dyscyplina, ani odnowiona liturgia mszy i
sakramentów nie są uważane za pochodzące od Boga.
TC powinno więc zrozumieć, że nie zależy
nam tyle na bronieniu osobistych opinij ojca Guérard przeciwko abpowi
Lefebvre’owi czy Bractwu. Nasza intencja jest całkowicie inna.
„Sodalitium” popiera krytykę, którą wymierzył abp Lefebvre (i inni)
wobec Soboru Watykańskiego II i stara się właśnie wykazać, że ta krytyka
nie pociąga za sobą ataku na niezniszczalność i nieprzemijalność
Kościoła, co jest artykułem naszej wiary, a co jednak pozwala
przypuszczać stanowisko TC. Broniąc Tezy z Cassiciacum jesteśmy
przekonani, że bronimy również istotę stanowiska abpa Lefebvre’a, to
znaczy odrzucenie Soboru Watykańskiego II i nowej Mszy w imię
prawowierności katolickiej, bowiem Teza wydaje się nam być najlepszym
rozwiązaniem, które może dać teologia katolicka dla problemu
niezniszczalności Kościoła po Soborze Watykańskim II.
Czy Teza z Cassiciacum naprawdę zakłada koniec Kościoła nauczającego (ss. 23-26) i koniec władzy jurysdykcji (ss. 26-27)?
To utrzymuje dossier, na przytoczonych stronach, także i w tym przyjmując to, co pisał swego czasu x. Cantoni (63).
Nasza odpowiedź implicite już znajduje się w tym artykule, w rozdziale poświęconym niezniszczalności Kościoła. Postaramy się ją rozwinąć.
Kościół, w którego niezniszczalność
wierzymy, jest Kościołem założonym przez Chrystusa, wskutek czego jest
Kościołem istotnie hierarchicznym. W Kościele, z boskiej instytucji,
jest tylko jedna hierarchia, która się rozróżnia od strony święceń i od
strony jurysdykcji. Hierarchia, względem święceń, zawiera biskupów,
księży i niższe stopnie święceń; względem jurysdykcji zawiera ona
Najwyższy Pontyfikat i episkopat podporządkowany (cf. kan. 108). Kościół
będzie zatem nieprzemijający tak w swej władzy święceń, jak w swej
władzy jurysdykcji i magisterium, ale aliter et aliter, to znaczy, na sposób różny.
Jeśli chodzi o nieprzemijalność władzy
święceń, sytuacja obecna Kościoła nie stawia poważnych trudności:
Opatrzność Boża sprawiła, że składanie boskiej Ofiary i udzielanie
sakramentów nie ustają, nawet w Kościele obrządku łacińskiego, pomimo
próby zniesienia urzeczywistnionej reformą liturgiczną Soboru
Watykańskiego II. Konsekracje biskupie zapewniły przekazanie w Kościele
episkopatu od strony władzy święceń i nieprzemijalności kapłaństwa dla
chwały Bożej i zbawienia dusz (64).
Trudność znajduje się od strony władzy
rządzenia Kościołem i nauczania z autorytetem, co zależy od władzy
jurysdykcji, na szczycie której jest Piotr. Jeśli przeto przyjmiemy, że
Stolica jest pusta, gdzie jest Kościół nauczający, zapytuje TC? Gdzie
jest Kościół hierarchiczny?
Generalnie sedewakantyści odpowiadają, że
przy każdej śmierci Papieża i zanim jakiś następca zostanie ważnie
wybrany, a nic nie określa długości tego okresu czasu, Kościół jest
pozbawiony Papieża, pozbawiony więc widzialnej głowy (jest akefaliczny,
jest wdową swojego pasterza): a jednak nie przestaje istnieć, obietnica
nieprzemijalności Kościoła jak i jego prymatu nie staje się przez to
pusta.
TC nie przyjmuje tego wyjaśnienia: „nawet
w okresach zwyczajnych wakującej stolicy – napisane jest na temat
władzy magisterium – to znaczy, między śmiercią papieża i wyborem jego
następcy, to ciało pozostaje – w episkopacie – jako ciało nauczające […]
byłoby owszem potworne myśleć, że Kościół nauczający umiera z papieżem,
aby następnie zmartwychwstać w dniu wyboru nowego papieża” (s. 23); ta
władza – jest napisane równolegle na temat jurysdykcji – przekazana
Kościołowi jest absolutnie nieprzemijająca: była, jest i będzie obecna
przez wszystkie dni aż do skończenia świata (włącznie z chwilami
trwającymi między śmiercią papieża a wyborem jego następcy, chwilami,
podczas których dalej trwa w episkopacie) […]” (s. 26).
Czytelnik łatwo sobie zda sprawę z tego,
że TC tylko przenosi problem nieprzemijalności i niezniszczalności
prymatu papieskiego na hierarchiczny episkopat: sedewakantystyczna
odpowiedź, która opiera się na możliwości wakatu stolicy apostolskiej
uważana jest za próżną, ponieważ, oprócz Papieża, zabraknie także
biskupów w ich zadaniu nauczania i rządzenia. X. Cantoni mówił: to już
nie problem „heretyckiego Papieża” (dopuszczony i studiowany przez
wszystkich teologów), ale problem „heretyckiego Kościoła” (Papieża i
biskupów razem)!
Bez wątpienia biskupi rezydencjalni
stanowią część Kościoła hierarchicznego i Kościoła nauczającego. Bez
wątpienia również episkopat, jako z boskiej instytucji, jest
nieprzemijający w Kościele. Nie tylko dopuszczam taką możliwość, ale
publicznie to wyznaję.
Ale TC wystarczająco nie bierze pod uwagę
faktu, że episkopat jest oparty na prymacie, a nieprzemijalność
episkopatu na nieprzemijalności prymatu (Sobór Watykański I, D 1821, DS
3051-5052); widzieliśmy to wcześniej. Wydaje mi się, że z tej prawdy
wynika wiele konsekwencyj.
Po pierwsze, jeśli nieprzemijalność
sukcesji prymatu jest tylko moralnie nieprzerwana, należy powiedzieć to
samo o nieprzemijalności episkopatu. Otóż, dla prymatu ciągłość moralna
jest wystarczająca, ciągłość moralna, która może być przerwana przez
krótszy lub dłuższy wakat stolicy: oto, co pisze na ten temat ojciec
Zapelena SI, z Uniwersytetu Gregoriańskiego, gdy mówi o
nieprzemijalności prymatu Piotra (objawionym przez Chrystusa, Mat. XVI,
18 i zdefiniowanym przez Kościół, D 1825): „Chodzi o sukcesję, która
musi trwać stale aż do końca czasów. Wystarczy, oczywiście, ciągłość moralna, która nie jest przerwana w czasie, podczas którego wybrany jest nowy następca [stolica pusta]” (65). Jeśli jest to prawdziwe odnośnie głowy, będzie to prawdziwe również odnośnie ciała episkopatu.

O. Guérard des Lauriers na zdjęciu z 1973 r.
Wniosek ten potwierdzony jest przez
rozważenie zadań biskupa rezydencjalnego, które dla TC są nieprzerwane i
nieprzemijające w każdej chwili czasu, w którym żyje Kościół:
jurysdykcji i magisterium. Otóż, jeśli jurysdykcja i magisterium Papieża
mogą, podczas wakatu stolicy, nie istnieć w akcie, tym bardziej będzie
mogło być tak samo z jurysdykcją i magisterium biskupim. Ordynariusz
przeto rządzi tylko poszczególną częścią Kościoła, a nie Kościołem
powszechnym, a to od Papieża, źródła i zasady wszelkiej jurysdykcji
kościelnej wywodzi się wszelka jurysdykcja. Powiedzieć można to samo, a
nawet więcej, o magisterium. Magisterium biskupie, i to nie tylko
magisterium zwykłego biskupa, ale także wszystkich biskupów zebranych,
nie jest nieomylne bez Papieża; podczas wakatu (krótszego lub dłuższego)
stolicy rzymskiej nie istnieje więc w akcie magisterium nieomylne,
które mogłoby prowadzić w sposób pewny wiernych (Kościół nauczający).
Bez Papieża Kościół – oparty na Piotrze
(Mat. XVI, 18) – jest rzeczywiście akefaliczny (pozbawiony widzialnej
głowy), wdową po swoim pasterzu (bez rządu), pozbawionym niemylnego
magisterium: brak ich w akcie, ale nie w możności, Kościół hierarchiczny
taki, jakim go Chrystus ustanowił (innymi słowy, monarchiczny, a nie
episkopalny) (66). Istnienie podporządkowanego episkopatu nie
zmienia istotnie rzeczy z tego punktu widzenia: Kościół – przypominam TC
– nie jest kolegialny, ale monarchiczny, oparty na Prymacie Piotra.
W czym zatem kompletny brak biskupów
rezydencjalnych lub kardynałów mógłby narazić istnienie Kościoła w swym
niezniszczalnym trwaniu? Tylko w tym, że mógłby uniemożliwić wybór
następcy na stolicy piotrowej. „Podczas wakatu pierwszej stolicy –
ciągnie dalej Zapelena w urywku wcześniej przytoczonym – trwa w Kościele
prawo i obowiązek (jednocześnie z boską obietnicą) wyboru kogoś, kto by
w sposób prawowity był następcą zmarłego Papieża w prawach prymatu. W
całym tym czasie konstytucja kościelna nie zmienia się w tym znaczeniu,
że władza najwyższa nie przechodzi na kolegium biskupów czy kardynałów,
ale prawo boskie dotyczące wyboru następcy pozostaje”. Gdzie się więc
znajduje Kościół hierarchiczny, Kościół nauczający, jakim go chciał
Chrystus, to znaczy, oparty na prymacie Piotra, podczas wakatu Stolicy
apostolskiej? Aksjomat ubi Petrus ibi Ecclesia zachowuje swoją
ważność. Tam, gdzie Piotr, tam Kościół. Podczas wakatu stolicy
„Papiestwo, bez Papieża, znajduje się w Kościele tylko w możności
służebnie wyborczej (fr. „ministériellement élective” – przyp. PA),
bowiem [Kościół] może, podczas wakatu Stolicy, wybrać Papieża za
pośrednictwem kardynałów, lub, w okolicznościach (przypadkowych), przez
samego siebie” (Kajetan, De comparatione auctoritate Papae et Concilii, nr 210) (67).
Podczas wakatu stolicy to nie tyle omylne magisterium biskupów lub
zredukowany i lokalny rząd biskupów jest tym, co podtrzymuje Kościół
Chrystusowy: to fakt, że ma on tę możność wyborczą nowego Papieża, jak
to przypomina x. Lucien przytaczając o. Goupil i Antoniego (68).
Otóż Teza z Cassiciacum utrzymuje właśnie
to, że podczas bardzo osobliwego wakatu Stolicy Apostolskiej, w trakcie
którego żyjemy, pozostaje nadal możliwe prawomocne udzielenie urzędu na
tej właśnie stolicy i fakt posiadania na nowo prawowitego Papieża, czy
to ponieważ obecny okupant Stolicy Apostolskiej może odzyskać swą pełną
prawowitość (jak to pisał, długo przed o. Guérard – w 1543 r.! –
Hieronim kardynał Albani) (69), czy to ponieważ biskupi czy kardynałowie nawet materialiter mogą albo dokonać ważnego wyboru papieskiego i prawnie prawowitego dzięki materialnej sukcesji na stolicach (70),
albo też, odzyskawszy swój autorytet, dokonać konstatacji formalnej
herezji Jana Pawła II i wyboru następcy. Sedewakantyzm, przynajmniej w
Tezie z Cassiciacum (71), nie zakłada negacji niezniszczalności
Kościoła, bowiem dopuszcza istnienie papiestwa „w możności służebnie
wyborczej Kościoła”.
Nie można nigdy zapomnieć – gdy
mówi się o niezniszczalności – że Kościół może wyjątkowo przechodzić, a
obecnie właśnie przechodzi, okresy poważnego kryzysu. Przypadek Wielkiej
Schizmy Zachodniej jest tego przykładem
Czytelnik, który do tej pory śledził
nasze rozumowanie pozostanie być może nadal zmieszany i zada sobie
pytanie, czy udzielone wyjaśnienia rzeczywiście zachowują
niezniszczalność, apostolskość i widzialność Kościoła. Odpowiedź
twierdząca nie zostawia cienia wątpliwości. Ale ten sam czytelnik nie
może nigdy zapomnieć, że Kościół może wyjątkowo przechodzić okresy
poważnego kryzysu, oraz że obecnie przechodzi taki właśnie (72);
burza, która w opisie ewangelicznym trzęsie gwałtownie Łodzią Piotrową,
podczas gdy Pan wydaje się spać (Mat. VIII, 25; Łuk. VIII, 24) jest
tego symbolem. „… Nonnumquam Ecclesia tantis gentilium pressuris non
solum afflicta sed et fondata es ut, si fieri possit, Redemptor ipsius
eam prorsus deseruisse ad tempus videretur” pisze na ten temat św. Beda
Czcigodny.
Dokładniejsze studium Wielkiej Schizmy
Zachodniej pokaże nam podobieństwa (ale nie tożsamość: historia nigdy
się nie powtarza) między tym kryzysem a kryzysem obecnym, w
szczególności w tym, co dotyczy widzialności, apostolskości i
niezniszczalności Kościoła. Jak wiadomo, schizma rozpoczęła się w 1378
r., wraz z wyborem Urbana VI, której przeciwstawiono wybór Klemensa VII.
To dopiero wybór Marcina V, w 1417 r., podczas Soboru w Konstancji
(zwołanego przez Jana XXIII obediencji pizańskiej), przez 23 kardynałów
trzech różnych „obediencyj” (obediencyj Jana XXIII z Pizy, Benedykta
XIII z Awinionu i rzymskiej obediencji Grzegorza XII) i 30 innych
duchownych nie kardynałów, doprowadził do końca schizmy; Marcin V został
przyjęty przez prawie całe chrześcijaństwo (niektórzy awiniończycy
trwali w schizmie aż do około 1467 r.; a od 1439 do 1449 r. na nowo
powstała schizma Soboru w Bazylei). Przyjmując za prawowitych Papieży
tych z obediencji rzymskiej, należy powiedzieć, że wątpliwość była
wielka w przeszłości; Aleksander VI uważał się za następcę Aleksandra V,
papieża „pizańskiego”, a nie „rzymskiego”, a św. Wincenty Ferreriusz
(†1419 r.) trzymał się, od 1378 do 1415 r., papieża „awiniońskiego”,
Benedykta XIII (Piotra de Luna), którego nawet był spowiednikiem…
Niektórzy uważali, że wszyscy trzej papieże byli papieżami wątpliwymi i
wobec tego nieważnymi (papa dubius papa nullus): w którym to
przypadku chrześcijaństwo miałoby być nie z trzema papieżami (co jest
niemożliwe) albo z jednym papieżem i dwoma antypapieżami, ale miałoby
przechodzić bardzo długi okres wakatu stolicy (73).
Choć broni prawowitości „rzymskiej”
obediencji, jezuicki teolog Zapelena nie uważa za niemożliwą hipotezy,
według której wszyscy trzej pretendenci do stolicy papieskiej, jako że
wątpliwi, mieliby być nieważni, czysto domniemani. W którym to przypadku
w Kościele miałoby zabraknąć w akcie jurysdykcji i magisterium… a nawet
prawowitych wyborców, z punktu widzenia czysto prawnego (wszyscy
kardynałowie i biskupi rezydencjalni byli również wątpliwi!); dokładnie
to, co dla TC (i swego czasu dla x. Cantoniego) jest hipotezą
niemożliwą, bowiem przeciwną Wierze. Nie myśli tak jednak wspaniały
teolog Gregorianum, Tymoteusz Zapelena, który ogranicza się do
wyjaśnienia, jak w takiej hipotezie Chrystus uzupełnił jurysdykcję, o
ile to było konieczne (dla wyboru), na korzyść tych, którzy cieszyli się
co najmniej „malowanym (pozornym) tytułem”, aby uczestniczyli w
nietypowym konklawe (74), które faktycznie obrało Marcina V…
Niezniszczalność i widzialność Kościoła nie były podważone nawet w
takiej ewentualności, bowiem nadal można było dokonać ważnego wyboru
Papieża. I to jest to, co utrzymywaliśmy we wcześniejszym akapicie.
Podsumowując: nasze stanowisko (w
przeciwieństwie do stanowiska Bractwa Św. Piusa X) nie podważa w niczym
niezniszczalności Kościoła, nawet jeśli opisuje i teologicznie analizuje
sytuację, którą sama TC określa mianem „soborowej tragedii” (s. 24).
Koniec wyznania Wiary i czystej Ofiary (późny charakter sedewakantyzmu) (ss. 27-29; 40-41)
Ten zarzut TC również odwołuje się do
niezniszczalności: Kościół przestaje istnieć, jeśli ustaje – choćby na
chwilę – publiczne świadectwo wiary i sprawowanie boskiej ofiary. Otóż,
dla sedewakantystów wakat Stolicy Apostolskiej miałby stanowić część
publicznego świadectwa wiary, a sprawowanie Mszy w jedności z fałszywymi
papieżami (msza una cum) nie byłaby Ofiarą czystą. Wskutek
tego, z racji niezniszczalności Kościoła, ogłoszenie wakatu Stolicy
Apostolskiej i odprawianie Mszy non una cum powinny były
zachodzić już w 1965, roku, od którego jak się twierdzi miałby rozpocząć
się wakat. Otóż, triumfalnie konkluduje TC, tak nie jest: sedewakantyzm
jest późny (zrodził się między 1973 a 1979 r.): zatem, w hipotezie
sedewakantystycznej, świadectwo wiary, sprawowanie Mszy i sam Kościół
miałyby przestać istnieć między 1965 a 1973/79 r., co jest niemożliwe.
Zauważmy najpierw, że jeśli któraś część
sylogizmu (rozumowania) jest fałszywa, wniosek może być tylko fałszywy
albo co najmniej niewykazany. Otóż, widzieliśmy już, że to, co twierdzi
TC na temat późnego charakteru sedewakantyzmu jest jak najbardziej
fałszywe: jego narodziny nie wywodzą się z lat 1973/79, jak twierdzi,
ale od 1965 r., a nawet, prewencyjnie, od 1962 r. Argument TC jest więc
pozbawiony swej podstawy i wniosek pozostaje niewykazany.
Moglibyśmy na tym skończyć.
Chciałbym jednak podkreślić, że nawet
gdyby hipoteza TC była prawdziwa (nieistnienie sedewakantyzmu między
1965 a 1973/79 r.), wniosek nie byłby mniej fałszywy.
W rzeczy samej, zarzut ten jest
substancjalnie identyczny z tym, który w 1980 r. wysunął wobec ojca
Guérard des Lauriers Jan Madiran (który sam w międzyczasie, podobnie jak
x. Cantoni, odciął się od abpa Lefebvre’a na korzyść Ecclesia Dei),
który krytykował „późny charakter” Tezy. Na obiekcję Madirana
odpowiedział wówczas x. Lucien, nie opierając się jednak na wszystkich
historycznych argumentach opublikowanych w tym artykule. Ale nawet dziś
uważam za wciąż ważną bardzo staranną odpowiedź, której udzielił Janowi
Madiranowi x. Lucien w Zeszytach Cassiciacum [Cahiers de Cassiciacum] (75), do których ewentualnie odsyłam czytelnika.

X. de Nantes i o. Barbara w 1968 r. podczas konferencji na temat nowego katechizmu
Mogę dodać, że twierdzenie Tezy z Cassiciacum (Jan Paweł II nie jest formalnie Papieżem) nie należy bezpośrednio (76)
do wiary katolickiej, nie będąc (jeszcze) zdefiniowane jako takie przez
Kościół: kto uznaje Jana Pawła II jako prawowitego Papieża nie jest – z
tego powodu – koniecznie poza Kościołem (77). I podobnie,
Ofiara Mszy odprawiana w jedności z Janem Pawłem II – choć obiektywnie,
nie zawsze subiektywnie, świętokradcza – pozostaje mimo wszystko Mszą
świętą (podobnie zresztą jak msze odprawiane przez greckich
schizmatyków); przykład ojca Pio przyjęty przez TC (s. 41) (święty
kapucyn odprawiał una cum) albo udowadnia zbyt wiele albo nie
udowadnia niczego, w tym znaczeniu, że oprócz odprawiania w jedności z
Pawłem VI, był także posłuszny Pawłowi VI (czego abp Lefebvre i Bractwo
Św. Piusa X starannie unikają). W tym temacie pasuje wspomniany
wcześniej przykład św. Wincentego Ferreriusza, który od początku swego
kapłaństwa (w 1378 r.) oraz, ni krócej ni dłużej, przez 37 lat dawał
świadectwo Wierze i odprawiał Mszę w jedności z (prawdopodobnym)
antypapieżem. Obiektywnie i na forum zewnętrznym święty był
schizmatykiem i zakazane było katolikom słuchać jego Mszy, nawet jeśli –
z powodu dobrej wiary w niepokonalnej ignorancji – święty należał
przynajmniej in voto do Kościoła, jeśli dawał świadectwo jego
Wiary (potwierdzając ją cudami) i jeśli Ofiara, którą składał Bogu
podobała się Jemu. Dotyczy to mutatis mutandis również tych
katolików, którzy pozostali integralni w publicznym wyznaniu Wiary i
którzy odprawiają w rycie katolickim, ale którzy – przez niepokonalną
ignorancję (znaną tylko Bogu) – trzymają się fałszywego autorytetu i
wskutek tego odprawiają w jedności z tym fałszywym autorytetem.
Publiczne zerwanie komunii z Janem Pawłem II (i odprawianie Mszy nie
wymieniając jego imienia tam, gdzie Kanon przepisuje wymienienie
Najwyższego Pasterza) z pewnością należy do publicznego wyznania Wiary
dla tych oczywiście, którzy nie są, w tej materii, w stanie
niepokonalnej ignorancji.
Odpowiedź dotycząca istoty rzeczy,
wspólna również obecnemu zarzutowi zostanie udzielona w następnym
rozdziale, rozdziale o pokojowej akceptacji wyboru papieskiego jako
dowodu a posteriori na prawowitość Papieża.
Kwestia dodatkowa: pokojowa akceptacja wyboru papieskiego (ss. 28-33; 50-60)
„Kwestia dodatkowa”, to znaczy dodatkowa
do tej, która dotyczy niezniszczalności. A jednak TC daje temu
„dodatkowi” kwestii niezniszczalności wielką wagę, poświęcając jej 27
stron. Chodzi o zarzut, który nie jest nowy i na który zwolennicy Tezy z
Cassiciacum już obszernie odpowiedzieli (nawet jeśli TC pozwala
zrozumieć coś przeciwnego, cf. s. 33). Do tego, co napisał w tym temacie
x. Lucien (78), nie ma co dodać, ale TC nie zna lub udaje, że
nie zna tego tekstu, który stara się jednak obalić na podstawie kilku
cytatów z „Sodalitium”. Zobaczmy, o co chodzi.
Nasz przeciwnik utrzymuje (s. 30): „jest
to jednak fakt dogmatyczny, innymi słowy dane, które musi być przyjęte
jako absolutnie pewne z powodu swego bezpośredniego związku z dogmatem,
że Paweł VI był papieżem w dniu swego wyboru na Najwyższego Pasterza [a
także później – jak to w innym miejscu uściśla autor]. Formalny motyw,
na którym opiera się ten fakt dogmatyczny polega na fakcie, że nowy
papież, uznany za takiego przez Kościół rozproszony na świecie, jest z
pewnością papieżem. Czy się to podoba, czy nie, to jest to, co się stało
21 czerwca 1963 r. z wyborem kardynała Montiniego […]. Nie oznacza to,
że to Kościół powszechny wybrał papieża, ale że pokojowe uznanie z jego
strony jest znakiem, który usuwa wszelką ewentualną wątpliwość”.
Teza ta jest ciągle przypisywana przez TC kardynałowi Billot, jedynemu autorowi przytaczanemu (79),
nawet jeśli dalej (s. 57, przyp. 21) twierdzi się, że stanowi ona
„jednomyślną zgodę teologów”, co zakłada, że mamy tu do czynienia z
„twierdzeniem teologicznie pewnym”, „kryterium pewnym boskiego
Objawienia” (80).
W mojej odpowiedzi na ten zarzut zajmę
się przede wszystkim wartością tezy (według której pokojowa akceptacja
Kościoła powszechnego daje nieomylną pewność prawowitości wybranego do
papiestwa) a następnie jego podstawę.
Wartość „Tezy kardynała Billot”:
chodzi o opinię teologiczną; i to sama TC przyznaje nie zdając sobie z
tego sprawy. I jeszcze: czy teologowie mają być rozumiani w świetle
magisterium Kościoła czy odwrotnie?
Jeśli chodzi o wartość tezy, utrzymuję,
za x. Lucien (s. 108), że „jeśli rozumie się to w znaczeniu absolutnym
zakładanym przez argument” przyjęty przez TC, ona „jest tylko opinią
teologiczną a nie nauczaniem Kościoła czy Objawienia”.
TC zapalczywie walczy z tym stanowiskiem a
nawet zarzuca mi nieuczciwość (s. 56) za to, że je utrzymuję, ale sama
nie zdaje sobie sprawy ze sprzeczności niemożliwej do rozwiązania, w
której się znajduje (TC mówi – aby była zrozumiała przez wszystkich – o
aporii). Przeto, jak już zauważyłem w drugiej części tego artykułu na
temat „roztropnościowego stanowiska” abpa Lefebvre’a, które TC czyni
swoim, możliwe jest, że pewnego dnia Kościół powie nam, że Paweł VI i
Jan Paweł II nie byli nigdy papieżami albo przestali nimi być; ale
wówczas nie jest prawdą, że jesteśmy PEWNI co do faktu, że są papieżami,
jak się utrzymuje na podstawie tezy „pokojowej akceptacji Kościoła”.
Ale to nie wszystko. TC pisze (ss.
55-56): „to, co utrzymuje uczony kardynał [Billot] jest więc sprowadzone
[przez „Sodalitium”] do bardzo spornej opinii osobistej (podczas gdy w
rzeczywistości chodzi o fakt dogmatyczny przyjęty przez wszystkich
teologów – cf. Da Silveira, Nowa Msza Pawła VI: co o niej myśleć?,
s. 296)…”. Bowiem TC powołuje się w materii na autorytet Da Silveiry (a
więc i autorytet ówczesnego biskupa z Campos, który zatwierdził tę
książkę), zobaczmy, co możemy tam przeczytać:
„… Rozważmy tylko
najważniejszą z naszej perspektywy hipotezę: wybór heretyka do
papiestwa. Co by się stało, gdyby notoryczny heretyk został wybrany i
przyjął papiestwo, a nikt by nie podważył jego wyboru?
„Na pierwszy rzut oka,
odpowiedź na to pytanie jest w teorii bardzo prosta. Bowiem Bóg nie może
pozwolić, by cały Kościół był w błędzie a propos swojej głowy, papież
pokojowo zaakceptowany przez cały Kościół jest prawdziwym papieżem.
Obowiązkiem teologów byłoby wówczas, na podstawie tej jasnej zasady
teoretycznej, rozwiązać konkretny problem, który by się pojawił: albo
udowodnić, że w rzeczywistości papież nie był formalnym i notorycznym
heretykiem w chwili wyboru; albo wykazać, że się później nawrócił; albo
sprawdzić, czy akceptacja przez Kościół nie była pokojowa i powszechna;
lub jeszcze przedstawić inne przekonujące wyjaśnienie.
„Głębsze zbadanie kwestii wykaże, jednakże, że nawet w dziedzinie teoretycznej powstaje poważna trudność: należałoby precyzyjnie określić, czym jest pojęcie pokojowej i powszechnej akceptacji przez Kościół.
Czy aby ta akceptacja była pokojowa i powszechna wystarczy, by żaden
kardynał nie podważał wyboru? Czy wystarczy, by podczas soboru, na
przykład, prawie całość biskupów podpisała akta [soboru], uznając w ten
właśnie sposób, domyślnie, że papież jest prawdziwym papieżem? Czy
wystarczy, by żaden głos lub prawie żaden, nie wołał na alarm? Czy
też, przeciwnie, bardzo rozpowszechniony ale często rozproszony
sprzeciw wystarczyłby, aby zniszczyć pozornie pokojową i powszechną
akceptację na korzyść tego papieża? A jeśli ten sprzeciw stałby się
podejrzeniem dla wielu umysłów, pozytywną wątpliwością dla wielu,
pewnością dla niektórych, czy zaszłaby ta pokojowa i powszechna
akceptacja? A jeśli te sprzeciwy, podejrzenia, wątpliwości i pewności
przewijałyby się od czasu do czasu w rozmowach i pismach prywatnych, a
tu i tam w publikacjach, czy można by nadal określać mianem pokojowej i
powszechnej akceptację papieża, który był już heretykiem w chwili jego
wyboru przez święte kolegium?
„Nie leży w naturze
obecnego dzieła udzielenie odpowiedzi na podobne pytania. Chcemy po
prostu je sformułować, wzywając tych, którzy mają autorytet w materii,
aby je rozjaśnili”(81).
Zaskakujące jest to, że anonimowy autor
TC zatrzymał lekturę na s. 296 i że umknęły mu strony 298-299: gdyby je
przeczytał, zdałby sobie sprawę, że odbierają one wszelką wartość
absolutną i dowodową, a więc wszelką pewność, jego tezie…
Można naturalnie nie zgadzać się z Da Silveirą. Ale trudniej jest powoływać się na jednomyślną
zgodę wszystkich teologów… zwłaszcza gdy wśród tych teologów brak dwóch
Papieży sprawujących swoje papieskie magisterium: Pawła IV i św. Piusa
V.
TC nie jest nieświadoma istnienia bulli Cum ex apostolatus
Papieża Pawła IV (cf. ss. 55-58). Nie wspomina (ale to nie zmienia
wiele), że bulla ta została potwierdzona przez Papieża św. Piusa V. TC –
która tak wiele wartości przypisuje opinii teologów (którzy jednakże są
doktorami prywatnymi) – nie przypisuje żadnej wartości takiemu aktowi
magisterium papieskiego, jak bulla Pawła IV, a nawet ją ośmiesza, jak
zobaczymy. Wyrzuca się nam, że przeciwstawiamy nauczanie Pawła IV
nauczaniu teologów (TC, s. 57): TC powinna się raczej strzec przed
przeciwstawianiem nauczania teologów nauczaniu Papieża!
Przyjrzyjmy się sposobowi podejścia –
naprawdę niepokojącemu – TC w tym temacie. Najpierw „Sodalitium” (i ja
sam) jesteśmy podejrzewani o nieuczciwość intelektualną za to, że
utrzymujemy, iż bulla Pawła IV nie ma już wartości prawnej, a następnie,
że może być użyta aby podać pod wątpliwość charakter absolutny tezy
nazwanej „tezą Billot” (ss. 55-56). Następnie twierdzi się, że Paweł IV,
w swej bulli, brał „pod uwagę przypadek niemożliwy” (s. 57, przyp. 21):
„dokument Pawła IV owszem dotyczy wyboru heretyka na jakikolwiek urząd
kościelny, włącznie z papiestwem. Ale w tym ostatnim przypadku jego
zastosowanie jest niemożliwe, przypadek ten okazuje się metafizycznie
niemożliwy, jeśli wybrany jest powszechnie uznany” (s. 57), podczas gdy
Paweł IV właśnie naucza, przeciwnie, że jeśli „papież rzymski przed
dokonaniem jego wyboru do godności kardynała, albo przed wyniesieniem go
do godności papieskiej odpadł od wiary katolickiej, albo popadł w
jakąkolwiek herezję, wówczas wybór albo wyniesienie tej osoby, nawet dokonane w zgodzie i jednomyślnie przez wszystkich kardynałów będzie żadne, nieważne i próżne. Wybór
ten bądź wyniesienie nie może być także uznane, ani nie uzyska ważności
czy to na drodze przyjęcia obowiązków, ani przez konsekrację, ani przez
objęcie władzy i zarządu wynikających z urzędu, ani przez rzekomą
koronację papieską, ani przez uroczyste oddanie czci, ani przez
wyrażenie powszechnej obediencji, w żadnym czasie, ani w żadnym razie
nie może być uznane za zgodne z prawem.” (tekst polski bulli – przyp. PA)
Jeśli chodzi o punkt pierwszy, nie
rozumiem, jak TC może widzieć w tym nieuczciwość intelektualną. Czym
innym jest utrzymywać obecną ważność prawną jakiegoś dokumentu, a czym
innym uznanie wartości doktrynalnej jakiegoś tekstu magisterialnego.
Zostając przy temacie wyboru papieża, weźmy na przykład ustawę Juliusza
II ogłaszającą za nieważny wybór symoniacki, ustawa ta nie ma już
wartości prawnej; jednakże dokument Juliusza II wykazuje, że Kościół
może stawiać warunki unieważniające wybór, do których się zalicza
symonia, czyli ta hipoteza nie jest (fizycznie czy
metafizycznie) niemożliwa. Wróćmy więc do dokumentu Pawła IV (i św.
Piusa V). Utrzymywanie, jak to robi TC, że wydano prawo na przypadek
„metafizycznie niemożliwy” nie wykazuje „gorliwości, z którą Kościół
czuwa nad czystością doktryny swych pasterzy” (s. 57, przyp. 21), ale
raczej wykazuje coś przeciwnego: przyjmując za możliwy przypadek
niemożliwy, Paweł IV i św. Pius V mieliby być mało inteligentni i mało
prawowierni (jak gdyby byli wydali bullę o płci Aniołów – w ten sposób
dając dowód niskiego poziomu inteligencji – albo o ewentualnej czwartej
osobie Trójcy – w ten sposób dając dowód niskiego poziomu
prawowierności). Ponadto, z punktu widzenia historycznego, jest dobrze
dowiedzione to, że dla Pawła IV i św. Piusa V hipoteza wyboru heretyka
na Najwyższego Pasterza nie była wcale niemożliwa, bowiem mało
brakowało, kilku głosów, by nie zostali wybrani kardynał Pole i kardynał
Morone, uważani za heretyków przez Pawła IV i św. Piusa V (kardynał
Morone został uwięziony w Zamku św. Michała na proces wytoczony mu przez
Pawła IV), ale jednak bardzo poważanych przez wielką liczbę innych
prałatów. Konkretne trudności zastosowania bulli, wątpliwości, które
łatwo mogą powstać w sprawie prawowitości Najwyższych Pasterzy, stanowią
wyjaśnienie tego, że ten punkt nie został zachowany przez nowsze
dokumenty (dokładnie tak, jak zarządzenia o wyborze symoniackim)
promulgowane w spokojniejszych okresach niż okresy szerzącej się herezji
protestanckiej. Ale niezaprzeczalne jest to, że konkretnie bulla
Papieża Caraffy osiągnęła swój cel zamknięcia drogi do papiestwa
kardynałowi Morone, który bez tego dokumentu byłby prawdopodobnie został
wybrany na konklawe i uznany za prawowitego Papieża przez kardynałów, a
więc – początkowo przynajmniej – przez cały świat chrześcijański (82).

Rzym
1973 r. Plac św. Piotra podczas pielgrzymki rzymskiej: x. de Nantes i
o. Barbara prowadzą czuwanie modlitewne pod oknami Pawła VI
W każdym bądź razie, nawet jeśli, co
byłoby absurdalne, TC uważałaby bulle Pawła IV i św. Piusa V nie za
dokumenty magisterium, którymi są, ale nawet tylko za wyrazy opinii
dwóch teologów o nazwisku Caraffa (Paweł IV) i Ghisleri (św. Pius V), w
jedności ze wszystkimi kardynałami, którzy podpisali bullę, musi
przyjąć, że już nie ma tej „jednomyślnej moralnej zgody teologów” na
próżno przywoływanej…
Prawdziwą podstawą tezy
powszechnej pokojowej akceptacji Kościoła jako nieomylnej gwarancji
prawowitości Papieża jest, ponownie, niezniszczalność Kościoła, który
nie może popaść w błąd w tym, co dotyczy wiary. Tu również Teza z
Cassiciacum nie zagraża wspomnianej nieomylności, podczas gdy stanowisko
zwane bractwowym prowadzi do sprzeczności nie do rozwiązania…
Trzeba teraz zobaczyć, jaka jest podstawa
tezy zwanej „tezą Billot”, bowiem tam, gdzie nie mamy do czynienia z
magisterium, ale ze zdaniami teologów, bardziej niż autorytet danego
autora należy rozważyć raczej argumenty przytoczone przez tego autora na
korzyść pewnej określonej tezy.

Rzymska pielgrzymka tradycji, rok 1973 (napis brzmi: „nie chcemy stać się protestantami” – przyp. PA)
Tą podstawą nie może być nieomylność
Kościoła, wbrew temu, co pisze TC na s. 31. W rzeczy samej, należy to
przypomnieć, „wszyscy biskupi BEZ papieża NIE są nieomylni. Ich wspólny
sąd nie może więc udzielić kryterium nieomylności w przypadku, który nas
zajmuje, gdzie biskupi razem wzięci są z konieczności rozważani bez
papieża (bowiem to jego prawowitość jest omawiana). Jest zresztą typowe –
ciągnie dalej x. Lucien – że to często właśnie te same osoby
(tradycjonaliści) odmawiają uznania nieomylności biskupów Z Papieżem
[aby odrzucić nasz wniosek o braku autorytetu] i którzy chcieliby
narzucić nam uznanie [aby stwierdzić prawowitość ‘papieża’] nieomylności
tych samych biskupów BEZ Papieża!” (83). Faktycznie, długo
negowano nieomylność powszechnego magisterium zwyczajnego, innymi słowy
Papieża i biskupów, choć została ona zdefiniowana przez Sobór Watykański
I, aby można było utrzymywać, że Sobór Watykański II nie powinien był
być nieomylny… A po tym TC chciałaby udzielić nieomylnej wartości
zgodzie biskupów… bez Papieża? (84)
Tą podstawą nie może być też konieczność,
w której znajduje się Kościół, aby „wiedzieć z pewnością, kto jest jego
prawowitym pasterzem i kto ma nad nim autorytet” (TC, s. 30). Pewnie,
to nie my od „Sodalitium” będziemy tymi, którzy zaprzeczą powadze
kwestii, wręcz przeciwnie! To właśnie TC, zaprzeczając samej sobie,
stwierdza odnośnie tego punktu, że nie ma żadnej pewności (cf. rozdział o
„roztropnościowym stanowisku”) i że wystarczy „zachowywać wiarę
odwieczną” oraz „robić, jak wcześniej”, nie rozwiązawszy problemu
autorytetu… Jednakże, in se, już zdarzyło się, by pomimo
kryterium „tezy Billot” Kościół nie miał przez pewien czas tej pewności:
obficie wykazuje to przypadek Wielkiej Schizmy i TC mogłaby sprawdzić
to w Encyklopedii katolickiej pod rubryką „Papież” (tom IX,
kol. 764-765) i „Antypapież”, aby zdać sobie sprawę, że pomimo tego
kryterium „bardzo pewnego” nadal w naszych czasach zachodzą wątpliwości
co do prawowitości niektórych Papieży, a więc i co do ich liczby.
Prawdziwą podstawą „Tezy Billot”, co
podkreśla x. Lucien, jest więc niezniszczalność Kościoła: niemożliwe
jest to, by cały Kościół przyjmował – akceptując fałszywego Papieża –
fałszywą regułę wiary i zatem trzymał się błędu. „Absolutna
niemożliwość, do której odnosi się kardynał Billot – pisze słusznie x.
Lucien – to wszyscy wierni, jako całość, wyznający fałszywą doktrynę: to
bezpośrednio wynika z niezniszczalności Kościoła. Otóż, uznanie
fałszywego papieża nie jest jeszcze wyznawaniem fałszywej doktryny.
Wspomniane uznanie może pociągnąć za sobą takie wyznanie tylko w
przypadku aktu magisterialnego zawierającego błąd. Ale widzieliśmy, że
istnieje wewnętrzne kryterium rozeznania, dostępne dla każdego wiernego:
niesprzeczność względem wszystkiego tego, co było już wcześniej
nieomylnie nauczane przez Kościół (cf. supra, ss. 17-22, zwłaszcza s.
19). Poza wszelką wątpliwością niezniszczalność zakłada, iż ewentualny
„fałszywy papież” (uznawany za prawdziwego przez wszystkich) nie może
fałszywie zdefiniować jakiegoś punktu doktryny wcześniej swobodnie
dyskutowanej w Kościele. W przeciwnym wypadku wierni byliby pozbawieni
wszelkiego obiektywnego kryterium odrzucenia wyznania błędu: byliby więc
w nieunikniony sposób wprowadzeni w błąd i niezniszczalność Kościoła
byłaby podważona (taka jest ‘cząstka prawdy’ w tezie kardynała Billot).
Ale niezniszczalności Kościoła nie sprzeciwia się to, by fałszywy papież
starał się oficjalnie nauczać czegoś już nieomylnie potępionego przez
Kościół. Wręcz przeciwnie, wówczas mamy nieomylny znak, że ten fałszywy
papież nie posiada papieskiego Autorytetu z boską asystencją: nie dojść
do tego wniosku braku Autorytetu to odrzucić opatrznościowo dane
Światło. W obecnej sytuacji Bóg dał nam, z Soborem Watykańskim II,
konieczny i wystarczający znak, aby oszczędzić nam popadnięcia w błąd
oraz aby zdemaskować fałszywych papieży. Do każdego wiernego należy
przyjęcie tego Światła i wyciągnięcie zeń praktycznych konsekwencyj” (85).
Teza z Cassiciacum nie przedstawia więc
problemu nie do rozwiązania: wierni nie są nieomylnie wprowadzeni w błąd
przez „papieża domniemanego” (jak Jana Pawła II nazywał bp de Castro
Mayer) (86), „papieża” tylko pozornego, któremu wiedzą, iż nie
muszą być posłuszni; przeciwnie, zwolennicy prawowitości Jana Pawła II –
jak TC – powinni, jeśli są spójni, przyjmować jego fałszywe nauczanie, w
ten sposób podważając, o tyle, o ile od nich to zależy, wspomnianą
niezniszczalność.
Ostatni zarzut spekulatywny TC
skierowany wyłącznie do Tezy z Cassiciacum: opieranie się na „sądzie
prywatnym” (ss. 17-20; 34-39). Próżność tego zarzutu, który sprowadza
się do poprzednich już rozwiązanych
Zwolennicy Tezy z Cassiciacum, przyznaje
TC, nie twierdzą, iż stawiają się na miejscu Kościoła, gdy stwierdzają
(formalny) wakat Stolicy Apostolskiej. Gdy mówimy, że Jan Paweł II nie
jest formalnie Papieżem nie twierdzimy, że mówimy w imieniu Kościoła i z
jego autorytetem (cf. Lucien, s. 119-120); nie tylko TC to przyznaje,
ale nas nawet za to pochwala (ss. 17 i 34). Pochwała zatruta: bowiem TC
wydaje się wyciągać właśnie z tego twierdzenia „wyjątkowo poważne
konsekwencje”. Zobaczmy, czy to odpowiada prawdzie… Czy wolno,
katolikowi, iść za „prywatnym sądem” w dziedzinie teologii? A w naszym
konkretnym przypadku, czy „prywatny sąd” odnośnie faktu dogmatycznego
„Jan Paweł II nie jest Papieżem” pociąga za sobą „wyjątkowo poważne
konsekwencje”.
„Prywatny sąd”, innymi słowy
wniosek teologiczny, jest przewodnikiem pewnym dla wiernego, o ile
wspomniany wniosek opiera się na danych wiary oraz poprawnym
rozumowaniu. Nie wolno natomiast przeciwstawiać swego własnego
„prywatnego sądu” temu, który jest uznawany za magisterium Kościoła, co
robi Bractwo Św. Piusa X.
Co oznacza „sąd prywatny”? Sąd jest
wnioskiem sylogizmu, rozumowania: jeśli rozumowanie jest poprawne, sąd
będzie prawdziwy. Ponieważ mówimy o rzeczach dotyczących wiary
(prawowitość Papieża jest faktem dogmatycznym, który może należeć do
przedmiotu materialnego wiary), rozumowanie, o którym mowa, jest
rozumowaniem teologicznym, które, oparte na co najmniej jednej
przesłance wiary, może dojść do wniosku (zwanego teologicznym)
całkowicie pewnego, czyli właściwego dla pełnego przylgnięcia
inteligencji do tego wniosku. Określamy ten sąd mianem „prywatnego”,
ponieważ nie jest wydany przez Kościół, który jest wspierany przez Boga,
ale tylko przez teologów (jakim był, bez wątpienia, o. Guérard des
Lauriers) i wiernych.
Nie widzimy w zasadzie jaki problem co do
zasad może stanowić utrzymywanie tezy teologicznej jako absolutnie
pewnej, a to w świetle wiary (co zresztą Bractwo robi spokojnie, i
słusznie, odnośnie Soboru i Reformy liturgicznej). „Pewnej”, ponieważ
ściśle udowodnionej (tymi argumentami, których TC unika przedstawić, aby
móc oskarżyć nas o stwierdzanie najpoważniejszych rzeczy w sposób
arbitralny). „W świetle wiary”, ponieważ Teza posługuje się w swej
dedukcyjnej demonstracji przesłanką wiary, razem z faktami bezpośredniej
obserwacji i zasadą niesprzeczności (cf. Lucien, s. 11) (87).
Dla TC, przeciwnie, nasze rozumowanie jest długie, złożone, niedostępne
zwykłemu wiernemu (s. 35), który miałby się powierzyć ślepo (ze
skrzywieniem charyzmatycznym) (ibidem) swym przewodnikom…
Opracowanie argumentu jest z pewnością złożone; ale nie zwykłe
uświadomienie sobie faktu, że prawdziwy Papież nie może nauczać błędu,
dać nam złej mszy, niszczyć (w stopniu, w jakim jest to możliwe)
Kościoła. W istocie i po prostu to jest to, co pisał sam abp Lefebvre:
„sumienia i wiara wszystkich katolików
od początku pontyfikatu Pawła VI stają wobec poważnego problemu. Jak
papież, prawdziwy następca Piotra, zapewniony o asystencji Ducha
Świętego, może przewodzić zniszczeniu Kościoła, najgłębszemu i o
największym zasięgu całej swojej historii, w tak krótkim okresie czasu,
czego żadnemu herezjarsze nigdy nie udało się zrobić?”
(Deklaracja z 2 sierpnia 1976 r., „Itinéraires” nr 206, s. 280).
Na to pytanie abp Lefebvre odpowiedział 6 października 1978 r. w liście do kardynałów zebranych na konklawe:
„Papież godny tego tytułu i prawdziwy następca Piotra nie może oświadczyć, że odda się zastosowaniu Soboru i jego Reform”.
(„Itinéraires” nr 233, s. 130).
I tak x. Lucien komentował te słowa:
„Faktycznie, katolicka
doktryna dotycząca asystencji sprawowanej przez Ducha Świętego wobec
autorytetu Kościoła w ogólności i Magisterium w szczególności podsuwa
nam twierdzenia pewne odnośnie tego faktu dogmatycznego: Paweł VI nie
był Papieżem. Twierdzenia, które, przez sam ten fakt, są utrzymywane w
świetle wiary.
„Tak, niemożliwe jest, to pewność wiary, by Papież prowadził Kościół do zniszczenia przez falę reform narzuconych de facto i uwierzytelnionych ‘w imieniu jego najwyższego autorytetu’.
„Niemożliwe jest w
szczególności, by w jedności z biskupami reprezentującymi Kościół
powszechny Papież promulgował tekst soborowy sprzeczny z punktem
doktryny już ustalonym. Jest to niemożliwe mocą nieomylności zwyczajnego
Magisterium powszechnego […].
„Niemożliwe jest również, by prawdziwy Papież promulgował, ustanowił de facto i narzucił ‘niebezpieczny i szkodliwy’ obrządek mszy.
„Oto rzeczy pewne w
sprawach wiary, dostępne dla wszystkich i które udzielają odpowiedzi na
problem, przed którym staje świadomość wszystkich katolików” („Cahiers
de Cassiciacum” nr 5, s. 76).
To, że Paweł VI i Jan Paweł II nie
posiadają autorytetu jest konieczną konsekwencją faktu – przyjętego
także przez TC – że Sobór Watykański II pobłądził w swoim nauczaniu i że
nowy mszał jest moralnie nie do przyjęcia.
Kończąc: jeśli argumenty
„sedewakantystów”, a w szczególności Tezy z Cassiciacum, dają ścisłą
demonstrację faktu, że Paweł VI nie mógł, a Jan Paweł II nie może być
Papieżem, wniosek ten narzuca się inteligencji wszystkich wiernych
zdolnych do zrozumienia go. Przyjmują go z pewnością i muszą dostosować
swoje postępowanie do tej prawdy. By to zrobić nie jest konieczne, aby
Kościół wyraźnie [tak] orzekł, podobnie jak interwencja magisterium nie
jest konieczna, aby dojść do wniosku, że pada, i że zatem pasuje
zaopatrzyć się w parasol. Tego wniosku (Jan Paweł nie jest – formalnie –
Papieżem) wierni nie przyjmują jak prawdy wiary, bowiem Kościół jeszcze
jej nie zdefiniował jako takiej; kto odrzuca ten wniosek nie jest, z
samego tego faktu, heretykiem, który stawia się poza Kościołem (cf.
Lucien, op. cit., ss. 119-121). Jednakże, odrzucając ten
wniosek teologiczny i stwierdzając, że Jan Paweł II jest Papieżem
zachodzi ryzyko stanięcia w obliczu konieczności zanegowania niektórych
prawd wiary (czy to przyjmując jego nauczanie, które sprzeciwia się, w
wielu punktach, magisterium Kościoła, czy to odrzucając je, przypisując w
ten sposób błąd Papieżowi i Kościołowi). Stanowisko Bractwa Św. Piusa X
i TC, które przeciwstawia prywatny sąd (odnośnie Soboru Watykańskiego
II, nowego mszału, nowego kodeksu prawa kanonicznego, kanonizacyj
ogłoszonych przez Jana Pawła II, jego magisterium) temu, który, według
nich, pozostaje Magisterium Kościoła czy jego dyscyplinie jest
rzeczywiście nieprawowite: preferować swój własny sąd nad sądem Kościoła
jest postawą właściwą heretykowi.
Konkretnie poprzez „prywatny sąd”
„Jan Paweł II nie jest Papieżem” nie stawiamy się bardziej w sytuacji o
„najpoważniejszych konsekwencjach”, czego obawia się TC. Owszem, sąd
Kościoła w tym temacie nadal pozostaje możliwy
TC nie sprzeciwia się temu, że prosty
wierny może, a nawet musi, formułować „prywatne sądy” odnośnie materyj
wyjątkowo trudnych: „naturalnie – pisze TC – odrzucenie innych elementów
doktrynalnych (takich, jak ekumenizm, wolność religijna, Novus Ordo…)
przez wszystkich ‘tradycjonalistów’ przedstawia się zupełnie inaczej,
niż odrzucenie autorytetu współczesnych papieży, w tym znaczeniu, że
rzeczywiście może w tym przypadku [tradycjonalista] stwierdzić
niezgodność między nauczaniem soborowym a jemu przeciwnym wyrażonym w
odwiecznym magisterium dogmatycznym Kościoła i zatem niemożliwość
przyjęcia go” (ss. 38-39). Bractwo wyciąga z tego wniosek, w życiu
moralnym, że grzeszne jest na przykład słuchanie nowej mszy, nawet jeśli
nie ma innych mszy, których można by słuchać, w dzień nakazany… A
jednak ta sama TC wyklucza możliwość stwierdzenia, że niemożliwe jest by
Kościół (i wobec tego prawowity Papież) mógł dać nam truciznę (innymi
słowy szkodliwą doktrynę i liturgię), nawet jeśli ta niemożliwość jest
nauczana przez Sobór Watykański I (DS 3075) i jeśli jest to oczywistość
dla wszystkich wiernych! Dlaczego? Postarajmy się razem zrozumieć
argumenty TC…
W istocie, nasza Teza miałaby wymyślić
trzecie rozwiązanie, które nie istnieje, między sądem czysto prywatnym,
„orzeczonym przez podmiot bez autorytetu [i] pozbawionym skutków
prawnych i normatywnych” a „sądem kanonicznym, czyli publicznym in se,
ze skutkami prawnymi, orzeczonym przez kompetentną władzę”. „W skrócie –
kończy TC, streszczając nasz „błąd” – Teza z Cassiciacum stara się w
pewien sposób wykazać, że z sądu, który się nie uważa za prawny,
wynikają skutki de facto prawne, posiadające wartość normatywną dla postępowania wszystkich wiernych”
(s. 37, przyp. 12). Otóż, TC nie zdaje sobie sprawy, że zarzuca nam
dokładnie to, co sama robi: jak to przypomnieliśmy, według Bractwa
dozwolone jest i obowiązkowe przejście od sądu prywatnego („nowa msza
jest zła”) do prawdziwej normy dla postępowania wszystkich wiernych
(„nie jest dozwolone słuchanie nowej mszy”). To trzecie nieistniejące
stanowisko między sądem prywatnym, który nie może zobowiązać sumień a
sądem publicznym i kanonicznym Kościoła istnieje dla Bractwa, a jakże!…
ale nie, gdy mogłoby zaprzeczyć jej własnemu stanowisku! Odpowiadamy
więc: „sąd prywatny” jest pozbawiony skutków prawnych, zgadzam się;
pozbawiony jest skutków normatywnych dla sumienia wiernych, zaprzeczam.
Jeśli ktoś odkryłby, że nie jest ważnie ożeniony, na przykład, musiałby
zachowywać się jak osoba nieożeniona jeśli chodzi o normę moralną, a jak
osoba ożeniona w domenie prawnej. Chodzi o dwie różne rzeczywistości.
TC nalega: przypadku prawowitości Papieża
i ogólnie „historycznego i przygodnego faktu, co do którego Kościół
jako taki się jeszcze nie wypowiedział” (s. 39), nie można porównywać do
przypadku nauczania już zdefiniowanego przez Kościół (jak na przykład
doktryna o wolności religijnej, potępiona wcześniej przez Kościół).
Możemy wysunąć obiekcję, że o nowej mszy Kościół jako taki się jeszcze
nie wypowiedział, a jednak Bractwo, słusznie, wypowiada negatywny sąd
(prywatny), który zawiera normę dla sumień (nie wolno jej słuchać)…
Przypadek prawowitości ‘autorytetu’
kościelnego istotnie się nie różni: mogą istnieć kryteria obiektywne, a
nie tylko subiektywne, które mogą prowadzić do wniosku pewnego co do
prawowitości lub nieprawowitości takiego czy innego prałata. Wobec tego
kler i lud mają obowiązek zerwać komunię kościelną z nim, jak to zrobił
kler i lud Konstantynopola wobec swego Patriarchy Nestoriusza zanim ten
ostatni został potępiony na Soborze w Efezie, w którym brał udział
właśnie dlatego, że nie był jeszcze kanonicznie złożony z urzędu. Ale TC
wysuwa obiekcję, mówiąc, że przypadek Papieża jest inny. A nasza Teza
miałaby popadać w subiektywizm z trzech punktów widzenia: stwierdzając,
że taka czy inna osoba nie jest Papieżem przed sądem Kościoła;
stwierdzając, że taka czy inna osoba mogłaby zostać na nowo Papieżem
choć nie istnieje żaden autorytet, który mógłby to potwierdzić;
osądzając Pierwszą Stolicę, która nie może być sądzona przez nikogo.
Przeciwko tym twierdzeniom przypominamy twierdzenia kardynała Albaniego,
przytoczonego przez Bouix’a: „heretycki Papież, jeśli się opamięta
przed orzeczeniem deklaracyjnym [o herezji], odzyskuje ipso facto pontyfikat, bez nowej elekcji przez kardynałów…” (Tractatus de Papa,
t. I, s. 548). W związku z tym, według tego autora zatwardziały Papież
heretyk przestaje być Papieżem przed orzeczeniem Kościoła (wbrew temu,
co utrzymuje TC) i mógłby odzyskać ten sam autorytet przed orzeczeniem
Kościoła (znowu wbrew temu, co utrzymuje TC). Nie wyklucza to – nawet z
punktu widzenia Tezy z Cassiciacum – możliwości i konieczności
interwencyj autorytetu Kościoła. Teza owszem postuluje interwencję
niedoskonałego soboru powszechnego, aby ogłosić, że ‘papież
materialiter’ przestaje również materialnie okupować Stolicę. Według TC
miałoby to być niemożliwe, ponieważ otrzymanie lub odzyskanie
jurysdykcji przez kardynałów i biskupów, samych także tylko
materialiter, byłoby niemożliwe. Odpowiadamy, że jeśli jest to możliwe w
przypadku Papieża, to tym bardziej w przypadku episkopatu. Że w każdym
bądź razie wspomniana jurysdykcja może pochodzić od Boga, jak w
hipotezie wysuniętej przez o. Zapelenę na przykładzie Soboru w
Konstancji. Że zarówno w przypadku Papieża, jak i w przypadku episkopatu
kryteria są dalekie od bycia subiektywnymi: przeszkodą bowiem w
przyjęciu Autorytetu jest przyjmowanie Soboru Watykańskiego II i jego
reform oraz że, aby odzyskać autorytet, konieczne i wystarczające jest
publiczne potępienie Soboru Watykańskiego II i ogłoszenie jego reform za
nieważne. Może to z łatwością i w niepodważalny sposób być stwierdzone
przez wszystkich.
To, że Pierwsza Stolica nie może być
sądzona przez nikogo, co przypomina TC, jest oczywiście prawdą. Dlatego
też teologowie interpretowali teksty Dekretu Gracjana, Innocentego III,
teologów Średniowiecza, którzy stwierdzają, że Pierwsza Stolica może być
osądzona, ale tylko w przypadku herezji, w tym znaczeniu: „z faktu, że
heretycki Papież może być osądzony przez Sobór nie wynika, że Papież
może być podporządkowany Soborowi; stawszy się bowiem heretykiem, nie
jest już Papieżem” (kardynał Albani, in Bouix, s. 547) (88). Wskutek tego, de facto, sąd ‘heretyckiego Papieża’ jest możliwy (i tym bardziej heretyka wybranego na ‘papieża’).
W skrócie: twierdzenie, że Jan Paweł II
nie jest Papieżem formalnie jest wnioskiem teologicznym opartym na
przesłance wiary (nieomylność powszechnego magisterium zwyczajnego, na
przykład) oraz na stwierdzonej sprzeczności między Soborem Watykańskim
II a nauczaniem Kościoła (sprzeczność, którą przyjmuje abp Lefebvre).
Taki sąd jest tylko prywatny: może być
normą pewną postępowania, ale nie ma wartości prawnej: Jan Paweł II jest
jeszcze ‘papieżem’ materialnie.
Jan Paweł II może się opamiętać, potępić
Sobór Watykański II i stać się formalnie Papieżem: jest to doktryna
nauczana również przez autorów z przeszłości, jak kardynał Albani, a
rzecz mogą stwierdzić z oczywistością wszyscy, bez żadnej konieczności
powoływania się na sąd prywatny „guerardian” (j.w., czyli przyjmujących
tezę o. Guérard – przyp. PA).
Podobnie, wszyscy mogliby stwierdzić, że publiczne potępienie Soboru Watykańskiego II przez biskupów materialiter dała by im ipso facto,
po usunięciu przeszkody, autorytet w Kościele. Autorytet udzielony
przez kogo? – pyta TC – Przez Chrystusa, który jej udziela tym, którzy
mają tytuły do jurysdykcji (tytuły udzielane przez ‘papieża
materialiter’).
Zauważmy, między innymi, że – konkretnie –
sedewakantyści wszystkich tendencyj, zwolennicy abpa Lefebvre’a czy x.
de Nantes, wszyscy zgodziliby się, przynajmniej w rzeczywistości, w tej
szczęśliwej ewentualności, uznać i oddać się w posłuszeństwo Najwyższemu
Pasterzowi, który by potępił, jak należy, Sobór Watykański II oraz
ogłosił reformy za nieważne. Wszyscy życzymy sobie szybko ujrzeć ten cud
moralny niemożliwy dla ludzi, ale nie dla Boga, który usunąłby schizmę de facto, która zaistniała między nami.
Przypisy:
[Dwie uwagi tłumacza do przypisów: i)
Dodałem tłumaczenie polskie tytułów i nazw obcojęzycznych w kwadratowe
nawiasy, tam, gdzie było tłumaczenie francuskie i tam, gdzie go nie było
(niekiedy tytuły były np. po hiszpańsku czy niemiecku). ii) Zarówno
w przypisach jak i w tekście artykułu wszystkie cytaty z biografii abpa
Lefebvre’a pochodzą z wydania polskiego [wyd. Dębogóra, Dębogóra, bez
daty wydania] i odnośniki do stron odwołują się do tego wydania
polskiego (i nie odpowiadają tym, które podaje x. Ricossa w swym
artykule), chyba że zaznaczono inaczej („???”), gdy nie mogłem znaleźć
wspominanego cytatu w polskim wydaniu.]
55) „La Tradizione Cattolica” pisze:
„Ustęp ten [Mat. XXVIII, 20] faktycznie wprawił w niezłe zakłopotanie o.
Guérard des Lauriers i nadal kłopocze tych, którzy trzymają się jego
Tezy. Odpowiedź o. Guérard była dość zawstydzająca… egzegeza
zdumiewająca” (s. 24). X. Cantoni pisał: „Oczywiste jest, że werset św.
Mateusza XXVIII, 20 przedstawia poważną trudność dla omawianej tezy.
Potwierdza to egzegeza, do której podjęcia się zmuszony jest o. Guérard,
pomimo swych wahań”. Ojciec Guérard słusznie przypomniał, że „teza z
Cassiciacum nie jest przecież oparta na wersecie, którego egzegeza jest
dyskutowana” („Cahiers de Cassiciacum”, nr 6, maj 1981 r., s. 112).
Następnie przypomniał x. Cantoni’emu: „W rzeczywistości, jeśli stan
kryzysu, w którym znajduje się Kościół powoduje, że werset św. Mateusza
XXVIII, 20 ‘przedstawia – co zauważa x. Cantoni – poważną trudność’ to
ta poważna trudność nie dotyczy tylko tezy z Cassiciacum. Jest ona
bowiem nieporównywalnie poważniejsza, jeśli zajmuje się niespójną
postawę Bractwa założonego przez abpa Lefebvre’a. Jeśli owszem godne
pochwały jest rozważanie tego, co musi się stać z końcem świata, o wiele
pilniejsze jest zbadanie, w jaki sposób omawiany werset stosuje się do
tego, co się dzieje teraz. X. Cantoni, który bezwarunkowo trzyma się
egzegezy E 1 musi sobie wyjaśnić, jak jego własne obecne zachowanie
odpowiada tej egzegezie. Ktokolwiek bowiem nieposłuszny jest teraz wobec
‘autorytetu’, podczas gdy utrzymuje, iż wyznaje go jako Autorytet,
stwierdza w czynach, ipso facto, że Chrystus nie jest z ‘Autorytetem’
teraz tak, jak był w czasach Piusa XII, czy Piusa XI, czy ‘wcześniej’.
Różnica, prowadząca aż do przeciwieństwa, między obiema postawami
praktycznymi, jedną teraźniejszą, drugą dawniejszą, wobec Autorytetu,
którego tożsamość jest domniemana, co stwierdza x. Cantoni i całe
‘Econe’, ta różnica wymaga przypisania innej różnicy prowadzącej aż do
przeciwieństwa między obiema relacjami, które domniemany tożsamy
Autorytet utrzymuje z Chrystusem, czyli: relacja ‘teraźniejsza’ i
relacja ‘dawniejsza’. Niech x. Cantoni zechce wskazać, jaka jest ta
różnica. Dopóki się powstrzymuje od tego, dopóki to wstrzymanie się
stanowi, dla pseudodoktryny, która stoi za postępowaniem ‘Econe’,
‘poważną [a nawet najbardziej poważną] trudność’; do tego stopnia, że x.
Cantoni obala się sam przez siebie samego. Przez egzegezę E 1, której
się trzyma, potępia swoją własną oraz pseudodoktrynę jako błędną” (s.
112). Maj 1981 r…. dwa miesiące później x. Cantoni paradoksalnie
przyznał ojcu Guérard des Lauriers rację porzucając Bractwo Św. Piusa X,
aby się dać inkardynować w diecezji Massa: nowa msza, komunia na rękę,
Sobór Watykańki II, etc. Drugiego „Xiędza”, który, jak swego czasu x.
Cantoni, straszy „’innych’ wersetem ze św. Mateusza XXVIII, 20” podczas
gdy niweczy „w rzeczywistości to, co głośno oświadcza” [Jan Paweł II
jest Papieżem] prosimy o spójność i uczciwość, której dowiódł x. Cantoni
w 1981 r. (między nami, byłby dziś o wiele lepiej potraktowany niż
wówczas x. Piotr…!). Kardynał Dario Castrillon Hoyos wyczekuje xiędza z
ramionami szeroko otwartymi, aby wdrożyć, w chwili odpowiedniej,
„Lek-Bisig”. [aluzja do usunięcia x. Józefa Bisiga z funkcji
przełożonego generalnego Bractwa Św. Piotra w roku 2000 nie przez
kapitułę zgromadzenia, ale bezpośrednio przez przewodniczącego komisji
Ecclesia Dei, kard. Castrillon Hoyosa, który z kolei mianował na to
stanowisko x. Devillers, bardziej przychylnego niż jego poprzednik
odprawianiu przez xięży FSSP nowej mszy. Od tego roku FSSP coraz
bardziej się „modernizuje” – przyp. PA]

Jan Paweł II
56) Cytat ten pokazuje nam, że „La
Tradizione Cattolica” przedstawia niepełne pojęcie niezniszczalności,
ograniczonej do zwykłej „ciągłości w czasie” Kościoła hierarchicznego i
widzialnego. Kościół, który ogranicza się do trwania w czasie swej
struktury hierarchicznej, ale który istotnie zmienia naukę objawioną
(jak na przykład kościół bizantyjski) nie jest prawdziwym Kościołem
Chrystusa i nie jest niezniszczalny.
57) Jeśli przeto uważnie przeanalizujemy z
jednej strony doktrynę soborową i posoborową, a z drugiej doktrynę
Bractwa Św. Piusa X, zobaczymy, że ich stanowiska są bliskie tym, które
zostały potępione w Pistoi: dla modernistów to Kościół przeszłości
miałby „zaciemnić oblicze Chrystusa” (synowie Kościoła, wśród których
niektórzy święci, „którzy zniekształcili jego oblicze i nie pozwolili mu
być doskonałym odzwierciedleniem wizerunku jego ukrzyżowanego Pana”,
Jan Paweł II, Tertio millenio adveniente, nr 35, cf.
„Sodalitium” nr 39, s. 56), powód dla którego Jan Paweł II czuł się
zmuszony prosić o przebaczenie za braki tego Kościoła. Dla lefebrystów
to Kościół dzisiejszy (reprezentowany przez Pawła VI i Jana Pawła II
oraz przez biskupów w jedności z nimi) miałby zdradzić Tradycję.
Z tego, co zostało właśnie powiedziane,
możemy wywnioskować, że niezniszczalność Kościoła wykazuje fałszywość
modernizmu i fałszywość lefebryzmu, a z pewnością nie fałszywość
sedewakantyzmu, przynajmniej w stanowisku Tezy z Cassiciacum (zob.
przyp. 1 o sedewakantyźmie ścisłym i niezniszczalności), co będzie
lepiej wykazane w moich odpowiedziach na zarzuty.
58) T. Zapelena SI, De Ecclesia Christi, Part apologetica, Rzym, Uniwersytet Gregoriański, 1955 r., s. 317: „Ecclesia in textu evangelico exhibetur et prædicatur perpetua propter primatum”.
59) B. Lucien, La situation actuelle de l’autorité dans l’Eglise [Obecna sytuacja autorytetu w Kościele], Bruksela, 1985 r., ss. 7-8.
60) B. Lucien, op. cit., s. 117.
61) Przynajmniej do teraz. Owszem, w
przypadku, gdy nastąpi porozumienie z Janem Pawłem II podobne do tego,
które podpisali biskupi Rangel i Rifan z Administracji Apostolskiej Św.
Jana Marii Vianney w Campos (Brazylia) z łatwością można przewidzieć, że
nawet stanowisko Bractwa Św. Piusa X odnośnie Soboru i Mszy (podobnie
jak Brazylijczyków i tych, którzy są pod Komisją Ecclesia Dei) ulegnie istotniej zmianie.
62) Na stronach 24-25. Mówienie, że od
Soboru Watykańskiego II „katolicka hierarchia” już nie naucza uspokaja
czytelnika. Nie chodzi więc o odrzucenie nauczania, ale o stwierdzenie
jego nieistnienia, jednocześnie oświadczając głośno, że hierarchia
pozostaje ze swymi (nieużywanymi) charyzmatami nieomylności. Faktycznie
sytuacja jest zgoła inna: Jan Paweł II i biskupi w komunii z nim
nauczają prawie codziennie, ale ich nauczanie jest odrzucane przez
„tradycjonalistów”.
63) „Wniosek, który chce się nam
narzucić, nie może współistnieć z niezniszczalnością Kościoła. W rzeczy
samej, brak autorytetu, o którym tu mowa jest taki, że pociąga za sobą
zawieszenie, na pewien czas, władz jurysdykcji i magisterium w Kościele.
Przez pewien czas Kościół nie miałby się rządzić według formy
przewidzianej przez Chrystusa, to znaczy, Kościół miałby utracić jeden
ze swych istotnych elementów konstytutywnych, zatem przestałby, po
prostu, istnieć” (x. Piotr Cantoni, Reflexions à propos d’une thèse recente sur la situation actuelle de l’Eglise [Refleksje dotyczące pewnej niedawnej tezy o obecnej sytuacji w Kościele], pro manuscripto, maj-czerwiec 1980 r., s. 9).
64) „Jeśli rozważa się Kościół jako
Mistyczne Ciało Chrystusa, Jezus pozostaje dziś z nim utrzymując przy
życiu Świadectwo Wiary oraz uświęcenie poprzez autentyczne Sakramenta,
jak również sprawowanie prawdziwej Ofiary. Dowodem tego jest istnienie
tych, których nazywa się ‘tradycjonalistami’” (B. Lucien, Obecna sytuacja autorytetu w Kościele,
Bruksela, 1985 r., s. 102. Bp Guérard zauważa, że Mat. XXVIII, 20
„dotyczy wyraźnie misji powierzonej po równo Jedenastu”, jako że jest to
właściwe dla władzy święceń, w której wszyscy biskupi mają tę samą
władzę, co Biskup Rzymu (cf. Consacrer des évêques? [Konsekrować biskupów?],
Dodatek do „Sous la bannière”, nr 3, styczeń-luty 1986 r., ss. 2 i 6):
faktycznie, w tym wersecie asystencja obiecana jest wszystkim apostołom,
a nie tylko Piotrowi.
65) Zapelena, op. cit., ss. 315-316.
66) Zapelena pisze również: „… Kościół, w
tekście ewangelicznym, jest pokazany jako i nazwany nieprzemijającym z
powodu prymatu. Wskutek tego, sam prymat musi być nieprzemijający.
Należy zauważyć, że tym argumentem wykazuje się nie tyle konieczność
sukcesji w ogóle, co raczej konieczność sukcesji w formie monarchicznej.
Bowiem prymat Piotra taki, jaki został ustanowiony przez Chrystusa,
zakłada najwyższą władzę jurysdykcji, której podporządkowane jest całe
ciało kościelne i biskupie. Otóż władza ta byłaby obalona w hipotezie
sukcesji kolegialnej. Przeto Piotr, za pośrednictwem prymatu, jest
ustanowiony zasadą jedności i stałości zarówno ciała kościelnego, jak i
ciała biskupiego (…) Denz. 1821” op. cit., ss. 317-318.
67) Jeśli chodzi o wszystkie odnośniki, cf. „Sodalitium” nr 54, s. 12.
68) Lucien, op. cit., ss. 102-103 i nr 132.
69) W swym Tractatus de Papa (Lecoffe, Paryż-Lyon, tom I, 1869 r., ss. 546-550) jezuicki kanonista Maria Dominik Bouix (1808-1870 r.) obszernie przytacza De potestate Papae et Concilii
kardynała Hieronima Albaniego (1504-1591 r.), kreowanego na kardynała
św. Jana u Bramy Łacińskiej przez św. Piusa V w 1570 r. i w następujący
sposób streszcza omawianą tezę Albaniego: „Papa factus hæreticus, si
resipiscat ante sententiam declaratoriam, jus Pontificium ipso facto
recuperat, absque nova Cardinalium electione aliave solemnitate”
(„Papież heretyk, jeśli opamięta się przed orzeczeniem deklaracyjnym,
odzyskuje ipso facto papiestwo, bez nowej elekcji kardynałów
czy jakiejkolwiek innej uroczystości”). To bp Sanborn wskazał mi ten
tekst i za to mu dziękuję.
70) Możliwość istnienia tych wyborców oraz materialne trwanie stolic zostały obszernie opisane przez Lucien (op. cit., roz. X) i Sanborna (De papatu materiali, sectio secunda, nr. 15-16).
71) Czy to samo można powiedzieć o sedewakantyźmie simpliciter? Proszę przeczytać ponownie przypis 1 tego artykułu.
72) Rzuca się to w oczy wszystkim, a sam Paweł VI przyznał to kilka razy (a po nim Jan Paweł II); cf. R. Amerio, Iota unum, Ricciardi, 1985 r., ss. 7-9.
73) „Kościół posiada prawo wyboru
papieża, a zatem prawo poznania z pewnością wybranego. Jak długo trwa
wątpliwość co do elekcji i ciche przyzwolenie Kościoła powszechnego nie
zaradzi możliwym wadom elekcji, nie ma papieża, papa dubius, papa nullus.
Przeto, zauważa Jan od św. Tomasza, póki pokojowa elekcja nie jest
oczywista elekcję uważa się za wciąż trwającą. A jako że Kościół ma
pełne prawo nie nad papieżem z pewnością wybranym, ale nad samą elekcją,
może on podjąć wszelkie środki konieczne, aby ją doprowadzić do skutku.
Kościół może zatem wydawać sąd w materii papieża wątpliwego. Tak
przeto, ciągnie dalej Jan od św. Tomasza, Sobór w Konstancji sądził w
materii trzech ówczesnych wątpliwych papieży, spośród których dwóch
zostało złożonych, a trzeci zrzekł się papiestwa. (II-II, q. 1-7, a. 3,
nr. 10-11 ; t. VII, s. 254)” (Karol kard. Journet, L’Eglise du Verbe incarné [Kościół Słowa wcielonego], Wyd. Saint Augustin, Saint-Just-la-Pendue, Francja, 1998 r., excursus VIII: L’élection du pape [Elekcja papieża], s. 978).
74) Zapelena, op. cit., pars altera apologetico-dogmatica, s. 115. Cytowane w: Sanborn, La papauté matérielle, ss. 61-63 (przypis 7 należy do „Sodalitium”).
75) B. Lucien, Jean Jean Madiran et la Thèse de Cassiciacum [Jan Madiran i Teza z Cassiciacum], w: Cahiers de Cassiciacum nr
5, grudzień 1980 r., ss. 47-82, zwłaszcza od s. 48 do s. 57 („I. Późny
charakter Tezy”). X. Lucien zaprzecza: „A) wnioskowaniu: późny charakter
tezy zakłada jej nieprawdopodobieństwo. B) faktowi: teza jest późna. C)
wartości argumentu wspomagającego: ‘czy można sobie wyobrazić, by Bóg,
odnośnie Kościoła, który uczynił widzialnym, mógł pozwolić na oszustwo
tak poważne, tak totalne, tak długotrwałe…?’ D) rzeczywistości faktu
zawartego w tym argumencie: istnieniu długotrwałego i totalnego
oszustwa” (s. 49).
76) Bezpośrednio… W rzeczywistości, aby
bronić prawowitości Pawła VI i Jana Pawła II, Bractwo Św. Piusa X
musiało – i dalej z upływem czasu jeszcze bardziej musi – przyjmować
stanowiska, które mniej lub bardziej kontrastują ze zdefiniowaną wiarą
katolicką. Jeśli chodzi o prawowitość Papieża, jest to „fakt
dogmatyczny”. Dla Marin’a Soli może to być przedmiotem wiary boskiej.
77) Cf. B. Lucien, Obecna sytuacja…, op. cit.,
aneks III, ss. 119-121. Czytamy tam na przykład: „Brak Autorytetu
posiadającego boską asystencję na szczycie Kościoła […] jest pewny,
pewnością, która wynika z Wiary […]. Czy w tych okolicznościach nie
powinno się twierdzić, że ci, którzy uznają Jana Pawła II (i Pawła VI)
jako Papieży formalnie nie są rzeczywistymi członkami Kościoła, to
znaczy, znajdują się poza widzialną przynależnością do Kościoła? […]
Taki wniosek byłby nieuzasadniony. Nie wolno bowiem zapominać, że to
żywe OBECNE magisterium i tylko ono jest z ustanowienia boskiego po to,
aby autentycznie zachowywać wszystko, co zakłada przedmiot Wiary
OBECNIE. Wskutek tego ci, którzy sprzeciwiają się naszej wykładni
Objawienia i doktryny Kościoła, nie sprzeciwiają się samym tym faktem,
de iure, koniecznie i formalnie, samemu Magisterium Kościoła.
78) B. Lucien, Obecna sytuacja…, op. cit., Aneks I: Prawowitość Papieża rzymskiego, fakt dogmatyczny, ss. 107-111.
79) Dziwi to, iż TC przytacza tylko
kardynała Billot, podczas gdy mogła była nadać o wiele większą siłę
swojemu stanowisku powołując się, na przykład, na autorytet Doktora
Kościoła, jakim był św. Alfons Liguori, co robi Da Silveira (s. 297) w
książce, która nie wydaje się być obca TC, bowiem cytuje ją (ss. 55-56).
Można się domyślać, że w rzeczywistości TC ma przed oczyma tylko
książkę x. Lucien (na którą się nie powołuje wyraźnie), który mówi
właśnie o „tezie kardynała Billot”…
80) Zauważmy, że owa „jednomyślna zgoda
teologów”, tak wysoko ceniona przez TC, jest przezeń wzgardzona, z
drugiej strony, gdy dotyczy tez, z którym się nie zgadza, jak
nieomylność Papieża w kanonizacjach…
81) A. K. Vidigal Da Silveira, La nouvelle messe de Paul VI: qu’en penser? [Nowa msza Pawła VI: co o niej myśleć?], Wyd. francuskie: DPF, Chiré 1975 r., ss. 298-299.
82) O kontekście historycznym bulli, cf.
„Sodalitium” nr 44, czerwiec-lipiec 1994 r. (F. Ricossa, „Herezja na
szczycie Kościoła” (M. Firpo)… w XVI wieku; niewiarygodna historia
kardynała Morone).
83) X. Lucien, Obecna sytuacja…, op. cit., s. 110.
84) Zaznaczam skądinąd także, że argument
przyjęty przez TC jest niebezpieczny. Jednomyślność biskupów –
przypomnijmy – była argumentem użytym przez x. de Nantes, aby przyjąć
prawowitość i godziwość nowego mszału, argumentem, który później przyjął
także o. Gérard [Calvet, założyciel i przełożony klasztoru
benedyktyńskiego w Le Barroux, który zerwał z abpem Lefebvrem po sakrach
z 1988 r. i wtedy pojednał się z JPII – przyp. PA]. Nie wiadomo
dlaczego omawiani biskupi mieliby być nieomylni odnośnie uznania
Papieża, a nie mieliby być [nieomylni], gdy chodzi o przyjęcie Novus
Ordo Missae. Ten sam argument dotyczy przyjęcia, moralnie jednomyślnego,
Soboru Watykańskiego II. Logika anonimowego, ale nie nieznanego, autora
TC powinna nieuchronnie poprowadzić do przyjęcia Soboru i Nowej Mszy.
85) X. Lucien, Obecna sytuacja…, op. cit., s. 111.
86) X. Bazyli Meramo, członek Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, Consideracion teologica sobre la Sede Vacante [Teologiczne przemyślenie dotyczące Sede vacante],
Madryd, Epifania 1994 r.: „wyrażenie Papieża domniemanego pochodzi od
biskupa de Castro Mayera: to on sam powiedział mi to w 1989 r. w
seminarium w La Reja, gdy go zapytałem o to, co myśli o Papieżu i
wakacie Stolicy. Kategorycznie mi oświadczył: heretyk nie może być
Papieżem, a ten Papież jest heretykiem” (s. 42). Dla biskupa de Castro
Mayera Jan Paweł II nie był Papieżem, a Chrystus mógł uzupełnić, ale
tylko co do aktów „papieża domniemanego” „na korzyść dobra wspólnego
Kościoła i zbawienia dusz” (ibidem).
87) Do tego stopnia, jeśli uwierzyć x. de
Nantes, ojciec Guérard des Lauriers uważał, że wniosek „Stolica wakuje”
jest oczywisty „bez żadnego wnioskowania” (to znaczy, nie wymagając
prawdziwego rozumowania), a tak uważał właśnie odpowiadając na zarzut
wysunięty przez tego samego x. de Nantes, zarzut oparty na fakcie, że
stanowisko sedewakantystyczne jest tylko „sądem prywatnym”. Cf. Br.
Franciszek, op. cit., tom III, ss. 110 nn. W każdym bądź razie,
x. de Nantes jest bardziej spójny (przynajmniej w teorii) niż TC i
Bractwo Św. Piusa X, utrzymując, że skoro Jan Paweł II jest jeszcze
Papieżem, trzeba być mu posłusznym we wszystkich sprawach
dyscyplinarnych.
88) Średniowieczna myśl teologiczna
zawsze przyjmowała, że Pierwsza Stolica (Stolica papieska) nie może być
osądzana przez jakąkolwiek władzę, poza przypadkiem herezji. Teologowie
kontr-reformy starali się wyjaśnić, w jaki sposób ten wyjątek nie był
rzeczywiście wyjątkiem, z którego to powodu nawet w przypadku herezji
Sobór tak naprawdę nie może osądzać Papieża. Dla zwolenników tezy,
według której Papież heretyk nie jest jeszcze złożony, ale musi być
złożony przez Sobór, biskupi nie mieliby władzy nad Papieżem osądzając
go i ‘składając’ go z urzędu, ale tylko nad unią między papiestwem i
daną osobą (jest to teza Kajetana). Św. Robert Bellarmin, który uważa tę
tezę za niedostateczną, aby zapewnić fakt, że Pierwsza Stolica nie może
być przez nikogo osądzana, utrzymuje, że Papież heretyk jest złożony z
urzędu przez Boga, a gdy Sobór go osądza, nie jest już Papieżem. W
przypadku rozważanym przez Pawła IV i św. Piusa V (heretyk wybrany na
papiestwo), omawiany ‘papież’ nigdy nie byłby nim i wobec tego mógłby
równie dobrze być sądzony przez Kościół. To samo rozumowanie odnosi się
do „wątpliwego papieża” (widzieliśmy to w cytacie z Jana od św. Tomasza
przytoczonym przez Journet): może być osądzony, bowiem nie jest
Papieżem. Widzimy zatem we wszystkich przypadkach, że aksjomat (sam w
sobie najświętszy) przypomniany przez TC (Pierwsza Stolica nie jest
osądzana przez nikogo) nie może być użyty przeciwko hipotezie
sedewakantystycznej.
Tłumaczył z języka francuskiego
(często też włoskiego oryginału) Pelagiusz z Asturii. Źródło: pismo
„Sodalitium”, nr 55 z listopada 2003 roku (wersja francuskojęzyczna),
ss. 31-72 i nr 56 z września 2002 roku (wersja włoskojęzyczna), s. 4-45.
Gdy źródło tłumaczenia któregoś fragmentu jest inne, zaznaczyłem to w
tekście czy przypisie. Ilustracje jak w oryginale. Fragmenty powyższego
artykułu były już tłumaczone przy okazji rocznicy śmierci abpa Thuca oraz przy publikacji tłumaczeń ważnego listu abpa Lefebvre’a do Jana Pawła II i odpowiedzi o. Guérard des Lauriers.
Część piąta, w której potraktowane są zarzuty drugorzędne, z dziedziny bardziej praktycznej niż teoretycznej