niedziela, 8 marca 2020

Apostazja – Pachamama 2019



Watykan. Koncert Bożonarodzeniowy, 2019 r.

Bożonarodzeniowy koncert w Watykanie

"ANTIMODERNIST"


––––––––

Odkąd pan Bergoglio przejął ster w Watykanie konserwatyści i tradycjonaliści "kościoła – dzieła rąk ludzkich" są mocno doświadczani. Zaledwie dwa miesiące temu – na tak zwanym Synodzie Amazońskim – miało miejsce wiele pogańskich rytuałów, co natychmiast wywołało gwałtowne oburzenie. Wydarzenie to przeminęło oczywiście bez żadnych konsekwencji dla osób odpowiedzialnych i poszkodowanych, jakie w przypadku oburzenia moralnego zazwyczaj się pojawiają. Należy jednak odnotować: niektórzy tradycjonaliści wyciągnęli jakieś wnioski i odbyli jednodniowy post jako zadośćuczynienie za to bezeceństwo dokonane przez Bergoglio, co jednak wydaje się dość mizerne w obliczu tak prowokacyjnego bałwochwalstwa do jakiego doszło w Watykanie. I rzecz jasna nic się nie zmieniło pomimo jednodniowej, tradycjonalistycznej ekspiacji. Niemniej jednak tradycjonaliści ci są usatysfakcjonowani, ponieważ przynajmniej u nich, w ich małym tradi-świecie znów nastał porządek i po raz kolejny uratowali kościół. Jakież to proste w tradi-świecie!

Antypapież Bergoglio i bałwochwalstwo w Ogrodach Watykańskich

Przy całym oburzeniu moralnym rzadziej poruszano fakt, że urządzanie lub zezwalanie na takie pogańskie obrzędy jest ciężkim grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu Bożemu. Najprawdopodobniej dlatego, że miałoby to zbyt dotkliwe konsekwencje. Taki akt bałwochwalstwa jest zawsze jednocześnie i bezdyskusyjnie apostazją, czyli odstępstwem od wiary katolickiej. Albowiem, dla katolika istnieje tylko jeden Bóg – Trójca Przenajświętsza, a wszystkie bożki pogańskie są demonami. Ktokolwiek więc zwraca się do demonów, siłą rzeczy odwraca się od prawdziwego Boga.

Pierwsi chrześcijanie nie rzucali ziarna kadzidła na cześć cesarza, by w ten sposób uznać jego boską godność. Lecz jeśli twój "papież" – co kuriozalne, członkowie "kościoła – dzieła rąk ludzkich" wciąż uważają pana Bergoglio za papieża ich "Kościoła" – staje się apostatą, bałwochwalcą, czcicielem demonów, to każdy katolik musi zadać sobie pytanie: czy ten człowiek nadal może być Następcą Jezusa Chrystusa, a organizacja, jakiej przewodniczy, Kościołem katolickim?

Przy takim publicznym akcie apostazji dla każdego, kto wciąż ma oczy do patrzenia, staje się zauważalne – tj. zupełnie oczywiste – że ta instytucja w Rzymie, która wciąż błędnie nazywana jest Kościołem katolickim, na mocy Boskiego Objawienia nie może być Kościołem katolickim, czyli Kościołem prawdziwego i jedynego Boga. Instytucję tę należy raczej nazwać sektą neopogańską, której członkowie są zawsze gotowi sami dopuszczać się bałwochwalstwa. Właściwie nie powinno to nikogo już dziwić. W końcu dlaczegóż neopoganie nie mieliby praktykować bałwochwalstwa – przy czym to bałwochwalstwo praktykowane przez neopogaństwo, jest jeszcze bardziej dziwaczne niż stare pogaństwo. W neopogaństwie starożytna wiara w bogów wymieszana jest bowiem z ezoteryzmem, okultyzmem i satanizmem.

Antypapież Bergoglio ze świtą uprawiają kult bożka Pachamamy

Ostatecznie jedyną zaskakującą i spektakularną rzeczą podczas pogańskich uroczystości w Ogrodach Watykańskich i Bazylice Św. Piotra był beztroski, bezmyślny i radosny udział "kardynałów", "biskupów", "księży", "zakonnic", "zakonników" i świeckich w tych pogańskich rytuałach. Trzeba zupełnie obiektywnie skonstatować, że bałwochwalstwo stało się częścią "dobrego tonu" w "kościele – dziele ludzkich rąk" – ma już bowiem swoją tradycję. Wystarczy wspomnieć o Karolu Wojtyle, pseudonim "święty Jan Paweł II". Z jaką naturalnością brał udział w pogańskich rytuałach lub zezwalał na ich wykonywanie! Pozwólcie, że przypomnę wam najbardziej spektakularny przykład: w Indiach, na stadionie w New Delhi, pan Wojtyła w oficjalnym stroju i mitrze, przyjmuje na czoło znak "Tilak" od "kapłanki Sziwy" czyli tak zwanej "świętej nierządnicy", co jest niczym innym jak znakiem wdzięczności dla wyznawców Sziwy. Jest to obrzęd inicjacyjny, upamiętniający wielkiego propagatora głównej religii Indii. Dla każdego Hindusa ten gest pana Wojtyły był aktem publicznego odstępstwa od jego wiary. Z drugiej strony tak zwani katolicy z "kościoła – dzieła rąk ludzkich" po prostu zignorowali ten fakt i zachowali się, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Dlaczego miałby się ktoś teraz denerwować kilkoma statuetkami Pachamamy i związanymi z nimi paroma pogańskimi rytuałami? Czyż nie jest prawdą, że po tzw. Vaticanum II wszystkie religie są drogami zbawienia, a zatem są mniej lub bardziej dobre i właściwe?

Antypapież Jan Paweł II przyjmuje tilak i całuje Koran

Apostazja – Pachamama 2019

Pomimo oczywistości posoborowego chaosu w "kościele – dziele rąk ludzkich" konserwatyści i tradycjonaliści jakoś nie potrafią po prostu uznać tych faktów i wyciągnąć z nich niezbędne wnioski. Raz po raz muszą się z ich powodu moralnie oburzać, inaczej nie czują się komfortowo. Stało się to oczywiste, gdy powtórzono taki pogański rytuał podczas zeszłorocznego "koncertu bożonarodzeniowego" w auli "Pawła VI".

Watykan. Aula Pawła VI. Koncert Bożonarodzeniowy, 2019 r.

Aula "Pawła VI" dysponuje miejscami siedzącymi dla 6327 osób, stojących może pomieścić do 25 000, a świąteczny koncert w Watykanie jest znaczącym wydarzeniem w kalendarzu watykańskim. W koncertach występują międzynarodowi muzycy i gwiazdy, a od 1993 roku emitowany jest przez wiele stacji z całego świata. Jest więc coroczną, doniosłą mega imprezą medialną! Wprawdzie Bergoglio osobiście trzymał się z dala od koncertu, ale był przynajmniej na krótko obecny, przy powitaniu.

Podczas koncertu – ku zaskoczeniu wszystkich artystów i gości – na scenie pojawiła się amazońska Indianka i wygłosiła zupełnie nie-bożonarodzeniową katechezę na temat naturalistycznej religii Pachamamy, którą natychmiast połączyła z praktycznym zastosowaniem. Watykanista Marco Tosatti zrelacjonował to następująco:

"W wigilię narodzenia Jezusa Chrystusa mogliśmy zobaczyć Indiankę (z Ameryki Łacińskiej), która zaczęła instruować wszystkich – prałatów, biskupów, publiczność, prezentera i telewizyjną widownię – jak krzyżować ręce na piersiach w pewnego rodzaju rytuale, jakiego raczej nie wykonali pasterze wezwani do szopki przez anioła. A dlaczego właśnie tak? Ponieważ, jak wyjaśniła Indianka: «Odczujecie silną wibrację. To serce, wasze serce, ale także serce Matki Ziemi. Po drugiej stronie, tam, gdzie panuje cisza, jest duch. Duch, który pozwala usłyszeć przesłanie Matki. Dla nas rdzennych mieszkańców, Matka Ziemia – Hicha Gueia jest wszystkim. Ona jest Matką, która daje nam pożywienie, świętą wodę, rośliny lecznicze. My natomiast składamy Ziemi w darze na jej cześć: łożysko i pierwsze włosy, które ścięliśmy. Dla nas Matka Ziemia ma fundamentalne znaczenie. Nasz związek z nią jest stały, jak odczuwanie pulsu lub jak bicie serca»".

Na filmiku można faktycznie zobaczyć, jak wszyscy obecni – "prałaci", "biskupi", dziennikarze i cała publiczność – na polecenie kobiety krzyżują ręce na piersi i wykonują wraz z nią opisany, pogański rytuał! Nie do wiary – chciałoby się powiedzieć. Zastanówmy się co by na to powiedziano 70 lub 80 lat temu! Gdyby taki teatr miał miejsce podczas świątecznego koncertu w Watykanie, co by pomyślał przeciętny katolik? Pomyślałby: co za stek bzdur! Czy oni wszyscy poszaleli? Jestem katolikiem i czczę trójjedynego Boga, Stwórcę nieba i ziemi, nie czczę Matki Ziemi, której składają w ofierze "łożysko i pierwsze włosy, które ścięli"!

Watykan. Koncert Bożonarodzeniowy (2019 r. ), kult bożka Pachamamy.

Natomiast Marco Tosatti pyta skonsternowany: "Czy to właściwe, żeby w Wigilię Bożego Narodzenia w Watykanie, w transmisji telewizyjnej emitowanej na cały świat, kobieta uczyła biskupów «odczuwania ducha, który pozwala usłyszeć przesłanie Matki Ziemi», co to właściwie jest?". Odpowiedź na pytanie jest prosta i jasna: to najgłupszy rodzaj neopogaństwa! "Prałaci", "biskupi", "księża" i cała publiczność wyglądają jak dzieci w wieku przedszkolnym postępujące zgodnie z instrukcjami przedszkolanki.

Teraz ktoś mógłby zabrać głos i zaoponować, że być może osoby odpowiedzialne nic o tym nie wiedziały, tak samo jak rzekomo mogły nie wiedzieć w czasie Synodu Amazońskiego, co właściwie przedstawia ta osobliwa statuetka obnażonej kobiety w ciąży, ciągle obnoszona i wszędzie obecna. Ponieważ koncert został nagrany już 14 grudnia, było dziesięć dni na ukrócenie skandalicznego promowania Pachamamy i tego rytuału. Oczywiście nic takiego się nie wydarzyło, dlaczegóż miałoby się coś wydarzyć? Dlaczego pan Bergoglio miałby się troszczyć o konserwatywne alibi?

Ostatecznie zastanawianie się nad tym jest całkowicie jałowe, ponieważ Bergoglio już powiedział w związku ze skandalami na tak zwanym Synodzie Amazońskim, że całe to wydarzenie nie ma nic wspólnego z bałwochwalstwem. Cóż – Roma locuta, causa finita! Maksyma ta w nieco luźniejszym tłumaczeniu i po dostosowaniu do języka Bergoglio oraz sytuacji w "kościele – dziele rąk ludzkich" brzmiałaby: Tako rzecze Franio, i po sprawie. Po cóż wszystkie te bełty na tango Franka czy jego bałwochwalstwo?

Bałwan Pachamama w kościele Santa Maria in Traspontina w Rzymie.

Przyzwyczajanie się do kultu demona

Co właściwie uderza w całym tym watykańskim i tradycjonalistycznym teatrze? Po raz kolejny uderza przerażający brak znajomości historii, ten całkowity defekt pamięci. Przy czym "pamięć" oznacza coś więcej niż tylko wspomnienie. Dla katolika pamięć jest żywą obecnością tradycji, na podstawie której dokonuje osądu i potępia. Przerażające jest to, że katolik – który może również uważać się za "tradycjonalistę" – nie może już wyraźnie osądzać ani potępiać kwestii dotyczących wiary. Są to oznaki skarłowaciałego lub zgoła martwego już zmysłu wiary. Konsekwencją tego jest z kolei to, że treść wiary, doktryna, nie jest już uważana za tak ważną i dlatego łatwo ją zepchnąć na bok. Do tego dochodzi fakt, że działania sprzeczne z wiarą nie są już uznawane za takowe i dlatego nie są już zdecydowanie i wyraźnie odrzucane. Człowiek w końcu przyzwyczaja się już do tych wszystkich braków, owszem, przywyka już do spraw demona, tak że ​​coraz bardziej jest gotowy sam dokonać bałwochwalstwa.

Aula Pawła VI. Watykan.

Audiencja u starodawnego węża

Bożonarodzeniowy koncert w Watykanie byłby odpowiednią okazją do ponownego zwrócenia na to uwagi. Jakże konieczne jest to w świecie, do którego demony powróciły i teraz dominują w coraz większej liczbie dziedzin życia! Gdy tylko przyjrzymy się uważnie zdjęciom Bożonarodzeniowego koncertu w Watykanie, tło natychmiast przyciąga wzrok. Jakie jest tło, jaka jest sceneria koncertu?

Dla przypomnienia: "Koncert Bożonarodzeniowy" odbył się w auli "Pawła VI". Mason Giovanni Battista Enrico Antonio Maria Montini alias "Paweł VI" przez cały świat błędnie uważany za papieża Kościoła rzymskokatolickiego, wyznaczył Piera Luigiego Nerviego w 1964 roku, do zbudowania sali audiencyjnej na obrzeżach Watykanu. Prace rozpoczęły się w 1966 r., a budynek został "zainaugurowany" 30 czerwca 1971 r.

Sala audiencyjna Pawła VI. Wąż, symbol biblijnego diabła, konstrukcja auli.

Jeśli się spojrzy na budynek, nie można powstrzymać zdumienia, ponieważ ta sala wygląda jak głowa węża zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz! Dach z zewnątrz przypomina łukowatą głowę gada, okna po bokach jako oczy, a także pokrycie dachu przypomina łuski. Jeśli wejdzie się do środka, wnętrze całkowicie odbiera mowę. Widzimy groźną głowę węża z otwartym pyskiem! Powyżej łuskowaty dach, który od wewnątrz wygląda jeszcze bardziej złowieszczo i sugestywnie niż z zewnątrz, dwa owalne okna reprezentują oczy – a scena wygląda jak otwarty pysk z dwoma kłami, które tworzą dwa nieco zakrzywione filary po lewej i prawej stronie sceny. Do tego dochodzi jeszcze dostęp do sceny z widowni podobny do wystawionego języka!

Aula Pawla VI. Watykan.

Podczas audiencji "papież" "kościoła – dzieła rąk ludzkich" stoi lub siedzi w pysku jadowitego węża, który patrzy na obecnych gości groźnym spojrzeniem, jakby chciał ich pożreć przy nadarzającej się okazji. "Papież", który powinien być przedstawicielem naszego Pana Jezusa Chrystusa, wabi swoich gości z całego świata – skradając się jak jadowity wąż, lecz nieubłaganie – do kultu węża, do kultu szatana!

Aula Pawła VI. Watykan. Posąg.

Lecz robi się jeszcze bardziej przerażająco. Przy katechezie o Pachamamie podczas "koncertu bożonarodzeniowego" przykuwa uwagę rzeźba w tle sceny auli, która wygląda jak niesamowity duch. Oficjalnie mówi się, że przedstawia Zmartwychwstałego. Twórca rzeźby, Pericle Fazzini, wyjaśnia: "Postanowiłem przedstawić Zmartwychwstanie Chrystusa w dużym gaju oliwnym, tym spokojnym miejscu jego ostatnich modlitw. Chrystus powstaje z krateru, który otwarła bomba atomowa: okrutna eksplozja, wir przemocy i energii".

Aula Pawła VI. Watykan.

Przemieniło się to w makabryczne wyobrażenie – właściwie kogo? Wielu widzów twierdzi, że jeśli spojrzeć na osobliwą głowę makabrycznej rzeźby z pewnej perspektywy, można dostrzec głowę węża. Inni są przekonani, że rzeźba wcale nie przedstawia Zmartwychwstałego, lecz Bafometa, Diabła! I rzeczywiście, przyglądając się bliżej i bardziej uważnie, widać, że to Bafomet – a "krater..., który otworzyła bomba atomowa" jest wejściem do piekła. Teraz nikt nie będzie w stanie zaprzeczyć, że tylko Bafomet pasuje w tej auli węża, a dokładnie, do rzeźby w pysku węża. Ponadto pasuje do tego bogini-wąż regionu andyjskiego "Pachamama", która jako kazirodcza pogańska bogini, jako "matka kosmosu" poślubia swojego syna.

Watykan. Aula Pawła VI.

Łatwo sobie wyobrazić, jak się czuli goście, słuchając świątecznego koncertu w wielkiej sali, bez ani jednego krzyża i bez żadnego chrześcijańskiego znaku, za to pod wejrzeniem węża i Bafometa, samego szatana – po tym, jak czule związali się z pogańską boginią i matką kosmosu, ponieważ, jak słyszeliśmy: nasz związek z nią jest stały, tak jak czuje się tętno, jak czuje się serce.

Mimowolnie pojawia się pytanie, dlaczego żaden z gości nie wstał i nie wyszedł? To bardzo proste, ponieważ wszyscy są neopoganami i już nie są katolikami!



Z języka niemieckiego tłumaczyła Iwona Olszewska

–––––––––––––––

Przypisy:









10) Św. Franciszek Ksawery, Modlitwa o nawrócenie pogan.

11) Bp Henryk Przeździecki, Monizm.



(Przypisy i ilustracje od red. Ultra montes).

 
( PDF )

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMXX, Kraków 2020
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ:

Dzisiejsza Liturgia





J 8:21-29
Onego czasu mówił Jezus do rzesz żydowskich: «Ja odchodzę, wy zaś szukać mnie będziecie i pomrzecie w grzechu waszym. Dokąd ja idę, wy pójść nie możecie». Mówili tedy żydzi: «Czyżby się miał zabić, że mówi: Dokąd ja idę, wy pójść nie możecie?» I mówił im: «Wy jesteście z niskości, a ja z wysokości: wy jesteście z tego świata, a ja nie jestem z tego świata. Dlatego wam powiedziałem, że pomrzecie w grzechach waszych: jeśli bowiem nie uwierzycie, żem ja jest, pomrzecie w grzechu waszym».
Mówili mu tedy: «Któżeś ty jest?» Rzekł im Jezus: «Jam jest początek i tak mówię do was. Mam o was wiele do mówienia i sądzenia, a Ten, który mię posłał, godzien jest wiary. I to, co od Niego słyszałem, głoszę na świat». I nie rozumieli, że Boga nazywał Ojcem swoim. Rzekł im tedy Jezus: «Gdy podwyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, żem ja jest i że sam z siebie nic nie czynię, ale to mówię, czego mnie nauczył Ojciec. Ten, który mię posłał, jest ze mną i nie zostawił mnie samego, bo ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba».
R. Chwała Tobie, Chryste.
S. Niech słowa Ewangelii zgładzą nasze grzechy.


Instrukcja z roku 1791 wciąż żywa


Indefectibility & Vatican II


kazanie na 2 Niedzielę Wielkiego Postu


Antychryst i jego "papież".

Ojca E. Sylwestra Berry’ego Komentarz do Apokalipsy św. Jana

Według opinii wybitnego, dwudziestowiecznego badacza Pisma Świętego, o. E. Sylwestra Berry’ego, rozdziały 12 i 13 Apokalipsy św. Jana przepowiadają uzurpację papieskiego tronu przez fałszywego proroka Antychrysta, skutkującą wielkimi udrękami, jakie miały spaść na Kościół katolicki. O. Berry wskazuje, że to właśnie papiestwo stanowi główny cel tych, którzy usiłują ustanowić panowanie Antychrysta. Herezja, schizma i wprowadzenie na ołtarze kościołów katolickich fałszywego kultu są zatem bezpośrednim rezultatem usunięcia prawdziwego Papieża ze stolicy rzymskiej i następującej po tym okupacji Tronu Piotrowego przez siły Antychrysta.


Oto znajdujący się w pracy o. Sylwestra Berry’ego, opublikowanej 37 lat przed newralgicznym konklawe 1958 roku, scenariusz wydarzeń zdumiewająco bliskich temu, co faktycznie przydarzyło się Kościołowi i papiestwu w naszych czasach:


W poprzednim rozdziale [12] św. Jan szkicuje historię Kościoła od czasu nadejścia Antychrysta aż do końca świata. (…) W rozdziale tym ukazuje nam prawdziwą naturę konfliktu. Będzie nim wojna na śmierć i życie pomiędzy Kościołem a mocami ciemności w ich ostatecznej próbie zniszczenia Kościoła, co miało uniemożliwić powszechne królowanie Chrystusa na Ziemi.


Szatan będzie najpierw usiłował zniszczyć potęgę papiestwa i spowodować upadek Kościoła przez herezje, rozłamy i prześladowania, które muszą z pewnością nastąpić. (…) wyniesie Antychrysta i jego proroka, by wprowadzić w błąd wiernych i zniszczyć tych, którzy pozostaną niezłomni. (…) Kościół, wierna oblubienica Jezusa Chrystusa, jest przedstawiony jako niewiasta przyodziana w chwałę łaski Bożej.


(…) W tym fragmencie występuje oczywista aluzja do jakiegoś szczególnego syna Kościoła, którego moc i wpływ będą takie, że szatan będzie dążył do jego zniszczenia za wszelką cenę. Tą osobą może być nie kto inny jak wybrany wówczas Papież. Papiestwo zostanie zaatakowane przez wszystkie moce piekielne. W rezultacie Kościół doświadczy wielkich prób i nieszczęść, starając się zapewnić następcę na tronie Piotra.


Słowa św. Pawła do Tesaloniczan mogą stanowić odniesienie do papiestwa jako przeszkody dla nadejścia Antychrysta: „I wiecie, co go teraz powstrzymuje, aby się objawił w swym czasie. Już bowiem tajemnica nieprawości działa; tylko ten, co teraz powstrzymuje – niech powstrzymuje – będzie usunięty. A wtedy objawi się ów nikczemnik (…)” (II Tes. 2, 6-7).

(…) św. Jan (…) widzi na niebie czerwonego smoka z siedmioma głowami i dziesięcioma rogami (…). Smokiem jest szatan czerwony od krwi męczenników, którą wytoczy. Znaczenia siedmiu głów i dziesięciu rogów należy poszukiwać w opisie bestii, która przedstawia Antychrysta, gdzie symbolizują one królów albo światowe moce (Apokalipsa 17, 9-12). (…) szatańskie ataki na Kościół będą organizowane i przeprowadzane przez rządy i panujące siły owych czasów.

Jedynie rogi bestii Antychrysta są ozdobione diademami symbolizującymi stan królewski albo władzę panującą. Głowy naznaczone są nazwami bluźnierstwa (Apokalipsa 13, 1). Dlatego też symbolizują grzechy i błędy, jakie dotkną Kościół. (…) w tym ostatecznym boju, aby nie dopuścić do powszechnego panowania Chrystusa, wytoczone zostaną przeciw Kościołowi wszystkie formy grzechu i błędu. (…) wszystkie błędy, jakie dotknęły Kościół, można streścić w tych siedmiu: judaizm, pogaństwo, arianizm, mahometanizm, protestantyzm, racjonalizm i ateizm.

Smok jest widziany na niebie, które jest tutaj symbolem Kościoła, królestwa niebieskiego na ziemi. Oznacza to, że pierwsze niepokoje tych dni zostaną zapoczątkowane w obrębie Kościoła przez odstępczych biskupów, kapłanów i ludy – gwiazdy zrzucone na ziemię ogonem smoka.

Smok stoi przed niewiastą, gotowy pożreć dziecko mające się narodzić.Innymi słowy, moce piekielne dążą wszystkimi sposobami do zniszczenia wybranego wówczas Papieża.

Oto wybiła teraz godzina mocy ciemności. Nowonarodzony Syn Kościoła zostaje zabrany „do Boga i jego tronu”. Ledwie nowo wybrany Papież został wprowadzony na tron, kiedy został z niego strącony przez męczeństwo. „Misterium nieprawości”, stopniowo rozwijające się przez wieki, nie może osiągnąć całkowitego spełnienia, podczas gdy trwa potęga papiestwa, lecz teraz „ten, który powstrzymuje, został usunięty”. W czasie interregnum „objawi się ów nikczemnik” w swej furii skierowanej przeciw Kościołowi. [W swej interpretacji Apokalipsy o. Berry sugeruje, że dojdzie do męczeństwa Papieża natychmiast po jego wyborze, co przyśpieszy przedłużający się okres bezkrólewia, wywołując wielorakie udręki, jakie spadną na wiernych. Jednakże usunięcie prawdziwego Papieża i dotkliwe katusze znoszone przez prawowitego Najwyższego Kapłana, patrzącego bezsilnie, jak Kościół jest pustoszony przez demoniczne siły uzurpujące sobie jego urząd przez pokolenie, z pewnością mogłyby być porównane z rodzajem przedłużającego się męczeństwa].

Dzieje świadczą o tym, że najzgubniejszymi dla Kościoła okresami były czasy, gdy papieski tron był pusty, albo kiedy antypapieże współzawodniczyli z prawowitą głową Kościoła. Tak też będzie w tych złych dniach, jakie mają nadejść.

Kościół pozbawiony swego głównego pasterza musi poszukiwać azylu w samotności, gdzie będzie kierowany przez Boga Samego w czasie tych dni próby. (…) W owych dniach Kościół (…) znajdzie schronienie i ukojenie w wiernych duszach, zwłaszcza w odosobnieniu życia zakonnego.

Nasz Boski Zbawiciel ma przedstawiciela na ziemi w osobie Papieża, któremu powierzył On pełnię władzy nauczania i rządzenia. Podobnie Antychryst będzie miał swego przedstawiciela w osobie fałszywego proroka, który będzie obdarzony pełnią szatańskich sił, aby zwieść narody.

Jak wskazano przez analogię do baranka, prorok [Antychrysta] prawdopodobnie zainstaluje się w Rzymie jako pewnego rodzaju antypapież podczas wakatu papieskiego tronu (…).

(…) „ohyda spustoszenia” została wprowadzona do wielu katolickich kościołów przez heretyków i apostatów, którzy zniszczyli ołtarze, porozrzucali relikwie męczenników i zbezcześcili Przenajświętszy Sakrament. W czasie rewolucji francuskiej na ołtarzu katedry w Paryżu umieszczono lubieżną kobietę i oddawano jej cześć jako bogini rozumu. Takie wypadki w nikły sposób zapowiadają obrzydliwości, jakie zbezczeszczą kościoły w owych bolesnych dniach, gdy sam Antychryst zasiądzie na ołtarzu, aby być adorowany jak Bóg.

(…) Antychryst i jego prorok wprowadzą ceremonie naśladujące Sakramenty Kościoła. W rzeczywistości istnieć będzie pełna organizacja – kościół szatana założony w opozycji do Kościoła Chrystusowego. Szatan przywłaszczy sobie tytuł Boga Ojca; Antychryst będzie honorowany jako Zbawiciel, a jego prorok będzie uzurpował sobie rolę Papieża. Ich ceremonie będą symulacją Sakramentów (…).

Opublikowano w 1921 roku (37 lat przed kluczowym 1958 r.) przez ojca E. Sylwestra Berry’ego w książce Apokalipsa Św. Jana (The Apocalypse of St. John).

tłumaczenie: M.S.


http://www.sedevacante.eu/teksty.php?li=49

Wybór cytatów pochodzi ze stron 120-124 i 135-138 pierwszego wydania The
Apocalypse of St. John (Columbus, Ohio, 1921)
. Nihil obstat: Joseph
Molitor, D. D., Censor Deputatus, Imprimatur: † James J. Hartley,
Bishop of Columbus, June 15, 1921.

Czy sedewakantyzm jest przesiewaniem Papieży?

Czy sedewakantyzm jest przesiewaniem Papieży? x. Antoni Cekada

x. Antoni Cekada

Czy sedewakantyzm jest przesiewaniem Papieży?

Na początku roku 1995 opublikowałem krótką, niepolemiczną broszurkę pod tytułem Tradycjonaliści, nieomylność i papież przedstawiającą stanowisko sedewakantystyczne.1)
Warto przybliżyć termin „sedewakantyzm”. Tradycyjni katolicy na różne sposoby starali się objaśnić, jak błędy i zło oficjalnie sankcjonowanych zmian Soboru Watykańskiego II mogłyby pochodzić od tego, co wygląda jak autorytet nieomylnego Kościoła. Stanowisko sedewakantystyczne utrzymuje, że jedynym spójnym wyjaśnieniem tego stanu rzeczy jest wniosek, że – skoro błąd i zło nie mogą pochodzić od autorytetu niezniszczalnego i nieomylnego Kościoła – to duchowni, którzy promulgowali te zmiany – od papieża w dół – w pewnym momencie utracili swój urząd i autorytet poprzez osobistą herezję.2)

Ostatnia uwaga może zaskoczyć wielu katolików. Ale szereg przedsoborowych teologów i kanonistów, jak również co najmniej dwóch papieży (Innocenty III i Paweł IV), dopuszcza zasadę za tym stojącą: że papież, jako osoba prywatna, może odpaść od wiary i stać się heretykiem. Gdy jego odszczepieństwo staje się jawne, papież taki automatycznie (ipso facto) traci swój urząd i autorytet.

Przytoczyłem liczne ustępy dotyczące tego punktu w Tradycjonaliści, nieomylność i papież. Ku memu zdziwieniu broszurka okazała się bardzo popularna i nadal jest szeroko rozpowszechniana po całym świecie.
W październiku 1995 roku oficjalne wydawnictwo Bractwa Św. Piusa X w Stanach Zjednoczonych, pismo „The Angelus”, wydrukowało artykuł Władysława Szijarty pod tytułem Przesiewanie papieży: problemy z sedewakantyzmem.
Pan Szijarto napisał Przesiewanie papieży3) w odpowiedzi na moją broszurkę. Ponieważ Bractwo promowało i promuje artykuł pana Szijarty jako pewnego rodzaju ostateczne obalenie mojego studium i ponieważ pan Szijarto sam poprosił mnie o skomentowanie, należy się publiczna odpowiedź.

Przeciętny świecki, który przeczyta artykuł pana Szijarty, może uznać, iż wywiera on ogromne wrażenie, lub że przynajmniej wprawia w onieśmielenie. Główny tekst nafaszerowany jest łacińskimi cytatami – a kim jest zwykły świecki, by dyskutował z łacińskimi cytatami? Monumentalnie brzmiące zasady ogólne są stwierdzane z dużą dozą pewności siebie. Przypisy, zdania złożone, wydumane słownictwo („kryteriologicznie”, „ontologicznie”) i pozornie erudycyjne spieranie się o szczegóły (np. siłowanie się na ręce nad tym, jak przetłumaczyć quoad nos) tworzą atmosferę, którą przeciętny wierny kojarzy z uczoną intelektualną rozprawą.

Ale ten świecki nie powinien czuć się onieśmielony przez to wszystko. Łacińskie cytaty, przypisy i wydumany żargon czasami są tylko kamuflażem dla tego, co przy bliższym przyjrzeniu się, okazuje się być nie tylko po prostu złym argumentem, ale nonsensem na szczudłach.

Przewinienia p. Szijarty są rozliczne: niewłaściwie przedstawia on stanowiska przeciwników, gromadzi stertę wręcz bezpodstawnych założeń dotyczących rozmaitych szczegółów prawa kościelnego i eklezjologii, niewłaściwie tłumaczy i stosuje twierdzenia swych źródeł, dostarcza niedokładnych i niesprawdzalnych cytatów4), dorzuca świętoszkowate ataki osobiste, próbuje ośmieszyć wszystkich sedewakantystów niedorzecznymi opiniami utrzymywanymi tylko przez garstkę i „pompuje” (wyolbrzymia) autorytet opinii utrzymywanej przez teologa Jana od św. Tomasza.

Grzechem głównym p. Szijarty jest ciąg zasad, które zakłada na początku swego artykułu i z których robi podstawę całego swego rozumowania. Pan Szijarto nie tylko wymierzył te zasady w sedewakantystyczną kukłę własnego projektu, ale również stworzył je sam na podstawie wyrwanego z kontekstu cytatu, który i niewłaściwie zastosował, i niewłaściwie przetłumaczył. Już samo to zadaje śmiertelny cios jego argumentacji.

Ponieważ jednak jego artykuł zawiera liczne zasadnicze błędy innego rodzaju, tu zmierzymy się z czterema punktami: (1) fałszywe pierwsze zasady, które pan Szijarto przedstawia na temat „determinacji”, że papież automatycznie utracił urząd. (2) niewłaściwe zastosowanie nauczania teologów o „faktach dogmatycznych”. (3) stworzenie nieistniejącego konfliktu między sedewakantyzmem a doktryną o niezniszczalności Kościoła. (4) wyolbrzymianie [znaczenia] Jana od św. Tomasza.

I. Fałszywe pierwsze zasady

W pierwszym akapicie swego artykułu pan Szijarto przyznaje, że powszechnym nauczaniem teologów jest to, że papież, który odpada od wiary lub staje się heretykiem, gdy tylko ów fakt staje się jawny, automatycznie traci swój urząd5). Następnie dodaje:
Jednakże katolicy nie mają prawa dokonać determinacji sami, jeśli chodzi o fakt zaistnienia złożenia z urzędu w ten sposób.

Choć jawna herezja ontologicznie skutkowałaby złożeniem ipso facto, determinacja musiałaby być dokonana przez Kościół powszechny wobec tego właśnie faktu określonego wyrażeniem ipso facto – najprawdopodobniej poprzez deklarację Soboru Powszechnego – zanim poszczególni katolicy mogliby dojść do wniosku kryteriologicznie…
[Kościół] musiałby tak postąpić, zanim katolicy mogliby dokonać tej determinacji za siebie. [Podkreślenie jego]
Twierdzenia te, wydane z taką pewnością siebie, są bzdurą.

A. Kukła „determinacji”

Pan Szijarto, po pierwsze, ustawił kukłę, stosując wieloznaczny termin – „determinacja” – do dwóch całkowicie różnych rzeczy, które następnie sam błędnie zrównuje: (1) wniosek poszczególnego sedewakantysty, że Stolica Apostolska wakuje oraz (2) formalną prawną deklarację Soboru Powszechnego, że Stolica Apostolska wakuje.
Jest to sprytna sztuczka, ale fundamentalnie nieuczciwy argument – zwłaszcza wziąwszy pod uwagę moje starania pod koniec artykułu, gdzie zapewniałem czytelników, że mocny osobisty wniosek dotyczący wakatu Stolicy Apostolskiej nie jest i nie może być tym samym, co autorytatywna deklaracja ze strony Kościoła.

B. Nieuzasadnione twierdzenia

Pierwsze z dwóch wyżej przytoczonych twierdzeń p. Szijarty jest nieuzasadnione. Gdzie na przykład jest lista autorytetów, na których opiera się jego daleko idące powszechne twierdzenie, że katolicy „nie mają prawa” „determinować” (tj. wnioskować), że nastąpiło złożenie? Gdzie są wszyscy kanoniści, którzy powiedzieli z panem Szijarto, że „determinacja” ze strony Kościoła powszechnego musiałaby nastąpić, zanim poszczególni katolicy mogliby „kryteriologicznie” – cokolwiek to znaczy – dojść do tego wniosku?

C. Niewłaściwie zastosowane błędne tłumaczenie

Jeśli chodzi o trzecie wyżej wymienione twierdzenie, p. Szijarto przytacza w przypisie teologa Hervégo, podając oryginał łaciński i tłumaczenie angielskie.
Nawet na pierwszy rzut oka cytat w przypisie z Hervégo wygląda na niezwiązany z twierdzeniem w głównym tekście p. Szijarty. Pan Szijarto mówi o tym, kto miałby dokonywać „determinacyj”. Hervé, z drugiej strony, wydaje się omawiać kanoniczną techniczną stronę tego, jak urząd bezprawnie zajmowany, wpierw musi być oficjalnie ogłoszony jako wakujący przed wszczęciem wyboru – jedno o niebie, drugie o chlebie, innymi słowy.

Już samo to jest wystarczająco niedobre. Porównanie tłumaczenia p. Szijarty z łaciną i odnalezienie go w oryginalnym dziele pokazuje jednak, że p. Szijarto wyrwał cytat z kontekstu, niewłaściwie go zastosował i następnie błędnie go przetłumaczył.
Cytat z Hervégo nie pochodzi, co zakłada artykuł p. Szijarty, z dyskusji o tym, kto ma prawo „określić”, że papież utracił urząd. Pochodzi on natomiast z długiego wywodu teologa odpierającego argumenty koncyliaryzmu – herezji głoszącej, że Sobór Powszechny Kościoła stoi ponad papieżem.

Kontekst w dziele Hervégo jest następujący6): (I) Obalenie ogólnego twierdzenia heretyków za wyższością soboru. (II) Obalenie ich błędnego przedstawienia Soboru w Konstancji. (III) Czy Sobór, niezależnie od papieża, może określić cokolwiek o osobie papieża, co dotyczy: (1) jego wyboru lub (2) jego złożenia.

W kwestii złożenia Hervé wykłada ogólną zasadę głoszącą, że Sobór Powszechny w żaden sposób i z żadnego powodu nie może złożyć papieża z urzędu. Hervé w pewnym szczególe wyjaśnia, dlaczego Sobór nie może tego dokonać na podstawie (a) moralnego zepsucia papieża, (b) [jego] herezji czy (c) wątpliwego wyboru.

Odnośnie do herezji Hervé streszcza standardowe nauczanie teologów przytoczonych w tak wielu traktatach sedewakantystycznych – poprzez herezję papież stawia się poza Kościołem i ipso facto traci urząd. Hervé następnie wraca do wyjaśnienia roli Soboru Powszechnego w tym wszystkim:

W takim przypadku Sobór (Kościół) miałby tylko prawo ogłosić jego stolicę pustą, tak aby zwyczajni elektorzy mogli bezpiecznie przejść do wyboru.
Innymi słowy, Sobór Powszechny nie może nic więcej wobec heretyckiego papieża, jak tylko ogłosić wakat jego stolicy.

Pan Szijarto jednakże błędnie tłumaczy łacinę i umieszcza „tylko” przed niewłaściwym słowem7), w ten sposób całkowicie zmieniając znaczenie fragmentu na to, co następuje:
W takim przypadku tylko Sobór (Kościół) miałby prawo ogłosić jego stolicę pustą, tak aby zwyczajni elektorzy mogli bezpiecznie przejść do wyboru.

Zachodzi, rzecz jasna, ogromna różnica między powiedzeniem „tylko Sobór” ma prawo ogłosić wakat stolicy, a powiedzeniem, że Sobór „miałby tylko prawo” ogłosić wakat stolicy.
Punkt wyjścia dla całego wywodu p. Szijarty – „dokonywanie determinacyj” – jest więc oparty na błędnym tłumaczeniu.

II. Fakty dogmatyczne

Druga zasada, którą p. Szijarto przytacza przeciwko sedewakantyzmowi, dotyczy „faktów dogmatycznych”.
Ogólnie biorąc, fakt dogmatyczny jest pewnym faktem tak ściśle związanym z dogmatem, że jest konieczny, by ustalić lub właściwie wyjaśnić ów dogmat.8)
Teologowie zaliczają prawowitość papieża czy Soboru Powszechnego do faktów dogmatycznych, ponieważ tylko prawowity papież lub sobór może ustanowić dogmat.
Teologowie uczą także, że Kościół jest nieomylny, gdy określa, że poszczególny papież czy Sobór Powszechny jest prawowity. Gdyby było inaczej, dogmaty byłyby zagrożone.
Na przykład kwestionowanie prawowitości Piusa IX stanowiłoby zagrożenie dla dogmatu Niepokalanego Poczęcia, który uroczyście zdefiniował. Podobnie podawanie w wątpliwość prawowitości Soboru Trydenckiego podkopałoby dogmaty, które zdefiniował on w odniesieniu do Ofiary Mszy.

Pan Szijarto przedstawia sedewakantyzm tak, jakby był z tym na bakier. Nieomylność faktów dogmatycznych – mówi – z góry gwarantuje prawowitość papieża. Sedewakantyści rozumują od tyłu, od dostrzeżonego „fałszywego” nauczania do nieprawowitości papieża, umożliwiając każdemu podawanie w wątpliwość prawowitości któregokolwiek papieża, przed- czy posoborowego. To powoduje, że wszelkie pojęcie nieomylności staje się niemożliwe.

A. O niebie i o chlebie

Pan Szijarto jest tu winnym tego, co logicy nazywają błędem ignorantia elenchi – argumentowaniem przeciwko niebu, gdy wszyscy inni mówią o chlebie.
Jego argument zakłada, że sedewakantyści orzekają swoje stanowisko na podstawie kwestionowania wstecz prawowitości wyboru Pawła VI. Tak naprawdę rzecz się ma inaczej.
Montini mógł rzeczywiście być prawowicie wybrany na papieża; ja sam nie widziałem żadnych przekonujących argumentów przeciwko temu. Moim zdaniem, jak i zdaniem większości sedewakantystów, problemy z prawowitością Pawła VI dotyczą nie tyle jego wyboru, ile utraty urzędu po wyborze.
Ten problem nie ma zupełnie nic wspólnego z nieomylnością i faktami dogmatycznymi.

B. Brakujący składnik

Pan Szijarto przytacza następujący ustęp z Hervégo, jako próbę ostatecznego udowodnienia swego twierdzenia o faktach dogmatycznych:
Jakiemu dobru służyłoby wyznawanie nieomylnego autorytetu Soborów Ekumenicznych czy Rzymskich Biskupów w abstrakcie, jeśli dozwolone byłoby utrzymywać wątpliwości co do prawowitości jakiegokolwiek Soboru czy Papieża?9)

Znowu p. Szijarto wyciąga coś z kontekstu. Dwa zdania przed powyższym cytatem Hervé zauważa, że fakt dogmatyczny dotyczący prawowitości soboru lub papieża jest zasadniczo historyczny10). Nieomylność Kościoła w tym zakresie wyklucza kwestionowanie prawowitości minionych Soborów Powszechnych czy pontyfikatów, które Kościół zawsze przyjmował jako prawowite.

W 1965 roku, na przykład, żaden katolik nie mógł utrzymywać, że Pius IX był nieprawowicie wybrany lub że Sobór Trydencki był nieprawowicie zwołany oraz że orzeczenia jednego czy drugiego były zatem w jakiś sposób niewiążące. Nieomylność Kościoła co do tych faktów historycznych, jako że są związane z jego dogmatami, zapobiegała wszelkiemu błędowi wobec prawowitości.

Ale historia w 1965 roku była inna z Pawłem VI. Choć zmarły papież nie może „utracić” prawowitości (tj. utracić urzędu), żyjący jak najbardziej może. Traci ją, jeśli odpadnie od wiary katolickiej i to odpadnięcie stanie się jawne. To jest to, jak utrzymują sedewakantyści, co stało się z Pawłem VI.

Zasada ta, co przyznaje sam p. Szijarto, jest powszechnym nauczaniem teologów. Narzeka jednak, że sedewakantyści stosują ją a posteriori (po fakcie). Oczywiście, że tak – to tak właśnie ma to działać według wszystkich autorytetów.
Jeśli P. Szijarto twierdzi, że zasada automatycznej utraty urzędu za herezję w jakiś sposób podkopuje nieomylność Kościoła dotyczącą faktów dogmatycznych, wówczas jego spór nie jest z sedewakantystami, ale z kanonistami i teologami wielkiego kalibru, takimi jak św. Antonin, św. Robert Bellarmin, św. Alfons, Wilhelm, Badii, Prümmer, Wernz-Vidal, Beste, Vermeersch-Creusen, Maroto, Coronata i Regatillo11). My, sedewakantyści, jedynie stosujemy ich nauczanie do Pawła VI.

C. Wykreśleni Papieże

Na podstawie swego wadliwego rozumienia natury faktu dogmatycznego p. Szijarto dowodzi, że sedewakantyzm umożliwia kwestionowanie prawowitości któregokolwiek papieża w historii (np. Piusa XII, Piusa XI, Benedykta XV, Piusa IX, nawet św. Piotra), nie tylko posoborowych.
Ale skoro fakt dogmatyczny prawowitości jest (jak widzieliśmy) zasadniczo historyczny, pozycja Piusa XII i jego poprzedników jest niepodważalna. Zarazem nieomylność Kościoła dotycząca prawowitości przeszłych papieży nie zabrania nikomu, by utrzymywał, że żyjący papież utracił urząd – co uczynili sedewakantyści w czasach Pawła VI.
Pozytywnym aspektem tego jest to, że błąd p. Szijarty przynajmniej przydał się na dość zabawne ilustracje12) w śmiertelnie ponurym „Angelusie”, gdzie większość humoru sprawia wrażenie mimowolnego.

D. Który dogmat jest w niebezpieczeństwie?

Jednym z powodów, dla których Kościół jest nieomylny w faktach dogmatycznych dotyczących prawowitości, jest – jak powiedzieliśmy – to, że dogmaty katolickie byłyby w przeciwnym razie zagrożone.
Które „katolickie dogmaty” ogłoszone przez Pawła VI i Jana Pawła II są zagrożone przez kwestionowanie ich prawowitości? To, że niekatolickie sekty są środkami zbawienia? To, że wszyscy ludzie są zbawieni? Że wolność sumienia jest objawiona przez Boga?
Ciekawe byłoby usłyszeć odpowiedź. Panie Szijarto?

III. Niezniszczalność

Trzecią zasadą, na którą powołuje się p. Szijarto, jest niezniszczalność Kościoła.
Jego dowodzenie przebiega w następujący sposób: tylko Kościół powszechny może dokonywać nieomylnych sądów o prawowitości papieża. Wątpliwy papież nie byłby żadnym papieżem tylko jeśli cały Kościół odciąłby się od niego. Sedewakantyzm stawia poważne wyzwania przed niezniszczalnością Kościoła, która zapobiega temu, by cały Kościół albo uznawał fałszywego papieża, albo odrzucał prawdziwego. Kościół cieszy się nieomylnością w kwestii prawowitości papieża. To pozostawia dwie alternatywy: albo soborowi papieże są prawowici, albo Kościół katolicki znajduje się tylko w grupach sedewakantystycznych.


A. Dwie sprzeczne zasady

Argument p. Szijarty zawiera dwa twierdzenia, które są domyślnie sprzeczne ze sobą:
1. Tylko jeśli cały Kościół odetnie się od papieża, jest on fałszywym papieżem (= wszyscy muszą go odrzucić).
2. Cały Kościół nie może uznawać fałszywego papieża (= część może go odrzucać, część może go uznawać).

Pierwsze zdanie zakłada, że część Kościoła nie może dłużej uznawać kogoś, kto jest fałszywym papieżem; drugie zakłada, że część Kościoła może.
Oba zdania oczywiście nie mogą być prawdziwe. Ślady pochodzenia tej sprzeczności we wnioskowaniu p. Szijarto prowadzą do…


B. Większej liczby niewłaściwie zastosowanych cytatów

Ogniwem wszelkiej dyskusji o sedewakantyźmie jest sprawa heretyckiego papieża: czy taka rzecz jest możliwa? Jeśli tak, jakie stosują się zasady? Czy Paweł VI lub Jan Paweł II mogliby być uznani za takich? Etc.
Ale p. Szijarto, raz jeszcze, przedstawia cytaty o niebie, aby odeprzeć argumenty o chlebie.

Przyjrzenie się kontekstowi pierwszych dwóch cytatów p. Szijarty (z Franzelina i Hervégo) wykazuje, że autorzy traktują nie o temacie heretyckiego papieża (papa haereticus), ale raczej o temacie wątpliwego papieża (papa dubius) – to sprawy, którymi podręczniki do eklezjologii zajmują się oddzielnie.
W obu przypadkach autorzy omawiają schizmę, a dokładnie Wielką Schizmę Zachodnią (ok. 1378-1417), gdy kilku rywalizujących papieży, każdy wspierany przez swą własną frakcję, rościł sobie prawo do Stolicy Piotrowej. „Wątpliwość” nie dotyczyła osobistej prawowierności zainteresowanych, ale kanonicznej kwestii dotyczącej tego, który z nich był rzeczywiście następcą Piotra.

W akapicie bezpośrednio poprzedzającym fragment przytoczony przez p. Szijartę i Franzelin, i Hervé omawiają kwestię heretyckiego papieża. Obaj przyznają, że heretycki papież traci urząd.13)
Nie da się sprawdzić trzeciego cytatu p. Szijarto (drugi tego rodzaju przypadek), ponieważ podaje niedokładny przypis.14) W każdym razie, skoro cytat najwyraźniej dotyczy faktów dogmatycznych, jest on (na podstawie tego, co powiedzieliśmy w części II) podobnie nieistotny w dyskusji.

C. Fałszywe alternatywy

Na końcu części o niezniszczalności p. Szijarto przedstawia jako swój wniosek dwie alternatywy: albo soborowi papieże są prawowici, albo Kościół katolicki znajduje się tylko w grupach sedewakantystycznych.
Ponieważ p. Szijarto oparł te alternatywy na sprzecznych zasadach i nieistotnych cytatach, wybór, który utworzył, jest całkowicie fałszywy.

IV. Jan od św. Tomasza

Czwarta główna część artykułu p. Szijarty poświęcona jest przytoczeniu fragmentów z hiszpańskiego teologa dominikańskiego, Jana od św. Tomasza (1589-1644).
Urywki, które przytacza p. Szijarto, głoszą w istocie, że heretycki papież prawnie pozostaje głową Kościoła, póki Sobór Powszechny nie ogłosi faktu jego herezji. Do tego momentu wszystkie działania takiego papieża są ważne.

Pan Szijarto wychwala to pod niebiosa. Jan od św. Tomasza znakomicie i pomysłowo rozwiązał problem. Tak więc, mówi p. Szijarto, rzeczywistość ontologicznie jawna zostaje pogodzona z prawnie widzialną rzeczywistością, tj. kryteriologicznie jawną – jawną w prawdziwym tego słowa znaczeniu(?).

A. Porzucone stanowisko

W dodatku nr 1 do artykułu Tradycjonaliści, nieomylność i papież przytoczyłem cytaty z dwunastu kanonistów i teologów, którzy nauczali, że jawnie heretycki papież automatycznie traci urząd15). Sześciu z nich dalej precyzowało, że ta utrata urzędu następuje bez potrzeby jakiegokolwiek oświadczenia czy orzeczenia. Autorzy ci stanowią „opinię powszechną” lub nawet „bardziej powszechną opinię”.

Omawiając Jana od św. Tomasza, p. Szijarto po prostu promuje opinię mniejszościową, którą późniejsi autorzy porzucili. Absurdalnym jest to, co robi, przedstawiając ją jako decydujący cios, który niszczy stanowisko sedewakantystyczne. Skoro kanoniści odrzucili, porzucili lub pominęli to stanowisko, musiał być ku temu powód.

Możliwe, że wyjaśnienie tego można znaleźć w następujących dwóch punktach.

B. Sprzeczność z prawem papieskim

W 1559 roku, aby zawczasu wykluczyć możliwość, by heretyk uzurpował sobie Tron Piotrowy, papież Paweł IV wydał bullę Cum ex apostolatus officio. Paweł IV zadekretował, że jeśli ktokolwiek, kto został wybrany na papieża, wcześniej odpadł od wiary katolickiej lub popadł w jakąkolwiek herezję, wówczas między innymi jego wybór byłby nieważny, nieważne byłyby jego nominacje i automatycznie utraciłby urząd bez potrzeby wydania jakiejkolwiek dalszej deklaracji (przytoczyłem odpowiedni fragment w mojej broszurce).
Opinii Jana od św. Tomasza, że potrzebna jest deklaracja, zanim papież utraci swój urząd, w oczywisty sposób nie można obronić w obliczu papieskiego prawa, które dobitnie i niejednokrotnie orzekło, że deklaracja nie jest wymagana.

C. Prawny absurd

Choć proponowanie swego rozwiązania przez Jana od św. Tomasza mogłoby być uzasadnione jakimś przepisem prawa kościelnego obowiązującego w wieku XVII, proponowanie go obecnie nie jest ani racjonalne, ani możliwe.
I Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku16), i Kodeks Jana Pawła II z 1983 roku17) (który, jak przypuszczam, przyjmuje p. Szijarto) precyzują, że tylko papież może zwołać Sobór Powszechny (Ekumeniczny). Ponadto według obu kodeksów papież ustala plan, może rozwiązać sobór oraz musi zatwierdzić i promulgować jego dekrety, aby miały siłę obowiązującą.

Jeśliby nalegać (co robi p. Szijarto), że heretycki papież traci urząd tylko po tym, jak ogłosi go takim Sobór Powszechny, prawo wymagałoby, aby doprowadzić do złożenia z urzędu heretyckiego papieża, żeby zwołał on sobór przeciwko sobie samemu, umieścił w planie obrad swe własne złożenie, a następnie zatwierdził i promulgował dekrety soboru ogłaszające jego własne złożenie.
Tego typu współpraca byłaby prawdopodobnie nierealistyczną mrzonką, nawet w epoce ekumenizmu.
Zastosowanie zasady, którą p. Szijarto proponuje, prowadzi zatem do prawnego absurdu.


* * * * *

Pan Szijarto, jak wielu apologetów obecnego stanowiska Bractwa Św. Piusa X, zajmuje się sedewakantyzmem tak, że najpierw go wypacza, a następnie próbuje obalić owo wypaczenie. Rozpoznaliśmy cztery główne problemy w jego konkretnej krytyce:
1. Fundamentalna zasada argumentu p. Szijarty (dotycząca „determinacji”) wymierzona jest przeciwko kukiełce i oparta jest na cytacie, który p. Szijarto i błędnie zastosował, i błędnie przetłumaczył.

2. Pan Szijarto niewłaściwie przedstawia naturę „faktu dogmatycznego” prawowitości.

3. Osobliwy tytuł jest przytykiem wobec sedewakantystów, którzy sprzeciwili się wyartykułowanej przez Bractwo Św. Piusa X polityce „przesiewania” wszystkich słów i czynów Pawła VI i jego następców, a następnie słuchania tylko tego, co przełożeni Bractwa uznali za „zgodne z tradycją”.

4. Tj. przypis 10 odnosi się do Hervégo, Manuale Theologiae Dogmaticae (1943) I.514, gdzie cytatu przytoczonego przez p. Szijartę nigdzie nie można znaleźć.

5. Redaktorzy „The Angelus”, należy zaznaczyć, wycofali to ustępstwo, gdy wydrukowali artykuł p. Szijarty, prawdopodobnie dlatego, ponieważ podkopuje ono linię partyjną Bractwa. Jego oryginał zaczyna się od: Teologowie powszechnie utrzymują… Poprawiona wersją zaczyna się od: Pewni teologowie utrzymują…
6. Zob. Hervé, I.498–501
7. Łacina, Hervé I.501, brzmi następująco: Tunc Concilium [Ecclesia] ius tantum haberet sedem vacantem declarandi, ut ad electionem tuto procedere possent consueti electores. Tantum (tylko, jedynie) określa czasownik haberet (miałby). Jeśli fragment oznaczał to, co twierdzi P. Szijarto, tantum znajdowałby się obok Concilium (Sobór) i rozpoczynałby się tak: Tunc Concilium tantum [Ecclesia] ius haberet…
8. Różni teologowie podają niewiele różniące się definicje terminu.
9. Cytując Hervégo, I.514.
10. Hervé I.514: Factum autem istud triplex distingui potest: 1) principaliter historicum, quo agnoscitur regula fidei, v.g., legitimitas concilii alicujus oecumenici aut Pontificis:… De duobus ultimis tantum loquimur in praesenti, cum infallibilitas Ecclesiae circa primum sponte defluat ex supradictis de concilio, de Pontifice et de ipsa Ecclesiae indefectibilitate. Podkreślenie jego.
11. Dla których [cytatów], zob. mój oryginalny artykuł.
12. Obrazkowy schemat papieży z niektórymi wykreślonymi.
13. J.B. Franzelin, De Ecclesia Christi (1907), 231: …vel spontanea defectione ab Ecclesia per manifestam et contumacem haeresim… Franzelin dodaje, że powątpiewanie, czy z powodu obietnic Chrystusowych, to rzeczywiście kiedykolwiek mogłoby nastąpić, jest nie bez racyj. P. Szijarto odtworzył cytat z Hervégo I.501 we fragmencie, który błędnie przetłumaczył.
14. Przypis 13 cytuje A. Tanquereya Synopsis Theologiae Dogmaticae (1921) I.84, gdzie przytoczonego fragmentu nie da się nigdzie znaleźć.
15. Niektórzy nawet uważali to za niemożliwe, by Bóg kiedykolwiek dopuścił taką rzecz.
16. Zob. kanon 222 nn.
17. Zob. kanon 338 nn.
(„Sacerdotium” nr 16, wiosna 1996)

Tłumaczył z języka angielskiego Łukasz Paczuski. Źródło: traditionalmass.org.

List Lavala byłego protestanckiego pastora w Condé sur Noireau

    POWODY   zniewalające licznych protestantów do powrotu na łono   KOŚCIOŁA KATOLICKIGO   ...