Tajemnica popularności Jana Pawła II
cz. I
W 1974 r. abp Fulton J. Sheen powiedział: «Żyjemy w
epoce emocji. Nie kierujemy się już wiarą, nie kierujemy się już
rozumem. Kierujemy się emocjami».
Prawdziwości tych słów dowodzi bezprecedensowe emocjonalne wrzenie po
śmierci Jana Pawła II. Jest czymś normalnym, że katolicy na całym
świecie odczuwają smutek i modlą się za zmarłego papieża – jest to wyraz
synowskich uczuć względem niego. Jednak histeria, jaka miała miejsce po
śmierci Jana Pawła II, stanowczo wykraczała poza te ramy. Kardynałowie,
biskupi, kapłani i wierni świeccy jednym głosem domagali się
kanonizowania go jako „Jana Pawła Wielkiego”. Niekatoliccy politycy i
przywódcy państw wychwalali go za jego humanitaryzm i otwarcie na inne
religie. Był chwalony za sposób sprawowania władzy, za popularność wśród
młodych, za podróże, poezję, dzieła. Był wychwalany za swój błyskotliwy
styl, za to, że był taki ludzki, za swoją „teologię ciała”, za
zrozumienie roli mediów, za ewangelizację, za charyzmę, za poczucie
humoru. Bono – gwiazda muzyki pop – nazywał go „fajnym papieżem” i
„najlepszym przywódcą, jakiego Kościół kiedykolwiek miał”.
Jednak w tym zalewie emocji nie znalazłem nikogo wychwalającego
zmarłego za to, co stanowiło przecież główny element jego posługi:
niezachwianą wierność odwiecznemu nauczaniu i Tradycji Kościoła
katolickiego. Nie słyszałem, by ktokolwiek wychwalał go za zachowywanie
czystości doktryny i utrzymywanie dyscypliny w Kościele na całym
świecie. Jan Paweł II nie był za to chwalony, ponieważ tego nie robił.
Dla papieża porażka na tym polu oznacza całkowitą porażkę.
To prawda, że Jan Paweł II zachował stanowisko Kościoła wobec święceń
kapłańskich kobiet i celibatu duchowieństwa oraz wypowiadał się
konsekwentnie przeciwko rozwodom, aborcji i eutanazji. Był znienawidzony
przez liberałów za podtrzymywanie tego nauczania i trzeba mu to
policzyć za zasługę. Jednak wśród niekończących się pochlebstw
wypowiadanych pod jego adresem nikt chyba nie pokusił się o ocenę jego
pontyfikatu pod względem tego, co jedynie się liczy: nieomylnej i
niezmiennej wiary katolickiej. Opinie i wspomnienia o papieżu bazowały
jedynie na emocjach i uczuciach.
Istnieje wiele powodów, dla których Jan Paweł II był tak kochany
przez współczesny świat. Główną przyczyną był moim zdaniem centralny
aspekt jego „nowej ewangelizacji” – nowe podejście, będące w istocie
odejściem od głoszenia trudnej prawdy, której nauczanie czyniło
przedsoborowych papieży tak niepopularnymi. Zaprzestawszy głosić tę
fundamentalną prawdę, mógł łatwo obcować z wyznawcami wszelkich religii,
nie obawiając się specjalnie, że wywoła ich irytację czy
niezadowolenie.
Nowe podejście
W dniu śmierci Jana Pawła II zadzwoniła do mnie pewna pani z Nowej
Zelandii, przyjaciółka mojej rodziny. Pracuje ona w środowisku, w którym
nieustannie styka się z muzułmanami i hinduistami. Gdy mówi tym
niekatolikom, z całą delikatnością i miłością, że aby zbawić swe dusze,
muszą się nawrócić do jedynego prawdziwego Kościoła katolickiego,
muzułmanie i hinduiści śmieją się z niej. „Twój papież w to nie wierzy –
śmieją się, mając na myśli Jana Pawła II. – Twój papież tak nie naucza.
Jego inicjatywy międzyreligijne wcale o tym nie świadczą. Twój papież
modli się z dalajlamą i hinduistami, odwiedza meczety i całuje Koran.
Nie postępujesz zgodnie z tym, czego naucza twój własny papież. Dlaczego
mielibyśmy cię słuchać?”.
Również dwóch moich znajomych katolików zostało wyśmianych w rozmowie
z protestanckim pastorem, gdy przekonywali go, że aby osiągnąć
zbawienie, musi stać się katolikiem. „Co? – odpowiedział. – Nie czytacie
pism własnego papieża? On modli się razem z protestantami. Chwali
Marcina Lutra jako człowieka «głęboko religijnego». Nazywa protestantów
«uczniami Chrystusa». Nigdy nie mówi, że w celu osiągnięcia zbawienia
trzeba zostać katolikiem”.
„Brat” Roger z ekumenicznej wspólnoty Taizé, tak drogiej sercu Jana
Pawła II, powiedział, że podczas papieskiej wizyty w Taizé 5
października 1986 r. papież zasugerował wspólnocie drogę „komunii”.
Powiedział:
Poprzez wasze pragnienie, by stać się „pomostem”, pomożecie
wszystkim, których spotkacie, pozostać wiernymi tradycjom ich
denominacji, owocowi ich wychowania i wyborowi ich sumienia.
Jan Paweł II zachęcał więc protestantów, by pozostali wierni
fałszywym naukom uroczyście potępionym przez Sobór Trydencki. Nic nie
wspominał o potrzebie nawrócenia do jedynego prawdziwego Kościoła
Chrystusowego.
Dzień po śmierci Jana Pawła II Abraham Foxman z Ligi Przeciwko
Zniesławieniu B’nai B’rith zwołał konferencję prasową, na której
wychwalał zmarłego papieża za jego stosunek do narodu żydowskiego.
Foxman mówił o Janie Pawle II:
Co najważniejsze, papież odrzucił destrukcyjną koncepcję substytucji1
i uznał szczególne więzi między chrześcijaństwem a narodem żydowskim,
traktując judaizm jako żywe dziedzictwo i uznając wieczną ważność
przymierza Boga z narodem żydowskim.
Foxman chwalił więc Jana Pawła II za odrzucenie prawdy zawartej w
Piśmie św. i zdefiniowanej uroczyście przez Kościół – prawdy, że Nowe
Przymierze zastąpiło i zdezaktualizowało Stare. Foxman cieszy się z
głoszenia błędu, że wyznawcy współczesnej religii żydowskiej mają
niezależne przymierze z Bogiem i że aby osiągnąć zbawienie, nie muszą
uznać Jezusa Chrystusa za Mesjasza ani nawrócić się do Kościoła
katolickiego. Chwali Jana Pawła II za obronę tego błędu.
Po raz kolejny widzimy, na czym polegał sekret popularności Jana
Pawła II w stosunkach ze światem i fałszywymi religiami, dlaczego był
kochany przez rzesze i dlaczego otwierały się przed nim niemal wszystkie
drzwi. Jan Paweł II był człowiekiem, który mówił mieszkańcom świata, że
wszystko nagle się zmieniło, że „tryumfalizm” Kościoła należy już do
przeszłości, że nie muszą nawracać się do Kościoła, aby zbawić swe
dusze. Cechą charakterystyczną tego pontyfikatu było przemilczanie
dogmatu „poza Kościołem nie ma zbawienia”.
Nie jest to bynajmniej oznaka wielkości, ale uległości wobec ducha
czasu. Jest to ustępstwo, jakiego żaden papież w historii nie mógłby
dokonać bez lekceważenia prawd wiary.
Poza Kościołem nie ma zbawienia
Odchodzenie od nauczania, że poza Kościołem nie ma zbawienia, nie
rozpoczęło się z pontyfikatem Jana Pawła II. Dogmat ten przez ostatnie
stulecia był znienawidzony przez liberałów, a zwłaszcza przez ciemne
siły masońskiego „oświecenia”. Apostata Jan Jakub Rousseau pisał:
„Ktokolwiek by twierdził, że poza Kościołem nie ma zbawienia, powinien
być wypędzony z granic państwa”. Dogmat ten był podkopywany słowem i
drukiem przez liberalnych katolików XIX wieku, czego dowodem są
powtarzające się potępienia obojętności religijnej ze strony
XIXwiecznych papieży. Modernizm odrzucał ten centralny dogmat naszej
wiary, a teologowie neomodernistyczni w dekadach poprzedzających II
Sobór Watykański usiłowali podważać tę prawdę na rozliczne sposoby.
Dwoma najbardziej wpływowymi progresistami, szczególnie aktywnymi w
tej dziedzinie, byli ks. Henryk de Lubac i o. Iwon Congar. Obaj byli
rzecznikami „nowej teologii”, wedle której religia musi zmieniać się
wraz z czasem. Obaj byli uważani przez przedsoborowych papieży za
teologicznych dysydentów. Pisma i działalność obu były potępiane przez
Święte Oficjum, kierowane przez kard. Ottavianiego. A jednak obu, razem z
innymi liberalnymi teologami, podczas
Vaticanum II i w okresie posoborowym uznano za tych, którzy wytyczają nowe kierunki, mimo że nie zmienili swych heretyckich poglądów.
Młody biskup Karol Wojtyła z Polski solidaryzował się na soborze z
tymi postępowymi teologami. Ks. Ludwik Nemec napisał w 1978 r. o Janie
Pawle II: „Biskup Wojtyła zajmował na soborze stanowisko progresywne” i
„współpracował z postępowymi teologami”. Lata później Jan Paweł II
uczynił de Lubaca i Congara kardynałami, pomimo tego, że nigdy nie
wyrzekli się swych heterodoksyjnych poglądów. De Lubac był żarliwym
obrońcą panteistycznego ewolucjonisty Teilharda de Chardin. Tak więc Jan
Paweł II nagrodził purpurowymi kapeluszami dwóch modernistycznych
teologów, których przedsoborowe – a również posoborowe – pisma negują
zasadę „poza Kościołem nie ma zbawienia”.
Konwergencja zastępuje konwersję
Przełomowym wydarzeniem, które doprowadziło do usunięcia tego dogmatu
w cień, był II Sobór Watykański. To prawda, że nigdzie w dokumentach
soborowych nie znajdziemy twierdzenia, iż „dogmat «poza Kościołem nie ma
zbawienia» jest już nieaktualny”, jednak cały ekumeniczny duch
Vaticanum II
implikuje to na niezliczone sposoby, zwłaszcza poprzez rozmyślne
używanie dwuznacznego języka w dokumentach soborowych. Po soborze
katoliccy hierarchowie poprzez swe słowa i działania utrwalali fałszywe
przekonanie, że ten centralny dogmat wiary należy już do przeszłości.
Dokumenty
Vaticanum II były, jak przyznają to sami ich autorzy, przygotowane zgodnie z nowym, ekumenicznym duchem. (...)
W opublikowanej w 1966 r. książce
Theological Highlights of Vatican II Józef Ratzinger napisał, że dokument soborowy
Lumen gentium
został rozmyślnie ułożony zgodnie z wytycznymi ekumenicznymi, by
położyć fundament pod dekret o ekumenizmie. Ratzinger twierdził, że
zgodnie z
Lumen gentium
Kościół katolicki nie ma prawa do wchłaniania innych Kościołów
(...) zasadnicza jedność Kościołów, które pozostają Kościołami, a jednak
stają się jednym Kościołem – musi zastąpić ideę konwersji, mimo że
konwersja zachowuje swoje znaczenie dla tych, którzy pragną jej,
postępując za głosem sumienia.
Ks. Ratzinger napisał tę książkę podczas obrad
Vaticanum II.
Jako współpracownik Karola Rahnera był mocno zaangażowany w
sporządzanie szkiców dokumentów soborowych, ma więc odpowiednie
kompetencje, by nam wyjaśnić, jakie były prawdziwe intencje architektów
soboru. Otóż twierdzi, że prawdziwą intencją autorów dokumentów było
przedstawienie konwersji jako opcji. Niekatolicy nie muszą się nawracać
do prawdziwego Kościoła dla osiągnięcia jedności wiary i zbawienia.
Zasadę konwersji niekatolików zastąpiła nowa zasada konwergencji z
niekatolikami.
Od czasu soboru wszystko postępuje wedle tej reguły: zasadę konwersji niekatolików zastąpiła nowa zasada konwergencji.
Również inny liberalny
peritus (‘ekspert’) soborowy – o.
Edward Schillebeeckx – wyrażał radość z modernistycznej orientacji II
Soboru Watykańskiego. Jak powiedział: „Podczas soboru Kościół katolicki
oficjalnie odrzucił postawę monopolisty na religię chrześcijańską”.
Protestancki obserwator na soborze, dr Robert McAfee Brown, bardzo
szybko docenił to nowe podejście. Dobrze znał tradycyjne – sprzeczne z
protestantyzmem – katolickie nauczanie i otwarcie cieszył się z
zaskakującej zmiany stanowiska podczas
Vaticanum II. W swojej książce
The Ecumenical Revolution (1967) wychwalał soborowy dekret o ekumenizmie:
Dokument ten pokazuje, jak nowe jest obecne podejście. Nie ma w nim
już mowy o „heretykach i schizmatykach”, ale raczej o „braciach
odłączonych”. Nie ma w nim już władczego żądania, by dysydenci pokutując
powrócili do Kościoła, który sam pokuty czynić nie potrzebuje; zamiast
tego znajdujemy w nim uznanie, że obie strony ponoszą winę za grzech
podziału i muszą szukać przebaczenia u siebie nawzajem. Protestantów nie
nazywa się już „sektą” czy bytem jedynie psychologicznym, [ale] uznaje
się, że w ich życiu można odnaleźć część „rzeczywistości eklezjalnej”.
To rewolucyjne podejście do fałszywych religii słusznie potępiłby każdy papież przed
Vaticanum II.
Kościół katolicki zawsze traktował protestantów jako indywidualnych
heretyków i nigdy nie uznawał ich za spójną grupę wyznaniową, ponieważ
ich „kościół” czy też „wspólnota eklezjalna” jest w rzeczywistości
fikcją. Grupa protestantów jest jedynie zbiorowiskiem osób, które są
wewnętrznie przekonane o swym zbawieniu w Chrystusie. Nie stanowią oni
Kościoła.
We wrześniu 1868 r., na krótko przed I Soborem Watykańskim, papież Pius IX ogłosił publiczny list zatytułowany
Iam vos omnes,
skierowany „do wszystkich protestantów i innych niekatolików”. Nie
zapraszał ich na sobór, ale zachęcał do potraktowania go jako okazji do
nawrócenia do jedynego prawdziwego Kościoła. Pius IX celowo zaadresował
swój list „do wszystkich protestantów”. Zwracał się do nich jako do
jednostek.
Komentując ten tekst w 1959 r., wybitny amerykański teolog ks. prał.
Józef Clifford Fenton wskazywał, że Pius IX wybrał te słowa umyślnie,
ponieważ grupy protestanckie „nie są Kościołami chrześcijańskimi”, ale
„zgromadzeniami heretyckimi”.
Wyjaśnia to, dlaczego dr McAfee Brown cieszył się z nowego stanowiska
Vaticanum II,
wedle którego owe zgromadzenia heretyków nagle zaczęły być określane
mętnym i nieokreślonym terminem „rzeczywistości eklezjalne”.
Twierdzenie, że protestanci nie muszą „pokutując powrócić do Kościoła”,
jest kpiną z nieomylnego dogmatu Soboru Florenckiego, wedle którego poza
Kościołem nie ma zbawienia. (...)
Człowiek soboru
Posoborowe ekumeniczne błędy niepowstrzymanie szerzyły się podczas
pontyfikatu Pawła VI, a jego nowa Msza stanowi ukoronowanie koncesji
poczynionych wobec protestantyzmu. Nic nie wiadomo, żeby Jan Paweł I
planował oczyszczenie Kościoła z ekumenicznej zarazy. Jeśli tak nawet
było, to nie żył on dostatecznie długo, żeby tego dokonać.
Gdy w październiku 1978 r. polski kardynał Karol Wojtyła został
wybrany papieżem, każdy, kto miał oczy do patrzenia, wiedział, czego
może oczekiwać. Od samego początku nowy papież demonstrował swoje
zaangażowanie na rzecz reform
Vaticanum II, a zwłaszcza ekumenizmu.
W pierwszym przemówieniu Jan Paweł II nie mówił o swoim obowiązku
obrony czystości doktryny katolickiej przeciwko licznym współczesnym
błędom, jak to uczynił św. Pius X. 17 października 1978 r. nowo wybrany
papież powiedział:
Słusznie więc sądzimy, że Naszym pierwszym obowiązkiem jest jak
najbardziej sumienne staranie o wykonywanie dekretów, norm i wskazań
tego powszechnego soboru; będziemy to czynić w sposób równocześnie
roztropny i pobudzający, starając się zwłaszcza, by najpierw umocnił się
właściwy sposób myślenia; trzeba bowiem, by umysły zestroiły się z
soborem, zanim zaczną realizować w życiu to, co on ogłosił, i aby te
sprawy, które w dziele soboru są – jak to się mówi – zawarte implicite,
można było wydobyć i wyjaśnić w świetle tych doświadczeń, jakie już
zostały dokonane, i postulatów, jakie w nowych okolicznościach zostały
wysunięte.
Nie ulega wątpliwości, że Jan Paweł II dotrzymał danego słowa. (...)
Dostosował swój 25‑letni pontyfikat do nowej, ekumenicznej doktryny,
zgodnie z którą nawracanie niekatolików ustąpiło miejsca konwergencji z
niekatolikami.
Działalność Jana Pawła II na płaszczyźnie dialogu międzyreligijnego,
szeroko opisywana na łamach „Catholic Family News” i innych periodyków,
jest tego przekonującym dowodem. Spotkanie w Asyżu, podczas którego
wyznawcy wszelkich religii razem modlili się o pokój, rzekomo
współdziałając na rzecz polepszenia losu całego rodzaju ludzkiego –
podobne przedsięwzięcia potępił wcześniej św. Pius X w swym liście
przeciwko Sillonowi – jest doskonałą ilustracją pontyfikatu papieża
Polaka.
W październiku 1986 r., podczas pierwszego zorganizowanego przez
papieża panreligijnego spotkania w Asyżu, katolicy, protestanci,
prawosławni, żydzi, muzułmanie, czciciele węży, Indianie
północnoamerykańscy i przedstawiciele innych religii zebrali się, by
wspólnie modlić się o pokój. Przedstawiciele różnych religii stanęli
obok Jana Pawła II, a ten widok przyczynił się w wielkim stopniu do
utrwalenia głównego błędu naszych czasów, wedle którego zbawienie można
osiągnąć dzięki praktykowaniu jakiejkolwiek religii.
Podczas tego spotkania przedstawicieli różnych wyznań zachęcano do
sprawowania ich własnych, fałszywych kultów. Muzułmanie wyśpiewywali
chwałę fałszywego bożka Allaha; afrykańscy animiści w kolorowych szatach
wzywali duchy drzew, by przyszły wesprzeć starania o pokój; amerykańscy
Indianie sprawowali pogański obrzęd, zawodząc tubalnymi głosami
przeciwko złym duchom i machając słomianymi wachlarzami niczym
magicznymi różdżkami. Na sprawowanie fałszywych kultów zezwolono również
w katolickich świątyniach. W kościele pw. Św. Piotra buddyści pod
przewodem dalajlamy umieścili na tabernakulum figurę Buddy, okadzali ją i
obracali przed nią swoje młynki modlitewne. Nawet kard. Oddi wyraził
wtedy publicznie swoją dezaprobatę:
Tego dnia (...) spacerowałem po Asyżu (...) i widziałem w
niektórych miejscach modlitwy prawdziwe świętokradztwa. Widziałem
buddystów tańczących wokół ołtarza, na którym na miejscu Chrystusa
został umieszczony Budda, okadzających go i oddających mu cześć. Pewien
benedyktyn protestował i został usunięty przez policję. (...) Na
twarzach katolików, którzy uczestniczyli w tej ceremonii, malowała się
dezorientacja. Ω
Tajemnica popularności Jana Pawła II
cz. II
Nowa, panreligijna orientacja wywiera wpływ na życie nas
wszystkich, ponieważ jej skutkiem jest fałszywy obraz Kościoła
katolickiego.
Duch Asyżu
O ile kardynał Oddi był przerażony odbywającymi się w Asyżu
ekscesami, o tyle Jan Paweł II otwarcie demonstrował swą radość. Dwa
miesiące później, w przemówieniu bożonarodzeniowym wygłoszonym do
kardynałów, a opublikowanym na łamach „L’Osservatore Romano”,
powiedział: „Dzień spotkania w Asyżu, w którym [świat ujrzał], jak
Kościół katolicki wyciąga ręce do braci z innych wyznań, stanowił
realizację deklaracji II Soboru Watykańskiego”. Papież nie postrzegał
więc panreligijnego spotkania jako tragicznej nadinterpretacji
Vaticanum II, lecz uznał je za godną najwyższego uznania, praktyczną realizację nauczania soboru.
W swym wystąpieniu posunął się nawet do wychwalania tego wydarzenia jako drogowskazu na przyszłość:
Spotkanie w Asyżu może więc być traktowane jako wyrażona w sposób
przystępny dla wszystkich katecheza, egzegeza czy też ilustracja tego,
co w istocie oznacza (...) zaangażowanie na rzecz ekumenizmu i dialogu
międzyreligijnego, tak gorąco zalecane i popierane przez II Sobór
Watykański.
Kończąc przemówienie, Jan Paweł II zachęcał kardynałów, by
postępowali dalej rozpoczętą przez niego drogą: „Pielęgnujcie w sobie
ducha Asyżu jako przesłankę do nadziei na przyszłość”. (...)
Postępując zgodnie z zaleceniem papieża, w ciągu kolejnych 18 lat
kardynałowie i biskupi niestrudzenie szerzyli ducha Asyżu, co znalazło
wyraz w niezliczonych przejawach aktywności panreligijnej. Jednym z
ostatnich wydarzeń tego typu był międzyreligijny kongres w Fatimie w
2003 r., podczas którego ks. Jakub Dupuis nazwał „przerażającym tekstem”
deklarację dogmatyczną Soboru Florenckiego: „poza Kościołem nie ma
zbawienia”, spotykając się z aplauzem katolickiego w przeważającej
mierze audytorium. Organizatorzy i mówcy, włączając w to przybyłego z
Watykanu abp. Michała Fitzgeralda, motywowali organizację tej imprezy
asyską inicjatywą Jana Pawła II.
Duch Asyżu jest odpowiedzialny za to, że 5 maja 2004 r. ksiądz rektor
Guerra pozwolił, by hinduistyczny kapłan czcił fałszywe bóstwa przy
katolickim ołtarzu w sanktuarium fatimskim – a świętokradztwo to nigdy
nie spotkało się z potępieniem ze strony Jana Pawła II.
Nowa, panreligijna orientacja wywiera wpływ na życie nas wszystkich,
ponieważ jej skutkiem jest fałszywy obraz Kościoła katolickiego. Po
dekadach oddziaływania nowej, ekumenicznej religii, po latach oglądania
zdjęć i filmów z coraz to nowymi festiwalami ekumenicznymi Jana Pawła II
większość ludzi – niezależnie od tego, czy są katolikami, czy nie –
traktuje ten panreligijny kierunek jako prawdziwe oblicze religii
katolickiej. Nikomu nie przeszkadza, że był on w przeszłości
wielokrotnie potępiany przez papieży, przede wszystkim przez Piusa XI w
encyklice
Mortalium animos. Duch Asyżu jest obecnie postrzegany jako prawdziwe oblicze katolicyzmu.
To właśnie duch Asyżu jest odpowiedzialny za to, że muzułmanie i
hinduiści wyśmiewają się z katolików pouczających ich, iż w celu
osiągnięcia zbawienia muszą nawrócić się na prawdziwą wiarę – zarzucając
im, że nie są posłuszni nauczaniu papieża. To właśnie dzięki tej nowej
ekumenicznej orientacji ewangelicki pastor może twierdzić, że katolik
nie jest wierny katolickiemu Magisterium, gdy przypomina protestantowi,
iż aby zbawić swoją duszę, musi się nawrócić do jedynego prawdziwego
Kościoła Chrystusowego. To właśnie dlatego żydowscy przywódcy religijni
mogą dziś wyrażać zadowolenie z tego, że według Jana Pawła II nie muszą
uznać Jezusa Chrystusa za Mesjasza ani przyłączyć się do jedynego
Kościoła Chrystusowego.
Na tym właśnie polega największe „osiągnięcie” Jana Pawła II. Udało
mu się sprawić, że katolicy wiernie wyznający dogmat „poza Kościołem nie
ma zbawienia” są dziś postrzegani jako szaleńcy. Dzięki rewolucyjnemu
pontyfikatowi Jana Pawła II katolicy, którzy wierzą i praktykują to,
czego nauczali Eugeniusz IV, św. Pius V, Grzegorz XVI, Pius IX, św. Pius
X, Pius XI i Pius XII są traktowani jak grupka szaleńców o wątpliwej
ortodoksji. Ci, którzy opierają się modernistycznej orientacji Jana
Pawła II i pozostają wierni papieżom wszystkich wieków, są w wielu
przypadkach oczerniani jako wrogowie wiary.
Jan Paweł II i koncepcja substytucji
Nauczanie Jana Pawła II o współczesnym judaizmie potwierdza to w
sposób dramatyczny. Jest to jeden z najbardziej ewidentnych dowodów na
brak ciągłości między nauczaniem polskiego papieża a doktryną głoszoną
przez jego poprzedników na Stolicy Piotrowej. Współcześni Żydzi chwalą
go, gdyż są w pełni świadomi głębi dokonywanych przez niego zmian. Ci,
którzy opierają się temu nowemu nauczaniu, są piętnowani jako
antysemici, jako niewierni nauczaniu II Soboru Watykańskiego czy – jak
to ujęto na pewnej stronie internetowej – „ekstremalni zwolennicy teorii
substytucji”
1.
Na pierwszy rzut oka twierdzenie, że Jan Paweł II odrzucił naukę, iż
Nowe Przymierze zastąpiło Stare, może wydawać się pochopne. To nie do
pomyślenia, by papież mógł zanegować tak fundamentalną prawdę, tak jasno
wyrażoną w Piśmie św. i doktrynie katolickiej.
W kwestii absolutnej konieczności wyznawania wiary katolickiej do
osiągnięcia zbawienia mamy przede wszystkim wyznanie wiary św.
Atanazego, które zaczyna się od słów:
Ktokolwiek pragnie być zbawiony, przede wszystkim winien się
trzymać katolickiej wiary. Jeżeli jej w całości i bez skazy nie zachowa,
z pewnością na wieki zginie.
Należy pamiętać, że wyznanie św. Atanazego było częścią publicznego kultu Kościoła. Przed
Vaticanum II
było recytowane podczas prymy w uroczystość Trójcy Przenajświętszej.
Żaden papież nie ma władzy stwierdzić, że to uroczyste wyznanie wiary
nagle przestało obowiązywać.
Doktryna „poza Kościołem nie ma zbawienia” została trzykrotnie
zdefiniowana w sposób uroczysty. Najdobitniej i z największą mocą
uczynił to Sobór Florencki za pontyfikatu Eugeniusza IV. Kościół
stwierdził wówczas nieomylnie:
Święty Kościół Rzymski mocno wierzy, wyznaje i głosi, że nikt, kto
nie jest w Kościele katolickim, nie tylko poganie, ale i żydzi, albo
heretycy i schizmatycy, nie mogą dostąpić żywota wiecznego, lecz pójdą w
ogień wieczny, „który zgotowany jest diabłu i aniołom jego” (Mt 25,
41), jeżeli przed końcem życia nie będą przyłączeni do niego [Kościoła].
(...) Nikt też, choćby nie wiedzieć jakie dawał jałmużny, a nawet
przelał krew dla Imienia Chrystusowego, nie może być zbawiony, jeżeli
nie wytrwa w łonie i jedności Kościoła katolickiego.
Prawdy tej nauczali papieże, doktorzy Kościoła oraz święci. W tym
łańcuchu przekazu doktrynalnego nie ma żadnych przerw – jest to jedna i
niezmienna doktryna głoszona od czasów apostolskich. Wedle stałego
nauczania Kościoła, I Soboru Watykańskiego oraz
Przysięgi antymodernistycznej
papieżowi nie wolno zmienić żadnego elementu nauczania Kościoła, gdyż
nie jest ono jego własnością. Nie jest też możliwe, by papież zmienił
obiektywną prawdę wiary objawioną przez Boga. Żadnemu papieżowi nie
wolno wyjaśniać nauki wiary w sposób odmienny od tego, co Kościół zawsze
utrzymywał; musi on nauczać doktryny – wedle słów I Soboru
Watykańskiego i
Przysięgi antymodernistycznej – „w tym samym sensie i w tym samym rozumieniu”.
Przez 2000 lat papieże wiernie nauczali doktryny „poza Kościołem nie
ma zbawienia”, ponieważ wiedzieli, że jest to prawda pochodząca od
Chrystusa i Apostołów. Jednym z XXwiecznych dowodów na ciągłość tego
nauczania jest katechizm św. Piusa X, w którym czytamy: „Poza prawdziwym
Kościołem znajdują się: niewierni, Żydzi, heretycy, apostaci,
schizmatycy i ekskomunikowani”. I dalej czytamy: „Nikt nie może dostąpić
zbawienia poza Kościołem katolickim, apostolskim i rzymskim, podobnie
jak nikt nie mógł uratować się z potopu poza Arką Noego, która była
figurą Kościoła”.
Nowe Przymierze znosi Stare
O ile prawda wiary o konieczności przynależności do Kościoła
katolickiego w celu osiągnięcia zbawienia jest jasna, o tyle konieczność
nawrócenia Żydów do jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego jest
jeszcze bardziej oczywista. Nowy Testament nieustannie powtarza tę
prawdę, a Kościół katolicki nauczał jej począwszy od pierwszego kazania
św. Piotra, wygłoszonego w ranek Zielonych Świątek. Jest to nauczanie
pochodzące bezpośrednio od Zbawiciela.
Pan Jezus powiedział do Żydów: „Jeśli nie uwierzycie, że Ja jestem,
pomrzecie w grzechach waszych” (J 8, 24). W innym miejscu powiedział:
„Badajcie Pisma, gdyż wam się zdaje, że w nich życie wieczne macie; a
one są, które świadectwo dają o mnie, a do mnie przyjść nie chcecie,
abyście życie mieli” (J 5, 39–40).
Święty Piotr w swym pierwszym kazaniu publicznie napominał Żydów,
którzy zgromadzili się, by go wysłuchać, że muszą przyjąć chrzest i stać
się członkami prawdziwego Kościoła Chrystusowego (Dz 2). Nie powiedział
im, że posiadają własne ważne przymierze, niezależne od Chrystusa.
Komentując ten ustęp Pisma św., wybitny teolog amerykański ks. prałat
Józef Clifford Fenton wskazywał, że św. Piotr nie kierował tych słów do
ludzi niereligijnych – przemawiał do pobożnych Żydów, którzy przybyli z
różnych części świata, żeby uczestniczyć w obrzędach religijnych w
świątyni jerozolimskiej. A jednak powiedział pobożnym, mającym bez
wątpienia dobre intencje Żydom, że religia Starego Przymierza nie może
dać im zbawienia, że muszą przystąpić do Nowego Przymierza zrodzonego z
krwi Jezusa Chrystusa, czyli do Kościoła katolickiego.
Również Pismo św. naucza, że Stare Przymierze zostało zastąpione
Nowym. Święty Paweł stwierdza wyraźnie, że Przymierze Chrystusa Pana
„przedawniło poprzednie” (Hbr 8, 13).
Nauka o zniesieniu Starego Przymierza przez Nowe należy do
powszechnego i niezmiennego nauczania Kościoła katolickiego. Jest to
zdefiniowany artykuł wiary, w który katolicy mają obowiązek wierzyć.
Uroczyste wyznanie wiary Soboru Florenckiego, sformułowane za
pontyfikatu Eugeniusza IV, stwierdza:
Święty Kościół Rzymski (...) mocno wierzy, wyznaje i naucza, że to,
co odnosi się do Starego Przymierza, prawa mojżeszowego, obejmującego
różne obrzędy, ceremonie, ofiary i sakramenty, z tego powodu, iż zostały
one ustanowione jako figury rzeczy przyszłych, choć były odpowiednie
dla kultu Bożego tego czasu, jednak po przyjściu Zbawiciela, które
zapowiadały, wygasły, a nastały sakramenty Nowego Przymierza. (...)
Wszystkich więc, którzy po tym czasie przestrzegają obrzezania i szabatu
oraz innych wymogów [starego] prawa [Kościół katolicki] ogłasza za
odstępców od wiary chrześcijańskiej i niegodnych uczestnictwa w wiecznym
zbawieniu, chyba że w przyszłości wyrzekną się swych błędów.
Jest więc jasne, że żaden papież, który pragnął zachować wierność
prawdzie katolickiej, nie mógł zlekceważyć dogmatu opartego o Pismo św.
Jednak po śmierci Jana Pawła II światowe media hałaśliwie powtarzały, że
odrzucił on tę fundamentalną doktrynę, że ona już nie obowiązuje. Oto
kilka przykładów:
— Jak już wspomnieliśmy, Abraham Foxman z Ligi Przeciwko
Zniesławieniu B’nai B’rith wychwalał Jana Pawła II za to, że „odrzucił
destrukcyjną koncepcję substytucji”, innymi słowy – odrzucił katolicką
naukę, że Nowe Przymierze Jezusa Chrystusa zniosło i zdezaktualizowało
Stare.
— Dziennik „The Jerusalem Post” opublikował artykuł pod tytułem Co
pozostanie po najlepszym papieżu, jakiego Żydzi kiedykolwiek mieli?,
również wychwalając Jana Pawła II za odejście od dotychczasowego
nauczania Kościoła.
— Nowe podejście do judaizmu zostało również docenione przez
izraelskiego ambasadora w Wybrzeżu Kości Słoniowej, Sergiusza Izaaka
Minerbiego. Mimo że odniósł się on krytycznie do rzekomych prób
„schrystianizowania [przez papieża] Holocaustu”, nie szczędził mu jednak
pochwał:
Przez wieki Kościół twierdził, że jest prawdziwym Izraelem, będącym
prawowitym następcą judaizmu. Tym większe znaczenie mają słowa
wypowiedziane przez papieża na spotkaniu ze społecznością żydowską w
Mainz 17 listopada 1980 r., podczas którego wyraził on swój szacunek dla
„ludu Bożego, ludu Starego Przymierza, które nigdy nie zostało
unieważnione przez Boga”.
— Podobnie „The Boston Globe” podkreślał „znaczące zaangażowanie Jana
Pawła II w rozwój stosunków z narodem żydowskim”. „Mówił on o
szczególnych związkach między Żydami a Kościołem oraz podkreślał, że
Stare Przymierze nigdy nie zostało unieważnione. Jego słowa stworzyły
dla teologów nowe możliwości, które nie zostały jeszcze w pełni
zbadane”.
— Dzień po śmierci Jana Pawła II ks. Dawid Maria Jaeger powiedział:
W badaniach opinii publicznej opublikowanych pod koniec roku
pielgrzymki papieskiej do Ziemi Świętej (...) przeważająca większość
ankietowanych Żydów wymieniała go jako najlepszego kandydata na
naczelnego rabina Izraela!.
Jaki to smutny dzień dla Kościoła katolickiego – oto Wikariusz
Chrystusa uważany jest za najlepszego kandydata na stanowisko naczelnego
rabina – i to Izraela! (...) Żydzi nigdy nie wychwalaliby tak Jana
Pawła II – nigdy nie traktowaliby go jako jednego z nich – gdyby
powtarzał nauczanie św. Piotra, św. Pawła i Soboru Florenckiego o
zastąpieniu Starego Przymierza przez Nowe.
Wypaczanie doktryny
Czy to jednak prawda? Czy Jan Paweł II rzeczywiście mówił takie
rzeczy? Dla naszych czytelników pytanie to jest retoryczne. Odpowiedź
brzmi – niestety, to prawda.
Podejmując próbę uczynienia „jasnym” tego, co było „niejasne” w
deklaracji Nostra ætate, podczas przemówienia wygłoszonego do
społeczności żydowskiej w Mainz 17 listopada 1980 r. Jan Paweł II
powiedział:
Pierwszym skutkiem tego dialogu, czyli spotkania ludu Starego
Przymierza, Przymierza nigdy nie unieważnionego przez Boga, z ludem
Nowego Przymierza, jest (...) dialog w obrębie naszego Kościoła, dialog
pomiędzy pierwszą a drugą częścią jego Biblii. (...) Żydzi i
chrześcijanie jako dzieci Abrahama są wezwani do tego, by być
błogosławieństwem dla świata poprzez wspólne angażowanie się na rzecz
pokoju i sprawiedliwości pomiędzy narodami. (...)
Te słowa cytuje się w wielu najnowszych dokumentach Kościoła jako
argument na rzecz nowego, odrzucającego „substytucję” nauczania.
W 1985 r. Watykan opublikował
Uwagi dotyczące właściwego sposobu przedstawiania Żydów i judaizmu w nauczaniu i katechizmie Kościoła rzymskokatolickiego.
We wstępie do tego dokumentu proponuje się czytelnikom zwrócenie
„szczególnej uwagi” na paragraf 3, „który mówi o judaizmie jako
rzeczywistości aktualnej, a nie jedynie historycznej”. Gdy dochodzimy do
paragrafu 3, widzimy, że
Uwagi... powołują się na wspomniane
przemówienie Jana Pawła II, w której papież mówi o „ludzie Bożym Starego
Przymierza”, które „nie zostało unieważnione”.
Sam Jan Paweł II w żaden sposób nie dał do zrozumienia, że wspomniany
wyżej dokument zawiera nadinterpretację jego słów, co więcej – udzielił
mu bezkrytycznego poparcia. 28 października 1985 r. powiedział:
Uwagi dotyczące właściwego sposobu przedstawiania Żydów i judaizmu w nauczaniu i katechizmie Kościoła rzymskokatolickiego
są dowodem na stałe zainteresowanie i zaangażowanie Stolicy
Apostolskiej na rzecz odnowienia relacji pomiędzy Kościołem a narodem
żydowskim.
Papież dodał, że
Uwagi...
będą wielką pomocą w uwalnianiu naszego katechetycznego i
religijnego nauczania od negatywnego lub błędnego wizerunku Żydów i
judaizmu w kontekście wiary katolickiej.
Istnieją więc niezbite dowody na to, że opinie Żydów o Janie Pawle II
są prawdziwe, a przytaczane przez nich wypowiedzi papieża można z
łatwością odnaleźć w zaaprobowanych przez niego dokumentach.
Jednak z kazania św. Piotra wygłoszonego w Zielone Świątki wiemy, że
Stare Przymierze już nie obowiązuje, (...) że nie jest w stanie dać nam
zbawienia. Ze słów samego Chrystusa Pana wiemy, że ci, którzy w Niego
nie uwierzą, pomrą w swoich grzechach. Z Listu św. Jana wiemy, że ten,
kto przeczy, iż Jezus jest Chrystusem – jest antychrystem. Z Listu św.
Pawła do Żydów wiemy, że Nowe Przymierze unieważniło Stare. A nieomylny
Sobór Florencki uczy nas, że Stare Przymierze wygasło wraz z
ustanowieniem Nowego Testamentu przez Jezusa Chrystusa.
Mamy więc pewność, że odrzucenie przez Jana Pawła II substytucji jest
błędem, którego nie wolno nam akceptować ani pochwalać. Katolicy mają
obowiązek stawiania oporu nowemu nauczaniu Jana Pawła II, ponieważ
lekceważy ono Pismo św. i Tradycję. Pozostawia niekatolików w mroku ich
błędów i pozbawia ich łaski uświęcającej oraz zagraża wiecznemu
przeznaczeniu niezliczonej liczby dusz. Opierając się tej nowej
doktrynie, postępujemy za nakazem Innocentego III, który nauczał, że
jeśli papież odchodzi od powszechnego nauczania i zwyczajów Kościoła,
„nie trzeba go [w tym] słuchać”. Św. Robert Bellarmin dodaje, że należy
mu się również opierać.
Santo subito?
Dwa tygodnie przed podwójną beatyfikacją Piusa IX i Jana XXIII liberalny „Commonwealth” pisał:
Absurdalność tego wydarzenia pojmiemy, gdy uprzytomnimy sobie, że
zarówno Jan XXIII, jak i Jan Paweł II zostaliby potępieni za swe idee i
wypowiedzi, gdyby wygłaszali je za pontyfikatu Piusa IX.
Zaangażowanie Jana Pawła II na rzecz liberalnych reform II Soboru
Watykańskiego z pewnością ściągnęłoby na niego potępienie Piusa IX. Jego
pontyfikat skutecznie odwodzi współczesnych katolików od wierności
nauczaniu jego poprzedników na tronie św. Piotra. Bardzo niewielu
przedstawicieli mediów uznaje ten fakt, a ci, którzy to czynią,
postrzegają go jako zjawisko pozytywne.
Jednym z tych nielicznych był generalnie niezbyt przychylnie do
Kościoła nastawiony Jakub Carroll, którego niedawny komentarz
opublikowany na łamach „Time” skutecznie rozwiewa mit o rzekomym
konserwatyzmie Jana Pawła II:
Być może uważacie, że Jan Paweł II był konserwatywnym papieżem, że
jego pontyfikat cechowało ożywienie katolicyzmu i potępianie różnych
przejawów liberalizmu. Pamięta się Jana Pawła II przede wszystkim jako
papieża wzmacniającego struktury przeszłości.
Ten obraz jest nieprawdziwy. Jan Paweł II śmiało wspierał
polityczną i teologiczną rewolucję w obrębie katolicyzmu. Był on – być
może wbrew sobie – papieżem przełomu, papieżem, który dokonał dwóch
radykalnych zwrotów: zmiany stosunku Kościoła do wojny oraz do narodu
żydowskiego. Była to najbardziej doniosła zmiana w historii Kościoła i
stanowi ona fundament pod przyszłe reformy, które mogą pójść dalej, niż
papież przewidywał czy nawet pragnął. Nie ulega jednak wątpliwości, że
Jan Paweł II doprowadził do praktycznej realizacji tego, co zainicjowali
jego poprzednicy, Jan XXIII i Paweł VI, na II Soborze Watykańskim.
Jakub Carroll postrzega rewolucję Jana Pawła II jako przejaw
„dojrzewania” myśli katolickiej. Św. Pius X nazwałby to po imieniu:
modernizmem w działaniu. Również Pius XII zaliczyłby Jana Pawła II do
tych postępowych teologów, przed którymi ostrzegał w encyklice Humani
generis, teologów, którzy „pomniejszają znaczenie konieczności
przynależności do Kościoła w celu osiągnięcia wiecznego zbawienia”.
Jak to jednak widzieliśmy podczas Mszy pogrzebowej Jana Pawła II,
fakty te zdają się nie mieć najmniejszego znaczenia w obecnej epoce
sentymentalizmu i płytkiej uczuciowości. Duchowni i świeccy wierni
wzywali do natychmiastowej kanonizacji (
Santo subito!) polskiego papieża. Jednak skutków jego pontyfikatu w żaden sposób nie można nazwać budującymi. Józef (Joe) Sobran napisał:
Prawowierni katolicy zadają pytanie, czy jego pontyfikat należy
uznać za sukces. Wydaje się, że Jan Paweł II zachował naiwną wiarę lat
60. w dialog ekumeniczny, niezależnie od tego, jak bardzo okazał się on
bezowocny. Choroby, które wyniszczają Kościół od czasu II Soboru
Watykańskiego (którego był on entuzjastycznym uczestnikiem) nie zostały
uleczone – w dalszym ciągu mamy do czynienia z kryzysem liturgicznym,
spadkiem uczestnictwa we Mszy św., degradacją katolickiej edukacji,
wygłaszającymi heterodoksyjne opinie biskupami i heretyckimi teologami.
Za jego pontyfikatu wybuchł też jeden z najgorszych skandali w historii
Kościoła – ujawniono, że księżahomoseksualiści molestowali nieletnich
chłopców. Jest to naturalny skutek dominacji homoseksualistów w
amerykańskich (i prawdopodobnie nie tylko amerykańskich) seminariach,
która narastała od lat 60., już przed pontyfikatem Jana Pawła II, wydaje
się jednak, że nie miał on pojęcia, iż zjawisko to trwa nadal, i nie
mógł uwierzyć w fakty, o których mu donoszono. Wszystko to nie wydaje
najlepszego świadectwa o jego rządach.
Nie wszystko złoto, co się świeci
Jan Paweł II spotkał się już ze swym Sędzią, który – wedle słów św.
Piusa X – wymaga ścisłego rachunku z pełnienia urzędu papieskiego. Celem
tego artykułu nie jest sąd nad duszą Jana Pawła II, ponieważ to należy
jedynie do Boga.
Niemniej katolicy są uprawnieni do osądzania słów i uczynków zmarłego
papieża wedle jedynego istotnego w tym kontekście kryterium: według
niezmiennej i nieomylnej wiary katolickiej wszystkich wieków. Oceniany
wedle tego kryterium Jan Paweł II wypada źle, a udawanie, że jest
inaczej, nie ma żadnego sensu. Modlimy się za jego duszę, jednak nie
naśladujemy go w jego postępowych inicjatywach. Był papieżem, który
dawał zły przykład.
Jako katolicy mamy obowiązek unikania płytkich emocji i
sentymentalizmu. Nie możemy chwalić papieża, który mówi wyznawcom
fałszywych religii to, co chcą usłyszeć: że mogą znaleźć zbawienie,
pozostając przy swych błędach. (...)
Naszym obowiązkiem jest trzymanie się wyznania wiary św. Atanazego:
Ktokolwiek pragnie być zbawiony, przede wszystkim winien się
trzymać katolickiej wiary. Jeżeli jej w całości i bez skazy nie zachowa,
z pewnością na wieki zginie.
Musimy się modlić, by przyszły papież podjął ryzyko narażenia się na
niepopularność i ponownie pouczył katolików o tej fundamentalnej
prawdzie wiary. Dobrym początkiem mogłoby być włączenie do przyszłej
encykliki łagodnych, lecz mocnych słów wybitnego teologa, ks. Franciszka
Connella:
Wystrzegając się negowania ekskluzywnego charakteru religii
katolickiej, przy każdej nadarzającej się okazji należy pouczać
wiernych, a uświadamiać niekatolików, że niezależnie od szlachetności
ich intencji pozostający poza Kościołem są pozbawieni zwykłych środków
zbawienia. Ω
Za „Catholic Family News” tłumaczył Tomasz Maszczyk.
- Ang. extreme supersessionist; można by przy okazji zapytać, czy w ogóle jest możliwe „umiarkowane” wspieranie teorii substytucji...
Tekst za „Catholic Family News”. Tłumaczył Tomasz Maszczyk. Dalszy ciąg w kolejnych numerach Zawsze wierni.
- Uznanie, na podstawie Pisma św. i Tradycji, że Nowy Testament
jest wypełnieniem Starego Przymierza i je zastępuje (przypis redakcji
Zawsze wierni).
http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1457