Sedewakantyzm: jak powiedzieć Cioci Heli
Sedewakantyzm: jak powiedzieć Cioci Heli
x. Antoni Cekada
x. Antoni Cekada
Notka Autora: Na
początku 1995 roku przeprowadziłem serdeczną korespondencję na temat
kwestii sedewakantyzmu w katolickim kapłanem, który prowadzi niezależną
kaplicę tradycyjną. W jednym liście zgodził się, że choć wiele
sedewakantystycznych argumentów wydawało się rozsądnych, strona
„pastoralna” stanowiła dlań trudność. Martwił się, że takie stanowisko
zszokowałoby parafian, i obecnych i potencjalnych, i możliwe, że
odepchnęłoby ich w ramiona grup kompromisu, jak Bractwo Św. Piotra.
Zastanawiał się, jak prostsi ludzie zareagowaliby. I co by moja Ciocia
Hela pomyślała? Oto moja odpowiedź.
* * * * *
Drogi Xięże,
Dzięki za Xiędza list z 28 marca. Wiele
się tu działo (Wielki Tydzień, podróże, etc.), więc nie byłem w stanie
prędko odpowiedzieć. Mea culpa!
Pomyślałem, że przedstawię Xiędzu kilka myśli dotyczących nie tyle kwestii sede vacante i Konferencji o rycie trydenckim, ile raczej duszpasterskiego podejścia wobec sprawy sede vacante
ogólnie. Z pewnością rozumiem zmartwienie. Xiędza pytanie, „co pomyśli
Ciocia Hela?” jest dobrym pytaniem, w znaczeniu, że z pewnością nie
chcemy odstraszać ludzi. Jak powinniśmy potraktować to tak, aby nie
wywierać na świeckich złego wrażenia? Oto moje myśli:
Choć byłem sedewakantystą już przed moimi
święceniami, w minionych latach duszpastersko zajmowałem się tą kwestią
na różne sposoby. Wydaje mi się, że w końcu nauczyłem się czegoś z
moich licznych błędów. Następujące podejścia nie działały:
– Uderzanie w pulpit, rozpalona retoryka, powtarzające się i pełne emocyj potępienia z pulpitu. To zrażało nowych i dawnych wiernych. Stale było to niewłaściwie interpretowane jako „atakowanie papieża”.
– Tylko rzadkie, subtelne aluzje do sprawy z pulpitu. Bez sensu. Ludzie nie załapują subtelności.
– Omawianie kwestii papieża tylko gdy pytano mnie o to prywatnie. Wydaje się oszukańcze dla nowych ludzi. Uważają, że coś się przed nim ukrywa.
– Przedstawianie podejść sede vacante i mogę-mu-być-nieposłuszny-ale-nadal-jest-moim-ojcem jako równie dopuszczalne możliwości. Nielogiczne, jeśli przyjmuje się tezę sede vacante.
Wielu nowych ludzi, ponadto, uważa możliwość „prawa do
nieposłuszeństwa” za głęboko niepokojącą, bowiem „dobrzy katolicy są
posłuszni papieżowi”.
– Przemilczanie sprawy. Ludzie nigdy nie będą mieli spójnego wyjaśnienia ich sposobu działania. Albo będą z łatwością zwabieni z powrotem do Novus Ordo albo jakiejś operacji Bractwo św. Piotra/Indult.
Zauważyłem, ponadto, że nowi przybysze na
Mszę tradycyjną martwią się zwykle o kwestię
„nieposłuszeństwa/papieża/autorytetu”, nawet jeśli od razu otwarcie tego
nie wspomną.
Skutki nie poruszania
tej sprawy są poważne. Latami ludzie w niezależnych tradycyjnych
kaplicach mogą usłyszeć o kwestii papieża/autorytetu albo nic, albo
słyszą sentymentalne i/lub teologicznie podejrzane pojęcia, jak
następujące: popieramy papieża, biskupa możemy odrzucać, papież jest tak
naprawdę po naszej stronie, jest oszukiwany przez złych ludzi, którzy
go otaczają, Msza jest jedyną rzeczą, która się tak naprawdę liczy,
możemy nie słuchać złych rozkazów papieża i biskupa, dalej pozostaje
papieżem, jest wszystkim, co mamy, etc. Wspólnota, która ustawicznie
dostaje coś takiego, będzie bułką z masłem, gdy pewnego dnia jakiś
indultowy/bractwoświętopiotrowy typ nadejdzie przedstawiając im
diabelski interes i „papieża”, i „legalnej” Mszy tradycyjnej. Czemuż nie
przyjąć oferty? Czyż katolicy nie powinni chcieć być „zjednoczeni z
papieżem”? Jest to doskonale logiczne, jeśli ktoś go uznaje jako jednego
z prawdziwych następców Piotra.
Jest to pewne jak w banku i właśnie
dlatego moderniści byli w stanie przejąć kaplicę w Pequannock (New
Jersey) tak, jak to zrobili. To nigdy by się nie stało z jednym z
naszych kościołów. Większość naszych ludzi rozumie, że JP2 i spółka są
wrogami wiary katolickiej; prędzej spaliliby budynki, niż pozwolili
modernistom je przejąć.
Moje podejście do kwestii papieża wobec
nowych ludzi jest raczej bezpośrednie. Widzę, że jeśli wyjaśnia się
sprawy jasno i konkretnie od razu, ludzie rzeczywiście odczują ulgę i że
o wiele mniejsza będzie szansa, że straci się ich na rzecz [Novus] Ordo
czy paczki indultowej/bractwoświętopiotrowej. Staram się zaprosić ich
na rozmowę, żeby mieli wystarczającą możliwość zadawania pytań.
Traktuję o sprawie posłuszeństwa/papieża/autorytetu mniej więcej w następujący sposób:
- Omawiam powód, dla którego nowa osoba opuściła swą parafię i przyszła na Mszę tradycyjną. (Nieuchronnie odpowiedź brzmi, że Nowa Msza jest pozbawiona czci, świętokradcza, pełna błędów, skądinąd zła, etc., podczas gdy Msza tradycyjna jest pełna czci, szacunku, prawowierna, etc.)
- Zwracam uwagę, że większość niedopuszczalnych cech Nowej Mszy (komunia na rękę, „kulturowe dostosowanie”, etc.) są oficjalnie dozwolone lub nawet polecane przez prawodawstwo liturgiczne zatwierdzone przez Pawła VI i jego następców.
- Jako katolicy, jednak, wiemy, że nieomylność Kościoła nie ogranicza się tylko do twierdzeń ex cathedra, ale rozciąga się także na prawa powszechne, a w szczególności na jej obrzędy. Niemożliwe jest, by Kościół wydał prawo lub zatwierdził obrzęd, który promuje błąd lub szkodzi duszom.
- Problem: z jednej strony oczywiste jest dla nas, że Nowa Msza promuje błąd i szkodzi duszom. Z drugiej, z powodu nieomylności, prawo lub obrzęd zatwierdzone przez władzę Kościoła nie może promować błędu ani szkodzić duszom.
- Mamy wybór. Albo: (1) Władza Kościoła już nie cieszy się nieomylnością – niemożliwe, z racji obietnicy Chrystusowej; lub (2) ludzie, którzy promulgowali prawa lub obrzędy, które promują błąd i szkodzą duszom tak naprawdę nie posiadali władzy Kościoła.
- Jakże to możliwe? Herezja lub publiczne odpadnięcie od wiary oznacza automatyczną utratę urzędu, ponieważ herezja stawia poza Kościołem. Przykład: arcybiskup Cranmer podczas protestanckiej rewolty w Anglii. Gdy w pewnym momencie jego osobista herezja stała się jawna, stawił się poza Kościołem i utracił władzę nad katolikami. Nadal wyglądał, jakby był arcybiskupem Canterbury (zachowując swą mitrę, pastorał, tron, katedrę i kapę), ale z powodu swego odpadnięcia od wiary w oczach Bożych obiektywnie utracił autorytet i urząd. (Ariusz i inne przykłady są czasami pomocne.)
- Zasada ta stosuje się do każdego, kto piastuje władzę lub urząd w Kościele – biskup diecezjalny, arcybiskup, proboszcz, nawet papież.
- Także Papież? Gdy jest się wybranym na papieża nie traci się wolnej woli. Można dobrowolnie robić złe rzeczy. Można stracić wiarę i przyjąć błąd jako osoba prywatna. Gdy odpadnięcie od wiary staje się publicznie jawne, automatycznie traci się urząd.
- To nie jest tylko coś wymyślonego przez tradycjonalistów. Jest to nauczanie głównych teologów i kanonistów.* Nawet Papież (Paweł IV) powiedział, że taka sytuacja jest możliwa.
- W obliczu wyboru, by wierzyć, że albo: (1) Autorytet Kościoła szerzy błąd/szkodzi duszom (niemożliwość, z racji nieomylności Kościoła) albo że (2) papież jako osoba odpadł od wiary i wskutek tego utracił swój urząd (możliwość dopuszczana przez teologów a nawet papieży), logika wiary zmusza nas do wierzenia w to ostatnie twierdzenie.
- Katolik zatem nie byłby winien rzadnego posłuszeństwa wobec kogoś, kto nie posiada naprawdę autorytetu Kościoła. Potępienia ze strony modernistycznej hierarchii soborowej nie powinny nas martwić bardziej, niż potępienie przez lokalnego biskupa anglikańskiego czy luterańskiego.
- Jednocześnie, ja nie jestem papieżem i nie wymagam, byś się podpisał na kropkowanej linii pod tym wszystkim przed przyjściem tu na Mszę. Chodzi tylko o to, usłyszawszy wiele wytłumaczeń posoborowego bałaganu, że to wydaje się być jedynym, które ma sens w odniesieniu do nieomylności Kościoła.
- Ale nie wierz mi na słowo. Przestudiuj sprawę, przemyśl ją, przedyskutuj ją z innymi, wróć z pytaniami, zmartwieniami.
Pamięta pewnie Xiądz powiedzenie:
„Prawdziwi mężczyźni nie jedzą quiche”. Zasada stojąca za powyższym
sprowadza się do czegoś w rodzaju „Prawdziwi papieże nie wydają Novus
Ordo” – jeśli Nowa Msza jest zła, protestancka i świętokradzka, innymi
słowy, więc nie mogła pochodzić od prawdziwego papieża (kogoś, kto
naprawdę posiadał autorytet w oczach Bożych).
W ten sposób przerobiłem te punkty tutaj z
około dziesięcioma nowymi rodzinami przez cały ubiegły rok. Nikt nie
wyglądał zszokowany, każdy zadawał inteligentne pytania, wszyscy
powiedzieli, że brzmi to rozsądnie i każdy (o ile wiem) teraz wiernie
uczęszcza na Mszę tutaj.
Moim celem w przytaczaniu tego
wszystkiego, przypuszczam, jest pokazanie, że rozsądne i duszpasterskie
podejście jest możliwe, gdy dyskutuje się o kwestii papieża ze
świeckimi.
W załączniku znajduje się przedruk mojego
artykułu o kwestii papieża. Powstał jako wykład, który został bardzo
dobrze przyjęty. Daję kopię nowoprzybyłym, razem ze zwyczajowym pakietem
informacji.
Również w opracowaniu: nowa i ulepszona wersja Witamy na tradycyjnej Mszy łacińskiej, ulotki porównującej Mszę trydencją z Novus Ordo, którą napisałem kilka lat temu. Wyślę ją Xiędzu, gdy tylko zostanie wydrukowana.
Zapewniam Xiędza o moich modlitwach.
Z braterskim pozdrowieniem w Chrystusie,
Xiądz Antoni Cekada
(„Sacerdotium” 15, jesień 1995)
* Zasada ta, przy okazji, nie podpada tylko pod dział prawa ludzkiego (kanonicznego). To, że herezja czyni kogoś niezdolnym do bycia papieżem czy pozostania papieżem jest zasadą prawa boskiego. (Zob. cytat z Coronaty w załączonej broszurze.) (mowa o tekście „Tradycjonaliści, nieomylność i papież” – przyp. PA)
Z języka angielskiego tłumaczył Pelagiusz z Asturii. Źródło: traditionalmass.org.
W 2011 roku P. Stefan Heiner przeprowadził wywiad z autorem powyższego
artykułu, który ma dokładnie ten sam temat. Obejrzeć go można poniżej:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz