czwartek, 30 kwietnia 2020

Czy prawdziwem jest zdanie, że można trzymać się jakiejkolwiek religii, albo też nie troszczyć się wcale o dogmaty, byle tylko "żyć dobrze"


Bp Józef Sebastian Pelczar
Czy prawdziwem jest zdanie, że można trzymać się jakiejkolwiek religii, albo też nie troszczyć się wcale o dogmaty, byle tylko "żyć dobrze"?

Spotykamy się z zarzutem: Wszystkie religie opierają się na prawdzie i dają człowiekowi jakieś prawidła życia: czyż tedy nie słuszna, by mu zostawić do woli, jaką religię chce wyznawać?
Nie jest to rzeczą słuszną, bo jak Bóg jest jeden i prawda jedna, tak jedna tylko religia może być prawdziwą; inaczej trzebaby twierdzić, że ma prawdę za sobą i ten katolik, który wierzy w to, czego Kościół naucza, – i ten protestant, który nie uznaje Kościoła, – i ten żyd, który odrzuca Zbawcę Jezusa Chrystusa, – i ten muzułmanin, który Mahometa uważa za boskiego proroka, – czyli że jedna prawda drugą wyklucza, a więc że wszystkie religie są fałszywe.
Jedna tylko religia katolicka ma czystą prawdę i całą prawdę; wszystkie zaś inne religie zawierają wprawdzie okruchy prawdy, ale pomieszane z błędami; wszystkie też różnią się od religii katolickiej nie tylko obrzędami, ale także dogmatami, czyli są mniejszą lub większą jej deprawacją; otóż rozum sam mówi, że człowiek ma obowiązek szukać prawdy, i to prawdy całej, tym więcej, że dla człowieka nie jest rzeczą obojętną, w co wierzy, bo wszakże religia wpływa na całe jego życie, tak doczesne jak wieczne, i normuje wszystkie jego stosunki.
Krom tego Bóg sam, jako Prawda Najświętsza i Świętość sama, nie mógł objawić religii fałszywej; skoro zaś objawił religię prawdziwą, i wytknął pewną drogę do Siebie, włożył tym samym na człowieka obowiązek, by przyjął tę religię i szedł tą właśnie drogą; inaczej nie dojdzie do zbawienia.
Twierdzić, że Bóg, dawszy objawienie, patrzy obojętnie, czy ktoś wierzy lub nie wierzy, czy przyjmuje prawdę całą, albo jej część tylko, – czy się kłania fetyszom, Buddzie, Mahometowi czy Chrystusowi, byłoby bezbożnością, bo negacją świętości Boga, który przecież kłamać i oszukiwać ludzi nie może, i nie może być obojętnym na prawdę i fałsz.
Gdyby było wolno człowiekowi wyznawać religię, jaką chce, dlaczego Syn Boży w ludzkim ciele przyszedł na świat, dał się ukrzyżować i ustanowił Kościół swój, któremu kazał opowiadać Ewangelię wszystkim narodom? Dlaczego Chrystus Pan zagroził: Kto nie uwierzy, będzie potępionym (1)?. Kto zatem nie przyjmuje, a względnie nie szuka – jeżeli szukać może – prawdziwej religii, ten sprzeciwia się woli Bożej i wydaje na siebie wyrok potępienia; prawdziwą zaś może być tylko jedna religia, i to ta, którą Chrystus przez Kościół swój objawił.
Wobec tego nierozumną i antyreligijną jest dążność tych nowych apostołów "religii ludzkości", którzyby chcieli wszystkie religie zlać w jedno, to jest, zostawić jedynie jakieś mgliste uczucie religijne i zaprowadzić na tym tle powszechne braterstwo ludów (2), – albo przynajmniej wyłączyć z pojedynczych wyznań chrześcijańskich to wszystko, czym między sobą się różnią, by natomiast utworzyć "chrystianizm istotny, niedogmatyczny i bezkonfesyjny" (3).
Bezbożnym jest również twierdzenie deistów i racjonalistów, że nie trzeba troszczyć się o dogmaty, które są tylko wymysłami ludzkimi, mającymi ująć wierzenia religijne w pewne formuły, ale wystarczy żyć dobrze, to jest działać według zasad moralności, z samego rozumu wysnutej. Bo najprzód, prawdę religijną nie człowiek wynalazł, ale Bóg sam ją objawił i przyjąć przez wiarę nakazał, pierwszym zaś obowiązkiem, jaki ta prawda wkłada, jest oddanie czci Bogu i zachowanie Jego przykazań. Po wtóre, moralność nie oparta na religii, to jest, na wierze, nadziei i miłości jest pajęczyną wątłą, którą lada wiatr rozdziera. Biedną byłaby ludzkość, gdyby nie miała nic innego, prócz takiej moralności.
Niemądrym jest także zarzut, jakoby wszelka zmiana religii była czynem niehonorowym, i że każdy człowiek winien się trzymać religii przodków. Porzucenie religii prawdziwej, a więc katolickiej, jest rzeczywiście czynem haniebnym i potępienia godnym, co jest ciężkim grzechem przeciw Bogu, znamieniem głupoty ducha czy skażenia obyczajów, wielkim zgorszeniem, danym społeczeństwu, i niepowetowaną krzywdą wyrządzoną samemu apostacie, jego potomstwu i narodowi. Natomiast wyrzeczenie się wszelkiej innej religii, choćby drogiej przodkom, by wejść do Kościoła katolickiego, to święty obowiązek sumienia, który bez względu na opór rodziny, czy nawet na prześladowanie od ludzi spełnić należy, – a zarazem sprawa to wielce zaszczytna, bo świadcząca o prawdziwej mądrości, odwadze i troskliwości o dobro własne i swoich. Za głosem sumienia poszedł np. wielkodusznie znakomity pisarz niemiecki hr. Stolberg, a gdy z tego powodu usłyszał od króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III przykry wyrzut: "Nie lubię tych, którzy zmieniają swą wiarę", dał mu trafną odpowiedź: "I ja nie lubię, gdyby przodkowie moi nie byli zmienili wiary, nie byłbym potrzebował wracać do Kościoła katolickiego". Tak powiedzieć mogą wszyscy heretycy i schizmatycy, gdy wyrzekają się błędu lub odszczepieństwa. Twierdzić zaś, że trzeba się trzymać bezwarunkowo religii przodków, znaczyłoby tyle, co uprawnić każdą religię, choćby była ohydnym bałwochwalstwem.
Bp Józef Sebastian Pelczar
 
OBRONA RELIGII KATOLICKIEJ, TOM I.: JAK WIELKIM SKARBEM JEST RELIGIA KATOLICKA I DLACZEGO TA RELIGIA MA DZISIAJ TYLU PRZECIWNIKÓW, napisał DR. JÓZEF SEBASTIAN PELCZAR (BISKUP PRZEMYSKI O. Ł.), drugie przejrzane i pomnożone wydanie, PRZEMYŚL 1920, ss. 112-114.
(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).
Przypisy:
(1) Ew. św. Marka XVI, 16.
(2) Masoneria zachwala tę religię, "na którą się wszyscy zgadzają". (Por. tegoż autora Masoneria itd. IV. wyd. Rozdz. II).
(3) Dla zjednoczenia ludów pod hasłem "wolnego chrześcijaństwa i religijnego postępu", odbywają się też osobne kongresy. Piąty z rzędu kongres "religijny" obradował w r. 1910 (5-10 sierpnia) w Berlinie, a na nim, jako reprezentant katolików (!) był obecny ks. Romollo Murri, ekskomunikowany przez Piusa X koryfeusz modernistów i reformistów włoskich.
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMIV, Kraków 2004
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ:
http://www.ultramontes.pl/Czy_prawdziwem.htm 

Poza Kościołem Zbawienia Nie Ma

EXTRA ECCLESIAM SALUS NON EST"

W ŚWIETLE NAUKI ŚW. AUGUSTYNA

KS. DR JAN CZUJ

Zdanie to było niejednokrotnie w ciągu wieków kamieniem obrazy dla innowierców, a częstokroć nie rozumieli go i może dziś nie rozumieją katolicy. Jest ono tak starem, jak starym jest Kościół, a w formie podanej w nagłówku: "Extra Ecclesiam salus non est" datuje się od św. Cypriana (1), uzasadnienie zaś i pogłębienie jego treści zawdzięczamy św. Augustynowi (2). Ponieważ Chrystus jeden założył Kościół i przezeń jedynie wskazał drogę do zbawienia, przeto prosty stąd wypływa wniosek, że Kościół jest instytucją, niezbędnie potrzebną do osiągnięcia zbawienia, co uważane negatywnie, pokrywa się z twierdzeniem: Poza Kościołem nie ma zbawienia – Extra Ecclesiam salus non est (3).

Poza Kościołem można mieć wszelakie korzyści doczesne, a nawet w duchownych uczestniczyć obrzędach, lecz do zbawienia to nie wystarczy, gdyż ono jest tylko w Kościele, założonym przez Chrystusa (4). Warunkiem nieodzownym dostąpienia zbawienia jest tedy życie w Kościele, lecz nie w granicach Kościoła tylko, ale w jedności z nim i miłości (5).

Z tego przekonania wypływają przepiękne porównania, jakimi się Augustyn posługuje. I tak, przyrównuje Kościół do arki Noego, w której znaleźli ocalenie przed wodami potopu tylko ci, którzy się w niej schronili, wszyscy inni poginęli. – Po przyjściu na świat Chrystusa zbawić się mogą tylko ci, którzy się znajdą w granicach Kościoła przezeń założonego (6).

Kościół jest świątynią, w której Bóg wysłuchuje, poza nią nie masz wysłuchania na żywot wieczny (7); jest "ową świętą górą, która wzrosła z maleńkiego kamienia, według widzenia Daniela, burząc królestwa ziemi – i tak się rozrastająca, że napełnia całą ziemię (Dan. II, 35). Ktokolwiek by znajdował się poza tą górą, niech nie żywi nadziei, iż będzie wysłuchany na żywot wieczny" (8).

Najpiękniejsze bezsprzecznie jest porównanie Kościoła z ciałem Chrystusa – toteż Augustyn w ślad za św. Pawłem najżywszych, najwspanialszych dobiera barw, by odmalować w całości obraz mistycznego ciała Chrystusowego – jak nazywa Kościół. Chrystus jest głową – Kościół ciałem. – Kto przyjmuje chrzest, staje się członkiem mistycznego organizmu. Przynależność ta do Chrystusa i Kościoła jest metafizyczną, fizyczną i prawną – kto przeto do tej całości nie należy – o zbawieniu marzyć nie może (9).

Dwie są głowy rodzaju ludzkiego: Adam, praojciec, fizyczną, Chrystus duchową – i jak co do ciała wszyscy ludzie pochodzą od Adama i na wszystkich przeszedł grzech praojca, tak przez Chrystusa wszyscy rodzą się duchowo i przezeń tylko dostępują usprawiedliwienia i zbawienia. I jak nie ma człowieka, któryby co do ciała nie pochodził od Adama, tak nie może być nikogo, kto by się mógł duchowo odrodzić poza Chrystusem (10). Dwie również wszyscy posiadamy matki: Ewę, z której wzięliśmy ciało i Kościół, który nas odradza duchowo (11). A więc dwie mamy pary rodziców: Adam i Ewa, dając nam życie doczesne, rodzą nas na śmierć; Chrystus i Kościół, dając nam życie duchowe, odradzają nas na życie wieczne (12). Poza tymi rodzicami nie ma życia w ogóle (13). "Non habebit Deum Patrem, qui Ecclesiam noluerit habere matrem" – zdanie, które się stało hasłem dla przyszłych pokoleń w walce z heretykami i schizmatykami, powtarza św. Doktor za Cyprianem (14).

Tak zresztą uczyć i wierzyć musiał nie tylko Augustyn, ale każdy, kto uznawał Kościół za jedyną instytucję, powołaną do prowadzenia ludzkości ku zbawieniu i wyposażoną we wszystkie środki do osiągnięcia tak wzniosłego celu – przyznać to musi każdy protestant, chcący choć czasem uchodzić za bezstronnego (15).

Jeżeli tedy poza Kościołem nie ma zbawienia, to wszyscy, którzy do Kościoła nie należą, muszą iść na potępienie – powie ktoś, słysząc tak stanowcze i na pierwszy rzut oka bezwzględne orzeczenie Augustyna. W gruncie rzeczy nie jest tak źle.

Za genialnym teologiem był Augustyn i orlim swym wzrokiem dość daleko sięgał w zbawcze plany i wyroki Boże, by go można posądzać czy to o pośpiech, czy o przesadę w kwestii tak ważnej, jak kwestia zbawienia. Mimo świadomości swej wartości intelektualnej, Augustyn był człowiekiem pokornym i chętnie przyjmował uwagi, jak sam wyznaje w jednym z listów do św. Hieronima (16), a trudno przypuścić, by się nie znalazł ktoś, kto by się przeciwstawił tej nauce, gdyby ją rozumiano tak, jak wskazują pozory lub gdyby nie uwzględniano motywów, z jakich wypływała.

Że twierdzenie "Extra Ecclesiam salus non est" powtarzane bardzo często w najrozmaitszych odcieniach, wypływało z najgłębszego przekonania Augustyna, świadczą o tym jego niestrudzone wysiłki celem przywiedzenia donatystów do upamiętania i skłonienia ich do powrotu na łono Kościoła (17).

Roznamiętnienie i upór schizmatyków wystawiały cierpliwość wielkiego biskupa Hippony na ciężką próbę i niemal żadnej nie rokowały nadziei. Wobec tego nie pozostawało nic innego, jak odwołać się zasadniczo do niechybnego sądu Bożego i kary wiecznej, czekającej niepoprawnych grzeszników – a więc przede wszystkim heretyków i schizmatyków. Postępowanie tedy błędnowierców, którzy poza Kościołem szukali drogi do zbawienia, było powodem, iż często i z naciskiem podkreślał zdanie: "Poza Kościołem nie ma zbawienia".

Błędnowiercami byli obok donatystów różni heretycy, występujący na widownię w różnych epokach działalności Augustyna. Manichejczycy gardzili Kościołem, odrzucali Pismo św. i tradycję, a popisywali się ezoteryczną filozofią religii, powierzchowną, udaną ascezą wywierali znaczny wpływ na ludzi łatwowiernych, nieuświadomionych o ich rzeczywistej wartości. Ich błędom przeciwstawiał Augustyn jedyną i najpewniejszą drogę przez Chrystusa i Jego Kościół (18).

Jeszcze silniejszy wyraz tej myśli, że droga do zbawienia wiedzie jedynie przez Kościół katolicki, dał Doktór w polemice z donatystami, a to dlatego, iż oni z pośród ówczesnych sekciarzy najwięcej mieli pozorów, przemawiających za tym, że w ich łonie jedynie przechowało się niefałszowane chrześcijaństwo, tym więcej, że w zasadniczych rzeczach zgadzali się z katolikami. Naiwnych mogła ujmować rzekoma świętość donatystów, bo przecież wyklinali z pośród siebie grzeszników, przynajmniej w teorii (19). Wielu z władców świeckich sprzyjało odszczepieństwu, wszystkich zaś prześcignął w nienawiści do Kościoła Julian Apostata, który usiłował wyzyskać błędnowierców przeciw katolikom, tych poniżając, a tamtych obsypując przywilejami (20).

Toteż nic dziwnego, jeżeli w takich warunkach biskup katolicki tej miary, co Augustyn, na którego liczyli okoliczni biskupi, patrząc na nieokiełzane niczym szaleństwa kacerzy – nie mógł milczeć i musiał wystąpić stanowczo, stawiając kwestię na ostrzu miecza. Tym się tłumaczy pewnego rodzaju rygoryzm u niego posunięty aż do zaprzeczenia możności zbawienia poza Kościołem. Zaraz jednak uwzględnić należy to, że Augustyn walczył z herezją i schizmą, nie jako teoretyk, nie mający pojęcia o życiu praktycznym, ale jako gorliwy i troskliwy biskup, który codziennie własnymi oczami patrzył na nadużycia i wybryki sekciarzy. Zastrzega się wprawdzie często, że występuje tylko przeciw błędnej nauce, a nie przeciw osobom (21), ale niemożliwą jest dlań rzeczą ustrzec się zaakcentowania moralnej nędzy błędnowierców, tym bardziej, że to mu ułatwia walkę z fałszywymi założeniami. Augustyn bowiem jest mocno przekonany, że nie ma kacerza, któryby błądził tylko w teorii przeciw artykułom wiary, a nie wykraczał równocześnie w praktyce przeciw dobrym obyczajom (22). Manichejczyków znał Augustyn jak nikt inny, bo przez 9 lat był ich zwolennikiem (23); tu też znajomość znakomicie mu posłużyła do sparaliżowania zgubnych wpływów tych chełpliwych i obłudnych ascetów, dopuszczających się w rzeczywistości haniebnych występków. By wykazać różnicę między obyczajami katolików, a ich obyczajami, napisał w r. 388 dwie rozprawy: De moribus Ecclesiae catholicae i De moribus Manichaeorum (24). Zdaniem Augustyna z porównania tego każdy snadnie wysnuje wniosek o moralnej wartości jednych i drugich (25). Manichejczykom stawia Augustyn bardzo ciężkie zarzuty, tak co do wiary, jak i co do obyczajów; nawet tak zwani "wybrani" pośród nich dopuszczają się czynów karygodnych, tak dalece, iż trzeba by o tym pisać całe tomy, by je wyliczyć (26). Jednym słowem całe postępowanie heretyków zmuszało Augustyna do stanowczego potępienia ich doktryny i jej następstw – a nie mógł temu lepszego dać wyrazu, jak przez postawienie zasady: Extra Ecclesiam salus non est (27).

Wiele również przyczyniła się do akcentowania tej zasady polemika z donatystami, którzy na zewnątrz gorszymi byli od manichejczyków i zupełnie nie przebierali w środkach, byle dokuczyć katolikom i szerzyć schizmę choćby pałką i pięścią (28).

Grozą i zemstą zatrzymywali zwolenników w łonie sekty, a katolikom przeszkadzali nawet w wykonywaniu praktyk religijnych (29). Urządzali formalne wyprawy na świątynie i posiadłości katolickie, przy czym niejednokrotnie nie obeszło się bez tortur i krwi rozlewu (30). Jeden zwłaszcza odłam donatystów, tzw. "circumcelliones" – istni rozbójnicy, stanowili przednią straż i dopuszczali się szalonych zbrodni na rachunek swych protektorów, duchownych sekciarzy, którzy tego wrogiego ruchu byli sprężynami (31). Ponieważ donatyści powoływali się często na cechę świętości swej sekty, jako główny probierz prawdziwości ich kościoła, przeto Augustyn oprócz ogólnikowych i sumarycznych oskarżeń przytacza całe szeregi konkretnych zarzutów, świadczących o tym, że donatyści nie tylko nie odznaczają się świętością życia, jako wykwitem wzniosłych zasad, ale nadto popełniają i tolerują u siebie wszelkiego rodzaju nadużycia.

Fatalnym w skutkach zasadom – o ile je zasadami nazwać można – heretyków i schizmatyków przeciwstawia Augustyn tę cechę Kościoła Chrystusowego, która najłatwiej wpada w oczy, tj. jego powszechność czyli katolickość. Sekciarze oderwali się od całości, zasklepili się w małym zakątku Afryki, zerwali z tradycją i stanęli do walki z całym katolickim światem – a co dziwniejsze – i w rozterkę ze samymi sobą, bo co innego głoszą, a co innego czynią (32). Czy wobec tego może być mowa o osiągnięciu zbawienia tam gdzie nie ma odpowiednich ku temu środków, przede wszystkim środków najszerzej pojętych, tj. miłości i jedności, bez których nie ma ani odpuszczenia w tym życiu, ani zbawienia w przyszłym (33).

Podaliśmy w najkrótszych zarysach tło, na jakim się rozgrywała walka i motywy, jakie skłaniały Augustyna do tak rygorystycznego pojmowania kwestii zbawienia. Zaznaczyliśmy jednak wyżej, że rygoryzm ten nie jest tak bezwzględnym, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. I istotnie tak jest. Augustyn nie wyklucza bezwzględnie możności zbawienia poza Kościołem. Aby to twierdzenie pogodzić z poprzednim, należy u św. Doktora odróżnić teorię od praktyki. W teorii, gdy idzie o zasady, Augustyn głosi nieugięcie zdanie: Extra Ecclesiam salus non est; w praktyce natomiast, gdy wchodzi w grę sprawa zbawienia jednostek, okazuje się człowiekiem nader wyrozumiałym i wspaniałomyślnym. Nie wynika z tego jakaś chwiejność czy niestałość w zapatrywaniach, bo zasady tej trzymał się od samego początku walki z donatystami, o czym świadczy np. "Psalmus contra partem Donati" z r. 393 (34), w którym z wielką miłością i słodyczą zwraca się do błędnowierców, wykazując im zgubne skutki odłączenia się od Kościoła, jedynego źródła łaski, i nawołując ich do rychłego powrotu. Zapewne, że silniej akcentował teoretyczną zasadę, gdy został biskupem, bo jako pasterz diecezji więcej poczuwał się do odpowiedzialności za całość zasad katolickich. Mimo to jednak i wtedy nigdy nie zaprzeczał możności zbawienia poza Kościołem w poszczególnych wypadkach. Skąd to wiemy? Wiemy to z oświetlenia przez Augustyna stosunku innowierców tzn. heretyków i schizmatyków do Kościoła. Heretycy i schizmatycy, odłączając się od Kościoła, nie zrywają z nim całkowicie, bo pozostaje wiele rzeczy, które ich jeszcze z nim wiążą, jak np. chrzest, symbol wiary i inne sakramenty; zrywają zaś w pierwszym rzędzie jedność i zgodę (35). Augustyn nie zaprzecza przedmiotowej wartości sakramentów i ich ważności po stronie heretyków i schizmatyków – owszem, nawet wyraźnie o niej mówi; natomiast jako główną przeszkodę w oddziaływaniu sakramentów poza Kościołem, podnosi brak odpowiedniego usposobienia u tych, którzy je przyjmują (36).

Wina błędnowiercy, przyjmującego sakrament, w stopniu swym zależy od stopnia jego świadomości, z jaką go przyjmuje, nie zostając w łączności z Kościołem, jedynym prawnym właścicielem sakramentów (37).

Wielki Doktor Kościoła zachodniego nie zaprzecza możności dobrego usposobienia poza Kościołem, chociaż czyni to ostrożnie i z pewnymi zastrzeżeniami, które zresztą są całkiem uzasadnione.

Gdzie nie ma prawdziwej wiary, tam żadna z cnót nie ma istotnego gruntu, na którym by się ostać mogła. Z wiary ma wypływać ta najpiękniejsza z cnót – miłość, bez której nawet wiara nie zbawia; a nie ma miłości bez jedności i łączności, przede wszystkim duchowej, bo sama zewnętrzna nie wystarcza (38).

Z tego wynika, jak Augustyn wspaniale z Kościoła widzialnego wyprowadza Kościół niewidzialny, czyli połączenie (communio) tych, którzy czy to w Kościele, czy poza Kościołem w dobrej wierze żyją, według najszczerszego swego przekonania (39).

Z tego również punktu widzenia należy patrzeć i na stosunek błędnowierców do Kościoła; tych dzieli Augustyn na dwie kategorie, tj. formalnych i materialnych czyli błądzących świadomie i nieświadomie. Wszystkie tedy rygorystyczne wyrażenia odnoszące się tak do możności zbawienia, jak i ważności sakramentów poza Kościołem, stosują się do heretyków i schizmatyków formalnych, tj. zdających sobie sprawę ze swego postępowania. Posądzanie Augustyna o brak tolerancji (40) nie ma najmniejszego uzasadnienia, jak również zarzut ekskluzywności katolickiej moralności i rygorystycznego pojmowania kwestii zbawienia. Tak mogą sądzić ci, którzy albo nie czytali Augustyna, albo czytając, nie chcieli rozumieć (41).

Jakkolwiek według Augustyna poza Kościołem nie ma Ducha Świętego, – to przecież łaska Boża mimo to może oddziaływać i na odszczepieńców w kierunku nawrócenia. Oderwanych od Kościoła przyrównuje św. Doktór do połamanych gałęzi, które mogą jeszcze zrosnąć się w jedno z życiodajnym pniem (42). Dopóki żyją, nie można zupełnie wątpić o ich zbawieniu, bo i względem ich niezmierzonym jest miłosierdzie Boga (43). Wielkości tego miłosierdzia i cierpliwości Bożej doznał Augustyn na sobie samym, jak mało kto i tyle musiał złamać przeszkód na drodze do nawrócenia, czemu wspaniały wyraz dał w Wyznaniach – że trudno przypuścić, iżby później zapomniał o tym i stał się nieubłaganym dla błądzących w wierze, zwłaszcza zrodzonych i wychowanych poza Kościołem (44). Augustyn przyznaje, że niejednokrotnie nawet najgorsi heretycy mogą działać w dobrej wierze (45). Nie może jednak być zbawiony ani usprawiedliwiony ten, kto poznawszy Kościół, czy to z lektury ksiąg świętych, czy po jego cechach lub w inny sposób, mimo to zerwał z nim łączność lub zerwanej łączności nie nawiązał (46).

Według Augustyna możliwym jest usprawiedliwienie, zasługujące na żywot wieczny, dokonujące się w duszy człowieka bez zewnętrznej pomocy, wtedy mianowicie, gdy ta zewnętrzna pomoc i widzialne środki są dlań niedostępnymi. Dobre usposobienie, "recta dispositio" w wypadku extremae necessitatis zastępuje sakrament chrztu; w ten sposób np. zbawił się łotr na krzyżu (47). Przekonywująco dowodzi wielki biskup Hippony, że od początku rodzaju ludzkiego, a raczej od obietnicy Odkupiciela, objawiał się Chrystus różnymi sposobami ludzkości, i w każdym czasie byli tacy, którzy weń wierzyli; byli tacy już w erze patriarchalnej od Adama do Mojżesza; byli zwłaszcza wśród narodu wybranego, a nie brakło ich i wśród pogan. Co z tego wynika? Oto, że Bóg nigdy nie skąpił łaski swej i środków, wiodących do zbawienia – a odmawiał ich tylko tym, którzy z własnej woli i winy stali się ich niegodnymi (48).

Widzimy tedy z tego krótkiego przedstawienia sprawy, iż Augustyn bardzo roztropnie pojmuje kwestię zbawienia – nie potępia z góry nikogo – jest wyrozumiałym na słabości ludzkie – i zasadę: "Extra Ecclesiam salus non est" w ten sposób i w tym znaczeniu głosi, iż każdy ze spokojnym sumieniem na nią zgodzić się może.

X. Dr Jan Czuj

–––––––––––


Artykuł z czasopisma: "Przegląd Teologiczny". Kwartalnik naukowy. Rocznik III. 1922. We Lwowie. NAKŁADEM TOW. "BIBLIOTEKA RELIGIJNA", ss. 205-215. (a)

(Pisownię nieznacznie uwspółcześniono; przypisy poprawiono).

Przypisy:
(1) Cf. Epist. ad Iubaianum, § 21 (M. P. L. 4, 1123); Cf. Cypr. Ep. 62, § 4 (ibid. 369).

(2) Cf. Pfeiderer, Die Entwicklung des Christentums. Monachium 1907, p. 90.

(3) De bapt., l. 4, c. 17, § 24 (43, 170); In Io. Evang. tract. 45, c. 10, § 15 (35, 1726); Ep. 141, § 6 (33, 579); Ep. 173, § 6 (33, 7551).

(4) Sermo ad Caesar. Eccl. plebem, § 6 (43, 695): "Extra Ecclesiam catholicam totum potest, praeter salutem. Potest habere honorem, potest habere sacramentum, potest cantare Alleluja... potest Evangelium tenere... fidem habere et praedicare, sed nusquam, nisi in Ecclesia catholica salutem poterit invenire;... sanguinem fundere potest, coronam accipere non potest".

(5) S. 125, § 6 (38, 694): "Ab unitate noli recedere, si non vis immunis esse ab ista salute". Ep. 173, § 6 (33, 755 s.).

(6) S. 359, § 8 (39, 1596); Ep. 141, § 5 (33, 579); C. Faust. Manich., l. 12, C. 14 (42, 262): "Aquae diluvii baptismum significabant; arca Ecclesiam, vel secundum alios crucem Christi; nam ut arca fabricata ex ligno fuit, ita crux ex ligno, et per utrumque salus. Rursus familia Noe arca inclusa significat eos, qui sunt in Ecclesia; qui extra arcam, eos, qui extra Ecclesiam; et sicut extra arcam nemo salvatus fuit, ita nec salus est extra Ecclesiam". Cf. D. C. D. XVI. 26, 27.

(7) En. in. ps. 130, § 1 (37, 1704): "Quisquis praeter templum Dei oraverit Deum non auditur ad illam pacem supernae Jerusalem, etsi exauditur ad quaedam temporalia, quae Deus et paganis donavit".

(8) En. in. ps. 42, § 4 (36, 478); En. in. ps. 98, § 14 (37, 1270); Ep. 173, § 6 (33, 755 s.).

(9) De pecc. mer. et rem., l. 3, c. 4, § 7 (44); De unitate Ecclesiae, c. 19, § 49 (43, 428 s.) ibid. c. 2, § 2 (43, 392): "Utique manifestum est, eum, qui non est in membris Christi, christianam salutem habere non posse".

(10) S. 293, § 9 (38, 1333); Ep. 157, c. 3, § 11 (33, 678): "Sicut non invenitur homo, qui praeter Adam carnaliter generetur, sic non invenitur homo, qui praeter Christum spiritualiter regeneretur".

(11) En. in ps. 126, § 8 (37, 1673).

(12) S. 22, c. 10, § 10 (38, 154): "Parentes, qui nos genuerunt ad mortem, Adam et Eva; parentes, qui nos genuerunt ad vitam, Christus et Ecclesia". Ep. 157, c. 3, § 11-14 (33, 678 s. s.); Cf. C. litt. Petil., l. 3, c. 10 (43, 353 s.).

(13) Ep. l57, c. 3, § 12 (33, 679); Ep. 187, c. 9, § 30 (33, 843 s.). Cf. P. Capistran Romeis, Das Heil des Christen ausserhalb der wahren Kirche nach der Lehre des hl. Augustin. Paderborn 1908, str. 94 n.

(14) S. 4. ad catech., c. 13; Cf. Cypr., De unitate Ecclesiae, § 6 (4, 502): "Habere non potest Deum Patrem, qui Ecclesiam non habet matrem".

(15) Cf. Harnack, Dogmengeschichte, III 4. Tübingen 1910, str. 145 s.

(16) Ep. 82 c. 4, § 31 (33, 289). Budującą jest pokora Augustyna wobec Pisma św. Cf. Ep. 147, c. 1, § 2 (33, 597); c. 16, § 39 (33, 614); c. 23, § 54 (33, 622); Ep. 148, c. 4, § 15 (33, 628); Ep. 193, c. 4, § 10 (33, 873).

(17) Cf. De gestis cum Emer., § 12 (43, 706).

(18) Ep. 118, c. 3, § 21 (33, 442); c. 5, § 32 (33, 447).

(19) C. epist. Parmen., l. 3, c. 1, § 1 (43, 81 s.): "illi filii mali, qui non odio iniquitatum alienarum, sed studio contentionum suarum infirmas plebes iactantia sui nominis irretitas vel totas trahere, vel certe dividere affectant, superbia tumidi, pervicaria vesani, calumniis insidiosi, seditionibus turbulenti; ne luce veritatis carere ostendantur, umbram rigidae severitatis obtendunt, et quae in Scripturis sanctis salva dilectionis sinceritate et custodita pacis unitate, ad corrigenda fraterna vitia mordaciori curatione fieri praecepta sunt, ad sacrilegium schismatis et ad occasionem praecisionis usurpant...".

(20) C. litt. Petil., l. 2, c. 83, § 184 (43, 315 s.).

(21) C. Cresc., l. 3, c. 5, § 5 (43, 498): "O scelus, o portentum, non sicut ait quidam, in ultimas terras exportandum (Cicero, act. 1. in Verr.), sed potius extra omne coelum et omnes terras, si fieri possit, abigendum. Non te ipsum dico, quem correctum volo, sed hunc errorem, a quo te corrigi cupio". Cf. Ep. 78, § 8 (33, 271).

(22) De bapt., l. 4, c. 20, § 27 (43, 171): "Si quis dicat, quia haereticus est, non potest hoc solum esse, quin et alia consequantur; carnalis est enim et animalis, ac per hoc et aemulus sit necesse est, et animosus, et invidus" etc.

(23) De moribus Manich., l. 2, c. 19, § 68 (32, 1374).

(24) M. C. L. 32, 1300 ss.

(25) Retract., l. 1, c. 7, § 1 (32, 79 s.).

(26) De mor. Manich., l. 2, c. 19, § 67 (32, 1373 s.); c. 19, § 68 (1374); c. 19, § 70 (1374); De mor. Eccl. cath., c. 35, § 78 (32, 1343); C. Faust. Manich., l. 20, c. 6 (42, 371); l. 22, c. 80 (42, 453); S. 50, c. 9, § 13 (38, 332); C. 6, § 9 (38, 330) etc.

(27) Dlatego w błędzie jest W. Thimme, gdy pisze: "Das «extra Ecclesiam nulla salus» kennt Augustin übrigens nicht". – Augustins geistige Entwicklung in den ersten Jahren nach seiner Bekehrung 386-391. Berlin 1908, p. 230.

(28) C. litt. Petil., l. 2, c. 14, § 33 (43, 268); C. Cresc., l. 3, c. 44, § 48 (43, 522); c. 43, § 47 (43, 521); Ep. 29, § 12 (33, 120).

(29) C. Cresc., l. 3, c. 48, § 53 (43, 525); Ep. 185, § 18 (33, 800 s.).

(30) C. litt. Petil., l. 2, c. 14, § 33 (43, 268); Contra Gaudentium, l. 1, c. 22, § 25 (43, 720) etc.

(31) Contra Gaudentium, l. 1, c. 28, § 32 (43, 725); c. 31, § 36 (43, 728); C. litt. Petil., l. 2, c. 83, § 184 (43, 315); Brevic. collat., III d., c. 11, § 21 (43, 635); Ep. 105, § 3 (33, 397); "circumcelliones" charakteryzuje dobrze: Ferrère, La situation religieuse de l'Afrique romaine depuis la fin du IV siècle jusqu'à l'invasion des Vandales (429). Paryż 1897, str. 151 n.; Monceaux, Histoire litteraire de l'Afrique chrétienne, t. 4, str. 158; S. Optati Milev. De schismate Donatistarum liber IV (ed. Hartez, t. X); C. Cresc., l. 3, c. 42, § 46 (43, 520 s.).

(32) C. litt. Petil., l. 2, c. 83, § 184 (43, 315); C. Cresc., l. 3, c. 66, § 75 (43, 537); c. 3, § 3 (43, 497); Contra Gaudentium, l. 1, c. 20, § 22 (43, 717); Ep. 93, § 3 (33, 322); c. 6, § 20 (33, 321); En. in ps. 54, § 16 (36, 639).

(33) De bapt., l. 3, c. 16, § 21 (43, 149): "Quodlibet haeretici et schismatici accipiant, charitas, quae cooperit multitudinem peccatorum, proprium donum est catholicae unitatis et pacis... Praeter ipsam tamen esse illa charitas non potest, sine qua caetera, etiamsi agnosci et approbari possunt, prodesse tamen et liberare non possunt..."; ibid., c. 17, § 22 (43, 150): "Sacramenti integritas ubique cognoscitur, sed ad peccatorum illam irrevocabilem remissionem extra unitatem Ecclesiae non valebit. Nec in haeresi aut schismate constitutum sanctorum orationes, id est, illius unicae columbae gemitus poterunt adjuvare".

(34) Retract., l. 1, c. 2 (32, 617).

(35) Ep. 93, c. 11, § 46 (33, 343): "Nobiscum... estis in baptismo, in symbolo, in caeteris Dominicis sacramentis. In spiritu autem unitatis et vinculo pacis... nobiscum non estis". Cf. De bapt., l. 1, c. 13, § 21 (43, 120 s.); S. ad Caes. eccl. pleb., § 6 (43, 694); En in ps. 83, § 7 (37, 1060); Contra Gaudentium, l. 1, c. 22, § 25 (43, 720 s).

(36) Ep. 87, § 9 (33, 301): "Privatam hominum impietatem detestamur in schismate, baptismum vero Christi ubique veneramur". Cf. Ep. 89, § 7 (33, 312); De bapt., l. 4, c. 15, § 22 (43, 168). Gdy jest mowa o ważności sakramentów poza Kościołem, należy to rozumieć przede wszystkim o chrzcie, o którym Augustyn "explicite" pisze.

(37) C. Cresc., l. 2, c. 16, § 19 (43, 477). De bapt., l. 1, c. 2, § 3 (43, 110).

(38) De bapt., l. 3, c. 17, § 22 (43, 150): "Nec in haeresi aut schismate constitutum sanctorum orationes, id est, illius unicae columbae gemitus poterunt adjuvare; sicut nec intus positum possunt, si adversum se ipse per vitam pessimam teneat debita peccatorum".

(39) Cf. Schwane, Dogmengeschichte 2. Freiburg Br. 1895, str. 654.

(40) Co w nieskończoność powtarzają protestanci np. Böhringer, Aurelius Augustinus, Bischof von Hippo. Stuttgart 1877, str. 419. Eucken, Die Lebensanschauungen der grossen Denker, 7. Lipsk 1907, str. 238.

(41) Cf. Eucken, ibid., str. 239. Pisze tendencyjnie: "Auch der Gehalt der Moral leidet Schaden durch jene Allgewalt der Kirche und die Alleinherrschaft ihrer Zwecke. Die Moral erscheint nicht als ein selbstständiges und an sich wertvolles Reich, sondern als eine Summe von Einrichtungen der Religion und – da Religion und Kirche hier zusammen gefallen, der kirchlichen Ordnung. So gibt es sittlich gute Handlungen im wahren Sinne nur innerhalb der katholischen Kirche: Den Nichtkatholiken nützen auch die aufopferndsten Liebeswerke nicht, sind sie doch, weil ausserkirchlich, auch aussergöttlich und daher überhaupt keine gute Werke".

(42) S. 200, c. 3, § 4 (38, 1030); C. Cresc., l. 2, c. 12, § 14 (43, 474).

(43) Contra Gaudentium, l. 1, c. 22, § 25 (43, 720 s.): "Quamdiu in hoc corpore vivitis, spes nobis aliqua de vobis datur... quamdiu in hac carne vivitis, de vobis desperare non possumus..."; De bapt., l. 1, c. 17, § 26 (43, 123 s.); ibid., l. 4, c. 14, § 21 (43, 167): "De conversione autem nullius desperandum est, sive foris, sive intus constituti, quamdiu patientia Dei ad poenitentiam eum adducit...". Cf. Rom. II, 4.

(44) En. in ps. 64, § 6 (36, 776 s.); C. ep. Manich. fundam., c. 2, § 2; c. 3, § 3 (42, 174).

(45) Ep. 93, c. 1, § 2 (33, 322); c. 3, § 10 (33, 325 s.).

(46) En. in ps. 30, s. 2, § 8 (36, 244); Cf. E. Commer, Die Katholicität nach dem heil. Augustinus. Breslau 1873, str. 84 n.

(47) C. Cresc., l. 2, c. 9, § 11 (43, 472 s.).

(48) Ep. 102, c. 12, § 15 (33, 374, 376); Ep. 175, c. 3, § 4 (33, 760 s.); D. c. D. XVIII, 47. In Io. Evang. tract. 45, § 9 (35, 1722); S. 11, § 3 (38, 99); De catech. rud., c. 17, § 26 (40, 330).

(a) Por. 1) Ks. Franciszek Perriot, Poza Kościołem nie ma zbawienia.

2) Sac. F. H. Reinerding, De necessitate Ecclesiae ad salutem.

3) Sac. Andreas Retke, Patrologiae Compendium. S. Augustinus.


5) F. J. Holzwarth. Historia powszechna, Św. Augustyn. Pelagianizm. Św. Hieronim.




9) S. Aurelii Augustini Hipponensis Episcopi Enchiridion ad Laurentium sive de fide spe et caritate liber. S. Fulgentii Episcopi Ruspensis De fide seu de regula verae fidei ad Petrum liber.

10) Św. Fulgencjusz, biskup w Ruspe, O wierze czyli o regule prawdziwej wiary do Piotra.








18) Dr. Franciscus Egger, Episcopus Brixinensis et Princeps, a) De indefectibilitate Ecclesiae. b) De necessitate Ecclesiae.

19) Themata dogmatica Concilii Vaticani. Votum P. Ioannis Perrone e Societate Iesu, De Ecclesia eiusque iuribus.


21) Bp Konrad Martin, O konieczności Chrztu świętego.


23) O. Ludwik Blozjusz OSB, O losie heretyków i schizmatyków.

(Przyp. red Ultra montes).

 
( PDF )

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMXV, Kraków 2015

piątek, 24 kwietnia 2020

X. Rafał Trytek ICR: Głos Kapłański – Jakie życie taka śmierć.

X. Rafał Trytek ICR: Głos Kapłański – Jakie życie taka śmierć.

Głos Kapłański - Jakie życie taka śmierć
      Trudny czas, jaki obecnie przeżywamy skłania nas do refleksji jak się zabezpieczyć przed złem, jak uniknąć choroby, głodu i śmierci?
Odpowiedź jest prosta – całkowitego zabezpieczenia przed tymi rzeczami po prostu nie ma. Oczywiście roztropność nakazuje by w miarę możliwości unikać okazji do zarażenia się zarazą; trzeba mieć pewne zapasy żywności itd., ale absolutnej pewności, że zło nie dotknie nigdy nie m., Zatem obok, a właściwie przed zabezpieczeniem się w sposób materialny trzeba przygotować się w sposób duchowy.
Każdy niech zapyta – czy jestem w stanie łaski uświęcającej? Czy usilnie staram się uwolnić od najważniejszych grzechów? Czy zrobiłem wszystko by naprawić uczynione przez siebie zło? Czy wyprostowałem oszczerstwa, które o innych rozpowszechniałem? Czy oddałem pożyczone rzeczy, lub w przypadku braku takiej możności poprosiłem o odroczenie spłaty długu lub jego umorzenie, a jeśli i to nie jest możliwe czy się pomodliłem za tych, którzy mnie pożyczką wsparli? Czy należycie troszczyłem się o potrzeby Kościoła, biednych, chorych? Czy chętnie przebaczałem moim winowajcą? Czy zamiast reagować jak katolik na cały ten kryzys jedynie złorzeczyłem winowajcom tej sytuacji – domniemanym i prawdziwym? Czy jestem po prostu gotowy na śmierć i stanięcie przed Sędzią Sprawiedliwym
Ojciec Maksymilian Maria Kolbe na początku wojny powiedział do braci w Niepokalanowie, że nie mamy nic do stracenia, a wszystko do zyskania. Czy nie jest tak, że bardziej boimy się niewygody, cierpienia tu na ziemi, które zawsze trwa tylko do czasu, a nie boimy się tak jak powinniśmy grzechu śmiertelnego i strącenia w piekło, z którego nigdy się nie wychodzi, gdzie cierpienie jest wieczne, i nie ma ŻADNEJ nadziei?
Zachowujmy spokój, bo czuwa nad nami Boża Opatrzność, czuwa Niepokalana Królowa Polski. Bądźmy roztropni, nie chciejmy pochopnego buntu w imię niejasnych celów, które suflerzy na pewno będą podszeptywać naiwnym. Nie bądźmy jak bezmyślne byki atakujące czerwoną szmatę, zamiast torreadora.
Wyzbądźmy się pychy, chęci błyszczenia, ciekawości, za to myślmy o bliźnich (miłość Boga bez miłości bliźniego jest martwa), o duszach czyśćcowych, miejmy wreszcie miłość do Cierpiącego Chrystusa, który za NASZE grzechy umarł, On jest Zwycięzcą śmierci, piekła i szatana!
Ks. Rafał Trytek ICR
Św. Gabrielu Archaniele módl się za nami!

niedziela, 19 kwietnia 2020

Przyczyny potępienia przez Kościół katolicki nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia.

Przyczyny potępienia przez Kościół katolicki nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia.

OD REDAKCJI TENETE TRADITIONES: Uwaga! Autorem poniższego materiału jest Msgr. Patrick Perez, związany z Centrum Fatimskim i Instytutem Chrystusa Króla, będący więc przedstawicielem soborowego "kościoła", który jednak bardziej reprezentuje (przynajmniej w poniższym tekście) stanowisko znane jako R&R (uznawanie i sprzeciwianie się), bliżej mu więc do lefebrystów, chociaż co ciekawe, lefebryści w przeciwieństwie do niego ochoczo uznają i propagują potępiony przez Kościół kult tzw. "Miłosierdzia Bożego" wg. s. F. Kowalskiej. Przedstawiamy więc poniższą analizę, w której (poza ostatnim zdaniem) nie ma żadnych poważnych błędów teologicznych. W nawiasach kwadratowych podajemy wszystkie poprawki i wyjaśnienia, nałożone przez naszą redakcję, w celu lepszego zrozumienia treści.
Typowy obraz Miłosierdzia Bożego
– Jezus przypomina wirującego derwisza
Czytelnicy pytają nas o stosunek TIA do kultu Bożego Miłosierdzia. Ponieważ wiedzieliśmy,  że ks. Perez poruszył ten temat kilka miesięcy temu, poprosiliśmy  go o napisanie artykułu  na ten temat  na naszej  stronie  internetowej.  Z powodu wielu obowiązków i zajęć duszpasterskich nie mógł napisać artykułu – przysłał nam jednak taśmy i tekst kazania wygłoszonego na ten temat 21-go kwietnia 2013 r.
Dokonaliśmy  transkrypcji z języka mówionego na język pisany, którą poniżej publikujemy.  Mimo,  że  jest  to  długi  artykuł,  postanowiliśmy  opublikować całe kazanie nie dzieląc go na kilka artykułów – Msgr. Patrick Perez / TIA.
***
Moi drodzy wierni.
Dziś chcę powiedzieć kilka słów na temat nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego.
Co roku otrzymuję wiele pytań dotyczących tego tematu i teraz chcę go poruszyć. Jako odniesienia źródłowego używam głównie materiałów opublikowanych w magazynie Angelus (czerwiec 2010 r.) na podstawie badań ks. Petera Scotta,  które wyczerpują większość zagadnień, które przedstawiam w kazaniu – uznanie i szacunek dla ks. Petera Scotta.
Nabożeństwo  do  Miłosierdzia  Bożego  zostało  ponownie  przywrócone przez [pseudopapieża] Jana Pawła II.   —  Podczas swego długiego pontyfikatu ustanowił święto na cześć tego nabożeństwa.
W homilii  w  czasie [pseudo] kanonizacji s. Faustyny ​​30 kwietnia 2000 roku,  oświadczył,  że druga Niedziela  Wielkanocna  [wg. nazewnictwa novus ordo, w katolickim Mszale Rzymskim Niedziela Biała lub Niedziela Przewodnia] będzie odtąd  nazywana Niedzielą Miłosierdzia Bożego.
W związku z tym, co roku w niedzielę następującą  po Wielkanocy, która nazywa się białą niedzielą*  –  po łacinie Dominika in albis  — nazywa się [w modernistycznym Neokościele] Niedzielą Miłosierdzia Bożego.
 Zostałem zapytany:
      —  „Ojcze,  dlaczego  my  nie  obchodzimy  w  niedzielę Miłosierdzia Bożego?
Odpowiedź byłaby prosta:
      —  „Nie robimy tego,  bo  tego nie ma w  tradycyjnym kalendarzu.”
Ale  przecież  święta  Ojca Pio  także  nie ma w tradycyjnym kalendarzu, a jednak je obchodzimy.   —  Robimy to tego samego dnia w sposób określony we wspólnym Mszale, co pozwala nam na cześć niedawno kanonizowanych świętych. [Ojciec Pio nie został kanonizowany przez Kościół katolicki, więc nie można obchodzić liturgicznie jego święta, w. opisaną zasadę można stosować do świętych kanonizowanych pod koniec pontyfikatu Piusa XII, którzy nie zostali jeszcze umieszczeni w Mszale Św. Piusa X - przyp. red. T.T.].
Więc  pytanie  powraca:   — Dlaczego  nie  obchodzimy  Niedzieli   Miłosierdzia Bożego?
Przeanalizowałem modlitwy nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego  i  nic złego w nich nie znalazłem.
Ale coś jest nie tak z tym, co otacza ten nowy kult.
Prawdopodobnie są osoby,  być może nawet kilka osób jest tutaj,  które  otrzymały łaski za przyczyną kultu Bożego Miłosierdzia.    — To nie jest wystarczający dowód, że sam kult jest koniecznie dany z Nieba.
Pamiętajmy,  Bóg  zawsze  odpowiada  na nasze modlitwy.  Zawsze otrzymamy jakąś łaskę przez modlitwę.
Na przykład, wyobraźmy sobie, że odbyliśmy pielgrzymkę, aby odwiedzić miejsce pochówku świętego. — Odbyłeś pielgrzymkę i myślałeś, że klęczysz na właściwym grobie oddając cześć temu świętemu.    — W  rzeczywistości  jednak,  nie  był pochowany na tym cmentarzu, ale w pobliżu w kościele.
Niemniej jednak Bóg udziela łaski  z  powodu twojego wysiłku i  chęci podobania się Bogu, wynagrodzenia Mu i pragnienia zadośćuczynienia za swoje grzechy.
Odbyta  pielgrzymka nie  była daremna.  Bóg  nie  zajmuje stanowiska w stylu:  — „No cóż, jesteś na niewłaściwym grobie. Niestety, niepotrzebnie podróżowałeś  6000 mil i teraz otrzymujesz nic”.
Nie, Bóg zawsze odpowie na twoje modlitwy.    — Tak więc, proszę, pamiętaj,  kiedy słyszysz, jak ludzie mówią:  — „Otrzymałem łaskę przez praktykowanie tego nabożeństwa.” 
To samo  w sobie nie oznacza, że nabożeństwo jest polecone z Nieba.
Z pewnością łaski są zawsze  z Nieba.  Ale samo nabożeństwo może nie być.
Potępienia nabożeństwa – Co jest nie tak z nabożeństwem do Miłosierdzia Bożego?
Po pierwsze, kiedy to nabożeństwo zostało poddane pod osąd  Piusa XII,  nie miał On zastrzeżeń dotyczących pobożności i modlitw,  ale okoliczności tzw. objawień s. Faustyny ​​i ich treści.
Oznacza to, że był zaniepokojony tym,  co Pan Jezus rzekomo powiedział  Siostrze Faustynie i co kazał jej podać do publicznej wiadomości.
Następnie Pius XII umieścił ten kult, w tym objawienia i pisma s. Faustyny na indeksie Libro rum Prohibitorum (Indeks ksiąg zakazanych).
Wykaz ten nie istnieje, ponieważ został oficjalnie zniesiony w  dniu  14 czerwca 1966 r.  przez [pseudopapieża] Pawła VI. ["nie istnieje" w modernistycznym Neokościele, w Kościele katolickim oczywiście istnieje, i obowiązuje pod grzechem śmiertelnym oraz sankcją automatycznej ekskomuniki - przyp. red. T.T.].
Jest to nieszczęściem,  że już nie istnieje. [nieszczęścia lefebrystów....]
Jeśli ta lista by istniała, byłaby dziś ogromnie ważna,  żeby wypełnić  tę istniejącą lukę praktycznie we wszystkim, co jest dzisiaj opublikowane i ma być przyjęte do wiary katolickiej. [Bogu dzięki, katolicy integralni nie mają tego problemu]
JPII  poparł  trzykrotnie  potępione  nabożeństwo
Tak więc,  Pius XII  umieścił pisma s. Faustyny ​​na indeksie ksiąg zakazanych. To oznaczało, że uważał, że ich zawartość może prowadzić katolików  do  błędu lub w niewłaściwym kierunku.
Następnie przyszły inne zakazy wprowadzone przez [pseudo]papieża Jana XXIII.
— Dwa razy  w  czasie  jego pontyfikatu Święte Oficjum wydało potępienia pism Miłosierdzia Bożego. [na czele Świętego Oficjum stał jeszcze wówczas wyznaczony ważnie przez Papieża Piusa XII kard. Ottaviani - przyp. red. T.T.].
Dziś Urząd Świętego Oficjum nazywa się [w Neokościele] Kongregacją Nauki Wiary.
Ale zanim go tak nazwano – pełna nazwa brzmiała – Święte Oficjum Inkwizycji. Jego nazwa uległa zmianie na przestrzeni kilku lat.
Urząd ten —umieszczony pod bezpośrednią kontrolą papieża  —  jest  odpowiedzialny  za  utrzymanie czystości doktryny  i  czuwanie  nad  rozpowszechnianiem różnych dokumentów w Kościele.
Jeśli papież chce pouczyć wiernych na dany temat, to zazwyczaj robi to przez Święte Oficjum.  Tak więc, wszystkie proklamacje,  oświadczenia i dokumenty wydane przez  Święte Oficjum  mogą  być  postrzegane jako pochodzące od samego papieża.
Nie raz, ale dwa razy pod pontyfikatem [pseudo]papieża  Jana XXIII  —   zostało potępione przez Święte Oficjum  zwłaszcza nabożeństwo.
Po raz pierwszy potępienie miało miejsce na pierwszym plenarnym posiedzeniu  w  dniu 19 listopada 1958 roku. [czyli zaledwie 40 dni po śmierci Papieża Piusa XII, potępienie to wydane było jeszcze na żądanie zmarłego Papieża]  — Deklaracja Świętego Oficjum wydała trzy poniższe orzeczenia na temat tego kultu:
1. Nie ma dowodów nadprzyrodzonego pochodzenia tych objawień.
Oznacza to, że członkowie Świętego Oficjum zbadali treść  objawień  i orzekli,  że nie ma w nich nic,  co  wskazywałoby  na nadprzyrodzony charakter tych objawień.
W autentycznych objawieniach  Matki Bożej w Lourdes  i  Matki Bożej  Fatimskiej,  po  zapoznaniu  się  z  treścią stwierdzono, że nie może być ostatecznie dowiedzione, że są pochodzenia Boskiego, ale nie ma wystarczających dowodów, aby temu zaprzeczyć. [tzn. są dopuszczone do kultu publicznego]
W  objawienia  Miłosierdzia Bożego,  ostatecznie  orzeczono,  że nie ma dowodów,  że  w  ogóle  są  one nadprzyrodzone.
Tłumaczy się to:  —  „Nie sądzę, że te objawienia pochodzą od Boga.”
2. Brak powodów, aby święto Bożego Miłosierdzia było ustanowione. 
Dlaczego?  — Bo  jeśli byłoby ustanowione na podstawie objawień,  które  nie są wyraźnie pochodzące od Boga, to byłoby to nierozważną i ciężką lekkomyślnością – ustanowienie święta w Kościele w oparciu o coś,  co jest objawieniem fałszywym. 
3. Zabrania się propagowania i rozpowszechniania pism i wizerunków [obrazów]  będących  częścią  tego  nabożeństwa, rozpowszechnionego w  formie otrzymanej przez s. Faustynę.
Tak  więc,  nie wolno było [wciąż nie wolno!] publikować  nawet  samego  obrazu,  jako wizerunku Bożego Miłosierdzia naszego Pana.
Teraz wiesz wszystko na temat kultu tego obrazu,  jego  historii  i  możesz sam wyrobić sobie opinię. [jeśli jesteś katolikiem, musisz przyjąć z pokorą potępienie Świętego Oficjum i stosować się do jego zakazów - przyp. red. T.T.]
Patrząc  na  ten  obraz  czuję  się nieswojo i niespokojnie i nie mogę naprawdę powiedzieć dlaczego. Nie lubię go.
—  Nie podoba mi się twarz, nie podoba mi się gest,  nie podoba mi się postawa, nic mi się ni podoba .   — To było moje pierwsze wrażenie z tego zdjęcia. Nie chcę go mieć w pobliżu siebie  –  z  braku lepszego określenia  –  gdy patrzę na niego ogarnia mnie lęk…
Dzisiejszy obraz pokazuje wielobarwne promienie – nie czerwone  i  białe  [wg opisu pochodzącego z Dzienniczka]  – nie ma serca, tylko te promienie.
Wszystko to widziałeś. Ten obraz został zakazany do rozpowszechniania i publikowania.
W dniu 6 marca 1959 roku, na polecenie [pseudo]papieża Jana XXIII,  Święte Oficjum [wciąż kierowane przez kard. Ottavianiego] powtórnie  wydało  dekret  zabraniający rozpowszechniania  obrazów  Bożego Miłosierdzia  i  pism s. Faustyny propagujących ten kult.  — Do decyzji biskupów pozostawiono sposób usunięcia obrazów już rozpowszechnionych do publicznego kultu.
Nie muszę mówić więcej o tych orzeczeniach. Dwaj papieże [właściwie to jeden Papież i jeden antypapież - przyp. red. T.T.] stanowczo ostrzegli wiernych przed niebezpieczeństwem tego nabożeństwa.
Pius XII umieścił go na indeksie;  — Jan XXIII wydał dwa potępienia przez Święte Oficjum [pierwsze przygotowane jeszcze za Piusa XII],  ostrzegające przed niebezpieczeństwem duchowym tego nabożeństwa prezentowanego wiernym.
Nie wiele więcej można powiedzieć w tej sprawie.
Powyżej, majestatyczny Jezus z aureolą Boskości i dobrze zdefiniowanym Najświętszym Sercem daje wyraźne błogosławieństwo;  — poniżej,  Jezus  jak zwykły robotnik — bez aureoli  i serca czyni gest przypominający bardziej  „hello”  — „cześć”, niż błogosławieństwo.
Rozważmy rzeczywisty obraz Chrystusa Pana, naszego Zbawiciela.
Chyba  najbardziej  bogatym  w symbolikę i dokładnym przedstawieniem Jego wizerunku, oprócz  Krzyża,  jest  obraz  Najświętszego Serca,  ponieważ  obraz Najświętszego Serca Jezusowego podsumowuje całą teologię Odkupienia.
Przebodli ręce i nogi i Jego Najświętsze Serce,  korona cierniowa otacza serce, które  płonie  z  miłości  do  człowieka.  To  była cena jaką zapłacił, ofiara jaką uczynił dla naszego Odkupienia. Ofiarował samego siebie  z powodu Jego żarliwej miłości do nas, mimo niewdzięczności stworzenia buntującego się  przeciwko Stwórcy.
Pomyśl o tym.
On nas stworzył, a potem przybili Go do krzyża, chociaż był Bogiem  —  całkowicie niewinny —  bez jakiegokolwiek uczynku winy.
Tak więc, Najświętsze Serce oddaje to wszystko.
Obraz Najświętszego Serca,  symbolicznie  wskazuje  nam  Jego miłość  i miłosierdzie dla nas.
Nabożeństwo do  Najświętszego Serca  jest wynagrodzeniem za nasze grzechy. Jesteśmy grzesznikami, musimy wynagradzać.
Pomimo obietnic naszego Pana i fakt,  że zapłacił nieskończoną cenę dla naszego odkupienia, musimy wynagradzać. Zawsze powinniśmy czynić pokutę za grzechy nasze i dokonywać różnego rodzaju zadośćuczynienie.
Teraz rozważmy obraz Pana Jezusa reprezentujący [rzekomo] Miłosierdzie Boże.
— Jest to imitacja Najświętszego Serca bez serca.
Kiedy  się  dokładnie  przyjrzeć  można  zauważyć, że na obrazie nie ma serca.
Są  po  prostu  promienie  wychodzące z punktu powyżej pasa. To symbolizuje błąd  nabożeństwa  do  Miłosierdzia Bożego. 
— Głosi,  że możemy spodziewać się bezwarunkowego miłosierdzia, bez jakiegokolwiek zadośćuczynienia, bez żadnych zobowiązań w ogóle. To nie jest przesłanie Chrystusa. 
— Chrystus jest zawsze miłosierny. Zawsze, w każdym czasie. Jego miłosierdzie przebacza nam zawsze nasze stale powtarzane grzechy w sakramencie pokuty, każdemu z nas, bez względu na to, jak złe są nasze grzechy.
A co dzieje się w sakramencie pokuty?
Sama nazwa sakramentu mówi nam  dokładnie, co  się  dzieje:  by  Sakrament był skuteczny zakłada pokutę.
Nie jesteś tam tylko przez wzgląd na Sakrament, uznając swoje całkowite podporządkowanie wobec Kościoła i swojej zależności od Sakramentów o przebaczenie, ale opuścisz konfesjonał z nałożoną pokutą.
Jesteś również często napominany z tej ambony,  że  trzeba nie tylko wypełnić tę pokutę, ale trzeba ustawicznie czynić pokutę, swoją pokutę.
Nie możesz po prostu odmówić dziesiątka Różańca i powiedzieć:
      — „Odprawiłem moją pokutę.  Teraz mogę  dalej postępować wesoło na mojej drodze „.
Zawsze musisz mieć ducha  pokuty  z  powodu  swoich  grzechów  przeszłości; musisz z tym żyć.
Głównym błędem nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego jest to, że obiecuje wiele duchowych korzyści bez obowiązku pokuty, bez wzmianki o  zadośćuczynieniu,  nie wspomina o jakichkolwiek warunkach.
Niestety, ten błąd koresponduje w dużej mierze z tym, co [pseudopapież herezjarcha] Jan Paweł II napisał w  encyklice  Dives  in  Misericordia.   — Nie polecam  jej do czytania każdemu  z was, z wyjątkiem najbardziej przygotowanych, z powodu wielu  wprowadzających  w  błąd  zawartych  tam stwierdzeń.
Jak  echo  powtarza  o  bezwarunkowym  Miłosierdziu Bożym,  o miłosierdziu, jak o prezencie z Nieba, bez wymagań, , bez  wzmianki  o koniecznej pokucie i zadośćuczynieniu za grzechy w ogóle.
Encyklika [pseudo]papieża Jana Pawła II, już w 1978 roku  — w pierwszym roku swego pontyfikatu,  — rozpoczęła proces [pseudo]kanonizacji s. Faustyny ​​i ustanowienia w Niedzielę [pseudo] Święta Miłosierdzia Bożego.
Jak powiedziałem wcześniej, oba pisma s. Faustyny ​​i sama idea ustanowienia Święta  Miłosierdzia Bożego  zostały  zakazane  i  potępione  przez  dwóch  poprzednich papieży [jednego Papieża i jednego antypapieża].
Domniemane przesłania w pismach s. Faustyny
Sam przekład z polskiego Pism s. Faustyny, opublikowany  w  języku  angielskim w 2007 roku, stanowi powód do niepokoju. —  Praca  zawiera spis wiadomości i przesłanie częstych rzekomych objawień od naszego Pana i ma 640 stron.
Nowa  pobożność  „save-yourself-without-effort”  [„zbaw się bez wysiłku”]
Ten długi wątek wypowiedzi, rzekomo od naszego Pana do s. Faustyny ​ zawiera  rzeczy,  które  sprawiają,  że  prawidłowo  myślący katolik czuje się co  najmniej bardzo nieswojo.
Dla zilustrowania kilka cytatów z jej pism:
2 października 1936, ona twierdzi, że „Pan Jezus” ukazał się jej i powiedział:
— „Teraz wiem,  że kochasz mnie nie dla łask i darów,  które ci okazuję,  ale wola Moja droższa ci jest niż życie. Dlatego łączę się z tobą tak ściśle, jak z żadnym innym stworzeniem. „ 
(Miłosierdzie Boże w duszy mojej Dzienniczek s. Faustyny​​, Stockbridge, MA:. Marian Press, 1987, s. 288)
W jaki sposób możemy wierzyć,  że  Nasz Pan zjednoczył się bardziej ściśle z s. Faustyną ​​niż Najświętszą Maryją Panną?
W pierwszej chwili możemy pomyśleć:  — „Och, to jest piękne.
Ale później przychodzi zastanowienie:
Chwileczkę,  nasz Pan zjednoczył się bardziej ściśle z  s. Faustyną  ​​niż  z jakimkolwiek innym stworzeniem?  
Matka Boża Niepokalanego Poczęcia przecież też była Jego stworzeniem, została  stworzona  przez  Niego  jak reszta  z  nas,  mimo  wzniosłego  największego  przywileju  —   wolnej  od grzechu pierworodnego od samego początku.  
A teraz mamy wierzyć, że Nasz Pan powiedział S. Faustynie​​, że jest z nią bardziej  zjednoczony niż  z kimkolwiek innym, — nawet z Najświętszą Maryją Panną,  a na pewno bardziej niż z wszystkimi innymi świętymi”?
To stwierdzenie samo w sobie trąci pychą, nie mówiąc już,  że pochodzi z Nieba.  Ten typ przesłania jest obecny w wielu pozostałych przypadkach.
23 maja 1937  Pan Jezus  rzekomo  wypowiedział  słowa skierowane do siostry Faustyny:
     — „Umiłowana perło Mojego Serca”.
Niepokoi mnie to sztuczna słodycz.
Porównaj, jak Matka Boża mówi  do  s. Łucji  lub Bernadetty.  Nie jak do  „ukochanej perły mojego Serca”.
To jest niemożliwe do wyobrażenia, aby nasz Pan zniżał się używając tak przymilnego języka. Nasz Pan jest Chrystus Król jest Stwórcą wszechświata i władcą wszystkiego, co istnieje. —  Nie mówi takich rzeczy jak „ukochana perło mojego serca”.
Następnie powiedział:
      — „Widzę twoją miłość tak czystą, czystszą niż aniołów,  tym  bardziej, że dalej walczysz. Ze względu na ciebie, błogosławię świat”. (tamże, s.. 400)
Przede  wszystkim,  z  wyjątkiem Najświętszej Maryi Panny, nie jesteśmy wolni od  grzechu  pierworodnego,  a  więc nie jesteśmy w stanie czystszej miłości od Aniołów.
Hitlerowskie Niemcy zaatakowały Polskę po tym, jak Pan Jezus s. Faustynie ogłosił:  „Ze względu na ciebie, błogosławię świat” – zdjęcie powyżej – marsz na Warszawę
Co do błogosławieństwa dla świata, które byłoby dobrem...
Jeśli mielibyśmy jednego prawdziwego świętego na świecie, to Pan da nam błogosławieństwa dla tego jednego prawdziwego świętego.
To nie jest mój sprzeciw.
Moje  wątpliwości  dotyczą  tego,  że  to objawienie było w 1937 roku,  — gdy świat był  na  krawędzi  wojny,  o  której  siostra Łucja  została już uprzedzona przez Matkę Bożą w Fatimie:
      —   jeśli  Rosja  nie  będzie  poświęcona a ludzie się nie nawrócą,  to wielka katastrofa spotka ludzkość z powodu błędów  i  ich grzechów.
W tej samym czasie, gdy Pan mówi [rzekomo] s. Faustynie,  — „Ze względu na ciebie błogosławię świat” —  jesteśmy świadkami zstępującej z Nieba katastrofy.
II wojna światowa była błogosławieństwem dla świata?
Ponieważ  jej ojczysta Polska  nie przeszła bez szwanku przez niemiecką inwazję, nie wydaje się prawdopodobne, że On rzeczywiście pobłogosławił świat.
Inny przykład:
Siostra Faustyna twierdzi,  że  Nasz Pan  powiedział jej,  że została uwolniona od sądu, każdego sądu  –  od osądu ogólnego i szczegółowego.
W dniu 4 lutego 1935 roku twierdziła, że słyszy ten głos w duszy:
     — „Od dzisiaj nie bój się sądu Bożego, bo nie będziesz osądzana.” (Tamże, s.. 168)
Tylko Matka Boża, o ile mi wiadomo, jest wolna od sądu ogólnego i szczegółowego.
Święty Tomasz z Akwinu, według pobożnej historii, musiał pokutować w czyśćcu przed pójściem do Nieba.  —  Nie wiem,  czy jest to fakt,  ale  to jest  lekcja dla nas,  że nikt nie jest zwolniony z jakiegokolwiek osądu.
I  dodać  do  tych  przykładów  należy  niedorzeczne  twierdzenie, że z Hostii z tabernakulum Pan wyskoczył trzy razy i znalazł się w jej dłoniach,  tak że musiała otworzyć tabernakulum i umieść Go tam z powrotem:
      — „A Pan wyszedł z tabernakulum i spoczął w moich rękach  i ja z radością umieściłam go w tabernakulum.  Powtórzyło  się  to  po raz drugi i zrobiłam to samo. Pomimo tego, to samo powtórzyło się po raz trzeci”.
Można to zobrazować porównaniem do chomika, który wydostał się z jego klatki:   —   „Och, nie, znowu. Muszę umieścić cię tam z powrotem”.
Ile  razy  Kościół ogłosił, że tylko ręce kapłana są konsekrowane do dotykania Świętych Postaci  — i jaką lekcje daje światu przez ten przykład Hostii skaczącej w dłoniach tak, że sama musiała go umieścić z powrotem w tabernakulum?
Nasz Pan nie może zaprzeczać Jego Kościołowi przez słowo lub gest. A byłoby to jedno i drugie.
Zdała relację, z tego, co się wydarzyło, ale sam gest Pana byłby w sprzeczności z rzeczywistą Obecnością i wszystkim, co w Niej reprezentuje.
Brak ducha katolickiego
W skrócie — cała pobożność Miłosierdzia Bożego nie reprezentuje ducha katolickiego.
Z duchem katolickim wiąże się stałe podejmowanie zadośćuczynienia w pokucie  za grzechy nasze, modlitwy o łaski miłosierdzia Boga w tym życiu.
Na zakończenie stwierdzam, że tło tego nabożeństwa jest wątpliwe.
Nie ustanawia się konkretnej pobożności ze swoim własnym świętem w  oparciu  o  coś,  co  zostało w ostatnich latach potępione z bardzo dobrych powodów.
Jeśli spojrzeć na modlitwy nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego są doskonale ortodoksyjne.  — Nie ma w nich nic heretyckiego i aroganckiego.
— Ale pamiętaj, dlaczego zostały potępione i dlaczego nie uznajemy święta  Niedzieli Miłosierdzia Bożego – ze względu na jego przeszłość a nie ze względu na treść modlitw.
To jest bardzo ważne,  aby to wiedzieć,  ponieważ jest to jedna z wielu rzeczy, które  zostały  wprowadzone  już  w  czasach  współczesnych,  a  które zostały potępione w przeszłości.
I  to  nie  jest  przykład,  że  Kościół zmienia swoje nauczanie.  — To jest przykład przedstawiciela Kościoła, który czyni coś, czego czynić nie powinien. [oczywiście ostatnie zdanie jest błędne, Kościół katolicki nie zmienia, bo nie może zmienić swego nauczania, jeśli by to zrobił, nie byłby już tym samym Kościołem, założonym przez Chrystusa, tylko heretycką sektą. Chrystus obiecał że bramy piekielne nie przemogą Jego Kościoła, więc wiemy iż był on, jest i będzie, niezmienny, nieomylny i niezniszczalny. Modernistyczny Neokościół, głoszący herezje i fałszywy kult, dyscyplinę i zasady moralne (wszystko to zostało już potępione przez Kościół), podszywający się pod Kościół katolicki i okupujący jego materialne struktury, nie ma nic wspólnego z Kościołem katolickim, jest heretycką setką - przyp. red. T.T.]
15 październik 2013
 _______________________________________
Tłum. m. jasińska
Za: Msgr. Patrick Perez – Divine Mercy Devotion ;
* W czasach patrystycznych chrztu udzielano  w  czasie Wigilii Paschalnej.  Następnie  przez całą oktawę Wielkanocy neofici  (osoby, które dopiero co przyjęły chrzest) chodzili w białych szatach.

— Dlatego właśnie  II Niedziela Wielkanocna była zwana „Dominica in albis”, czyli biała niedziela – przyp. m.j

Źródłó: https://forumdlazycia.wordpress.com/2013/11/25/przyczyny-potepienia-przez-kosciol-nabozenstwa-do-bozego-milosierdzia/
http://tenetetraditiones.blogspot.com/2020/04/przyczyny-potepienia-przez-koscio.html#more

List Lavala byłego protestanckiego pastora w Condé sur Noireau

    POWODY   zniewalające licznych protestantów do powrotu na łono   KOŚCIOŁA KATOLICKIGO   ...