piątek, 19 lutego 2021

Kto uznaje "Sobór Watykański II" ten jest poza Kościołem katolickim.

 

Kto uznaje "Sobór Watykański II" ten jest poza Kościołem katolickim.

Kilka dni temu pan Jerzy Bergoglio (szerzej znany pod pseudonimem "Franciszek") powiedział w swej mowie do przedstawicieli „biura katechetycznego Konferencji Episkopatu Włoch”, że „Ci, którzy krytykują Sobór Watykański II lub go nie przestrzegają, są poza Kościołem”. Bergoglio wyraził się w tym przypadku bardzo jasno i wyraźnie: „Albo pozostajesz z Kościołem i postępujesz zgodnie z Soborem Watykańskim II albo, jeśli interpretujesz Sobór na swój sposób, nie jesteś w Kościele. Nie wolno negocjować z Soborem”. Bergoglio tym samym podkreślił, że "Sobór Watykański II" jest nauką oficjalnego "Magisterium Kościoła", której nie wolno lekceważyć. "Franciszek" zaapelował do przedstawicieli "Konferencji Episkopatu Włoch", by nie szli na żadne ustępstwa wobec tych, którzy próbują przedstawiać taką katechezę, która nie jest zgodna z tym "Magisterium Kościoła".

Ta wypowiedź pana Bergoglio jest ze wszech miar bardzo istotna, wręcz fundamentalna. Zadaje ona bowiem ostateczny kłam mrzonkom lefebrystów i innych pseudo-tradycjonalistów, którzy uważają, że można być w modernistycznym neokościele (który oni mylnie utożsamiają z Kościołem katolickim) a jednocześnie odrzucać Vaticanum II, lub interpretować go po swojemu, nie zgodnie z tym, jak interpretują go posoborowi "papieże" i "kolegium biskupów". Otóż nie, nie można. Jest to logiczne, i całkowicie zgodne z zasadami Kościoła katolickiego. To Papież jest od tego, aby decydować jak należy interpretować Sobór. Jeżeli Montinii, Wojtyła, Ratiznger etc. byli prawdziwymi Papieżami, to wyłącznie do nich należy interpretacja i wprowadzanie w życie nauki soborowej. Ich zdanie jest ostateczne, i niepodlegające żadnej dyskusji. Jednocześnie ta wypowiedź zadaje kłam tym wszystkim, którzy twierdzą że Vaticanum II był soborem jedynie "duszpasterskim", nie wprowadzającym żadnych zmian doktrynalnych, że jego nauki to nie jest oficjalne i nieomylne Magisterium i że w związku z tym można go poddawać krytyce, albo nie stosować się do jego reform. Otóż to nonsens. Wszystkie ważniejsze dokumenty Vaticanum II noszą standardowy tytuł "Deklaracja Dogmatyczna...". Montinii podpisując te dokumenty również wyraził się w sposób jasny i wyraźny, że są to dokumenty oficjalnego Magisterium Kościoła, które wszyscy są zobowiązani przyjąć i uznawać. Nie są to więc nic nie znaczące dokumenty "duszpasterskie", ale jest to oficjalne "Magisterium Kościoła [soborowego]".  Ktoś kto nie uznaje tych dokumentów, krytykuje je lub interpretuje je na swój własny sposób (niezgodnie z tym, jak interpretują je posoborowi "papieże"), ten automatycznie jest poza "kościołem" (posoborowym, oczywiście). 

Skoro więc ktoś uznaje modernistów za hierarchię Kościoła katolickiego, uznaje że Vaticanum II był ważnie, legalnie zwołany przez katolicką hierarchię, uznaje modernistyczny, posoborowy neokościół za Kościół katolicki a Montiniego, Wojtyłę, Ratzingera, Bergoglio etc. za katolickiego Papieża, to MUSI uznawać jednocześnie W CAŁOŚCI (integralnie) nauczanie tego soboru, w tym o wolności religijnej, ekumenizmie etc., zgodnie z tym jak intepretują to posoborowi "papieże", musi uznawać ich Magisterium oraz wszystkie akty prawne i liturgiczne, jak nową "mszę", "katechizm", "prawo kanoniczne" etc. Inaczej jest heretykiem i schizmatykiem i jest poza Kościołem. Jest więc absurdem to, co pisał niedawno znany w internetach "teolog katolicki" - pan Dariusz Olewiński, że można nie uznawać herezji ekumenizmu, i być dalej w "Kościele Soborowym" (tekst "Czy odrzucenie ekumenizmu jest herezją?"). Pan Olewiński pisze jak zwykle bzdury, całkowicie pomijając "Magisterium" Vaticanum II i posoborowych "papieży". Twierdzi on, że ekumenizm nie został nigdy sformułowany jako "prawda wiary katolickiej", czyli odrzuca "deklaracje o ekumenizmie" i inne dokumenty Vaticanum II, podpisane i uroczyście promulgowane jako "Magisterium" przez antypapieża Montiniego (ps. Paweł VI), a więc zgodnie z tym co mówi "papież Franciszek" (i co jest akurat w pełni zgodne z nauczaniem i praktyką Kościoła) sam siebie stawia poza Kościołem. Bo w istocie, jeśli ktoś uznaje "soborowy kościół" za Kościół katolicki, i jego "papieży" za Papieży Kościoła katolickiego, to jednocześnie MUSI uznać, że "TO NIE EKUMENIZM JEST HEREZJĄ, ALE JEGO ODRZUCENIE" ("abp." Nossol).

W przeciwnym razie odrzuca się nieomylność Kościoła i Papieża, odrzuca się praktycznie prymat papieski i papiestwo jako takie, i stawia się na poziomie protestantów ("moje zdanie jest ważniejsze niż jakieś tam "prywatne opinie papieża", ja lepiej wiem, jak interpretować sobór, wiem lepiej, co Kościół miał na myśli, czego chcieli ojcowie soborowi", a więc sam dla siebie jestem "papieżem"). Tak niestety postępuje zdecydowana większość tzw. "tradycjonalistów", którzy jednocześnie chcą pozostać w strukturach modernistycznego "neokościoła" (lub przynajmniej twierdzić że go "uznają" tak jak robią to lefebryści) ale odrzucać jego oficjalne  nauczanie, stawiając wyżej swój własny, prywatny "autorytet". Takie zachowanie to całkowita schizofrenia, jest to całkowicie sprzeczne z odwiecznym nauczaniem i praktyką Kościoła katolickiego. To duch schizmatycki i sekciarski. 

Katolik musi całkowicie i bezwzględnie odrzucić fałszywy, zbójecki, odstępczy i heretycki "sobór watykański II" (rewolucje w tiarze i kapie), posoborowy, modernistyczny neokościół (sektę novus ordo), z jego nową "mszą", nowym "katechizmem" i nowym "prawem kanonicznym" oraz posoborowych pseudopapieży, jako jawnych heretyków. Odstępstwo od Wiary jest niemożliwe do pogodzenia z misją Chrystusowego Namiestnika - misją kierowania Kościołem Bożym, który jest Święty - tj. nieskalany, nieomylny w nauce Wiary i obyczajów. 

Nie można jedynie "krytykować" Vaticanum II, i uznawać posoborowia. Inaczej dojdzie się do tak schizforenicznych i wręcz bluźnierczych "wniosków", jak pan "abp" Carlo Maria Vigano, który napisał niedawno, że : Franciszek jest jednocześnie „papieżem i herezjarchą” jest „de iure światłem, ale de facto ciemnością”. To jest skrajna herezja i bluźnierstwo. Albo Bergoglio jest namiestnikiem Chrystusa, albo sługą Antychrysta. Nie może być jednym i drugim jednocześnie. Papież ma asystencję Ducha Św. w sprawach Wiary i moralności, oraz jest "jedną osobą hierarchiczną z naszym Panem Jezusem Chrystusem". Vigano pisząc o Bergoglio, że ten jest „papieżem i herezjarchą”, „de iure światłem, ale de facto ciemnością”, powiedział to tak naprawdę o naszym Panu, Jezusie Chrystusie, którego Bergoglio (zdaniem Vigano) jedynie zastępuje na tym łez padole. Wypowiedział więc (być może nieświadomie) ohydne bluźnierstwo, zrównując Chrystusa z Belialem... 

Jakkolwiek zwolennicy FSSPX, pana Vigano czy innych nie próbowali by się gimnastykować, to nie znajdą możliwości pogodzenia "kościoła Vaticanum II" z Kościołem katolickim, bo jak mówi Apostoł, nie da się pogodzić prawdy z fałszem, dobra ze złem, Chrystusa z Belialem. To niemożliwe. Wszelkie ich wysiłki są więc daremne. Niestety wciąż bardzo mało ludzi rozumie tą zdawało by się, oczywistą prawdę. Wielu jest takich, którzy łudzą się, dając się nabrać zwodzeniom lefebrystów, czy etatowych "teologów katolickich". Mniejsza z tym, jeśli są nieświadomi, i żyją w "dobrej wierze". Są jednak nawet i tacy, którzy przychodzą na katolicką Mszę Św. do katolickich kaplic i katolickich Kapłanów, a jednocześnie uznają Wojtyłę za "papieża" a "soborowy kościół" za Kościół katolicki. Ci ludzie żyją w totalnej schizofrenii, okłamując siebie i innych, zwłaszcza Kapłana, u którego korzystają z Sakramentów Świętych, nie ujawniając jednocześnie (chyba celowo) swych błędnych poglądów. Cóż za biedni, pogubieni ludzie! Chyba tylko poważna choroba umysłowa, jaką jest schizofrenia (na którą z pewnością cierpią) jest w stanie uchronić ich przed ciężkim gniewem Bożym i Jego sprawiedliwością.

Sedewakantyzm jest jedynym katolickim i logicznym rozwiązaniem obecnej sytuacji w Kościele, i nie podlega to najmniejszej wątpliwości. Każda kolejna wypowiedź pana Bergoglio lub innego modernistycznego "hierarchy" jest na to dobitnym dowodem. Oni stworzyli sobie swój nowy "kościół" z jego nowym "magisterium", a zwłaszcza "superdomgatem" jakim jest Vaticanum II. Zgodnie z tym co powiedział Bergoglio, wszyscy katoliccy Papieże i Święci, do 1958 r. byliby poza jego "kościołem", a dziś wszyscy katolicy którzy zachowują niezmienną naukę tych Papieży i Świętych, są poza jego "kościołem". I to jest prawdą! Jesteśmy poza fałszywym, modernistycznym "kościołem", ponieważ jesteśmy katolikami, i możemy należeć tylko do jednego Kościoła, poza którym nie ma zbawienie - Kościoła Chrystusowego, czyli Rzymskokatolickiego. Jesteśmy więc "schizmatykami" z modernistycznego neokościoła, choć w istocie to oni dokonali schizmy blisko 60 lat temu, na heretyckim "soborze watykańskim II". Tak, Panie Bergoglio, jestem poza twoim "kościołem", tak samo jak jestem poza "kościołem" Marcina Lutra, i jest to moją dumą, bo jestem Katolikiem, i należę do Kościoła Jezusa Chrystusa! Czego Tobie, i wszystkim odszczepieńcom również serdecznie z całego serca życzę! Amen.

Michał Mikłaszewski, redaktor naczelny

Źródło: https://polskieradio24.pl/5/1223/Artykul/2670068,Papiez-ci-ktorzy-krytykuja-Sobor-Watykanski-II-sa-poza-Kosciolem

 

http://tenetetraditiones.blogspot.com/2021/02/kto-uznaje-sobor-watykanski-ii-ten-jest.html 

niedziela, 17 stycznia 2021

Interdytk zwany novus ordo

" Czy kiedykolwiek słyszałeś o czymś takim jak interdykt? Minęło kilka stuleci od czasu, gdy był zastosowany, więc pojęcie to może być dla ciebie nieco obce. Od czasu do czasu Kościół jest zobowiązany ukarać jakąś parafię, diecezję, a nawet cały naród interdyktem. Interdykt to odmowa udzielania wszystkich sakramentów ludziom w parafii, diecezji lub narodzie. Jest to rodzaj ekskomuniki, nie jednostki, ale dużej grupy ludzi z powodu jakiegoś poważnego przestępstwa lub innego poważnego powodu. Wiara katolicka została dla nas nabyta olbrzymim kosztem, najpierw samego Zbawiciela, który został ukrzyżowany, a także ogromnym kosztem w ludzkim cierpieniu ze strony wielorakich świętych i męczenników, którzy znosili tortury, śmierć i rozczłonkowywanie, aby nie dopuścić do tego, aby jedna cząstka naszej wiary przeszła w zapomnienie. Z drugiej strony, większość współczesnych katolików stała się tak apatyczna w stosunku do swojej wiary, że kiedy została ona im odebrana, byli na to zupełnie obojętni. Obojętność wobec Prawdy jest prawdopodobnie jedną z najbardziej obraźliwych rzeczy dla Boga, nawet gorszą niż bycie jej zaciekłym wrogiem. ""Obyś był zimny albo gorący ! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust" (Ap 3,15n). Dlatego ci, którzy ochoczo poszli w parze z Nową Religią, mają być umieszczeni pod interdyktem i przez to pozbawieni sakramentów. W praktyce dokonuje się to poprzez udzielanie niewiernym fałszywych, nieważnych sakramentów, o których ważność i tak nigdy nie dbali. Ci, którzy mają wiarę męczenników, zostali z Kościołem katolickim i sakramentami, nawet za cenę utraty przyjaźni, rodziny, reputacji czy dobrego imienia we wspólnocie, a także wszystkiego innego, co organizacja watykańska kiedykolwiek czuła się uprawniona do odebrania im, gdy byli zmuszeni z niej zrezygnować. Ponieważ zależało im wystarczająco mocno na szukaniu prawdziwych i ważnych katolickich sakramentów Kościoła, nie są oni pod interdyktem. Nawet teraz każdy może wydostać się z tego interdyktu po prostu decydując się na przejście wyłącznie do autentycznego, ważnego i tradycyjnego obrządku katolickiego."


Interdykt (łac. interdictum) – nakładany przez władze kościelne lub powstający na mocy prawa kanonicznego przez sam czyn zakaz odprawiania obrzędów religijnych na danym terenie, przez grupę ludzi lub konkretną osobę. Obecnie nie istnieje już interdykt zbiorowy, ale w średniowieczu był stosowany nawet wobec całych państw, kiedy ich władca działał wbrew nauce Kościoła katolickiego.

W przypadku popełnienia następujących czynów, osoba zaciąga karę interdyktu:

  • użycie siły fizycznej w stosunku do biskupa (kan. 1370 § 2) albo jego zabójstwo (kan. 1397 w zw. z kan. 1370 § 2),
  • popieranie lub kierowanie stowarzyszeniem działającym przeciw Kościołowi (kan. 1374),
  • sprawowanie liturgicznej czynności Ofiary eucharystycznej lub udzielanie spowiedzi bez święceń kapłańskich (kan. 1378 § 2),
  • sprawowanie lub przyjmowanie sakramentu przy zastosowaniu symonii (kan. 1380),
  • fałszywe oskarżenie spowiednika o namawianie do grzechu przeciw szóstemu przykazaniu Dekalogu (kan. 1390 § 1),
  • próba zawarcia małżeństwa przez zakonnika lub duchownego (kan. 1394).

Interdykt zazwyczaj zawiesza prawa do przyjmowania sakramentów (w przypadku osób świeckich). Na mocy samego prawa traci on ważność w niebezpieczeństwie śmierci. Jedną z osób obłożonych interdyktem był m. in. poseł Józef Putek[1].

Podobną, lecz wyższą karą jest ekskomunika

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Interdykt 

https://read.amazon.com/kp/kshare?asin=B0791LNXD1&ref_=k4w_nn_export_file&reshareId=7967K3CGXB8KG4ZBCXKZ&reshareChannel=system

The Resurrection of the Roman Catholic Church: A Guide to the Traditional Catholic Communityby Griff Ruby

sobota, 5 grudnia 2020

Tradycjonaliści bez Tradycji

 

Tradycjonaliści bez Tradycji – artykuł wstępny z 35 numeru „Opportune Importune”

Ks. Hugon Carandino wyjaśnia w liście do wiernych z 2001 roku dlaczego  opuścił FSSPX | Myśl Katolicka 

            Czytam obecnie żywot św. Joanny Antydy Thouret, napisany przez ks. prał. Franciszka Trochu. Była ona świętą zakonnicą, założycielką Sióstr Miłosierdzia (zgromadzenia, które zostało docenione przez antyliberalnych władców, takich jak Karol Feliks Sabaudzki i Franciszek IV z Modeny), kanonizowaną przez Piusa XI, przeżyła tragedię rewolucji francuskiej. Dzięki znakomitemu pióru ks. prał. Trochu czytelnik może zrozumieć wszystkie aspekty dramatu, który wstrząsnął życiem Kościoła i społeczeństwa w tamtym czasie. Najbardziej uderza stanowczość, z jaką prawie wszyscy wierni odrzucili Msze duchowieństwa konstytucjonalnego (które przysięgło wierność schizmatyckiej „Konstytucji Cywilnej Kleru”) i wybrali, ryzykując życiem, uczestnictwo w potajemnych Mszach, odprawianych w lesie, w piwnicach lub stajniach przez „opornych” kapłanów (którzy odmówili złożenia przysięgi nałożonej przez rewolucjonistów). Nikt nie uczestniczył w nabożeństwach „intruzów”, jak ich nazywano, ponieważ stawką była wierność Chrystusowi i Jego Namiestnikowi. A jednak była to Msza św. Piusa V celebrowana ważnie na (majestatycznych) ołtarzach kościołów we Francji, a nie zreformowany ryt odprawiany przez fałszywych księży. Siostry zakonne z nowicjatu siostry Joanny Antydy pozbawiały się sakramentów pokuty i Najświętszej Eucharystii, ponieważ nie mogły ich przyjąć z rąk świętokradzkich – nie mogły! Bardzo wielu spośród opornego duchowieństwa, zakonnic i dobrych katolików poniosło męczeństwo, dzięki tej więzi miłości, która jednoczy z Bogiem i która nie może zostać zerwana przez względy ludzkie, niezależnie od tego, jak poważne mogą być konsekwencje.

Jakże niewyobrażalna to różnica z tak wieloma katolikami, w szczególności z Włochami, którzy 50 lat temu zaakceptowali (być może z niechęcią, ale nic więcej) „nową mszę”,  i którzy od tego czasu przyswoili sobie modernistyczną truciznę poprzez ekumeniczny i protestancki ryt, który złamał wiarę u osób starszych i uniemożliwił im przekazanie jej tym młodszym.

Tegoroczny kalendarz „Sodalitium” obiera sobie za cel oddanie hołdu wszystkim, kapłanom i świeckim, którzy od 1969 r. nie chcieli porzucić Najświętszej Ofiary Mszy i którzy nie przyjęli w ten sposób nowego rytu, odprawianego przez nowych „intruzów”. Znajdziemy w nim celowo zapomniane strony ponownych prześladowań w imię „wiosny” Vaticanum II, kiedy to najbardziej gorliwi „soborowcy” (niektórzy po prostu w celu zrobienia kariery: och, jak niebezpieczna jest ambicja!) narzucili reformę liturgiczną i doktrynalne aggiornamento, z wściekłością przypominającą terror jakobiński. Jeden z kapłanów, którzy nie przyjęli nowego mszału, zmarły w zeszłym roku, powiedział mi, że po Soborze zorganizowano spotkania w dekanatach jego diecezji, aby przedstawić nową linię postępowania i odkryć potencjalnych przeciwników, których następnie odizolowywano i poddawano presji psychologicznej: były to maoistyczne systemy obozów reedukacyjnych! W najlepszym przypadku przydzielano ich do jakichś małych parafii w górach, gdzie było więcej kóz niż chrześcijan, tak jak w jego przypadku, żeby ograniczyć szkody, które wyrządziłby uparty „oporny”, nadal używający mszału, rytuału i katechizmu swoich święceń, żeby pozostać wiernym teologii i aktom magisterium studiowanym w seminarium. W innych przypadkach dochodziło do zerwania z biskupem, borykano się z problemami ekonomicznymi, żeby przetrwać. Do tego dochodzi dramat zakonników i zakonnic, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich zgromadzeń z bólem serca w celu zachowania Wiary (i uniknięcia śmierci duszy) dzięki rytowi, który wyraża tę wiarę bez dwuznaczności. Wokół garstki kapłanów wiernych Mszy św. Piusa V gromadzili się wierni, którzy nie zamierzali przyjąć nowej religii opartej na nowej mszy i którzy w każdą niedzielę odbywali długie podróże, żeby oddać Bogu należną cześć i zapewnić uświęcenie sobie oraz swojej rodzinie.

Po zakończeniu fazy prześladowań, która nie przyniosła spodziewanych rezultatów (Paweł VI, Jan Paweł I i Jan Paweł II byli już martwi, ale prawdziwa Msza nie), przeszło się do czegoś, co możemy nazwać „wchłonięciem”, przeprowadzonym przez Benedykta XVI, jednego z głównych „bohaterów” zimnej wiosny kościelnej lat sześćdziesiątych. Odległe niestety były już czasy Wandei, czasy, w których prawdziwi katolicy nie wahali się w obliczu wyborów fundamentalnych dla życia chrześcijańskiego, a zatem i życia wiecznego, gdy katolicyzm istniał jako religia, a nie jako ideologia czy zwyczaj, którym jest dla wielu „tradycjonalistów” naszych czasów. Po dziesięcioleciach liberalizmu i relatywizmu, którymi oddycha się wszędzie, pewna niemoc dotknęła tych, którzy prowadzili „dobry bój” w obronie Wiary (z bardzo wielką odpowiedzialnością ze strony Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X), czyniąc w ten sposób wielu ludzi podatnymi do wpadnięcia w skuteczną, a zatem destrukcyjną, pułapkę Benedykta XVI, to znaczy zaakceptowanie Soboru i nowej mszy: wszystkiego, co „tradycjonaliści” zawsze odrzucali. Tradycjonaliści bez Tradycji!

Począwszy od motu proprio Summorum Pontificum z 2007 r., „tradycjonalizm” w dużej mierze utożsamia się z kapłanami (czy ważnie wyświęconymi?) i wiernymi, którzy zaakceptowali, powtarzam, wszystko to, co było przyczyną „oporu” kapłanów i wiernych w 1969 r. i w latach następnych. W magiczny sposób w zakrystiach odkurzono stare szaty, relikwiarze i dekoracje wszelkiego rodzaju, żeby zorganizować prawie teatralne celebracje, z celebransami odzianymi w cappa magna, peleryny i mucety, wraz z licznymi klamrami na butach i nakryciami głowy, z frędzlami w najbardziej różnorodnych kolorach, którym towarzyszy nieproporcjonalna liczba świeckich w sutannach i komżach z obfitymi koronkami. Wszystko po to, aby wyznawać wiarę w sprzeciwie do dokumentów soborowych? Ostrzegać przed błędami modernizmu nauczanymi przez Wojtyłę i Ratzingera? Aby potwierdzić odrzucenie rytu Pawła VI? Nic z tego: motu proprio służyło do „normalizacji”, w ujęciu ekumenicznym i liberalnym, tak zwanego „katolickiego tradycjonalizmu”, przyznając „kaplicy świętego Piusa V” miejsce w panteonie religii, o którym mówiono kilka dekad wcześniej. Wolicie starą Mszę? Udzielamy jej wam, pod warunkiem, że wykorzeni się z niej wiarę, powierzy się ją „księżom” uformowanym w nowej religii, a przede wszystkim w komunii z tymi, którzy okupują Stolicę Piotrową.

Irytującym aspektem tego wszystkiego jest to, że w środowiskach tych wyróżniają się postacie, które w swoich pismach i na wykładach wychwalają Wandeę, powstania antyjakobińskie, krucjaty, a następnie zachowują się dokładnie odwrotnie niż ci, których chcą rozsławiać. Wandejczycy trzymali się z dala od Mszy „intruzów” i ryzykowali życie dla wierności Prawdzie, a ci autorzy – będący obiektywnie złymi nauczycielami tych, którzy za nimi podążają – mogliby tego dokonać przy znacznie mniejszym ryzyku, jak np. zmniejszona popularność, utrata pewnej przestrzeni wydawniczej lub medialnej, zamknięcie niektórych drzwi (są to te same powody, które skłoniły niektórych do milczenia, przynajmniej w przestrzeni publicznej, na temat książki ks. Franciszka Ricossy Hańba Tradycji, której tytuł nawiązywał do gorszącej sympatii Radio Spada wobec niemoralnych autorów ciemnej proweniencji). Dziś „wyruszenie na krucjatę” oznacza przede wszystkim niepozostawanie w komunii z Franciszkiem (ale nie tak jak ks. Minutella, który krytykuje Bergoglio ze względu na Sobór, „świętego” Wojtyłę i „Jego Świątobliwość” Ratzingera) i ustanowienie na tej podstawie życia sakramentalnego dla dobra duszy i dla zbliżenia jak największej liczby zdezorientowanych ludzi do nauczania Chrystusa i Kościoła. Zakonnice św. Joanny Thouret dały „mężne” przykłady spójności i odwagi, które powinny wywołać rumieńce u wielu ludzi, łącznie z tymi, którzy deklarując się jako non una cum, w sieciach społecznościowych rutynowo informują o Mszach w komunii z Bergoglio, celebrowanych przez księży Bractwa Świętego Piusa X lub przez ich zaprzyjaźnionych „księży”, z których wszyscy są birytualistami, przy okazji sympozjów i konferencji.

Dlatego dziękujmy Boskiej Opatrzności za to, że mamy małe, ale obecnie niezbędne środki, takie jak Instytut Matki Dobrej Rady i zaprzyjaźnione zgromadzenia, które pozwalają zachować wiarę i karmić ją łaską Mszy i sakramentów. Z tysiącami kilometrów przejeżdżanymi przez kapłanów w celu sprawowania Mszy św. łączą się setki kilometrów, które przejeżdżają wierni i całe rodziny, żeby w nich uczestniczyć i pobożnie przystępować do spowiedzi i komunii świętej. Przykład „opornych” sprzed 50 lat nie poszedł na marne: modernizm nie wyeliminował katolicyzmu w całości (Jak mógłby zniszczyć religię objawioną przez Boga i wspomaganą Jego obietnicami?), Msza świętych i męczenników nadal jest ofiarowywana codziennie na ołtarzach, nowe powołania i nowe ogniska [Wiary] są wzbudzane przez Opatrzność, aby przekazać Wiarę przyszłym pokoleniom. Szatan, wieczny przegrany, również tym razem nie wygrał, ponieważ Chrystus jest wiecznym zwycięzcą. Ważne jest, aby stanąć po stronie Boga, przy ołtarzu i w życiu, i uczestniczyć w Jego zwycięstwie.

Ks. Hugon Carandino

Tłumaczenie z języka włoskiego. Źródło: „Opportune Importune”, nr 35 ze stycznia 2019 roku, ss. 1-2.

Za:  https://www.sodalitium.eu/tradycjonalisci-bez-tradycji-artykul-wstepny-z-35-numeru-opportune-importune-ww/?fbclid=IwAR2VbRlyUBNk7a_c9ZTpNlMhhmIhONur57HXO-9LAcfPlB5-tPbCkTD5Zeo

wtorek, 13 października 2020

–Bp. Dolan

 

Recent Short, Daily Sermons
St. Wenceslaus and Family Strifes

St. Michael, Loyal in Battle

St. Jerome

Holy Guardian Angels

History of St. Gertrude the Great

zelusdomustuae
✠ The Bishop’s Corner ✠
The sun came out after Communion on Rosary Sunday. How could it not, for the Sun of our souls was surely shining on us? Thus encouraged we made our way outside, Rosary in hand, for the fine procession which concluded the beautifully sung High Mass. I thank the Rosary Ladies for an abundant and so welcome brunch, and all of you (a record 100+!) who bought a ticket from the ever entrepreneurial Paddy.

It was interesting for me to trace our church history for you afterwards. How clearly, even in the necessarily broad lines of the story, does the Divine Providence appear, and the patronage of great St. Gertrude. The last minute offering of a proper church in Sharonville, the devoted workers, the altar and confessional and communion rail, the mysterious statue of our patroness just standing in back of Mgr. Marceau’s chapel and available, free, gratis; our deliverance from lawsuits, real and threatened, our survival from splits time and again: Thanks be to God and the Mother of God!

Cool nights and breezy Summer days here make October delightful thus far. The month of the Rosary is customarily one of our busiest and certainly most prayerful. We have many October Rosaries and Benedictions, two Rosary processions and the two more Eucharistic processions with Forty Hours Adoration, and then, All Saints and the children. A good thing, too. So much we have to ask, and so little time remains. The rulers of England and Ireland are openly announcing the new age of strict, fascistic socialism (could you call it “National Socialism?”). They admit that these changes are not about Covid, whatever that may be, but rather a whole new world. Pray. Inform yourself. Pray.

Today is the Month’s Mind of Fr. Cekada. This ancient term goes back to Saxon England and indicates one month since the death of a dear one, observed with a Mass, very often, in the old days, a Requiem. Our Masses for the repose of Fr. Cekada continue each week, as I know your prayers do as well. We received so many touching memories, condolences, and expressions of gratitude for this priest of God, that I thought I would share some with you today. Our new world with its coming persecution Fr. Cekada dreaded. Its very thought caused him much grief in his last months. But now he is free of this “vale of tears.” Let us ask him to remember us, and our needs, even as we remember him and his soul. There is comfort here, in the sweet hour of prayer.

Maligned and attacked, his statues pulled down, the saintly Italian Catholic navigator Christopher Columbus, who claimed the new world for Christ as well as for Catholic Spain, is meant to be honored tomorrow. Remember him, and your daily Rosary.

But Tuesday evening us surely a mandatory turn out! The Candlelight Fatima Rosary Procession for Peace calls out at you, as Catholics and citizens. Let’s get a hundred praying together, more than a hundred, to answer Our Lady’s request, shall we? ’Tis little enough, but it could be everything to turn the tide of this threatened totalitarianism. May you remember the Mother of God. May she never forget you!

–Bp. Dolan

Msza ,,Una Cum" - Bp. Sanborn

 

Msza ,,Una Cum" - Bp. Sanborn

File:Mass of Saint Gregory (1440) by Robert Campin.jpg - Wikimedia Commons

Jestem pewien, że większość zna nasze ścisłe stanowisko w sprawie uczestnictwa na Mszy una cum. My, duchowni Instytutu Rzymskokatolickiego, uważamy, że obiektywnie świętokradzkim jest uczestniczenie we Mszy św., W której Bergoglio jest wymieniany (lub lokalny N.O. biskup) w kanonie.

 Pozwolę sobie przedstawić powody. Aby Msza była Mszą katolicka, nie wystarczy, że będzie ona jedynie ważna, ale musi być również ofiarowana w jedności z uległością i posłuszeństwem wobec hierarchii Kościoła katolickiego. Tak jak nie można oddzielić katolicyzmu od hierarchii katolickiej, tak nie można oddzielić Mszy, głównego aktu kultu, od hierarchii katolickiej.

 Kiedy panuje prawdziwy papież, Msza musi zawierać imię obecnego papieża w pierwszej modlitwie Kanonu, Te igitur.  Jeśli biskup diecezji żyje, jego imię należy również wymienić w tym samym miejscu. Jest to wyznanie jedności z Biskupem Rzymu z jego przedstawicielem, biskupem diecezji, a zatem także uległości i posłuszeństwa wobec niego. Ten niewielki, ale bardzo ważny gest odróżnia Mszę katolicką od Mszy schizmatyckiej.

 Greccy schizmatycy (tak zwani „prawosławni”) mają liturgię całkowicie katolicką, ponieważ jest ona starożytną liturgią odprawianą przed zerwaniem z Rzymem. Ale przez zwykły fakt pomijania imienia papieża, ich Msza, choć ważna, nie jest katolicka i jest świętokradzka. Dlaczego świętokradztwo? Ponieważ ma się na celu udzielenie sprawy Najświętszej, Najświętszą Eucharystię, w niewłaściwy sposób.

 W jaki sposób Msza katolicka, skoro, mamy wakat na Stolicy Rzymskiej? Aby Msza była katolicka podczas rzymskiego wakatu, konieczne jest, aby żadne imię papieża nie było wymieniane w Kanonie, dopóki stolica jest pusta. Nadal istnieje wyznanie jedności, uległości, i posłuszeństwo Papieżowi, ponieważ wierni czekają na wybór nowego papieża, któremu należycie się podadzą.

 Te sprawy powiedziane: teraz spójrzmy na przypadek Bergoglio. Bergoglio niekoniecznie jest prawdziwym rzymskim papieżem. Powodem jest to, że promolugował Kościołowi herezje i  doktryny potępione w jego Magisterium. Znaki Kościoła nieomylność, doktryna, kult, i dyscyplina, uniemożliwiają, by prawdziwy papież zwodził wiernych fałszywymi doktrynami i złą liturgią. Nieomylność dotyczy wiary, i w związku z tym musimy dojść do wniosku, bezpośrednio przez wiarę, że niemożliwe jest, aby Bergoglio był papieżem, i dlatego konieczne jest, aby jego imię nie znajdowało się w Kanonie. Tylko w ten sposób Msza będzie Mszą katolicką. Ponieważ umieszczenie imienia fałszywego papieża w Kanonie czyni Mszę schizmatycką.

 Powinienem tutaj powiedzieć, iż jestem pewien, że prawie wszyscy uczestnicy Mszy una cum robią to z czystym sumieniem. Nie znają tych zasad, i uczestniczą tylko przez nieokreślone pojęcia pozostawiając wiernym papieżowi. Jeśli tak jest, są oni zwolnieni z grzechu.

 Uniewinniać przyczynę, natomiast, nie jest uzasadnieniem przyczyny. Jest to zasada teologii moralnej, która oznacza, że ignorancja usprawiedliwia winę, ale nie usprawiedliwia tego czynu. Jeżeli mężczyzna strzela do czegoś poruszającego się w lesie, myśląc, że jest to jeleń, a tak naprawdę jest to mężczyzna, jest zwolniony z winy, ale jego działanie nie pozostaje uzasadnione. Sam w sobie jest to zły czyn.

 Co idzie w ręka rękę z Mszą una cum, która jest większości przypadków w Bractwie Świętego Piusa X, jest doktryną uznawać ale sprzeciwiać się, która koniecznie wypływa z ich pozycji. Z jednej strony wyznają posłuszeństwo Bergoglio, ale z drugiej strony opierają się mu praktycznie we wszystkich sprawach, jakby nie istniał.

 Uznawanie i opieranie jest schizmatyckie. Papież Pius IX tak powiedział. W encyklice Quartus supra z 6 stycznia 1873 r. Powiedział grupie Ormian, którzy twierdzili, że są katolikami, ale uważali, że nie muszą słuchać papieża:

 W rzeczywistości, jest to tak samo sprzeczne z boską konstytucją Kościoła, jak i wieczną i stałą tradycją wobec każdego, kto próbuje udowodnić katolickość swojej wiary i rzeczywiście nazywać siebie katolikiem, gdy nie przestrzega Stolicy Apostolskiej.

 Ponieważ Kościół katolicki zawsze uważał schizmatyków tych wszystkich, którzy uparcie sprzeciwiają się autorytetowi swoich prawowitych prałatów, a zwłaszcza ich najwyższego pasterza, i każdy, kto odmawiałby wykonania jego poleceń, a nawet uznają ich autorytet.

 Członkowie ormiańskiego odłamu w Konstantynopolu, postępując zgodnie z tą linią postępowania, nikt pod żadnym pozorem nie może uwierzyć, że są niewinni grzechu schizmy, nawet jeśli nie zostali potępieni przez schizmatycki autorytet apostolski. 

 Ten sam papież Pius IX, w encyklice Quæ in patriarchatu z 1 września 1876 r., Skierował tym razem do niektórych Chaldejczyków, którzy twierdzili, że są poddani papieżowi, ale ignorowali jego rozkazy:

 "Jaki pożytek płynie z publicznego głoszenia dogmatu o prymacie św. Piotra i jego następców, i z nieustannego powtarzania deklaracji wiary i posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, kiedy czyny zadają kłam tym wzniosłym słowom? Co więcej, czyż taki bunt nie staje się bardziej niewybaczalny przez fakt, że posłuszeństwo jest uznawane za obowiązek? Prócz tego, czyż władza Stolicy Apostolskiej nie obejmuje środków – w postaci sankcji – jakie zmuszeni byliśmy podjąć, czy też wystarczy być w jedności wiary z tą Stolicą bez dołączenia uległego posłuszeństwa – postawa jakiej nie można przyjmować bez uszczerbku dla Wiary katolickiej? 

 W istocie, Czcigodni Bracia i umiłowani Synowie, idzie o okazanie lub odmówienie posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, idzie o uznawanie władzy tej Stolicy, także nad waszymi kościołami, nie tylko w sprawach dotyczących Wiary, ale również dyscypliny. Ten kto temu zaprzecza, jest heretykiem; a ten kto to uznaje i uporczywie odmawia posłuszeństwa, zasługuje tym samym na anatemę".

 Chodzi o to, że stanowisko Bractwa Świętego Piusa X, uznanie Bergoglio za papieża, ale działanie tak, jakby on nie istniał, podlega surowym potępieniom przez papieża Piusa IX. Uczestnictwo w mszy una cum, w związku z tym, jest otwartym wyznawaniem tego, co dokładnie potępia papież Pius IX. 

 FSSPX stoi na krawędzi dylematu. Bo Bergoglio albo jest papieżem, albo nie papieżem. Jeśli jest papieżem, Msza Św. FSSPX una cum jest schizmatycka, ponieważ nie jest przez niego uznawana. Jeśli nie jest papieżem, Msza FSSPX una cum jest schizmatycka, ponieważ jest ofiarowana w łączności z fałszywym papieżem. Ponieważ pomimo wszelkich przyzwoleń udzielonych FSSPX, ich kapłani pozostają zawieszeni, ich apostolat nie jest uznawany, a jeśli Bergoglio jest papieżem, jest to grzech śmiertelny za każdym razem, gdy odprawiają Mszę św. 

 W obu przypadkach ich Msza jest schizmatycka, a ci, którzy aktywnie w niej uczestniczą, obiektywnie popełniają grzech śmiertelny.

 Omówienie tych powodów naszym wiernym, było potrzebne aby oni zrozumieli fundament naszego stanowiska. Wśród wielu istnieje pokusa, by powiedzieć: „Dobrze jest udać się na Mszę una cum, jeśli potrzebuję sakramentów i nie masz nic do tego”. 

 Jest to nieprawda, ponieważ w żadnym wypadku nie można przyjmować schizmatyckiego czynu.

http://myslkatolicka.blogspot.com/2020/07/msza-una-cum-bp-sanborn.html

Tłumaczył: Kacper Dobrzyński, Korekta: Michał Mikłaszewski 

https://inveritateblog.com/2020/03/07/the-una-cum-mass/

Bp. Sanborn: Vigano o Vaticanum II

 

Bp. Sanborn: Vigano o Vaticanum II


Vigano o Vaticanum II

W drugim liście z 14 czerwca 2020 r., Czyli zaledwie pięć dni po swoim „bombowym” liście o Vaticanum II i jego reformach, arcybiskup Novus Ordo wygłosił zaskakujące oświadczenie dotyczące Soboru. Jak to ujął, „lepiej jest pozwolić, by całą sprawę odpuścić i została zapomniana”. Zwrócił również uwagę, że Vaticanum II należy obwinić jako wydarzenie, które spowodowało ogromne problemy w Kościele. To jeden z powodów, dla których uważa, że należy o tym „zapomnieć”.

Cytuje przychylnego profesora Pasqualucciego, który uważa Sobór Watykański II za conciliabulum, klasyczny termin określający fałszywy sobór: „Jeśli sobór odszedł od wiary, papież ma prawo go unieważnić. Rzeczywiście, to jego obowiązek ”.

Arcybiskup mówi również: „Istnieje pilna potrzeba przywrócenia 2000-letniej Tradycji i odzyskania skarbów Oblubienicy Chrystusa, które zostały zrabowane i rozproszone, umożliwiając w ten sposób pełne nakarmienie zdezorientowanej trzody”.

Chociaż idea unieważnienia Vaticanum II jest oczywiście cudownym pomysłem, dziwię się, że abp. Viganò nie widzi oczywistego problemu: w przeciwieństwie do innych fałszywych soborów w historii Kościoła, ten został ogłoszony w całości przez „autorytet” Pawła VI. Krótko mówiąc, nie można unieważnić Vaticanum II bez unieważnienia również autorytetu tego, który go ogłosił. W przeciwnym razie otrzymamy Kościół, który jest w stanie prowadzić dusze do piekła.  W rzeczy samej, czy nie był to skutek tego soboru, jeśli rozważymy niszczycielską utratę wiary miliardów dusz? Czy nie jest słuszne i prawdziwe stwierdzenie: „Wróg to uczynił?”

Ostatnie komentarze arcybiskupa Viganò są oczywiście zachęcające, ale nic nie wyniknie z jego interwencji, jeśli nie zostanie rozwiązany problem Pawła VI i „papieży” Vaticanum II. W rzeczy samej, do tej grupy musimy również włączyć Jana XXIII, albowiem reprezentował Sobór Watykański II  nie tylko sobór, który ogłaszał herezje, ale, co gorsza, stworzył w Kościele mentalność rewolucyjną, która doprowadziła go do ruiny. To wyzwoliło ducha herezji, żądzę zerwania z przeszłością, maniakalną niechęć do katolicyzmu sprzed Soboru Watykańskiego II. Hordy Antify na naszych ulicach są dla naszego kraju tym, co Jan XXIII i Paweł VI rozpalili w Kościele. Ponieważ Jan XXIII był inicjatorem tej rewolucji, on także, ja tak to widzę, musi zostać zaliczony do wroga, który tego dokonał.

http://myslkatolicka.blogspot.com/2020/10/bp-sanborn-vigano-o-vaticanum-ii.html

Tłumaczył: Kacper Dobrzyński, Korekta: Michał Mikłaszewski 

https://inveritateblog.com/2020/07/12/vigano-on-vatican-ii/?fbclid=IwAR0YICSdc8wj0QZE552p2p4jzbFhWYfDWzw519yG2toRdQiyGdcBNwc03eY

List Lavala byłego protestanckiego pastora w Condé sur Noireau

    POWODY   zniewalające licznych protestantów do powrotu na łono   KOŚCIOŁA KATOLICKIGO   ...