POSOBOROWI "PAPIEŻE"
KS. RAMA P. COOMARASWAMY
––––––––
Rozdział IV
Jan Paweł II
Karol Wojtyła urodził się i wychował w Polsce. Wielu
próbowało przypisywać do jego młodzieńczego okresu
biografii aktywne zaangażowanie w antyhitlerowskim ruchu oporu. W
rzeczywistości, przed wstąpieniem do stanu duchownego pracował w fabryce
chemicznej produkującej na potrzeby niemieckiego przemysłu wojennego. Wolny
czas spędzał w teatrze grając pierwszoplanowe role w quasi-profesjonalnym kółku
teatralnym. Po opanowaniu Polski przez komunistów Wojtyła pozostał na wolności – co
więcej, jako dobrze zapowiadający się
filozof i duchowny miał swobodę podróżowania po całym świecie co z kolei – każdemu
obeznanemu z systemem komunistycznej tyranii – sugeruje, że cieszył się szczególnymi względami w kręgach władzy
sprawujących kontrolę nad społeczeństwem. Bez
wątpienia, nie był on Mindszentym! A co więcej,
Mary Craig mówi nam w swojej biografii, że gdy
pracował w Polsce jako parafialny ksiądz to "trzymał się na uboczu... unikając polityki
(nawet zwykła uwaga, że coś jest «dobre» albo «złe» mogła ściągnąć gniew władz)"
(1).
Pomimo tego, że od prawie 500 lat nie wybrano na papieża
nie-Włocha, to w żaden sposób nie oznacza to, że Wojtyła
był kimś "nieznanym", kto
niespodziewanie pojawił się na scenie. Prawdę mówiąc,
był to człowiek dobrze znany posoborowej pseudo-hierarchii, która pokładała w nim ufność jako gwarancie kontynuowania soborowych reform. Pierwszym,
który zarekomendował w Watykanie tego młodego prałata, kiedy soborowe obrady
były już w toku, był biskup Garonne z Tuluzy – późniejszy kardynał i główny
sędzia śledczy arcybiskupa Lefebvre. Biskup Wojtyła przystąpił do wprowadzania
swych "personalistycznych" i "egzystencjalnych" pomysłów – określanych jako jego
"heideggerowsko-husserlowsko-schelerowskie koncepcje"
– do kluczowego soborowego dokumentu zatytułowanego Gaudium et spes, znanego
również jako "Kościół w świecie współczesnym" (2). (Kardynał Heenan – prymas
Anglii nazwał ten dokument "traktatem niegodnym katolickiego Soboru";
a biskup Russel McVinney "wątpliwym kompromisem ze wszystkim, co
leży u podstaw wszelakiego zła nękającego ludzkość"
(3)). Nawiązane wówczas kontakty
przerodziły się w zażyłą przyjaźń z Pawłem VI i zaowocowały
szybką karierą w kościelnej hierarchii. W 1964 roku Wojtyła został poproszony o wygłoszenie dorocznych rekolekcji
wielkopostnych dla Pawła VI i Kurii Rzymskiej, a już niebawem został nominowany
na członka pontyfikalnej komisji ustanowionej dla zbadania
możliwości zintegrowania doustnej antykoncepcji z katolicką teologią moralną.
W tym samym roku został metropolitą krakowskim (wtedy
to zachęcił Billy'ego Grahama do wygłoszenia przemówienia z ambony w jednym z
krakowskich kościołów), a w 1967 roku Paweł VI uczynił go kardynałem i
nadał mu paliusz. Był on jednym z trzech europejskich biskupów wyznaczonych na
stałych członków watykańskiego synodu biskupów – "kolegialnego"
organu ustanowionego po Vaticanum II. I wreszcie, to kardynał Benelli –
dobrze znany ze swej anty-tradycjonalistycznej postawy – był osobą, która ukartowała wybór Wojtyły na tron
Piotrowy. W świetle powyższych faktów trudno się dziwić, że przyjął imię
"Jan Paweł", ani temu, że podobnie
jak poprzednik odmówił złożenia przysięgi podczas obejmowania
urzędu i ukoronowania Tiarą. Zamiast tego, kolejny
raz został udekorowany paliuszem, tym razem jako "Biskup Rzymu"
i wkrótce potem zaczął się zwracać do wiernych
nie jak do swych "dzieci", ale jak do swoich "braci i
sióstr". (Decyzje o odrzuceniu koronacji zbiegają się z usilnymi zabiegami
komunistycznego rządu Węgier o powrót do kraju królewskiej korony w celu nadania
nielegalnemu rządowi jakichś oznak prawowitości.
Korona została zwrócona przy pełnej aprobacie Pawła VI).
JAN PAWEŁ – FILOZOF
Powszechnie wiadomo, że Karol Wojtyła spędził wiele
lat na studiowaniu filozofii. Jest on światowej sławy
"fenomenologiem", czyli przedstawicielem
filozofii, która jest określana jako "technika odkrywania tego, co
skrywa się za zewnętrznymi pozorami poprzez postrzeganie świata oczami
dziecka". George Williams, unitariański profesor na Uniwersytecie Harvarda
znający Jana Pawła II od jakichś 16 lat, opisuje ten system filozoficzny jako
wywodzący się "od urodzonego w Czechach Żyda, Edwarda Husserla (1859 – 1938)"
i zwraca uwagę, że "doprowadził ostatnio do takich permutacji jak
hermeneutyczna fenomenologia Martina Heideggera i Paula Sartre" (4). Mimochodem warto w tym miejscu zauważyć, że to
właśnie Heidegger w szczególności zdetronizował intelekt zastępując go
doświadczeniem (5). Profesor Williams
stwierdza, że Jan Paweł II "uważał, że możliwe byłoby wykorzystanie
metodologii fenomenologa Maxa Schelera jako punktu wyjścia do przebudowania
chrześcijańskiej etyki". (Od kiedyż to wymaga
ona przebudowy?). Wszystko to znalazło swój wyraz w pracy habilitacyjnej
Wojtyły zatytułowanej "Ocena możliwości oparcia etyki chrześcijańskiej
na założeniach systemu Maksa Schelera" (6) napisanej w Polsce na kontrolowanym przez marksistów
Uniwersytecie Jagiellońskim (7).
Anna Tymieniecka, która przetłumaczyła na język
angielski jego książkę Osoba i czyn (The Active Person) i jest
jego serdeczną przyjaciółką, reasumuje jego "złożoną myśl" w
następujący sposób: "Podkreśla on nieredukowalną wartość osoby ludzkiej.
Odnajduje duchowy wymiar ludzkiej interakcji, co prowadzi go do głęboko
humanistycznej koncepcji społeczeństwa" (Time, 30
października 1978) (8). Zdumiewające jest to, że ktoś obeznany z pismami św.
Tomasza z Akwinu i św. Jana od Krzyża mógłby
marnować energię na takie bzdury – doprawdy ostatnie tchnienia i popłuczyny
"nominalistycznego" myślenia. Ale zaraz!
Jan Paweł II ma drugie oblicze. Na Angelicum w Rzymie pod kierunkiem o.
Garrigou Lagrange napisał pracę doktorską
pod tytułem "Zagadnienie wiary u świętego Jana od Krzyża". W
tejże pracy naukowej nadprzyrodzoną wiarę św. Jana czyni obiektem pseudonaukowych dociekań. Muszę przytoczyć chociaż
jeden cytat z jego dzieła: "Wiara... nie tylko nie wydaje żadnej wiedzy i
nauki, lecz jak stwierdziliśmy, oślepia duszę i pozbawia ją wszelkiej innej
wiedzy i nauki, które nie mogą właściwie osądzić [wiary]. Inne rodzaje wiedzy
mogą zostać nabyte dzięki światłu umysłu, ale wiedza, która z wiary pochodzi
przyswajana jest bez światła umysłu. Wiara neguje naturalne światło i jeżeli to
światło nie zostanie zaciemnione, wiara ginie" (9). Pozostawiam czytelnikowi trud wydobycia sensu z tego
twierdzenia.
Innym znaczącym autorytetem mającym wpływ na jego myślenie
jest Teilhard de Chardin – w swej książce Znak sprzeciwu (The Sign of
Contradiction) zapędza się do tego stopnia, że zestawia przemyślenia
Teilharda z Księgą Rodzaju! (10) W końcu,
wśród bliskich przyjaciół Jana Pawła II są takie postacie jak Karl Rahner,
który – jak stwierdza Philip Trower – "uczynił dla egzystencjalizmu tyle
co Teilhard de Chardin dla ewolucjonizmu" (11). Tenże Karl Rahner, ulubieniec modernistycznych
katolickich intelektualistów i prawdopodobnie najbardziej wpływowy teolog w
soborowym kościele, został potępiony przez Piusa XII, a zrehabilitowany przez
Pawła VI.
JAN PAWEŁ – TEOLOG
Moja wiara... nie miała nic wspólnego z jakimkolwiek
rodzajem konformizmu... Zrodziła się
we wnętrzu mego własnego ja... Był to także owoc
wysiłków mego ducha
poszukującego odpowiedzi na tajemnice człowieka i
świata.
Jan Paweł II (12)
Wielu ludzi z radością przyjęło wybór Wojtyły.
Konserwatywni katolicy zmęczeni wybrykami Pawła VI ujrzeli
w nim szansę na powrót do normalności. I przez
pewien czas wydawał się zaspakajać tę potrzebę. Mary Martinez w książce From
Rome Urgently zwraca uwagę, że Światowy synod biskupów w 1977 roku
potwierdził jako fakt, iż rytm soborowych zmian zaszedł za daleko i za szybko.
Liczba odejść z kościoła – zarówno świeckich jak i duchownych – znacznie przekraczała liczbę "braci
odłączonych" chcących do niego wstąpić a nawet ci, którzy w nim pozostali
byli zdezorientowani i zrozpaczeni. Z tej przyczyny koniecznym się stało, aby Jan Paweł
II wyglądał na bardziej tradycyjnego od swego poprzednika. (W rewolucyjnej
terminologii nawiązuje do tego taktyka "dwa kroki w przód i jeden krok w
tył"). Konserwatywni katolicy cieszyli się z każdego działania, które choć
w najmniejszym stopniu zdawało się być "papieskie", jak np.: prośba
do zakonnic by nosiły habity, żądanie przestrzegania celibatu przez księży, oświadczenie
w Meksyku, iż wizja Chrystusa jako rewolucjonisty jest fałszywa oraz jego (jak
zawsze tak łagodne) potępienie Hansa Künga (13). Jeszcze bardziej obiecującym było potępienie mało znanego
dominikanina Jacques'a Pohier'a – pierwsze wyraźnie katolickie działanie wśród
wielu uczynionych w tym roku (14). Francuska gazeta Le Monde scharakteryzowała
go jako uśmiechniętego prałata, który ze wzniesionym w górę palcem mówi:
"Nie – dla aborcji", "Nie – dla rozwodów", "Nie – dla
kontroli urodzeń", "Nie – dla małżeństw kapłanów", "Nie –
dla homoseksualizmu", natomiast: "Tak – dla tolerancji".
Dla tych, którzy potrafią odczytywać "znaki
czasów" wszystko stało się dużo klarowniejsze
wraz z publikacją jego pierwszej encykliki Redemptor hominis. W dokumencie
tym otwarcie stwierdza (posługując się "ja", w miejsce tradycyjnego
"my"), że nie zamierza odchodzić od zasad ustalonych przez swych
posoborowych poprzedników i Vaticanum II, lecz że
zamierza raczej dalej "rozwijać" "unikalne dziedzictwo
pozostawione Kościołowi przez papieży Jana XXIII i Pawła VI",
"dziedzictwo", które "głęboko zapuściło korzenie w świadomość
Kościoła w zupełnie nowy sposób, dotychczas całkowicie nieznany, dzięki
Drugiemu Soborowi Watykańskiemu". Aby nie pozostawić nam żadnej
wątpliwości, kontynuuje: "... drogi, na które Sobór wprowadził Kościół
naszego stulecia, które wskazał w swej pierwszej Encyklice nieodżałowany papież
Paweł VI, nie przestają na długi czas być tymi drogami, po których wszystkim
nam kroczyć wypada... Poprzez całą tak bardzo, wraz z Soborem, rozbudowaną
świadomość Kościoła". Koncepcja posiadania przez Kościół
"świadomości", która może się "rozwijać", a nawet
"pogłębić" stanowi pewną nowość, toteż Wojtyła wyjaśnia: "... świadomość
Kościoła musi łączyć się z jego wszechstronną otwartością"; i co więcej
jest to "świadomość" "stale pogłębiająca się... oświecanego i
prowadzonego przez Ducha Świętego Kościoła" i "kształtuje się
równocześnie "w dialogu". Według socjologów Kościół jest, a raczej
był "zamkniętą społecznością" w przeciwieństwie do świata
współczesnego (który jest "otwarty" i "pluralistyczny")
ponieważ obejmuje wielką rozmaitość punktów widzenia. Nowy Kościół nie tylko
rozwija swoją świadomość, jest także według Jana Pawła II "pluralistycznym
Kościołem", którego to pluralizmu stopień albo granice określane są przez
papieża, a konkretnie przez niego samego (15).
CHARYZMAT TRANSFORMACJI
"Znaki czasów" stały się jeszcze
wyraźniejsze na jego audiencji generalnej w rocznicę śmierci Pawła VI.
Nazywając Montiniego swym "duchowym ojcem" i "papieżem Vaticanum
II" przechodzi do sugestii, że jego śmierć w Święto Przemienienia była
świadectwem Boskiej aprobaty dla jego życia i działań (16). Określa go jako "papieża tej głębokiej zmiany,
która była niczym innym jak tylko oczekiwanym przez człowieka i świat
współczesny objawieniem twarzy Kościoła"! (Czy nie jest to aprobata dla
"nieustającego objawienia"?). Kontynuuje następnie opisując nowy
"charyzmat" udzielony swemu duchowemu ojcu,
jaki aż do tej pory nie występował w całej
historii Kościoła! "Charyzmat transformacji"! Pozwolę sobie zacytować
go dosłownie:
"Pan Bóg, powołując do Siebie papieża Pawła w
uroczystość Przemienienia Pańskiego dał jemu i nam do zrozumienia, że jest
obecny w całym dziele transformacji, odnowienia Kościoła w duchu Vaticanum
II tak samo jak był obecny w cudownym wydarzeniu, które miało miejsce na
Górze Tabor... Jan XXIII i po nim, Paweł VI, przyjęli od Ducha Świętego,
charyzmat transformacji".
Czy może zatem dziwić, że kanonizacja Pawła VI jest w toku?
VATICANUM II
Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że Jan Paweł II, podobnie jak
jego bezpośredni poprzednicy uznawał Vaticanum II za zainspirowany przez
Ducha Świętego i widział w tym "duchu" mandat do wypełniania
soborowych zaleceń. "A zatem, bracia, pijcie z tych autentycznych źródeł.
Mówcie językiem Soboru, Jana XXIII, Pawła VI: jest to język doświadczenia,
cierpienia, nadziei współczesnej ludzkości... W ostatnich dziesięciu latach [od
Soboru], jakiegoż to postępu dokonała ludzkość a wraz z ludzkością i w jej
służbie, jakiegoż postępu dokonał Kościół" (przemówienie w Puebla). Jan
XXIII widział w tym wszystkim Nowe Zesłanie Ducha Świętego oraz "uno
balzo in avanti" (wielki skok naprzód). Paweł VI nazwał to nową
"Epifanią". A Jan Paweł II, z jakiejś tajemniczej przyczyny, traktuje
to raczej jako "Nowy Adwent": "Jesteśmy więc poniekąd w okresie
nowego Adwentu, w okresie oczekiwania". Vaticanum II stał się
"podłożem coraz dojrzalszych osiągnięć w pochodzie Ludu Bożego ku Ziemi
Obiecanej na tym etapie dziejów". Jakże moglibyśmy nie "zaufać"
– pyta – "łasce naszego Pana, która się objawiła w ostatnim czasie poprzez
tę mowę Ducha Świętego, którą usłyszeliśmy na Soborze?" (Redemptor
hominis 6, 2). I czyż nie jest to wszystko potwierdzeniem
"nieustannego objawienia"?
EKUMENIZM
15 lutego 1980 Jan Paweł II poinstruował seminarzystów
i nauczycieli Kościoła, którzy spotkali się z nim na Uniwersytecie Laterańskim,
że lojalność wobec Kościoła nie ma być definiowana "w zawężonym sensie,
jako zachowanie standardów, nie oznacza również pozostawania w obrębie
ortodoksji – unikając przy tym postaw
pozostających w sprzeczności z wypowiedziami Stolicy Apostolskiej,
ekumenicznych soborów i uczonych doktorów Kościoła". Posunął się następnie
do stwierdzenia, że "musimy posiadać rozbieżność stanowisk, jakkolwiek w
końcu, musimy polegać na syntezie ich wszystkich". Przypomniana się tu
jego oświadczenie skierowane do polskich wiernych w Święto Bożego Ciała w 1978
roku: "szanujemy wszystkie ideologie".
Podobnie jak jego posoborowi poprzednicy jest on
wielkim orędownikiem ekumenizmu, a ekumenizm z kolei jest, jak to już
pokazaliśmy przy innej okazji, zaledwie krokiem do jedności całego rodzaju
ludzkiego. Jak powiedział na swej inauguracji do niekatolickich delegatów:
"Przekażcie tym, których reprezentujecie, że zaangażowanie Kościoła
katolickiego w ruch ekumeniczny – uroczyście ogłoszone przez Drugi Sobór
Watykański – jest nieodwracalne". Ta koncepcja ekumenizmu wymaga przyjęcia
fałszywego pojmowania jedności ogłoszonej przez Vaticanum II (które
domyślnie neguje istnienie jedności w Kościele). "Raduje mnie"
powiedział, "że gdzie to tylko możliwe podejmowane są starania by w
harmonii uczuć organizować także wspólne modlitwy z innym braćmi chrześcijanami,
po to abyśmy zgodnie z wolą Pana Boga mogli wzrastać w wierze, ku pełnej
jedności, odbudowując Ciało Chrystusa" (L′Osservatore Romano,
22 stycznia 1979).
Wyrażenie "lud Boży" zostało już uświęcone w
"nowomowie" soborowych dokumentów – i było używane w odniesieniu do
katolików, do wszystkich "ochrzczonych w Chrystusie" (tj.
protestantów) oraz do "wszystkich ludzi dobrej woli" (reszty
ludzkości). Koncepcja ta jest dalej rozwinięta w jego encyklice Redemptor
hominis, gdzie uczy nas, że "Kościół jest zatem ludem Bożym" (21,
1). A następnie precyzuje: "społeczności [Ludu Bożego], która (...) jest
wspólnotą właśnie przez to, że wszyscy w jakiś sposób stanowią ją z samym
Chrystusem, choćby tylko przez to, że noszą na swej duszy niezniszczalne znamię
chrześcijanina" (21, 2). A cóż jest tym niezniszczalnym znamieniem? Możemy
tylko przypuszczać, że jest to chrzest. Stąd wynika, że minimalnym wymaganiem
przynależności do Kościoła (ani razu w całej encyklice nie używa on terminu
"katolik") jest Chrzest. Dodaje następnie: "To bowiem, co
poprzez Sobór naszych czasów «Duch powiedział Kościołowi», co w tym Kościele
mówi «wszystkim Kościołom» (Ap 2, 7), nie może – pomimo doraźnych
niepokojów – służyć czemu innemu, jak tylko jeszcze dojrzalszej spoistości
całego Ludu Bożego, świadomego swej zbawczej misji" (3, 1). Ale idea
"Ludu Bożego" zdaje się posiadać jeszcze większy zakres. "... i
równocześnie ten sam Kościół, zakorzeniony w tylu rozlicznych dziedzinach życia
całej współczesnej ludzkości, uzyskuje także tę jakby doświadczalną pewność, że
jest po prostu bliski człowiekowi, każdemu człowiekowi, że jest jego Kościołem:
Kościołem Ludu Bożego" (22, 5). "Prawdziwa działalność ekumeniczna
oznacza otwartość, zbliżenie, gotowość dialogu, wspólne szukanie prawdy w jej
pełnym znaczeniu ewangelicznym i chrześcijańskim" (17). Kościół szuka uniwersalnej jedności chrześcijan (RH
6, 2) (18) i jego najświętszym
obowiązkiem ma być podporządkowanie się temu mglistemu celowi, ponieważ mówi
nam on również, że Kościół "skupia się w sposób szczególny wokół
Eucharystii, który pragnie, aby autentyczna wspólnota eucharystyczna mogła
stawać się znakiem stopniowo dojrzewającej jedności wszystkich chrześcijan"
(RH 20, 7). Oczywiście, ten ekumeniczny duch ostatecznie wykroczy poza
chrześcijańskie sekty. "W inny sposób i w innej mierze należy odnieść to
samo do działalności mającej na celu zbliżenie z przedstawicielami innych
religii pozachrześcijańskich, wyrażającej się w dialogu, w spotkaniach, we
wspólnej modlitwie, w odkrywaniu tych skarbów ludzkiej osobowości, których –
jak dobrze wiemy – nie brak również wyznawcom tych religii".
Zgodnie z tym poglądem Wojtyła przyłączył się do
wspólnych modlitw z anglikanami w ich katedrze Canterbury (zrabowanej
katolikom), odnawiając swoje przyrzeczenia chrzcielne jednym głosem z panem
Robertem Runcie (tytułowanym "arcybiskupem", a w rzeczywistości
człowiekiem świeckim i między innymi masonem), w pełni uznając go za współbrata
w biskupstwie i odmawiając z nim Credo. (Wszystko to odbyło się z
"papieżem" w roli głównej ubranym w "stułę" oznaczającą, że
wykonuje swą kapłańską posługę). Następnie podążył z nim w procesji, ze świecą
w ręku do "Kaplicy Męczenników Dwudziestego Stulecia", w której czci
się takie osoby jak Maksymilian Kolbe (jako święty antyfaszystowski), Oscar
Romero (wywrotowy biskup zabity przez prawicowców w Ameryce Środkowej), Martin
Luther King, Bonhoeffer i innych. Jego ogólne zachowanie podczas wizyty było
tego rodzaju, że pewna niekatolicka gazeta skomentowała to w taki sposób:
"Nic w tym wydarzeniu nie powinno oczywiście stanowić dla nikogo
zaskoczenia. Już od dawna stało się oczywiste, że Papież jest bardzo dobrym
protestantem. Co więcej, oczywiste jest także iż od Vaticanum II Kościół
rzymskokatolicki przeszedł reformację" (19).
W grudniu 1983 roku w podobny sposób zachował się
wobec luteran w Rzymie. Stwierdziwszy najpierw, że katolicki Kościół musi
dźwigać swój udział w "winie" "podzielonego
chrześcijaństwa" (Wiedeń, 12 września 1983) i pochwaliwszy Lutra za jego
"głęboką pobożność" wziął udział w
obchodach pięćsetnej rocznicy urodzin Lutra uczestnicząc w luterańskim nabożeństwie
w Rzymie. Również w czasie tego wydarzenia
miał na sobie stułę – liturgiczną szatę, którą kapłan powinien zakładać tylko
wtedy gdy uczestniczy w sakramentalnych czynnościach (stąd stuła podczas
spowiedzi). Po wejściu do luterańskiego "sanktuarium" wykonał ukłon w
kierunku luterańskiego ołtarza, a następnie usiadł na zwykłym krześle na
podwyższeniu, na tym samym poziomie co inni luterańscy duchowni. Podczas
uroczystości przyłączył się do odmawiania przez luterańskiego pastora i
zgromadzonych Składu Apostolskiego oraz modlitwy Ojcze Nasz, a podczas kazania
dużo mówił o swojej tęsknocie za jednością. Całe to zachowanie wyraźnie pociąga
ze sobą czynną formę communicatio in sacris, uznanie luteran za
"siostrzany Kościół", znieważenie jego domniemanej funkcji papieskiej
i domyślne zanegowanie kilku punktów nauki katolickiej. A na domiar złego,
luteranie dali całkiem jasno do zrozumienia, że poczynili ustępstwo zapraszając
"biskupa Rzymu" (nigdy nie tytułując go
"papieżem") i że nie powinno się w żaden sposób traktować tej
wizyty jako kompromisu z ich luterańskimi zasadami. W następnej kolejności
odbył podróż do Szwajcarii, gdzie dołączył do "nabożeństwa"
zorganizowanego przez Światową Radę Kościołów w Center's Chapel (National
Catholic Register, 25 grudnia 1983).
Lista jego ekumenicznej aktywności z niechrześcijanami
nie ma końca. Przyłączył się do żydowskiego nabożeństwa w rzymskiej synagodze,
pochylając głowę gdy śpiewali "oczekujemy nadejścia Mesjasza". Tę
ekumeniczną działalność kontynuował podczas swoich rozlicznych podróży do
Afryki – gdzie otrzymał błogosławieństwo od czcicieli węży, podczas podróży do
Indii – gdzie przyjął "Tilak" czyli rytualny znak na czole i w końcu
w czasie ekumenicznego nabożeństwa modlitewnego w Asyżu – gdzie pozwolono
buddystom by w celu wykonania swoich rytuałów umieścili posążek Buddy na
tabernakulum w katolickim kościele.
Idąc śladami swych poprzedników, Jan Paweł nie ma
żadnych oporów przed zbezczeszczeniem samej Mszy Świętej. 30 kwietnia 1983 roku
przewodniczył on koncelebrowanej "mszy" w ogromnej Sali Pawła VI w
Watykanie pod auspicjami pierwszego Międzynarodowego Kongresu kapłanów i
zakonników, którą koncelebrowało z nim 5500 duchownych. Każdy ksiądz miał przed
sobą tylko plecy swojego kolegi, a nie ołtarz. Żaden nie trzymał w swoich
rękach hostii. "Pośród uczestników cieszących się pełnymi honorami, należy
odnotować obecność 18 anglikańskich duchownych, pewną liczbę luterańskich i
reformowanych pastorów, kilku prawosławnych «papieży»". Mimo to wszyscy
koncelebrowali, jako że sama Eucharystia stała się "symbolem [co się stało
z Rzeczywistą Obecnością?] jedności całej ludzkości" (20).
DOKTRYNA ODKUPIENIA JANA PAWŁA II (21)
Wielokrotnie wypowiadane przez Jana Pawła II
oświadczenia wskazują bezsprzecznie, że wierzy on iż "Duch Święty
przemówił do Kościoła poprzez Sobór naszych czasów", że
"posłuszeństwo wobec nauk Soboru jest posłuszeństwem wobec Ducha
Świętego" i że zasadniczym zadaniem jego pontyfikatu ma być "pełne
rozwinięcie soborowego nauczania" (22).
Jeden z najbardziej znaczących ustępów w Gaudium et spes mówi co
następuje: "Albowiem On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się
jakoś w pewien sposób z każdym człowiekiem". Zaimek przysłówkowy
"jakoś" bynajmniej nie został sprecyzowany; nigdzie nie wyjaśnia, że
związane jest to albo z osobistym nawróceniem, albo nawet pragnieniem
przylgnięcia do prawdy. Jedyne o czym mówi się w tym dokumencie to, że
"skoro w Nim przybrana natura nie uległa zniszczeniu, tym samym została
ona wyniesiona również w nas do wysokiej godności" (par. 22). Jan Paweł
II, który wielokrotnie nas zapewnia, że będzie interpretował dokumenty Vaticanum
II "zgodnie z tradycją" wyjaśnia to w ten sposób: Przywołując
nowatorskie sformułowanie z soborowego dokumentu, odpowiada w Redemptor
hominis, że "z każdym [człowiekiem] Chrystus w tej tajemnicy raz na
zawsze się zjednoczył" (13, 3). Tymczasem prawdziwy Kościół przyznaje, że
niektórzy ludzie są zjednoczeni z Chrystusem, czy to przez chwałę niebieską,
czy to przez miłość, albo przynajmniej poprzez wiarę gdy żyją na tym świecie.
Kościół dalej wyznaje, że inni są potencjalnie z Chrystusem zjednoczeni dopóki
żyją. Ale ci, którzy umierają we wrogim nastawieniu do Chrystusa na zawsze
tracą tę jedność oraz możliwość tej jedności. Cytując dosłownie św. Tomasza:
"... Niewierni, choć nie należą do Kościoła aktualnie, są w nim jednak [i
przez to zjednoczeni z Chrystusem] potencjalnie... Ci jednak schodząc z tego
świata [w stanie wrogości do prawdy] zupełnie przestają być członkami
Chrystusa" (Summa IIIa, Q. 8, A. 3).
Dla Jana Pawła nie tak się rzeczy mają. Według niego,
Chrystus przez swoje Wcielenie jest zjednoczony na wieczne czasy z każdym
człowiekiem bez wyjątku, nawet jeśli nie dokona on żadnego aktu osobistego
nawrócenia i nie posiada w ogóle domyślnego pragnienie tego zjednoczenia.
Wskutek tego każdy człowiek posiada "godność" i w nadprzyrodzony
sposób uczestniczy w boskim życiu. Jak sam stwierdza, "... tę godność,
jaką każdy człowiek osiągnął i stale osiąga w Chrystusie, która jest godnością
Łaski Bożego przybrania, a równocześnie godnością wewnętrznej prawdy
człowieczeństwa" (RH 11, 4). Tę samą fałszywą doktrynę głosi w kolejnej
encyklice: "[Bóg] Jest On Ojcem: z człowiekiem, którego powołał do bytu w
świecie widzialnym, łączy Go głębsza jeszcze więź niż sama stwórcza więź
istnienia. Jest to miłość, która nie tylko stwarza dobro, ale doprowadza do
uczestnictwa we własnym życiu Boga: Ojca, Syna i Ducha Świętego" (Dives
in misericordia 7, 4) (23). Tak więc
"człowiek" w ogólności jest zjednoczony z Bogiem przez udział w
Trójcy Świętej. W swoim przemówieniu z 25 marca 1981 jeszcze bardziej to
rozwija: "Od teraz już i na zawsze, ostatecznie i nieodwołalnie, Bóg
pozostanie z całym rodzajem ludzkim, stając się z nim jednością, by zbawić go i
by dać mu Swojego Syna Odkupiciela... Po wszystkie czasy, Wcielenie obdarza
człowieka jego unikalną, nadzwyczajną i niewypowiedzianą godnością".
Wobec tego, jeśli ma to być prawdą, jeżeli w
rezultacie Wcielenia Bóg jest na zawsze zjednoczony z każdym bez wyjątku
człowiekiem i to bez domagania się jakiegokolwiek z jego strony współdziałania,
to musimy zapytać jaki jest cel Ukrzyżowania Pana Jezusa? Jan Paweł ma gotową
odpowiedź na to pytanie. Męka Pańska jest Boskim "świadectwem"
wielkości i godności ludzkiej! W Dives in misericordia oświadcza: "I
właśnie na tej drodze odwiecznego wybrania człowieka do godności syna Bożego
przybrania wyrasta w dziejach krzyż Chrystusa, Jednorodzonego Syna, który jako
«Bóg z Boga i światłość ze światłości» przyszedł dać ostateczne świadectwo
przedziwnego Przymierza Boga z ludzkością, Boga z człowiekiem, z każdym
człowiekiem" (7, 5); "... rzeczywistość Odkupienia poprzez swój
ludzki wymiar odsłania niesłychaną godność człowieka qui talem ac tantum
meruit habere Redemptorem, [który zasłużył na takiego wielkiego
Odkupiciela]". Tak, rzeczywiście, jak sformułował to inny tłumacz
encykliki: "... z powodu swej niezrównanej wielkości człowiek zasłużył
by mieć tak wielkiego Odkupiciela" (7, 1) (podkreśl. R. C.). Nie trzeba
dodawać, że nieco trudno pogodzić te oświadczenia z naszą Wiarą. Kiedyż to
upadły człowiek miałby zasłużyć, a tym bardziej zasłużył sobie na Odkupienie. Z
całą pewnością, jak stwierdza tradycyjna liturgia, to właśnie niegodziwość
człowieka spowodowaną grzechem odpokutowuje Odkupiciel. A ponadto, Bóg udzielił
człowiekowi tego daru ze swej przeogromnej hojności; człowiek nigdy nie zdołałby
się za niego odpłacić, a tym bardziej zasłużyć sobie na niego!
Z założeń przedstawionych przez Jana Pawła wynika, że
wszyscy ludzie są zbawieni. (Użycie "wszyscy" zamiast
"wielu" w nowej "mszy" nie jest przypadkowe). Dał to wyraźnie
do zrozumienia 27 kwietnia 1980 roku, kiedy stwierdził, że:
"Chrystus raz na zawsze nabył dla człowieka
zbawienie – dla każdego człowieka i dla wszystkich ludzi, których nikt nie
zdoła wyrwać z Jego ręki... Któż może odmienić fakt, że jesteśmy odkupieni –
fakt tak potężny i zasadniczy jak samo stworzenie. Staliśmy się znów własnością
Ojca dzięki tej Miłości, która nie cofa się przed hańbą Krzyża by móc
zagwarantować wszystkim ludziom: «nikt nie wyrwie cię z mej ręki» (J 10, 28).
Kościół obwieszcza dziś paschalną pewność Zmartwychwstania, pewność
zbawienia".
Niemal to samo mówi w Dives in misericordia: "...
owa tajemnica wybrania odnosi się do każdego człowieka, do całej wielkiej
rodziny ludzkiej" (4, 12). I powtarza to samo w Redemptor hominis: "...
każdy bowiem jest ogarnięty Tajemnicą Odkupienia, z każdym Chrystus w tej
tajemnicy raz na zawsze się zjednoczył" (13, 3) (24). W przeciwieństwie do tego mamy nauczanie Kościoła
podane przez Synod w Quierzy w 853: "Wszechmocny Bóg pragnie, aby wszyscy
ludzie bez wyjątku zostali zbawieni, mimo że nie wszyscy ludzie dostąpią
zbawienia. To zaś, że jedni dostępują zbawienia, jest darem zbawiającego Boga;
lecz to, że drudzy giną, ginących jest winą".
Ta herezja, że wszyscy ludzie będą zbawieni – apokatastaza
(25), jak brzmi jej techniczna nazwa – w
żaden sposób nie jest pozbawiona swych logicznych konsekwencji. Staje się to
dla nas oczywistym w innym oświadczeniu Wojtyły – jego "Akcie
Poświęcenia" świata Niepokalanemu Sercu Maryi w Fatimie w 1982 roku.
"Gdy dzisiaj staję przed Tobą, Matko Chrystusowa,
pragnę wraz z całym Kościołem, wobec Twego Niepokalanego Serca, zjednoczyć się
z Odkupicielem naszym (sic) w tym poświęceniu za świat i ludzkość, które tylko
w Jego Boskim Sercu ma moc przebłagać i zadośćuczynić! Moc tego poświęcenia
trwa przez wszystkie czasy, ogarnia wszystkich ludzi, ludy i narody, przewyższa
zaś wszelkie zło, jakie duch ciemności zdolny jest rozniecić w sercu człowieka
i w jego dziejach: jakie też rozniecił w naszych czasach. ... Boża świętość
objawia się w odkupieniu człowieka, świata, całej ludzkości i narodów...".
Jak Ursula Oxfort zwraca uwagę, znaczy to, że
"nie ma dziś żadnych narodów będących pod rządami szatańskiego komunizmu,
tworzących mistyczne ciało Antychrysta. ... Wszelkie zło, w tym niebotyczne
polityczne zło bestialskiego marksizmu zostaje pokonane przez super-siłę
Wojtyły manifestującą się w jego boskim «akcie poświęcenia» w Fatimie.
Oczywiste jest, że Wojtyła otwarcie przeczy ostrzeżeniom Naszej Pani z Fatimy,
że jeżeli Jej prośby nie zostaną spełnione, to «komunizm rozszerzy swe błędy na
całym świecie»" (26). Te idee nie są
wyłączną osobliwością samego tylko Jana Pawła. Można je wszystkie znaleźć w
zarodku w dokumentach Vaticanum II oraz pismach jego poprzedników.
Jedyne co zrobił Jan Paweł II to tylko je bardziej "rozwinął", a
mówiąc dokładniej – wyraźniej je wyartykułował. Jeśli zatem cały świat jest
zbawiony i jeżeli ludzkość nie musi w żaden sposób odpowiedzieć na Mękę
Chrystusa Pana, która jest zaledwie "świadectwem" zagwarantowanego
odkupienia człowieka i jego "godności", to wtedy muszą pojawić się
wszystkie inne posoborowe błędy takie jak nauczanie o godności ludzkiej i
wolności religijnej. Lecz kiedy się raz przyjmie takie założenia, to dochodzi
się do zakwestionowania samej potrzeby istnienia Kościoła, którego funkcją już
nie jest świadczenie o prawdzie powierzonej Mu przez Chrystusa, a która już nie
jest wymagana by udzielać środki zbawienia ludziom, którzy będą słuchać przesłania
Kościoła. Jedyne co Kościół może zrobić to "pomóc historii ludzkości stać
się bardziej ludzką", to prowadzić człowieka ewolucyjną ścieżką ku
doczesnej jedności i utopijnej doskonałości przypominającej "punkt
omega" Teilharda de Chardin.
REAKTYWOWANIE HEREZJI JOWINIANA
Jowinian był heretykiem żyjącym w czwartym wieku,
który między innymi głosił jednakową wartość małżeństwa i dziewictwa wybranego
z miłości do Boga oraz że katolicy, którzy ten pogląd odrzucali przedkładając
celibat nad małżeństwo popadali w manicheizm. Jan Paweł II w swojej katechezie
z 14 kwietnia 1982 roku zanegował wyższość dziewictwa nad małżeństwem i
oskarżył o manichejskie tendencje tych, którzy przestrzegają katolickiej
doktryny wyrażonej w X Kanonie (Sesja XXIV) Soboru Trydenckiego. W podobny
sposób wypowiedział się przynajmniej ośmiokrotnie (27).
SPOŁECZNE NAUCZANIE JANA PAWŁA II
Nie jest niczym zaskakującym, że Jan Paweł II wzorem
swych poprzedników wysławia (latria) Organizację Narodów Zjednoczonych a
przede wszystkim Powszechną Deklarację Praw Człowieka (2 października 1979).
"Rządy i państwa świata" – mówi – "muszą się zjednoczyć". A
dokonać się to ma "w ruchu, który jak można żywić nadzieję będzie
postępowy i nieprzerwany. ... Powszechna Deklaracja Praw Człowieka i inne międzynarodowe
i narodowe instrumenty prawne zabiegają o wytworzenie powszechnej świadomości
godności człowieka... prawo do wolności myśli, sumienia i religii oraz prawo do
manifestowania swojej religii czy to indywidualnie czy też we wspólnocie,
publicznie i prywatnie". Następnie dodaje, że "zasadniczym kryterium
porównywania społecznych, ekonomicznych i politycznych systemów nie jest i nie
może być kryterium hegemonii i imperializmu; może to być i rzeczywiście musi
nim być, kryterium humanistyczne". Niezwykłym w tym wszystkim jest to, że
oto mamy przed sobą rzekomego przedstawiciela Chrystusa na ziemi zwracającego
się do przywódców praktycznie wszystkich narodów i opowiadającego się za
wszystkimi zasadami politycznego i społecznego porządku wprowadzonymi przez
rewolucję francuską, który jednocześnie w ogóle nawet nie wspomina imienia
Jezusa. (Kiedy porówna się oficjalny tekst opublikowany przez wydawnictwo Daughters of St. Paul z zarejestrowanym
na taśmie nagraniem do którego wydawcy również
mieli dostęp, to okazuje się, że przemówienie różni się od oficjalnie
opublikowanego dokumentu w tym zakresie, że usunięto z niego wszelkie wzmianki
o Panu Naszym Jezusie Chrystusie). W podobny sposób encyklika Wojtyły
Redemptor hominis wiele mówi o człowieku (słowo to użyte jest 350 razy),
coś niecoś o chrześcijaństwie, ale ani razu
nie używa słowa katolik.
Jego stanowisko wobec komunizmu nie różni się od
postawy jego posoborowych poprzedników. Miał się kiedyś wyrazić, że "Pius
XII i inni, którzy nie mają żadnego doświadczenia z komunizmem nie rozumieją go zupełnie. Ale ja, Jan Paweł II, ja go
rozumiem" (Manila, czerwiec 1981). Chociaż jest prawdą, że przy jakiejś
okazji skrytykował on "ekscesy" komunizmu (jednakowoż o wiele
łagodniej niż to zrobił w stosunku do kapitalizmu), to jednak nigdy, ani razu
nie potępił marksizmu albo komunizmu jako takiego. W pełni podzielał opinie
swych poprzedników, że komunistyczne rządy jako takie są całkowicie legalne… Nic
dziwnego, że polski rząd był zachwycony jego wyborem na papieża i że jednym z
jego pierwszych oficjalnych działań było przyjęcie Jabłońskiego, polskiego
Przewodniczącego Rady Państwa. Następnie udzielił długiej audiencji Gromyce i
wyznaczył kardynała Agostino Casaroli, architekta Ostpolitik na
sekretarza stanu. Również jego poglądy na
prywatną własność odzwierciedlają lewicowe inklinacje. Nie widzi on niczego
złego w upaństwowieniu przez polski rząd katolickich szkół i szpitali, itd., a
podczas wizyty w Meksyku otwarcie stwierdził, że nie może być żadnych wahań gdy
dochodzi do wywłaszczeń własności prywatnej "właściwie
przeprowadzanej" o ile dzieje się to dla "dobra wspólnego".
(Nigdzie nie precyzuje co miałoby oznaczać takie stwierdzenie). Teraz z
pewnością lewicowcy w Ameryce Łacińskiej – podobnie jak ci z ery stalinowskiej
– planują przeprowadzenie we "właściwy" sposób likwidacji własności
prywatnej i to oczywiście dla "dobra wspólnego".
Rozważmy teraz encyklikę Wojtyły Laborem exercens
o porządku społeczno-ekonomicznym. Kolejny raz spotykamy się z użyciem
dwuznacznego języka, schematu tak dobrze ugruntowanego przez Vaticanum II,
który przyczynia się do zaciemnienia prawdy i utrudnia zrozumienie sensu
wypowiedzi. Ursula Oxfort przytacza historię amerykańskiego reportera, który
zapytał Rzym w jaki sposób encyklikę można odnieść do strajku amerykańskich
kontrolerów powietrznych i otrzymał oficjalną odpowiedź, że "nie ma
właściwej odpowiedzi albo wykładając to precyzyjniej, stosuje się w taki sposób
w jaki sobie tego życzy osoba chcąca ją zastosować" (28). Odpowiedź jest nieco myląca, gdyż istnieją wyraźne
wskazówki jak się na to zapatruje Jan Paweł
II. Encyklika jest zaledwie kolejnym krokiem na szlaku wyznaczonym przez Pacem
in Terris Jana XXIII. W Laborem exercens Jan Paweł stwierdza:
"Tradycja chrześcijańska nigdy nie podtrzymywała tego prawa [do prywatnej
własności] jako absolutnej i nienaruszalnej zasady. Zawsze rozumiała je
natomiast w najszerszym kontekście powszechnego prawa wszystkich do korzystania
z dóbr całego stworzenia: prawo osobistego posiadania jako podporządkowane
prawu powszechnego używania, uniwersalnemu przeznaczeniu dóbr" (14). W tym
samym akapicie idzie on jeszcze dalej i mówi, że powinno to "umożliwić
realizację pierwszej zasady w tym porządku, jaką jest uniwersalne
przeznaczenie dóbr i prawo powszechnego ich używania". Nie ma wątpliwości,
że prawo chrześcijańskiej miłości ogranicza używanie własności prywatnej, a
Kościół zawsze nalegał, aby owa własność była pozyskiwana honorowymi metodami. Lecz Jan Paweł nic na ten temat nie mówi w
swojej encyklice, domyślnie opuszczając regulację ekonomicznych sił w porządku
naturalnym. Należy wyraźnie zaznaczyć, że Kościół zawsze uczył, iż człowiek ma
prawo do własności prywatnej. Jak powiedział Leon XIII z właściwą sobie precyzją:
"Rzeczywiście bowiem – łatwo to sprawdzić – wewnętrzną pobudką do pracy,
której się podejmują wszyscy zajęci produkcją przynoszącą zysk, i celem, ku
któremu bezpośrednio zmierza pracownik, jest zdobycie dobra materialnego i
posiadanie go wyłącznie jako swoje i własne. ... najzupełniej jest słusznym, by
tę część przyrody posiadał jako własną i by nikomu nie było wolno naruszać jego
do niej prawa. ... Nie można także prywatnemu posiadaniu przeciwstawiać prawdy,
że Bóg całemu rodzajowi ludzkiemu dał ziemię do używania i do wykorzystywania.
Jeśli się bowiem mówi, że Bóg dał ziemię całemu rodzajowi ludzkiemu, to nie
należy tego rozumieć w ten sposób, jakoby Bóg chciał, by wszyscy ludzie razem i
bez różnicy byli jej właścicielami, ale znaczy to, że nikomu nie wyznaczył
części do posiadania, określenie zaś własności poszczególnych jednostek
zostawił przemyślności ludzi i urządzeniom narodów" (Rerum novarum).
Tym co czyni oświadczenie Jana Pawła tak niegodziwym jest to, że nigdy jasno
nie objaśnia tych rozróżnień – pozostawia on raczej u czytelnika wrażenie, że
marksistowskie podejście do prywatnej własności jest całkowicie zgodne z
chrześcijańskimi zasadami. To czego Jan Paweł zdaje się nie rozumieć – mimo
całej swej domniemanej wiedzy na temat komunizmu – jest to, że osoba bez
własności prywatnej jest zawsze niewolnikiem państwa. Jak to się zdarza w
komunistycznych państwach, kiedy tylko dana jednostka okaże się "nieuległa"
to jej dom i wszelka własność stają się własnością państwową. W najlepszym
wypadku, pozostawia się mu tylko wolność przymierania głodem, chociaż w istocie
rzeczy nawet tej wolności się odmawia tym, którzy kończą w obozach pracy
niewolniczej na Syberii (29).
Kiedy czeska gazeta opisała Jana Pawła II jako antykomunistę
i "reakcjonistę" autor anonimowego artykułu w L′Osservatore
Romano wyraził swe zdecydowane oburzenie i nazwał oskarżenie "wybitnie
uwłaczającym" i "absurdalnym". Mary Martinez oznajmiła mi, że w
Rzymie wszystkim dobrze wiadomo, iż niepodpisane artykuły zamieszczane w tej
gazecie są tradycyjnie pisane przez samego papieża. Także arcybiskup Lefebvre
oskarżył go o aktywne uczestnictwo w dokonywaniu "wymian biskupów w celu
zastępowania ich biskupami będącymi komunistycznymi współpracownikami"
(konferencja prasowa w Paryżu, 21 listopada 1983). Nawet Michael Davies
zauważył, że "nie może być żadnych wątpliwości, iż Kreml musi uważać
katolickich biskupów USA za swych najefektywniejszych agentów na całym
świecie" (Remnant, lipiec, 1983). Byliśmy często informowani, że
posoborowy kościół wystrzega się wszelkich ciągot do stawiania go w jednym
szeregu z "władcami" tego świata. Czy "katoliccy"
niewolnicy przyszłego komunistycznego porządku światowego nie będą coraz
bardziej oburzeni z roli, którą ten kościół odegrał w doprowadzeniu
do takiego Adwentu? Czy nie zorientują się, że tak samo jak ich Boski
Mistrz, również zostali sprzedani i zdradzeni? (30).
Jan Paweł jest oczywiście "humanistą" na
wzór swego duchowego ojca Pawła VI. Jak powiedział w ONZ: "Musimy
afirmować Człowieka ze względu na niego samego, a nie z jakiejś innej przyczyny
lub motywu; wyłącznie ze względu na niego samego! A nawet więcej, musimy kochać
człowieka, ponieważ jest Człowiekiem, z powodu specjalnej godności, jaką
posiada" (Wystąpienie w UNESCO, 2 czerwca 1980). Co więcej, mówi nam, że
posłannictwo, jakie spełnia Kościół jest "skoncentrowane na człowieku",
że jest ono "antropocentryczne" (Dives in misericordia, 1, 4).
Wracając do encykliki Laborum exercens znajdujemy w niej ten humanizm
jeszcze bardziej rozwinięty i powiązany z pracą. Mówi nam tam, że
"właściwym podmiotem pracy nadal pozostaje człowiek" i powtarza to
przynajmniej siedmiokrotnie – stwierdzając w innym miejscu przykładowo, że
"pierwszą podstawą wartości pracy jest sam człowiek";
"ostatecznie bowiem celem pracy: ... pozostaje zawsze sam człowiek"
et cetera. Praca staje się idolem, bożkiem komunistycznego raju robotnika,
któremu każdy musi się podporządkować. Nawet Sam Chrystus jest przedstawiony
jak Człowiek Pracy. (Włoscy komuniści drukowali obrazki Chrystusa
jako fabrycznego "robotnika"). Ta cała koncepcja pracy jest
ubliżająca dla każdego prawdziwego rzemieślnika, gdyż jeśli czyjaś praca jest
"powołaniem" to laborare est orare. Ani praca ani człowiek nie
są celem samym w sobie. Jedyną pracą wartą wykonywania jest taka, która jest
godna by ją ofiarować Bogu i która stanowi
środek osobistego uświęcenia (31).
Nie można być też zaskoczonym, gdy napotyka się w
Laborem exercens słowa mówiące o "zadowalającym uspołecznieniu"
bez żadnego doprecyzowania co ten termin oznacza. Patrząc
na to sformułowanie w całościowym kontekście posoborowego kościoła, odnajdujemy
go użytym po raz pierwszy w encyklice Mater et Magistra Jana
XXIII. Termin ten napotykamy ponownie w dokumencie Vaticanum II – Gaudium
et spes, gdzie stwierdza się, że jego znaczenie pochodzi z encykliki Jana
XXIII. I kolejny raz widzimy ten termin w 14 punkcie encykliki Jana Pawła, tym
razem poprzedzony przymiotnikiem "zadowalający". Określenie
"uspołecznienie" (socjalizacja) może oznaczyć tylko jedną rzecz i
jest nią ekonomiczny porządek oparty na marksistowskich zasadach. Jak wszyscy
jego posoborowi poprzednicy, Jan Paweł waha się przed nazwaniem rzeczy po
imieniu. Prześlizguje się skrajem rzeczywistego problemu z obawy przed
sprawieniem przykrości niegdysiejszym wiernym (Pius XI mówił, że "nikt nie
może być jednocześnie dobrym katolikiem i prawdziwym socjalistą" – Quadragesimo
anno), którzy zapewniają mu wsparcie finansowe ze swej prywatnej własności.
Najtragiczniejsze w tym scenariuszu jest to, że
posoborowi "papieże" nie tylko nie potrafili potępić komunizmu; nie
zdołali również podać żadnego rozróżnia między kapitalizmem, nadającym się do
zreformowania i komunizmem, który nie jest do tego zdolny; i przede wszystkim,
całkowicie zawiedli w przekazaniu nauki, że w ogóle istnieje coś takiego jak
tradycyjny, katolicki porządek społeczny i ekonomiczny. Nie było tak nigdy w
przypadku tradycyjnego Kościoła, który w około 200 dokumentach potępił komunizm
i który będąc wysoce krytyczny wobec leseferystycznego kapitalizmu nigdy nie
określał go jako "wewnętrznie złego". Jak Pius XI mówił o
kapitalizmie: "... ustrój ten sam z siebie nie zasługuje na potępienie. I
rzeczywiście nie jest on z natury zły..." (Quadragesimo anno) podczas
gdy "komunizm jest zły w samej istocie swojej i w żadnej dziedzinie nie
może z nim współpracować ten, kto pragnie chrześcijańską ocalić
cywilizację" (Divini Redemptoris).
NOWY KODEKS PRAWA KANONICZNEGO
Należy poczynić krótką wzmiankę na temat Nowego
Kodeksu Prawa Kanonicznego wprowadzonego przez Jana Pawła II – kwestii, która
będzie bardziej szczegółowo omówiona w dalszej części niniejszej pracy. Nowy
"kodeks" jest w istocie ostatnim krokiem w triadzie. Każdy religijny
organizm można scharakteryzować przez jego doktrynę, liturgię i prawo jakim się
rządzi. Aż do 1983 roku posoborowy kościół wyłącznie słownie deklarował
posłuszeństwo Prawu Kanonicznemu tradycyjnego Kościoła, chociaż pod wszystkimi
praktycznymi względami popadło ono w zapomnienie. Obecnie, wraz z Nowym
Kodeksem, zmiany w doktrynie i liturgii zostały prawnie przypieczętowane. Jak
kula śniegowa spuszczona ze szczytu wzgórza,
nowy kościół został wprawiony w ruch. Czas
może jedynie prowadzić go w jednym kierunku. Ilustrując to tylko jednym,
krótkim przykładem: Jan Paweł II mówi nam, że Nowy Kodeks "ustala wzajemne
relacje, które powinny zachodzić między Kościołem partykularnym i powszechnym
oraz między kolegialnością i prymatem; także doktryna, według której wszyscy
członkowie Ludu Bożego, w sposób sobie właściwy, partycypują w potrójnym
zadaniu Chrystusa, mianowicie kapłańskim, prorockim i królewskim" (Sacrae
Disciplinae Leges). Kolejny raz mamy przed sobą "nowomowę"
(manipulację językową) neokościoła. Tradycyjni katolicy przez "Lud
Boży" zrozumieją tylko katolików. Ci, którzy są obeznani z prawdziwym
znaczeniem wyrażenia (wszak Bóg jest "jakoś" zjednoczony ze
wszystkimi ludźmi) rozumieją, że obejmuje ono heretyków, komunistów, sodomitów
i mini-antychrystów, którzy otwarcie niszczą chrześcijańską cywilizację u
samych jej korzeni "w sposób sobie właściwy".
LITURGIA
I w końcu słowo na temat liturgii. Oczywistym jest, że
dla katolików wychowanych w tradycyjnym Kościele, liturgia – Msza – oraz
sakramenty są sprawami najważniejszymi. Konserwatywni katolicy nieustannie nas
zapewniają, że Jan Paweł II zwraca Kościół ku tradycji i wskazują na
"Indultową Mszę", a ostatnio na "Bractwo Św. Piotra", które
samo się określa jako "osobisty tradycyjny zakon papieża" jako potwierdzenie swego twierdzenia. Zbadajmy to
starannie.
Oba te gesty są obliczone na utrzymywanie
konserwatywnych katolików w ramach posoborowego kościoła. Uważane przez
niektórych za ustępstwo, przez innych za zwrot ku normalności, istotne jest
byśmy wiedzieli jakie jest rzeczywiste stanowisko Jana Pawła II w tych
kwestiach. Przyznaje on, że wciąż są jeszcze katolicy, którzy "zostali
wykształceni na gruncie starej liturgii po łacinie". Zauważa też, że
"konieczne jest nie tylko okazanie zrozumienia, lecz również pełnego
szacunku wobec tych uczuć i pragnień". Lecz następnie nalega, aby ta
preferencja dla łaciny (jak gdyby łacina była kwestią sporną) była uhonorowana
poprzez Nową Mszę, która jest źródłem jedności w neokościele. Cytując go
dosłownie: "W miarę możności te uczucia i pragnienia powinny zostać
zaspokojone, co zresztą znalazło swój wyraz w
nowych zarządzeniach". Wracając jeszcze raz do tego samego tematu
stwierdza:
"liturgiczna odnowa właściwie przeprowadzona w
duchu Drugiego Soboru Watykańskiego jest w pewnym sensie miarą i warunkiem
zrealizowania nauczania tego Soboru, które pragniemy przyjąć z głęboką wiarą,
tak jak przekonani jesteśmy, że za pomocą Soboru Duch Święty przekazał
Kościołowi prawdy i udzielił wskazówek dla prowadzenia jego misji wśród ludzi
żyjących dzisiaj i w przyszłości".
Toteż ofiarując konserwatystom "Indultową
Mszę" ("Mszę Jana XXIII" (32))
tak naprawdę próbuje jedynie zaspokoić "wrażliwość i pragnienia"
starszego pokolenia. Ci, którzy przyjmą ofertę muszą jednak zapłacić za to
wysoką cenę, gdyż wraz z tą Mszą (odprawianą co miesiąc) muszą zadeklarować
swoją akceptację dla Novus Ordo Missae i wszystkich błędów Vaticanum
II (33).
Bractwo Św. Piotra zostało założone głównie przez
stronników arcybiskupa Lefebvre, którzy porzucili go po tym, jak wyświęcił
czterech biskupów z wyraźnym pogwałceniem nakazów Jana Pawła II. To nowe
Bractwo planuje odprawiać Mszę Jana XXIII i
zakłada seminaria, które będą wyświęcać młodych ludzi do stanu duchownego w
tradycyjnych rytach. Wszystko to brzmi wspaniale. Jan Paweł daje im to czego
odmówił abp. Lefebvre. Ale czy jest tak rzeczywiście? To czego się nie
dostrzega w całej tej błazenadzie to faktu, że osoby, które będą wyświęcać
kapłanów same były konsekrowane na biskupów w posoborowych rytach i jako takie
niemal na pewno nie posiadają sukcesji apostolskiej i władzy wyświęcania. Rezultatem tego będzie pojawienie się grupy ludzi
świeckich odprawiających łacińską Mszę Jana XXIII. Tacy ludzie będą w
rzeczywistości wilkami w owczej skórze. A całkiem niedawno oznajmiono kapłanom
Bractwa Św. Piotra, że muszą od czasu do czasu odprawiać Novus Ordo Missae
i muszą dołączyć do swoich biskupów Novus Ordo podczas uroczystości Wielkiego
Czwartku. W rzeczywistości, cała sprawa jest burzą w szklance wody ponieważ
jeśli członkowie bractwa akceptują prawowitość pontyfikatu Jana Pawła II, to
tym samym przyjmują wszystkie jego błędy (34).
Konserwatywni katolicy, którzy wskazują na te i inne
działania Jana Pawła II jako dowód jego powrotu do Tradycji powinni być
świadomi oświadczenia jakie złożył w Meksyku, kraju o największej liczbie
tradycyjnych katolików: "Ci, którzy pozostają przywiązani do marginalnych
aspektów Kościoła, aspektów, które obowiązywały w przeszłości, ale które
zostały zniesione, nie mogą być uważani za wiernych".
Słyszymy tu, nie głos Piotra, lecz głos Pawła VI. Od
kiedy to Msza i sakramenty są "marginalnymi aspektami Kościoła"? A dlaczego
niektórzy katolicy są wciąż do nich przywiązani? Odpowiedź jest jasna. Nie
otrzymaliśmy "charyzmatu transformacji". Nie zostaliśmy
"pobłogosławieni" wraz z "odnową Kościoła w Duchu Vaticanum
II". I ceną którą musimy za to zapłacić jest to, że "nie możemy
być uważani za wiernych". Tradycyjni katolicy nie mogą być wierni
wojtyliańskiemu posoborowemu kościołowi, gdyż ten kościół najwyraźniej nie jest
"Kościołem Wszechczasów" – Kościołem który ustanowił Chrystus.
Doskonałe i dobrze udokumentowane omówienie apostazji
Jana Pawła II jest dostępne w internecie na stronie Catholic Restoration
(www.catholicrestoration.org/library/apostasy.htm).
Ks. Rama P. Coomaraswamy
Z
języka angielskiego tłumaczył Mirosław
Salawa
–––––––––––
Przypisy:
(1) Mary Craig, Man from a Far Country. Morrow: N. Y. 1979.
(2)
Jest on uważany za głównego autora tego dokumentu.
(3) Michael Davies, Pope John's Council. Między innymi dokument ten uczy, że
"chrześcijanie są zjednoczeni z resztą ludzi w poszukiwaniu prawdy".
(4)
Maritain opisał Husserla jak osobę, która "czuła wstręt do rozumu", a
Raissa Maritain cytuje Szestowa mówiącego, że Husserl "wzbudził w nim
(Maritainie) wszelkie oburzenie, do jakiego był zdolny" (Adventures in
Grace. Image: N. Y. 1962).
(5)
Jan Paweł II określa się również jako "egzystencjalista". Zasadniczo
egzystencjalizm uważa, że doświadczenie posiada więcej
"autentyczności" niż rozum i tak naprawdę, jest jedyną autentyczną i
realną rzeczą. Zapomina się przy tym, że to właśnie doświadczenie pokazuje, że
rozumowanie jest czymś efektywnym – w przeciwnym wypadku nikt by nie rozumował.
W rzeczywistości, to właśnie samo istnienie rozumu pokazuje, że doświadczenie
musi mieć przedmiot (obiekt). Zwierzęta oczywiście doświadczają, lecz nie
rozumują, podczas gdy przeciwnie, człowiek może uniknąć wielu doświadczeń przez
rozumowanie. Chęć zastąpienia rozumowania doświadczeniem w sferze praktycznej i w sposób relatywny mogłoby
jeszcze być sensowne; ale czynienie tego w sferze intelektualnej i
spekulatywnej – jak tego pragną empirycy i
egzystencjaliści – jest ściśle mówiąc obłąkane. Dla małego człowieka, tylko to
co jest przypadkowe – to czego on doświadcza –
jest prawdziwe, realne i przez tę filozofię
dąży on do sprowadzenia zasad do poziomu zdarzeń,
przypadków (o ile po prostu im nie zaprzecza). Zredukowanie wiary do
doświadczenia jak to czyni Jan Paweł II jest pozbawieniem jej wszelkiego
obiektywnego charakteru. Jest to oczywiście niemal modernistyczna zasada.
(6)
Scheler urodził się jako żyd, został katolickim konwertytą, a następnie opuścił
Kościół.
(7) Mary Martinez, From Rome Urgently. Statimari: Rome 1979.
(8)
Ten tekst zawiera wiele filozoficznych stwierdzeń, które są jawnie heretyckie.
Niektóre z nich zostały zebrane i opublikowane przez pana Hermana Humberta w
piśmie St. Pius V's Sodalitas Information, Plantinkaai, 2, Anvers, Belgium
(marzec 1989).
(9) Karol Wojtyła, Faith according to St. John of
the Cross. Ignatius: San Francisco, Calif, 1981. Ursula Oxfort prezentuje
interesujące omówienie tej książki w Christian Counter-Reformation, Bulletin
No. 36, Sept. 1083 (dostępne pod adresem P.O. Box 369, Lake Worth, PL 33460).
(10) Karol Wojtyła, The Sign of Contradiction. Seabury:
N. Y. 1979.
(11) Philip Trower, The Church Learned and the
Revolt of the Scholars. Wanderer: St. Paul, Minn. 1979.
(12) Cytowane w Catholics Forever (Monroe,
Conn.), listopad 1989. Takie oświadczenie
jest praktycznie definicją modernizmu.
(13)
Hans Küng zanegowł Boskość Chrystusa, Dziewicze Narodzenie, niezniszczalność
Kościoła i nieomylność Papieża. Karą za odstępstwo od wiary było nieuznawanie
go za "katolickiego teologa". Kara kościelna nie oskarża go o herezję
i nie ogłasza go za ekskomunikowanego, zawieszonego lub obłożonego interdyktem.
Tak więc Hans Küng pozostaje "kapłanem z dobrą reputacją" w soborowym
kościele. Jako że jego nauczycielska pensja pochodziła od państwa, to nie
pozbawiono go nawet stanowiska wykładowcy. Nadal jest profesorem ekumenicznej
teologii i kierownikiem Instytutu Ekumenicznych Badań na Uniwersytecie w Tybindze.
Kanonicznie mówiąc, jest to zwykły klaps w
porównaniu z "suspensą" arcybiskupa Lefebvre. Konserwatywni katolicy,
uznający Jana Pawła II za prawowitego papieża pozostają w "pełnej
wspólnocie" z tym osobnikiem i innymi jemu podobnymi. Interesujące jest odnotowanie
luterańskiej reakcji na tego "katolika". Kiedy został oskarżony o
bycie "małym Lutrem", luterański tygodnik Christian News, stwierdził:
"Luter był chrześcijaninem wierzącym, że Jezus Chrystus narodził się z
Dziewicy, fizycznie powstał z martwych i naprawdę jest Bogiem, Drugą Osobą
Trójcy Świętej. Küng neguje te podstawowe doktryny... Jego poglądy na Chrystusa
są całkowicie antychrześcijańskie" (10 marca 1980).
(14)
Quandje dis Dieu Jacques'a Pohier'a neguje niemal każdą zasadę wiary
katolickiej. Mało kto słyszał o tym osobniku i dopiero potępienie spowodowało,
że opinia publiczna dowiedziała się o jego istnieniu. Znacznie bardziej typowe
jest "uciszenie" ks. Boffa, franciszkańskiego wyznawcy teologii
wyzwolenia. To uciszenie zostało uchylone kilka miesięcy po nałożeniu kary i nigdy nie odwołał on swoich błędów ani tego od
niego nie zażądano. Podobnie z innymi, którzy zostali "potępieni",
tak jak Hans Küng: nigdy nie zażądano żadnego odwołania błędów.
(15)
Aby nie być posądzonym o przekręcanie jego wypowiedzi w tej encyklice,
przytoczę pełniejsze fragmenty: "Sobór Watykański II dokonał
olbrzymiej pracy dla ukształtowania owej pełnej i wszechstronnej świadomości
Kościoła, o jakiej pisał papież Paweł VI w swej pierwszej Encyklice. Świadomość
ta – czy raczej samoświadomość Kościoła – kształtuje się równocześnie «w
dialogu»" (11, 1); "... bogate dziedzictwo współczesnych nam
pontyfikatów... głęboko osadzone w tej świadomości Kościoła, której w mierze
przedtem nieznanej" (3, 1); "Stale pogłębiająca się świadomość
oświecanego i prowadzonego przez Ducha Świętego Kościoła... musi pozostać
pierwszym źródłem miłości tego Kościoła – tak jak miłość ze swej strony
przyczynia się do ugruntowania i pogłębienia świadomości" (3, 2). Być może
jest "jakoś" uzasadnione mówienie o "samoświadomości"
Kościoła ale Kościół – Ciało Chrystusa – jest doskonałą społecznością toteż w
żaden sposób nie jest uprawnione stwierdzenie jakoby ta świadomość miała się
dalej "oświecać", "rozwijać" i "pogłębiać".
(16)
Jan Paweł II, wspominając Pawła VI, opisał go jako posiadającego "wzniosłą
postawę nauczyciela i obrońcy wiary", która jawi się nam "jeszcze
bardziej olśniewającą w tym dramatycznym okresie w historii Kościoła i
świata" (Castel Gondolfo, 18 sierpnia 2003).
(17)
Gaudium et spes (O Kościele w Świecie Współczesnym) – dokument za
który Karol Wojtyła ponosi główną odpowiedzialność – uczy również, że
"chrześcijanie łączą się z resztą ludzi w poszukiwaniu prawdy". Być
może Wojtyła szuka prawdy, ale tradycyjni katolicy wierzą, że Chrystus już ją
nam przekazał. Posłuchajmy św. Atanazego mówiącego o ariańskich soborach
czwartego stulecia: "Cały świat pogrążył się w chaosie, a ci, którzy wtedy
należeli do duchowieństwa tułali się wszędzie, usiłując jak najlepiej nauczyć
się wierzyć w naszego Pana Jezusa Chrystusa... gdyby byli już ludźmi
wierzącymi, nie szukaliby, tak jak ci co jeszcze nimi nie byli... niemałym
skandalem było..., że chrześcijanie, jak gdyby budząc się ze snu o tej porze
dnia, musieli dowiadywać się jak mają wierzyć... podczas gdy ich kapłani,
domagając się od nich uległości należnej nauczycielom, byli niewierzącymi na
własnym przykładzie pokazując, że szukają tego czego nie posiadali... Jakiż
defekt w nauczaniu religijnej prawdy istniał w katolickim Kościele, że musieli
się pytać o prawdy wiary i dopasowywać swoje wyznanie wiary do aktualnych trendów".
(18)
RH odnosi się do w/w encykliki Jana Pawła – Redemptor hominis.
(19) The Sunday Telegraph of London, 6 czerwca
1982 oraz The Mail-Star of Halifax, 8 czerwca 1982.
(20)
Opisane w Introibo, nr 43, styczeń-marzec 1984 (wydane przez
l'Association Sacerdotal Noel Pinot: Angers, France).
(21)
Podziękowania dla ks. Blignieres
(Jean-Paul II et la Doctrine Catholique, konferencja z 13 maja 1981. Mutuality:
Paris) i Wiganda Siebela (The Program of John Paul II, P.O. Box 21, W.
Va. Liberty Bell Publications, i Philosophie
et Theologie de Karol Wojtyla. Bale,
Saka, 1988) za treść kilku następnych akapitów. Na ten temat pisało wielu
innych autorów, takich jak Ursula Oxfort i Myra Davidaglou.
(22)
Redemptor hominis.
(23)
Przemówienie do Świętego Kolegium, Documentation Catholique. Paryż 1975,
ss. 1002-1003.
(24)
W jednym z ostatnich (2003) dokumentów Pastores gregis, Jan Paweł II
poczynił następujące oświadczenie: "Przepowiadając Chrystusa
zmartwychwstałego, chrześcijanie głoszą w istocie Tego, który rozpoczyna nową
erę historii, i ogłaszają światu dobrą nowinę o zbawieniu całkowitym i
powszechnym, zawierającym zadatek nowego świata, w którym cierpienie i
niesprawiedliwość ustąpią przed radością i pięknem. Na początku nowego
tysiąclecia, kiedy wyraźniejsza stała się świadomość powszechności zbawienia i
doświadcza się, że głoszenie Ewangelii musi być odnawiane każdego dnia,
Zgromadzenie synodalne zachęca, aby nie zmniejszać zaangażowania misyjnego,
przeciwnie – nasilać je poprzez coraz ściślejszą współpracę misyjną" (n.
65).
(25)
Między innymi ta herezja neguje sprawiedliwość Boga, który wielokrotnie w
Piśmie Świętym mówi nam, że zostaniemy osądzeni i że owce będę oddzielone od
kozłów.
(26) Ursula Oxfort, "Pope Flounders in the «Act
of Entrusting»", Christian Counter-Reformation, Bulletin No. 24. P.O. Box, 369, Florida, Lake Worth, 1981.
(27) Gustavo Daniel Corbi, Joviniano 82, "La resurrección
de una herejia". Editorial
Iction: Buenos Aires 1982.
(28) Ursula Oxfort, "Laborem exercens",
Christian Counter-Reformation, Bulletin No. 25. Encyklika o pracy Jana Pawła jest komunistyczna. Znam
pewnego soborowego katolika, który twierdzi, że nikt nie może nazwać Jana Pawła
II heretykiem, ponieważ nikt nie może wiedzieć co dokładnie on ma na myśli.
(29)
Świetny przykład przytacza Victor Krasin, w artykule "How I was Broken by
the KGB" (Jak zostałem złamany przez KGB), w magazynie New York Times,
z 18 marca 1984. Średniowieczny chłop pańszczyźniany, który nie mógł być usunięty
ze swej ziemi ani opodatkowany z towarów wytwarzanych na użytek swojej rodziny
był znacznie bardziej bezpieczny niż dowolny robotnik w dowolnym komunistycznym
kraju.
(30)
W ramach tych gier z władcami tego świata rozważcie fakt, że Jan Paweł II
przyjął na specjalnej audiencji w Watykanie Komisję Trójstronną. Mówił on o
"etycznym wymiarze" ich działalności, ich "odpowiedzialności za
zachęcanie ludzi do sprostania obowiązkowi międzynarodowej ludzkiej
solidarności" oraz jak to Komisja musi "czynić wszystko w służbie
osoby ludzkiej". Fotografie z tego spotkania pokazują Zbigniewa Brzezińskiego
i Henry'ego Kissingera siedzących w pierwszym rzędzie audytorium oraz Jana
Pawła wymieniającego uściski z Davidem Rockefellerem, przewodniczącym
amerykańskiej sekcji tej organizacji (Trialogue 33, kwiecień 1983).
Komisja Trójstronna jest prawdopodobnie jedną z najbardziej wywrotowych ze
wszystkich możliwych organizacji stworzonych przez człowieka. (Por. Ursula Oxfort, "The Plot Against
America: What we must know about the Trilateral Commission", Christian
Counter-Reformation, czerwiec, 1978).
(31)
Oczywiście, ludzie często będą poświęcać się zajęciom nie mającym żadnej
odkupieńczej wartości, po to by zapewnić rodzinie byt, ale nie dotyczy to nigdy
rzemiosła, formy pracy, która angażuje zarówno umysł jak i wolę pracownika.
(32)
Jak zaznaczono w Rozdziale 12 na temat liturgii, obrządek ten, według
tradycyjnych kryteriów wciąż zachowuje swą ważność. Jednakże indult w żaden
sposób nie gwarantuje, że kapłan, który ją odprawia został właściwie wyświęcony.
Odsyłam czytelnika do opracowań na temat Nowej Mszy na mojej stronie
internetowej (coomaraswamy-catholic-writings.com).
(33)
Indult praktycznie wymaga, aby ci, którzy z niego korzystają złożyli podpis pod
stosownym oświadczeniem. Mimo faktu, że nie jest on "wymuszany" to
korzystający z Indultu domyślnie przyjmują jego wymagania.
(34)
Stanowisko arcybiskupa Lefebvre jest nie do utrzymania. Nie można uznawać Jana
Pawła II za prawowitego papieża, ważności in se wszystkich nowych
sakramentów, autorytetu Nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego, możliwości
interpretacji Vaticanum II w zgodzie z tradycją, a następnie odmawiać
posłuszeństwa. Dlatego zrozumiałe jest, że wielu stronników arcybiskupa
porzuciło jego dzieło. Posoborowy Kościół był oczywiście tym zachwycony i
założył Bractwo Św. Piotra by zagospodarować tych ludzi.
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Kraków 2009
Ks. Rama Coomaraswamy. Posoborowi "papieże"

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz