piątek, 31 stycznia 2020
czwartek, 30 stycznia 2020
poniedziałek, 20 stycznia 2020
niedziela, 19 stycznia 2020
sobota, 18 stycznia 2020
Biblią tysięcy błędów - Biblia Tysiąclecia
O błędach w przekładzie tzw. Biblii Tysiąclecia
W roku 1965 wydawnictwo „Pallottinum” w Poznaniu opublikowało pierwsze wydanie nowego przekładu ksiąg Starego i Nowego Testamentu na język polski. Ta nowa wersja polskiego Pisma świętego stała się odtąd dominującym tekstem Biblii w naszym kraju. Opublikowanie przekładu w okresie przygotowań do jubileuszu tysiąclecia chrztu Polski (1966) sprawiło, że ta nowa księga szybko zyskała sobie miano tzw. Biblii Tysiąclecia. Kolejne wydania stopniowo wyparły niemal całkowicie z użycia w polskim Kościele inne przekłady, w tym szczególnie uświęcone wielowiekową tradycją tłumaczenie ks. Jakuba Wujka SI. To ostatnie pochodzi jeszcze z końca XVI wieku, a więc z epoki potrydenckiej walki z reformacją i charakteryzuje się wyjątkową dbałością o najdrobniejsze szczegóły przekładu, właśnie z powodu zagrożenia heretyckimi błędami zwolenników protestanckiej zasady sola scriptura (która polega na czytaniu i interpretacji samego tylko Pisma świętego, z pominięciem Tradycji, czyli rozumienia Słowa Bożego w zgodzie z przekazem niespisanym, ale przekazanym w nauce katolickiej). W ciągi stuleci przekład ks. Wujka był w szczegółach niejednokrotnie udoskonalany, zwłaszcza gdy chodzi o pewną ewolucję języka polskiego, którą trzeba uwzględniać, ale zawsze z zachowaniem szacunku dla dostojeństwa dawnej polszczyzny.Wprowadzenie zupełnie nowego tłumaczenia rodzi nadzieję na odnowienie kultury biblijnej w Polsce, ale także stwarza szereg zagrożeń, gdyż wiąże się z ryzykiem błędów językowych, doktrynalnych, a nawet stylistycznych, w których święty tekst narażony jest na uproszczenia i banalizację. Chociaż tzw. Biblia Tysiąclecia znalazła powszechne przyjęcie w epoce posoborowej w Polsce i obecnie niemal wszystkie cytaty biblijne są podawane w literaturze właśnie w tej wersji, to jednak nie znaczy, że automatycznie musi być ona wolna od zarzutów ze strony nauk biblijnych. Krytycznej oceny nowego przekładu podjął się bowiem już w roku 1967 jeden z najwybitniejszych biblistów polskich epoki powojennej, ks. prof. Eugeniusz Dąbrowski.
Postać i dorobek ks. Dąbrowskiego
Ks. Dąbrowski urodził się w Warszawie, 16 maja 1901 r. Studiował teologię w warszawskim Seminarium Duchownym i na Uniwersytecie Warszawskim. W roku 1923 został wyświęcony na kapłana, a następnie doskonalił język angielski w Wielkiej Brytanii. W roku 1926 został doktorem Uniwersytetu Warszawskiego; później studiował jeszcze w Rzymie biblistykę, aby w roku 1929 zostać profesorem seminarium warszawskiego. W 1932 r. uzyskał habilitację w Warszawie, a w 1939 r. doktorat nauk biblijnych w Rzymie. W czasie wojny prowadził tajne wykłady i był dwukrotnie więziony przez hitlerowców na Pawiaku. W roku 1944 został proboszczem warszawskiej parafii Bożego Ciała, a od 1954 r. był profesorem egzegezy biblijnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Uczestniczył w wielu międzynarodowych kongresach biblijnych; był autorem 30 książek i 470 artykułów. Wśród tych publikacji było wiele przekładów, z których chyba najważniejsze są przekłady Nowego Testamentu: jeden z Wulgaty i drugi z języka greckiego.W pracy translatorskiej ks. Dąbrowski dbał o literackie piękno tłumaczeń, zachowując szereg ugruntowanych w polszczyźnie archaizmów; z szacunkiem traktował całą dotychczasową tradycję tłumaczeń ksiąg natchnionych przez Ducha Świętego na współczesny język polski. Obok tłumaczeń biblijnych ks. prof. Eugeniusz Dąbrowski opublikował również szereg książek poświęconych tematyce biblijnej, dotyczących zwłaszcza Nowego Testamentu, oraz z dziedziny religioznawstwa. Poważne są także zasługi ks. Dąbrowskiego w pracy na rzecz popularyzacji wiedzy biblijnej wśród inteligencji katolickiej. Historycy określili go mianem „wybitnego tłumacza ksiąg Nowego Testamentu”, a także „apostoła biblijnego” (Encyklopedia Katolicka, t. 3, kol. 1064). Ks. Eugeniusz Dąbrowski zmarł w Warszawie 8 kwietnia 1970 r.
Ks. Dąbrowskiego ocena „Biblii Tysiąclecia”
Podejmując krytyczną ocenę nowego tłumaczenia Pisma świętego na język polski, ks. Dąbrowski ogłosił w roku 1967 w londyńskiej, emigracyjnej oficynie wydawniczej „Wydawnictwo Poetów i Malarzy” książkę zatytułowaną Nowy polski przekład Pisma Świętego z języków oryginalnych. Krytyczna ocena tzw. Biblii Tysiąclecia. Książka ta została ogłoszona z nihil obstat i imprimatur polskich emigracyjnych władz kościelnych. Autor wskazuje, że tak poważne przedsięwzięcie translatorskie i wydawnicze, jak przekład Pisma świętego jest inicjatywą o wyjątkowej randze. Skłania to do poważnej refleksji nad wartością wykonanego dzieła, którego dokonał zespół 42 uczonych pod redakcją benedyktynów tynieckich (z opactwa pod Krakowem).Jedna z pierwszych wątpliwości, rodzących się wśród niektórych specjalistów wobec opublikowanego tłumaczenia, wyniknęła z „trudności zadania wobec znacznych strat (spowodowanych wojną – przyp. A.M.) w szeregach doświadczonych biblistów i wadliwej od początku organizacji pracy obliczonej na jakiś efekt doraźny” (s. 6). Ks. Dąbrowski zauważył bowiem, że „wybrano doraźnie autorów przekładu i oddano ich pod patronat Kolegium niewykwalifikowanego, bez żadnych tradycji wydawniczych”, podczas gdy „w innych krajach przy realizacji tego rodzaju inicjatyw tworzone są komitety fachowców, ustalana jest metoda pracy i jej poszczególne etapy” (tamże). Jest to kwestia tym bardziej poważna, że ostatnim przekładem katolickim całości Pisma świętego w Polsce była wspomniana już Biblia ks. Jakuba Wujka, wydana w roku 1599.
Autor stwierdza dalej, że choć istnieje wielowiekowy dorobek nauk biblijnych w dziedzinie tłumaczenia Pisma świętego, to niestety twórcy tzw. Biblii Tysiąclecia nie zawsze korzystali z tych osiągnięć. Wielkie zasługi w dziedzinie trudnej sztuki przekładu tekstu natchnionego położył św. Hieronim (ok. 347–419/420), a jego zdobycze teoretyczne i praktyczne w większości zachowują do dziś swą wartość. Tłumacz musi bowiem znać nie tylko język, z którego przekłada, ale także treść i sens tłumaczonego tekstu; winien również rozumieć autora tekstu, a także musi biegle posługiwać się swym językiem (albo innym, na który przekłada), aby tłumaczenie było płynne i wierne, oddające intencje, styl i ducha autora. Ponadto trzeba unikać werbalizmu i pamiętać, że języki różnią się od siebie i nie wystarczy naśladować, kalkować oryginału, ale trzeba przenieść idiomy, zwroty, wyrażenia, przenośnie i inne środki stylistyczne, zasady gramatyki i składni z jednego niejako „świata” językowego – do drugiego. Tymczasem zdaniem ks. Dąbrowskiego „w «Biblii Tysiąclecia» jakiejś teorii przekładu w żaden sposób doszukać się nie można. W związku z czym odnosi się nawet wrażenie, że wielu tłumaczom tej Biblii cały naukowy dorobek w tej dziedzinie był w ogóle nieznany” (sic!, s. 19). Ponadto, pomimo deklaracji o tłumaczeniu na podstawie najnowszych wydań w językach oryginalnych, co w przypadku Starego Testamentu oznacza przede wszystkim tekst hebrajski, ks. Dąbrowski zauważył ewidentne posiłkowanie się autorów wydania istniejącym przekładem na język francuski (zwanym potocznie Biblią Jerozolimską – Bible de Jérusalem, wydaną w roku 1955). Praktyka posługiwania się najlepszym nawet tłumaczeniem na język nowożytny wynikała chyba z tego powodu, że – jak informuje autor omawianej tu recenzji – brak było w Polsce „większego zespołu wykwalifikowanych hebraistów mogących sprostać” inicjatywie przełożenia całego Starego Testamentu (s. 20). Wpływy przekładu francuskiego są bardzo wyraźne („układ zdań, szyk wyrażeń, nawet pewne odcienia językowe”, s. 21), a na dodatek – o zgrozo! – tłumacze czasami nie znali na tyle języka francuskiego, aby poprawnie przełożyć niektóre wieloznaczne terminy francuskie na język polski. Warto podać przykład z księgi Ezechiela (nagłówek do fragmentu od 3, 22 do 24, 26 i tytuł poprzedzających fragm. 4, 1 – 5, 17), gdy wyrażenie „Avant le siège de Jérusalem” zostało oddane jako „Przed stolicą w Jerozolimie”, podczas gdy znaczy naprawdę „Przed oblężeniem Jerozolimy”. Francuskie słowo le siège ma bowiem co najmniej osiem znaczeń, w tym te dwa: ‘stolica’ i ‘oblężenie’ (por.: Wielki słownik francusko-polski, t. I, wyd. IV, Warszawa 1991, 692)! Błąd ten sprawił, że gdy później pojawia się zdanie: „Annonce du siège de Jérusalem”, to „konsekwentny” tłumacz poszedł za swoim błędem i nie wiedząc, co mogłoby w tym wypadku znaczyć „Zapowiedź stolicy w Jerozolimie”, napisał „Zapowiedź o Jerozolimie” zamiast „Zapowiedź oblężenia Jerozolimy” (s. 22). Ks. Dąbrowski stwierdza, że przypadków tego rodzaju jest znacznie więcej.
Kolejny zarzut jest bardzo poważny, gdyż w przekładzie Psałterza, który ma przecież kapitalne znaczenie w życiu Kościoła, tłumacze w ogóle nie brali pod uwagę tekstu hebrajskiego (sami zresztą poinformowali o tym we wstępie)! Do tego dochodzi jeszcze fakt, że tekst łaciński, z którego w miejsce hebrajszczyzny tłumaczono Księgę Psalmów, pochodził akurat z tego wydania, które wzbudziło szereg kontrowersji i zastrzeżeń. Obok tych nadużyć – sprzecznych z ogólnymi deklaracjami otrzymaniu się języków oryginalnych – ks. Dąbrowski wskazał na szereg błędów (kolokwializmów, ingerencji w tekst zamiast oddania idiomów czy też zmian uznanej polskiej terminologii dokonanych bez podstaw merytorycznych) i podsumował, że na to wszystko „żaden szanujący się tłumacz Pisma świętego nie mógłby wyrazić zgody” (s. 27).
Krytyczny czytelnik nowego wydania Pisma świętego w wersji „tynieckiej” musi też odnieść się do wielkiej liczby błędów językowych, których – jak świadczy ks. prof. Dąbrowski – było tyle, że można by na ich kanwie napisać wręcz rozprawę doktorską, gdyż ich liczba osiąga kilkaset (s. 29 i dalej). Do tego przekład jest zdeformowany kontrowersyjnymi ujęciami teologicznymi, gdy np. aby oddać greckie pojęcie metanoia w miejsce uznanego terminu „pokuta”, przyjęto słowo „nawrócenie”. Zmiana ta wydaje się wynikać z inspiracji protestanckiej, gdyż właśnie protestanci, którzy zaprzeczają sakramentalnemu charakterowi spowiedzi, nie chcą nawet w Piśmie świętym widzieć słowa „pokuta”, które kojarzy im się z odrzuconą m. in. przez luteran nauką Kościoła o pokucie!
Jeden z najpoważniejszych błędów znalazł się w tłumaczeniu fragmentu zawartego w drugim rozdziale Listu św. Pawła do Filipian. Przekład tego fragmentu w Biblii Tysiąclecia brzmi następująco: „On (Jezus Chrystus – przyp. A. M.), istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi”. Słowa oddane jako „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem” warto bliżej rozważyć, gdyż w Wulgacie, która stanowi uznany w Kościele od wieków przekład Pisma św., brzmią one: „qui cum in forma Dei esset non rapinam arbitratus est esse se aequalem Deo”. Poprawny przekład można przeprowadzić dzieląc ten fragment najpierw na trzy zdania, będące częścią zdania złożonego: 1. „qui cum in forma Dei esset”, 2. „non rapinam arbitratus est”, oraz 3. „esse se aequalem Deo”. Pierwszy fragment znaczy: „który będąc w postaci Bożej”, gdyż cum to ‘jako’, ‘skoro’, ‘podczas gdy’, a forma to ‘postać’, albo raczej ‘natura’ (w oryginale greckim morfe, zaś esset to coniunctivus imperfecti od esse: ‘być’, charakterystyczny dla zdania złożonego, którego częścią jest rozpatrywany fragment. Po drugie mamy „nie uznał za grabież”, gdyż rapina to ‘grabież’ albo ‘rabunek’, zaś arbitratus est jest to indicativus perfecti passivi w znaczeniu czynnym, gdyż czasownik arbitror – ‘szacować’, ‘oceniać’, ‘sądzić’, ‘przypuszczać’– jest verbum deponens, tj. ma znaczenie czynne, chociaż formę bierną. Po trzecie zaś, „esse se aequalem” znaczy: „że jest równy Bogu”, gdyż jest tu składnia accusativus cum infinitivo. Zatem całe zdanie złożone tłumaczymy: „Który będąc w naturze Bożej, nie uznał za grabież, że jest równy Bogu”, tymczasem przekład Biblii Tysiąclecia, a więc: „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem” jest błędny, bo nie ma pokrycia w oryginale i wydaje się dopuszczać heretycką interpretację nestoriańską: Chrystus miałby mieć jakąś nieokreśloną „postać” Bożą, ale sam zrezygnował nie tylko z chwały, ale ponadto z ontologicznej rzeczywistości bycia Bogiem, a w konsekwencji utracił czy porzucił naturę boską. Następnie, przekład ten wydaje się dopuszczać heretycką interpretację ariańską: Chrystus jest tylko najdoskonalszym stworzeniem Ojca, które nie chce uczestniczyć w Boskiej naturze, odrzuca tę możliwość, a więc, z istoty rzeczy, substancjalnie nie jest Bogiem – i uniżenie Chrystusa polegałoby na rezygnacji zarówno z chwały, jak i z boskości. Chrystus staje się w myśl tej interpretacji „Jezusem, naszym bratem” w ujęciu o. Edwarda Schillebeckxa OP, holenderskiego modernisty i heretyka. Jezus Chrystus wedle o. Schillebeckxa nie wie nic o żadnym Bóstwie, a dopiero żydowska interpretacja „przydaje Mu Bóstwo”, jak ośmielał się insynuować ten przewrotny teolog. Ponadto dwuznaczność tłumaczenia wyklucza obronę, że jest ono zrozumiałe dopiero w całym kontekście tego fragmentu.
Zobaczmy jeszcze, jak tłumaczenie to rozwiązali inni. Polski przekład według Nowego Testamentu w przekładzie ks. dr. Jakuba Wujka z roku 1593 (Kraków 1966) podaje: „który będąc w postaci Bożej, nie poczytał tego za drapieztwo, że był równym Bogu”; Polski przekład z Wulgaty, dokonnay przez ks. Dąbrowskiego, brzmi: „który mając naturę Bożą, nie poczytywał swej równości z Bogiem za przywłaszczenie”. Natomiast polski protestancki przekład baptystów wydany jako Nowy Testament (New Testament) przez American Bible Society, 1990, brzmi: „Który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu”. Wreszcie polski przekład według Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu, t. 4, Poznań 1994, podaje: „On to, istniejąc w naturze Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem”. Biorąc pod uwagę także inne tłumaczenia mamy: przekład angielski wedle anglikańskiej New King James Bible, wydany wraz ze wspomnianym tłumaczeniem polskim: Nowy Testament (New Testament), American Bible Society, 1990: „who, being in the form of God, did not consider it robbery to be equal with God”, następnie przekład niemiecki Marcina Lutra, według Die Bibel, nach der Übersetzung Martins Luthers, Stuttgart 1985: „Er, der in götlicher Gestalt war, hielt es nicht für einen Raub, Gott gleich zu sein”. Okazuje się zatem, że poprawne są dawne polskie przekłady: „nie poczytał tego za drapieztwo”, „nie poczytywał (...) za przywłaszczenie” i nawet protestanckie, obcojęzyczne: „did not consider it robbery”, „hielt es nicht für einen Raub”.Wbrew temu polski przekład baptystów nie jest poprawny: „nie upierał się zachłannie”, a współczesne polskie tłumaczenia powtarzają błąd: „nie skorzystał ze sposobności”.
Ta krótka analiza pokazuje, jak daleko odeszli autorzy tzw. Biblii Tysiąclecia od najważniejszych, uznanych w nauce tłumaczeń, nawet protestanckich. Ks. Dąbrowski uważa zaś, że tłumaczenie „nie skorzystał ze sposobności” jest „nieudolne i bezpodstawne” i podaje inne jeszcze argumenty przeciwko temu fragmentowi tekstu biblijnego w wersji tynieckiej (s. 39). Cały szereg zarzutów dotyczy także strony językowej tekstu, a więc stylu nieudolnego stylistycznie (s. 42), spospolitowanego i zubożonego (s. 48), odchodzącego od tradycji polskich tłumaczeń w wielu miejscach (s. 55). Zmiany te prowadzą nawet do błędów teologicznych, gdyż przekład „Zobaczą, kogo przebodli” z Ewangelii św. Jana (19, 36), który odnosi się do Chrystusa Pana na krzyżu, został zamieniony na „Będą patrzeć na tego, którego przebodli”, co zmienia dramatyczny sens, gdyż widzowie zobaczyli, Kim był Ukrzyżowany (s. 50–51). Na podstawie swych rozważań autor krytycznej recenzji dochodzi do wniosku, że „niepodobna eksperymentu Biblii Tysiąclecia uznać za udany” (s. 57).
Dokonania i kompetencje ks. Dąbrowskiego w dziedzinie nauk biblijnych są powszechnie uznane i z tego powodu jego rozważania nad merytoryczną poprawnością tzw. Biblii Tysiąclecia mają duże znaczenie. Skłoniły one wydawców do uwzględnienia części z tych uwag w kolejnych wydaniach. Niestety, wiele zastrzeżeń nadal zachowuje swą moc, zwłaszcza gdy chodzi o podstawową tendencję do uwspółcześniania natchnionego tekstu przez zerwanie z archaizmem stylu i licznymi środkami wyrazu nie używanymi w potocznym języku polskim. Te zaś błędy, przyczyniające się do swoistej modernizacji i banalizacji tekstu świętego w jego polskiej formie, stały się podstawą do surowej oceny przez ks. Eugeniusza Dąbrowskiego, który nazwał nowe tłumaczenie wręcz „Biblią tysięcy błędów” (s. 58). Ω
czwartek, 16 stycznia 2020
wtorek, 14 stycznia 2020
poniedziałek, 13 stycznia 2020
piątek, 10 stycznia 2020
czwartek, 9 stycznia 2020
środa, 8 stycznia 2020
„Kościół zaćmiony(ch)” i zdrowy rozsądek
„Kościół zaćmiony(ch)” i zdrowy rozsądek
Teorie, że już wszystko stracone i nie
pozostało nic w obliczu modernistycznej inwazji, jak pozostać samemu w
domu i modlić się na różańcu, powstały w głowach różnych świeckich po
Soborze Watykańskim II. Trudno się dziwić, zawsze istnieli tacy, którzy
woleli pójść za własnymi fanaberiami w dziedzinie nauki objawionej,
zamiast oprzeć się na wiedzy i doświadczeniu duchownych, którzy w każdej
epoce z prawdziwie apostolską gorliwością występowali w obronie wiary
przeciwko wilkom w owczej skórze.
Polemizując ze świeckimi twórcami
wspomnianej teorii w Stanach Zjednoczonych, od wyrazu „home alone”
(„samemu w domu”), x. Antoni Cekada ukuł termin „home-aloners” na
określenie jej wyznawców. Przyjął się on wszędzie w języku angielskim na
określenie tych, którzy porzucili całkowicie życie sakramentalne,
wierząc, iż pozostał im już tylko różaniec i żal za grzechy. To
przeciwko tej zgubnej teorii x. Cekada napisał w 1993 roku artykuł
zatytułowany „Prawo kanoniczne i zdrowy rozsądek”, pokazując, jak to
epikeia stanowi zdroworozsądkowe podejście do ścisłej litery prawa
kanonicznego, w sytuacji nieprzewidzianej przez prawodawcę (jak obecny
wakat Stolicy Apostolskiej i jego okoliczności) oraz gdy nie ma
możliwości odniesienia się do Najwyższego Prawodawcy Kościoła. Brak
zachowania tego zdrowego rozsądku sprowadza się do zadania gwałtu
intelektowi ludzkiemu czyli do absurdu.
Są też tacy, którzy nadal uporczywie
twierdzą, że Józef kard. Siri został wybrany na Papieża w 1958 lub 1963
roku. Przeczy temu najoczywistsze świadectwo zdrowego rozsądku, bowiem
odprawiał on protestancki obrzęd Novus Ordo oraz niejednokrotnie złożył
publiczny hołd heretykom, którzy objęli fizycznie Stolicę Piotrową. Aż
dziwi, że niektórzy dorośli i inteligentni ludzie zgłębiali tajniki
„ukrytego” „papiestwa” tego włoskiego kardynała.
Nawet w Polsce przez kilka miesięcy
wyznawcy tej ostatniej teorii szerzyli ów błąd (na przełomie 2013 i 2014
roku). Gdy jednak pojęli, że nie da się tej ewidentnie absurdalnej tezy
obronić, wpadli na oryginalny pomysł „hierarchii na wygnaniu” powstałej
wskutek rzekomej elekcji na Stolicę Piotrową Fryderyka kard.
Tedeschiniego w 1958 roku. Wygodniejsza jest ta sytuacja, bowiem
„Papież” Tedeschini zmarł nieco ponad rok po swoim domniemanym wyborze, a
„hierarchia”, którą był utworzył, miałaby zejść w podziemia, oczekując…
no właśnie, nie wiadomo czego…
A ponieważ „hierachia” ta jest ukryta
również przed swoimi wiernymi, nic im innego nie pozostaje, jak tylko
pozostać samemu w domu, modlić się na różańcu i czynić żal za grzechy,
co sprowadza się w praktyce do postawy „home alone”.
I mamy doprawdy „Kościół zaćmiony(ch)”.
Wobec tego niewątpliwie pożyteczną okaże się lektura artykułu x. Cekady: „Prawo kanoniczne i zdrowy rozsądek”.
Pelagiusz z Asturii
Sedewakantyzm: jak powiedzieć Cioci Heli
Sedewakantyzm: jak powiedzieć Cioci Heli
Sedewakantyzm: jak powiedzieć Cioci Heli
x. Antoni Cekada
x. Antoni Cekada
Notka Autora: Na
początku 1995 roku przeprowadziłem serdeczną korespondencję na temat
kwestii sedewakantyzmu w katolickim kapłanem, który prowadzi niezależną
kaplicę tradycyjną. W jednym liście zgodził się, że choć wiele
sedewakantystycznych argumentów wydawało się rozsądnych, strona
„pastoralna” stanowiła dlań trudność. Martwił się, że takie stanowisko
zszokowałoby parafian, i obecnych i potencjalnych, i możliwe, że
odepchnęłoby ich w ramiona grup kompromisu, jak Bractwo Św. Piotra.
Zastanawiał się, jak prostsi ludzie zareagowaliby. I co by moja Ciocia
Hela pomyślała? Oto moja odpowiedź.
* * * * *
Drogi Xięże,
Dzięki za Xiędza list z 28 marca. Wiele
się tu działo (Wielki Tydzień, podróże, etc.), więc nie byłem w stanie
prędko odpowiedzieć. Mea culpa!
Pomyślałem, że przedstawię Xiędzu kilka myśli dotyczących nie tyle kwestii sede vacante i Konferencji o rycie trydenckim, ile raczej duszpasterskiego podejścia wobec sprawy sede vacante
ogólnie. Z pewnością rozumiem zmartwienie. Xiędza pytanie, „co pomyśli
Ciocia Hela?” jest dobrym pytaniem, w znaczeniu, że z pewnością nie
chcemy odstraszać ludzi. Jak powinniśmy potraktować to tak, aby nie
wywierać na świeckich złego wrażenia? Oto moje myśli:
Choć byłem sedewakantystą już przed moimi
święceniami, w minionych latach duszpastersko zajmowałem się tą kwestią
na różne sposoby. Wydaje mi się, że w końcu nauczyłem się czegoś z
moich licznych błędów. Następujące podejścia nie działały:
– Uderzanie w pulpit, rozpalona retoryka, powtarzające się i pełne emocyj potępienia z pulpitu. To zrażało nowych i dawnych wiernych. Stale było to niewłaściwie interpretowane jako „atakowanie papieża”.
– Tylko rzadkie, subtelne aluzje do sprawy z pulpitu. Bez sensu. Ludzie nie załapują subtelności.
– Omawianie kwestii papieża tylko gdy pytano mnie o to prywatnie. Wydaje się oszukańcze dla nowych ludzi. Uważają, że coś się przed nim ukrywa.
– Przedstawianie podejść sede vacante i mogę-mu-być-nieposłuszny-ale-nadal-jest-moim-ojcem jako równie dopuszczalne możliwości. Nielogiczne, jeśli przyjmuje się tezę sede vacante.
Wielu nowych ludzi, ponadto, uważa możliwość „prawa do
nieposłuszeństwa” za głęboko niepokojącą, bowiem „dobrzy katolicy są
posłuszni papieżowi”.
– Przemilczanie sprawy. Ludzie nigdy nie będą mieli spójnego wyjaśnienia ich sposobu działania. Albo będą z łatwością zwabieni z powrotem do Novus Ordo albo jakiejś operacji Bractwo św. Piotra/Indult.
Zauważyłem, ponadto, że nowi przybysze na
Mszę tradycyjną martwią się zwykle o kwestię
„nieposłuszeństwa/papieża/autorytetu”, nawet jeśli od razu otwarcie tego
nie wspomną.
Skutki nie poruszania
tej sprawy są poważne. Latami ludzie w niezależnych tradycyjnych
kaplicach mogą usłyszeć o kwestii papieża/autorytetu albo nic, albo
słyszą sentymentalne i/lub teologicznie podejrzane pojęcia, jak
następujące: popieramy papieża, biskupa możemy odrzucać, papież jest tak
naprawdę po naszej stronie, jest oszukiwany przez złych ludzi, którzy
go otaczają, Msza jest jedyną rzeczą, która się tak naprawdę liczy,
możemy nie słuchać złych rozkazów papieża i biskupa, dalej pozostaje
papieżem, jest wszystkim, co mamy, etc. Wspólnota, która ustawicznie
dostaje coś takiego, będzie bułką z masłem, gdy pewnego dnia jakiś
indultowy/bractwoświętopiotrowy typ nadejdzie przedstawiając im
diabelski interes i „papieża”, i „legalnej” Mszy tradycyjnej. Czemuż nie
przyjąć oferty? Czyż katolicy nie powinni chcieć być „zjednoczeni z
papieżem”? Jest to doskonale logiczne, jeśli ktoś go uznaje jako jednego
z prawdziwych następców Piotra.
Jest to pewne jak w banku i właśnie
dlatego moderniści byli w stanie przejąć kaplicę w Pequannock (New
Jersey) tak, jak to zrobili. To nigdy by się nie stało z jednym z
naszych kościołów. Większość naszych ludzi rozumie, że JP2 i spółka są
wrogami wiary katolickiej; prędzej spaliliby budynki, niż pozwolili
modernistom je przejąć.
Moje podejście do kwestii papieża wobec
nowych ludzi jest raczej bezpośrednie. Widzę, że jeśli wyjaśnia się
sprawy jasno i konkretnie od razu, ludzie rzeczywiście odczują ulgę i że
o wiele mniejsza będzie szansa, że straci się ich na rzecz [Novus] Ordo
czy paczki indultowej/bractwoświętopiotrowej. Staram się zaprosić ich
na rozmowę, żeby mieli wystarczającą możliwość zadawania pytań.
Traktuję o sprawie posłuszeństwa/papieża/autorytetu mniej więcej w następujący sposób:
- Omawiam powód, dla którego nowa osoba opuściła swą parafię i przyszła na Mszę tradycyjną. (Nieuchronnie odpowiedź brzmi, że Nowa Msza jest pozbawiona czci, świętokradcza, pełna błędów, skądinąd zła, etc., podczas gdy Msza tradycyjna jest pełna czci, szacunku, prawowierna, etc.)
- Zwracam uwagę, że większość niedopuszczalnych cech Nowej Mszy (komunia na rękę, „kulturowe dostosowanie”, etc.) są oficjalnie dozwolone lub nawet polecane przez prawodawstwo liturgiczne zatwierdzone przez Pawła VI i jego następców.
- Jako katolicy, jednak, wiemy, że nieomylność Kościoła nie ogranicza się tylko do twierdzeń ex cathedra, ale rozciąga się także na prawa powszechne, a w szczególności na jej obrzędy. Niemożliwe jest, by Kościół wydał prawo lub zatwierdził obrzęd, który promuje błąd lub szkodzi duszom.
- Problem: z jednej strony oczywiste jest dla nas, że Nowa Msza promuje błąd i szkodzi duszom. Z drugiej, z powodu nieomylności, prawo lub obrzęd zatwierdzone przez władzę Kościoła nie może promować błędu ani szkodzić duszom.
- Mamy wybór. Albo: (1) Władza Kościoła już nie cieszy się nieomylnością – niemożliwe, z racji obietnicy Chrystusowej; lub (2) ludzie, którzy promulgowali prawa lub obrzędy, które promują błąd i szkodzą duszom tak naprawdę nie posiadali władzy Kościoła.
- Jakże to możliwe? Herezja lub publiczne odpadnięcie od wiary oznacza automatyczną utratę urzędu, ponieważ herezja stawia poza Kościołem. Przykład: arcybiskup Cranmer podczas protestanckiej rewolty w Anglii. Gdy w pewnym momencie jego osobista herezja stała się jawna, stawił się poza Kościołem i utracił władzę nad katolikami. Nadal wyglądał, jakby był arcybiskupem Canterbury (zachowując swą mitrę, pastorał, tron, katedrę i kapę), ale z powodu swego odpadnięcia od wiary w oczach Bożych obiektywnie utracił autorytet i urząd. (Ariusz i inne przykłady są czasami pomocne.)
- Zasada ta stosuje się do każdego, kto piastuje władzę lub urząd w Kościele – biskup diecezjalny, arcybiskup, proboszcz, nawet papież.
- Także Papież? Gdy jest się wybranym na papieża nie traci się wolnej woli. Można dobrowolnie robić złe rzeczy. Można stracić wiarę i przyjąć błąd jako osoba prywatna. Gdy odpadnięcie od wiary staje się publicznie jawne, automatycznie traci się urząd.
- To nie jest tylko coś wymyślonego przez tradycjonalistów. Jest to nauczanie głównych teologów i kanonistów.* Nawet Papież (Paweł IV) powiedział, że taka sytuacja jest możliwa.
- W obliczu wyboru, by wierzyć, że albo: (1) Autorytet Kościoła szerzy błąd/szkodzi duszom (niemożliwość, z racji nieomylności Kościoła) albo że (2) papież jako osoba odpadł od wiary i wskutek tego utracił swój urząd (możliwość dopuszczana przez teologów a nawet papieży), logika wiary zmusza nas do wierzenia w to ostatnie twierdzenie.
- Katolik zatem nie byłby winien rzadnego posłuszeństwa wobec kogoś, kto nie posiada naprawdę autorytetu Kościoła. Potępienia ze strony modernistycznej hierarchii soborowej nie powinny nas martwić bardziej, niż potępienie przez lokalnego biskupa anglikańskiego czy luterańskiego.
- Jednocześnie, ja nie jestem papieżem i nie wymagam, byś się podpisał na kropkowanej linii pod tym wszystkim przed przyjściem tu na Mszę. Chodzi tylko o to, usłyszawszy wiele wytłumaczeń posoborowego bałaganu, że to wydaje się być jedynym, które ma sens w odniesieniu do nieomylności Kościoła.
- Ale nie wierz mi na słowo. Przestudiuj sprawę, przemyśl ją, przedyskutuj ją z innymi, wróć z pytaniami, zmartwieniami.
Pamięta pewnie Xiądz powiedzenie:
„Prawdziwi mężczyźni nie jedzą quiche”. Zasada stojąca za powyższym
sprowadza się do czegoś w rodzaju „Prawdziwi papieże nie wydają Novus
Ordo” – jeśli Nowa Msza jest zła, protestancka i świętokradzka, innymi
słowy, więc nie mogła pochodzić od prawdziwego papieża (kogoś, kto
naprawdę posiadał autorytet w oczach Bożych).
W ten sposób przerobiłem te punkty tutaj z
około dziesięcioma nowymi rodzinami przez cały ubiegły rok. Nikt nie
wyglądał zszokowany, każdy zadawał inteligentne pytania, wszyscy
powiedzieli, że brzmi to rozsądnie i każdy (o ile wiem) teraz wiernie
uczęszcza na Mszę tutaj.
Moim celem w przytaczaniu tego
wszystkiego, przypuszczam, jest pokazanie, że rozsądne i duszpasterskie
podejście jest możliwe, gdy dyskutuje się o kwestii papieża ze
świeckimi.
W załączniku znajduje się przedruk mojego
artykułu o kwestii papieża. Powstał jako wykład, który został bardzo
dobrze przyjęty. Daję kopię nowoprzybyłym, razem ze zwyczajowym pakietem
informacji.
Również w opracowaniu: nowa i ulepszona wersja Witamy na tradycyjnej Mszy łacińskiej, ulotki porównującej Mszę trydencją z Novus Ordo, którą napisałem kilka lat temu. Wyślę ją Xiędzu, gdy tylko zostanie wydrukowana.
Zapewniam Xiędza o moich modlitwach.
Z braterskim pozdrowieniem w Chrystusie,
Xiądz Antoni Cekada
(„Sacerdotium” 15, jesień 1995)
* Zasada ta, przy okazji, nie podpada tylko pod dział prawa ludzkiego (kanonicznego). To, że herezja czyni kogoś niezdolnym do bycia papieżem czy pozostania papieżem jest zasadą prawa boskiego. (Zob. cytat z Coronaty w załączonej broszurze.) (mowa o tekście „Tradycjonaliści, nieomylność i papież” – przyp. PA)
Z języka angielskiego tłumaczył Pelagiusz z Asturii. Źródło: traditionalmass.org.
W 2011 roku P. Stefan Heiner przeprowadził wywiad z autorem powyższego
artykułu, który ma dokładnie ten sam temat. Obejrzeć go można poniżej:
wtorek, 7 stycznia 2020
poniedziałek, 6 stycznia 2020
Kto naprawdę zerwał jedność „tradycjonalistów”?
Odpowiedź na numer specjalny „La Tradizione cattolica” o sedewakantyźmie (Część trzecia dotycząca historii oporu w różnych krajach i tego, kto naprawdę zerwał jedność „tradycjonalistów”)
Część trzecia jest arcyciekawa, myślę, że
zwłaszcza dla polskiego Czytelnika nieobeznanego z historią
katolickiego oporu wobec modernistycznych reform. Dotyczy ona argumentu
historycznego, którego używa autor artykułu z „La Tradizione cattolica”
przeciwko sedewakantyzmowi. X. Ricossa natomiast czyni przegląd
historyczny oporu w różnych krajach i wykazuje fałszywość
lefebrystycznych zarzutów, m.in. o tym, kto tak naprawdę zerwał jedność
tradycjonalistów (było już o tym na blogu bardziej skrótowo).
Pelagiusz z Asturii
* * *
Część trzecia: „prezentacja tematu o charakterze historycznym” przez TC. Braki i błędy historyczne, które unieważniają wszystkie dedukcje, które dossier ma zamiar wyciągnąć z punktu widzenia historycznego
„Poprzez prezentację tematu o charakterze
historycznym, możliwie najprostszym, aby pomóc czytelnikom zrozumieć
istotę problemu w swym aspekcie konkretnym i bezpośrednim, mamy zamiar
podjąć naszą analizę o sedewakantyźmie – pisze TC – …” (s. 7) (10).
Pójdę w ślad za autorem w jego intencjach. Krótka historia
„sedewakantyzmu” (ss. 7-8) ma bardzo precyzyjny cel: wykazać, że teza
„sedewakantystyczna” pojawiła się późno (wraz z „pierwszym, pełnym luk
zajęciem stanowiska” w Meksyku w 1973 r., po czym nastąpiło jaśniejsze i
bardziej usystematyzowane przyjęcie stanowiska we Francji w 1976 r.)
(cf. s. 8). Z tego wywodu historycznego autor chce wydedukować dwa
wnioski. Pierwszy to ten, że sedewakantyzm jest doktrynalnie fałszywy,
dlatego że jest niemożliwe – z racji niezniszczalności Kościoła – by od
1965 do 1973-76 roku nikt się nie zorientował, że Stolica jest pusta
(cf. ss. 28-34, 40-41, 50-60). Drugi, natury praktycznej, to ten, że
sedewakantyzm miał zerwać pierwotną jedność tradycjonalistów
[skupionych] wokół abpa Lefebvre’a: „można sobie życzyć – wnioskuje
autor – by sedewakantyzm miał pokorę i odwagę do wyciągnięcia
ostatecznych wniosków stwierdzenia tej konieczności (11), aby
świat tradycjonalistyczny mógł odzyskać tę początkową jedność zerwaną w
dniu ogłoszenia wakatu Stolicy Apostolskiej” (s. 60).
Wykażę, że – choćby tylko z punktu
widzenia historycznego – te wnioski są „po prostu fałszywe” (cf. s. 29),
używając wyrażenia użytego przeciwko mnie.

Okładka książki „Spisek przeciwko Kościołowi” opublikowanej w 1962 r.
Sedewakantyzm nie pojawił się
późno, ale był raczej „prewencyjny”! Przyjęcie stanowisk
sedewakantystycznych w kwestii Papieża od 1962 r.
Autor numeru specjalnego TC jest młody i
nie poznał nic innego poza Bractwem; tłumaczy to bez wątpienia jego
ignorancję co do historii „tradycjonalizmu”, mimo jego „pilnych
poszukiwań” (cf. s. 29, przyp. 7). Skoro sam nas o to prosi (ibidem),
udzielimy mu kilku informacyj na ten temat. Wykażemy, że sedewakantyzm w
pewnym sensie istniał przed 1965 rokiem oraz że kwestia Papieża
znajdowała się w centrum dyskusyj „tradycjonalistów” (sedewakantystów
lub nie) od początku, podczas gdy „roztropnościowe rozwiązanie” –
polegające na braku zainteresowania tą sprawą uznawaną za drugorzędną,
jeśli nie wręcz bezcelową i szkodliwą – należy wyłącznie do Bractwa Św.
Piusa X.
Katolicy meksykańscy. Ojciec Saenz y Arriaga (12) (1962/65)
W tytule rozdziału wyjaśniłem, że
pojawienie się sedewakantyzmu nie tylko nie było późne, ale że było
„prewencyjne”. Czynię aluzję do książki Spisek przeciwko Kościołowi,
opublikowanej pod pseudonimem Maurice Pinay; pierwsze wydanie włoskie
jest z 1962 r. i dzieło to zostało rozprowadzone wśród Ojców soborowych w
październiku tego samego roku, po 14 miesiącach pracy autorów (13).
Nie można już więcej wymagać – wydaje mi się – co do dawności i
publicznego charakteru (Rzym, w samej auli św. Piotra) sedewakantyzmu.
Omawiana książka potępia negocjacje trwające między kardynałem Beą
(rzecznikiem Jana XXIII) a władzami żydowskimi (w szczególności B’nai
B’rith), aby ze strony ledwo zwołanego soboru otrzymać deklarację
sprzyjającą judaizmowi. Ta deklaracja miała na celu postawienie Soboru
Watykańskiego II w sprzeczności z Ewangelią, z jednomyślną zgodą Ojców i
dziewiętnastu wieków nieomylnego magisterium Kościoła. Żydzi chcą, by w
ten sposób „Kościół święty sam sobie zaprzeczył, utracił autorytet nad
wiernymi, bowiem w oczywisty sposób ogłoszą, że instytucja, która sama
sobie przeczy, nie może być pochodzenia boskiego (s. XIX). We wstępie do
austriackiego wydania (styczeń 1963 r.) czytamy: „śmiałość komunizmu,
masonerii i żydów jest tak wielka, że mówi się już o zapanowaniu nad
wyborem następnego Papieża, z zamiarem umieszczenia na tronie piotrowym
jednego ze swych współpracowników w łonie szanownego ciała
kardynalskiego” (s. 3). Według autorów, plan ten nie jest nowy: „jak to
wykażemy w tej pracy, na podstawie dokumentów o niepodważalnej
autentyczności, mocom Smoka piekielnego udało się umieścić na tronie
papieskim kardynała sterowanego przez siły Szatana, siły, które wywołają
chwilowe wrażenie, że opanowały Kościół święty. Pan Nasz Jezus
Chrystus, który nigdy go nie opuścił, natchnął działanie i uzbroił ramię
mężów pobożnych i walecznych, jak św. Bernard, św. Norbert, kardynał
Aymeric […], którzy nie uznali charakteru Papieża u kardynała
Pierleoniego, tego wilka w owczej skórze, który przez wiele lat próbował
uzurpować tron św. Piotra, ekskomunikowali go i sprowadzili do
charakteru antypapieża, na który zasługiwał” (s. 4). W rzeczy samej,
cały rozdział XXV (Kryptożydowski kardynał uzurpuje papiestwo) poświęcony jest przypadkowi antypapieża Anakleta II Pierleoniego. Jak widać, dla autorów książki Spisek przeciwko Kościołowi
(świeccy i duchowni związani z Uniwersytetem z Guadalajary i
Katolickiej Unii Trento) tylko antypapież taki jak Pierleoni mógł
promulgować dokument Nostra aetate, który kardynał Bea przygotowywał podczas soboru; a to był Paweł VI, wybrany w czerwcu 1963 r. Po Spisku przeciwko Kościołowi nie brakowało podczas soboru interwencyj w tym temacie (14).
Mimo to, i wbrew sprzeciwowi mniejszości soborowej, której przewodził
biskup Carli, ordynariusz Segni (i którą popierali biskupi arabscy),
oraz pomimo licznych wypadków przy pracy, które pozwalały przewidywać
odłożenie na bok schematu, nadszedł przeddzień definitywnego głosowania
nad soborową deklaracją Nostra aetate. Katolicy, którzy sprzeciwiali się soborowi i Nostra aetate podjęli się ostatniej próby zablokowania deklaracji. Henryk Fesquet, dziennikarz dziennika Le Monde,
napisał w artykule z 16 października 1965 r.: „Ale trzeba przede
wszystkim wspomnieć czterostronicowy paszkwil, który otrzymali biskupi.
Poprzedzony jest tym tytułem równie długim, co nietypowym: ‘Żaden Sobór,
ani żaden Papież nie może potępić Pana Jezusa, Kościoła katolickiego,
apostolskiego i rzymskiego, jego Papieży i najsłynniejszych soborów.
Otóż, deklaracja o żydach implicite zawiera takie potępienie i z
tego oczywistego powodu musi być odrzucona’. W tekście czytamy tego
rodzaju przerażające twierdzenia: ‘Żydzi chcą teraz popchnąć Kościół do
cichego potępienia siebie i do zdyskredytowania wobec całego świata. Oczywiste jest, że tylko antypapież lub fałszywy sobór (fr. „conciliabule” – przyp. PA)
(sic) mógłby zatwierdzić deklarację tego rodzaju. Oto, co myśli razem z
nami coraz większa liczba katolików rozsianych po całym świecie, którzy
są zdecydowani działać w sposób, który będzie teraz konieczny dla
uratowania Kościoła przed podobną hańbą’ […]” (15).
Historycy z „La Tradizione Cattolica” będą musieli przyznać, że
„sedewakantyzm” nie ujrzał światła dziennego w latach 1973/76, ale
wówczas, gdy publicznie wyraził swe stanowisko zwracając się do
wszystkich Ojców soborowych między 1962 a 1965 r., czyli od początku aż
do końca Soboru Watykańskiego II. Będą również musieli przyznać, że ci
katolicy potępili deklarację Nostra aetate, podczas gdy abp
Lefebvre (który jednakże z bpem Carlim i abpem Proença Sigaud wezwał do
odrzucenia jej w liście do Ojców soborowych rozprowadzonym w soborowej
auli 11 października) (16) nie należał do – według swych własnych oświadczeń (17) – 88 Ojców, którzy nie głosowali za dokumentem soborowym 28 października 1965 r. (18). Same te fakty historyczne całkowicie obalają wszystkie tezy La Tradizione Cattolica
oparte na późnym charakterze sedewakantyzmu. W celu uzupełnienia,
dorzucę inne świadectwa o istnieniu „sedewakantyzmu” przed latami
1973/76, datą narodzin tego stanowiska według pilnych historyków „La
Tradizione Cattolica”.
Ojciec Guérard des Lauriers, xiądz Coache (1969)

Xiądz Coache
Powszechnie znane jest, że to zwłaszcza
przy okazji promulgacji nowego mszału, w 1969 r., wychodzi na światło
dzienne „tradycjonalizm”. Wykazać możemy, że w tym czasie główni obrońcy
Mszy katolickiej we Francji byli „sedewakantystami”. Xiądz de Nantes
rzeczywiście opowiada (na swój sposób) o spotkaniu, które nastąpiło u
niego w Domu św. Józefa w Saint-Parres-lès-Vaudes 21 lipca 1969 r.
(przed promulgacją nowego mszału w listopadzie tego samego roku).
Zjechali się u xiędza de Nantes: xiądz Filip Rousseau, meksykańscy
ojcowie Saenz y Arriaga (19) i Karol Marquette, xiądz Coache i
ojciec M. L. Guérard des Lauriers, ponadto jeden świecki z Wersalu
(Alain Tilloy). Ojciec Barbara był już u xiędza de Nantes jako gość,
wobec tego niezależnie od grupy. Według świadectwa xiędza de Nantes i
jego zakonników, kapłani, którzy przybyli odwiedzić go uważali nową mszę
za nieważną oraz Stolicę apostolską za pustą. Potwierdzenie tego
świadectwa znajduje się w liście ojca Guérard des Lauriers do xiędza de
Nantes, datowanego na 8 sierpnia tego samego roku, w którym ojciec
powołuje się na wizytę z 21 lipca i utrzymuje, że – poprzez
zatwierdzenie nowego mszału – udowodnione jest to, że „kardynał Montini”
nie jest Papieżem (20).
Argentyna, Stany Zjednoczone, Niemcy… (1967/69)
Wpływ xiędza de Nantes (wówczas ogromny, z
racji jego sprzeciwu wobec Soboru Watykańskiego II od początku)
wywoływał wahania u osób takich, jak ojciec Barbara lub, w Argentynie,
profesora Disandro, który sam również począwszy od maja 1969 r. stawiał
kwestię wakatu Stolicy Apostolskiej (21). W Stanach
Zjednoczonych bardzo szybko nie zabrakło „sedewakantystów”, od 1967 r.
co najmniej, jeśli nie wcześniej, jak o tym świadczy list dra Kellnera
do kardynała Browne’a z dnia 28 kwietnia tego samego roku (22).
A w Niemczech, gdzie w 1966 r. założona została Una Voce-Gruppe Maria,
od 1969 r. prof. Reinhard Lauth, z Uniwersytetu w Monachium, opowiadał
się za wakatem Stolicy Apostolskiej (23). Wobec tego teza TC (żadnego śladu „sedewakantyzmu” przez 1973/76) okazuje się fałszywa, a nawet powszechnie fałszywa.
Różne inne stanowiska
Warto, wreszcie, przeanalizować dwa inne
stanowiska, które – choć niekoniecznie „sedewakantystyczne” – nie mają
nic wspólnego z „roztropnościowym stanowiskiem” abpa Lefebvre’a. Podczas
Soboru Watykańskiego II, oprócz meksykańskich katolików, o których
mówiliśmy, wyróżnili się również Francuzi od xiędza de Nantes i
Brazylijczycy zgromadzeni wokół biskupów Campos (de Castro Mayera) i
Diamantiny (Proença Sigaud, który jednakże zaakceptował później
wszystkie reformy). W ramach dodatku przytoczę stanowisko
najważniejszego pisma francuskiego prowadzonego przez katolików
świeckich, „Itinéraires”. Jakie było ich stanowisko w tej sprawie?
Xiądz de Nantes

Plac
św. Piotra, 10 kwietnia 1973 r., xiądz de Nantes pokazuje dziennikarzom
stronę tytułową Liber accusationis przeciwko Pawłowi VI
Xiądz de Nantes, były proboszcz
Villemaur, w swych „Listach do mych przyjaciół” od początku odrzucał
dokumenty soborowe i dlatego w rzeczywistości, aż do 1969 r., uważany
był za punkt odniesienia „tradycjonalizmu” (24). W grudniu 1967
r. (CRC nr 3) xiądz de Nantes przestudiował dogłębnie przypadek Papieża
heretyka według opinii kardynała Journet. Wierni nie mogli podważać
ważności elekcji Pawła VI z powodu pokojowej akceptacji Kościoła
powszechnego (jest to argument TC) (25). Xiądz de Nantes przyjmował tezę kardynała Journet (heretycki Papież nie jest złożony ipso facto,
ale musi być ogłoszony takim przez Kościół) i zauważał, że Paweł VI,
apostata, heretyk, gorszyciel i schizmatyk, musiał być ogłoszony jako
złożony z urzędu przez kler rzymski (kardynałów). „Do ich obowiązków
[tych, którzy stwierdzą błędy Pawła VI] należy wnieść to oskarżenie
wobec Kościoła. Najpierw upominając samego Papieża, następnie powołując
się […] na nieomylne Magisterium tego Papieża (26) lub, gdyby
go brakowało, Soboru. ‘Formalnie’ do kleru rzymskiego, a głównie do
kardynałów biskupów, sufraganów biskupa Rzymu, należy obowiązek
doprowadzenia do końca tak niebezpiecznej, ale pilnej misji dla ocalenia
Kościoła”. „Takie działanie – pisał – […] wynosi je ponad wszelkie inne
troski i stanowi najwyższy [wyraz] miłości, bowiem Ryba – ICTUS –
zepsułaby się od głowy, gdyby najwyższa Władza nie była odebrana
martwemu już człowiekowi” (27). Z tej perspektywy list aprobacyjny kardynałów Ottavianiego i Bacciego dla Krótkiej analizy krytycznej Novus Ordo Missae (1969 r.) widział jako początek procesu kanonicznego przeciwko Pawłowi VI. W tym celu, 10 kwietnia 1973 r. posłał do Pawła VI Liber accusationis,
gdzie Jan Chrzciciel Montini oskarżony jest o apostazję, herezję i
schizmę. W tym kontekście wezwał biskupów (a zwłaszcza, choć nie
wymieniając go, abpa Lefebvre’a) do zerwania komunii z Pawłem VI.
„Pozostaje wobec tego ostatni ratunek, heroiczny, jedyny, którego obawia
się Ten, który świadomie i uparcie odwrócił znaczenie swej boskiej i
apostolskiej misji. Potrzeba, aby [jakiś] biskup, sam również następca
Apostołów, członek Kościoła nauczającego, współbrat Biskupa Rzymu i tak
jak on wyświęcony dla dobra wspólnego Kościoła, zerwał komunię z nim,
póki nie wykaże swej wierności obowiązkom swego najwyższego pontyfikatu”
(28). „Było oczywiste, że x. de Nantes pragnął, by abp
Lefebvre czym prędzej ogłosił, że wycofuje posłuszeństwo wobec Pawła VI,
zrywając swoją komunię z nim, według starożytnych formuł takich, jak ta
św. Bazylego [przytaczanych już w 1965 r.] czy ta św. Kolumbana” (29).
Ta propozycja zaniepokoiła Pawła VI. Już w 1969 r. Kongregacja Doktryny
Wiary wezwała x. de Nantes „do wycofania oskarżenia o herezję
wysuniętego wobec papieża Pawła VI i pomylonego wniosku […] o możliwości
złożenia go z urzędu przez kardynałów” (formuła retraktacji); wobec
jego odmowy ograniczono się do poinformowania go: […] „X. de Nantes
dyskwalifikuje całość swych pism i poczynań” (Notyfikacja z 9 sierpnia,
1969 r.) (30). Po deklaracji abpa Lefebvre’a z listopada 1974 r. (tekst polski
– przyp. PA), arcybiskup został wezwany do Rzymu przez komisję
kardynalską założoną przez Pawła VI. Podczas przesłuchań z marca 1975 r.
kardynałowie Garrone i Tabera wyrazili wobec abpa Lefebvre’a swoją
obawę, by arcybiskup nie posłuchał wezwania x. de Nantes. Nie tylko abp
Lefebvre tego nie uczynił (napisał nawet do tego francuskiego xiędza 19
marca 1975 r.: „jeśli jakiś biskup zerwie z Rzymem, nie będę to ja”),
ale wycofał wobec kardynałów swój własny manifest (te rzeczy, „napisałem
je w chwili oburzenia”) (31). Na próżno: Bractwo zostało mimo
to skasowane (6 maja 1975 r.) Abp Lefebvre sam zerwał z „Rzymem”, ale z
powodów dyscyplinarnych…
Bp de Castro Mayer
Biskup Campos, związany jeszcze wówczas z
brazylijskim stowarzyszeniem „Tradycja, Rodzina i Własność” [TFP],
wysłał Pawłowi VI studium Arnolda Xawerego Vidigal Da Silveiry, członka
założyciela TFP, o nowym mszale Pawła VI i o teologicznej hipotezie
Papieża heretyka (32). Związek pomiędzy oboma tematami był
oczywisty. Autor, który w odróżnieniu od kardynała Journet, skłania się
ku tezie według której heretycki Papież mocą samego faktu jest złożony z
urzędu (opinia, którą uważa za pewną), zaprasza jednak do
przestudiowania na nowo tego tematu, aby osiągnąć zgodę teologów, zgodę,
która pozwoli na zastosowanie w praktyce tego wniosku z pewnością (s.
281; cf. ss. 214-216) (33). Stanowisko Vidigal Da Silveiry i
bpa de Castro Mayera nie było jeszcze otwarcie „sedewakantystyczne”; ale
ci ostatni ostrzegali jednak przed nie braniem tego pod uwagę:
„załóżmy, że nie kłopocząc się więcej utrzymuje ktoś jako pewną opinię”
według której heretycki Papież pozostaje Papieżem zanim zostanie złożony
z urzędu: „ten powinien podług doskonałej logiki przyjąć jako dogmat
ewentualną uroczystą definicję, którą ogłosiłby heretycki papież przed
ogłoszeniem deklaracji o herezji. Takie przyjęcie [dogmatu] byłoby
nierozważne, według bowiem tego, co głoszą doktorzy wielkiej wagi, taki
papież mógł był już wcześniej utracić papiestwo i w ten sposób ogłosić
jako dogmat twierdzenie fałszywe” (s. 215). Wskutek tego bp de Castro
Mayer nigdy nie marginalizował „sedewakantystów” (w przeciwieństwie do
abpa Lefebvre’a), przyłączył się do „guerardian” inicjatywy „Listu do
kilku biskupów” (ze stycznia 1983 r.) a w Econe, podczas konsekracyj
biskupich, utrzymywał wakat Stolicy Apostolskiej (nie martwiąc się o
„pokojową akceptację Kościoła”). Jeśli nie upubliczniał bardziej ani nie
wyciągał dalszych wniosków praktycznych ze swego przekonanego
stanowiska sedewakantystycznego, to tylko dlatego, że nie chciał narażać
swych relacyj z abpem Lefebvrem, jak to ten ostatni powiedział: „Gdyby
mnie nie było, bp de Castro Mayer byłby sedewakantystą. Powstrzymuje się
przed sedewakantyzmem, aby nas nie podzielić” (bp Williamson, „list
duszpasterski”: „Campos – Co poszło nie tak?” Czerwiec 2002 r.).
Skutkiem tego wszystkiego było porozumienie z modernistami dokonane
przez bpów Rangela i Rifana…

Bp de Castro Mayer przyjęty w Econe przez abpa Lefebvre’a
„Itinéraires”
Pismo „Itinéraires” (pod redakcją Jana
Madirana) było najbardziej prestiżowym pismem francuskim, które przyjęło
stanowisko przeciwko nowym katechizmom i przeciwko nowej mszy.
Przyjmując stanowisko bardziej umiarkowane od ojca Guérard des Lauriers
na przykład (który sam również współpracował z pismem), nie wahało się
jednocześnie, w chwili „promulgacji” nowego mszału, przedstawić swym
czytelnikom kwestii „heretyckiego papieża” i różnych stanowisk teologów
dotyczących utraty papiestwa w takiej ewentualności (34). Przynajmniej problem został postawiony publicznie.
Ogólnie publiczne działanie
„tradycjonalistów” narodziło się bez publicznego poparcia abpa
Lefebvre’a. Sedewakantyzm nie mógł więc zerwać początkowej jedności
wokół Bractwa Św. Piusa X
„Można sobie życzyć – wnioskuje TC – by
sedewakantyzm miał pokorę i odwagę do wyciągnięcia ostatecznych wniosków
stwierdzenia tej konieczności, aby świat tradycjonalistyczny mógł
odzyskać tę ‘początkową jedność’ zerwaną w dniu ogłoszenia wakatu
Stolicy Apostolskiej” (s. 60). Ale czy jest prawdą, że „początkowa
jedność” powstała wokół abpa Lefebvre’a i Bractwa Św. Piusa X? (cf. s.
8). Czy prawdą jest również to, że winę za zerwanie tej „początkowej
jedności” należy przypisać „sedewakantystom”? Na oba pytania możemy
całkowicie spokojnie odpowiedzieć: „nie”.
Rola abpa Lefebvre’a, jeszcze podczas Soboru, gdzie był przewodniczącym Coetus Internationalis Patrum,
nie podlega dyskusji i jest faktem powszechnie znanym; nigdy nie
będziemy mu wystarczająco wdzięczni za to wszystko, co uczynił dla
Kościoła. Bez obawy, że wykaże się nam błąd, musimy jednak doprecyzować,
że od końca Soboru aż do deklaracji z 21 listopada 1974 r., a nawet aż
do końca 1975 r., abp Lefebvre zawsze chciał – publicznie – by jego
osoba i jego dzieło nie były kojarzone z dziełami „tradycjonalistów”.
Publicznie nie poparł ani pierwszych przeciwników Soboru ani pierwszych
przeciwników nowej Mszy.
Abp Lefebvre i Sobór (1964-1969)
Od 1965 do 1969 r. „tradycjonalizm”
zaangażowany jest w bitwę przeciwko Soborowi Watykańskiemu II; we
Francji dominuje nazwisko x. de Nantes. Jakie jest wówczas stanowisko
abpa Lefebvre’a? Zapytamy jego biografa, bpa Tissier de Mallerais. Abp
Lefebvre głosował placet na wszystkie soborowe dokumenty oprócz dwóch (Gaudium et spes; Dignitatis humanae); te same dwa dokumenty zostały podpisane przez abpa Lefebvre’a – pomimo jego zaprzeczeń (35)
– i promulgowane przez Pawła VI (ss. 363-366): „Dokument ogłoszony
przez papieża” – wyjaśnia bp Tissier, aby usprawiedliwić tę akceptację
Soboru Watykańskiego II – „nie jest już schematem, lecz aktem
magisterialnym. Tym samym zmienia swoją naturę” (s. 365). W 1968 r. abp
Lefebvre głosił (ten wykład jest przytoczony w Biskup przemawia [książka, której tytuł francuski brzmi: Un évêque parle – przyp. PA]): „Dokumenty Soboru, zwłaszcza konstytucja Gaudium et spes oraz Deklaracja o wolności religijnej,
zostały podpisane przez papieża i biskupów, nie możemy więc żywić
wątpliwości co do ich treści” (s. 431). Tego samego roku – w piśmie
„Itinéraires” – arcybiskup mówił, że jest pełen optymizmu dzięki Pawłowi
VI (s. 434). „Tymczasem żaden z ‘przywódców’ katolickiego oporu we
Francji (i gdzie indziej) – komentuje Tissier – nie miał najmniejszej
ochoty kwestionować decyzji soborowych. Ani arcybiskup Lefebvre w swoich
komentarzach, ani znani świeccy, jak Jean Madiran […], Jean Ousset […],
czy Marcel Clément” (s. 435): najwyraźniej x. de Nantes, którego proces
nastąpił właśnie w 1968 r., czy ojciec Saenz są nieznani (!)
biografowi… Jednym słowem: cała chwalebna aktywność publiczna abpa
Lefebvre’a rozwija się już między 1965 a 1969 rokiem, ale w ramach
akceptacji Soboru Watykańskiego II, podczas gdy krytyka Soboru była już
otwarta (36).
Abp Lefebvre po „promulgacji” nowego mszału (1969-1974/75)
W 1969 r., wraz z promulgacją nowego
mszału rozwija się wspomniany ruch „tradycjonalistyczny”. Nie ma
wątpliwości, że za kulisami arcybiskup zawsze jest obecny, aby wspierać i
zachęcać tych, którzy sprzeciwiają się Novus Ordo Missae (N.O.M.).
Jednakże abp Lefebvre (który w 1969 r. sam otworzył seminarium i w
listopadzie 1970 r. doprowadził do zatwierdzienia Bractwa Św. Piusa X
przez biskupa Fryburga) nie zajął publicznie stanowiska aż do momentu,
kiedy był zmuszony wyjść na jaw i za sprawą apostolskiej wizytacji
ekońskiego seminarium (1974 r.) i za sprawą sankcji, które po niej
zostały nałożone (1975-1976 r.). Nikt nie podważy tego, co pisał
Aleksander Moncriff we francuskim piśmie Bractwa Św. Piusa X,
„Fideliter”, z okazji śmierci x. Coache’a: „Bractwo Św. Piusa X, w
szczególności, zostało założone przez abpa Lefebvre’a dopiero w
listopadzie 1970 roku i zajmowało się wówczas kształtowaniem swoich
pierwszych seminarzystów. Dalekie było od osiągnięcia rozwoju, którego
doświadczyło zwłaszcza po roku 1976. Nieopublikowany list abpa
Lefebvre’a do x. Coache’a, z dnia 25 lutego 1972 r., pokazuje, że abp
Lefebvre, przejęty trudnościami z założeniem swojego Bractwa, był
wówczas jeszcze na uboczu: ‘Drogi Xięże […], proszę zrozumieć, że dla
przetrwania dzieła, którego się podjąłem (Bóg wie, w jak licznych
trudnościach!), nie mogę uczynić nic publicznego i uroczystego w żadnej
diecezji bez posiadania pozwolenia biskupa […]. Mam już skargi przeciwko
seminarium. Udaje mi się wykazać ich fałszywość i powoli się
stabilizuję i czynię postępy. Ale wszystkie drzwi zostaną przede mną
zatrzaśnięte dla nowych domów, dla inkardynacyj, jeśli pozwolę sobie na
problemy kanoniczne. Dotyczy to mnie, z powodu przetrwania i postępu
mojego dzieła, nie dotyczy to koniecznie Xiędza […]. Będzie Xiądz
uważał, że jestem zbyt roztropny. Ale wzywa mnie do tego miłość, którą
darzę tę młodzież klerycką. Muszę się rozszerzyć i spróbować otrzymać
prawo papieskie [to znaczy, uznanie Bractwa nie tylko przez Biskupa – na
prawie diecezjalnym – ale także przez Stolicę Apostolską – na prawie
papieskim, przyp. autora]”(37).
Oto co tłumaczy wszystkie chwile
milczenia i wszystkie nieobecności abpa Lefebvre’a i jego Bractwa aż do
końca 1974 roku. Oto co tłumaczy „roztropnościowe” podejście dotyczące
słuchania nowej mszy, o czym już mówiliśmy. Tłumaczy to także fakt, że w
przeciwieństwie do kardynałów Ottavianiego i Bacciego abp Lefebvre nie
podpisał Krótkiej analizy krytycznej Novus Ordo Missae (38). Tłumaczy to również fakt, że – pomimo gorącego wezwania Jana Madirana w piśmie „Itinéraires” (39) i za przykładem innych kapłanów (40) – odmówił zajęcia publicznego stanowiska przeciwko nowej mszy (41).
Tłumaczy to także fakt, że ani on, ani Bractwo nie brały udziału w
Marszach rzymskich w Zielone Świątki w 1970 (1500 osób), w 1971 (5000
osób) i w 1973 (z 22 różnych krajów, 700 pielgrzymów z samej tylko
Francji) organizowanych przez xiędza Coache z ojcem Barbarą, O. Saenzem,
Elżbietą Gerstner, Franciszkiem Antico, a nawet to, że faktycznie
zadekretował ich śmierć w 1975 roku (42). Oto co także tłumaczy
fakt, że w latach 1968-1972 nie poparł procesyj Bożego Ciała w
Montjavoult (parafii x. Coache’a), dorocznych spotkań wszystkich
francuskich „tradycjonalistów”, na których było nawet aż 5000
uczestników, albo że nie poparł, w 1973 roku, inicjatywy, także x.
Coache’a, aby założyć we Flavigny niższe seminarium (43) (można
także dodać, że w 1977 roku zajęcie parafii św. Mikołaja du Chardonnet
nic nie zawdzięcza Bractwu, ale nawet zostało publicznie potępione przez
rektora seminarium w Econe!). Bp Tissier, w swej biografii abpa
Lefebvre’a (s. 557), ustala koniec 1975 roku jako datę, kiedy
tradycjonalistyczny biskup podważa Sobór i Pawła VI („Aż do 1975 roku
arcybiskup Lefebvre wystrzegał się ataków na Sobór i Papieża. 30 maja
1975 [w polskim wydaniu jest tu podany błędny rok – przyp. PA] podczas
wykładu oświadczył klerykom: ‘Przede wszystkim nigdy nie mówcie:
Ekscelencja jest przeciwko Papieżowi, przeciwko Soborowi. To
nieprawda!’”).
Możnaby mnożyć przykłady, ale to
wystarcza, aby obalić historyczną pretensję TC. Publiczny opór wobec
nowego mszału, jak i opór wobec Soboru zrodził się bez abpa Lefebvre’a;
natomiast pośród oporowców pierwszej godziny znajdujemy nazwiska
kapłanów, którzy już byli „sedewakantystami” albo którzy się nimi stali
(różnych prądów): ojciec Guérard, ojciec Barbara, xiądz Coache, ojciec
Saenz. „Sedewakantyzm” nie podzielił już istniejącego ruchu, raczej
przyczynił się do jego powstania!
Abp Lefebvre i sedewakantyści. Kto dokonał zerwania i dlaczego (1977-1979)
Mimo to, TC utrzymuje, że to
sedewakantyści wprowadzili podział w ruchu sprzeciwu wobec Soboru i
reformy liturgicznej. Historia wykazuje, że w rzeczywistości decyzję, by
dokonać tego podziału należy przypisać Bractwu Św. Piusa X, a nie
sedewakantystom.
I rzeczywiście ci ostatni, pomimo tego iż
ich sprzeciw różnił się od abpa Lefebvre’a, pozostawali wciąż u jego
boku: aż do 1974, aby zajął publiczne stanowisko co do Mszy i Soboru, od
1974 do 1977, aby zajął stanowisko w sprawie Papieża.
Faktycznie, 6 maja 1975 ordynariusz
Lozanny-Genewy-Fryburga, bp Mamie, kanonicznie zamknął, za zgodą Pawła
VI, Bractwo Św. Piusa X (44). Nawet jeśli jeszcze 22 czerwca 1976 abp Lefebvre oświadczał, że jest „w pełnej komunii myśli i wiary” z Pawłem VI (45), suspensa a divinis
nałożona 22 lipca przez tego ostatniego po święceniach z 29 czerwca
pchnęła francuskiego arcybiskupa do ogłoszenia w lipcu, że „kościół
soborowy” jest kościołem schizmatyckim (46) i do publicznego przypuszczenia w sierpniu, że jest wakat Stolicy Apostolskiej (47).
W tych warunkach oczywiste jest to, że sedewakantyści nie mogli być
gdzie indziej, jak w pierwszym rzędzie wśród zwolenników abpa
Lefebvre’a, którego popularność „poszła mocno w górę” (Tissier, s. 548).
Ojciec Guérard, wykładowca w Econe, ojciec Barbara w piśmie „Forts dans
la Foi”, a także sedewakantyści meksykańscy (48) poparli abpa
Lefebvre’a do tego stopnia, że proboszcz Opatrzności Bożej w Acapulco,
ojciec Carmona (który zostanie konsekrowany w 1981 r. przez abpa Thuca)
został ekskomunikowany przez swojego ordynariusza za to, że odprawił
Mszę poparcia dla abpa Lefebvre’a 8 grudnia 1976 r. (49).
Współpraca między sedewakantystami a
Bractwem abpa Lefebvre’a została naruszona przez negocjacje między tym
ostatnim a Pawłem VI/Janem Pawłem II. Już podczas Mszy w Lille z 29
sierpnia 1976 r., kiedy jednakże wygłosił bardzo mocne słowa przeciwko
reformatorom („kapłani bękarci”, „msza bękarcka”), abp Lefebvre wzywał o
audiencję u Pawła VI, aby dostać możliwość zrobienia „eksperymentu
tradycji” (Tissier, ss. 551-553). Audiencja została udzielona 11
września 1976 r. i w maju następnego roku rozpoczęły się rozmowy między
kard. Seperem, wysłannikiem Pawła VI, a tradycjonalistycznym biskupem. W
tym okresie (luty 1977) stanowisko w sprawie Papieża było takie, jakie
zostało opublikowane w dziele Mistrzowskie uderzenie Szatana [Le coup de maître de Satan]:
wakat Stolicy Apostolskiej jest możliwą hipotezą, nad którą preferuje
się stanowisko Pawła VI Papieża prawowitego ale liberała (50).
To właśnie w 1977 roku dyskretnie usunięto z Econe dwóch głównych
francuskich zwolenników sedewakantyzmu: ojca Barbarę (którego pismo
„Forts dans la Foi” zostanie zakazane w seminarium po opublikowaniu
numeru 51 z listopada 1977) (51) i ojca Guérard des Lauriers,
którego już więcej nie zaproszono do głoszenia wykładów w Econe po
wygłoszeniu rekolekcyj dla seminarzystów we wrześniu 1977 (52).
Mimo tego, zarówno ojciec Barbara w swym piśmie, jak i ojciec Guérard
dalej popierali abpa Lefebvre’a (w 1978 r. ojciec Guérard nawet wysłał
do Econe swoich młodych dominikanów, cf. Tissier, s. 586). Definitywne
zerwanie nastąpiło po śmierci Pawła VI (6 sierpnia 1978) i audiencji
udzielonej abpowi Lefebvre’owi przez Jana Pawła II (18 listopada 1978),
gdzie wydawało się, że formuła „Sobór w świetle tradycji” (JPII, 6
listopada 1978) może się stać najmniejszym wspólnym mianownikiem. 24
grudnia 1978 roku abp Lefebvre pisał do Jana Pawła II list,
upubliczniony przez „List do przyjaciół i dobroczyńców” nr 16 (19 marca
1979), w którym prosił o wolność dla mszy tradycyjnej: „Biskupi
decydowaliby o miejscach, godzinach przeznaczonych na tę Tradycję.
Jedność natychmiast byłaby przywrócona na poziomie Biskupa miejsca” (polskie tłumaczenie listu
– przyp. PA). Wówczas ojciec Guérard, jako pierwszy, publicznie potępił
porozumienie zaproponowane przez abpa Lefebvre’a („Ekscelencjo, my nie
chcemy takiego pokoju”) (polskie tłumaczenie odpowiedzi o. Guérard
– przyp. PA). To w tym kontekście abp Lefebvre podejmie decyzję
zerwania z sedewakantystami w deklaracji z 8 listopada 1979 („Stanowisko
abpa Lefebvre’a co do Nowej Mszy i Papieża”), opublikowanej w
wewnętrznym piśmie „Cor unum” (nr 4, listopad 1979) (53) i
rozpowszechnionej wśród wiernych przez pismo „Fideliter”, gdzie jednak
zabrakło tej ostatniej linijki: „Wskutek tego, Bractwo Kapłańskie Św.
Piusa X xięży, braci, sióstr, oblatek, nie może tolerować w swoim łonie
członków, którzy odmawiają modlenia się za Papieża [jako takiego, przyp.
autora] i którzy stwierdzają, że wszystkie Msze Novus Ordo Missae są
nieważne” („Cor unum” nr 4, s. 8).
To dopiero po tej publicznej deklaracji
ojciec Barbara („Forts dans la Foi”, nr 1 nowej serii, pierwszy trymestr
1980) i inni sedewakantyści publicznie odcięli się od abpa Lefebvre’a.
Nastąpiły wyrzucenia albo odejścia z Bractwa kapłanów, którzy trzymali
się tezy ojca Guérard albo ojca Barbary: Lucien i Seuillot w 1979 (teza z
Cassiciacum), Guepin (wywiad z x. Guepin
– przyp. PA) i Belmont w 1980 (teza z Cassiciacum), Barthe w 1980
(sedewakantyzm), Egregyi w 1981 (sedewakantyzm), 12 kapłanów
amerykańskich w 1983, czterech Włochów w 1985 (Cassiciacum), 2
południowych Amerykanów z 21 seminarzystami w 1989, etc.
Pewien list abpa Lefebvre’a do Jana Pawła
z 8 marca 1980 („Sodalitium” nr 17, s. 22: „Historia do napisania”) w
jasny sposób streszcza motywy, które pchnęły abpa Lefebvre’a do tego
zerwania z sedewakantystami:
„Ojcze Święty, aby
usunąć wszelkie wątpliwości, które są rozpowszechniane […] w sprawie
mojej postawy i mojej myśli dotyczących papieża, Soboru i Mszy Novus
Ordo oraz obawiając się, by te wątpliwości nie dotarły do Waszej
Świątobliwości, pozwolę sobie potwierdzić raz jeszcze to, co zawsze
wyrażałem:
1) Że nie mam żadnych wahań (54)
co do prawowitości i ważności Waszej elekcji i wskutek tego nie mogę
tolerować tego, żeby nie kierowano do Boga modlitw zapisanych przez
Kościół święty za Waszą Świątobliwość. Musiałem już skarcić i dalej to
robię wobec tych niektórych seminarzystów i niektórych kapłanów, którzy
dali na siebie wpłynąć pewnym duchownym obcym Bractwu.
2) Że się w pełni
zgadzam z oceną, którą Wasza Świątobliwość wydał co do Soboru
Watykańskiego II 6 listopada 1978 roku podczas zebrania Świętego
Kolegium: ‘Że Sobór musi być rozumiany w świetle całej Tradycji i na
podstawie ciągłego magisterium Kościoła świętego’.
3) Gdy chodzi o Mszę
Novus Ordo, mimo wszelkich rezerw, jakie należy mieć wobec niej, nigdy
nie powiedziałem, że jest sama w sobie nieważna czy heretycka.
Składam dzięki Bogu i
Waszej Świątobliwości, jeśli te jasne oświadczenia będą mogły
przyśpieszyć wolne korzystanie z tradycyjnej Liturgii i uznanie przez
Kościół Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, jak również tych wszystkich,
którzy podpisując się pod tymi oświadczeniami starali się ratować
Kościół kontynuując jego Tradycję.
Niech Wasza Świątobliwość zechce przyjąć moje uczucia najgłębszego synowskiego szacunku, w Chrystusie i Maryi.”
Z tego, co do tej pory powiedzieliśmy w
sposób oczywisty wynika, że to nie sedewakantyści byli tymi, którzy
zerwali z abpem Lefebvrem, ale to abp Lefebvre poświęcił
sedewakantystów, aby móc kontynuować negocjacje z Janem Pawłem II, które
miały na celu uznanie Bractwa. Wskutek tego wersja rzeczywistości
przekazana przez „La Tradizione Cattolica” jest fałszywa i skłonna
zmylić czytelników, którzy osobiście nie przeżyli wydarzeń tu
opowiedzianych.
Przypisy:
[Dwie uwagi tłumacza do przypisów: i)
Dodałem tłumaczenie polskie tytułów i nazw obcojęzycznych w kwadratowe
nawiasy, tam, gdzie było tłumaczenie francuskie i tam, gdzie go nie było
(niekiedy tytuły były np. po hiszpańsku czy niemiecku). ii) Zarówno
w przypisach jak i w tekście artykułu wszystkie cytaty z biografii abpa
Lefebvre’a pochodzą z wydania polskiego [wyd. Dębogóra, Dębogóra, bez
daty wydania] i odnośniki do stron odwołują się do tego wydania
polskiego (i nie odpowiadają tym, które podaje x. Ricossa w swym
artykule), chyba że zaznaczono inaczej („???”), gdy nie mogłem znaleźć
wspominanego cytatu w polskim wydaniu.]
10) Zdanie dalej brzmi tak: „unikając
maksymalnie zwrotów i słownictwa w najwyższym stopniu technicznych i
akademickich, przez co tematyka ta stawała się często niedostępna dla
tych, którzy, pomimo tego, czuli się zmuszeni dokonać wyboru co do tego
delikatnego problemu lub w każdym bądź razie zmuszeni do stawienia mu
czoła”. Ale i tu intencja autora się nie powiodła. Czytelnicy TC znajdą w
dossier „zwroty i słownictwo” być może nie „w najwyższym stopniu
techniczne” (innymi słowy teologiczne), ale nie mniej jednak
„niedostępne dla szerokich mas”. Czyż autor, miłośnik prostoty, nie
mógł, na przykład, uniknąć greckich terminów takich, jak „aporia” (ss.
38 i passim) czy „mejoza” (s. 36)?
11) La Tradizione Cattolica
nawiązuje do domniemanej konieczności, dla sedewakantystów, by
„odwoływać się do (…) stanowiska utrzymywanego obecnie przez Bractwo Św.
Piusa X (s. 60). Autor ma na myśli fakt, że dla x. Lucien
„tradycjonalistów” odmowa przyjęcia nauczania Pawła VI i Jana Pawła II
oraz uważania ich faktycznie za bliższą regułę naszej wiary miałoby
naruszać zasadę uznania tych Papieży przez cały Kościół.
12) Krótka biografia w języku francuskim
ojca Joachima Saenz y Arriagi została opublikowana przez x. Zins’a w
piśmie „Sub tuum praesidium” (nr 74, kwiecień 2003 r., ss. 21-57).
13) Maurice Pinay, Complot contro la Iglesia [Spisek przeciwko Kościołowi],
traduccion espanola del dr. Luis Gonzales, wyd. Mundo libre, Meksyk,
1968 r., opublikowany z imprimatur z 18 kwietnia 1968 r. arcybiskupa
Hermosillo, Jana Navarrete. Książka została wydana drukiem po włosku w
Rzymie (31 sierpnia 1962 r.) i rozdana wszystkim ojcom soborowym w
październiku. Austriackie wydanie jest z 20 stycznia 1963 r.,
wenezuelskie z 15 grudnia 1963 r., meksykańskie wydanie jest z 1968 i
1969 r. (będę się posługiwał wydaniem z 1969 r.). Przygotowanie trwało
14 miesięcy bezpośrednio poprzedzających [wydanie]. Książka Maurice
Pinay (jest to pseudonim) została również przedstawiona włoskiej
publiczności w nr 37 „Sodalitium” z października-listopada 1994 r., ss.
29, Spisek judeo-masoński przeciwko Kościołowi rzymskiemu; artykuł ten odpowiada rozdziałowi XX książki x. Nitoglii, Per padre il diavolo. Un’introduzione al problema ebraico secondo la tradizione cattolica [Za ojca mają diabła. Wprowadzenie do problemu żydowskiego według tradycji katolickiej], SEB, Mediolan, 2002 r.
14) Joachim Saenz y Arriaga, El antisemitismo y el Concilio Ecumenico Y que es el progresismo [Antysemityzm i Sobór Ekumeniczny Oraz czym jest progresizm], wyd. La hoja de roble, Meksyk (sine loco et data, ale po otwarciu drugiej sesji Soboru); Leon de Poncins, Il problema dei giudei in Concilio [Problem żydów na Soborze], Tipografia Operaia Romana, Rzym. W Anglii, w wyd. The Britons, Londyn (po trzeciej sesji). L’action judeo-maçonnique au Concile [Działalność żydo-masońska na Soborze] (wysłane do wszystkich biskupów, cf. Fesquet, s. 504, 29 września 1964 r.).
15) Le journal du Concile, tenu par Henri Fesquet, en-voyé spécial du journal le Monde [Dziennik Soboru, prowadzony przez Henryka Fesquet, wysłannika specjalnego dziennika Le Monde],
pod red. Roberta Morela, wyd. Le Jas par Forcalquier, 1966 r., s. 988.
Oprócz „Le Monde” (17-18 października, ss. 1 i 8; 19 października; 20
października, 21 października), wiadomość ta została rozpowszechniona
przez Laurentin w „Figaro” (16-17 października; 21 października), „La
Croix” (21 października), „Il Messagero” i „La Stampa” z 15
października. Monumentalna Historia Soboru Watykańskiego II pod
redakcją Józefa Alberigo (Peeters/Il Mulino, 2001 r., tom V, s. 226)
omawia ów fakt („biskupi skłonni głosować za deklaracją są określeni
mianem heretyków, a sobór jako pozbawiony wszelkiej władzy zmieniania
antysemickiej postawy magisterium Kościoła”) i sygnalizuje w przypisie,
że tekst dokumentu można znaleźć w Fonds Moeller, 2546. W zasadzie tekst
przeciwko Nostra aetate został podpisany przez 31 ruchów
katolickich Francji, Stanów Zjednoczonych, Meksyku, Hiszpanii,
Argentyny, Włoch, Portugalii, Chile, Austrii, Brazylii, Niemiec,
Ekwadoru, Wenezueli i Jordanii. Ale trzeba się jeszcze przyjrzeć, jakiej
wartości są te podpisy, bowiem wśród nich figuruje również francuskie
pismo „Itinéraires”, które gwałtownie zaprotestowało, zaprzeczając
prawdziwości swego poparcia, a nawet wysunęło hipotezę o „prowokacji”
progresistów, aby doprowadzić do ogłoszenia „tradycjonalistów
schizmatykami” (cf. Jan Madiran, Un schisme pour décembre [Schizma na grudzień],
w: „Itinéraires”, nr 95, lipiec-sierpień 1965 r., ciekawe jeśli chodzi o
kontekst i stanowisko Madirana wobec Soboru; Jan Madiran, Mesures de sécurité et Analyse d’une provocation [Środki bezpieczeństwa i Analiza prowokacji],
w „Itinéraires” nr 98, grudzień 1965 r., pp. 1-32). Gdy Madiran mówi o
fałszywce przypisując ją progresistom, myli się; źródło pisma jest
meksykańskie, jak poprzednie dziełka.
16) Alberigo, op. cit., ss. 224-226 (według którego krytyka nie dotyczyła szczególnie numeru 4 o żydach); Fesquet, op. cit., ss. 980-981. Dokument (list trzech Ojców soborowych i tekst krytyczny Nostra aetate w imieniu Coetus Internationalis Patrum znajdują się w Fonds Carraro, 39). Nie jestem w stanie zrozumieć, jak to jest, że abp Lefebvre nie opublikował tego w J’accuse le Concile [Oskarżam Sobór]
(wyd. St Gabriel, Martigny, Szwajcaria, 1976 r.), gdzie zawarte są jego
interwencje podczas Soboru Watykańskiego II oraz że nie wspomniano o
tym w biografii abpa Lefebvre’a autorstwa bpa Tissier. Inny powód
zdumienia: mała ilość miejsca udzielonego doktrynie rozdziału 4 Nostra aetate przez krytykę Soboru.
17) Tissier, op. cit., ss. 363-366.
18) Podczas ostatniego głosowania z 15 października liczba non placet wynosiła 250.
19) A propos ojca Saenz y Arriagi TC
pisze: „fakt, że meksykański jezuita – znany skądinąd ze swej zdolności
napisania książki tylko w kilka tygodni – w swym dziele Nowy kościół montiniański, który niewiele poprzedza Sede vacante,
nie przyjmuje twierdzeń sedewakantystycznych, prowadzi definitywnie do
1973 roku jako daty jego publicznego zajęcia stanowiska. I jeszcze,
gwoli chronologii: Nowy kościół montiniański miał dwa wydania:
pierwsze w 1971 r. Christian Book Club of America w Kalifornii, a drugie
w 1972 r. Editores Asociados, Dystrykt Federalny Meksyku” (s. 29).
Odpowiadamy TC: ojciec Saenz, doktor filozofii i teologii, należał do
grupy, która wydała dzieło Spisek przeciwko Kościołowi. Jego
„sedewakantyzm” był więc „prewencyjny”! To nie wszystko. W 1969 r.
należał do „sedewakantystycznej” grupy, która odwiedziła x. de Nantes. I
to nie wszystko. W dziele Nowy kościół montiniański z 15
sierpnia 1971 r. stwierdza, że Paweł VI nie jest Papieżem (wbrew temu,
co utrzymuje „La Tradizione Cattolica”) od s. 322 do s. 326 oraz od s.
422 do s. 430. A nawet: 9 stycznia 1972 r. na „Zebraniu obrońców
tradycji”, które odbyło się w Rzymie, utrzymywał, że Paweł VI był Żydem
(taki sam przypadek, jak z antypapieżem Anakletem II; cf. Antoni Rius
Facius, Excomulgado [Ekskomunikowany], ss. 136-137). 25 stycznia 1972 r. opublikował: Porqué me excomulgaron? Cisma o Fé [Dlaczego mnie ekskomunikowano? Schizma czy Wiara].
W tej książce (ss. 253-254) pisze, komentując list pewnego x.
Rayssiguier’a do Pawła VI: „Ta skrajnie poważna sytuacja, której już
nikt nie zaprzecza, rodzi, co wyraziłem w mojej książce Nowy kościół montiniański,
teologiczny problem praktyczny o wielkiej transcendencji: czy Jan
Chrzciciel Montini jest naprawdę Papieżem? Już przedstawiłem różne
opinie, które, wśród księży i świeckich głęboko przejętych tym
samozniszczeniem Kościoła, którego głównym odpowiedzialnym jest bez
wątpienia Paweł VI, zostały opublikowane w różnych częściach świata.
Autor tego listu trzyma się wyraźnie opinii x. Jerzego de Nantes, ojca
Barbary i licznych innych wybitnych autorów, którzy, pomimo dewiacyj
Papieża, które potępiają w punktach dotyczących wiary i moralności,
dalej jednak uważają, że Jan Chrzciciel Montini jest prawdziwym i
prawowitym Papieżem, będąc jednocześnie Papieżem pomylonym i heretyckim.
Osobiście, pomimo tego, myślę coś przeciwnego: to Papież de iure, ale
nie de facto. Co sprowadza się do powiedzenia: zgodnie z prawem, jest
Papieżem; ale wobec Boga nie jest Papieżem. Jego wybór, pozornie zgodny z
prawem, był wadliwy w zarodku. Oto moja opinia teologiczna”. Ale opinia
oparta na Wierze: „w przeciwnym wypadku musielibyśmy przyjąć
konsekwencje niewyjaśnialne, które poddałyby w wątpliwość słowa
wypowiedziane przez Chrystusa w Tu es Petrus. To stanowisko
(Papież de iure, ale nie de facto, tak podobne do
materialiter/formaliter ojca Guérard des Lauriers) będzie powtórzone w
książce Sede vacante z marca 1973 r. (s. 23). X. Zins (op. cit., s. 42) przytacza inny fragment Sede vacante
(s. 118), w którym o. Saenz dokonuje rozróżnienia: „W sposób
uzasadniony możemy uważać, tak właśnie myślę, że przed formalną
deklaracją akty same w sobie nieważne Papieża, który wobec Boga nie był
lub już nie jest Papieżem, z powodu utraty wiary, dlatego, że przestał
być członkiem Kościoła, zachowują mimo wszystko swoją wartość prawną w
tym, co jest tam prawowite, z racji ogólnej zasady prawa: ‘in errore
communi supplet Ecclesia’, w przypadku powszechnego błędu Kościół
uzupełnia”. Nie wydaje mi się, by zasada „Ecclesia supplet” miała tu
zastosowanie („Ecclesia” to Papież), ale, w każdym bądź razie, widać, że
również sam o. Saenz przyjmował pewną wartość prawną aktów tego, który
nie był (już) Papieżem, przed formalną deklaracją niedoskonałego Soboru.
Teza z Cassiciacum ogranicza ten przypadek wyłącznie do nominowania na
Stolice (diecezyj – przyp. PA), co jest nieodzowne dla przetrwania
Kościoła i samo w sobie niezależne od władzy jurysdykcji (obecni
sedewakantyści simpliciter powinni więc zrozumieć argumenty Tezy w tym względzie, zamiast je potępiać z taką animozją!).

Podczas soboru bp Carli, ordynariusz Segni, sprzeciwiał się dokumentom soborowym
20) Brat Franciszek de Marie des Anges, Pour l’Eglise. Quarante ans de Contre-Réforme catholique [Za Kościół. Czterdzieści lat kontr-reformy katolickiej], tom III (1969-1978 r.) Contre la dérive schismatique [Przeciwko schizmatyckiemu skrzywieniu],
wyd. Contre-Réforme Catholique, Saint-Parres-lès-Vaudes, Francja, 1996
r., ss. 10-15, 110 nn. X. Coache dzieli się swoją wersją wydarzeń w Les batailles du Combat de la Foi [Bitwy wojny o Wiarę], Chiré 1993 r., ss. 77-81.
21) Karol A. Disandro, Iglesia y pontificato. Una breve quaestio teologica [Kościół i papiestwo. Krótka kwestia teologiczna], wyd. Hosteria volante, La Plata 1988 r. (ponowne wydanie dziełka z 2 maja 1969 r.).
22) „Począwszy od 1967 r., x. de Nantes
zaczął się martwić widząc, że niektórzy tradycjonaliści, co prawda tylko
pojedyncze przypadki, kwestionowali autorytet i prawowitość Pawła VI.
Tak więc P. dr Hugon Kellner, w Stanach Zjednoczonych, oświadczał, że
jest on złożony, de facto, z urzędu Najwyższego Pasterza” (Franciszek de
Marie des Anges, op. cit., s. 107). Informacja ta została
potwierdzona przez pisarza Patryka H. Omlora w liście z 5 kwietnia 2003
r., który napisał do x. Antoniego Cekady, który nas poinformował o
liście dra Kellnera do kardynała Browne o nieprawowitości Pawła VI i
Soboru Watykańskiego II (strony 6-8 listu).
23) Informację tę zawdzięczam osobiście
P. profesorowi Lauth’owi (komunikacja telefoniczna z 9 kwietnia 2003
r.). O tym ostatnim, cf. Tissier, op. cit., s. ???; Un combat pour l’Eglise. La Fraternité Saint-Pie X (1970-1995) [Walka dla Kościoła. Bractwo Św. Piusa X (1970-1995)], autorstwa B. Tissier de Mallerais, Bractwo Św. Piusa X, Menzingen, Szwajcaria 1997 r., ss. 8 i 99; R. Lauth, Die verstoßene Kirche [Kościół naruszony], wyd. Christian Jerrentrup Verlag, Monachium, Niemcy, 2003 r., 2 tomy.
24) We Włoszech również, co wykazuje publikacja Listów x.
Jerzego de Nantes przez wydawnictwo Volpe w roku 1969. W słowie
wstępnym Hilariusza czytamy: „heretycki lub wręcz niewierzący Papież,
który uderza w czystość doktryny objawionej jest złożony, ipso facto, ze swej funkcji prymasowskiej”.
25) Zwróćmy jednak uwagę TC, że ten sam
argument będzie wysuwany przez x. de Nantes (a niedawno temu przez ojca
Gérard OSB), aby przyjąć prawowitość nowego mszału (cf. br. Franciszek, op. cit., tom III, ss. 59 nn. i CRC nr 30, marzec 1970 r., ss. 92 nn.). Trzeba potrafić być spójnym!
26) To jest słaby punkt argumentacji x.
de Nantes. Minimalizując nieomylne magisterium wydawało mu się i wydaje
mu się, że soborowe akta nie mają, z zasady, zapewnionej nieomylności.
Mogłyby więc być jednocześnie błędne i podpisane przez prawowitego
Papieża. To jest to samo stanowisko co Bractwa Św. Piusa X: wpływ szkoły
Action Française?
27) Brat Franciszek, op. cit., s. 109.
28) CRC nr 89, luty 1975 r., Frappe à la Tête [Uderz głowę].
29) Brat Franciszek, op. cit., ss. 396-397.
30) Brat Franciszek, op. cit., tom II, ss. 345-350.
31) Brat Franciszek, op. cit., tom III ss. 400-410.
32) Tekst, po portugalsku, jest z 1970 r. Został opublikowany w tłumaczeniu francuskim w 1975 r. przez Diffusion de la pense française pod tytułem: La nouvelle messe de Paul VI. Qu’en penser? [Nowa Msza Pawła VI. Co o niej myśleć?]. Sprzedaż publiczności francuskiej była jednak długo opóźniania na prośbę TFP.
33) Te nowe studia, na co swego czasu zwrócił uwagę x. Vinson, zawdzięczamy pióru o. Guérard des Lauriers…
34) Teologiczne uściślenia dotyczące kilku kwestyj obecnie dyskutowanych, wstępniak numeru 137 pisma „Itinéraires”, listopad 1969 r., ss. 1-17.
35) Polemika w tym temacie między z jednej strony abpem Lefebvre’m (i Bractwem) [którzy negowali to, że abp Lefebvre podpisał Dignitatis humanae i Gaudium et spes]
a ojcem de Blignières i x. de Nantes z drugiej (którzy publikowali
dokumenty dowodzące temu, że podpisał) jest wiernie oddana przez br.
Franciszka, op. cit., tom III, s. 391, przyp. 1.
36) Postawa abpa Lefebvre’a w tym okresie
jest opisana w II tomie cytowanej już książki br. Franciszka de Marie
des Anges (ss. 138, 146, 149-150, 160-161, 212-214, 291-292, 335-336).
Opinia, którą prywatnie miał abp Lefebvre co do Pawła VI bardzo się
różniła od tej, którą wyrażał publicznie…
37) Aleksander Moncriff, Le combattant de la Foi [Wojownik Wiary], w: „Fideliter”, nr 102, listopad-grudzień 1994 r., ss. 69-70.
38) „Abp Lefebvre zachęcał nas nieco z
daleka, napełniał nas owszem nadzieją: ‘będą podpisy 600 biskupów!’
Niestety zabrakło nawet jego własnego” (Słowo wstępne bpa Guérard des
Lauriers do nowego wydania Krótkiej analizy krytycznej, Editions Sante Jeanne d’Arc, Villegenon, Francja, 1983 r., s. 6).
39) Jan Madiran opublikował w
„Itinéraires” (nr 139, styczeń 1970 r.) „list do pewnego biskupa”
napisany przez niego samego do abpa Lefebvre’a 28 listopada 1969 r. Oto
kilka fragmentów: „Mówi mi Ekscelencja, że liczni biskupi całego świata
zdają sobie sprawę z sytuacji: bardzo dobrze, ale gdzie oni są?
Ekscelencja sobie być może przypomina, że w innych okolicznościach, i aż
po sprawę katechizmu włącznie, bezpośrednio i pośrednio udzielałem rady
duchownym (…), żeby zachowali spokój: to znaczy, żeby niepotrzebnie się
nie wyjawiali poprzez publiczne oświadczenia, żeby się nie wystawiać
samemu i bez konieczności na prześladowanie (…). Wracam do tego tylko po
to, aby tym bardziej podkreślić, że mam inny pogląd obecnie w temacie
Mszy. Jest to skądinąd mniej rada, a bardziej wezwanie: naglące
wezwanie, wezwanie o pomoc; nie dla mnie, ale dla ludu
chrześcijańskiego. Dla mszy trzeba, aby biskupi przemówili publicznie.
Rzecz jasna nie wzywam ich do atakowania osoby [Pawła VI]: niech tę
osobę zostawią w nawiasie: ale niech powstaną przeciwko aktowi ORDO
MISSAE i przeciwko doktrynie, którą zakłada (i czasami głosi) ten
niewiarygodny akt. W dobie obecnej tylko jeden francuski kapłan, x.
Jerzy de Nantes, a w całym świecie tylko dwóch kardynałów przemówiło
otwarcie [podpisując Krótką analizę skomponowaną przez ojca
Guérard – przyp. autora]. Długa nota napisana przez ‘grupę teologów’ w
„La Pensée catholique” ma bardzo pożyteczną zawartość: ale pozostaje
anonimowa [ona również jest autorstwa ojca Guérard – przyp. autora].
Jeśli chodzi o mszę, potrzebujemy świadków, którzy dadzą swoje nazwisko i
którzy na wadze postawią swoją osobę i jeśli tego trzeba, swoje życie.
Niech przemówią! (…) Nie chodzi też skądinąd o podjęcie prawdziwej
inicjatywy: kard. Ottaviani wysunął się przed szereg, trzeba tylko pójść
za nim, dać świadectwo razem z nim, nie pozostawić go samego (…)”.
40) Pierwsi, którzy odpowiedzieli na
wezwanie Madirana w „Itinéraires” to: ojciec Calmel OP (w numerze 139,
tym samym, w którym opublikowano wezwanie do abpa Lefebvre’a), x. Dulac
(nr 140, luty 1970 r., s. 31) i o. Guérard des Lauriers OP (nr 142,
kwiecień 1970 r., ss. 48-50), który ujawnił się jako autor Krótkiej analizy krytycznej
i artykułu opublikowanego w „La Pensée catholique”. Te trzy
oświadczenia zostały opublikowane na nowo w numerze specjalnym
„Itinéraires” o Mszy z września-października 1970 r. (nr 146). Ojciec
Calmel przemówił. Ojciec Guérard przemówił. Xiądz Dulac przemówił. Abp
Lefebvre nie przemówił.
41) Abp Marceli Lefebvre, Un évêque parle [Pewien biskup przemawia],
wyd. Dominique Martin Morin, Jarzé 1974 r. Wydanie włoskie (wyd.
Rusconi, Mediolan) jest z 1975 r. Wertując strony książki można sobie
zdać sprawę, że pośród „przemówień i wypowiedzi” abpa Lefebvre’a na rok
1969 nie ma ani jednej aluzji do problemu nowej mszy… Pewien biskup… nie
przemawia…
42) Cf. Coache, op. cit., roz.
XIV. X. Coache pisze: „Ale w 1975 r. nie było Marszu rzymskiego. Był
przewidziany, rozpoczęliśmy przygotowania, gdy tradycjonalistyczny ruch
Credo, razem z Michałem de Saint Pierre, ogłosił powstanie wielkiej
Pielgrzymki do Rzymu na ten rok 1975, pod przewodnictwem J. Eks. abpa
Marceliego Lefebvre’a; mogliśmy tylko się usunąć i zrobić miejsce” (s.
210). [W rzeczywistości można było protestować, co zrobił ojciec Vinson w
„Simple Lettre”]. Bp Tissier wyjaśnia, częściowo, co się stało: po
skasowaniu Bractwa przez biskupa Fryburga (6 maja 1975 r.) „Arcybiskup
Lefebvre odpowiedział w trojaki sposób. Po pierwsze, stanął na czele
wspaniałej pielgrzymki do Rzymu, zorganizowanej przez stowarzyszenie
Credo w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, ze względu na przypadający
właśnie Rok Święty. Dla Arcybiskupa była to okazja, by wspólnie z
wykładowcami i klerykami z Ecône zamanifestować przywiązanie do
Wiecznego Rzymu. Po drugie, 31 maja wystosował z Albano list do Pawła VI
z wyrazami posłuszeństwa następcy św. Piotra oraz prośbą o rewizję
‘procesu’. Wreszcie po trzecie, 5 czercwa przed Trybunałem Sygnatury
Apostolskiej złożył odwołanie od decyzji biskupa Mamie.” (s. 541).
43) Cf. Coache, op. cit., roz.
X. Dom Lacordaire we Flavigny został zakupiony w 1971 r.: tam spotkali
się x. Coache, ojciec Barbara i ojciec Guérard des Lauriers (s. 129). W
1973 r. zostało zakupione także niższe seminarium duchowne Flavigny,
przeznaczone dalej na ten cel. Bp Tissier pisze, że inicjatywa się nie
powiodła, ale nie podaje powodu (op. cit., s. 534, przyp. 72).
Ale my go znamy dzięki listowi, z 21 lutego 1974 r., x. Coache do o.
Barbary, w którym wyraża swoje zniechęcenie z powodu odmowy poparcia
inicjatywy ze strony abpa Lefebvre’a: „Pomimo swych miłych i pełnych
uznania słów, jasne jest, że abp Lefebvre odmawia współpracy w sprawie
seminarium (…). Gdy poprosiłem go, aby napomknął w swoim małym
biuletynie o naszej fundacji oraz o współpracy, którą przyobiecał,
odmówił! (…) Jest głęboko przerażony, z jednej strony reakcją biskupów, a
z drugiej, tym, że tradycjonaliści oskarżą go o to, że identyfikuje się
z ‘Walką Wiary’” („Econe. Koniec, kropka, nr 10/1982 r. „Forts dans la
Foi”, s. 11, przyp. 8). Później (1986 r.) abp Lefebvre poprosi x. Coache
o zrzeczenie się na jego rzecz Domu Lacordaire we Flavigny, aby tam
przenieść pierwsze lata swego seminarium. X. Coache jest jednym z
przypadków (nie jedynym) „sedewakantysty” (prywatnie) wciąż wiernego
abpowi Lefebvre’owi.
44) Bractwo Św. Piusa X zawsze
twierdziło, że ten dekret skasowania był kanonicznie nieważny, choć
prawdą jest, że abp Lefebvre odwołał się – na próżno – do Sygnatury
Apostolskiej. W swej biografii abpa Lefebvre’a bp Tissier przyznaje
teraz odważnie, po raz pierwszy, że dekret kasaty był kanonicznie ważny (op. cit., ss. 540-541).
45) List abpa Lefebvre’a do Pawła VI z 22 czerwca, 1976 r., cf. brat Franciszek, op. cit., tom III, s. 424.
46) „Ten soborowy Kościół jest
schizmatyckim Kościołem, ponieważ zrywa on z Kościołem katolickim
wszechczasów.” („Kilka refleksyj na temat suspensy a divinis”, 29 lipca
1976 r., cf. Tissier, op. cit., s. 547). (cały tekst abpa Lefebvre’a – przyp. PA)
47) „Sobór, odwracając się plecami do
Tradycji i zrywając z Kościołem przeszłości, jest soborem schizmatyckim.
[…] O ile mamy pewność, że wiara nauczana przez Kościół od dwudziestu
wieków nie może zawierać błędu, o tyle mamy znacznie mniejszą pewność,
że dany Papież jest rzeczywiście Papieżem. Herezja, schizma, ekskomunika
ipso facto, nieważność wyboru są przyczynami, które mogą w przyszłości
sprawić, że jakiś Papież nigdy nim nie był albo przestał nim być. W
takim przypadku, rzecz jasna bardzo wyjątkowym, Kościół znalazłby się w
sytuacji podobnej do tej, w której się znajduje po śmierci Najwyższego
Pasterza. Bowiem, wreszcie, sumienie i wiara wszystkich katolików od
początku pontyfikatu Pawła VI stają wobec poważnego problemu. Jakże
Papież, prawdziwy następca Piotra, obdarzony asystencją Ducha Świętego,
może przewodzić zniszczeniu Kościoła, najgłębszemu i o największym
zasięgu w całej jego historii, w tak krótkim czasie, czego nie był w
stanie zrobić nigdy żaden herezjarcha? Na to pytanie trzeba będzie
kiedyś odpowiedzieć.” (Deklaracja abpa Lefebvre’a w „Figaro” z 4
sierpnia 1976 r., przytoczona w „Monde et vie” nr 264 z 27 sierpnia 1976
r.; cf. Tissier, op. cit., s. 547; Br. Franciszek, op. cit., tom III, s. 433, przyp. 4).
48) Cf. Zins, op. cit., ss. 53-57.
49) „Forts dans la Foi” nr 49, ss. 11 nn.
50) Cf. Tissier, op. cit., ss. 564-565; br. Franciszek, op. cit., tom III, ss. 434-436 ; abp Lefebvre, Le coup de maître de Satan [Mistrzowskie uderzenie Szatana], wyd. Saint-Gabriel, 1977 r., ss. 42 nn.
51) Decyzja została podjęta po ataku ze
strony o. Barbary przeciwko niejakiej Eliane Gaille, „wizjonerce z
Fryburga”, która była przedmiotem czci świeckich z otoczenia abp
Lefebvre’a w Econe.
52) W sprawie okoliczności tego faktu, cf. „Sodalitium”, nr 18, ss. 14-19; x. Józef Murro, Żywot biskupa Guérard des Lauriers.
53) W „Cor unum” nr 4, s. 3, Deklarację
abpa Lefebvre’a poprzedzono „notką wstępną”, która objaśnia jej
kontekst. Odsyła do wykładu z 16 stycznia 1979 r.: „dotyczyła w
szczególności kwestii papieża” i „odpowiadała tym, którzy wyrzucali mi
to, że udałem się do Rzymu, aby poddać się przesłuchaniu Św. Kongregacji
[Doktryny] Wiary”. Przyjęcie stanowiska przeciwko sedewakantyzmowi było
więc spowodowane rozpoczętymi negocjacjami z Janem Pawłem II w 1979 r.
oraz negatywną reakcją, między innymi, ojca Guérard des Lauriers.
54) O nieprawowitości Pawła VI „osobiście
mam poważną wątpliwość, (…) a nie pewność absolutną” (abp Lefebvre do
ojca Guérard, list z początku 1979 r., cf. „Sodalitium”, nr 18, s. 16).
Tłumaczył z języka francuskiego
(często też włoskiego oryginału) Pelagiusz z Asturii. Źródło: pismo
„Sodalitium”, nr 55 z listopada 2003 roku (wersja francuskojęzyczna),
ss. 31-72 i nr 56 z września 2002 roku (wersja włoskojęzyczna), s. 4-45.
Gdy źródło tłumaczenia któregoś fragmentu jest inne, zaznaczyłem to w
tekście czy przypisie. Ilustracje jak w oryginale. Fragmenty powyższego
artykułu były już tłumaczone przy okazji rocznicy śmierci abpa Thuca oraz przy publikacji tłumaczeń ważnego listu abpa Lefebvre’a do Jana Pawła II i odpowiedzi o. Guérard des Lauriers.
Część piąta, w której potraktowane są zarzuty drugorzędne, z dziedziny bardziej praktycznej niż teoretycznej
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
List Lavala byłego protestanckiego pastora w Condé sur Noireau
POWODY zniewalające licznych protestantów do powrotu na łono KOŚCIOŁA KATOLICKIGO ...
-
SEDEWAKANTYZM B P M ARK A. P IVARUNAS CMRI –––––––– Sedewakantyzm jest stanowiskiem teologicznym tych tradycyjnych katolików...
-
Leon XIII. Apostolicae curae – O nieważności święceń anglikańskich Z apostolską troską i miłością „Wielkiego Pasterza owiec, P...
-
Zjawy Faustyny Siostry Kowalskiej Wielu z Katolików, tak zwanych dobrej woli, zachwyciły przekazy z „Dzienniczka” Siostry Faustyny: ...
