środa, 25 marca 2020
niedziela, 15 marca 2020
Kazanie na II Niedzielę Wielkiego Postu AD 2020
8 marca AD 2020 x. Rafał Trytek wygłosił kazanie w trakcie Mszy Świętej sprawowanej w Oratorium Świętego Jana Apostoła i Ewangelisty we Wrocławiu. W II Niedzielę Wielkiego Postu Kościół przypomina, jak jest cel walki duchowej Jego wiernych: Świętość, która skłania do drżenia, gdyż nikt nie może z Nią obcować bez szacunku i bojaźni Bożej. Oczywiście nie chodzi o to, aby bać się naszego Stwórcy jak okrutnego bożka. Jezus Chrystus jest przyjacielem wiernych, lecz przede wszystkim jest Bogiem, Zbawcą i Królem oczekującym powagi w wypełnianiu wskazanych nam zadań – karą dla nieposłusznych będzie wieczne potępienie.
Syn Boży może nam wiele wybaczyć, lecz świadomi, że grzech obraża Boga, a karą za grzech ciężki jest śmierć, musimy religię katolicką traktować śmiertelnie poważnie. Z naszą religią wiążą się zasady, których nie da się pogodzić z poddaństwem modernistycznej hierarchii. Aby pozostać katolikami i stać po stronie Chrystusa – wraz z Najświętszą Maryją Panną nienawidzącą każdej herezji – musimy zerwać ze wszystkimi, którzy sieją zamęt niczym wilki w owczych skórach. Więcej na www.legitymizm.org (Portal Legitymistyczny Organizacji Monarchistów Polskich).
niedziela, 8 marca 2020
Apostazja – Pachamama 2019
Bożonarodzeniowy
koncert w Watykanie
"ANTIMODERNIST"
––––––––
Odkąd pan
Bergoglio przejął ster w Watykanie konserwatyści i tradycjonaliści
"kościoła – dzieła rąk ludzkich" są mocno doświadczani. Zaledwie dwa
miesiące temu – na tak zwanym Synodzie Amazońskim – miało miejsce wiele
pogańskich rytuałów, co natychmiast wywołało gwałtowne oburzenie. Wydarzenie to
przeminęło oczywiście bez żadnych konsekwencji dla osób odpowiedzialnych i
poszkodowanych, jakie w przypadku oburzenia moralnego zazwyczaj się pojawiają.
Należy jednak odnotować: niektórzy tradycjonaliści wyciągnęli jakieś wnioski i
odbyli jednodniowy post jako zadośćuczynienie za to bezeceństwo dokonane przez
Bergoglio, co jednak wydaje się dość mizerne w obliczu tak prowokacyjnego
bałwochwalstwa do jakiego doszło w Watykanie. I rzecz jasna nic się nie
zmieniło pomimo jednodniowej, tradycjonalistycznej ekspiacji. Niemniej jednak
tradycjonaliści ci są usatysfakcjonowani, ponieważ przynajmniej u nich, w ich
małym tradi-świecie znów nastał porządek i po raz kolejny uratowali kościół. Jakież
to proste w tradi-świecie!
Przy całym
oburzeniu moralnym rzadziej poruszano fakt, że urządzanie lub zezwalanie na
takie pogańskie obrzędy jest ciężkim grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu
Bożemu. Najprawdopodobniej dlatego, że miałoby to zbyt dotkliwe konsekwencje.
Taki akt bałwochwalstwa jest zawsze jednocześnie i bezdyskusyjnie apostazją,
czyli odstępstwem od wiary katolickiej. Albowiem, dla katolika istnieje tylko
jeden Bóg – Trójca Przenajświętsza, a wszystkie bożki pogańskie są demonami.
Ktokolwiek więc zwraca się do demonów, siłą rzeczy odwraca się od prawdziwego
Boga.
Pierwsi chrześcijanie
nie rzucali ziarna kadzidła na cześć cesarza, by w ten sposób uznać jego boską
godność. Lecz jeśli twój "papież" – co kuriozalne, członkowie "kościoła – dzieła rąk ludzkich" wciąż
uważają pana Bergoglio za papieża ich "Kościoła" – staje się
apostatą, bałwochwalcą, czcicielem demonów, to każdy katolik musi zadać sobie
pytanie: czy ten człowiek nadal może być Następcą Jezusa Chrystusa, a
organizacja, jakiej przewodniczy, Kościołem katolickim?
Przy takim
publicznym akcie apostazji dla każdego, kto wciąż ma oczy do patrzenia, staje
się zauważalne – tj. zupełnie oczywiste – że ta instytucja w Rzymie, która
wciąż błędnie nazywana jest Kościołem katolickim, na mocy Boskiego Objawienia
nie może być Kościołem katolickim, czyli Kościołem prawdziwego i jedynego Boga.
Instytucję tę należy raczej nazwać sektą neopogańską, której członkowie są
zawsze gotowi sami dopuszczać się bałwochwalstwa. Właściwie nie powinno to
nikogo już dziwić. W końcu dlaczegóż neopoganie nie mieliby praktykować
bałwochwalstwa – przy czym to bałwochwalstwo praktykowane przez neopogaństwo,
jest jeszcze bardziej dziwaczne niż stare pogaństwo. W neopogaństwie starożytna
wiara w bogów wymieszana jest bowiem z ezoteryzmem, okultyzmem i satanizmem.
Ostatecznie
jedyną zaskakującą i spektakularną rzeczą podczas pogańskich uroczystości w
Ogrodach Watykańskich i Bazylice Św. Piotra był beztroski, bezmyślny i radosny
udział "kardynałów", "biskupów", "księży",
"zakonnic", "zakonników" i świeckich w tych pogańskich
rytuałach. Trzeba zupełnie obiektywnie skonstatować, że bałwochwalstwo stało
się częścią "dobrego tonu" w "kościele – dziele ludzkich
rąk" – ma już bowiem swoją tradycję. Wystarczy wspomnieć o Karolu Wojtyle,
pseudonim "święty Jan Paweł II". Z jaką naturalnością brał udział w
pogańskich rytuałach lub zezwalał na ich wykonywanie! Pozwólcie, że przypomnę
wam najbardziej spektakularny przykład: w Indiach, na stadionie w New Delhi,
pan Wojtyła w oficjalnym stroju i mitrze, przyjmuje na czoło znak
"Tilak" od "kapłanki Sziwy" czyli tak zwanej "świętej
nierządnicy", co jest niczym innym jak znakiem wdzięczności dla wyznawców
Sziwy. Jest to obrzęd inicjacyjny, upamiętniający wielkiego propagatora głównej
religii Indii. Dla każdego Hindusa ten gest pana Wojtyły był aktem publicznego
odstępstwa od jego wiary. Z drugiej strony tak zwani katolicy z "kościoła
– dzieła rąk ludzkich" po prostu zignorowali ten fakt i zachowali się, jak
gdyby nic się nie wydarzyło. Dlaczego miałby się ktoś teraz denerwować kilkoma
statuetkami Pachamamy i związanymi z nimi paroma pogańskimi rytuałami? Czyż nie
jest prawdą, że po tzw. Vaticanum II wszystkie religie są drogami
zbawienia, a zatem są mniej lub bardziej dobre i właściwe?
Apostazja –
Pachamama 2019
Pomimo
oczywistości posoborowego chaosu w "kościele – dziele rąk ludzkich"
konserwatyści i tradycjonaliści jakoś nie potrafią po prostu uznać tych faktów
i wyciągnąć z nich niezbędne wnioski. Raz po raz muszą się z ich powodu
moralnie oburzać, inaczej nie czują się komfortowo. Stało się to oczywiste, gdy
powtórzono taki pogański rytuał podczas zeszłorocznego "koncertu bożonarodzeniowego"
w auli "Pawła VI".
Aula "Pawła
VI" dysponuje miejscami siedzącymi dla 6327 osób, stojących może pomieścić
do 25 000, a świąteczny koncert w Watykanie jest znaczącym wydarzeniem w
kalendarzu watykańskim. W koncertach występują międzynarodowi muzycy i gwiazdy,
a od 1993 roku emitowany jest przez wiele stacji z całego świata. Jest więc
coroczną, doniosłą mega imprezą medialną! Wprawdzie Bergoglio osobiście trzymał
się z dala od koncertu, ale był przynajmniej na krótko obecny, przy powitaniu.
Podczas koncertu
– ku zaskoczeniu wszystkich artystów i gości – na scenie pojawiła się amazońska
Indianka i wygłosiła zupełnie nie-bożonarodzeniową katechezę na temat naturalistycznej
religii Pachamamy, którą natychmiast połączyła z praktycznym zastosowaniem.
Watykanista Marco Tosatti zrelacjonował to następująco:
"W
wigilię narodzenia Jezusa Chrystusa mogliśmy zobaczyć Indiankę (z Ameryki
Łacińskiej), która zaczęła instruować wszystkich – prałatów, biskupów,
publiczność, prezentera i telewizyjną widownię – jak krzyżować ręce na
piersiach w pewnego rodzaju rytuale, jakiego raczej nie wykonali pasterze
wezwani do szopki przez anioła. A dlaczego właśnie tak? Ponieważ, jak wyjaśniła
Indianka: «Odczujecie silną wibrację. To serce, wasze serce, ale także serce
Matki Ziemi. Po drugiej stronie, tam, gdzie panuje cisza, jest duch. Duch,
który pozwala usłyszeć przesłanie Matki. Dla nas rdzennych mieszkańców, Matka
Ziemia – Hicha Gueia jest wszystkim. Ona jest Matką, która daje nam pożywienie,
świętą wodę, rośliny lecznicze. My natomiast składamy Ziemi w darze na jej
cześć: łożysko i pierwsze włosy, które ścięliśmy. Dla nas Matka Ziemia ma
fundamentalne znaczenie. Nasz związek z nią jest stały, jak odczuwanie pulsu
lub jak bicie serca»".
Na filmiku można
faktycznie zobaczyć, jak wszyscy obecni – "prałaci",
"biskupi", dziennikarze i cała publiczność – na polecenie kobiety
krzyżują ręce na piersi i wykonują wraz z nią opisany, pogański rytuał! Nie do
wiary – chciałoby się powiedzieć. Zastanówmy się co by na to powiedziano 70 lub
80 lat temu! Gdyby taki teatr miał miejsce podczas świątecznego koncertu w
Watykanie, co by pomyślał przeciętny katolik? Pomyślałby: co za stek bzdur! Czy
oni wszyscy poszaleli? Jestem katolikiem i czczę trójjedynego Boga, Stwórcę nieba
i ziemi, nie czczę Matki Ziemi, której składają w ofierze "łożysko i
pierwsze włosy, które ścięli"!
Natomiast Marco
Tosatti pyta skonsternowany: "Czy to właściwe, żeby w Wigilię Bożego
Narodzenia w Watykanie, w transmisji telewizyjnej emitowanej na cały świat,
kobieta uczyła biskupów «odczuwania ducha, który pozwala usłyszeć przesłanie
Matki Ziemi», co to właściwie jest?". Odpowiedź na pytanie jest prosta
i jasna: to najgłupszy rodzaj neopogaństwa! "Prałaci",
"biskupi", "księża" i cała publiczność wyglądają jak dzieci
w wieku przedszkolnym postępujące zgodnie z instrukcjami przedszkolanki.
Teraz ktoś
mógłby zabrać głos i zaoponować, że być może osoby odpowiedzialne nic o tym nie
wiedziały, tak samo jak rzekomo mogły nie wiedzieć w czasie Synodu
Amazońskiego, co właściwie przedstawia ta osobliwa statuetka obnażonej kobiety
w ciąży, ciągle obnoszona i wszędzie obecna. Ponieważ koncert został nagrany
już 14 grudnia, było dziesięć dni na ukrócenie skandalicznego promowania
Pachamamy i tego rytuału. Oczywiście nic takiego się nie wydarzyło, dlaczegóż
miałoby się coś wydarzyć? Dlaczego pan Bergoglio miałby się troszczyć o
konserwatywne alibi?
Ostatecznie
zastanawianie się nad tym jest całkowicie jałowe, ponieważ Bergoglio już
powiedział w związku ze skandalami na tak zwanym Synodzie Amazońskim, że całe
to wydarzenie nie ma nic wspólnego z bałwochwalstwem. Cóż – Roma locuta,
causa finita! Maksyma ta w nieco luźniejszym tłumaczeniu i po
dostosowaniu do języka Bergoglio oraz sytuacji w "kościele – dziele rąk
ludzkich" brzmiałaby: Tako rzecze Franio, i po sprawie. Po cóż
wszystkie te bełty na tango Franka czy jego bałwochwalstwo?
Przyzwyczajanie
się do kultu demona
Co właściwie
uderza w całym tym watykańskim i tradycjonalistycznym teatrze? Po raz kolejny
uderza przerażający brak znajomości historii, ten całkowity defekt pamięci.
Przy czym "pamięć" oznacza coś więcej niż tylko wspomnienie. Dla
katolika pamięć jest żywą obecnością tradycji, na podstawie której dokonuje
osądu i potępia. Przerażające jest to, że katolik – który może również uważać
się za "tradycjonalistę" – nie może już wyraźnie osądzać ani potępiać
kwestii dotyczących wiary. Są to oznaki skarłowaciałego lub zgoła martwego już
zmysłu wiary. Konsekwencją tego jest z kolei to, że treść wiary, doktryna, nie
jest już uważana za tak ważną i dlatego łatwo ją zepchnąć na bok. Do tego
dochodzi fakt, że działania sprzeczne z wiarą nie są już uznawane za takowe i
dlatego nie są już zdecydowanie i wyraźnie odrzucane. Człowiek w końcu
przyzwyczaja się już do tych wszystkich braków, owszem, przywyka już do spraw
demona, tak że coraz bardziej jest gotowy sam dokonać
bałwochwalstwa.
Audiencja u
starodawnego węża
Bożonarodzeniowy
koncert w Watykanie byłby odpowiednią okazją do ponownego zwrócenia na to
uwagi. Jakże konieczne jest to w świecie, do którego demony powróciły i teraz
dominują w coraz większej liczbie dziedzin życia! Gdy tylko przyjrzymy się
uważnie zdjęciom Bożonarodzeniowego koncertu w Watykanie, tło natychmiast
przyciąga wzrok. Jakie jest tło, jaka jest sceneria koncertu?
Dla przypomnienia:
"Koncert Bożonarodzeniowy" odbył się w auli "Pawła VI".
Mason Giovanni Battista Enrico Antonio Maria Montini alias "Paweł VI"
przez cały świat błędnie uważany za papieża Kościoła rzymskokatolickiego,
wyznaczył Piera Luigiego Nerviego w 1964 roku, do zbudowania sali audiencyjnej
na obrzeżach Watykanu. Prace rozpoczęły się w 1966 r., a budynek został "zainaugurowany"
30 czerwca 1971 r.
Jeśli się
spojrzy na budynek, nie można powstrzymać zdumienia, ponieważ ta sala wygląda
jak głowa węża zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz! Dach z zewnątrz przypomina
łukowatą głowę gada, okna po bokach jako oczy, a także pokrycie dachu
przypomina łuski. Jeśli wejdzie się do środka, wnętrze całkowicie odbiera mowę.
Widzimy groźną głowę węża z otwartym pyskiem! Powyżej łuskowaty dach, który od
wewnątrz wygląda jeszcze bardziej złowieszczo i sugestywnie niż z zewnątrz, dwa
owalne okna reprezentują oczy – a scena wygląda jak otwarty pysk z dwoma kłami,
które tworzą dwa nieco zakrzywione filary po lewej i prawej stronie sceny. Do
tego dochodzi jeszcze dostęp do sceny z widowni podobny do wystawionego języka!
Podczas
audiencji "papież" "kościoła – dzieła rąk ludzkich" stoi
lub siedzi w pysku jadowitego węża, który patrzy na obecnych gości groźnym
spojrzeniem, jakby chciał ich pożreć przy nadarzającej się okazji.
"Papież", który powinien być przedstawicielem naszego Pana Jezusa
Chrystusa, wabi swoich gości z całego świata – skradając się jak jadowity wąż,
lecz nieubłaganie – do kultu węża, do kultu szatana!
Lecz robi się
jeszcze bardziej przerażająco. Przy katechezie o Pachamamie podczas
"koncertu bożonarodzeniowego" przykuwa uwagę rzeźba w tle sceny auli,
która wygląda jak niesamowity duch. Oficjalnie mówi się, że przedstawia
Zmartwychwstałego. Twórca rzeźby, Pericle Fazzini, wyjaśnia: "Postanowiłem
przedstawić Zmartwychwstanie Chrystusa w dużym gaju oliwnym, tym spokojnym
miejscu jego ostatnich modlitw. Chrystus powstaje z krateru, który otwarła
bomba atomowa: okrutna eksplozja, wir przemocy i energii".
Przemieniło się
to w makabryczne wyobrażenie – właściwie kogo? Wielu widzów twierdzi, że jeśli
spojrzeć na osobliwą głowę makabrycznej rzeźby z pewnej perspektywy, można
dostrzec głowę węża. Inni są przekonani, że rzeźba wcale nie przedstawia
Zmartwychwstałego, lecz Bafometa, Diabła! I rzeczywiście, przyglądając się
bliżej i bardziej uważnie, widać, że to Bafomet – a "krater..., który
otworzyła bomba atomowa" jest wejściem do piekła. Teraz nikt nie
będzie w stanie zaprzeczyć, że tylko Bafomet pasuje w tej auli węża, a
dokładnie, do rzeźby w pysku węża. Ponadto pasuje do tego bogini-wąż regionu
andyjskiego "Pachamama", która jako kazirodcza pogańska bogini, jako
"matka kosmosu" poślubia swojego syna.
Łatwo sobie
wyobrazić, jak się czuli goście, słuchając świątecznego koncertu w wielkiej
sali, bez ani jednego krzyża i bez żadnego chrześcijańskiego znaku, za to pod
wejrzeniem węża i Bafometa, samego szatana – po tym, jak czule związali się z
pogańską boginią i matką kosmosu, ponieważ, jak słyszeliśmy: nasz związek z
nią jest stały, tak jak czuje się tętno, jak czuje się serce.
Mimowolnie
pojawia się pytanie, dlaczego żaden z gości nie wstał i nie wyszedł? To bardzo proste,
ponieważ wszyscy są neopoganami i już nie są katolikami!
Z języka niemieckiego tłumaczyła Iwona
Olszewska
–––––––––––––––
Przypisy:
(1) Por. 1) Ks. Anthony Cekada, a) Tradycjonaliści, nieomylność i Papież. b) Czy ekskomunikowany kardynał może zostać
wybrany na papieża? c) Bergoglio nie ma nic do
stracenia... zatem sedewakantystyczna argumentacja musi się zmienić. d) Msza w jedności z
"piratem-«papieżem»": kilka zagadnień.
e) "Stanowisko Bractwa" jako
surogat Magisterium. f) Wyznanie modernistycznej herezji pseudopapieża
bałwochwalcy ("Papa Pachamama").
2) Bp
Donald J. Sanborn, a) Herezja
i bluźnierstwo Bergoglio: "Bóg pragnie pluralizmu religii". b) Poza Kościołem nie ma
zbawienia. c) Heretyckie bluzgi Bergoglio w
Maroko. d) Jawna herezja dotycząca ewolucji dogmatu.
3) Ks. Benedict
Hughes CMRI, a) Kult człowieka. b) Neopapież
– fałszywy papież. c) Zaniechanie potępienia: Bergoglio zaniedbuje
obowiązek potępienia zła. d) Sedewakantyzm: jedyny logiczny wniosek.
e) Farsa Vaticanum II. Rzetelna ocena soboru
po pięćdziesięciu latach. f) Nowa
praktyka "dialogu". Duch apostolski zniszczony przez Vaticanum II.
g) Pożegnalne słowa do swoich
kapłanów. O spuściźnie Benedykta XVI. h) New
Age, Nowa Religia. i) A
on znowu swoje! Bergoglio wywołuje zgorszenie wśród katolików nonszalanckim
podejściem do małżeństwa. j) Papież Pius XII – w
pięćdziesiątą rocznicę śmierci.
k) Marcin Luter. Życie i dziedzictwo
arcyheretyka. l) "...ale nas zbaw ode złego...".
Czy modernistyczny kościół jest w stanie wyrzucić diabła? m) Franciszek-Bergoglio znowu
atakuje! Pokaz dwulicowości Vaticanum II.
4) "Traditio", Franciszek-Bergoglio w Ogrodach
Watykańskich przewodniczy pogańskiej ceremonii ku czci "Matki Ziemi".
5) Jérôme
Bourbon, a) Paweł VI: święty w niebie
czy pachołek piekła? b) "Synod
o rodzinie": błogosławieństwo udzielone cudzołóstwu! c) Pięćdziesiąt lat "nowej mszy":
półwiecze kataklizmu.
6) John Kenneth
Weiskittel, a) Jan Paweł
II i voodoo. b) Trzecie oko Wojtyły. Pielgrzymka Jana Pawła II do
Indii. c) Wolnomularze a kościół soborowy. d) Akta
Bugniniego. Analiza przewrotu w Kościele.
7) Patrick Henry
Omlor, a) Zbójecki Kościół. b) Jan Paweł II Apostata. c) Anna
Katarzyna Emmerich o "nowym kościele".
8) Kongregacja
Św. Inkwizycji, Wyznanie Wiary
dla heretyków przechodzących na łono Kościoła katolickiego.
9) Ks. Walenty
Gadowski, Nauka Kościoła. Wybór orzeczeń
dogmatycznych Kościoła katolickiego i jego praw kanonicznych.
10) Św. Franciszek
Ksawery, Modlitwa o nawrócenie pogan.
11) Bp Henryk
Przeździecki, Monizm.
12) Bp Michał
Nowodworski, a) Wiara i rozum. b) Liberalizm. c) Chrystianizm w walce z poganizmem.
d) Chrystianizm i materializm.
e) Bałowochwalstwo. f) Życie chrześcijańskie.
13) Ks. Kevin
Vaillancourt, Pogaństwo nadal
niepowstrzymanie szerzy się w modernistycznym Neokościele.
(Przypisy
i ilustracje od red. Ultra montes).
( PDF )
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMXX, Kraków 2020
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ:
Dzisiejsza Liturgia
J 8:21-29
Onego czasu mówił Jezus do rzesz żydowskich: «Ja odchodzę, wy zaś szukać mnie będziecie i pomrzecie w grzechu waszym. Dokąd ja idę, wy pójść nie możecie». Mówili tedy żydzi: «Czyżby się miał zabić, że mówi: Dokąd ja idę, wy pójść nie możecie?» I mówił im: «Wy jesteście z niskości, a ja z wysokości: wy jesteście z tego świata, a ja nie jestem z tego świata. Dlatego wam powiedziałem, że pomrzecie w grzechach waszych: jeśli bowiem nie uwierzycie, żem ja jest, pomrzecie w grzechu waszym».
Mówili mu tedy: «Któżeś ty jest?» Rzekł im Jezus: «Jam jest początek i tak mówię do was. Mam o was wiele do mówienia i sądzenia, a Ten, który mię posłał, godzien jest wiary. I to, co od Niego słyszałem, głoszę na świat». I nie rozumieli, że Boga nazywał Ojcem swoim. Rzekł im tedy Jezus: «Gdy podwyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, żem ja jest i że sam z siebie nic nie czynię, ale to mówię, czego mnie nauczył Ojciec. Ten, który mię posłał, jest ze mną i nie zostawił mnie samego, bo ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba».
R. Chwała Tobie, Chryste.
S. Niech słowa Ewangelii zgładzą nasze grzechy.
Antychryst i jego "papież".
Ojca E. Sylwestra Berry’ego Komentarz do Apokalipsy św. Jana
Według opinii wybitnego, dwudziestowiecznego badacza Pisma Świętego, o. E. Sylwestra Berry’ego, rozdziały 12 i 13 Apokalipsy św. Jana przepowiadają uzurpację papieskiego tronu przez fałszywego proroka Antychrysta, skutkującą wielkimi udrękami, jakie miały spaść na Kościół katolicki. O. Berry wskazuje, że to właśnie papiestwo stanowi główny cel tych, którzy usiłują ustanowić panowanie Antychrysta. Herezja, schizma i wprowadzenie na ołtarze kościołów katolickich fałszywego kultu są zatem bezpośrednim rezultatem usunięcia prawdziwego Papieża ze stolicy rzymskiej i następującej po tym okupacji Tronu Piotrowego przez siły Antychrysta.
Oto znajdujący się w pracy o. Sylwestra Berry’ego, opublikowanej 37 lat przed newralgicznym konklawe 1958 roku, scenariusz wydarzeń zdumiewająco bliskich temu, co faktycznie przydarzyło się Kościołowi i papiestwu w naszych czasach:
W poprzednim rozdziale [12] św. Jan szkicuje historię Kościoła od czasu nadejścia Antychrysta aż do końca świata. (…) W rozdziale tym ukazuje nam prawdziwą naturę konfliktu. Będzie nim wojna na śmierć i życie pomiędzy Kościołem a mocami ciemności w ich ostatecznej próbie zniszczenia Kościoła, co miało uniemożliwić powszechne królowanie Chrystusa na Ziemi.
Szatan będzie najpierw usiłował zniszczyć potęgę papiestwa i spowodować upadek Kościoła przez herezje, rozłamy i prześladowania, które muszą z pewnością nastąpić. (…) wyniesie Antychrysta i jego proroka, by wprowadzić w błąd wiernych i zniszczyć tych, którzy pozostaną niezłomni. (…) Kościół, wierna oblubienica Jezusa Chrystusa, jest przedstawiony jako niewiasta przyodziana w chwałę łaski Bożej.
(…) W tym fragmencie występuje oczywista aluzja do jakiegoś szczególnego syna Kościoła, którego moc i wpływ będą takie, że szatan będzie dążył do jego zniszczenia za wszelką cenę. Tą osobą może być nie kto inny jak wybrany wówczas Papież. Papiestwo zostanie zaatakowane przez wszystkie moce piekielne. W rezultacie Kościół doświadczy wielkich prób i nieszczęść, starając się zapewnić następcę na tronie Piotra.
Słowa św. Pawła do Tesaloniczan mogą stanowić odniesienie do papiestwa jako przeszkody dla nadejścia Antychrysta: „I wiecie, co go teraz powstrzymuje, aby się objawił w swym czasie. Już bowiem tajemnica nieprawości działa; tylko ten, co teraz powstrzymuje – niech powstrzymuje – będzie usunięty. A wtedy objawi się ów nikczemnik (…)” (II Tes. 2, 6-7).
(…) św. Jan (…) widzi na niebie czerwonego smoka z siedmioma głowami i dziesięcioma rogami (…). Smokiem jest szatan czerwony od krwi męczenników, którą wytoczy. Znaczenia siedmiu głów i dziesięciu rogów należy poszukiwać w opisie bestii, która przedstawia Antychrysta, gdzie symbolizują one królów albo światowe moce (Apokalipsa 17, 9-12). (…) szatańskie ataki na Kościół będą organizowane i przeprowadzane przez rządy i panujące siły owych czasów.
Jedynie rogi bestii Antychrysta są ozdobione diademami symbolizującymi stan królewski albo władzę panującą. Głowy naznaczone są nazwami bluźnierstwa (Apokalipsa 13, 1). Dlatego też symbolizują grzechy i błędy, jakie dotkną Kościół. (…) w tym ostatecznym boju, aby nie dopuścić do powszechnego panowania Chrystusa, wytoczone zostaną przeciw Kościołowi wszystkie formy grzechu i błędu. (…) wszystkie błędy, jakie dotknęły Kościół, można streścić w tych siedmiu: judaizm, pogaństwo, arianizm, mahometanizm, protestantyzm, racjonalizm i ateizm.
Smok jest widziany na niebie, które jest tutaj symbolem Kościoła, królestwa niebieskiego na ziemi. Oznacza to, że pierwsze niepokoje tych dni zostaną zapoczątkowane w obrębie Kościoła przez odstępczych biskupów, kapłanów i ludy – gwiazdy zrzucone na ziemię ogonem smoka.
Smok stoi przed niewiastą, gotowy pożreć dziecko mające się narodzić.Innymi słowy, moce piekielne dążą wszystkimi sposobami do zniszczenia wybranego wówczas Papieża.
Oto wybiła teraz godzina mocy ciemności. Nowonarodzony Syn Kościoła zostaje zabrany „do Boga i jego tronu”. Ledwie nowo wybrany Papież został wprowadzony na tron, kiedy został z niego strącony przez męczeństwo. „Misterium nieprawości”, stopniowo rozwijające się przez wieki, nie może osiągnąć całkowitego spełnienia, podczas gdy trwa potęga papiestwa, lecz teraz „ten, który powstrzymuje, został usunięty”. W czasie interregnum „objawi się ów nikczemnik” w swej furii skierowanej przeciw Kościołowi. [W swej interpretacji Apokalipsy o. Berry sugeruje, że dojdzie do męczeństwa Papieża natychmiast po jego wyborze, co przyśpieszy przedłużający się okres bezkrólewia, wywołując wielorakie udręki, jakie spadną na wiernych. Jednakże usunięcie prawdziwego Papieża i dotkliwe katusze znoszone przez prawowitego Najwyższego Kapłana, patrzącego bezsilnie, jak Kościół jest pustoszony przez demoniczne siły uzurpujące sobie jego urząd przez pokolenie, z pewnością mogłyby być porównane z rodzajem przedłużającego się męczeństwa].
Dzieje świadczą o tym, że najzgubniejszymi dla Kościoła okresami były czasy, gdy papieski tron był pusty, albo kiedy antypapieże współzawodniczyli z prawowitą głową Kościoła. Tak też będzie w tych złych dniach, jakie mają nadejść.
Kościół pozbawiony swego głównego pasterza musi poszukiwać azylu w samotności, gdzie będzie kierowany przez Boga Samego w czasie tych dni próby. (…) W owych dniach Kościół (…) znajdzie schronienie i ukojenie w wiernych duszach, zwłaszcza w odosobnieniu życia zakonnego.
Nasz Boski Zbawiciel ma przedstawiciela na ziemi w osobie Papieża, któremu powierzył On pełnię władzy nauczania i rządzenia. Podobnie Antychryst będzie miał swego przedstawiciela w osobie fałszywego proroka, który będzie obdarzony pełnią szatańskich sił, aby zwieść narody.
Jak wskazano przez analogię do baranka, prorok [Antychrysta] prawdopodobnie zainstaluje się w Rzymie jako pewnego rodzaju antypapież podczas wakatu papieskiego tronu (…).
(…) „ohyda spustoszenia” została wprowadzona do wielu katolickich kościołów przez heretyków i apostatów, którzy zniszczyli ołtarze, porozrzucali relikwie męczenników i zbezcześcili Przenajświętszy Sakrament. W czasie rewolucji francuskiej na ołtarzu katedry w Paryżu umieszczono lubieżną kobietę i oddawano jej cześć jako bogini rozumu. Takie wypadki w nikły sposób zapowiadają obrzydliwości, jakie zbezczeszczą kościoły w owych bolesnych dniach, gdy sam Antychryst zasiądzie na ołtarzu, aby być adorowany jak Bóg.
(…) Antychryst i jego prorok wprowadzą ceremonie naśladujące Sakramenty Kościoła. W rzeczywistości istnieć będzie pełna organizacja – kościół szatana założony w opozycji do Kościoła Chrystusowego. Szatan przywłaszczy sobie tytuł Boga Ojca; Antychryst będzie honorowany jako Zbawiciel, a jego prorok będzie uzurpował sobie rolę Papieża. Ich ceremonie będą symulacją Sakramentów (…).
Opublikowano w 1921 roku (37 lat przed kluczowym 1958 r.) przez ojca E. Sylwestra Berry’ego w książce Apokalipsa Św. Jana (The Apocalypse of St. John).
tłumaczenie: M.S.
http://www.sedevacante.eu/teksty.php?li=49
Wybór cytatów pochodzi ze stron 120-124 i 135-138 pierwszego wydania The
Apocalypse of St. John (Columbus, Ohio, 1921). Nihil obstat: Joseph
Molitor, D. D., Censor Deputatus, Imprimatur: † James J. Hartley,
Bishop of Columbus, June 15, 1921.
Według opinii wybitnego, dwudziestowiecznego badacza Pisma Świętego, o. E. Sylwestra Berry’ego, rozdziały 12 i 13 Apokalipsy św. Jana przepowiadają uzurpację papieskiego tronu przez fałszywego proroka Antychrysta, skutkującą wielkimi udrękami, jakie miały spaść na Kościół katolicki. O. Berry wskazuje, że to właśnie papiestwo stanowi główny cel tych, którzy usiłują ustanowić panowanie Antychrysta. Herezja, schizma i wprowadzenie na ołtarze kościołów katolickich fałszywego kultu są zatem bezpośrednim rezultatem usunięcia prawdziwego Papieża ze stolicy rzymskiej i następującej po tym okupacji Tronu Piotrowego przez siły Antychrysta.
Oto znajdujący się w pracy o. Sylwestra Berry’ego, opublikowanej 37 lat przed newralgicznym konklawe 1958 roku, scenariusz wydarzeń zdumiewająco bliskich temu, co faktycznie przydarzyło się Kościołowi i papiestwu w naszych czasach:
W poprzednim rozdziale [12] św. Jan szkicuje historię Kościoła od czasu nadejścia Antychrysta aż do końca świata. (…) W rozdziale tym ukazuje nam prawdziwą naturę konfliktu. Będzie nim wojna na śmierć i życie pomiędzy Kościołem a mocami ciemności w ich ostatecznej próbie zniszczenia Kościoła, co miało uniemożliwić powszechne królowanie Chrystusa na Ziemi.
Szatan będzie najpierw usiłował zniszczyć potęgę papiestwa i spowodować upadek Kościoła przez herezje, rozłamy i prześladowania, które muszą z pewnością nastąpić. (…) wyniesie Antychrysta i jego proroka, by wprowadzić w błąd wiernych i zniszczyć tych, którzy pozostaną niezłomni. (…) Kościół, wierna oblubienica Jezusa Chrystusa, jest przedstawiony jako niewiasta przyodziana w chwałę łaski Bożej.
(…) W tym fragmencie występuje oczywista aluzja do jakiegoś szczególnego syna Kościoła, którego moc i wpływ będą takie, że szatan będzie dążył do jego zniszczenia za wszelką cenę. Tą osobą może być nie kto inny jak wybrany wówczas Papież. Papiestwo zostanie zaatakowane przez wszystkie moce piekielne. W rezultacie Kościół doświadczy wielkich prób i nieszczęść, starając się zapewnić następcę na tronie Piotra.
Słowa św. Pawła do Tesaloniczan mogą stanowić odniesienie do papiestwa jako przeszkody dla nadejścia Antychrysta: „I wiecie, co go teraz powstrzymuje, aby się objawił w swym czasie. Już bowiem tajemnica nieprawości działa; tylko ten, co teraz powstrzymuje – niech powstrzymuje – będzie usunięty. A wtedy objawi się ów nikczemnik (…)” (II Tes. 2, 6-7).
(…) św. Jan (…) widzi na niebie czerwonego smoka z siedmioma głowami i dziesięcioma rogami (…). Smokiem jest szatan czerwony od krwi męczenników, którą wytoczy. Znaczenia siedmiu głów i dziesięciu rogów należy poszukiwać w opisie bestii, która przedstawia Antychrysta, gdzie symbolizują one królów albo światowe moce (Apokalipsa 17, 9-12). (…) szatańskie ataki na Kościół będą organizowane i przeprowadzane przez rządy i panujące siły owych czasów.
Jedynie rogi bestii Antychrysta są ozdobione diademami symbolizującymi stan królewski albo władzę panującą. Głowy naznaczone są nazwami bluźnierstwa (Apokalipsa 13, 1). Dlatego też symbolizują grzechy i błędy, jakie dotkną Kościół. (…) w tym ostatecznym boju, aby nie dopuścić do powszechnego panowania Chrystusa, wytoczone zostaną przeciw Kościołowi wszystkie formy grzechu i błędu. (…) wszystkie błędy, jakie dotknęły Kościół, można streścić w tych siedmiu: judaizm, pogaństwo, arianizm, mahometanizm, protestantyzm, racjonalizm i ateizm.
Smok jest widziany na niebie, które jest tutaj symbolem Kościoła, królestwa niebieskiego na ziemi. Oznacza to, że pierwsze niepokoje tych dni zostaną zapoczątkowane w obrębie Kościoła przez odstępczych biskupów, kapłanów i ludy – gwiazdy zrzucone na ziemię ogonem smoka.
Smok stoi przed niewiastą, gotowy pożreć dziecko mające się narodzić.Innymi słowy, moce piekielne dążą wszystkimi sposobami do zniszczenia wybranego wówczas Papieża.
Oto wybiła teraz godzina mocy ciemności. Nowonarodzony Syn Kościoła zostaje zabrany „do Boga i jego tronu”. Ledwie nowo wybrany Papież został wprowadzony na tron, kiedy został z niego strącony przez męczeństwo. „Misterium nieprawości”, stopniowo rozwijające się przez wieki, nie może osiągnąć całkowitego spełnienia, podczas gdy trwa potęga papiestwa, lecz teraz „ten, który powstrzymuje, został usunięty”. W czasie interregnum „objawi się ów nikczemnik” w swej furii skierowanej przeciw Kościołowi. [W swej interpretacji Apokalipsy o. Berry sugeruje, że dojdzie do męczeństwa Papieża natychmiast po jego wyborze, co przyśpieszy przedłużający się okres bezkrólewia, wywołując wielorakie udręki, jakie spadną na wiernych. Jednakże usunięcie prawdziwego Papieża i dotkliwe katusze znoszone przez prawowitego Najwyższego Kapłana, patrzącego bezsilnie, jak Kościół jest pustoszony przez demoniczne siły uzurpujące sobie jego urząd przez pokolenie, z pewnością mogłyby być porównane z rodzajem przedłużającego się męczeństwa].
Dzieje świadczą o tym, że najzgubniejszymi dla Kościoła okresami były czasy, gdy papieski tron był pusty, albo kiedy antypapieże współzawodniczyli z prawowitą głową Kościoła. Tak też będzie w tych złych dniach, jakie mają nadejść.
Kościół pozbawiony swego głównego pasterza musi poszukiwać azylu w samotności, gdzie będzie kierowany przez Boga Samego w czasie tych dni próby. (…) W owych dniach Kościół (…) znajdzie schronienie i ukojenie w wiernych duszach, zwłaszcza w odosobnieniu życia zakonnego.
Nasz Boski Zbawiciel ma przedstawiciela na ziemi w osobie Papieża, któremu powierzył On pełnię władzy nauczania i rządzenia. Podobnie Antychryst będzie miał swego przedstawiciela w osobie fałszywego proroka, który będzie obdarzony pełnią szatańskich sił, aby zwieść narody.
Jak wskazano przez analogię do baranka, prorok [Antychrysta] prawdopodobnie zainstaluje się w Rzymie jako pewnego rodzaju antypapież podczas wakatu papieskiego tronu (…).
(…) „ohyda spustoszenia” została wprowadzona do wielu katolickich kościołów przez heretyków i apostatów, którzy zniszczyli ołtarze, porozrzucali relikwie męczenników i zbezcześcili Przenajświętszy Sakrament. W czasie rewolucji francuskiej na ołtarzu katedry w Paryżu umieszczono lubieżną kobietę i oddawano jej cześć jako bogini rozumu. Takie wypadki w nikły sposób zapowiadają obrzydliwości, jakie zbezczeszczą kościoły w owych bolesnych dniach, gdy sam Antychryst zasiądzie na ołtarzu, aby być adorowany jak Bóg.
(…) Antychryst i jego prorok wprowadzą ceremonie naśladujące Sakramenty Kościoła. W rzeczywistości istnieć będzie pełna organizacja – kościół szatana założony w opozycji do Kościoła Chrystusowego. Szatan przywłaszczy sobie tytuł Boga Ojca; Antychryst będzie honorowany jako Zbawiciel, a jego prorok będzie uzurpował sobie rolę Papieża. Ich ceremonie będą symulacją Sakramentów (…).
Opublikowano w 1921 roku (37 lat przed kluczowym 1958 r.) przez ojca E. Sylwestra Berry’ego w książce Apokalipsa Św. Jana (The Apocalypse of St. John).
tłumaczenie: M.S.
http://www.sedevacante.eu/teksty.php?li=49
Wybór cytatów pochodzi ze stron 120-124 i 135-138 pierwszego wydania The
Apocalypse of St. John (Columbus, Ohio, 1921). Nihil obstat: Joseph
Molitor, D. D., Censor Deputatus, Imprimatur: † James J. Hartley,
Bishop of Columbus, June 15, 1921.
Czy sedewakantyzm jest przesiewaniem Papieży?
Czy sedewakantyzm jest przesiewaniem Papieży? x. Antoni Cekada
x. Antoni Cekada
Czy sedewakantyzm jest przesiewaniem Papieży?
Na początku roku 1995 opublikowałem krótką, niepolemiczną broszurkę pod tytułem Tradycjonaliści, nieomylność i papież przedstawiającą stanowisko sedewakantystyczne.1)
Warto przybliżyć termin „sedewakantyzm”. Tradycyjni katolicy na różne sposoby starali się objaśnić, jak błędy i zło oficjalnie sankcjonowanych zmian Soboru Watykańskiego II mogłyby pochodzić od tego, co wygląda jak autorytet nieomylnego Kościoła. Stanowisko sedewakantystyczne utrzymuje, że jedynym spójnym wyjaśnieniem tego stanu rzeczy jest wniosek, że – skoro błąd i zło nie mogą pochodzić od autorytetu niezniszczalnego i nieomylnego Kościoła – to duchowni, którzy promulgowali te zmiany – od papieża w dół – w pewnym momencie utracili swój urząd i autorytet poprzez osobistą herezję.2)
Ostatnia uwaga może zaskoczyć wielu katolików. Ale szereg przedsoborowych teologów i kanonistów, jak również co najmniej dwóch papieży (Innocenty III i Paweł IV), dopuszcza zasadę za tym stojącą: że papież, jako osoba prywatna, może odpaść od wiary i stać się heretykiem. Gdy jego odszczepieństwo staje się jawne, papież taki automatycznie (ipso facto) traci swój urząd i autorytet.
Przytoczyłem liczne ustępy dotyczące tego punktu w Tradycjonaliści, nieomylność i papież. Ku memu zdziwieniu broszurka okazała się bardzo popularna i nadal jest szeroko rozpowszechniana po całym świecie.
W październiku 1995 roku oficjalne wydawnictwo Bractwa Św. Piusa X w Stanach Zjednoczonych, pismo „The Angelus”, wydrukowało artykuł Władysława Szijarty pod tytułem Przesiewanie papieży: problemy z sedewakantyzmem.
Pan Szijarto napisał Przesiewanie papieży3) w odpowiedzi na moją broszurkę. Ponieważ Bractwo promowało i promuje artykuł pana Szijarty jako pewnego rodzaju ostateczne obalenie mojego studium i ponieważ pan Szijarto sam poprosił mnie o skomentowanie, należy się publiczna odpowiedź.
Przeciętny świecki, który przeczyta artykuł pana Szijarty, może uznać, iż wywiera on ogromne wrażenie, lub że przynajmniej wprawia w onieśmielenie. Główny tekst nafaszerowany jest łacińskimi cytatami – a kim jest zwykły świecki, by dyskutował z łacińskimi cytatami? Monumentalnie brzmiące zasady ogólne są stwierdzane z dużą dozą pewności siebie. Przypisy, zdania złożone, wydumane słownictwo („kryteriologicznie”, „ontologicznie”) i pozornie erudycyjne spieranie się o szczegóły (np. siłowanie się na ręce nad tym, jak przetłumaczyć quoad nos) tworzą atmosferę, którą przeciętny wierny kojarzy z uczoną intelektualną rozprawą.
Ale ten świecki nie powinien czuć się onieśmielony przez to wszystko. Łacińskie cytaty, przypisy i wydumany żargon czasami są tylko kamuflażem dla tego, co przy bliższym przyjrzeniu się, okazuje się być nie tylko po prostu złym argumentem, ale nonsensem na szczudłach.
Przewinienia p. Szijarty są rozliczne: niewłaściwie przedstawia on stanowiska przeciwników, gromadzi stertę wręcz bezpodstawnych założeń dotyczących rozmaitych szczegółów prawa kościelnego i eklezjologii, niewłaściwie tłumaczy i stosuje twierdzenia swych źródeł, dostarcza niedokładnych i niesprawdzalnych cytatów4), dorzuca świętoszkowate ataki osobiste, próbuje ośmieszyć wszystkich sedewakantystów niedorzecznymi opiniami utrzymywanymi tylko przez garstkę i „pompuje” (wyolbrzymia) autorytet opinii utrzymywanej przez teologa Jana od św. Tomasza.
Grzechem głównym p. Szijarty jest ciąg zasad, które zakłada na początku swego artykułu i z których robi podstawę całego swego rozumowania. Pan Szijarto nie tylko wymierzył te zasady w sedewakantystyczną kukłę własnego projektu, ale również stworzył je sam na podstawie wyrwanego z kontekstu cytatu, który i niewłaściwie zastosował, i niewłaściwie przetłumaczył. Już samo to zadaje śmiertelny cios jego argumentacji.
Ponieważ jednak jego artykuł zawiera liczne zasadnicze błędy innego rodzaju, tu zmierzymy się z czterema punktami: (1) fałszywe pierwsze zasady, które pan Szijarto przedstawia na temat „determinacji”, że papież automatycznie utracił urząd. (2) niewłaściwe zastosowanie nauczania teologów o „faktach dogmatycznych”. (3) stworzenie nieistniejącego konfliktu między sedewakantyzmem a doktryną o niezniszczalności Kościoła. (4) wyolbrzymianie [znaczenia] Jana od św. Tomasza.
I. Fałszywe pierwsze zasady
W pierwszym akapicie swego artykułu pan Szijarto przyznaje, że powszechnym nauczaniem teologów jest to, że papież, który odpada od wiary lub staje się heretykiem, gdy tylko ów fakt staje się jawny, automatycznie traci swój urząd5). Następnie dodaje:
Jednakże katolicy nie mają prawa dokonać determinacji sami, jeśli chodzi o fakt zaistnienia złożenia z urzędu w ten sposób.
Choć jawna herezja ontologicznie skutkowałaby złożeniem ipso facto, determinacja musiałaby być dokonana przez Kościół powszechny wobec tego właśnie faktu określonego wyrażeniem ipso facto – najprawdopodobniej poprzez deklarację Soboru Powszechnego – zanim poszczególni katolicy mogliby dojść do wniosku kryteriologicznie…
[Kościół] musiałby tak postąpić, zanim katolicy mogliby dokonać tej determinacji za siebie. [Podkreślenie jego]
Twierdzenia te, wydane z taką pewnością siebie, są bzdurą.
A. Kukła „determinacji”
Pan Szijarto, po pierwsze, ustawił kukłę, stosując wieloznaczny termin – „determinacja” – do dwóch całkowicie różnych rzeczy, które następnie sam błędnie zrównuje: (1) wniosek poszczególnego sedewakantysty, że Stolica Apostolska wakuje oraz (2) formalną prawną deklarację Soboru Powszechnego, że Stolica Apostolska wakuje.
Jest to sprytna sztuczka, ale fundamentalnie nieuczciwy argument – zwłaszcza wziąwszy pod uwagę moje starania pod koniec artykułu, gdzie zapewniałem czytelników, że mocny osobisty wniosek dotyczący wakatu Stolicy Apostolskiej nie jest i nie może być tym samym, co autorytatywna deklaracja ze strony Kościoła.
B. Nieuzasadnione twierdzenia
Pierwsze z dwóch wyżej przytoczonych twierdzeń p. Szijarty jest nieuzasadnione. Gdzie na przykład jest lista autorytetów, na których opiera się jego daleko idące powszechne twierdzenie, że katolicy „nie mają prawa” „determinować” (tj. wnioskować), że nastąpiło złożenie? Gdzie są wszyscy kanoniści, którzy powiedzieli z panem Szijarto, że „determinacja” ze strony Kościoła powszechnego musiałaby nastąpić, zanim poszczególni katolicy mogliby „kryteriologicznie” – cokolwiek to znaczy – dojść do tego wniosku?
C. Niewłaściwie zastosowane błędne tłumaczenie
Jeśli chodzi o trzecie wyżej wymienione twierdzenie, p. Szijarto przytacza w przypisie teologa Hervégo, podając oryginał łaciński i tłumaczenie angielskie.
Nawet na pierwszy rzut oka cytat w przypisie z Hervégo wygląda na niezwiązany z twierdzeniem w głównym tekście p. Szijarty. Pan Szijarto mówi o tym, kto miałby dokonywać „determinacyj”. Hervé, z drugiej strony, wydaje się omawiać kanoniczną techniczną stronę tego, jak urząd bezprawnie zajmowany, wpierw musi być oficjalnie ogłoszony jako wakujący przed wszczęciem wyboru – jedno o niebie, drugie o chlebie, innymi słowy.
Już samo to jest wystarczająco niedobre. Porównanie tłumaczenia p. Szijarty z łaciną i odnalezienie go w oryginalnym dziele pokazuje jednak, że p. Szijarto wyrwał cytat z kontekstu, niewłaściwie go zastosował i następnie błędnie go przetłumaczył.
Cytat z Hervégo nie pochodzi, co zakłada artykuł p. Szijarty, z dyskusji o tym, kto ma prawo „określić”, że papież utracił urząd. Pochodzi on natomiast z długiego wywodu teologa odpierającego argumenty koncyliaryzmu – herezji głoszącej, że Sobór Powszechny Kościoła stoi ponad papieżem.
Kontekst w dziele Hervégo jest następujący6): (I) Obalenie ogólnego twierdzenia heretyków za wyższością soboru. (II) Obalenie ich błędnego przedstawienia Soboru w Konstancji. (III) Czy Sobór, niezależnie od papieża, może określić cokolwiek o osobie papieża, co dotyczy: (1) jego wyboru lub (2) jego złożenia.
W kwestii złożenia Hervé wykłada ogólną zasadę głoszącą, że Sobór Powszechny w żaden sposób i z żadnego powodu nie może złożyć papieża z urzędu. Hervé w pewnym szczególe wyjaśnia, dlaczego Sobór nie może tego dokonać na podstawie (a) moralnego zepsucia papieża, (b) [jego] herezji czy (c) wątpliwego wyboru.
Odnośnie do herezji Hervé streszcza standardowe nauczanie teologów przytoczonych w tak wielu traktatach sedewakantystycznych – poprzez herezję papież stawia się poza Kościołem i ipso facto traci urząd. Hervé następnie wraca do wyjaśnienia roli Soboru Powszechnego w tym wszystkim:
W takim przypadku Sobór (Kościół) miałby tylko prawo ogłosić jego stolicę pustą, tak aby zwyczajni elektorzy mogli bezpiecznie przejść do wyboru.
Innymi słowy, Sobór Powszechny nie może nic więcej wobec heretyckiego papieża, jak tylko ogłosić wakat jego stolicy.
Pan Szijarto jednakże błędnie tłumaczy łacinę i umieszcza „tylko” przed niewłaściwym słowem7), w ten sposób całkowicie zmieniając znaczenie fragmentu na to, co następuje:
W takim przypadku tylko Sobór (Kościół) miałby prawo ogłosić jego stolicę pustą, tak aby zwyczajni elektorzy mogli bezpiecznie przejść do wyboru.
Zachodzi, rzecz jasna, ogromna różnica między powiedzeniem „tylko Sobór” ma prawo ogłosić wakat stolicy, a powiedzeniem, że Sobór „miałby tylko prawo” ogłosić wakat stolicy.
Punkt wyjścia dla całego wywodu p. Szijarty – „dokonywanie determinacyj” – jest więc oparty na błędnym tłumaczeniu.
II. Fakty dogmatyczne
Druga zasada, którą p. Szijarto przytacza przeciwko sedewakantyzmowi, dotyczy „faktów dogmatycznych”.
Ogólnie biorąc, fakt dogmatyczny jest pewnym faktem tak ściśle związanym z dogmatem, że jest konieczny, by ustalić lub właściwie wyjaśnić ów dogmat.8)
Teologowie zaliczają prawowitość papieża czy Soboru Powszechnego do faktów dogmatycznych, ponieważ tylko prawowity papież lub sobór może ustanowić dogmat.
Teologowie uczą także, że Kościół jest nieomylny, gdy określa, że poszczególny papież czy Sobór Powszechny jest prawowity. Gdyby było inaczej, dogmaty byłyby zagrożone.
Na przykład kwestionowanie prawowitości Piusa IX stanowiłoby zagrożenie dla dogmatu Niepokalanego Poczęcia, który uroczyście zdefiniował. Podobnie podawanie w wątpliwość prawowitości Soboru Trydenckiego podkopałoby dogmaty, które zdefiniował on w odniesieniu do Ofiary Mszy.
Pan Szijarto przedstawia sedewakantyzm tak, jakby był z tym na bakier. Nieomylność faktów dogmatycznych – mówi – z góry gwarantuje prawowitość papieża. Sedewakantyści rozumują od tyłu, od dostrzeżonego „fałszywego” nauczania do nieprawowitości papieża, umożliwiając każdemu podawanie w wątpliwość prawowitości któregokolwiek papieża, przed- czy posoborowego. To powoduje, że wszelkie pojęcie nieomylności staje się niemożliwe.
A. O niebie i o chlebie
Pan Szijarto jest tu winnym tego, co logicy nazywają błędem ignorantia elenchi – argumentowaniem przeciwko niebu, gdy wszyscy inni mówią o chlebie.
Jego argument zakłada, że sedewakantyści orzekają swoje stanowisko na podstawie kwestionowania wstecz prawowitości wyboru Pawła VI. Tak naprawdę rzecz się ma inaczej.
Montini mógł rzeczywiście być prawowicie wybrany na papieża; ja sam nie widziałem żadnych przekonujących argumentów przeciwko temu. Moim zdaniem, jak i zdaniem większości sedewakantystów, problemy z prawowitością Pawła VI dotyczą nie tyle jego wyboru, ile utraty urzędu po wyborze.
Ten problem nie ma zupełnie nic wspólnego z nieomylnością i faktami dogmatycznymi.
B. Brakujący składnik
Pan Szijarto przytacza następujący ustęp z Hervégo, jako próbę ostatecznego udowodnienia swego twierdzenia o faktach dogmatycznych:
Jakiemu dobru służyłoby wyznawanie nieomylnego autorytetu Soborów Ekumenicznych czy Rzymskich Biskupów w abstrakcie, jeśli dozwolone byłoby utrzymywać wątpliwości co do prawowitości jakiegokolwiek Soboru czy Papieża?9)
Znowu p. Szijarto wyciąga coś z kontekstu. Dwa zdania przed powyższym cytatem Hervé zauważa, że fakt dogmatyczny dotyczący prawowitości soboru lub papieża jest zasadniczo historyczny10). Nieomylność Kościoła w tym zakresie wyklucza kwestionowanie prawowitości minionych Soborów Powszechnych czy pontyfikatów, które Kościół zawsze przyjmował jako prawowite.
W 1965 roku, na przykład, żaden katolik nie mógł utrzymywać, że Pius IX był nieprawowicie wybrany lub że Sobór Trydencki był nieprawowicie zwołany oraz że orzeczenia jednego czy drugiego były zatem w jakiś sposób niewiążące. Nieomylność Kościoła co do tych faktów historycznych, jako że są związane z jego dogmatami, zapobiegała wszelkiemu błędowi wobec prawowitości.
Ale historia w 1965 roku była inna z Pawłem VI. Choć zmarły papież nie może „utracić” prawowitości (tj. utracić urzędu), żyjący jak najbardziej może. Traci ją, jeśli odpadnie od wiary katolickiej i to odpadnięcie stanie się jawne. To jest to, jak utrzymują sedewakantyści, co stało się z Pawłem VI.
Zasada ta, co przyznaje sam p. Szijarto, jest powszechnym nauczaniem teologów. Narzeka jednak, że sedewakantyści stosują ją a posteriori (po fakcie). Oczywiście, że tak – to tak właśnie ma to działać według wszystkich autorytetów.
Jeśli P. Szijarto twierdzi, że zasada automatycznej utraty urzędu za herezję w jakiś sposób podkopuje nieomylność Kościoła dotyczącą faktów dogmatycznych, wówczas jego spór nie jest z sedewakantystami, ale z kanonistami i teologami wielkiego kalibru, takimi jak św. Antonin, św. Robert Bellarmin, św. Alfons, Wilhelm, Badii, Prümmer, Wernz-Vidal, Beste, Vermeersch-Creusen, Maroto, Coronata i Regatillo11). My, sedewakantyści, jedynie stosujemy ich nauczanie do Pawła VI.
C. Wykreśleni Papieże
Na podstawie swego wadliwego rozumienia natury faktu dogmatycznego p. Szijarto dowodzi, że sedewakantyzm umożliwia kwestionowanie prawowitości któregokolwiek papieża w historii (np. Piusa XII, Piusa XI, Benedykta XV, Piusa IX, nawet św. Piotra), nie tylko posoborowych.
Ale skoro fakt dogmatyczny prawowitości jest (jak widzieliśmy) zasadniczo historyczny, pozycja Piusa XII i jego poprzedników jest niepodważalna. Zarazem nieomylność Kościoła dotycząca prawowitości przeszłych papieży nie zabrania nikomu, by utrzymywał, że żyjący papież utracił urząd – co uczynili sedewakantyści w czasach Pawła VI.
Pozytywnym aspektem tego jest to, że błąd p. Szijarty przynajmniej przydał się na dość zabawne ilustracje12) w śmiertelnie ponurym „Angelusie”, gdzie większość humoru sprawia wrażenie mimowolnego.
D. Który dogmat jest w niebezpieczeństwie?
Jednym z powodów, dla których Kościół jest nieomylny w faktach dogmatycznych dotyczących prawowitości, jest – jak powiedzieliśmy – to, że dogmaty katolickie byłyby w przeciwnym razie zagrożone.
Które „katolickie dogmaty” ogłoszone przez Pawła VI i Jana Pawła II są zagrożone przez kwestionowanie ich prawowitości? To, że niekatolickie sekty są środkami zbawienia? To, że wszyscy ludzie są zbawieni? Że wolność sumienia jest objawiona przez Boga?
Ciekawe byłoby usłyszeć odpowiedź. Panie Szijarto?
III. Niezniszczalność
Trzecią zasadą, na którą powołuje się p. Szijarto, jest niezniszczalność Kościoła.
Jego dowodzenie przebiega w następujący sposób: tylko Kościół powszechny może dokonywać nieomylnych sądów o prawowitości papieża. Wątpliwy papież nie byłby żadnym papieżem tylko jeśli cały Kościół odciąłby się od niego. Sedewakantyzm stawia poważne wyzwania przed niezniszczalnością Kościoła, która zapobiega temu, by cały Kościół albo uznawał fałszywego papieża, albo odrzucał prawdziwego. Kościół cieszy się nieomylnością w kwestii prawowitości papieża. To pozostawia dwie alternatywy: albo soborowi papieże są prawowici, albo Kościół katolicki znajduje się tylko w grupach sedewakantystycznych.
A. Dwie sprzeczne zasady
Argument p. Szijarty zawiera dwa twierdzenia, które są domyślnie sprzeczne ze sobą:
1. Tylko jeśli cały Kościół odetnie się od papieża, jest on fałszywym papieżem (= wszyscy muszą go odrzucić).
2. Cały Kościół nie może uznawać fałszywego papieża (= część może go odrzucać, część może go uznawać).
Pierwsze zdanie zakłada, że część Kościoła nie może dłużej uznawać kogoś, kto jest fałszywym papieżem; drugie zakłada, że część Kościoła może.
Oba zdania oczywiście nie mogą być prawdziwe. Ślady pochodzenia tej sprzeczności we wnioskowaniu p. Szijarto prowadzą do…
B. Większej liczby niewłaściwie zastosowanych cytatów
Ogniwem wszelkiej dyskusji o sedewakantyźmie jest sprawa heretyckiego papieża: czy taka rzecz jest możliwa? Jeśli tak, jakie stosują się zasady? Czy Paweł VI lub Jan Paweł II mogliby być uznani za takich? Etc.
Ale p. Szijarto, raz jeszcze, przedstawia cytaty o niebie, aby odeprzeć argumenty o chlebie.
Przyjrzenie się kontekstowi pierwszych dwóch cytatów p. Szijarty (z Franzelina i Hervégo) wykazuje, że autorzy traktują nie o temacie heretyckiego papieża (papa haereticus), ale raczej o temacie wątpliwego papieża (papa dubius) – to sprawy, którymi podręczniki do eklezjologii zajmują się oddzielnie.
W obu przypadkach autorzy omawiają schizmę, a dokładnie Wielką Schizmę Zachodnią (ok. 1378-1417), gdy kilku rywalizujących papieży, każdy wspierany przez swą własną frakcję, rościł sobie prawo do Stolicy Piotrowej. „Wątpliwość” nie dotyczyła osobistej prawowierności zainteresowanych, ale kanonicznej kwestii dotyczącej tego, który z nich był rzeczywiście następcą Piotra.
W akapicie bezpośrednio poprzedzającym fragment przytoczony przez p. Szijartę i Franzelin, i Hervé omawiają kwestię heretyckiego papieża. Obaj przyznają, że heretycki papież traci urząd.13)
Nie da się sprawdzić trzeciego cytatu p. Szijarto (drugi tego rodzaju przypadek), ponieważ podaje niedokładny przypis.14) W każdym razie, skoro cytat najwyraźniej dotyczy faktów dogmatycznych, jest on (na podstawie tego, co powiedzieliśmy w części II) podobnie nieistotny w dyskusji.
C. Fałszywe alternatywy
Na końcu części o niezniszczalności p. Szijarto przedstawia jako swój wniosek dwie alternatywy: albo soborowi papieże są prawowici, albo Kościół katolicki znajduje się tylko w grupach sedewakantystycznych.
Ponieważ p. Szijarto oparł te alternatywy na sprzecznych zasadach i nieistotnych cytatach, wybór, który utworzył, jest całkowicie fałszywy.
IV. Jan od św. Tomasza
Czwarta główna część artykułu p. Szijarty poświęcona jest przytoczeniu fragmentów z hiszpańskiego teologa dominikańskiego, Jana od św. Tomasza (1589-1644).
Urywki, które przytacza p. Szijarto, głoszą w istocie, że heretycki papież prawnie pozostaje głową Kościoła, póki Sobór Powszechny nie ogłosi faktu jego herezji. Do tego momentu wszystkie działania takiego papieża są ważne.
Pan Szijarto wychwala to pod niebiosa. Jan od św. Tomasza znakomicie i pomysłowo rozwiązał problem. Tak więc, mówi p. Szijarto, rzeczywistość ontologicznie jawna zostaje pogodzona z prawnie widzialną rzeczywistością, tj. kryteriologicznie jawną – jawną w prawdziwym tego słowa znaczeniu(?).
A. Porzucone stanowisko
W dodatku nr 1 do artykułu Tradycjonaliści, nieomylność i papież przytoczyłem cytaty z dwunastu kanonistów i teologów, którzy nauczali, że jawnie heretycki papież automatycznie traci urząd15). Sześciu z nich dalej precyzowało, że ta utrata urzędu następuje bez potrzeby jakiegokolwiek oświadczenia czy orzeczenia. Autorzy ci stanowią „opinię powszechną” lub nawet „bardziej powszechną opinię”.
Omawiając Jana od św. Tomasza, p. Szijarto po prostu promuje opinię mniejszościową, którą późniejsi autorzy porzucili. Absurdalnym jest to, co robi, przedstawiając ją jako decydujący cios, który niszczy stanowisko sedewakantystyczne. Skoro kanoniści odrzucili, porzucili lub pominęli to stanowisko, musiał być ku temu powód.
Możliwe, że wyjaśnienie tego można znaleźć w następujących dwóch punktach.
B. Sprzeczność z prawem papieskim
W 1559 roku, aby zawczasu wykluczyć możliwość, by heretyk uzurpował sobie Tron Piotrowy, papież Paweł IV wydał bullę Cum ex apostolatus officio. Paweł IV zadekretował, że jeśli ktokolwiek, kto został wybrany na papieża, wcześniej odpadł od wiary katolickiej lub popadł w jakąkolwiek herezję, wówczas między innymi jego wybór byłby nieważny, nieważne byłyby jego nominacje i automatycznie utraciłby urząd bez potrzeby wydania jakiejkolwiek dalszej deklaracji (przytoczyłem odpowiedni fragment w mojej broszurce).
Opinii Jana od św. Tomasza, że potrzebna jest deklaracja, zanim papież utraci swój urząd, w oczywisty sposób nie można obronić w obliczu papieskiego prawa, które dobitnie i niejednokrotnie orzekło, że deklaracja nie jest wymagana.
C. Prawny absurd
Choć proponowanie swego rozwiązania przez Jana od św. Tomasza mogłoby być uzasadnione jakimś przepisem prawa kościelnego obowiązującego w wieku XVII, proponowanie go obecnie nie jest ani racjonalne, ani możliwe.
I Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku16), i Kodeks Jana Pawła II z 1983 roku17) (który, jak przypuszczam, przyjmuje p. Szijarto) precyzują, że tylko papież może zwołać Sobór Powszechny (Ekumeniczny). Ponadto według obu kodeksów papież ustala plan, może rozwiązać sobór oraz musi zatwierdzić i promulgować jego dekrety, aby miały siłę obowiązującą.
Jeśliby nalegać (co robi p. Szijarto), że heretycki papież traci urząd tylko po tym, jak ogłosi go takim Sobór Powszechny, prawo wymagałoby, aby doprowadzić do złożenia z urzędu heretyckiego papieża, żeby zwołał on sobór przeciwko sobie samemu, umieścił w planie obrad swe własne złożenie, a następnie zatwierdził i promulgował dekrety soboru ogłaszające jego własne złożenie.
Tego typu współpraca byłaby prawdopodobnie nierealistyczną mrzonką, nawet w epoce ekumenizmu.
Zastosowanie zasady, którą p. Szijarto proponuje, prowadzi zatem do prawnego absurdu.
* * * * *
Pan Szijarto, jak wielu apologetów obecnego stanowiska Bractwa Św. Piusa X, zajmuje się sedewakantyzmem tak, że najpierw go wypacza, a następnie próbuje obalić owo wypaczenie. Rozpoznaliśmy cztery główne problemy w jego konkretnej krytyce:
1. Fundamentalna zasada argumentu p. Szijarty (dotycząca „determinacji”) wymierzona jest przeciwko kukiełce i oparta jest na cytacie, który p. Szijarto i błędnie zastosował, i błędnie przetłumaczył.
2. Pan Szijarto niewłaściwie przedstawia naturę „faktu dogmatycznego” prawowitości.
3. Osobliwy tytuł jest przytykiem wobec sedewakantystów, którzy sprzeciwili się wyartykułowanej przez Bractwo Św. Piusa X polityce „przesiewania” wszystkich słów i czynów Pawła VI i jego następców, a następnie słuchania tylko tego, co przełożeni Bractwa uznali za „zgodne z tradycją”.
4. Tj. przypis 10 odnosi się do Hervégo, Manuale Theologiae Dogmaticae (1943) I.514, gdzie cytatu przytoczonego przez p. Szijartę nigdzie nie można znaleźć.
5. Redaktorzy „The Angelus”, należy zaznaczyć, wycofali to ustępstwo, gdy wydrukowali artykuł p. Szijarty, prawdopodobnie dlatego, ponieważ podkopuje ono linię partyjną Bractwa. Jego oryginał zaczyna się od: Teologowie powszechnie utrzymują… Poprawiona wersją zaczyna się od: Pewni teologowie utrzymują…
6. Zob. Hervé, I.498–501
7. Łacina, Hervé I.501, brzmi następująco: Tunc Concilium [Ecclesia] ius tantum haberet sedem vacantem declarandi, ut ad electionem tuto procedere possent consueti electores. Tantum (tylko, jedynie) określa czasownik haberet (miałby). Jeśli fragment oznaczał to, co twierdzi P. Szijarto, tantum znajdowałby się obok Concilium (Sobór) i rozpoczynałby się tak: Tunc Concilium tantum [Ecclesia] ius haberet…
8. Różni teologowie podają niewiele różniące się definicje terminu.
9. Cytując Hervégo, I.514.
10. Hervé I.514: Factum autem istud triplex distingui potest: 1) principaliter historicum, quo agnoscitur regula fidei, v.g., legitimitas concilii alicujus oecumenici aut Pontificis:… De duobus ultimis tantum loquimur in praesenti, cum infallibilitas Ecclesiae circa primum sponte defluat ex supradictis de concilio, de Pontifice et de ipsa Ecclesiae indefectibilitate. Podkreślenie jego.
11. Dla których [cytatów], zob. mój oryginalny artykuł.
12. Obrazkowy schemat papieży z niektórymi wykreślonymi.
13. J.B. Franzelin, De Ecclesia Christi (1907), 231: …vel spontanea defectione ab Ecclesia per manifestam et contumacem haeresim… Franzelin dodaje, że powątpiewanie, czy z powodu obietnic Chrystusowych, to rzeczywiście kiedykolwiek mogłoby nastąpić, jest nie bez racyj. P. Szijarto odtworzył cytat z Hervégo I.501 we fragmencie, który błędnie przetłumaczył.
14. Przypis 13 cytuje A. Tanquereya Synopsis Theologiae Dogmaticae (1921) I.84, gdzie przytoczonego fragmentu nie da się nigdzie znaleźć.
15. Niektórzy nawet uważali to za niemożliwe, by Bóg kiedykolwiek dopuścił taką rzecz.
16. Zob. kanon 222 nn.
17. Zob. kanon 338 nn.
(„Sacerdotium” nr 16, wiosna 1996)
Tłumaczył z języka angielskiego Łukasz Paczuski. Źródło: traditionalmass.org.
x. Antoni Cekada
Czy sedewakantyzm jest przesiewaniem Papieży?
Na początku roku 1995 opublikowałem krótką, niepolemiczną broszurkę pod tytułem Tradycjonaliści, nieomylność i papież przedstawiającą stanowisko sedewakantystyczne.1)
Warto przybliżyć termin „sedewakantyzm”. Tradycyjni katolicy na różne sposoby starali się objaśnić, jak błędy i zło oficjalnie sankcjonowanych zmian Soboru Watykańskiego II mogłyby pochodzić od tego, co wygląda jak autorytet nieomylnego Kościoła. Stanowisko sedewakantystyczne utrzymuje, że jedynym spójnym wyjaśnieniem tego stanu rzeczy jest wniosek, że – skoro błąd i zło nie mogą pochodzić od autorytetu niezniszczalnego i nieomylnego Kościoła – to duchowni, którzy promulgowali te zmiany – od papieża w dół – w pewnym momencie utracili swój urząd i autorytet poprzez osobistą herezję.2)
Ostatnia uwaga może zaskoczyć wielu katolików. Ale szereg przedsoborowych teologów i kanonistów, jak również co najmniej dwóch papieży (Innocenty III i Paweł IV), dopuszcza zasadę za tym stojącą: że papież, jako osoba prywatna, może odpaść od wiary i stać się heretykiem. Gdy jego odszczepieństwo staje się jawne, papież taki automatycznie (ipso facto) traci swój urząd i autorytet.
Przytoczyłem liczne ustępy dotyczące tego punktu w Tradycjonaliści, nieomylność i papież. Ku memu zdziwieniu broszurka okazała się bardzo popularna i nadal jest szeroko rozpowszechniana po całym świecie.
W październiku 1995 roku oficjalne wydawnictwo Bractwa Św. Piusa X w Stanach Zjednoczonych, pismo „The Angelus”, wydrukowało artykuł Władysława Szijarty pod tytułem Przesiewanie papieży: problemy z sedewakantyzmem.
Pan Szijarto napisał Przesiewanie papieży3) w odpowiedzi na moją broszurkę. Ponieważ Bractwo promowało i promuje artykuł pana Szijarty jako pewnego rodzaju ostateczne obalenie mojego studium i ponieważ pan Szijarto sam poprosił mnie o skomentowanie, należy się publiczna odpowiedź.
Przeciętny świecki, który przeczyta artykuł pana Szijarty, może uznać, iż wywiera on ogromne wrażenie, lub że przynajmniej wprawia w onieśmielenie. Główny tekst nafaszerowany jest łacińskimi cytatami – a kim jest zwykły świecki, by dyskutował z łacińskimi cytatami? Monumentalnie brzmiące zasady ogólne są stwierdzane z dużą dozą pewności siebie. Przypisy, zdania złożone, wydumane słownictwo („kryteriologicznie”, „ontologicznie”) i pozornie erudycyjne spieranie się o szczegóły (np. siłowanie się na ręce nad tym, jak przetłumaczyć quoad nos) tworzą atmosferę, którą przeciętny wierny kojarzy z uczoną intelektualną rozprawą.
Ale ten świecki nie powinien czuć się onieśmielony przez to wszystko. Łacińskie cytaty, przypisy i wydumany żargon czasami są tylko kamuflażem dla tego, co przy bliższym przyjrzeniu się, okazuje się być nie tylko po prostu złym argumentem, ale nonsensem na szczudłach.
Przewinienia p. Szijarty są rozliczne: niewłaściwie przedstawia on stanowiska przeciwników, gromadzi stertę wręcz bezpodstawnych założeń dotyczących rozmaitych szczegółów prawa kościelnego i eklezjologii, niewłaściwie tłumaczy i stosuje twierdzenia swych źródeł, dostarcza niedokładnych i niesprawdzalnych cytatów4), dorzuca świętoszkowate ataki osobiste, próbuje ośmieszyć wszystkich sedewakantystów niedorzecznymi opiniami utrzymywanymi tylko przez garstkę i „pompuje” (wyolbrzymia) autorytet opinii utrzymywanej przez teologa Jana od św. Tomasza.
Grzechem głównym p. Szijarty jest ciąg zasad, które zakłada na początku swego artykułu i z których robi podstawę całego swego rozumowania. Pan Szijarto nie tylko wymierzył te zasady w sedewakantystyczną kukłę własnego projektu, ale również stworzył je sam na podstawie wyrwanego z kontekstu cytatu, który i niewłaściwie zastosował, i niewłaściwie przetłumaczył. Już samo to zadaje śmiertelny cios jego argumentacji.
Ponieważ jednak jego artykuł zawiera liczne zasadnicze błędy innego rodzaju, tu zmierzymy się z czterema punktami: (1) fałszywe pierwsze zasady, które pan Szijarto przedstawia na temat „determinacji”, że papież automatycznie utracił urząd. (2) niewłaściwe zastosowanie nauczania teologów o „faktach dogmatycznych”. (3) stworzenie nieistniejącego konfliktu między sedewakantyzmem a doktryną o niezniszczalności Kościoła. (4) wyolbrzymianie [znaczenia] Jana od św. Tomasza.
I. Fałszywe pierwsze zasady
W pierwszym akapicie swego artykułu pan Szijarto przyznaje, że powszechnym nauczaniem teologów jest to, że papież, który odpada od wiary lub staje się heretykiem, gdy tylko ów fakt staje się jawny, automatycznie traci swój urząd5). Następnie dodaje:
Jednakże katolicy nie mają prawa dokonać determinacji sami, jeśli chodzi o fakt zaistnienia złożenia z urzędu w ten sposób.
Choć jawna herezja ontologicznie skutkowałaby złożeniem ipso facto, determinacja musiałaby być dokonana przez Kościół powszechny wobec tego właśnie faktu określonego wyrażeniem ipso facto – najprawdopodobniej poprzez deklarację Soboru Powszechnego – zanim poszczególni katolicy mogliby dojść do wniosku kryteriologicznie…
[Kościół] musiałby tak postąpić, zanim katolicy mogliby dokonać tej determinacji za siebie. [Podkreślenie jego]
Twierdzenia te, wydane z taką pewnością siebie, są bzdurą.
A. Kukła „determinacji”
Pan Szijarto, po pierwsze, ustawił kukłę, stosując wieloznaczny termin – „determinacja” – do dwóch całkowicie różnych rzeczy, które następnie sam błędnie zrównuje: (1) wniosek poszczególnego sedewakantysty, że Stolica Apostolska wakuje oraz (2) formalną prawną deklarację Soboru Powszechnego, że Stolica Apostolska wakuje.
Jest to sprytna sztuczka, ale fundamentalnie nieuczciwy argument – zwłaszcza wziąwszy pod uwagę moje starania pod koniec artykułu, gdzie zapewniałem czytelników, że mocny osobisty wniosek dotyczący wakatu Stolicy Apostolskiej nie jest i nie może być tym samym, co autorytatywna deklaracja ze strony Kościoła.
B. Nieuzasadnione twierdzenia
Pierwsze z dwóch wyżej przytoczonych twierdzeń p. Szijarty jest nieuzasadnione. Gdzie na przykład jest lista autorytetów, na których opiera się jego daleko idące powszechne twierdzenie, że katolicy „nie mają prawa” „determinować” (tj. wnioskować), że nastąpiło złożenie? Gdzie są wszyscy kanoniści, którzy powiedzieli z panem Szijarto, że „determinacja” ze strony Kościoła powszechnego musiałaby nastąpić, zanim poszczególni katolicy mogliby „kryteriologicznie” – cokolwiek to znaczy – dojść do tego wniosku?
C. Niewłaściwie zastosowane błędne tłumaczenie
Jeśli chodzi o trzecie wyżej wymienione twierdzenie, p. Szijarto przytacza w przypisie teologa Hervégo, podając oryginał łaciński i tłumaczenie angielskie.
Nawet na pierwszy rzut oka cytat w przypisie z Hervégo wygląda na niezwiązany z twierdzeniem w głównym tekście p. Szijarty. Pan Szijarto mówi o tym, kto miałby dokonywać „determinacyj”. Hervé, z drugiej strony, wydaje się omawiać kanoniczną techniczną stronę tego, jak urząd bezprawnie zajmowany, wpierw musi być oficjalnie ogłoszony jako wakujący przed wszczęciem wyboru – jedno o niebie, drugie o chlebie, innymi słowy.
Już samo to jest wystarczająco niedobre. Porównanie tłumaczenia p. Szijarty z łaciną i odnalezienie go w oryginalnym dziele pokazuje jednak, że p. Szijarto wyrwał cytat z kontekstu, niewłaściwie go zastosował i następnie błędnie go przetłumaczył.
Cytat z Hervégo nie pochodzi, co zakłada artykuł p. Szijarty, z dyskusji o tym, kto ma prawo „określić”, że papież utracił urząd. Pochodzi on natomiast z długiego wywodu teologa odpierającego argumenty koncyliaryzmu – herezji głoszącej, że Sobór Powszechny Kościoła stoi ponad papieżem.
Kontekst w dziele Hervégo jest następujący6): (I) Obalenie ogólnego twierdzenia heretyków za wyższością soboru. (II) Obalenie ich błędnego przedstawienia Soboru w Konstancji. (III) Czy Sobór, niezależnie od papieża, może określić cokolwiek o osobie papieża, co dotyczy: (1) jego wyboru lub (2) jego złożenia.
W kwestii złożenia Hervé wykłada ogólną zasadę głoszącą, że Sobór Powszechny w żaden sposób i z żadnego powodu nie może złożyć papieża z urzędu. Hervé w pewnym szczególe wyjaśnia, dlaczego Sobór nie może tego dokonać na podstawie (a) moralnego zepsucia papieża, (b) [jego] herezji czy (c) wątpliwego wyboru.
Odnośnie do herezji Hervé streszcza standardowe nauczanie teologów przytoczonych w tak wielu traktatach sedewakantystycznych – poprzez herezję papież stawia się poza Kościołem i ipso facto traci urząd. Hervé następnie wraca do wyjaśnienia roli Soboru Powszechnego w tym wszystkim:
W takim przypadku Sobór (Kościół) miałby tylko prawo ogłosić jego stolicę pustą, tak aby zwyczajni elektorzy mogli bezpiecznie przejść do wyboru.
Innymi słowy, Sobór Powszechny nie może nic więcej wobec heretyckiego papieża, jak tylko ogłosić wakat jego stolicy.
Pan Szijarto jednakże błędnie tłumaczy łacinę i umieszcza „tylko” przed niewłaściwym słowem7), w ten sposób całkowicie zmieniając znaczenie fragmentu na to, co następuje:
W takim przypadku tylko Sobór (Kościół) miałby prawo ogłosić jego stolicę pustą, tak aby zwyczajni elektorzy mogli bezpiecznie przejść do wyboru.
Zachodzi, rzecz jasna, ogromna różnica między powiedzeniem „tylko Sobór” ma prawo ogłosić wakat stolicy, a powiedzeniem, że Sobór „miałby tylko prawo” ogłosić wakat stolicy.
Punkt wyjścia dla całego wywodu p. Szijarty – „dokonywanie determinacyj” – jest więc oparty na błędnym tłumaczeniu.
II. Fakty dogmatyczne
Druga zasada, którą p. Szijarto przytacza przeciwko sedewakantyzmowi, dotyczy „faktów dogmatycznych”.
Ogólnie biorąc, fakt dogmatyczny jest pewnym faktem tak ściśle związanym z dogmatem, że jest konieczny, by ustalić lub właściwie wyjaśnić ów dogmat.8)
Teologowie zaliczają prawowitość papieża czy Soboru Powszechnego do faktów dogmatycznych, ponieważ tylko prawowity papież lub sobór może ustanowić dogmat.
Teologowie uczą także, że Kościół jest nieomylny, gdy określa, że poszczególny papież czy Sobór Powszechny jest prawowity. Gdyby było inaczej, dogmaty byłyby zagrożone.
Na przykład kwestionowanie prawowitości Piusa IX stanowiłoby zagrożenie dla dogmatu Niepokalanego Poczęcia, który uroczyście zdefiniował. Podobnie podawanie w wątpliwość prawowitości Soboru Trydenckiego podkopałoby dogmaty, które zdefiniował on w odniesieniu do Ofiary Mszy.
Pan Szijarto przedstawia sedewakantyzm tak, jakby był z tym na bakier. Nieomylność faktów dogmatycznych – mówi – z góry gwarantuje prawowitość papieża. Sedewakantyści rozumują od tyłu, od dostrzeżonego „fałszywego” nauczania do nieprawowitości papieża, umożliwiając każdemu podawanie w wątpliwość prawowitości któregokolwiek papieża, przed- czy posoborowego. To powoduje, że wszelkie pojęcie nieomylności staje się niemożliwe.
A. O niebie i o chlebie
Pan Szijarto jest tu winnym tego, co logicy nazywają błędem ignorantia elenchi – argumentowaniem przeciwko niebu, gdy wszyscy inni mówią o chlebie.
Jego argument zakłada, że sedewakantyści orzekają swoje stanowisko na podstawie kwestionowania wstecz prawowitości wyboru Pawła VI. Tak naprawdę rzecz się ma inaczej.
Montini mógł rzeczywiście być prawowicie wybrany na papieża; ja sam nie widziałem żadnych przekonujących argumentów przeciwko temu. Moim zdaniem, jak i zdaniem większości sedewakantystów, problemy z prawowitością Pawła VI dotyczą nie tyle jego wyboru, ile utraty urzędu po wyborze.
Ten problem nie ma zupełnie nic wspólnego z nieomylnością i faktami dogmatycznymi.
B. Brakujący składnik
Pan Szijarto przytacza następujący ustęp z Hervégo, jako próbę ostatecznego udowodnienia swego twierdzenia o faktach dogmatycznych:
Jakiemu dobru służyłoby wyznawanie nieomylnego autorytetu Soborów Ekumenicznych czy Rzymskich Biskupów w abstrakcie, jeśli dozwolone byłoby utrzymywać wątpliwości co do prawowitości jakiegokolwiek Soboru czy Papieża?9)
Znowu p. Szijarto wyciąga coś z kontekstu. Dwa zdania przed powyższym cytatem Hervé zauważa, że fakt dogmatyczny dotyczący prawowitości soboru lub papieża jest zasadniczo historyczny10). Nieomylność Kościoła w tym zakresie wyklucza kwestionowanie prawowitości minionych Soborów Powszechnych czy pontyfikatów, które Kościół zawsze przyjmował jako prawowite.
W 1965 roku, na przykład, żaden katolik nie mógł utrzymywać, że Pius IX był nieprawowicie wybrany lub że Sobór Trydencki był nieprawowicie zwołany oraz że orzeczenia jednego czy drugiego były zatem w jakiś sposób niewiążące. Nieomylność Kościoła co do tych faktów historycznych, jako że są związane z jego dogmatami, zapobiegała wszelkiemu błędowi wobec prawowitości.
Ale historia w 1965 roku była inna z Pawłem VI. Choć zmarły papież nie może „utracić” prawowitości (tj. utracić urzędu), żyjący jak najbardziej może. Traci ją, jeśli odpadnie od wiary katolickiej i to odpadnięcie stanie się jawne. To jest to, jak utrzymują sedewakantyści, co stało się z Pawłem VI.
Zasada ta, co przyznaje sam p. Szijarto, jest powszechnym nauczaniem teologów. Narzeka jednak, że sedewakantyści stosują ją a posteriori (po fakcie). Oczywiście, że tak – to tak właśnie ma to działać według wszystkich autorytetów.
Jeśli P. Szijarto twierdzi, że zasada automatycznej utraty urzędu za herezję w jakiś sposób podkopuje nieomylność Kościoła dotyczącą faktów dogmatycznych, wówczas jego spór nie jest z sedewakantystami, ale z kanonistami i teologami wielkiego kalibru, takimi jak św. Antonin, św. Robert Bellarmin, św. Alfons, Wilhelm, Badii, Prümmer, Wernz-Vidal, Beste, Vermeersch-Creusen, Maroto, Coronata i Regatillo11). My, sedewakantyści, jedynie stosujemy ich nauczanie do Pawła VI.
C. Wykreśleni Papieże
Na podstawie swego wadliwego rozumienia natury faktu dogmatycznego p. Szijarto dowodzi, że sedewakantyzm umożliwia kwestionowanie prawowitości któregokolwiek papieża w historii (np. Piusa XII, Piusa XI, Benedykta XV, Piusa IX, nawet św. Piotra), nie tylko posoborowych.
Ale skoro fakt dogmatyczny prawowitości jest (jak widzieliśmy) zasadniczo historyczny, pozycja Piusa XII i jego poprzedników jest niepodważalna. Zarazem nieomylność Kościoła dotycząca prawowitości przeszłych papieży nie zabrania nikomu, by utrzymywał, że żyjący papież utracił urząd – co uczynili sedewakantyści w czasach Pawła VI.
Pozytywnym aspektem tego jest to, że błąd p. Szijarty przynajmniej przydał się na dość zabawne ilustracje12) w śmiertelnie ponurym „Angelusie”, gdzie większość humoru sprawia wrażenie mimowolnego.
D. Który dogmat jest w niebezpieczeństwie?
Jednym z powodów, dla których Kościół jest nieomylny w faktach dogmatycznych dotyczących prawowitości, jest – jak powiedzieliśmy – to, że dogmaty katolickie byłyby w przeciwnym razie zagrożone.
Które „katolickie dogmaty” ogłoszone przez Pawła VI i Jana Pawła II są zagrożone przez kwestionowanie ich prawowitości? To, że niekatolickie sekty są środkami zbawienia? To, że wszyscy ludzie są zbawieni? Że wolność sumienia jest objawiona przez Boga?
Ciekawe byłoby usłyszeć odpowiedź. Panie Szijarto?
III. Niezniszczalność
Trzecią zasadą, na którą powołuje się p. Szijarto, jest niezniszczalność Kościoła.
Jego dowodzenie przebiega w następujący sposób: tylko Kościół powszechny może dokonywać nieomylnych sądów o prawowitości papieża. Wątpliwy papież nie byłby żadnym papieżem tylko jeśli cały Kościół odciąłby się od niego. Sedewakantyzm stawia poważne wyzwania przed niezniszczalnością Kościoła, która zapobiega temu, by cały Kościół albo uznawał fałszywego papieża, albo odrzucał prawdziwego. Kościół cieszy się nieomylnością w kwestii prawowitości papieża. To pozostawia dwie alternatywy: albo soborowi papieże są prawowici, albo Kościół katolicki znajduje się tylko w grupach sedewakantystycznych.
A. Dwie sprzeczne zasady
Argument p. Szijarty zawiera dwa twierdzenia, które są domyślnie sprzeczne ze sobą:
1. Tylko jeśli cały Kościół odetnie się od papieża, jest on fałszywym papieżem (= wszyscy muszą go odrzucić).
2. Cały Kościół nie może uznawać fałszywego papieża (= część może go odrzucać, część może go uznawać).
Pierwsze zdanie zakłada, że część Kościoła nie może dłużej uznawać kogoś, kto jest fałszywym papieżem; drugie zakłada, że część Kościoła może.
Oba zdania oczywiście nie mogą być prawdziwe. Ślady pochodzenia tej sprzeczności we wnioskowaniu p. Szijarto prowadzą do…
B. Większej liczby niewłaściwie zastosowanych cytatów
Ogniwem wszelkiej dyskusji o sedewakantyźmie jest sprawa heretyckiego papieża: czy taka rzecz jest możliwa? Jeśli tak, jakie stosują się zasady? Czy Paweł VI lub Jan Paweł II mogliby być uznani za takich? Etc.
Ale p. Szijarto, raz jeszcze, przedstawia cytaty o niebie, aby odeprzeć argumenty o chlebie.
Przyjrzenie się kontekstowi pierwszych dwóch cytatów p. Szijarty (z Franzelina i Hervégo) wykazuje, że autorzy traktują nie o temacie heretyckiego papieża (papa haereticus), ale raczej o temacie wątpliwego papieża (papa dubius) – to sprawy, którymi podręczniki do eklezjologii zajmują się oddzielnie.
W obu przypadkach autorzy omawiają schizmę, a dokładnie Wielką Schizmę Zachodnią (ok. 1378-1417), gdy kilku rywalizujących papieży, każdy wspierany przez swą własną frakcję, rościł sobie prawo do Stolicy Piotrowej. „Wątpliwość” nie dotyczyła osobistej prawowierności zainteresowanych, ale kanonicznej kwestii dotyczącej tego, który z nich był rzeczywiście następcą Piotra.
W akapicie bezpośrednio poprzedzającym fragment przytoczony przez p. Szijartę i Franzelin, i Hervé omawiają kwestię heretyckiego papieża. Obaj przyznają, że heretycki papież traci urząd.13)
Nie da się sprawdzić trzeciego cytatu p. Szijarto (drugi tego rodzaju przypadek), ponieważ podaje niedokładny przypis.14) W każdym razie, skoro cytat najwyraźniej dotyczy faktów dogmatycznych, jest on (na podstawie tego, co powiedzieliśmy w części II) podobnie nieistotny w dyskusji.
C. Fałszywe alternatywy
Na końcu części o niezniszczalności p. Szijarto przedstawia jako swój wniosek dwie alternatywy: albo soborowi papieże są prawowici, albo Kościół katolicki znajduje się tylko w grupach sedewakantystycznych.
Ponieważ p. Szijarto oparł te alternatywy na sprzecznych zasadach i nieistotnych cytatach, wybór, który utworzył, jest całkowicie fałszywy.
IV. Jan od św. Tomasza
Czwarta główna część artykułu p. Szijarty poświęcona jest przytoczeniu fragmentów z hiszpańskiego teologa dominikańskiego, Jana od św. Tomasza (1589-1644).
Urywki, które przytacza p. Szijarto, głoszą w istocie, że heretycki papież prawnie pozostaje głową Kościoła, póki Sobór Powszechny nie ogłosi faktu jego herezji. Do tego momentu wszystkie działania takiego papieża są ważne.
Pan Szijarto wychwala to pod niebiosa. Jan od św. Tomasza znakomicie i pomysłowo rozwiązał problem. Tak więc, mówi p. Szijarto, rzeczywistość ontologicznie jawna zostaje pogodzona z prawnie widzialną rzeczywistością, tj. kryteriologicznie jawną – jawną w prawdziwym tego słowa znaczeniu(?).
A. Porzucone stanowisko
W dodatku nr 1 do artykułu Tradycjonaliści, nieomylność i papież przytoczyłem cytaty z dwunastu kanonistów i teologów, którzy nauczali, że jawnie heretycki papież automatycznie traci urząd15). Sześciu z nich dalej precyzowało, że ta utrata urzędu następuje bez potrzeby jakiegokolwiek oświadczenia czy orzeczenia. Autorzy ci stanowią „opinię powszechną” lub nawet „bardziej powszechną opinię”.
Omawiając Jana od św. Tomasza, p. Szijarto po prostu promuje opinię mniejszościową, którą późniejsi autorzy porzucili. Absurdalnym jest to, co robi, przedstawiając ją jako decydujący cios, który niszczy stanowisko sedewakantystyczne. Skoro kanoniści odrzucili, porzucili lub pominęli to stanowisko, musiał być ku temu powód.
Możliwe, że wyjaśnienie tego można znaleźć w następujących dwóch punktach.
B. Sprzeczność z prawem papieskim
W 1559 roku, aby zawczasu wykluczyć możliwość, by heretyk uzurpował sobie Tron Piotrowy, papież Paweł IV wydał bullę Cum ex apostolatus officio. Paweł IV zadekretował, że jeśli ktokolwiek, kto został wybrany na papieża, wcześniej odpadł od wiary katolickiej lub popadł w jakąkolwiek herezję, wówczas między innymi jego wybór byłby nieważny, nieważne byłyby jego nominacje i automatycznie utraciłby urząd bez potrzeby wydania jakiejkolwiek dalszej deklaracji (przytoczyłem odpowiedni fragment w mojej broszurce).
Opinii Jana od św. Tomasza, że potrzebna jest deklaracja, zanim papież utraci swój urząd, w oczywisty sposób nie można obronić w obliczu papieskiego prawa, które dobitnie i niejednokrotnie orzekło, że deklaracja nie jest wymagana.
C. Prawny absurd
Choć proponowanie swego rozwiązania przez Jana od św. Tomasza mogłoby być uzasadnione jakimś przepisem prawa kościelnego obowiązującego w wieku XVII, proponowanie go obecnie nie jest ani racjonalne, ani możliwe.
I Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku16), i Kodeks Jana Pawła II z 1983 roku17) (który, jak przypuszczam, przyjmuje p. Szijarto) precyzują, że tylko papież może zwołać Sobór Powszechny (Ekumeniczny). Ponadto według obu kodeksów papież ustala plan, może rozwiązać sobór oraz musi zatwierdzić i promulgować jego dekrety, aby miały siłę obowiązującą.
Jeśliby nalegać (co robi p. Szijarto), że heretycki papież traci urząd tylko po tym, jak ogłosi go takim Sobór Powszechny, prawo wymagałoby, aby doprowadzić do złożenia z urzędu heretyckiego papieża, żeby zwołał on sobór przeciwko sobie samemu, umieścił w planie obrad swe własne złożenie, a następnie zatwierdził i promulgował dekrety soboru ogłaszające jego własne złożenie.
Tego typu współpraca byłaby prawdopodobnie nierealistyczną mrzonką, nawet w epoce ekumenizmu.
Zastosowanie zasady, którą p. Szijarto proponuje, prowadzi zatem do prawnego absurdu.
* * * * *
Pan Szijarto, jak wielu apologetów obecnego stanowiska Bractwa Św. Piusa X, zajmuje się sedewakantyzmem tak, że najpierw go wypacza, a następnie próbuje obalić owo wypaczenie. Rozpoznaliśmy cztery główne problemy w jego konkretnej krytyce:
1. Fundamentalna zasada argumentu p. Szijarty (dotycząca „determinacji”) wymierzona jest przeciwko kukiełce i oparta jest na cytacie, który p. Szijarto i błędnie zastosował, i błędnie przetłumaczył.
2. Pan Szijarto niewłaściwie przedstawia naturę „faktu dogmatycznego” prawowitości.
3. Osobliwy tytuł jest przytykiem wobec sedewakantystów, którzy sprzeciwili się wyartykułowanej przez Bractwo Św. Piusa X polityce „przesiewania” wszystkich słów i czynów Pawła VI i jego następców, a następnie słuchania tylko tego, co przełożeni Bractwa uznali za „zgodne z tradycją”.
4. Tj. przypis 10 odnosi się do Hervégo, Manuale Theologiae Dogmaticae (1943) I.514, gdzie cytatu przytoczonego przez p. Szijartę nigdzie nie można znaleźć.
5. Redaktorzy „The Angelus”, należy zaznaczyć, wycofali to ustępstwo, gdy wydrukowali artykuł p. Szijarty, prawdopodobnie dlatego, ponieważ podkopuje ono linię partyjną Bractwa. Jego oryginał zaczyna się od: Teologowie powszechnie utrzymują… Poprawiona wersją zaczyna się od: Pewni teologowie utrzymują…
6. Zob. Hervé, I.498–501
7. Łacina, Hervé I.501, brzmi następująco: Tunc Concilium [Ecclesia] ius tantum haberet sedem vacantem declarandi, ut ad electionem tuto procedere possent consueti electores. Tantum (tylko, jedynie) określa czasownik haberet (miałby). Jeśli fragment oznaczał to, co twierdzi P. Szijarto, tantum znajdowałby się obok Concilium (Sobór) i rozpoczynałby się tak: Tunc Concilium tantum [Ecclesia] ius haberet…
8. Różni teologowie podają niewiele różniące się definicje terminu.
9. Cytując Hervégo, I.514.
10. Hervé I.514: Factum autem istud triplex distingui potest: 1) principaliter historicum, quo agnoscitur regula fidei, v.g., legitimitas concilii alicujus oecumenici aut Pontificis:… De duobus ultimis tantum loquimur in praesenti, cum infallibilitas Ecclesiae circa primum sponte defluat ex supradictis de concilio, de Pontifice et de ipsa Ecclesiae indefectibilitate. Podkreślenie jego.
11. Dla których [cytatów], zob. mój oryginalny artykuł.
12. Obrazkowy schemat papieży z niektórymi wykreślonymi.
13. J.B. Franzelin, De Ecclesia Christi (1907), 231: …vel spontanea defectione ab Ecclesia per manifestam et contumacem haeresim… Franzelin dodaje, że powątpiewanie, czy z powodu obietnic Chrystusowych, to rzeczywiście kiedykolwiek mogłoby nastąpić, jest nie bez racyj. P. Szijarto odtworzył cytat z Hervégo I.501 we fragmencie, który błędnie przetłumaczył.
14. Przypis 13 cytuje A. Tanquereya Synopsis Theologiae Dogmaticae (1921) I.84, gdzie przytoczonego fragmentu nie da się nigdzie znaleźć.
15. Niektórzy nawet uważali to za niemożliwe, by Bóg kiedykolwiek dopuścił taką rzecz.
16. Zob. kanon 222 nn.
17. Zob. kanon 338 nn.
(„Sacerdotium” nr 16, wiosna 1996)
Tłumaczył z języka angielskiego Łukasz Paczuski. Źródło: traditionalmass.org.
Papież Leon XIII: Praktyka Pokory
Papież Leon XIII: Praktyka Pokory.
P R A K T Y K A P O K O R Y.
Jest prawdą niezaprzeczoną. że
nie ma miłosierdzia dla pysznych, że królestwo niebieskie zamknięte
przed nimi i że Pan nie dopuści do niego, tylko samych pokornych.
Pismo święte naucza, że Pan Bóg sprzeciwia się pysznym, że poniża tych, którzy się wywyższają, że potrzeba stać się podobnym dziatkom, by wejść do chwały Jego, że kto tego podobieństwa do nich mieć nie będzie, otrzymać jej nie zdoła, nakoniec, że Pan Bóg łaskę swoją daje jedynie pokornym i samych pokornych wywyższa. Dlatego nie można dosyć mocno przekonać się otem, jak wielkiej wagi rzeczą jest dla każdego chrześcijanina, tem więcej dla przyszłych sług ołtarza, starać się o nabycie pokory i odpędzać od siebie wszelką zarozumiałość, wszelką próżność i wszelką pychę. Niema wysilenia, niema pracy takiej, którejbyśmy podjąć nie powinni, aby tak święty zamiar doprowadzić do skutku; że zaś do tego przyjść nie możemy bez łaski Bożej, trzeba o nią prosić usilnie i jak najczęściej.
Każdy chrześcijanin przy chrzcie świętym zobowiązywał się wstępować w ślady Chrystusa Pana, gdyż według tego wzoru Bożego kształcić powinniśmy życie nasze. Otóż ten Boski Zbawiciel przyjął na siebie do tego stopnia piętno pokory, iż zdał się ludziom być sromotą, a uczynił to dlatego, aby poniżyć naszą wyniosłość i zagoić rany naszej pychy, aby nas nauczyć własnym przykładem, jaka jest jedyna droga, wiodąca do nieba. I to jest, właściwe mówiąc, najważniejsza nauka Zbawiciela: Uczcie się ode mnie. Wy zatem, uczniowie tego Boskiego Mistrza, jeżeli chcecie nabyć tę perłę kosztowną, ten zadatek niejako świętości i znak wybrania waszego, przyjmijcie z uległością napomnienia, jakie wam daję, i wiernie je wykonywajcie.
Strzeżcie się, jako największego złego, sądzenia cudzych uczynków, starajcie się owszem tłómaczyć zawsze na dobrą stronę wszelkie słowa i uczynki drugich, wyszukując z miłością, coby mogło być na ich usprawiedliwienie i obronę. A gdyby było rzeczą niepodobną bronić uczynku, widocznie złego, starajcie się ile możliwe zmniejszać jego winę, przypisując, według okoliczności, albo nieuwadze, albo omyłce, albo mocy pokusy, albo innej podobnej przyczynie, co się stało; a przynajmniej starajcie się już więcej o tem nie myśleć, jeżeli położenie wasze nie nakazuje tego, abyście złemu zaradzili. Takie postępowanie jest również źródłem, i to najobfitszem, prawdziwej pokory.
Pismo święte naucza, że Pan Bóg sprzeciwia się pysznym, że poniża tych, którzy się wywyższają, że potrzeba stać się podobnym dziatkom, by wejść do chwały Jego, że kto tego podobieństwa do nich mieć nie będzie, otrzymać jej nie zdoła, nakoniec, że Pan Bóg łaskę swoją daje jedynie pokornym i samych pokornych wywyższa. Dlatego nie można dosyć mocno przekonać się otem, jak wielkiej wagi rzeczą jest dla każdego chrześcijanina, tem więcej dla przyszłych sług ołtarza, starać się o nabycie pokory i odpędzać od siebie wszelką zarozumiałość, wszelką próżność i wszelką pychę. Niema wysilenia, niema pracy takiej, którejbyśmy podjąć nie powinni, aby tak święty zamiar doprowadzić do skutku; że zaś do tego przyjść nie możemy bez łaski Bożej, trzeba o nią prosić usilnie i jak najczęściej.
Każdy chrześcijanin przy chrzcie świętym zobowiązywał się wstępować w ślady Chrystusa Pana, gdyż według tego wzoru Bożego kształcić powinniśmy życie nasze. Otóż ten Boski Zbawiciel przyjął na siebie do tego stopnia piętno pokory, iż zdał się ludziom być sromotą, a uczynił to dlatego, aby poniżyć naszą wyniosłość i zagoić rany naszej pychy, aby nas nauczyć własnym przykładem, jaka jest jedyna droga, wiodąca do nieba. I to jest, właściwe mówiąc, najważniejsza nauka Zbawiciela: Uczcie się ode mnie. Wy zatem, uczniowie tego Boskiego Mistrza, jeżeli chcecie nabyć tę perłę kosztowną, ten zadatek niejako świętości i znak wybrania waszego, przyjmijcie z uległością napomnienia, jakie wam daję, i wiernie je wykonywajcie.
I.
Otwórzcie oczy dusz waszych i
zobaczcie, że sami z siebie nie macie nic dobrego, z czegobyście mogli
mieć powód do uważania siebie za coś. Z siebie macie jedynie grzech,
niemoc i nędzę, a co do darów natury i łaski, jakie się w was, ponieważ
odebralibyście je od Boga, z którego wasze istnienie wzięło początek,
Jemu zatem samemu należy się za nie chwała, a nie wam.
II.
Rozbudźcie więc w
sobie głębokie poczucie nicości i starajcie się, aby rosło nieustannie w
waszem sercu na najwyższą wzgardę i zawstydzenie pychy, która w was
panuje. Starajcie się przekonać jak najmocniej, że niema na świecie nic
tak próżnego i tak śmiesznego, jak chcieć być cenionym za daty, użyczone
sobie ze szczodrobliwej łaski swego Stwórcy; albowiem, jak mówi
Apostoł: ,,jeżeliś wziął, czemuż się chlubisz, jakobyś nie wziął".
III.
Myślcie często o tem, jaka
jest wasza niemoc, jakie zaślepienie, jaka nikczemność, jaka nieczułość
serca, jaka niestałość, jaka oziębłość dla Boga, a jakie przywiązanie
do stworzeń, jakie mnóstwo wad, któremi napełniona jest wasza zepsuta
natura. To wam bardzo dopomoże do zanurzania się nieustannie w waszej
nicości i do tego, abyście się mieli za bardzo małych i lichych we
własnych oczach swoich.
IV.
Przechowujcie zawsze w
duchu pamięć grzechów przyszłego życia waszego nadewszystko jednak
starajcie siebie przekonać, że grzechy pychy jest złem tak ohydnem, że w
porównaniu z niem wszelkie zło, tak na ziemi, jak w piekle, jest
niczem. Grzech to był, który Aniołów pozbawił Nieba i wtrącił ich do
piekła, który cały ród ludzki zepsół, sprowadził na ziemię tę
nieprzeliczoną liczbę klęsk, co trwać będą aż do końca świata, a lepiej
mówiąc, przez całą wieczność. A przytem starajcie się dobrze zrozumieć,
że dusza, splamiona grzechem, na nic innego nie zasługuje, jak na
nienawiść, na wzgardę i na katusze, - z tego zaś osądźcie sami, co
trzymać o sobie należy po tylu grzechach, któreście popełnili.
V.
Rozważcie nadto, że niema grzechu ani takiego wielkiego, ani tak szkaradnego, do którego by was nie pobudzała wasza zepsuta natura i którego nie bylibyśmy w stanie się dopuścić, i że jeżeliście się ustrzegli go dotychczas, winniście to jedynie miłosierdziu Boga i pomocy Jego łaski według tego, co mówi Augustyn święty: ,,Niema takiego grzechu człowieka na świecie, którego by także inny człowiek dopuścić się nie mógł". Płaczcie zatem w duchu na stanem waszym, tak godnym politowania, i postanówcie sobie mocno uważać się zawsze za jednych z najniegodniejszych grzeszników.
Rozważcie nadto, że niema grzechu ani takiego wielkiego, ani tak szkaradnego, do którego by was nie pobudzała wasza zepsuta natura i którego nie bylibyśmy w stanie się dopuścić, i że jeżeliście się ustrzegli go dotychczas, winniście to jedynie miłosierdziu Boga i pomocy Jego łaski według tego, co mówi Augustyn święty: ,,Niema takiego grzechu człowieka na świecie, którego by także inny człowiek dopuścić się nie mógł". Płaczcie zatem w duchu na stanem waszym, tak godnym politowania, i postanówcie sobie mocno uważać się zawsze za jednych z najniegodniejszych grzeszników.
VI.
Myślcie często o tem, że
prędzej czy później umrzeć musicie , że ciała wasze staną się
zgnilizną, i miejsce zawsze przed oczyma nieubłagany są Chrystusa Pana,
przed którym wszyscy stanąć musimy; i rozmyślajcie nad wiecznemi mękami
piekła, zgotowanemi dla złych, a szczególnie dla naśladowców szatana, to
jest dla pysznych. Zastanawiajcie się jeszcze i nad tem, że, ponieważ
sądy Boże zakryte są i niedoścignięte, jesteście zatem w zupełnej
niewiadomości, czy należycie lub nie należycie do rządu potępionych,
którzy na wieki w towarzystwie szatana strąceni będą w otchłań mąk na
wieczną pastwę ognia, rozpalonego tchem gniewu Bożego. Sama ta
niepewność dostateczną być powinna do utrzymywania was zawsze w
największem upokorzeniu do rozbudzania w was najzbawienniejszej bojaźni.
VII.
Nie łudźcie się nadzieją że
zdołacie przyjść do nabycia pokory bez praktyk, które jej są właściwe,
jako to: bez praktykowania łagodności, cierpliwości, posłuszeństwa,
umartwienia, nienawiści samych siebie, wyrzeczenia się złej skłonności i
własnego sądu, wyznawania grzechów i żal za nie, - bo wszystko to służy
do wyniszczenia w nas miłości własnej, tego zarzewia obrzydłego, co w
zarodzie swoim mieści w sobie wszystko zło i z którego, nad wszystko
wyradza się pycha i zarozumiałość.
VIII.
Ile tylko będziecie mogli, starajcie
się żyć w milczeniu i w skupieniu, tak jednak, abyście przez to drugim
nie byli uciążliwi, a ile razy będziecie zmuszeni mówić, róbcie to z
największem czuwaniem nad sobą i ze skromnością. A jeśli się przydarzy,
że was mówiących słuchać nie zechcą albo przez wzgardę, albo z innego
jakiego powodu, nie okazujcie, żeście to dostrzegli, ale przyjmujcie to
upokorzenie i znoście je z poddaniem się i ze spokojem.
IX.
Ze wszelkiem staraniem i
ze wszelką uwagą unikajcie słów, w którychby czuć było wyniosłość, dumę
i chęć okazania wyższości; unikajcie również wszelkiej mowy wyszukanej i
sposobu mówienia błachego i żartobliwego. Zamilczajcie zawsze to
wszystko, co mogłoby dać do myślenia, że jesteście ludźmi rozumnymi i
godnymi poważania; jednem słowem, nie mówcie nigdy o sobie bez słusznego
powodu, unikając wszystkiego, coby na was ściągnąć mogło cześć i
pochwałę.
X.
W rozmowach unikajcie jeszcze
dowcipkowania, słów uszczypliwych, szyderczych i zbyt żartobliwych i
wszystkiego, co tchnie światowością. O rzeczach duchownych mówcie mało w
sposób nauczający i napominający, jeżeli was do tego nie upoważnia wasz
urząd. Przestawajcie na robieniu zapytań tym, którzy te rzeczy
rozumieją i o których wiecie, że mogą wam dać objaśnienia stosowne.
Chcieć nauczać bez potrzeby - jest to samo, co odrzucać drzewa do ognia
rozpalonego, to jest, do duszy naszej, która już i bez tego pełna dymu
pychy.
XI.
Z całej mocy powstrzymujcie próżną
i nieużyteczną ciekawość. Nie pragnijcie widzieć rzeczy, które ludzie
światowi mienią być pięknemi, rzadkiemi i wspaniałemi; nie żądajcie
wiedzieć nic innego, jak rzeczy, które należą do waszego obowiązku i
które mogą wam dopomódz do waszej doskonałości i do zbawienia waszego.
XII.
Jak najstaranniej i najuważniej okazujcie
zawsze, że jesteście pełni czci i uszanowania dla przełożonych, ale i
dla równych, z szacunkiem i uprzejmością, dla niższych z miłością.
Gdybyście inaczej postępowali wiedzcie, że to pochodzi z pychy.
XIII.
Idąc za radą Ewangelii świętej, wybierajcie
sobie zawsze najniższe miejsce, i to z jak najszczerszego przekonania,
że wam się ono należy. W potrzebach życia wybierajcie sobie to, co
najmniej dogodne, uważające się jako najmniej zasługujących na względy.
Starajcie się o wyrobienie w sobie tego przekonania, że we wszystkiem
drudzy powinni mieć najlepszego, a wy co najpodlejszego, boście wielce
niegodni; wreszcie pragnijcie serdecznie, aby się wszyscy z wami tak
obchodzili.
XIV.
Jeżeli pociechy doczesne zaczną
was opuszczać, jeżeli i Bóg was słodyczy duchownych odmówi, myślcie, że
mieliście ich zawsze poddostakiem i nad zasługę waszą, i przestawajcie
na tem, co wam Pan Bóg daje.
XV.
Starannie przechowujcie w
sobie zawsze święte nawyknienia oskarżania się, naganiania i potępiania
siebie. Bądźcie surowymi sędziami swoich uczynków, jako skalanych
mnóstwem wad i nieustannem odzywaniem się w ich miłości własnej.
Rozbudzajcie w sobie często najsprawiedliwszą pogardę siebie samych,
widzą w waszych uczynkach brak roztropności i czystości serca. Bądźcie
wreszcie cenzorami nieustannymi was samych i niczego siebie nie
przebaczajcie. To nizskie mniemanie o sobie, połączone z nieustannem
potępianiem własnego postępowania, jest prawdziwem źródłem pokory i
doskonałości chrześcijańskiej.
XVI.
Strzeżcie się, jako największego złego, sądzenia cudzych uczynków, starajcie się owszem tłómaczyć zawsze na dobrą stronę wszelkie słowa i uczynki drugich, wyszukując z miłością, coby mogło być na ich usprawiedliwienie i obronę. A gdyby było rzeczą niepodobną bronić uczynku, widocznie złego, starajcie się ile możliwe zmniejszać jego winę, przypisując, według okoliczności, albo nieuwadze, albo omyłce, albo mocy pokusy, albo innej podobnej przyczynie, co się stało; a przynajmniej starajcie się już więcej o tem nie myśleć, jeżeli położenie wasze nie nakazuje tego, abyście złemu zaradzili. Takie postępowanie jest również źródłem, i to najobfitszem, prawdziwej pokory.
XVII.
Nie spierajcie się nigdy w rozmowie o rzeczach wątpliwych, w których, jak się zdaje, można zarówno sądzić tak, albo nie tak. W dysputach nie zapalajcie się; jeżeli wasze zdanie nie trafi do czyjego przekonania, ustąpcie ze skromnością i zachowujcie pokorne milczenie. Ustępujcie również i zachowujcie się w tenże sam sposób w rzeczach nic nie znaczących, choćbyście nawet byli pewni, że nie jest prawdą, co drudzy utrzymują. We wszelkiem innem zdarzeniu, kiedy będzie potrzeba bronić prawdy, występujcie z odwagą bez uniesienia i goryczy, i bądźcie pewni, że obronicie ją lepiej słodyczą, niż gwałtownością i gniewem.
Nie spierajcie się nigdy w rozmowie o rzeczach wątpliwych, w których, jak się zdaje, można zarówno sądzić tak, albo nie tak. W dysputach nie zapalajcie się; jeżeli wasze zdanie nie trafi do czyjego przekonania, ustąpcie ze skromnością i zachowujcie pokorne milczenie. Ustępujcie również i zachowujcie się w tenże sam sposób w rzeczach nic nie znaczących, choćbyście nawet byli pewni, że nie jest prawdą, co drudzy utrzymują. We wszelkiem innem zdarzeniu, kiedy będzie potrzeba bronić prawdy, występujcie z odwagą bez uniesienia i goryczy, i bądźcie pewni, że obronicie ją lepiej słodyczą, niż gwałtownością i gniewem.
XVIII.
Czuwajcie bardzo nad tem, byście
nikogo nie zasmucali, choćby też był daleko niższym od was, i to ani
słowem, ani uczynkiem, ani sposobem obchodzenia się z nim, jeżeli
niekiedy was do tego nie zmusza obowiązek, posłuszeństwo lub miłość
bliźniego.
XIX.
Jeżeliby zaś znalazł się taki, coby
wam nieustannie dokuczał i coby miał szczególne upodobanie martwić was
przy każdej sposobności obelgami i zniewagami, nie unoście się gniewem,
ale uważajcie go jako narzędzie, którego używa miłosierdzie Boże dla
dobra waszego, aby wam uleczyć z zastarzałego wrzodu pychy.
XX.
Gniew jest wadą nieznośną w
każdym, szczególniej w osobach duchownych. Czerpie on swoją gwałtowność
z pychy, z której się wyradza; starajcie się przeto o nabycie wielkiego
zasobu słodyczy, abyście, znieważeni i jak najmocniej wewnątrz
dotknięci, mogli się utrzymać w graniach spokoju. W takich razach
strzeżcie się bardzo, abyście nie rozbudzali i nie przechowywali w sercu
żadnej odrazy, żadnej chęci zemsty nad tymi, którzy was obrazili;
owszem, odpuszczajcie im z serca, przekonani będąc, że tym sposobem
usposobicie się jak najlepiej do otrzymania od Boga przebaczenia za
zniewagi, któreście Mu wyrządzili. Bądźcie pewni, że ta cierpliwość
wasza pokorna wyda wam z siebie wielkie zasługi do pozyskania Nieba.
XXI.
Z dobrocią i cierpliwością znoście
ułomności i wady innych, mając zawsze przed oczami własne wasze nędze, z
powodu których potrzebujecie aby i drudzy was znosili i przebaczali
wam.
XXII.
Jednem słowem, bądźcie pokornymi i
uprzejmymi dla wszystkich, ale szczególniej dla tych, do których
czujecie jaką odrazę, i nie mówicie, jak to mówią niektórzy: ,,Niech mię
Bóg zachowa, abym miał nienawiść do tej osoby; ale nie mogę jej widzieć
koło siebie i nie chcę mieć z nią nic do czynienia". Taka odraza,
bądźcie pewni, pochodzi z pychy i dowodzi, żeście za pomocą łaski nie
zwyciężyli jeszcze naszej natury pysznej i naszej miłości własnej,
albowiem, gdybyście się poddali poruszeniom łaski, uczulibyście wkrótce w
sobie uśmierzone swe odrazy i znosilibyście z cierpliwością
usposobienia ludzi daleko twardszych i daleko mniej okrzesanych.
XXIII.
Jeżeli doświadczacie jakiego utrapienia, błogosławcie
Boga za to, że dopuścił to dla waszego dobra, i myślcie, żeście
zasłużyli że zasługujecie na daleko więcej i że niegodni jesteście
żadnej pociechy; możecie jednak prosić Boga w prostocie serca, ażeby was
uwolnił, jeżeli mu się tak podobać będzie, a jeżeli nie, proście Go,
żeby wam dał siłę do znoszenia z zasługą waszego udręczenia. W waszych
krzyżach nie szukajcie pociechy na zewnątrz, szczególniej też wówczas,
kiedy wam łatwo dostrzedz, że Pan Bóg dopuszcza ją na was, aby was
upokorzyć i żeby zniszczyć waszą pychę i zarozumiałość. Mówcie raczej z
Królem-Prorokiem: ,,Dobrze mi Panie, żeś mię upokorzył, abym się nauczył
sprawiedliwości Twoich".
XXIV.
Dlatego samego, jeżeli
wam podadzą do pożywania rzeczy nie według waszego smaku, nie
powinniście się obruszać i obrzydzać ich sobie, ale róbcie wtedy, jak
robią ubodzy Chrystusowi; jedzą dobrem sercem, co dla nich przygotowano,
dziękując Opatrzności Bożej nad sobą.
XXV.
Jeżeli kto niesłusznie łajać was będzie, to
ze złością, jeżeli wasze postępowanie naganiać będą wasi podrzędni,
albo tacy, co więcej od was zasługują na naganę, i to w rzeczach daleko
ważniejszych, nie chciejcie dlatego unosić się oburzeniem i odrzucać
napomnienia, jakie wam dają, ale roztrząsajcie spokojnie przy świetle
Bożem wszystkie sprawy wasze z głębokiem przekonaniem, że możecie w
każdym kroku błądzić, jeżeli łaska Boża was od tego nie powstrzyma.
XXVI.
Nie pragnijcie nigdy, aby
was szczególniej kochano. Miłość zależy od woli, a wola z natury swojej
usposobiona ku dobremu; za tem idzie, że być kochanym, a być uważanym
za coś dobrego jest jedno i to samo; pragnienie zaś, aby być
szczególniej i nad innych cenionym, nie może się zgodzić z prawdziwą
pokorą. Unikajcie tego, a wielką stąd korzyść odniesiecie. Dusza, która
już nie pragnie miłości stworzeń, w świętych ranach Zbawiciela ukryta,
znajdzie w przenajchwaleniejszem sercu Jezusa niewymowne słodycze Boże,
albowiem wyrzekłszy się wspaniałomyślnie dla Niego miłości ludzkiej
stanie się zdolną do pełnego rozpływania się w uciechach Bożych, których
stałaby się pozbawioną, gdyby się dała zachwycić kłamliwym i zwodniczym
słodyczom pociech ziemskich. Uciechy bowiem Boże są tak czyste i tak
niepokalane, że nie znoszą żadnego przymieszania się uciech tego świata i
o tyle tylko niemi napełnieni być możemy, o ile nam tamte ckliwemi się
staną. Nadto dusze wasze będą mogły z wielką wolnością zwracać się do
Boga i rozmyślając o Jego obecności i o Jego doskonałościach
nieskończonych, spoczywać i radować się w Nim. W końcu, ponieważ niema
nic tak słodkiego, jak kochać i być kochanym, jeżeli sobie wzbronicie
tej przyjemności przez miłość ku Bogu i aby Bóg posiadał całe serce
wasze, nierozdwojone miłością stworzeń, złożycie przez to Bogu ofiarę
najpożądańszą, a dla was najpełniejszą w zasługi, i nie bójcie się, żeby
się przez to oziębła miłość wasza dla bliźnich, - owszem będziecie ich
kochali miłością czystszą i doskonalszą, bo będziecie ich kochać nie dla
siebie, idąc za wszą skłonnością, ale jedynie aby się Bogu podobać,
robiąc to, co wiecie, że Jemu jest miłem.
XXVII.
Wszystko, co robicie, choćby
rzeczy najdrobniejsze, róbcie zawsze z wielką uwagą i największą
dokładnością i pilnością, albowiem robić wszystko z lekkością i
pośpiechem jest skutkiem zarozumiałości; prawdziwie pokorny ma się
zawsze na baczności i boi się uchybić nawet w najdrobniejszych rzeczach.
Dlatego samego także niech ćwiczenia wasze pobożne będą jak najprostsze
i unikajcie wogóle wszystkiego, coby było nadzwyczajnem, a do czego
mogłaby was pociągać wasza skłonność. Jak człowiek pychą nadęty szuka
odznaczenia we wszystkiem, co robi, tak człowiek pokorny podoba sobie w
uczynkach zwyczajnych i pospolitych.
XXVIII.
Bądźcie pewni, że
nie jesteście dobrymi doradcami dla siebie samych, i dlatego lękajcie
się własnego zdania i nie dowierzajcie mu, jako pochodzącemu ze źródła
mętnego i zepsutego. Mając takie przekonanie, radźcie się zawsze, ile to
wam będzie możebnem, ludzi światłych i sumiennych, i chciejcie raczej
być prowadzonymi przez lepszych od siebie, niż słuchać swoich własnych
sądów (zdań).
XXIX.
Choćbyście doszli do
bardzo wysokiego stopnia łaski, i choćbyście otrzymali nie wiedzieć jak
wysoki stopień modlitwy od Boga, choćbyście też tysiąc lat przeżyli w
niewinności i w jak najgorętszej pobożności, powinniście pomimo tego
chodzić zawsze w bojaźni i nie dowierzać sobie, szczególniej co do
czystości. Pamiętajcie, że nosicie w sobie zarzewie wygasić się nie
dające i źródło niewyczerpane grzechów, i wiedzcie o tem, że jesteście
niczem innem, jak słabością, niestałością i niewiernością. Bądźcie
przeto zawsze uważnymi na siebie samych: zamykajcie oczy, aby nie
widzieć, i uszy, aby nie słyszeć, coby mogło splamić duszę waszą;
unikajcie zawsze pobudek do grzechu, nie pozwalajcie sobie nigdy
próżnych rozmów z osobami różniej płci, a w koniecznych bądźcie zawsze z
jak największą skromnością i powstrzymujcie się; a w końcu, ponieważ
bez łaski Pana Boga nic dobrego zrobić nie jesteście w stanie, proście
Go nieustannie, aby miał litość nad wami i nie zostawał wam na chwilę
samych.
XXX.
Może otrzymaliście od Boga wielkie
talenta? albo może przypadkiem mają was ludzie za coś wielkiego? -
starajcie się więc, jeśli tak jest, coraz lepiej samych siebie poznać,
czem rzeczywiście jesteście, i używajcie wszelkich sposobów do
przekonania się o waszej niemocy, nieudolności, nicości i stańcie się
mniejszymi w oczach waszych od malutkich dziatek, a w pochwałach
ludzkich nigdy sobie nie podobajcie i strzeżcie się wszelkiego
pragnienia dostojeństw, nadto jedno i drugie zawsze odrzucajcie.
XXXI.
Jeżeli wam wyrządzą jaką wielką zniewagę, albo
sprawią wam jaką bardzo dotkliwą przykrość, zamiast żebyście się mieli
obruszać przeciwko temu, co was obraził, podnoście oczy w Niebo i
pomyślcie, że to Pan w swojej nieskończonej i najmiłosierniejszej
Opatrzności dopuścił albo na zadośćuczynienie za grzechy wasze, albo na
wyniszczenie w was ducha pychy, nasuwając wam sposób do ćwiczenia się w
aktach cierpliwości i upokarzania się.
XXXII.
Jeżeli wam się zdarzy sposobność oddania
bliźniemu jakiej posługi nizkiej i odrażającej, uczyńcie to z radością i
z całą pokorą, jakąbyście mieć powinni, gdybyście byli sługami
wszystkich; przez taką praktykę zbierzcie sobie skarby niezmierne cnót i
łask.
XXXIII.
Nie zajmujcie się rzeczami, które
was się nie tyczą i za które nie będziecie obowiązani zdawać rachunku
ani przed ludźmi, ani przed Bogiem; albowiem takie zajmowanie się
pochodzi z utajonej pychy i z zarozumiałości, podnieca próżność i
nabawia was mnóstwa kłopotów, niepokojów i roztargnień. Przeciwnie,
przestając na pełnieniu swych powinności, zażywać będziecie głębokiego
uspokojenia, według tego, co tak dobrze wyraża książka o naśladowaniu
Chrystusa Pana: ,,Nie wdawaj się w rzeczy, które do ciebie nie należą, a
będzie mogło stać się, że mało, albo rzadko kiedy doznasz niepokoju.
XXXIV.
Jeżeli zadajecie sobie jakie umartwienia niezwykłe,
starajcie się dobrze zrozumieć, powtarzam, że dlatego się umartwiać wam
trzeba, bo nie godzi się, aby grzesznicy, jakimi jesteście, prowadzili
życie wygodne i przyjemne, i dlatego wreszcie, że macie tyle wad i
grzechów, z których winni będziecie zdać rachunek przed sprawiedliwością
Bożą. Zauważcie przytem, że pokuty, które czynicie, są wam bardzo
potrzebne do powstrzymania waszych namiętności, aby nie przekraczały
granic obowiązku, tak jak potrzebne są lejce do powstrzymywania koni,
które się rozbiegają.
XXXV.
Ile razy poczujecie w sobie poruszenie
niecierpliwości i smutku w waszych utrapieniach i upokorzeniach,
brońcie się mocno przeciwko tej pokusie, pamiętając o tylu i tak
ciężkich grzechach waszych, za które zasłużyliście na daleko większe
cierpienia niż są te, które teraz znosicie. Uwielbiajcie nieskończoną
sprawiedliwość Bożą i przyjmujcie ze czcią Jej razy, które winniście
uważać jako źródło miłosierdzia i łaski. O, gdybyście zdołali poznać,
jak jest dla was rzeczą zbawienną być trapionymi w tem nędznem życiu
przez Ojca tak słodkiego, jakim jest Pan Bóg, zdalibyście się zupełnie
na wolę Jego Powtarzajcie często ze świętym Augustynem: ,,Tu pal, tu
siecz, tu nie przepuszczaj, abyś przepuścił na wieki". Nie przyjmować
tutaj cierpień-jest to buntować się przeciwko najzbawienniejszej
sprawiedliwości Bożej, jest to odrzucać kielich, który nam Bóg z
miłosierdzia swego podaje i z którego Chrystus Pan chciał pić pierwszy,
chociaż niewinny.
XXXVI.
Jeżeliby wam się zdarzyło w
czem przewinić, a ten, któryby był tego świadkiem, zacznie dlatego wami
pogardzać, żałujcie mocno, żeście obrazili Boga i żeście dali zły
przykład bliźniemu; ale pogardę, wam okazaną, i zawstydzenie doznane
przyjmujcie jako środek przez Pana Boga wybrany do odpokutowania za wasz
grzech i do postępu w pokorze i w innych cnotach. Jeżeli przeciwnie
doznane zawstydzenie was dręczy i sprawia przykrość, wierzajcie mi, że
nie macie prawdziwej pokory i że jest jeszcze w was jad pychy. Módlcie
się przeto do Boga z większą niż dotąd usilnością, aby was wyleczył i
zbawił, bo jeżeli nie będzie miał miłosierdzia nad wami, wpadniecie
niezawodnie znowu w inne jakie nieprawości.
XXXVII.
Jeżeliby między tmyi, z
którymi żyjecie, znalazł się taki, któryby wam się wydawał, że
zasługuje na to, aby nim pogardzać i mieć go za nic, postąpicie sobie
jako ludzie rozumni i roztropni, jeżeli zamiast wydawania o nich sądu,
starać się będziecie, aby wyszukiwać w nim dary przyrodzone i dary
łaski, którymi go Pan Bóg może obdarzył i które go czynią godnymi czci i
uszanowania. Tak czyniąc, znajdziecie w nim przynajmniej zawsze, jeżeli
nie co innego, to stworzenie Boże, utworzone na obraz Boży, odkupione
krwią przenajdroższą Chrystusa Pana, - chrześcijanina, oświeconego
światłem, oblicza Bożego, duszę zdolną widzieć i posiadać Boga na wieki,
a może też i wybranego według niezbadanego wyroku Jego
przenajchwalebniejszej Opatrzności. A wreszcie - czy możecie wy
wiedzieć, jakiemi już łaskami Pan Bóg obdarzył i obdarzać ma jeszcze
jego serce? Lepiej byście zatem zrobili, gdybyście, zamiast zagłębiania
się we wszystkich tych poszukiwaniach, odrazu odrzucili wszystkie te
wasze myśli pogardliwe, jak zatrute podszepty kusiciela.
XXXVIII.
Jeżeli was będą chwalić, zamiast
radować się z tego, bójcie się raczej, aby ta pochwała nie była całą
nagrodą za malutkie dobro, coście zrobili. Myślcie w duchu o waszej
nędzy, która was czyni godnymi pogardy ludzkiej, i strajcie się aby
przerwać tę rozmowę, lecz nie w taki sposób, iżby was jeszcze więcej
chwalono, jak to czynią pyszałki, którzy udają pokorę, ale czyńcie to ze
świętą zręcznością w taki sposób, aby się już więcej waszą rzeczą nie
zajmowano. A jeżeliby i to wam się nie udało, oddajcie natychmiast w
duchu całą cześć i chwałą Bogu, powtarzając z Baruchem i Danielem:
,,Tobie, Panie, niech będzie chwała z całej sprawiedliwości, a nam
zawstydzenie oblicza naszego."
XXXIX.
O ile pochwały, jakie
wam daję, powinny wam się niepodobać, o tyle powinniście się radować z
pochwał i ze czci, jaką oddają drugim, i ze swej strony przyczynicie się
do nich, ale bez udawania, o ile prawda wam tego dozwoli. Zazdrośni nie
mogą znieść, kiedy chwalą drugich; zdaje im się, że im to ubliża i
dlatego starają się zręcznie wpuścić do rozmowy jakie słówko, zdolne
osłabić pochwałę im dawaną. Nie róbcie tak nigdy, ale chwaląc bliźniego,
chwalcie razem Pana za udzieloną łaskę i za cześć, jaka Mu z niej jest
oddawaną.
XL.
Jeżeli w obecności waszej szarpią,
w rozmowie sławę cudzą, bolejcie nad tem, wymawiając w sobie tego, co
obmawia. Starajcie się bronić obmówionego, ale czyńcie to tak rozumnie i
zręcznie, abyście broniąc go nie wywołali gorszego oczernienia. Czyńcie
to albo wspominając o rzeczach na jego pochwałę, albo starajcie się
zręcznie zwrócić rozmowę na inny przedmiot, albo dajcie poznać jakim
znakiem zewnętrznym wasze nieukontentowanie. Takim sposobem wyrządzicie
wiele dobrego dla siebie samych i dla tego który obmawia, i dla tych,
którzy to słuchają, i dla tego w końcu, o którym źle mówią. Jeśli zaś
doznajecie przyjemnego uczucia, gdy bliźnich ganią, a niemiłego, gdy ich
chwalą, daleko wam jeszcze do pokory.
XLI.
Ponieważ niema nic tak pożytecznego dla
naszego postępu duchowego, jak kiedy nas kto uważnym czyni na nasze
błędy, przeto jest rzeczą niezbędną ośmielać tych, którzy nam tę
przysługę wyrządzają, aby to czynili w przyszłości. Przyjmując zaś ich
napomnienia z radością i wdzięcznie, weźcie sobie za obowiązek spełniać
je nie dlatego jedynie, że dobrą jest rzeczą poprawić się, ale i
dlatego, aby okazać tym prawdziwym przyjaciołom swoim, że ich praca nie
była próżną oraz że była dobrze przez was przyjętą. Człowiek pychą
nadęty i wtedy nawet, kiedy się chce poprawić, nie chce tego okazać, że
poszedł za radą tych, którzy mu ją dali, ale owszem, okazuje, że nią
gardzi; ten zaś, co jest prawdziwie pokorny, ma sobie za zaszczyt ulegać
wszystkim i uważa dobre rady, przez kogokolwiek sobie dane, jako
pochodzące od samego Boga, który ludzi używa tylko za narzędzie do swego
celu.
XLII.
Spuszczajcie się we wszystkiem na Boga, idźcie
za rozporządzeniem Jego Przenajdobrotliwszej Opatrzności, dajcie się Mu
prowadzić, jako dziecię ojcu, którego miłuje; niech robi z wami
wszystko, co chce, niech was nic nie miesza i niczego się nie lękajcie,
wszystko przyjmujcie od Niego z radością, z ufnością i z uszanowaniem.
Czynić inaczej-byłoby to nie znać Jego serca, wypłacać się
niewdzięcznością ojcowskiej dobroci; byłoby to samo, co nie ufać Jemu.
Pokora uniża nas bez miary prze nieskończonem Jestestwem Bożem, ale
zarazem każe nam w Nim widzieć całe nasze wsparcie i całą naszą
pociechę.
XLIII.
Ponieważ jest rzeczą oczywistą, że
bez Boga nic nie możecie zrobić dobrego, że bez Niego upadlibyście co
kroku i każda pokusa rzucałaby was o ziemię, wyznawajcie przeto
nieustannie waszą nieudolność do wszelkiego dobrego i waszą konieczną
zależność w każdej chwili od pomocy Bożej we wszystkich waszych
czynnościach. Dlatego nieustannie ciśnijcie się do Boga, jak małe
dzieciątko, które, nie widząc żadnego innego wsparcia dla siebie, tuli
się do łona matki. Mówcie z królem-prorokiem: ,,Gdyby mię Pan Bóg nie
był wspomógł, dusza moja o mało co nie byłaby wtrąconą do piekła".
Wołajcie z nim: ,,Wejrzyj na mnie Panie i zlituj się nade mną, bom sam
jeden i ubogi". ,,Boże, ku wspomożeniu memu przybądź, na ratunek mój
pośpiesz". Nakoniec nie przestawajcie nigdy dziękować Bogu z całem
wylaniem serca waszego; dziękujcie Mu szczególniej za opiekę, jaką was
nie tylko otacza, ale i uprzedza was, i proście Go nieustannie o
wspomaganie was w potrzebach waszych, którego nie możecie otrzymać, jak
od Niego samego.
XLIV.
Szczególniej w modlitwie potrzeba, żebyście
byli pełni wielkiego zawstydzenia na widok tego, czem jesteście;
żebyście uniżali się głęboko i ze świętą bojaźnią w obecności
Najwyższego Majestatu, do którego odważacie się mówić: ,,Ja mówić będę
do Pana mego, ja, proch i popiół." Jeżeli w modlitwie otrzymacie jakie
łaski nadzwyczajne, przyjmujcie je z najwyższem uczuciem waszej
niegodności; wiedzcie bowiem, że Pan Bóg wam ich udzielił darmo z
szczerego miłosierdzia swego. Strzeżcie się uważać je za waszą własność i
szukać w nich próżnego upodobania. Jeżeli zaś takowych nie otrzymacie,
nie szemrajcie, lecz myślcie, że wam wiele jeszcze brakuje do wysłużenia
ich sobie, że Pan Bóg i tak jest nadto dobry, znosząc was w obecności
Swojej u stóp Swoich. Czekajcie z cierpliwością i z pokorą, aż dopóki
was nie raczy nawiedzić, tak, jak żebrak czeka godziny całe u drzwi
bogacza, dopóki nie otrzyma od niego jakiej malutkiej jałomużny.
XLV.
Bądźcie bardzo skorzy do
oddawania Bogu całej chwały za dobry skutek i za szczęśliwy obrót
spraw, wam powierzonych, i nie przyznawajcie w nich sobie nic, prócz
samych niedokładności, gdyż one wyłącznie są wasze, a wszystko dobre z
Boga, Jemu przeto samemu za nie cześć i wdzięczność się należy. Wyryjcie
głęboko w umysłach waszych tę prawdę, byście o niej nigdy nie
zapominali; wierzcie przy tem, że wszyscy inni z łaską, jakąście wy
otrzymali, byliby lepiej współdziałali od was i nie dopuścili się tylu
błędów, co wy. Odrzucajcie pochwały, jakieby wam dawać chicano, mówiąc,
że się nie należą tak lichemu narzędziu, jakiem wy jesteście, ale
jedynie wielkiemu odwiecznemu robotnikowi, który może, jak zechce,
uderzyć trzciną w skałę i z niej wyprowadzić źródło wód, albo odrobiną
błota przywrócić ślepym wzrok i nieskończoną liczbę cudów czynić.
XLVI.
A gdyby przeciwnie, nie
powiodło się wam w dopełnieniu tego, co wam poruczono, sobie samym
przypisujcie w zupełności to nieudanie się, jako ludziom nieudolnym, na
których roztropność i zdolność wcale liczyć nie można. Strzeżcie się
mocno tego, aby zrzucać winę na drugich, albo wchodzić w szczegółowy
rozbiór tego, coście zrobili, na przekonanie, że nie było w waszej mocy
dać lepszy obrót rzeczom. Takie postępowanie, nazbyt zwyczajne ludziom
nieumartwionym, z niczego innego nie pochodzi, jak z ukrytej pychy,
którą niezdolną jest znieść upokorzenia i wzgardy. Pozwalajcie, jeżeli
tylko temu nie sprzeciwia się sumienie, myśleć ludziom o tej sprawie, co
im się podoba, i przyjmujcie jako bogaty spadek wszelką naganę i
niesławę, jakie stąd na was przyjdą. Nareszcie, choćby wam się zdawało,
że w tem wszystkiem niema żadnej winy waszej, powinnibyście i w tedy z
uległością uwielbiać zrządzenie Boże, przypuszczając, że może dawne
grzechy wasze i zbytnie zaufanie, jakieście mieli w sobie samych,
odwróciły błogosławieństwo Nieba od usiłowań waszych.
XLVII.
Jeżeli przystępujecie do
Komunii świętej sercem, rozpalonem ogniem miłości Bożej, trzeba także,
aby i duch wasz cały był przejęty uczuciem prawdziwej pokory.
Podziwiajcie, że w Komunii Bóg, tak czysty i tak święty, do tego stopnia
posuwa swą dobroć, iż się oddaje stworzeniom tak nędznym, jakiemi wy
jesteście. Zagłębiajcie się, o ile tylko zdołacie, w przepaść waszego
nicestwa, przystępujcie do tej świętości czci najgodniejszej z jak
najwyższem uszanowaniem; a jeżeli podobać się będzie najłaskawszemu
Zbawicielowi, który cały jest miłością w tym Sakramencie, przypuścić was
do Swoich pieszczot, udzielając się wam w obfitości swoich słodyczy,
nie zwalniajcie się w uszanowaniu dla Jego Majestatu nieskończonego;
zawsze stójcie na waszem miejscu, to jest, w uczuciu zależności i
nicości waszej; niech jednak poczuwanie się do nędzy i nizkości nie
ścieśnia wam serca i nie zmniejsza w niczem świętej ufności, jaką mieć
powinniście przy tej uczcie Bożej, -- niech wam służy, przeciwnie, do
powiększania waszej miłości ku Bogu, który tak się zniża, że podaje się
na pokarm dla dusz waszych.
XLVIII.
Pełni miłości, uprzejmości i uczynności, miejcie
zawsze wnętrzności miłosierdzia dla bliźnich waszych i źródło
niewyczerpane słodyczy i serdeczności dla nich; ze świętą chciwością
chwytajcie wszelką sposobność, aby im być użytecznymi, ale niech to
będzie zawsze dla podobania się Bogu. -- Uczęszczajcie starannie intecyę
waszych uczynków, aby usunąć z niej wszelką próżność i miłość własną i
do Boga samego odnosić wszystkie dobre, co robicie. Powinniście być
mocno przekonani, że uczynek dobry, ukryty i wiadomy jedynie Bogu
przynosi wam korzyść nieocenioną, a przeciwnie uczynek z winy waszej
rozgłoszony traci prawie całą swoją wartość, jako owoc podziobany od
ptactwa.
XLIX.
Zbawienną bojaźń, jaką
mieć powinniście, żeby Boga nie obrażać, łączcie z westchnieniem w
duchu do Niego (na widok nieustannego niebezpieczeństwa, upadku), aby
was raczył w dobroci Swojej Bożej zachować od tak wielkiego
nieszczęścia. I to jest właśnie ów błogosławiony jęk duszy, tak
zachwalony przez Świętych, za którym idzie czuwanie nad sobą, pilność,
by wszystko, co robicie, dobrze robić, zagłębianie się w prawdach
Bożych, pogarda rzeczy doczesnych, modlitwa serca, doskonale oddalenie
się od wszystkiego, co nie jest Bogiem, jednem słowem, jest w nim źródło
prawdziwej pokory i ubóstwa ducha; używajcie go zatem często i niech
wam stanie się, ile możności, rodzajem ciągłej modlitwy.
L.
Chory, który gorąco pragnie przyjść
do zdrowia, stara się jak najusilniej unikać wszystkiego, co zdrowiu
szkodliwe, boi się nadużywać najzdrowszych pokarmów i zastanawia się
przy każdym kawałku, czy mu nie zaszkodzi; tak samo i wy, jeżeli
szczerze pragniecie być wyleczeni ze smutnej choroby pychy i jeżeli
wzdychacie rzeczywiście za kosztownym darem pokory, powinniście
nieustannie czuwać nad tem, aby nic nie robić i nic nie mówić, coby jej
było przeciwne. Dlatego trzeba, żebyście zawsze dobrze rozważali czy to,
co chcecie robić, jest zgodne z pokorą, lub jej przeciwne, jeżeli
zgodne, róbcie je z ochotą, a jeżeli przeciwne, odrzucajcie je jak
najzupełniej.
LI.
Co jednak najmocniej pociągać
was powinno do rozmiłowania się w pokorze, to przykład Boskiego
Zbawiciela naszego, który powinniśmy mieć ciągle przed oczami naszemi w
Ewangelii swojej: ,,Uczcie się odemnie, żem cichy i pokornego serca". I
istotnie, jak zauważył św. Bernard, niema takiej pychy, którejby pokora
tego Boskiego Mistrza nie była w stanie wyleczyć. Można powiedzieć z
największą prawdą, że właściwie On sam jeden tylko się uniżył i
upokorzył. Kiedy nam się zdaje, że my to czynimy, to prawdę mówiąc, my
się nie uniżamy, ale stawiamy się na naszem miejscu i kładziemy się w
rzędzie, jaki się nam przynależy, gdyż, będąc lichem stworzeniem,
obciążonem może tysiącem nieprawości, nic nam się innego nie należy, jak
nicość i kara wieczna. Ale Chrystus Pan nasz Zbawiciel, uniżając się,
prawdziwie nieskończenie się uniżył, bacząc na najwyższą wysokość, jaka
Mu się należy. On, Bóg wszechmocny, Istota nieskończona i nieśmiertelna,
Pan i Rządca wszechrzeczy, stając się człowiekiem słabym, zdolnym
cierpieć, śmiertelnym i posłusznym aż do śmierci, przywiódł się do
ostatniej nędzy i do najzupełniejszego ubóstwa. On, który w Niebie jest
weselem i uszczęśliwieniem Aniołów i Świętych, chciał się stać
człowiekiem boleści i przyjąć na siebie, kiedy był między nami,
wszystkie nędze ludzkie. On, który jest Mądrością niestworzoną i
początkiem wszelkiej mądrości, pozwolił, aby Go miano za pozbawionego
rozumu. On, święty Świętych i sama Świętość, chciał być uważany za
grzesznika i za złoczyńcę. On, którego wielbi w Niebie liczba
nieprzeliczona duchów błogosławionych, chciał umrzeć wzgardzony na
krzyżu. On wreszcie sam z siebie Dobro najwyższe, chciał cierpieć
wszelkiego rodzaju nędze. Po takim przykładzie pokory cóż powinniśmy my
robić -- my, którzy jesteśmy popiół i proch. A pamiętając jeszcze, żeśmy
nadto nikczemni grzesznicy, czyż może być jakie upokorzenie, którebyśmy
za ciężkie dla siebie poczytywać mogli?!
LII.
Rozważajcie także nad
przykładami Świętych starego i nowego testamentu. Izajasz, ten prorok,
tak cnotliwy i tak gorliwy, wyznawał przed Bogiem, że nic czystego w nim
niema i że jego własne sprawiedliwości, to jest, jego dobre uczynki, są
jakoby chusty plugawe. Daniel, którego Pan w Ezechielu przedstawia jako
świętego, zdolnego powstrzymać przez modlitwy swoje gniew Boży, kiedy
mówił do Boga, stawał przed Nim jako człowiek obciążony nieprawościami,
którego twarz powinna ciągle płonąć od zawstydzenia i hańby. Święty
Dominik, ten cud niewinności i świętości, tak był pełny pogardy siebie
samego, iż mu się zdawało, że ściągnie niebłogosławieństwo Boże na
miasto, przez które miał przechodzić, i dlatego, nim do niego wszedł,
padając na ziemię, ze łzami w oczach wołał: ,,Panie zaklinam Cię przez
Twoją najmiłosierniejszą dobroć, abyś nie patrzał na grzechy moje i nie
rozciągał gniewu swego nad tem miejscem dlatego, że ja do niego
wchodzę". -- Święty Franciszek, który przez czystość swego życia
wysłużył nosić w sobie obraz Chrystusa Pana ukrzyżowanego, wierzył jak
najmocniej i wyznawał, że był największym grzesznikiem na świecie, i to
przekonanie było tak mocno utkwione w jego duszy, że nikt nie byłby w
stanie mu je odjąć. A na dowód tego, co mówił, przytaczał, iż jest
pewny, że gdyby Pan Bóg te łaski, któremi go obdarzył, był dał
ostatniemu z ludzi, człowiek ten byłby ich daleko lepiej użył i nie
byłby tak niewdzięczny, jak on. Inni Święci uważali się za niegodnych
pokarmu, jaki im dawano, powietrza, jakiem oddychali, odzieży, którą
nosili. Inni uważali za wielki cud miłosierdzia Pana Boga, że ich cierpi
na ziemi i że ich nie wtrąca do piekła. Inni dziwili się temu, że ich
ludzie znosili na świecie i że wszystkie stworzenia nie zbierają się
razem, aby ich wytępić i zniweczyć. Nakoniec wszyscy Święci mieli w
obrzydzeniu godności, pochwały i zaszczyty, i dla wielkiej pogardy, jaką
mieli dla siebie wzdychali za upokorzeniami i zniewagami. Czyż wam się
zdaje, że macie więcej rozumu, światła i świętości od nich? A jeżeli
nie, dlaczegóżbyście za ich przykładem nie mieli stać się malutkimi w
oczach własnych? dlaczegóżbyście nie mieli, jak oni, szukać całej
rozkoszy waszej w świętej pokorze?
LIII.
Abyście rośli coraz więcej w tej cnocie i
aby się oswoić z upokorzeniami i w nich sobie upodobać, będzie wam
bardzo pożyteczną rzeczą, gdybyście sobie wyobrażali, i to często, jakie
zniewagi i ciężką jaką wzgardę, któreby was spotkać mogły, i gdybyście
się wprawiali w duchu, przezwyciężając wszelki wstręt naturalny do
przyjęcia ich jako zadatek wielkiej łaski, jako znaki niewątpliwe
miłości Pana Jezusa i jako prawdziwe środki do uświęcenia waszego. Może
być że, aby dojść do tego, zmuszeni będziecie ciężko walczyć; ale nie
traćcie odwagi, trwajcie w tej walce szlachetnie, aż dopóki pychy waszej
i jej oporu nie przełamiecie i nie uczujecie w sobie mocnego
postanowienia, aby z radością cierpieć dla miłości Chrystusa Pana.
LIV.
Niech żaden dzień nie minie, w
którymbyście nie mieli czynić sobie wyrzutów, jakieby najwięksi wasi
nieprzyjaciele robić wam mogli nie na to, żeby je przed sobą wymawiać,
ale na to, aby przez nie utrzymywać siebie zawsze w poniżeniu i
upokorzeniu. Gdybyście wśród burzy jakiej gwałtownej pokusy uczuli
poruszenia niecierpliwości i wewnętrznego utyskiwania, że Pan Bóg w taki
sposób was doświadcza, oburzcie się sami na siebie, że jesteście
jeszcze tak pełni pychy, i mówicie do siebie: Jakim sposobem tak podli i
nędzni grzesznicy, jak my, mogą się uskarżać na to utrapienie? Czyliśmy
nie zasłużyli na kary nieskończenie większe? Czyż nie wiemy, o tem, że
wzgarda i cierpienie to prawdziwy chleb dla duszy naszej? że Pan daje
nam ten chleb jako kosztowną jałmużnę, aby nas wydobyć z naszej nędzy i
niedostatków naszych? Czyż nie powinniśmy go przyjmować z
dziękczynieniem? Kto go nie przyjmuje, nie jest godzien, a kto
przyjąwszy, porzuca go później, wystawia się na to, że może mu będzie
odebrany i dany innemu, coby go lepiej użył od niego. Pan chciał was
podnieść do godności Swoich ulubionych, prawdziwych uczniów
Kalwaryi,--chcieliżbyście przed małoduszność nie przyjąć tej walki? Bez
walki niemasz wieńca, bez dziennej pracy nikt zapłaty nie bierze.
Czyniąc sobie takie i tym podobne wyrzuty, ożywiać będziecie waszą
gorliwość i przejmować się pragnieniem życia wśród cierpień, pogardy i
upokorzeń, na wzór życia Zbawiciela naszego.
LV.
Choćbyście bardzo spokojnie znosili pogardę
i przeciwności, niech wam się nie zdaje, żeście już zdobyli sobie
pokorę niewzruszoną i zwycięską; może to być nic innego, jak uśpienie
pychy, co często się zdarza; przy pierwszej zręczności obudzi się i
rozpocznie znowu swoje straszne spustoszenie w duszy. Bądźcie przeto
zawsze na baczności, trwajcie w pracy około poznania siebie samych,
uciekajcie zawsze od zaszczytów, kochajcie się zawsze w upokorzeniach.
Tym sposobem, jeżeliście już otrzymali bogate dziedzictwo pokory,
uzbrójcie się przeciwko niebezpieczeństwu utracenia jej, gdyż trzeba się
ciągle upokarzać, aby nie stracić tego drogiego skarbu.
LVI.
Aby sobie przyjść w pomoc do
nabycia tej łaski, bierzcie sobie Najświętszą Pannę za waszą
pośredniczkę i wspomożycielkę. Święty Bernard mówi, iż Ona się
upokorzyła więcej, niż wszystkie inne stworzenia; najdoskonalsza wśród
nich, miała się za najniższą przez najgłębszą pokorę Swoją. -- Przez to
zadziwiające upokorzenie ściągnęła na siebie pełność łask i stała się
godną być Matką Bożą. Jest Ona przytem i Matką miłosierdzia i litości,
której nikt jeszcze nie wzywał napróżno. Rzućcie się z ufnością na
macierzyńskie Jej łono, zaklinajcie Ją, by wam wyjednała cnotę, która
Jej była tak drogą, i nie wątpcie, że was wspomoże, że ją wam uprosi u
Tego, który podwyższa pokornych, a poniża pysznych; a mając taką władzę
u Syna Swego, będzie z pewnością wysłuchaną. Uciekajcie się do Niej we
wszystkich waszych uciskach, a mogąc u Syna wszystko uprosić, we
wszystkich waszych pokusach niech będzie waszą ucieczką, waszem
wsparciem i waszą pociechą. Główną jednak łaską, o którą Ją prosić
macie, niech będzie pokora; poznawajcie prośbę o nią, dopóki jej nie
otrzymacie. Nie bójcie się Jej naprzykrzać; Ona lubi to naprzykrzanie
się, gdy idzie o zbawienie dusz waszych i o to, abyście się stali
milszymi Jej Boskiemu Synowi; a w końcu, aby Ją tem mocniej zniewolić do
tego, aby się przychyliła do żądania waszego, proście Ją przez Jej
pokorę, przez którą otrzymała godność Matki Bożej, i zarazem proście Ją
przez to Jej Boskie macierzyństwo, które było owocem niewypowiedzianym
Jej pokory.
LVII.
Polecajcie się także Świętym, którzy
szczególniej tą wielką cnotą jaśnieli, jak to: Świętemu Michałowi
Archaniołowi, który był pierwszym pokornym, jak Lucyfer pierwszym ze
wszystkich pysznych; świętemu Janowi Chrzcicielowi, którego świętość
była tak wielką, iż go brano za Mesyasza, a on się uważał za niegodnego
rozwiązywać rzemyki u trzewików Jego: świętemu Pawłowi, temu Apostołowi
uprzywilejowanemu, który był porwany aż do trzeciego Nieba, gdzie
słyszał tajemnice Boże, a tak małe miał rozumienie o sobie, iż się
uważał za najmniejszego z pomiędzy Apostołów, za niegodnego nazywać się
Apostołem; nietylko, ale miał się za nic, mówiąc o sobie: ,,Niczem
jestem"; świętemu Grzegorzowi Papieżowi, który więcej rozbił starań w
tym celu, aby nie zostać papieżem, niż ludzie światowi, chciwi
wywyższenia, robią, aby dojść do pierwszych dostojeństw; świętemu
Aleksemu, który wolał we własnym domu swoim, cierpieć wzgardę i zniewagi
od sług swoich, niż być od nich służonym i szanowanym; świętemu
Alojzemu Gonzadze, który z radością zrzekł się panowania i przeniósł nad
świetność władzy życie pokorne i umartwione, wreszcie polecajcie się
tylu innym Świętym, którzy świecą w dziejach Kościoła pokorą swoją.
Miejcie ufność, że wszyscy ci pokorni słudzy Pańscy chętnie wstawią się
za wami w Niebie, aby mieć w was naśladowników swej pokory.
LVIII.
Nareszcie w częstem przystępowaniu do
spowiedzi i do Komunii św. znajdziecie najobfitszą pomoc, aby się
utrzymać w praktyce pokory. Spowiedź, w której odkrywamy przed
człowiekiem sobie podobnym najskrytsze i jak najmocniej zawstydzające
nędze nasze jest największym aktem upokorzenia, ustanowionym w Kościele
przez Chrystusa Pana. Komunia święta, w której przyjmujemy Boga, który
stał się człowiekiem i wyniszczył się z miłości ku nam, jest cudowną
szkołą pokory i środkiem najskuteczniejszym do jej nabycia. Czyż możecie
wątpić o tem, że Chrystusa Pan nie udzieli wam tej przechwalebnej cnoty
wtedy, kiedy Jego serce przenajświętsze, to serce tak słodkie, tak
pokorne, to ognisko miłości i miłosierdzia, spoczywa w chwili Komunii
św. niejako na waszem sercu, i kiedy wy Go tę łaskę prosicie z całej
gorącości pragnienia waszego? Przystępujecie , ile tylko raz będzie
mogli, do tego czcinajgodniejszego sakramentu z potrzebnem
przygotowaniem, a znajdziecie w Nim mannę ukrytą, która się daje tym
jedynie, którzy jej szukają z upragnieniem.
LIX.
Zresztą nie zrażajcie się trudnościami, na
które natraficie w praktykach, wam przedstawionych, ani oporem, jakiego
sami w sobie doświadczacie. Strzeżcie się mówić, jak lękliwi uczniowie
Jezusowi: ,,Twarda to mowa, któż słuchać jej może?", bo ręczę wam, że
wszystkie gorycze, których z początku doświadczać będziecie, zmienią się
wkrótce w słodycz i w pociechę niewymowną. Wytrwałość w tych
ćwiczeniach uwolni was od tysiąca udręczeń ducha i wleje taki spokój do
serc waszych, w których dusza zaczyna już cieszyć się błogą
szczęśliwością, zgotowaną dla niej w Niebie na wieki. A przeciwnie,
jeżeli przez małoduszność nie zechcecie używać tych środków koniecznych,
aby stać się prawdziwie pokornymi, będziecie żyć w ciągłym niepokoju, w
ciągłych troskach i trwodze, staniecie się nieznośnymi dla siebie i dla
drugich i wystawicie się na wielkie niebezpieczeństwo utraty wiecznego
zbawienia, a przynajmniej z pewnością zamkniecie przed sobą bramę do
doskonałości, bo przez nią sami tylko pokorni przechodzą. Tą bramą
właśnie jest pokora. Niech was przeto ożywi święty zapał, aby wam już
nic nie zdołało odebrać odwagi. Podnieście oczy w górę i wejrzycie na
Chrystusa, który dźwigając krzyż swój, wskazuje nam drogę pokory i
cierpliwości, którą szło tylu Świętych, królujących z nim teraz w
Niebie, zaprasza was, przynagla was, byście szli w ślady tych wiernych
naśladowców cnót Jego. Wejrzyjcie na Aniołów świętych, pałających
pragnieniem zbawienia waszego, jak was zaklinają, byście szli tą drogą,
jedynie pewną, jedynie zdolną was doprowadzić do Nieba, na zajęcie
miejsc, które utracili zbuntowani aniołowie przez pychę. Wejrzyjcie na
te tłumy nieprzeliczone Świętych, którzy wielkim głosem wołają, że do
niezmiernej chwały, jaką się ciesz, doszli jedynie przez upokorzenia i
cierpienia. Widząc, że już zaczynacie onych pragnąć, radują się,
przyklaskują wam i zaklinają was, byście w tych pragnieniach nie stygli i
nie przygłuszali ich w sobie. Uzbrójcie się więc w siłę i w męstwo, aby
się wziąć bez zwłoki do tego wielkiego dzieła. Przypominajcie sobie
uroczyste zobowiązania przy chrzcie świętym uczynione, i drżyjcie na
samo wspomnienie niewierności świętym obietnicom, Bogu uczynionym.
Nadewszystko pamiętajcie na wyraźne słowa Chrystusa Pana: ,,Królestwo
niebieskie gwałt cierpi i gwałtownicy je porywają". Błogosławieni
będziecie i tysiąc razy błogosławieni, jeżeli przyjmiecie te rady i
jeżeli weźmiecie sobie za główne staranie ćwiczyć się w pokorze i
zasłużyć na chwałę w wieczności.
LX.
Nakoniec nie zapominajcie nigdy o
słowach Boskiego Mistrza do uczniów swoich wyrzeczonych, zalecających
im, ,,aby się uważali za sługi nieużyteczne wówczas nawet, kiedy
dopełnią wszystkiego, co im rozkazano". Tak i wy, skoro z największą
ścisłością wykonacie te wskazówki, powtarzajcie sobie: ,,Słudzy
nieużyteczni jesteśmy". Bądźcie przekonani mocno, że nie waszą siłą, ani
waszą zasługą się to stało, ale jedynie przez łaskę i nieskończone
miłosierdzie Boże. Bogu składajcie nieustanne dzięki i to z najżywszem
uczuciem i z głębi serc waszych za to wielkie dobrodziejstwo Jego.
Proście codziennie, aby wam raczył zachować ten skarb nieoceniony aż do
tej ostatniej chwili, w której dusze wasze, wyzwolone z więzów ciała,
będą mogły swobodnie wzlecieć na łono swego Stwórcy, aby się radować na
wieki chwałą, zgotowaną dla pokornych. Amen.
Złota książeczka o praktyce pokory przez Kardynała Pecci obecnie Leona XIII, Warszawa 1902 rok, 4- 51 str
Złota książeczka o praktyce pokory przez Kardynała Pecci obecnie Leona XIII, Warszawa 1902 rok, 4- 51 str
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
List Lavala byłego protestanckiego pastora w Condé sur Noireau
POWODY zniewalające licznych protestantów do powrotu na łono KOŚCIOŁA KATOLICKIGO ...
-
SEDEWAKANTYZM B P M ARK A. P IVARUNAS CMRI –––––––– Sedewakantyzm jest stanowiskiem teologicznym tych tradycyjnych katolików...
-
Leon XIII. Apostolicae curae – O nieważności święceń anglikańskich Z apostolską troską i miłością „Wielkiego Pasterza owiec, P...
-
Zjawy Faustyny Siostry Kowalskiej Wielu z Katolików, tak zwanych dobrej woli, zachwyciły przekazy z „Dzienniczka” Siostry Faustyny: ...



