sobota, 30 listopada 2019

Pułapka mszy Motu proprio - zwiedzeni "tradycjonaliści"

Ks. Anthony Cekada: Pułapka mszy Motu proprio

Pułapka mszy Motu proprio
KS. ANTHONY CEKADA
Ratzinger "uwalnia" Mszał ′62 roku. Witajcie w jego wielobarwnej tęczy...
"...oznaka tożsamości... ten sposób spotkania ...najlepiej do niego dopasowany..." "...sfera sacrum, która tak ich przyciąga..."
Benedykt XVI, List do Biskupów z okazji publikacji Motu proprio
"Uprawniona różnorodność i odmienne wrażliwości, zasługujące na szacunek... Ożywione Duchem, który łączy w jedno wszystkie charyzmaty"
Jan Paweł II, wypowiedź na temat tradycyjnej Mszy, skierowana do Bractwa Św. Piotra
"...wszystko w ich systemie wyjaśniają dwa słowa: potrzeba i konieczność"
Papież św. Pius X, o modernistach i sakramentach, Pascendi
7 lipca 2007 Benedykt XVI wydał Summorum Pontificum, długo oczekiwane Motu proprio zezwalające na szersze niż dotychczas używanie tradycyjnej łacińskiej Mszy w wersji z 1962 roku. Nie było to z jego strony żadną niespodzianką. Jeszcze jako kardynał, Joseph Ratzinger wielokrotnie wypowiadał się w przychylnym tonie na temat starej Mszy.
Oto kilka znamiennych postanowień zawartych w Motu proprio i towarzyszącym mu liście:
• Nowa Msza ogłoszona przez Pawła VI jest "zwyczajnym" wyrazem zasady modlitwy (Lex orandi) natomiast wersja starej Mszy Jana XXIII jest jej "nadzwyczajnym" wyrazem. Są to "dwie formy tego samego Rytu Rzymskiego". (Motu proprio, Art. 1).
• Każdy ksiądz może używać Mszału Rzymskiego ogłoszonego przez "bł. Jana XXIII" w mszach prywatnych. (Motu proprio, Art. 2).
• W parafiach, w których istnieje stabilna grupa wiernych "przywiązanych do wcześniejszych tradycji liturgicznych" proboszcz powinien chętnie przyjąć ich prośbę o odprawianie Mszy w rycie Mszału Rzymskiego ogłoszonego w 1962 (Motu proprio, Art. 5, par. 1).
• Takie celebracje mogą mieć miejsce w dni powszednie, „podczas gdy w niedzielę i święta może odbywać się jedna taka Msza”. (Motu proprio, Art. 5, par. 2).
• Czytania mogą odbywać się w języku narodowym. (Motu proprio, Art. 6).
• Na prośbę wiernych można używać starych rytów podczas ślubów i pogrzebów (Art. 5, par. 3), a proboszcz może wyrazić zgodę na użycie starego rytuału również przy sprawowaniu innych sakramentów. (Art. 9, par. 1).
• Biskup diecezjalny może erygować "parafię personalną" dla celebracji według starej formy rytu. (Art. 10).
• Nowa i stara Msza to nie "dwa ryty", lecz raczej podwójne użycie jednego i tego samego rytu. (List do Biskupów).
• Stary Mszał nie został "nigdy prawnie zniesiony i w konsekwencji, co do zasady, był zawsze dozwolony".
• Obie formy rytu mogą się "wzajemnie ubogacać".
• Nowi święci i niektóre z nowych prefacji "powinny zostać uwzględnione w starym Mszale".
• Nie ma "żadnej sprzeczności" pomiędzy starym a nowym wydaniem Mszału Rzymskiego.
• Kapłani wspólnot przywiązanych do starszej Formy "nie mogą z zasady wykluczać odprawiania liturgii zgodnie z nowymi księgami".
Tak więc, gdy nastała w końcu "Msza Motu proprio", cóż nam z nią zatem czynić wypada?
Oto kilka wstępnych przemyśleń.
I. Aspekty pozytywne
1. Przyznanie się do porażki
Będąc w latach sześćdziesiątych seminarzystą, z rewolucją liturgiczną zetknąłem się od wewnątrz i od tego czasu zapoznałem się z wieloma komentarzami na temat reformy autorstwa tych, którzy byli jej twórcami (Bugnini, Jungmann, Braga, Wagner, Patino, Botte, Vaggagini, Brandolini oraz wielu innych).
W tamtym okresie nie istniała dla tych ludzi w ogóle żadna kwestia zezwolenia na przetrwanie przedsoborowej Mszy, nawet w jakiejś ograniczonej postaci. Nowy ryt Mszy z wydanego w 1970 roku Mszału Pawła VI miał się stać Mszą rytu rzymskiego – kropka – miał to być dla Kościoła wielki krok naprzód.
Było to intencją samego Pawła VI. W listopadzie 1969 roku, na krótko przed tym jak jego Nowa Msza miała zostać wprowadzona do kościołów całego świata, rozwinął ten temat podczas dwóch Audiencji Generalnych:
"[reforma liturgiczna] stanowi dla prawdziwej tradycji [Kościoła] krok naprzód. Jest wyraźną oznaką wierności i żywotności... To nie fanaberia, szybko przemijający bądź alternatywny eksperyment, wymysł jakiegoś dyletanta... Ta reforma będzie kresem wszelkich niepewności, dyskusji i samowolnych nadużyć. Doprowadzi nas z powrotem do tej jednolitości obrządków i postaw, która jest właściwa Kościołowi katolickiemu..."
"Zasadniczy rys Mszy jest wciąż tradycyjny, nie tylko pod względem teologicznym, lecz również duchowym. W rzeczy samej, jeśli ryt zostanie zrealizowany we właściwy sposób, to okaże się, iż jego duchowy aspekt będzie obfitował w jeszcze większe bogactwa..." "Nie mówmy zatem o «nowej Mszy», lecz o «nowej epoce» w życiu Kościoła".
Nowa epoka właśnie się skończyła. Cztery dekady "większego bogactwa" doprowadziły w Stanach Zjednoczonych do spadku liczby wyświęcanych księży o 72%, wstępujących do seminariów o 90%, ilości seminariów o 66%, nauczających sióstr o 94%, przyjęć do szkół katolickich o 55% oraz uczestnictwa we mszy o około 60%.
W latach dziewięćdziesiątych nowe pokolenie duchownych zaczęło odwracać się od rytu Pawła VI i z utęsknieniem spoglądać w kierunku Mszału trydenckiego. Absolwenci najprzeróżniejszych seminariów diecezjalnych poszukiwali starodawnych szat, studiowali przedsoborowe rubryki, po kryjomu odprawiali tradycyjną Mszę i w ogólności z nadzieją oczekiwali na coś bardziej katolickiego niż to, co można było znaleźć w nowym rycie.
Jeśli Nowa Msza byłaby sukcesem, to nic z tego co powyżej przypomniałem nie miałoby miejsca. "Msza Motu proprio" jest przyznaniem, że eksperyment Novus Ordo zakończył się fiaskiem.
2. Usuwanie piętna
W latach 1964 – 1984 modernistyczna hierarchia uważała wiernych pragnących starej Mszy za wyrzutków, dziwaków czy troglodytów.
Indult z 1984 oraz ustanowienie komisji Ecclesia Dei w 1988 roku, przyczyniły się jednakże do usunięcia w pewnej mierze piętna, jakie przylgnęło do promowania "łacińskiej Mszy".
W oczach wielu ludzi "Msza Motu proprio" Ratzingera to dalsza "legitymizacja" przedsoborowych praktyk liturgicznych.
3. Przyczyna podziałów we wrogim obozie
Pomimo rozbudowanych środków bezpieczeństwa, jakie Ratzinger zawarł w swoim dokumencie, "Msza Motu proprio" niechybnie spowoduje powstanie konfliktu wśród popleczników Vaticanum II.
Nie wiem jak w innych częściach świata, ale mogę chyba przewidzieć jak się to rozegra na amerykańskiej prowincji, gdzie obecnie zamieszkuje większość tutejszych katolików Novus Ordo. Tam to właśnie, w kościołach nie różniących się pod względem architektonicznym od nowoczesnych restauracji czy banków, działają komitety "wyposażonych w uprawnienia" agresywnych świeckich kobiet – zarówno pobierających stałe wynagrodzenie jak i wolontariuszek, sporadycznie wspomagane przez wyzwolone "zakonnice". Komitety te sterują obecnie polityką i praktykami parafialnymi. Parafialne działaczki, podobnie jak ich sąsiedzi z prowincji, lubią łatwą i przyjemną Mszę oraz religię Vaticanum II właśnie w takiej formie, jaka teraz istnieje.
Jeśli neo-konserwatywny pasterz (typowy "Father Bob") zapowiedziałby, iż dzięki Motu proprio, wprowadzi cały stary liturgiczny ekwipunek zakupiony na aukcji eBay i zacznie odprawiać starą Mszę po łacinie o 10 rano w niedzielę, kobieca rada (sowiet) wznieciłaby w parafii insurekcję, uzupełnioną protestami do biskupa oraz kampanią medialną.
Przemnóżcie to przez kilka parafii w każdej diecezji, a będziecie mogli wyobrazić sobie konflikt, jaki "Msza Motu proprio" może wywołać w obozie wroga. Rozdarty konfliktem dom nie może się ostać i podziały poprzedzające rozkład nowej religii mogą tylko przyspieszyć przywrócenie starej – quod Deus det!
4. Race ostrzegawcze dla zaangażowanych tradycjonalistów
Większość starych tradycjonalistów nie cierpi jakiegokolwiek majstrowania przy Mszy. Jednakże Ratzinger, przebąkuje coś o kilku zmianach, które mogłyby się pojawić w ich lokalnej "Mszy Motu proprio": nowi święci, nowe prefacje i czytania w języku narodowym – pozostawiono nawet niewyjaśnionym czy ma być używany lekcjonarz Bugniniego.
Wspaniale! Igranie w ten sposób ze starą Mszą niezwykle zaniepokoi weteranów, zaalarmuje ich, co do machinacji Ratzingera (mamy nadzieję) i być może nawet sprawi, iż zaczną myśleć, że dla prawdziwych katolików to moderniści tacy jak Ratzinger są problemem, a nie rozwiązaniem.
5. Nieustanne przypominanie kapłanom o Nowej Mszy
Od 1988 roku Jan Paweł II i Ratzinger zaaprobowali dużą liczbę quasi-tradycjonalistycznych wspólnot religijnych (Bractwo Św. Piotra, Instytut Chrystusa Króla, Instytut Dobrego Pasterza, itd.), którym pozwolono używać Mszału ′62 i innych przedsoborowych obrzędów. Odizolowało to dużą część duchowieństwa, która nie cierpiała Nowej Mszy od przymusu odprawiania jej.
To już przeszłość. Ratzinger posyła im rakietę: "Zbędnym jest dodawać, że by doświadczyć pełnej jedności, kapłani wspólnot przywiązanych do starszej Formy nie mogą z zasady wykluczać odprawiania liturgii zgodnie z nowymi księgami. Całkowite wykluczenie nowego rytu stałoby w sprzeczności z rozpoznaniem go jako cennego i świętego".
Znów, fantastyczna wiadomość! Im bardziej kapłani tych wspólnot będą osobiście konfrontowani ze złem Nowej Mszy, tym szybciej zrozumieją nierozwiązywalne sprzeczności swej własnej postawy.
6. Wprowadzenie do prawdziwych problemów
Chociaż autoryzowana przez Ratzingera Msza Jana XXIII jest ogołoconą wersją integralnej tradycyjnej liturgii, to zachowuje jeszcze dość starych cech by ukazać, że w porównaniu z nią Nowa Msza Pawła VI przedstawia całkowicie nową religię – "zogniskowaną na człowieku" jak się miał o niej butnie wyrazić jeden z jej twórców, ks. Martin Patino.
Dla wielu katolików, droga do stania się tradycjonalistami rozpoczęła się, gdy po raz pierwszy zetknęli się z tradycyjną łacińską Mszą i porównali ją z neoprotestanckim obrzędem odprawianym w swoich parafiach. Z nastaniem "Mszy Motu proprio" okazja do takich konfrontacji rośnie wykładniczo.
Bez wątpienia skłoni to wiele szczerych i zatroskanych dusz do sięgnięcia wzrokiem poza kwestie liturgiczne w kierunku większego problemu doktrynalnego – herezji Vaticanum II i posoborowych papieży – i ostatecznie do przyjęcia jedynej logicznej dla wiernego katolika postawy, jaką jest sedewakantyzm.
II. Aspekty negatywne
1. Wchłonięci przez modernistyczny subiektywizm
Ponieważ rozumują oni nadal według starych katolickich kategorii, tradycjonaliści, którzy promowali "Mszę Motu proprio" będą traktować jej uwolnienie jako spektakularną klęskę modernizmu.
Lecz w rzeczywistości wydarzyło się coś innego: wraz z "Mszą Motu proprio" moderniści dokooptują teraz do swojego własnego subiektywistycznego programu niczego nie podejrzewających tradycjonalistów.
Papież św. Pius X potępił modernizm, ponieważ (między innymi) odrzucał on dogmat i wywyższał "religijny zmysł" indywidualnego wiernego. Wszystkie watykańskie oświadczenia autoryzujące używanie tradycyjnej Mszy – począwszy od Indultu z 1984 roku – opierają się na takich przebiegłych i subiektywnych modernistycznych kategoriach jak: "różne wrażliwości", "odczucia", "prawowita różnorodność", "radość", różne "charyzmaty", "kulturowe ekspresje", "przywiązanie" etc. (1)
Ratzinger teraz wielokrotnie powtarza ten refren: "przywiązanie", "sympatia", "kultura", "osobista zażyłość", "oznaka tożsamości", "drogocenne dla nich", "atrakcyjność", "forma spotkania", i "sfera sacrum, która przyciąga".
Wszystko zostaje zredukowane do subiektywnego odczucia.
Niech tradycjonaliści, którzy to promowali mówią sobie, co chcą. Dla Ratzingera "Msza Motu proprio" czyni z nich tylko jeszcze jeden kolor więcej w jego tęczowym Vaticanum II.
2. Boczna kaplica w ekumenicznym kościele
Jak wielokrotnie wskazaliśmy przy innych okazjach, osobistym wkładem Józefa Ratzingera do długiej listy błędów Vaticanum II jest jego herezja kościoła - monstrum („Frankenchurch”). Kościół jest dla niego "wspólnotą" – rodzajem ekumenicznego, ogólnoświatowego kościoła, do którego należą wszyscy katolicy, schizmatycy i heretycy, z których każdy posiada "elementy" Kościoła Chrystusowego bądź to "w pełni" bądź też "częściowo". Według jego Katechizmu, wszyscy są częścią jednego, wielkiego szczęśliwego "Ludu Bożego".
Pod takim wspólnym dachem, jedni cieszą się luterańskimi chorałami, mszami gitarowymi, śpiewem gregoriańskim, komunią na rękę, ministrantkami, świeckimi szafarzami, hinduską i afrykańską "zinkulturowaną" liturgią czy meksykańską muzyką mariachi. Innych (będących w "częściowej jedności" z Ratzingerem) cieszą posępne prawosławne śpiewy, muzyka rockowa, kapłanki, anglikańskie kadzidła i dzwony, kanony z brakującymi słowami konsekracji, wezwania typu: przyjmij-Jezusa-za-swojego-osobistego-zbawiciela oraz Credo bez Filioque.
Dlatego zupełnie nie dziwi, że Ratzinger potrafi zaoferować tradycjonalistom "Mszę Motu proprio", a wraz z nią obszerną, wygodną boczną kaplicę w jego ekumenicznym kościele. Ot, jedna opcja więcej...
I faktycznie, ks. Nicola Bux, watykański urzędnik, który był zaangażowany w przygotowanie Motu proprio nazwał to właśnie "rozszerzeniem opcji".
I oczywiście, jest cena, jaką trzeba za to zapłacić.
Zgodnie z Motu proprio Ratzingera i towarzyszącym mu listem, Novus Ordo – ekumeniczne, protestanckie, modernistyczne świętokradztwo, które zniszczyło wiarę katolicką na całym świecie – jest "zwyczajnym wyrazem prawa modlitwy katolickiego Kościoła". Wasza "Msza Motu proprio" – prawdziwa Msza, jak ją sobie możecie nazywać – jest tylko sposobem "nadzwyczajnym". Nowa i stara są tylko dwiema formami tego samego Rytu Rzymskiego.
Jeżeli przyjmujesz "Mszę Motu proprio", akceptujesz wszystkie powyższe konsekwencje i stajesz się entuzjastycznym członkiem Ratzingerowskiego Ogólnoświatowego Ekumenicznego Kościoła.
3. Katolickie rytuały, modernistyczne doktryny
Przez dziesięciolecia tradycjonaliści łączyli się w jednym zawołaniu "Najważniejsza jest Msza!"
Ale ostatecznie jest to tylko hasło. Do nieba możesz się dostać nawet jeżeli masz trudność z dostępem do katolickiej Mszy, ale nie możesz się tam dostać bez katolickiej Wiary.
Ratzinger da ci teraz Mszę Motu proprio – ale co z wiarą? Czy ci, którzy przyjmą jego wspaniałomyślną ofertę będą mogli potępić Novus Ordo, błędy Vaticanum II i fałszywe nauczanie posoborowych papieży?
By odpowiedzieć na to pytanie wystarczy tylko popatrzeć na Bractwo Św. Piotra, Instytut Chrystusa Króla i inne organizacje odprawiające już starą Mszę pod patronatem watykańskiej komisji Ecclesia Dei. Wszystko, na co było stać ich duchowieństwo, to sporadyczne wyrażanie układnej krytyki dotyczącej "braków" lub "dwuznaczności" nowej religii. Wszyscy oni teraz zostali wykiwani.
Ich główną troską będzie teraz, na podobieństwo z anglikańskim skrzydłem High Church, utrzymywanie pozorów katolicyzmu, szczególnie jego liturgii. Lecz serce katolicyzmu – wiara – uleciało.
Dlatego więc gdy neo-konserwatywny kapłan odprawiający "Mszę Motu proprio" może uważać za bardzo ekscytujące intonowanie starożytnych kolekt z ich "negatywnym" językiem mówiących o piekle, Boskiej karze, żydach, poganach, heretykach itp., to powinien pamiętać, że Vaticanum II obalił doktrynalne podstawy, na których opierał się ten język (2).
Dla tego poczciwego księdza i jego zgromadzenia lex orandi, którego przestrzegają (tradycyjna Msza) nie ma absolutnie żadnego związku z ich oficjalnym lex credendi (religią Vaticanum II).
Począwszy od swych dziewiętnastowiecznych początków, modernizm usiłował stworzyć religię odseparowaną od dogmatu, która niemniej jednak będzie zaspokajać "religijny zmysł" człowieka. Ironią losu jest to, że ta wewnętrznie sprzeczna i bezdogmatyczna religia realizuje się teraz w pełni w "Mszy Motu proprio" Ratzingera.
4. Pseudo-kapłani odprawiający nieważne msze
"Kiedy nie będzie już ważnie wyświęconych kapłanów, wtedy uwolnią łacińską Mszę".
Tak przewidywał w połowie lat siedemdziesiątych kapucyn, O. Carl Pulvermacher, sędziwy tradycjonalistyczny kapłan, który współpracował z Bractwem Św. Piusa X i był redaktorem amerykańskiego czasopisma Angelus.
Jego prognozy okazały się też prorocze. W 1968 roku, moderniści stworzyli nowy, nieważny ryt konsekracji biskupich – jego stosowanie sprawia, że nie dochodzi do wyświęcenia prawdziwego biskupa (3). Ktoś, kto nie jest prawdziwym biskupem oczywiście nie może wyświęcić prawdziwego kapłana i wszystkie Msze – czy to tradycyjne, łacińskie czy też Novus Ordo – odprawiane przez nieważnie wyświęconych księży są również nieważne.
Tak więc, niemal czterdzieści lat później – gdy dzięki posoborowemu obrzędowi biskupich konsekracji pozostało niewielu ważnie wyświęconych księży – modernista Ratzinger (sam nieważnie konsekrowany na biskupa w nowym rycie) uwalnia tradycyjną Mszę.
A zatem, jako rezultat Motu proprio szeroko po całym świecie zaczną być odprawiane tradycyjne, łacińskie Msze: dźwięki chorału i Palestriny będą odbijać się echem w murach wyznaczonych kościołów, lśnić będą złociste ornaty, obłoki kadzidła wypełnią barokowe absydy, kaznodzieje w koronkowych komżach ogłoszą powrót sacrum, duchowni w podniosłych nastrojach będą odprawiać nabożeństwa wypełniając przepisy rubryk z tak wielką perfekcją, na jaką tylko pozwalają okrojone ryty Jana XXIII.
Ale "Msza Motu proprio" będzie jedynie pustym spektaklem. Bez prawdziwych biskupów, nie ma prawdziwych kapłanów; bez prawdziwych kapłanów nie ma Rzeczywistej Obecności; bez Rzeczywistej Obecności nie ma Boga, który byłby przyjmowany w Komunii św. i adorowany – będzie tam tylko... chleb.
III. Powiedz NIE dla Motu!
W dłuższej perspektywie "Msza Motu proprio" przyczyni się do stopniowego upadku posoborowej religii oraz do ostatecznego zgonu Vaticanum II – tego diabelskiego dzidziusia Ratzingera, dzidziusia, dla którego Limbus nigdy nie był alternatywą. Wszystko to może nas tylko cieszyć.
Na krótką metę jednak, "Msza Motu proprio" zwabi wielu naiwnych tradycjonalistów, a to ze względu na wygodę lub perspektywę "przynależności do czegoś większego".
Negatywne aspekty faktycznego wspierania Motu proprio to czysta trucizna. Występują tu dwa kluczowe punkty warte zapamiętania:
1) W większości wypadków, wasza lokalna "Msza Motu proprio" będzie nieważna, ponieważ odprawiający ją kapłan został wyświęcony przez nieważnie konsekrowanego biskupa. Już teraz, nawet niektórzy indultowi parafianie unikają z tego powodu mszy księży z Bractwa Św. Piotra.
2) "Msza Motu proprio" jest elementem fałszywej religii. Bez wątpienia, macie swoją "zatwierdzoną" łacińską Mszę, a być może nawet swój Baltimore Catechism. Lecz wasi współwyznawcy z kościoła Vaticanum II również mają swoją Mszę i swój Katechizm, wszystko także stosownie "zatwierdzone".
Uczestnicząc we "Mszy Motu proprio" stajecie się częścią tego wszystkiego i przyznajecie, że różnice między wami a ludźmi w drodze do "św. Teilharda" są tylko kosmetyczne. – "Uprawniona różnorodność i odmienne wrażliwości, godne szacunku... ożywiane Duchem" jak na temat apostolatu Bractwa Św. Piotra związanego z odprawianiem starej Mszy wypowiedział się Jan Paweł II.
Ale jeśli jako wierny katolik jesteś zdegustowany myślą o układaniu się z herezją i o stawaniu się kolejną barwą na modernistycznej liturgicznej i doktrynalnej tęczy, to masz tylko jeden wybór:
Powiedz NIE dla Motu!
(7 lipca 2007)
Ks. Anthony Cekada
www.traditionalmass.org
Tłumaczył Mirosław Salawa
––––––––––––––––––
Przypisy:
(1) Indult 1984: Katolicy, którzy są "przywiązani" do Mszy trydenckiej.

List Ecclesia Dei Jana Pawła II (1988): Stara Msza stanowiąc część "różnorodności charyzmatów, tradycji duchowości i apostolstwa jest w Kościele nie tylko uprawniona, lecz także stanowi jego bogactwo, decydujące o pięknie jedności w różnorodności (o owym «współbrzmieniu, które pod działaniem Ducha Świętego z ziemskiego Kościoła wznosi się ku Niebu»)... ponadto wszędzie należy uszanować nastawienie tych, którzy czują się związani z liturgiczną tradycją łacińską...".

Przemówienie Jana Pawła II do benedyktynów z Le Barroux 1990: Tradycyjna Msza jest dozwolona, ponieważ Kościół "szanuje i pielęgnuje wartości i talenty różnych ras i narodów... To zezwolenie ma na celu umożliwić kościelną jedność osobom, które czują się przywiązane do tych liturgicznych form".

List kardynała Mayera do amerykańskich biskupów, 1991: "różnorodność" i respektowanie "odczuć".

Przemówienie kardynała Ratzingera do tradycjonalistów w Rzymie, 1998: "Różnorodne duchowe i teologiczne akcenty... to bogactwo, które przynależy do tej samej, jednej wiary katolickiej".

Kardynał Castrillon Hoyos, maj 2007: "liturgiczna ekspresja podzielana przez niektórych... ta wrażliwość". Zob. też przemówienie Jana Pawła II do Bractwa Św. Piotra, październik 1998.

(2) I rzeczywiście, kiedy tylko zaczęły krążyć pierwsze pogłoski o Motu proprio, Żydzi zgłosili protesty przeciw przywróceniu starych modlitw w intencji ich nawrócenia. Dlaczegóżby nie? Czyż Vaticanum II nie zapewnił ich już o zwycięstwie?

(3) Zob. "Absolutely Null and Utterly Void" (Całkowicie nieważne i pozbawione znaczenia), "Why the New Bishops are Not True Bishops" i "Still Null and Still Void" na stronie www.traditionalmass.org. Reformatorzy kompletnie zmienili zasadniczą formę sakramentalną – jedno zdanie obrzędu zawierające to co jest konieczne i wystarczające do konsekrowania prawdziwego biskupa. Usunęli zasadniczą ideę: moc Święceń, którą otrzymuje biskup. Jeśli sakramentalna forma zostaje zmieniona w taki sposób by usunąć zasadniczą ideę, forma staje się nieważną.
© Ultra montes (www.ultramontes.pl) 
Kraków 2007

FSSPX

" Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. ..." Mat. 6 , 24

  FSSPX w służbie Panom dwom. 

Z jednej strony FSSPX  sypie kadzidło zredefiniowanemu i zreformowanemu papiestwu żeby na jego polu uprawiać pseudo "tradycjonalizm", który w najlepszym wypadku zachowuje Mszę Trydencką od zapomnienia, ale za cenę milczącego przyzwolenia na niszczenie doktryny i Rzymsko Katolickiej Wiary jaką znano do Soboru Watykańskiego II przez niemal 2000lat. Czy może być w takim układzie wilk syty i owca cała? 
Jeżeli wilk syty to owcy już nie ma.
 FSSPX przedkłada prywatne opinie nad bezwzględne wobec błędów i herezji Magisterium Kościoła Chrystusowego. Zachowuje się FSSPX bezrefleksyjnie jakby jego pozycja była "najwłaściwsza" czyniąc siebie autorytetem najwyższym w rozstrzyganiu co jest właściwe a co należy zignorować.

Jeżeli ktoś dał się nabrać, że jest to katolickie podejście niech lepiej zrewiduje swoje przekonanie w oparciu o dogmat Prymatu Papieża i opinie Świętych Doktorów i teologów przedsoborowego Kościoła. FSSPX gdyby miał do czynienia z prawowitą władzą Kościoła Chrystusowego i jego Głową byłby w pozycji schizmy. Natomiast w sytuacji apostazji hierarchii posoborowego kościoła, o której zapewniał abp. Lefevebre - FSSPX  uznaje uzurpatorską władzę jako działającą w autorytecie Kościoła, ale nie uznaje swojego obowiązku poddaństwa wobec tej władzy - co jest myśleniem schizmatyckim, protestanckim. Czym się zatem różni FSSPX od swoich modernistycznych przełożonych? 
Prawda i kłamstwo to są dwie skrajności.
 Jeżeli odrzuci się  dwie skrajności jak nowoczesne społeczeństwo dyktuje to zostaje się  z półprawdą i półkłamstwem w jednej drużynie zupełnie jak FSSPX i posoborowy neo "katolicki" kościół są ...

On the Roman Pontiff

On the Roman Pontiff
an extract from
St Robert Bellarmine, De Romano Pontifice, lib. II, cap. 30.

While it is true that St. Robert Bellarmine thought it impossible that a pope could ever lose the faith and hence the papacy, he considered this opinion not theologically certain. For this reason he proceeded to examine the question of what would happen were a pope to become a heretic. The following extract from his treatise on the papacy deals with this question.
Please note that this translation was done by Mr. Jim Larrabee, who also provided the comments at the end.

"The fourth opinion is that of Cajetan, for whom (de auctor. papae et con., cap. 20 et 21) the manifestly heretical Pope is not "ipso facto" deposed, but can and must be deposed by the Church. To my judgment, this opinion cannot be defended. For, in the first place, it is proven with arguments from authority and from reason that the manifest heretic is "ipso facto" deposed. The argument from authority is based on St. Paul (Titus, c. 3), who orders that the heretic be avoided after two warnings, that is, after showing himself to be manifestly obstinate - which means before any excommunication or judicial sentence. And this is what St. Jerome writes, adding that the other sinners are excluded from the Church by sentence of excommunication, but the heretics exile themselves and separate themselves by their own act from the body of Christ. Now, a Pope who remains Pope cannot be avoided, for how could we be required to avoid our own head? How can we separate ourselves from a member united to us?

"This principle is most certain. The non-Christian cannot in any way be Pope, as Cajetan himself admits (ib. c. 26). The reason for this is that he cannot be head of what he is not a member; now he who is not a Christian is not a member of the Church, and a manifest heretic is not a Christian, as is clearly taught by St. Cyprian (lib. 4, epist. 2), St. Athanasius (Scr. 2 cont. Arian.), St. Augustine (lib. de great. Christ. cap. 20), St. Jerome (contra Lucifer.) and others; therefore the manifest heretic cannot be Pope.

"To this Cajetan responds (in Apol. pro tract. praedicto cap. 25 et in ipso tract. cap. 22) that the heretic is not a Christian "simpliciter" [i.e. without qualification, or absolutely], but is one "secundum quid" [i.e. in a qualified or relative sense]. For, granted that two things constitute the Christian - the faith and the [baptismal] character - the heretic, having lost the faith, is still in some way united to the Church and is capable of jurisdiction; therefore, he is also Pope, but ought to be removed, since he is disposed, with ultimate disposition, to cease to be Pope: as the man who is still not dead but is "in extremis" [at the point of death].

"Against this: in the first place, if the heretic remained, "in actu" [actually], united to the Church in virtue of the character, he would never be able to be cut or separated from her "in actu", for the character is indelible. But there is no one who denies that some people may be separated "in actu" from the Church. Therefore, the character does not make the heretic be "in actu" in the Church, but is only a sign that he was in the Church and that he must return to her. Analogously, when a sheep wanders lost in the mountains, the mark impressed on it does not make it be in the fold, but indicates from which fold it had fled and to which fold it ought to be brought back. This truth has a confirmation in St. Thomas who says (Summ. Theol. III, q. 8, a. 3) that those who do not have the faith are not united "in actu" to Christ, but only potentially - and St. Thomas here refers to the internal union, and not to the external which is produced by the confession of faith and visible signs. Therefore, as the character is something internal, and not external, according to St. Thomas the character alone does not unite a man, "in actu," to Christ.

"Further against the argument of Cajetan: either faith is a disposition necessary "simpliciter" for someone to be Pope, or it is only necessary for someone to be a good Pope ["ad bene esse," to exist well, to be good, as opposed to simply existing]. In the first hypothesis, in case this disposition be eliminated by the contrary disposition, which is heresy, the Pope immediately ceases to be Pope: for the form cannot maintain itself without the necessary dispositions. In the second hypothesis, the Pope cannot be deposed by reason of heresy, for otherwise he would also have to be deposed for ignorance, immorality, and other similar causes, which impede the knowledge, the morality, and the other dispositions necessary for him to be a good Pope ("ad bene esse papae"). In addition to this, Cajetan recognises (tract. praed., ca. 26) that the Pope cannot be deposed for the lack of dispositions necessary, not "simpliciter", but only "ad bene esse."

"To this, Cajetan responds that faith is a disposition necessary "simpliciter", but partial, and not total; and that, therefore, even if his faith disappears he can still continue being Pope, by reason of the other part of the disposition, the character, which still endures.

"Against this argument: either the total disposition, constituted by the character and by faith, is necessary "simpliciter," or it is not, the partial disposition then being sufficient. In the first hypothesis, the faith disappearing there no longer remains the disposition "simpliciter" necessary, for the disposition "simpliciter" necessary was the total, and the total no longer exists. In the second hypothesis, the faith is only necessary "ad bene esse", and therefore its absence does not justify the deposition of the Pope. In addition to this, what finds itself in the ultimate disposition to death, immediately thereafter ceases to exist, without the intervention of any other external force, as is obvious; therefore, also the Pope heretic ceases to be Pope by himself, without any deposition.

"Finally, the Holy Fathers teach unanimously not only that heretics are outside of the Church, but also that they are "ipso facto" deprived of all ecclesiastical jurisdiction and dignity. St. Cyprian (lib. 2, epist. 6) says: 'We affirm that absolutely no heretic or schismatic has any power or right'; and he also teaches (lib. 2, epist. 1) that the heretics who return to the Church must be received as laymen, even though they have been formerly priests or bishops in the Church. St. Optatus (lib. 1 cont. Parmen.) teaches that heretics and schismatics cannot have the keys of the kingdom of heaven, nor bind nor loose. St. Ambrose (lib. 1 de poenit., ca. 2), St. Augustine (in Enchir., cap 65), St. Jerome (lib. cont. Lucifer.) teach the same.

"Pope St. Celestine I (epist. ad Jo. Antioch., which appears in Conc. Ephes., tom. I, cap. 19) wrote: 'It is evident that he [who has been excommunicated by Nestorius] has remained and remains in communion with us, and that we do not consider destituted [i.e. deprived of office, by judgment of Nestorius], anyone who has been excommunicated or deprived of his charge, either episcopal or clerical, by Bishop Nestorius or by the others who followed him, after they commenced preaching heresy. For he who had already shown himself as deserving to be excommunicated, could not excommunicate anyone by his sentence.'

"And in a letter to the clergy of Constantinople, Pope St. Celestine I says: 'The authority of Our Apostolic See has determined that the bishop, cleric, or simple Christian who had been deposed or excommunicated by Nestorius or his followers, after the latter began to preach heresy shall not be considered deposed or excommunicated. For he who had defected from the faith with such preachings, cannot depose or remove anyone whatsoever.'

"St. Nicholas I (epist. ad Michael) repeats and confirms the same. Finally, St. Thomas also teaches (S. Theol., II-II, q. 39, a. 3) that schismatics immediately lose all jurisdiction, and that anything they try to do on the basis of any jurisdiction will be null.

"There is no basis for that which some respond to this: that these Fathers based themselves on ancient law, while nowadays, by decree of the Council of Constance, they alone lose their jurisdiction who are excommunicated by name or who assault clerics. This argument, I say, has no value at all, for those Fathers, in affirming that heretics lose jurisdiction, did not cite any human law, which furthermore perhaps did not exist in relation to the matter, but argued on the basis of the very nature of heresy. The Council of Constance only deals with the excommunicated, that is, those who have lost jurisdiction by sentence of the Church, while heretics already before being excommunicated are outside the Church and deprived of all jurisdiction. For they have already been condemned by their own sentence, as the Apostle teaches (Tit. 3:10-11), that is, they have been cut off from the body of the Church without excommunication, as St. Jerome affirms.

"Besides that, the second affirmation of Cajetan, that the Pope heretic can be truly and authoritatively deposed by the Church, is no less false than the first. For if the Church deposes the Pope against his will it is certainly above the Pope; however, Cajetan himself defends, in the same treatise, the contrary of this. Cajetan responds that the Church, in deposing the Pope, does not have authority over the Pope, but only over the link that unites the person to the pontificate. In the same way that the Church in uniting the pontificate to such a person, is not, because of this, above the Pontiff, so also the Church can separate the pontificate from such a person in case of heresy, without saying that it is above the Pope.

"But contrary to this it must be observed in the first place that, from the fact that the Pope deposes bishops, it is deduced that the Pope is above all the bishops, though the Pope on deposing a bishop does not destroy the episcopal jurisdiction, but only separates it from that person. In the second place, to depose anyone from the pontificate against the will of the deposed, is without doubt punishing him; however, to punish is proper to a superior or to a judge. In the third place, given that according to Cajetan and the other Thomists, in reality the whole and the parts taken as a whole are the same thing, he who has authority over the parts taken as a whole, being able to separate them one from another, has also authority over the whole itself which is constituted by those parts.

"The example of the electors, who have the power to designate a certain person for the pontificate, without however having power over the Pope, given by Cajetan, is also destitute of value. For when something is being made, the action is exercised over the matter of the future thing, and not over the composite, which does not yet exist, but when a thing is destroyed, the action is exercised over the composite, as becomes patent on consideration of the things of nature. Therefore, on creating the Pontiff, the Cardinals do not exercise their authority over the Pontiff for he does not yet exist, but over the matter, that is, over the person who by the election becomes disposed to receive the pontificate from God. But if they deposed the Pontiff, they would necessarily exercise authority over the composite, that is, over the person endowed with the pontifical power, that is, over the Pontiff.

"Therefore, the true opinion is the fifth, according to which the Pope who is manifestly a heretic ceases by himself to be Pope and head, in the same way as he ceases to be a Christian and a member of the body of the Church; and for this reason he can be judged and punished by the Church. This is the opinion of all the ancient Fathers, who teach that manifest heretics immediately lose all jurisdiction, and outstandingly that of St. Cyprian (lib. 4, epist. 2) who speaks as follows of Novatian, who was Pope [i.e. antipope] in the schism which occurred during the pontificate of St. Cornelius: 'He would not be able to retain the episcopate [i.e. of Rome], and, if he was made bishop before, he separated himself from the body of those who were, like him, bishops, and from the unity of the Church.'

According to what St. Cyprian affirms in this passage, even had Novatian been the true and legitimate Pope, he would have automatically fallen from the pontificate, if he separated himself from the Church.

"This is the opinion of great recent doctors, as John Driedo (lib. 4 de Script. et dogmat. Eccles., cap. 2, par. 2, sent. 2), who teaches that only they separate themselves from the Church who are expelled, like the excommunicated, and those who depart by themselves from her or oppose her, as heretics and schismatics. And in his seventh affirmation, he maintains that in those who turn away from the Church, there remains absolutely no spiritual power over those who are in the Church. Melchior Cano says the same (lib. 4 de loc., cap. 2), teaching that heretics are neither parts nor members of the Church, and that it cannot even be conceived that anyone could be head and Pope, without being member and part (cap. ult. ad argument. 12). And he teaches in the same place, in plain words, that occult heretics are still of the Church, they are parts and members, and that therefore the Pope who is an occult heretic is still Pope. This is also the opinion of the other authors whom we cite in book I De Ecclesia.

"The foundation of this argument is that the manifest heretic is not in any way a member of the Church, that is, neither spiritually nor corporally, which signifies that he is not such by internal union nor by external union. For even bad Catholics [i.e. who are not heretics] are united and are members, spiritually by faith, corporally by confession of faith and by participation in the visible sacraments; the occult heretics are united and are members although only by external union; on the contrary, the good catechumens belong to the Church only by an internal union, not by the external; but manifest heretics do not pertain in any manner, as we have already proved."

Comments by Jim Larrabee: As to the case of Liberius, which Bellarmine treats in book IV, chapter IX at considerable length, he is there concerned not to prove that Liberius was not deposed, and lawfully deposed (both of which he fully admits), but that the Liberius case does not argue against infallibility, nor was Liberius personally a heretic. This involves various distinctions which people now are failing to make, but are evident to any theologian. Perhaps I could quote this at length in future, but for now, let it be said that, while Liberius resisted heresy both before and after the period of his lapse and deposition (and that is what the quote from a later Pope undoubtedly refers to), he failed to do so for a given time. During this time the Roman clergy "deposed" him, i.e. they considered the papacy to be vacant, and accepted St. Felix as Pope.

For example (Bellarmine): "In addition, unless we are to admit that Liberius defected for a time from constancy in defending the Faith, we are compelled to exclude Felix II, who held the pontificate while Liberius was alive, from the number of the Popes: but the Catholic Church venerates this very Felix as Pope and martyr. However this may be, Liberius neither taught heresy, nor was a heretic, but only sinned by external act [emphasis in original Latin], as did St. Marcellinus, and unless I am mistaken, sinned less than St. Marcellinus." (lib. IV, c. 9, no. 5)

Further, after explaining that Felix was for a time an antipope, he continues (no. 15): "Then two years later came the lapse of Liberius, of which we have spoken above. Then indeed the Roman clergy, stripping Liberius of his pontifical dignity, went over to Felix, whom they knew [then] to be a Catholic. From that time, Felix began to be the true Pontiff. For although Liberius was not a heretic, nevertheless he was considered one, on account of the peace he made with the Arians, and by that presumption the pontificate could rightly [merito] be taken from him: for men are not bound, or able to read hearts; but when they see that someone is a heretic by his external works, they judge him to be a heretic pure and simple [simpliciter], and condemn him as a heretic.

Magisterium Kościoła o "Papieżu heretyku"

MAGISTERIUM KOŚCIOŁA

Magisterium Kościoła o "Papieżu heretyku"
Wybór autorytatywnych cytatów na temat herezji, schizmy i apostazji w odniesieniu do piastowania kościelnego urzędu, zwłaszcza papieskiego
„Tym bardziej nie może się rzymski papież chlubić, ponieważ może być sądzony przez ludzi – a raczej, można wykazać, że już został osądzony, jeśli «utraci swój smak» popadając w herezję; gdyż ten, kto nie wierzy już został osądzony.” Papież Innocenty III (†1226), Sermo 4: In Consecratione, PL 218, 670
„Dodajemy również, że gdyby kiedykolwiek się okazało, że jakiś biskup, (a nawet pełniący obowiązki arcybiskupa, patriarchy, albo prymasa), czy też kardynał Świętego Kościoła Rzymskiego, albo (jak to zostało wyżej wspomniane) legat, czy też papież rzymski przed dokonaniem jego wyboru do godności kardynała, albo przed wyniesieniem go do godności papieskiej odpadł od wiary katolickiej, albo popadł w jakąkolwiek herezję: wówczas wybór albo wyniesienie tej osoby, nawet dokonane w zgodzie i jednomyślnie przez wszystkich kardynałów będzie żadne, nieważne i próżne… Prócz tego wszystkie razem i każda z osobna z osób wyniesionych i awansowanych w taki sposób do swych godności, mocą samego faktu, bez żadnego dokonanego w tej kwestii ogłoszenia będą pozbawione wszelkich godności, miejsc, zaszczytów, tytułów, władzy, urzędów i mocy”. Papież Paweł IV (†1559), Bulla Cum ex apostolatus z 15 II 1559
Papież, będący jawnym heretykiem automatycznie (per se) przestaje być papieżem i głową Kościoła, jako że natychmiast przestaje być chrześcijaninem (katolikiem) oraz członkiem Kościoła. Z tego powodu może on być sądzony i ukarany przez Kościół. Jest to zgodne z nauką wszystkich Ojców [Kościoła], którzy nauczali, że jawni heretycy natychmiast tracą wszelką jurysdykcję”. św. Robert Bellarmin (†1621), Doktor Kościoła, De Romano Pontifice. II, 30
„Otóż kiedy Papież jawnie jest heretykiem, ipso facto traci swą godność i wyklucza się z Kościoła…”. św. Franciszek Salezy, Doktor Kościoła (†1622)
„W przypadku gdyby Papież stał się heretykiem, to – przez sam ten fakt i bez żadnego innego orzeczenia – odłączyłby się od Kościoła. Głowa oddzielona od ciała nie może – tak długo jak pozostaje oddzielona – być głową tego samego ciała, od którego została odcięta”. św. Antonin (†1459)
Heretycy i schizmatycy są wyłączeni z piastowania urzędu papieskiego na mocy samego Boskiego prawa… muszą być bezwzględnie uważani za wykluczonych od zasiadania na tronie Stolicy Apostolskiej, która jest nieomylnym nauczycielem prawdy wiary i centrum kościelnej jedności.” Maroto, Institutiones Iuris Canonici 2, 784
Nominacja na Urząd Prymatu. 1. Co jest wymagane przez Boskie prawo dla tej nominacji… wymagane dla ważności jest również, aby osoba wybrana była członkiem Kościoła; i dlatego, wykluczeni są heretycy i apostaci (przynajmniej publiczni).” Coronata, Institutiones Iuris Canonici (Rzym, Marietti, 1950) 1: 312
„Jeżeli rzeczywiście zdarzyłaby się taka sytuacja, to on [rzymski Papież] z mocy prawa Boskiego, odpadłby z urzędu i to bez żadnego wyroku – doprawdy, nawet bez deklaratywnej sentencji. Ten, kto otwarcie głosi herezję sam się stawia poza Kościołem i jest niepodobieństwem, by Chrystus mógł zachować Prymat Swego Kościoła w kimś tak niegodnym. Dlatego też, gdyby rzymski Papież głosił herezję, to jeszcze przed jakimkolwiek potępiającym wyrokiem (który zresztą byłby niemożliwy) utraciłby swoją władzę”. Coronata, Institutiones Iuris Canonici (Rzym, Marietti, 1950) 1: 316
„Wszyscy, przed którymi na mocy Boskiego prawa lub unieważniającego prawa kościelnego nie stoją przeszkody, spełniają warunki niezbędne [do wyboru na papieża]. Dlatego, mężczyzna, który posiada zdolność używania rozumu wystarczającą by przyjąć wybór i sprawować jurysdykcję i który jest rzeczywistym członkiem Kościoła może być ważnie wybrany, nawet jeśli jest tylko człowiekiem świeckim. Wykluczeni jako niezdolni do ważnego wyboru, są jednakże: wszystkie kobiety, dzieci, które jeszcze nie doszły do wieku dojrzałości, dotknięci nieuleczalną choroba umysłową, heretycy i schizmatycy.” Wernz-Vidal, Ius Canonicum t. II, s. 415
„Gdyby poprzez notoryczną i otwarcie okazywaną herezję papież miał stać się heretykiem, przez sam ten fakt (ipso facto) uważa się go za pozbawionego całej władzy prawodawczej (jurysdykcji), nawet przed wydaniem przez Kościół deklaracji [o utracie urzędu] (…) papież popadając w herezję przestaje być ipso facto członkiem Kościoła, a co za tym idzie przestaje też być Jego głową”. Wernz-Vidal, Ius Canonicum, t. II: De Personis, s. 453
„Gdyby duchowny dopuścił się jawnej herezji, traci tym samym, przez milczące zrzeczenie się i bez dalszej deklaracji, wszystkie swe urzędy kościelne (kan. 188 n. 4).” x. Franciszek Bączkowicz CM, Prawo Kanoniczne.Podręcznik Dla Duchowieństwa, t. I, s. 161
„Niemała liczba kanonistów uczy, że prócz śmierci i abdykacji, papieska godność może również zostać utracona przez popadnięcie w pewien stan choroby umysłowej, który prawnie równoważny jest śmierci, jak również wskutek jawnej i uporczywej herezji. W tym ostatnim przypadku, papież automatycznie utraciłby swą władzę i to rzeczywiście bez ogłaszania żadnego wyroku, ponieważ pierwsza Stolica (tj., Stolica Piotrowa) przez nikogo nie jest sądzona… Powód tego jest taki, iż papież popadając w herezję przestaje być członkiem Kościoła. Ten, kto nie jest członkiem społeczności, nie może być, rzecz jasna, jej głową”. Udalricus Beste, Introductio in Codicem (1946)
„Zgodnie przynajmniej z bardziej rozpowszechnionym nauczaniem rzymski Papież jako prywatny nauczyciel może popaść w jawną herezję. Wtedy to, bez żadnego deklaratywnego wyroku (jako że najwyższa Stolica nie jest sądzona przez nikogo), automatycznie (ipso facto) utraciłby tę władzę, której ten, kto nie jest już członkiem Kościoła nie jest zdolny posiadać”. A. Vermeersch, Epitome Juris Canonici (1949)
„Obowiązujące obecnie prawo dotyczące wyboru rzymskiego Papieża sprowadza się do następujących punktów: […] Wykluczone jako niezdolne do ważnego wyboru są następujące osoby: kobiety, dzieci przed osiągnięciem wieku rozeznania rozumowego, obłąkani, nieochrzczeni, heretycy i schizmatycy…”. C. Baldii, Institutiones Iuris Canonici (1921)
Wszystkie cytaty w języku polskim wyjęte z różnych artykułów na stronie ultramontes.pl.

wtorek, 26 listopada 2019

Quo Vadis Homine?








Dzisiaj, niestety można dodać ze zgrozą, że to głównie "katolicy" głoszą przeciwstawne nauki o Bogu. Wielka radość musi panować wśród wyznawców wszelkiej fałszywej religii gdy widzą ten stan rzeczy. Ponadto diaboliczny rechot musi ogarniać każdego wroga Kościoła Chrystusowego na widok samozwańczych "obrońców wiary", którzy za swe oręże obierają heretyckie i schizmatyckie argumenty ... Czy może być lepszy dowód na brak Głowy Kościoła, na to że Pasterz został uderzony a owce są w rozproszeniu? Czy była w historii Kościoła podobna katastrofa, z której się Kościół później wylizał? Wielu będzie uspokajać i argumentować, że owszem jest to stan normalny - jeżeli nie naturalny w kościele Chrystusowym, że naucza się błędu, legalizuje grzech, kreuje się apostazję na skale globalną.... zostawiając w domyśle to co każdy luteranin, mason, jechowy etc chciałby dodać do naszej myśli o Kościele Chrystusowym. Musi być zatem cechą rozpoznawczą wilka w owczej skórze; mowa kojąca wzburzenie i skandal, odciągająca od powagi sytuacji i grozy konsekwencji jakie niesie poznanie prawdy. Formowanie; zaganianie zagubionych owiec w kontrolowane strefy; zagrody pod opieką "pasteży", których szczególną cechą jest umiłowanie półprawdy; trwa i przybiera w tempie. Arka zbawienia czy arka potępienia? Gdzie jesteśmy zaganiani? Gonią nas węże, ośmiornice i wilki czy prawdziwi pasterze z Bożego powołania? I czy ma to dla ciebie jeszcze jakieś znaczenie - bo jeśli nie; to znaczy, że śpisz i jest ci obojętne czy skończysz w niebie czy w piekle. Bon Voyage. " «Biada pasterzom, którzy prowadzą do zguby i rozpraszają
owce mojego pastwiska - wyrocznia Pana. "

sobota, 9 listopada 2019

Owce dostają takiego pasterza na jakiego zasługują?




Argument

Czy Chrystus obiecywał nam, że Kościół Św. Matka Nasza będzie nas uczyła i prowadziła wedle zasady "Owce dostają takiego pasterza na jakiego zasługują.' czy raczej wedle zasady nieskazitelności, nieomylności i niezniszczalności, którą to objawił nam mówiąc " A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata»5. MT 28" " Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie»” (Mt 16,13-19). Inaczej mówiąc Papież, o którym można wątpić co do jego katolickości - a takich mamy od co najmniej 60 lat - tym bardziej można wątpić o jego kościele - czy nadal jest Chrystusowy czy jest już sektą, która jedynie stwarza pozory (lub już nawet ich  nie stwarza ; patrz.synod amazoński) prawdziwego Kościoła Katolickiego. Gdybym był doktorem to mógłbym stawiać tezy. A skoro jestem jedynie owcą zdaną na pasterzy (fałszywych lub prawdziwych) wyciągam jedynie konieczne konkluzje. Kościół posoborowy nie pachnie po katolicku dla takiej owieczki jak ja, i to nie dlatego że ja sam nie pachniałem po katolicku a raczej (opierając się na dowodach historycznych łatwo weryfikowalnych) - dlatego, że żaden z posoborowych następców tronu Piotrowego, Katolicką Wiarą sam nie pachniał.

Kontrargument 

Krzysztof częściowo się z Tobą zgodzę, ale co do św. Piotra czy to nie do niego przypadkiem Jezus rzekł ‚Zaprawdę, powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz’? Czy nie ten sam Piotr porwał się na miecz? Był on szlachetny ale też po ludzku porywczy, niekiedy nawet pyszny i dumny. Po aresztowaniu chociaz jest wewnętrznie zagubiony podąża za Chrystusem ale zachowuje odstęp. Boi się, jest ostrożny - znów cechy bardzo ludzkie.. Jezus znał go z jego słabości ale też znał jego serce pełne wiary, skłonne do refleksji, do skruchy. I właśnie w tym kontekście odczytuje ‚...I bramy piekielne go nie przemogą.’ - to daje nam znak że przemóc będą próbowały, ale nigdy się to nie uda. Mamy chociażby liste antypapieży (wśród nich takich na długo długo przed Soborem Watykańskim II) - byli, przeminęli a Kościół nie upadł... Na pewno warto - a wręcz należy modlić się o Papieża. Warto również pomnieć Osiemnaście reguł św. Ignacego Loyoli (w powyzszym kontekscie z naciskiem na regułę 13). Z Bogiem!

Argument


 Proszę pamiętać, że Piotr był poddany próbie zanim Chrystus zechciał zbudować na nim swój Kościół, więc mówi pani o sytuacji próby co miało miejsce zanim Chrystus powierzył mu misję i udzielił mu swego autorytetu oraz Ducha Św. oraz obiecał, że go nigdy nie opuści - i na tym właśnie akcie; jak uczy nas nieomylne Magisterium powstał Kościół Chrystusowy. To jest Dogmat Katolickiej Wiary. Żeby skłonić panią do ponownego przemyślenia argumentu o liście rzekomych antypapieży przed SWII i rzekomej analogii naszych czasów do przeszłych kryzysów Kościoła zaproponuję wykonanie pracy porównawczej na bazie takiego pytania : który z poprzednich rzekomych antypapieży dokonał dzieła reformacji Kościoła Katolickiego w taki sposób aby naruszyć fundamenty Wiary Katolickiej na poziomie dogmatu ,teologii, obyczajów, dyscypliny, sakramentów, liturgii, prawa kanonicznego, Tradycji, architektury, misji Kościoła, hierarchii i polityki czy nawet poważając się na zmianę Prawa Bożego??? Każdy kto wykona tę pracę stwierdzi, że żyjemy w czasach bez precedensu. Co więcej - Księga Apokalipsy zapewnia nas o tym, że pewnego dnia antychryst zasiądzie na tronie Bożym na pewien czas i zwiedzie nawet wybranych...Inaczej mówiąc mamy zapewnienie najwyższej rangi ,że kościół podający się za Chrystusowy będzie przez pewien czas kościołem antychrysta. Więc żeby przyjąć pani argument musiałbym odrzucić i Dogmat i Magisterium i Prawdę objawioną w Piśmie Świętym jak i odpowiedzialność własną za rozpoznawanie znaków czasu. Proponuję zrobić porównanie jak wyglądał, co mówił, czego nauczał, co potępiał, co promował, jak się prezentował Kościół Katolicki jeszcze w latach 1900-1950 co mogą pamiętać i zaświadczyć jeszcze nasi rodzice i dziadowie...i przyłożyć to do obecnego obrazu kościoła - pamiętając o słowach Apostołów z Pisma Św.:
" Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść4 do innej Ewangelii. 7 Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. 8 Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty! 9 Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście - niech będzie przeklęty!". Ave Maria! 


 Odpowiedź
 
kosciol powinien byc budowany na skale, na Jezusie. Na pewno nie na czlowieku

Argument

To jest zwyczajnie nieprawda : "Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą7. 19 I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie».MT16. " Tak mówi nasz Pan i założyciel Kościoła Chrystusowego i taką wiarę katolik wyznaje. Biedni protestanci i inne sekty "chrześcijańskie" są skazane na takie błędne rozumowanie jakie pani przedstawia - biorąc swoje własne "widzimisie" czy życzeniowe myślenie za Prawdę Objawioną. Ave Maria! 

2+2=???




2+2 =??? Granice apostazji zostały przekroczone już w trakcie obrad Soboru Watykańskiego II-go jeżeli jeszcze nie na etapie wstecznego planowania.. I co z tego, że mamy kolejne niezbite dowody potwierdzające schizmę posoborowego"kościoła" (novus ordo) wobec Kościoła Chrystusowego? Dowody są po to by je odrzucać lub z nimi polemizować - jak można wywnioskować z głównego nurtu "katolickich liderów i ich mediów"... Nie ma sensu przemawianie do rozsądku czy powoływanie się na Doktrynę, Magisterium, Tradycję czy historycznie zweryfikowane dowody kiedy człowiek się uprze w swoim błędzie. Są odpowiedzi, dowody, prawomocne i nieomylne definicje, opinie Świętych Doktorów Kościoła, Magisterium etc....jednak dla modernisty (świeckiego czy kapłana czy pseudo tradycjonalisty) równanie 2+2 zawsze przyniesie wynik inny niż ten jedynie prawdziwy(4). I chociaż o fałszywym kościele i fałszywym papieżu ostrzega nas sam Chrystus w Piśmie Świętym i proroctwa w nim zawarte to dla większości samozwańczych "obrońców wiary" taka opcja nie wchodzi jednak w grę ponieważ musieliby się wycofać ze swego utartego, błędnego myślenia i postępowania (co w niektórych przypadkach grozi utratą oglądalności, popularności, sprzedawalności, subskrypcji, dobrego imienia). W rezultacie jesteśmy wodzeni za nos całymi dekadami. Całe nieszczęście polega na tym, że w poszukiwaniu prawowitego autorytetu, na którym z pewnością można by się oprzeć towarzyszą nam rzesze wilków w owczych skórach, utytułowanych "obrońców wiary" w "blasku reflektorów" i w "zbroi rycerskiej", zwiedzionych i zwodzących kapłanów i świeckich, czy wręcz opętanych, żyjących fałszywą wiarą znajomych i bliskich. I każdy z nich ma dla nas jakieś mile brzmiące słowo, kojące przesłanie, zapewnienie o słuszności, wzniosłe uczucie, ideał, prawdopodobne konkluzje i odpowiedzi itp...
 A duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich, uwiedzeni obłudą kłamców, naznaczonych w sumieniu piętnem występku – 1 Tym.4:1-2.



czwartek, 7 listopada 2019

POSOBOROWI "PAPIEŻE" - Jan XXIII


 POSOBOROWI "PAPIEŻE"

KS. RAMA P. COOMARASWAMY

––––––––

Rozdział I

Jan XXIII


Papież Pius XII, który objął papieski tron w 1939 roku był z pewnością świadomy zagrożenia, jakie dla Kościoła stanowił modernizm; nie tylko skarżył się na to, że skrycie głosi się go w seminariach, niejednokrotnie miał też mówić, że nawet jeśli jest ostatnim papieżem powstrzymującym zalew innowacji, to będzie w tym działaniu nieugięty. Cytując go dosłownie: "après moi, le déluge" (1). Dopiero teraz stało się oczywiste jak prorocza była ta wypowiedź. Jednakże nawet jemu – otoczonemu przez ludzi oddanych sprawie "rewolucji" – często brakowało czujności. Pozwolił ludziom o wątpliwej reputacji wspiąć się na szczyty i udzielił aprobaty dla liturgicznych zmian wielce kontrowersyjnej natury – takich jak nowe obrzędy Wielkiego Tygodnia. (Zdarzyło się to w listopadzie 1955 gdy był ciężko chory i jak można podejrzewać ta sytuacja mogła zostać łatwo wykorzystana (2)). W 1958 roku zajął jego miejsce Angelo Giuseppe Roncalli, który przyjął imię Jana XXIII (3).

Wydarzyło się wtedy coś zupełnie nowego. Po raz pierwszy mieliśmy papieża, który był mile przyjmowany przez liberalną prasę, człowieka określanego jako "prosty chłop" i "człowiek z ludu". Nie był ani jednym ani drugim. Znacznie trafniejsza jest ocena Roberta Kaisera, korespondenta Time Magazine akredytowanego przy Vaticanum II oraz serdecznego przyjaciela Jana XXIII. Kaiser nazywa go "politycznym geniuszem" oraz "ostrożnym i przebiegłym rewolucjonistą" (4).

Angelo Giuseppe Roncalli urodził się w 1881 roku w prowincji i diecezji Bergamo. Chociaż często opisywany był jako syn "biednych i bezrolnych chłopów" jego rodziców można poprawniej określić jako małorolnych chłopów, "przywiązanych do ziemi, posiadających liczną i zdrową rodzinę, wychowujących swe dzieci w przywiązaniu do chrześcijańskich cnót i pogodnie przyjmujących swój los". Od jakichś 500 lat jego rodzina posiadała i zamieszkiwała tę samą ziemię (5). Roncalli został wyświęcony w 1904 roku i od początku przyjął liberalne i modernistyczne poglądy. Jego pierwszym duchowym kierownikiem był ks. Parrechi znany ze swych "wyjątkowo liberalnych poglądów" (6). Uczył historii w seminarium w Bergamo i był pod silnym wpływem takich pisarzy jak Loisy i Duchesne (7). Zaangażowany był także w działalność młodzieżowej organizacji Opera Dei Congressi, która z powodu swych modernistycznych orientacji została rozwiązana przez Piusa X. Po krótkim pobycie w Rzymie związał się z Radini Tedeschi, zawodowym watykańskim dyplomatą, protegowanym kardynała Rampolli (8), który został zesłany do Bergamo z powodu swych modernistycznych poglądów.

Biskup Tedeschi miał wywrzeć olbrzymi wpływ na Roncalliego – przyszły Jan XXIII był przez dziewięć lat jego osobistym sekretarzem oraz biografem żywiącym wobec niego wielki podziw. Roncalli miał skłonność do znajdowania sobie przyjaciół wśród modernistów – Peter Hebblethwaite dokumentujący wczesny etap jego życia w tym okresie z trudnością może wymienić jakiegoś bliskiego współpracownika, który by nie był modernistą. Byli wśród nich biskupi: Mediolanu – Carlo Ferrara oraz Cremony – Bonomelli, obaj jawni moderniści, jak również Lambert Beauduin, benedyktyński orędownik liturgicznej "odnowy". Kilku spośród jego najbliższych przyjaciół seminarzystów, w tym współlokator z seminarium oraz osoba, która była obecna przy jego święceniach mieli później zostać ekskomunikowani za modernizm (9). Przez cały ten okres wykazywał wielką ostrożność – był niewątpliwie obłudny w ukrywaniu swych poglądów (10). Następnie w 1924 roku, po śmierci swojego ukochanego biskupa wezwano go z powrotem do Rzymu i powierzono pomniejsze stanowisko w Stowarzyszeniu Rozkrzewiania Wiary. W tym okresie został też profesorem patrystyki na Uniwersytecie Laterańskim po to by już po kilku miesiącach zostać usuniętym z tego stanowiska ze względu na "podejrzenie o modernizm" oraz "głoszenie teorii Rudolfa Steinera"! (11) Praktycznie skazano go na zesłanie do Bułgarii i Turcji.

Według Giancarlo Zizoli "oskarżenie Roncalliego o modernizm zawierało bardzo jednoznaczną treść... Odnoszono się w nim do jego relacji, rzeczywistych lub domniemanych z modernistycznym środowiskiem początku wieku, jak również do jego solidarności z małą reformatorską grupą, która wyłoniła się z fenomenu włoskiego modernizmu". Wśród tematów dominujących w tej grupie Zizola wymienia "prymat sumienia, pogodzenie autorytetu z wolnością, autonomię nauki, wyzwolenie od zbytecznej kościelnej struktury, odnowę wiary, uwolnienie od polityki, [oraz] katolicyzm mniej uwarunkowany tradycyjnymi schematami" (12). Roncalli rozwinął też w tym okresie swą teorię, iż Chrystus nieustannie działa w historycznym procesie i że możliwe jest rozpoznanie i współpraca z tym Chrystologicznym procesem poprzez rozpoznawanie "znaków czasu" (13).

Wiele lat spędzonych na Bliskim Wschodzie, powstanie arsenałów broni nuklearnej oraz doświadczenie dwu wojen światowych, przekonały Roncalliego do potrzeby wyeliminowania frakcyjnych konfliktów ludzkości po to by doprowadzić różne rasy, polityczne grupy i religijne wyznania do pewnego rodzaju praktycznej jedności. Tylko w ten sposób można by zapewnić światu trwały pokój. Po drugiej wojnie światowej powołano go z powrotem i wyznaczono na nuncjusza apostolskiego we Francji. Podczas pobytu w Turcji współpracował on z rządem emigracyjnym De Gaulle'a i "pomimo niskich notowań", jakie miał u Piusa XII (14) był praktycznie jedynym papieskim przedstawicielem akceptowalnym we Francji (15). Przebywając z dużą swobodą obracał się w dyplomatycznych i społecznych kręgach tego kraju mając opinię "dobrodusznego", a jednocześnie nawiązywał kontakty ze wszystkimi liberalnymi i lewicowymi ruchami dominującymi w powojennej Francji. Jego "nowymi punktami kulturalnego odniesienia... byli Dom Lambert Beauduin, Mauriac, Claudel, Gilson, Daniel-Rops, Raissa i Jacques Maritain a ponadto Études, innowacyjny periodyk francuskich jezuitów, jak również Le Cerf publikujące awangardowe książki pod dominikańskimi auspicjami" (16).

Tak bezkrytycznie obcował z reprezentantami różnych grup nieprzyjaznych Rzymowi (miejscowy dowcip głosił, że jego duchowym kierownikiem był socjalista Édouard Herriot), że kolejny raz ściągnął na siebie podejrzenia. Jednakże miał przyjaciół na wysokich stanowiskach (takich jak Montini, przyszły Paweł VI), którzy go chronili. Uczynił wszystko co było w jego mocy dla wspierania i opóźnienia potępienia księży-robotników (dogłębnie przenikniętych marksistowską ideologią) i doprawdy, można przypuszczać, że właśnie odmowa potępienia ich miała jakiś związek z przeniesieniem go do Wenecji. (Jego następca bezzwłocznie potępił ten ruch). Wraz z przeniesieniem do Wenecji otrzymał czerwony kapelusz kardynalski.

Już wcześniej wspomniano o zainteresowaniu Roncalliego Rudolfem Steinerem. Włoski pisarz Pier Carpi twierdzi, że posiada niezbite dowody, że w czasie pobytu na Bliskim Wschodzie Roncalli został przyjęty do masonerii. Maurice Bardet, dobrze znany mason w wolnomularskiej publikacji Les Échos du surnaturel informuje nas, że był jego doradcą. Podczas gdy można by dyskutować z tymi oświadczeniami, bezsporne jest natomiast to, że będąc nuncjuszem papieskim w Paryżu, w każdy czwartkowy wieczór w cywilnym ubraniu odwiedzał on Wielką Lożę tego miasta. Zostało to poświadczone przez kilku członków francuskiej sûreté, policji wyznaczonej do jego ochrony w tamtym okresie (17).

Podczas pobytu we Francji, Roncalli był także odpowiedzialny za utworzenie "seminariów za drutem kolczastym", projektu który w nadchodzących latach miał przynieść znaczące wyniki. W częściach Europy znajdujących się pod nazistowską kontrolą występował wtedy dotkliwy brak kapłanów, gdyż Niemcy wcielili wszystkich seminarzystów do sił zbrojnych. Kapłani podczas wojny albo współpracowali z Niemcami albo byli umieszczani w obozach koncentracyjnych. Pierwsi byli zdyskredytowani w oczach wiernych, a ci drudzy – jeśli nawet przeżyli to byli zbyt wycieńczeni by właściwie funkcjonować. Pomysłowe było rozwiązanie tego problemu zaproponowane przez Montiniego. Zdobył on listy wszystkich seminarzystów będących jeńcami wojennymi i zdołał przekonać przedstawicieli sprzymierzonych sił do skierowania tych ludzi do specjalnych ośrodków szkoleniowych. Montini i Roncalli zapewnili im nauczycieli oraz książki – nie trzeba dodawać, że byli to nauczyciele o "poprawnej" modernistycznej orientacji i zanim posoborowy kościół doszedł do władzy, wielu spośród "średniego duchowieństwa" w Niemczech oraz innych częściach Europy było już dobrze wyszkolonych i zindoktrynowanych przez "nouvelle théologie". (Łatwo zapomina się o fakcie, że między końcem wojny a Vaticanum II istniała 17-letnia luka czasowa). Wyjaśnia to przyczynę tak niewielkiego oporu na zmiany wprowadzone przez Vaticanum II. Na domiar złego, amerykańska hierarchia zaczęła wysyłać swoich seminarzystów na zaawansowane kursy do Europy, gdzie dostawali się pod wpływ modernistów dobrze zadomowionych w europejskich seminariach (18).

Jako kardynał, Roncalli został patriarchą Wenecji, a pięć lat później został wybrany na Stolicę Piotrową. Jednym z jego pierwszych dokonań po usadowieniu się na tronie Piotrowym było szerokie otwarcie watykańskiego okna, aby wpuścić do środka "trochę świeżego powietrza". Ten tak wielce wychwalany (a sporadycznie krytykowany) symboliczny akt przywodzi na pamięć interesujący fragment historii. Kiedy w 1908 roku ks. George Tyrrell (sławny modernistyczny jezuita ekskomunikowany za modernizm) stał się tematem krytycznego listu pasterskiego kardynała Merciera, odpowiedział w następujący arogancki sposób: "Wasza Eminencjo, czy kiedyś łaska napełni twe serce, byś mógł śmiało otworzyć na oścież drzwi i okna najciemniejszych zakamarków twojej wielkiej średniowiecznej katedry i pozwolić światłu nowego dnia dotrzeć do najciemniejszych zakątków, a świeżemu wiatrowi niebios [sic] przewietrzyć jego zmurszałe klasztory?" Wydaje się oczywistym, że Jan XXIII ustanowił wzorzec, który mieli później naśladować wszyscy jego posoborowi następcy. Wkrótce po tym, jak został "papieżem" udał się do Świętego Oficjum i zażądał swoich akt. Na okładce widniała adnotacja: "podejrzany o modernizm", którą to przekreślił zastępując oświadczeniem: "Nigdy nie byłem modernistą" (19).

Roncalli zainicjował także posoborowy kurs częstego zrywania z papieską tradycją – proces, który zaszedł tak daleko, że gdy nastał Jan Paweł II nie było już prawie żadnych papieskich tradycji, z jakimi można by było zerwać. Tuż po wyborze Roncalli nie zezwolił kardynałom na całowanie papieskiego trzewika (co symbolizowało uległość wobec władzy Chrystusa). Podczas uroczystości państwowych nie wkładał papieskiej tiary (symbolu "triumfalizmu"), nakazał obniżyć tron Piotrowy i poinstruował swe otoczenie by nie używali jego (w rzeczywistości Piotrowych) honorowych tytułów. Wszystkie te działania oczywiście zadowolą egalitarystyczne uprzedzenia współczesnego człowieka, ale problem polega na tym, że Jan XXIII nie był zwykłym człowiekiem; był on jakoby przedstawicielem Chrystusa na ziemi. By usytuować takie działania w klarowniejszej perspektywie, można spróbować wyobrazić sobie królową angielską pozbawiającą się swych królewskich szat by uczestniczyć w dyskotekowych tańcach ze swymi poddanymi podczas uroczystości państwowych. Niezbyt to dostojny widok. Paul Johnson mówi nam o stanowisku Roncalliego wobec Kościoła, który zobowiązał się chronić i o stosunku do swych poprzedników, z których stanowiskiem został niezawodnie związany: "Kiedy zachodziła potrzeba po prostu zaprzeczał wcześniejszym Papieżom. W całości odrzucił Mirari Vos i Singulari Nos Grzegorza XVI, Quanta Cura Piusa IX, do którego jako dodatek dołączony był Syllabus Błędów. Jan był bezlitosny w dystansowaniu się od poglądów swoich poprzedników". I w końcu, jeśli pozostaje jeszcze jakaś wątpliwość, pozwolę sobie przytoczyć odpowiedź, jakiej według relacji miał udzielić przyjacielowi, który zapytał go jak sobie radzi będąc następcą tak wielkiego człowieka, jakim był Pius XII. "Próbuję sobie wyobrazić, co by zrobił mój poprzednik, a następnie robię coś dokładnie odwrotnego" (20).

Jakie były w tym okresie życia Roncalliego jego prywatne zapatrywania? Bezsporne jest to, że znajdował się pod wpływem Teilharda de Chardin oraz rozpowszechnionej wiary w rozwój i postęp. Jak sam mówił, "Boska Opatrzność prowadzi nas ku nowemu porządkowi międzyludzkich relacji, które dzięki własnym wysiłkom człowieka wykraczając nawet poza jego własne oczekiwania, zmierzają ku wypełnieniu najwyższych i niezbadanych Boskich planów. Wszystko, nawet istniejące między ludźmi różnice, prowadzą do większego dobra Kościoła... Wszystkie naukowe osiągnięcia będą wspierały postęp i pomagały w uczynieniu życia na ziemi – które i tak jest już naznaczone tak wieloma innymi nieuniknionymi cierpieniami – jeszcze bardziej zachwycającym" (21).

Był on wielbicielem Maritaina marzącego o połączeniu święta św. Joanny d'Arc z francuskim świętem państwowym upamiętniającym zburzenie Bastylii. Uważał on, że Kościół powinien uznać działalność prowadzoną przez komunistów za wewnętrznie chrześcijańską i współpracować z nimi na płaszczyźnie społecznej i ekonomicznej (22). Roncalli znany był ze swej "sympatii dla «otwarcia na lewicę»" (23). Wyczuwał, że panujący w świecie podział na Wschód-Zachód (kapitalizm-komunizm) może jedynie doprowadzić do wojny i za misję Kościoła uznawał zjednoczenie ludzkości w celu zaprowadzenia pokoju we współczesnym świecie. Według Meriola Kaisera, Jan XXIII widział w chrześcijańskiej jedności zaledwie pierwszy krok ku światowej jedności. Najpierw chrześcijański ekumenizm, potem ekumenizm światowy, a w końcu jedność ogólnoludzka. Carlo Falconi mówi nam, że Jan XXIII dążył do "nowych relacji między Kościołem katolickim a innymi chrześcijańskimi wyznaniami i wszystkimi pozostałymi religiami, albo inaczej «trzystopniowego ekumenizmu» (jedność pośród katolików, pośród chrześcijan i pośród wszystkich religijnych dusz). Jego zdaniem najistotniejszym problemem współczesnej ludzkości jest zjednoczenie świata i jego powszechne pojednanie; potrzeba jak najszybszego osiągnięcia tego stanu powinna znaleźć, według niego, wsparcie i bezpośredni bodziec w postaci jednego, wspólnego mianownika – rozumu złączonego z religią naturalną. Stąd prawdziwa rewolucja – widoczna nawet w jego języku – którą wprowadził za pośrednictwem swoich encyklik oraz sposobu prowadzenia dialogu między Kościołem i Światem" (podkreślenie – R. C.) (24).

Według Zizoli, wierzył on również, że istnieje "rzeczywisty postęp kolektywnej świadomości moralnej ludzkości poprzez coraz głębsze odkrywanie własnej godności... Objawienie człowiekowi Boskiego planu bardzo pomaga wierzącemu człowiekowi odkryć czym jest człowiek; a jednocześnie rozwój kolektywnego sumienia, osąd o zawsze bardziej uogólnionej wartości, jaki niezależnie od religijnych odniesień ludzie wypowiadają na temat człowieczego fenomenu, są jednymi spośród wielu innych «znaków czasów» poprzez które Bóg «wkracza» w historię: co więcej, kolektywne sumienie rozjaśnia objawienie, pomagając dojść do samego sedna zrozumienia tajemnicy człowieka objawionej przez Chrystusa" (25).

A zatem Jan XXIII wniósł ze sobą do Watykanu ogromny ładunek modernistycznego bagażu. Był to okres, kiedy to takie idee rozpanoszyły się wśród średniego duchowieństwa i dla wielu członków wyższej hierarchii stały się jak najbardziej dopuszczalne. Ostatecznie mieli oni wizję dokonania zmiany Kościoła, uwspółcześnienia go w procesie aggiornamento, wprowadzenia tego, co ulubiony autor Roncalliego nazwał "nowym Zesłaniem Ducha Świętego". Istniał problem jak tego dokonać. Odpowiedzią był Sobór (26).

Odnośnie tego jak i kiedy Roncalli zdecydował się go zwołać panuje niemałe zamieszanie. Faktycznie, idea ta już wisiała w powietrzu. Zarówno masoni jak i modernistyczni katolicy o zdeklarowanej intencji wprowadzenia modernizmu do łona Kościoła przez dziesięciolecia marzyli o takim wydarzeniu. W 1908 roku jego modernistyczny przyjaciel, biskup Cremony Bonomelli powiedział mu: "Być może wielki ekumeniczny sobór, który szybko, swobodnie i publicznie przedyskutowałby wielkie problemy życia religijnego, mógłby zwrócić na Kościół uwagę świata, pobudzić wiarę i otworzyć nowe widoki na przyszłość". Możliwość ta była również dyskutowana jednakowoż zawsze odrzucana zarówno przez Piusa XI, jak i Piusa XII. Dwa dni po swym wyborze Jan XXIII omówił sprawę z bliskimi współpracownikami, jednakże zdecydował się nie informować Kurii dopóki w pełni nie obmyślił planu tego wydarzenia (27). Kiedy wspomniał o tym Tardiniemu, swemu podsekretarzowi stanu, spotkał się z niewielkim entuzjazmem, a gdy poruszył ten temat w gronie kardynałów opisał ich reakcję na jego "boskie natchnienie" ("nagle moją duszę oświeciła wielka idea") jako "nabożne i wielce wymowne milczenie" (28). Zdając sobie sprawę, że nigdy nie doprowadzi do swojego Soboru – Tardini nazywał to jego "zabawką" – jeśli zrazi sobie tradycyjnie nastawioną Kurię, w pełni świadomą jego modernistycznych poglądów, zadał sobie wiele trudu by ukryć swe prawdziwe zamiary.

Dokonał tego utwierdzając ich w przekonaniu, że będą mieć pełną kontrolę nad Soborem. Podtrzymywał to wrażenie ogłaszając serię encyklik takich jak Ad Petri Cathedra, które były super-ortodoksyjne (29) – do tego stopnia, że jego liberalni zwolennicy zaczęli się obawiać, że popełnili błąd popierając jego wybór. Zwołał do Rzymu Synod Biskupów i kolejny raz odegrał rolę super-ortodoksyjnego papieża wydając regulacje, które trąciły czasami Piusa X. W końcu poddał myśl o kanonizacji papieża Piusa IX, autora pierwszego Syllabusa skierowanego przeciw modernistycznym ideom. Jednakże, w tym samym czasie wyznaczył kardynałowi Bea zadanie utworzenia Sekretariatu Jedności Chrześcijan, kładąc nacisk, aby w nazwie nie było "połączenia", lecz "jedność" (tzn. miało to sugerować, że jedność nie istniała i dopiero ma zostać osiągnięta) oraz stawiając tę organizację poza kurialną kontrolą (30). Z kolei kardynał Bea zorganizował "liberalne" siły i przyłączył do swego Sekretariatu takie postacie jak Willebrands, Gregory Baum oraz innych im podobnych. Organizowali oni liczne wykłady, byli odpowiedzialni za wysyłanie przedstawicieli do Światowej Rady Kościołów, zapraszanie niekatolickich obserwatorów na obrady soboru i za całe mnóstwo tym podobnych inicjatyw (31). Ilekroć Kuria sprzeciwiała się ich machinacjom na ratunek śpieszył im Jan XXIII. W praktyce założył on swą własną prywatną kurię. Na dodatek sprowadził do Rzymu duchownych o podobnych przekonaniach powierzając im rozmaite stanowiska. W ten sposób Montini, niegdyś "wygnany" do Mediolanu przez Piusa XII – pierwsza od kilkuset lat osoba kierująca tym prastarym biskupstwem nie posiadając kardynalskiego kapelusza – powrócił by stać się w praktyce jego osobistym asystentem, jeśli nie doradcą (32). Manewry te odniosły pełny sukces. Kuria została uspokojona i przystąpiła do organizowania soboru, podczas gdy Sekretariat Jedności Chrześcijan umożliwił mu "oskrzydlenie i ominięcie kurii". Jan XXIII w tym okresie "żył całkowicie dla soboru. Pracował nad nim bez przerwy i to często do późnej nocy" (33). Przygotowawszy scenę, cierpliwie czekał na otwarcie swojego soboru.

Wraz z otwarciem Vaticanum II Jan XXIII ogłosił "reguły i procedury" i zachęcił uczestników by bez skrępowania swobodnie wyrażali poglądy wszelakich odcieni. Ignorując wysiłki i zarządzenia Kurii, dla zrównoważenia liberalnych i konserwatywnych sił ustanowił jeszcze jedno 10-cio osobowe "Kierownictwo Soboru" i powierzył mu kierunek obrad. Utworzył nowy Sekretariat "Dla Spraw Nadzwyczajnych" pod kierownictwem swego zaufanego zastępcy kardynała Amleto Cicognani, składający się z dziewięciu postępowców (w tym Montiniego) i jednego konserwatysty. Mając takich osobników na kluczowych stanowiskach ogłosił światu swój "postępowy" program aggiornamento (modernizacji). (Tymczasem legiony kard. Bea gościły w Moskwie nęcąc komunistów do przybycia obietnicą, że ich ideologia nie zostanie potępiona). Wydarzeniem pierwszego dnia, opisywanym jako spontaniczny "bunt biskupów" była starannie przygotowana i mająca przyzwolenie Jana XXIII insurekcja wymierzona w obalenie soboru. Już w kilka minut po jego otwarciu, kardynał Lienart sprzeciwił się schematom, na których przygotowanie Kuria poświęciła ponad dwuletni okres czasu, jak również liście osób wyznaczonych przez nią do różnych komisji. Sekundował mu w tym kardynał Frings (34). Aby soborowi ojcowie mogli zgłosić własne propozycje zarządzono przerwę w obradach i następnego dnia głosowali już na listy przygotowane przez modernistycznych konspiratorów. Od tego momentu Kuria utraciła kontrolę, a innowatorzy zasiedli w fotelu kierowcy. Jan XXIII śledził wydarzenia soborowe za pośrednictwem kamer telewizji przemysłowej, interweniując tylko wtedy, gdy to było konieczne dla utrzymania soboru na szlaku, który on wytyczył.

Oto przykład takiej interwencji. Kiedy 20 listopada ojcowie soborowi stosunkiem głosów 1368 do 822 opowiedzieli się za odrzuceniem schematu kardynała Ottavianiego o "Źródłach Objawienia" – wniosek nie uzyskał wymaganej większości dwóch trzecich głosów – zainterweniował bezpośrednio (zarówno kosztem ortodoksji jak i reguł soborowych) dla ratowania swej "zabawki". Według Lawrence Elliotta "po nocy pełnej udręki i modlitwy, przesłał do bazyliki św. Piotra wiadomość, że z powodu istnienia tak oczywistej większości... sprzeciwiającej się schematowi wycofał go spod głosowania. Do przeredagowania schematu miała zostać wyznaczona nowa komisja. Podając uzasadnienie podjęcia takiego kroku argumentowano, że wraz z dyskutowaniem schematu paragraf po paragrafie i pojawieniem się alternatywnych opcji zaczęła narastać atmosfera kłótni, przytłumiająca, raniąca, a w końcu mogąca zniszczyć wspaniałego ducha ekumenizmu, jaki towarzyszył inauguracji soboru" (35).

Jednym z pierwszych schematów do rozpatrzenia była Konstytucja o liturgii. By zachęcić soborowych ojców do przyjęcia innowacji w tej dziedzinie – od dawna uważanej za praktycznie nienaruszalną – Roncalli wprowadził pierwszą od ponad 1500 lat zmianę w Kanonie tradycyjnej Mszy. Następnie zmienił wiele aspektów Mszy zawartych w innych jej częściach i drastycznie zmienił Brewiarz – tekst, będący dla duchowieństwa duchową strawą – oraz kościelny kalendarz – dezaktualizując tym sposobem wszystkie stare mszały i brewiarze. Jak stwierdził E. E. Y. Hales, przekazał on soborowym biskupom "najwyraźniejszą i najbardziej stanowczą informację na temat sposobu, w jaki powinni przystąpić do wykonania swego zadania" (36).

Skoro wydarzenia były już w toku, skoro sobór został już wywrócony zgodnie z jego zamierzeniem, ogłosił swą najbardziej znamienną encyklikę – Pacem in Terris. By mieć lepszy obraz rzeczywistej myśli Jana XXIII musimy skierować się do tego odkrywczego źródła. Rozpoczynając od powiedzenia wiernym, że "Pokój na ziemi... nie może być budowany i utrwalany inaczej, jak tylko przez wierne zachowywanie porządku ustanowionego przez Boga" i że ten porządek lub prawo jest wypisane w sercach ludzi (prawowiernych) mówi nam następnie, że musimy poszukiwać tych praw wyłącznie w sercu człowieka "jakżeby mogło być inaczej?". Czym innym jest twierdzić, że Bóg wyrył w ludzkim sercu swe prawo, a czymś zupełnie innym mówić, że tego prawa nie należy szukać gdzie indziej. Postępując tak zapomina się o skutkach grzechu pierworodnego dopuszczającego uchylanie się od nakazów naszego serca oraz o funkcji Kościoła jako przewodnika dla naszej upadłej natury. Nic zatem dziwnego, że już w pierwszej części encykliki Jan XXIII wykorzystuje to do forsowania poglądu o "społeczności wszystkich narodów, której zorganizowania domaga się usilnie wspólne dobro wszystkich ludzi" (par. 7). Jak wyjaśni w czwartym rozdziale społecznością tą jest Organizacja Narodów Zjednoczonych.

Kolejne dwa rozdziały mówią o godności ludzkiej i wolności religijnej – dwóch zagadnieniach – które miały stać się motywem przewodnim dokumentów Vaticanum II oraz posoborowego kościoła. Co do pierwszego tematu, to encyklika stwierdza, że "Jeśli zaś spojrzymy na godność osoby ludzkiej w świetle prawd objawionych przez Boga, to będziemy musieli niewątpliwie ocenić ją znacznie wyżej. Ludzie zostali bowiem odkupieni za cenę krwi Jezusa Chrystusa, stali się mocą łaski Bożej dziećmi i przyjaciółmi Boga i zostali ustanowieni dziedzicami chwały wiecznej" (par. 10). To wszystko prawda, ale nic się nie mówi o fakcie, że człowiek może przez grzech utracić tę godność. Zamiast tego, autor natychmiast przystępuje do omawiania wywodzących się z tej godności praw człowieka, zaliczając do nich "również możność oddawania czci Bogu zgodnie ze słusznymi wymaganiami własnego sumienia (ad rectam conscientiae suae normam) oraz wyznawania religii prywatnie i publicznie" (par. 14).

Zajmujące jest to, że włoskie tłumaczenie tego zdania ma postać: "każdy ma prawo oddawania czci Bogu zgodnie z nakazami prawego sumienia". Giancarlo Zizola nazywa przesunięcie miejsca występowania przymiotnika słuszny (prawy albo sprawiedliwy) od "nakazów" do "sumienia" jako "kolosalne odwrócenie perspektywy... Przymiotnik prawy (sprawiedliwy) oznacza [teraz], że sumienie nie jest nietykalną świątynią, poprzez którą Bóg swobodnie przemawia do każdego człowieka, czy będzie on ateistą czy wyznawcą Konfucjusza, buddystą albo agnostykiem, jak to już Jan tyle razy stwierdzał; teraz to już nie sumienie rodzi ze swej własnej intymnej zażyłości «sprawiedliwą» zasadę, czy też obowiązującą normę i skalę wartości dla każdego uczciwego człowieka dobrej woli; przeciwnie, by ustanowić tę normę, [samo] sumienie powinno być «prawe» tzn., powinno być autorytatywnie kierowane przez zewnętrzne orzeczenia... Dla Jana sumienie było głosem Boga w każdym człowieku"; dla autora błędnego tłumaczenia sumienie powinno być kierowane przez nauczanie Kościoła.

Z wrodzonej godności ludzkiej oraz wrodzonego i niezależnego autorytetu jego sumienia wypływa, że wszyscy ludzie są równi. Jan XXIII śmiało oświadcza, że "rozpowszechniło się natomiast ogólnie i zapanowało przekonanie, że wszyscy ludzie są sobie równi co do natury i godności" (par. 44). Później stwierdza w tym samym dokumencie, że "ludzie nie mogą wywyższać się jedni ponad drugich z racji swej natury, ponieważ wszyscy obdarzeni są tą samą przyrodzoną godnością. Z tego wynika, że i społeczności cywilne niczym się między sobą nie różnią pod względem swej godności, wypływającej z natury. Poszczególne bowiem państwa są jakby ciałami, których członkami są ludzie" (par. 89). To oświadczenie to nic innego jak zawoalowana akceptacja legalności komunizmu i nie jest zaskoczeniem, że rzymski komunistyczny tygodnik opisał jego "otwartą" postawę w artykule zatytułowanym "Nigdy więcej krucjat". Il Borghese, prawicowy, katolicki dziennik ujął to z lepszej perspektywy: "Ta polityka oznacza koniec la chiesa cattolica romana (Kościoła rzymsko-katolickiego)" (37). Gdyby pozostała jeszcze jakaś wątpliwość odnośnie postawy Jana XXIII wobec komunizmu, wystarczy tylko wziąć pod uwagę porozumienie, jakie zawarł z prawosławnym biskupem Nikodemem, że sobór nie będzie w żaden sposób krytyczny wobec komunizmu. Jak stwierdza Jean Madiran, "cały miszmasz... w «Pacem in Terris» został zastosowany przez kościelną hierarchię wyłącznie na pożytek komunizmu (i marksistowskiego socjalizmu) – nigdy faszyzmu czy liberalizmu... To nic innego jak wytwór sfabrykowany dla zadowolenia samego komunizmu" (38).

Omówiwszy to że Jan XXIII ustanowił równość i godność człowieka, jego prawo do wolności religijnej oraz dopuszczalność socjalizmu i komunizmu, wróćmy do natury tej nowej społeczności światowej, którą Roncalli sobie wymarzył. I znów, encyklika mówi nam, iż ma zostać zaprowadzona przez "władzę powszechną, której zasięg winien rozciągać się na cały świat i która powinna dysponować odpowiednimi środkami wiodącymi do powszechnego dobra wspólnego". Organizacją, która zdawała mu się być najodpowiedniejszą do realizacji tego celu było nic innego jak tylko Organizacja Narodów Zjednoczonych! W jego poparciu dla tej organizacji (określanej przez niektórych jako "wielka krowa karmiona przez Amerykę i dojona przez Rosję") mieściła się aprobata Deklaracji Praw Człowieka ONZ będącej "niezbitym dowodem jej dalekowzroczności" (39). Należy zwrócić uwagę, że wspomniana "Deklaracja Praw Człowieka" to nic innego jak ta forsowana przez francuską rewolucję, o której kardynał Pie miał się wyrazić, że "jest niczym innym jak tylko zanegowaniem Praw Chrystusa" (40).

Jedną z największych przeszkód w utworzeniu tej "ogólnoświatowej" Utopii pod przewodnictwem ONZ jest "wzajemna nieufność... niestety, widzimy często, że narody ulegają strachowi, jakby jakiemuś najwyższemu prawu i dlatego inwestują w zbrojenia ogromne fundusze. Twierdzą zaś – i nie mamy powodu im nie wierzyć – że czynią to nie z chęci napaści..." (par. 128). Aby zaradzić temu problemowi zaleca on program "wzajemnego zaufania... prawdziwy i trwały pokój między narodami musi się opierać nie na równowadze sił zbrojnych, ale jedynie na wzajemnym zaufaniu" (par. 113). To wzajemne zaufanie miałoby się rozciągać zarówno na masonów jak i komunistów, jak gdyby ich historia i głoszone przez nich poglądy nie dostarczyły już wystarczająco wielu dowodów, że niepodobieństwem jest pozwolić, aby wilk mieszkał w kurniku. Zachód miał się rozbroić i wziąć w objęcia swych komunistycznych braci. Wojna miała zostać zakazana. I gdy już spełni się ten utopijny sen, ład jaki zapanuje w rodzinie ludzkiej ma być zapewniony "dzięki zdobyczom nauki i techniki". Każdy obeznany z postacią Jakuba Apostoła wie, że Pismo Święte uczy, iż wojny biorą się z naszych żądz i chciwości – to znaczy z naszych grzechów. A każdy obyty ze Starym Testamentem wie dobrze, że istnieją niesprawiedliwi władcy i stąd właśnie biorą się wojny. Lecz Jan XXIII miał inną wizję świata. Nie istniała w nim żadna możliwość wewnętrznie złego porządku społecznego. Był to świat, w którym wszyscy ludzie byliby zjednoczeni, a wszystkie różnice zostałyby przezwyciężone przez "wzajemne zaufanie" (41).

Pomimo faktu, że encyklikę tę przelicytowały jeszcze bardziej rewolucyjne deklaracje soboru, to jej znaczenie pozostaje niezwykle doniosłe. Wyraźnie pokazuje, że soborowe wypadki – jak to wielu przyznaje – nie wymknęły się spod kontroli Jana XXIII, lecz raczej zostały przez niego ukartowane. Kilka z podstawowych modernistycznych błędów ogłoszonych przez sobór – fałszywa koncepcja godności ludzkiej, autonomia ludzkiego sumienia, wolność religijna, fałszywy ekumenizm, akceptacja socjalistycznej i komunistycznej ideologii, wspieranie przez Kościół ogólnoświatowej wspólnoty oraz konieczność zmiany struktury Kościoła – sam Roncalli nie tylko podzielał, ale w rzeczywistości zainicjował. Był to modernista w każdym znaczeniu tego słowa i był odpowiedzialny za podkopanie ogromnej części katolickiej społeczności (42). Pozwolę sobie zacytować jeszcze jedno bluźniercze stwierdzenie tej osobistości wybranej dla zachowania i strzeżenia Oblubienicy Chrystusowej:

"Przyznajemy dziś, że przez wiele, wiele stuleci nasze oczy przesłaniało zaślepienie uniemożliwiające nam dostrzeżenie piękna Twego narodu wybranego i rozpoznanie w jego twarzy znamion naszego pierworodnego brata. Przyznajemy się, że nasze czoło naznaczone jest kainowym piętnem" (43).

W jaki sposób inni oceniali tę nadzwyczajną osobę? Niewątpliwie, Jan XXIII nie był żadnym chłopskim papieżem, lecz raczej, jak powiedział Mariol Trevor "ostrożnym i przebiegłym rewolucjonistą". Jak mówi niegdyś chwalący go przyjaciel Malachi Martin: "zadziwiającym aspektem Papieża Jana jest to, że w krótkim pięcioletnim okresie zniweczył wszystko to do czego każdy papież począwszy od czwartego wieku dążył i o utrzymanie i podtrzymywanie czego walczył" (44). Również masoni mieli o nim wysokie mniemanie. Yves Marsaudon, minister rządu, członek Najwyższej Rady Francji (obrządku szkockiego) powiedział: "zmysł uniwersalizmu tak bujnie kwitnący dziś w Rzymie jest bardzo bliski naszemu celowi istnienia. Toteż, nie możemy zignorować Drugiego Soboru Watykańskiego i wszystkich jego konsekwencji... Z całego serca popieramy «Rewolucję Jana XXIII»... Ta śmiała koncepcja Wolności Myśli, która leży u samych podstaw naszych wolnomularskich lóż, rozprzestrzeniła się w doprawdy wspaniały sposób pod kopułą bazyliki św. Piotra" (45). Autorem przeciwnej opinii jest Avro Manhattan, który powiedział, że po jego śmierci, zamiast wieszania na balkonie biało-żółtej papieskiej flagi "powinni wywiesić czerwony sztandar, z sierpem i krzyżem – prawdziwym symbolem rewolucji, którą Jan XXIII zapoczątkował wewnątrz i na zewnątrz Kościoła rzymskokatolickiego" (46). Kardynał Siri, który przed wyborem jego następcy ciągle miał nadzieję na powrót zdrowego rozsądku powiedział przed wyborem Montiniego, że "czterdzieści lat zajmie naprawienie szkód, jakie Papież Jan wyrządził Kościołowi" (47).

Wobec spodziewanej "kanonizacji" Jana XXIII należy mimochodem napomknąć o zakonserwowaniu jego ciała – co uznawane było niegdyś za znak Boskiej aprobaty – przy pomocy chemicznych środków, o czym obszernie donosiła prasa. Również z prasy (która może być niemiarodajna) dowiedzieliśmy się, że przy ekshumacji znaleziono jego ciało odwrócone twarzą w dół – nielichy wyczyn dla człowieka jego rozmiarów. W normalnych okolicznościach taki fakt oczywiście natychmiast wstrzymałby proces kanonizacji.

Ks. Rama P. Coomaraswamy

Z języka angielskiego tłumaczył Mirosław Salawa

–––––––––––

Przypisy:
(1) "Po mnie, potop". Papież raczył powierzyć swe ostatnie słowa kardynałowi Giuseppe Siri: "Depositum custodi, depositum custodi". Peter Hebblethwaite, Pope John XXIII. Doubleday: N. Y. 1985.

(2) Kardynał Bea, skryty modernista i zaciekły ekumenista za Jana XXIII, był jego spowiednikiem. Można sobie tylko wyobrazić subtelny wpływ wywierany przez tego człowieka w takich okolicznościach. (Zmiany obrzędów Wielkiego Tygodnia nie zawierały żadnych heretyckich aspektów).

(3) Wybór imienia Jan XXIII był sam w sobie rewolucyjny. Poprzedni Jan XXIII (zm. 1419) opisywany jest w The Catholic Encyclopedia (1908) jako człowiek o "całkowicie doczesnych skłonnościach, ambitny, przebiegły, bez skrupułów, niemoralny, dobry żołnierz, ale żaden duchowny". Peter Hebblethwaite nazywa go "piratem, który za pomocą rzezi i krzywoprzysięstwa utorował sobie drogę do papiestwa" (Pope John XXIII). Został zmuszony do ustąpienia z papiestwa przez Sobór w Konstancji. Żaden późniejszy Papież nie przyjąłby imienia Jan ze względu na jego niegodziwe czyny, a tym bardziej Jana XXIII.

(4) Robert Blair Kaiser, Pope, Council, and World. Macmillan: N. Y. 1963). M. Trevor (Pope John. Doubleday: N. Y. 1967) zauważa, że niektórzy uznawali działalność Jana XXIII za "makiaweliczną", lecz zaraz po tym próbuje nas zapewniać, że były to tylko zewnętrzne pozory a nie stan faktyczny. Avro Manhattan (The Vatican Moscow Alliance. Ralston-Pilate: N. Y. 1977) nazwał go "zdeterminowanym rewolucjonistą" i "socjalistycznym Papieżem". W istocie, niemal każdy tekst omawiający ten okres historii Kościoła odnosi się do Jana XXIII jako "rewolucjonisty".

(5)  Msgr. Albert Giovannetti (We Have a Pope. Newman: Maryland 1959). Inni twierdzą, że była to rodzina dzierżawców, ale wszyscy przyznają, że zamieszkiwali w tym samym mieście od wielu wieków.

(6) Peter Hebblethwaite, Pope John XXIII.

(7) Loisy został ekskomunikowany jako modernista, a teksty Duchesne'a o historii Kościoła znalazły się na indeksie.

(8) Masońskie koneksje kardynała Rampolli zostały udokumentowane przez Msgr. Giovannetti, We Have a Pope. Kardynał Rampolla był już niemal wybrany na urząd papieski w 1903 roku, ale zapobiegł temu austriacki rząd, który będąc świadomy jego wolnomularskich kontaktów wykorzystał swoje prawo weta.

(9) Biskup Bergamo jest opisywany jako "skończony modernista" przez E. Poulat (Intégrisme et Catholicisme intégral). Modernistyczna atmosfera, w której Roncalli pobierał swą wczesną edukację jest także udokumentowana w pracy Giancarlo Zizola, The Utopia of Pope John XXIII. Orbis: N. Y. 1978.

(10) Peter Hebblethwaite wielokrotnie nam przypomina, że "zapłacił swoją część" represyjnym siłom panującym w Rzymie za Piusa X.

(11) Rudolf Steiner (1861 – 1925) był twórcą "Nauki o Duchu znanej jako Antropozofia" i członkiem "Iluminatów" (zob. Mary Martinez, "Pius XII and the Jews", The Roman Catholic, Tom V, marzec 1983). Dobre streszczenie nauk Steinera można znaleźć u Carrie Tomko, "Anthroposophy, The Occult Influences of Rudolf Steiner", SCP Journal. Berkeley, Calif., Tom 25, luty 2001.

(12) Zizola, The Utopia of Pope John XXIII.

(13) Ibid.

(14) Ibid.

(15) Większość francuskiej hierarchii współpracowała z rządem Vichy marszałka Petaina. Aby zrozumieć politykę w powojennej Francji odsyłam czytelnika do pracy Sisley Huddleston France – The Tragic Years. Holborn: London 1958.

(16) Zizola, The Utopia of Pope John XXIII.

(17) Źródła tej informacji można znaleźć w publikacji pod tytułem L'Abomination de la désolation (Le Mystère d'iniquité) profesora Gabriela Chabota i komendanta Rouchette, dostępnej u komendanta Rouchette (emeryt francuskiej Sûreté) pod adresem B.P. 151, 16105 Cognac Cedex, France.

(18) McGregor Hastie, Paul VI, cytowany przez Huttona Gibsona w Paul VI's Legacy: Catholicism?, Leo Panakal: Cochin, Indie 1979.

(19) Interesujące jest spostrzeżenie, iż niemal każdy oskarżony o amerykanizm lub modernizm potwierdzał istnienie takich herezji, odżegnując się jednocześnie od tego by sam je wyznawał. Osoby zainteresowane poznaniem roli ex-jezuity Tyrrella znajdą najlepsze omówienie tego tematu w drugiej części książki Malachi Martina The Jesuits. Ciekawe jest spostrzeżenie, że papież św. Pius X uznał za konieczne usunąć wszystkich – za wyjątkiem dwóch profesorów – z katolickiego Uniwersytetu oraz wszystkich profesorów z seminarium św. Jana w Bostonie z powodu ich modernistycznych poglądów. Po śmierci Piusa X wszyscy powrócili na swe wcześniejsze stanowiska.

(20) Paul Johnson, Pope John XXIII. Little Brown and Co.: N. Y. 1974, s. 144. Cytując dalej tego autora: "Jeżeli łącznie rozważymy Mater et Magistra oraz Pacem in Terris, to skutecznie burzą one większość międzynarodowego, społecznego, ekonomicznego i politycznego nauczania papieży ostatnich stu lat z jednym wyjątkiem encykliki Leona XIII Rerum Novarum". Zajmujące jest, że Jan XXIII przy innej okazji porównując się z poprzednimi papieżami stwierdził: "Przychodzą mi na myśl imiona Urbana, Klemensa, a może Leona? Leon, nie, to nie to" (Peter Hebblethwaite, Pope John XXIII). Henri Fesquet informuje nas, że "dobrze znana" była jego antypatia dla koncepcji kardynała Alfredo Ottaviani, budzącego respekt sekretarza Świętego Oficjum.

(21) Zizola, The Utopia of Pope John XXIII.

(22) To znaczy, zharmonizować stanowiska Kościoła i współczesnego świata. Według Zizoli, "W kulminacyjnym punkcie okresu antykomunistycznej krucjaty, Jacques Maritain wezwał katolików by otwarli oczy, by w głębiach sumienia i świeckiej egzystencji odkryli chrześcijaństwo czynu o formach czasem heretyckich a nawet buntowniczych, co jawiło się niemal jako zaparcie. «To nie wierzącym oddanym katolickiej doktrynie... lecz ateistycznym komunistom dane było obalenie w Rosji absolutyzmu prywatnego zysku. Ten ostatni proces zostałby mniej wypaczony przez siłę błędu i spowodowałby mniej katastrof gdyby został dokonany przez chrześcijan. Starania o wyzwolenie pracy i człowieka spod dominacji pieniądza są ubocznym skutkiem pojawienia się na świecie prądów uwolnionych głoszeniem Ewangelii, takich jak wysiłki w kierunku obalenia niewoli i doprowadzenia do uznania praw osoby ludzkiej»" (The Utopia of Pope John XXIII). Maritain miał się stać osobą o dominującym wpływie na Pawła VI, który napisał wstęp do włoskiego tłumaczenia jego pracy Humanizm integralny. Maritain był modernistą, na co zwracało uwagę wielu badaczy.

(23) Henri Fesquet, The Drama of Vatican II. Random House: N. Y. 1967.

(24) Carlo Falconi, Pope John and the Ecumenical Council. World Publ.: N. Y. 1964.

(25) Zizola, The Utopia of Pope John XXIII.

(26) Ulubionym autorem Jana XXIII był Alessandro Manzoni, od którego zaczerpnął termin aggiornamento.

(27) Peter Hebblethwaite, Pope John XXIII. Jan XXIII próbował wywołać wrażenie, że pomysł soboru miał "boską inspirację"; jednakże Hebblethwaite wyraźnie wykazuje, że tak nigdy nie było.

(28) Peter Hebblethwaite, Pope John XXIII. Ursula Oxfort przyjmuje koncepcję, że Jan XXIII otrzymał nagłe natchnienie i zwraca uwagę, że tego typu inspiracje mają często diaboliczny charakter. Jednakże z książki Hebblethwaite jasno wynika, że w tej decyzji nie było nic niespodziewanego ani natchnionego (Ursula Oxfort, The Heresy of Pope John XXIII, dostępne u autorki 260 6th Ave., South, Lake Worth, Florida).

(29) Jednakże, zachwalał on kardynała Johna Henry'ego Newmana, a zatem – według książki Petera Hebblethwaite'a, Pope John XXIII – rehabilitował osobę, która była uważana za modernistę, albo przynajmniej, za quasi-modernistę i którego praca "O rozwoju doktryny chrześcijańskiej" była podejrzewana o to, że jest niczym innym jak lansowaniem "Ewolucji doktryny chrześcijańskiej". Newman mówi nam w swoich listach, że wierzy w ewolucję "wszystkiego w całości". Mówi się, że podczas Vaticanum II Newman był najczęściej cytowanym teologiem. Por. Cardinal Newman in His Age, autorstwa Harolda Weatherby.

(30) "Będziesz miał więcej swobody" – jak mówił do kardynała Bea – "i będziesz mniej skrępowany tradycją, jeśli będziemy cię trzymać z dala od normalnych kanałów kurialnych".

(31) Jak ujął to jeden z teologów: "Kiedy tych trzydziestu albo czterdziestu albo pięćdziesięciu obserwatorów pokaże się na Soborze, to będą pełnić rolę psychologicznie dużo ważniejszą od roli wszystkich pozostałych Ojców razem". Ci protestanccy i komunistyczni "obserwatorzy" byli kosztem katolików podejmowani w królewski sposób. Jednakże, gdy przybył Paul Etoga – tradycyjny biskup Mbalmayo z Kamerunu – musiał "z Hawru do Rzymu podróżować autostopem".

(32) Peter Hebblethwaite, Pope John XXIII.

(33) Henri Fesquet, The Drama of Vatican II.

(34) Marksistowska gazeta Il Paese miała się w taki sposób wyrazić a propos interwencji kardynała Lienarta: "Diabeł zawitał na Soborze" (Henri Fesquet, The Drama of Vatican II).

(35) Lawrence Elliott, I Will be Called John. Dutton: N. Y. 1973.

(36) E. E. Y. Hales, Pope John and His Revolution. Doubleday: N. Y. 1965.

(37) Jeden z bliskich pomocników Jana XXIII tymi słowami opisał jego nastawienie wobec marksizmu: "Kościół nie jest tamą przeciw komunizmowi. Kościół nie może i nie powinien być przeciwko czemukolwiek. Powinien wykazywać pozytywne nastawienie".

(38) Jean Madiran, "The Vatican Moscow Agreement", Itinéraires, nr 84, czerwiec 1964 i dostępny w wersji angielskiej w The Fatima Crusader, wyd. 16, wrzesień-październik, 1984 (Constable, N. Y.).

(39) Rozwinął to mówiąc: "Jesteśmy oczywiście świadomi, że kilka punktów deklaracji nie znalazło bezwzględnej akceptacji w niektórych kręgach, co ma swoje uzasadnienie". Jednakże nigdy nie wyjaśnił, o jakie punkty chodzi ani nie powiedział, że "niektóre kręgi" miały oznaczać Kościół.

(40) Znakomite omówienie tego tematu znajduje się w książce ks. Denisa Faheya The Mystical Body of Christ in the Modern World. Regina: Dublin 1935. Jak mówił Leon XIII: "O tak zwanych «Prawach Człowieka» ludzie się dość nasłuchali; nadszedł czas, by usłyszeli o Prawach Bożych" (Tametsi).

(41) List pasterski amerykańskich biskupów, The Challenge of Peace: God's Promise and Our Response (ogłoszony przez amerykańską Konferencję Biskupów Katolickich) jest bezpośrednim odzwierciedleniem tych poglądów. List ten zachęcający amerykański naród do jednostronnego rozbrojenia uraził wielu Amerykanów; Rzym wydał oświadczenie, które stonowało agresywne stanowisko wobec listu biskupów. Jednakże tak zwany "konflikt" między amerykańskimi biskupami a Rzymem to blaga. The New Jersey Catholic News (Kearny, N. J., nr 15, wiosna 1984) donosi, że kiedy jeden biskup ogłosił, że list pasterski wzywa świeckich do odmawiania Różańca w intencji pokoju, został "w miażdżący sposób zmuszony do milczenia".

(42) Prawdziwy Kościół nigdy nie może zostać pokonany, ponieważ bramy piekielne nigdy nie zdołają zwyciężyć prawdy. Tym niemniej wielkie fragmenty Kościoła, jak gałęzie odcięte od winorośli, mogą zostać obalone.

(43) W. Keller, Diaspora. Harcort: N. Y. 1969. Choć nikt nie przeczy, że poszczególnych katolików można obwiniać o brak prawdziwego miłosierdzia wobec Żydów, to nigdy nie można oskarżyć o to samego Kościoła – doskonałej społeczności i nieskazitelnej Oblubienicy Chrystusa. Byłoby to bluźnierstwem. Jan XXIII ośmielił się także zmienić to co mówi Pismo Święte, usuwając słowo wiarołomni w stosunku do Żydów, którzy ukrzyżowali Chrystusa. Zapomina albo ignoruje się przez to fakt, że nie wszyscy Żydzi byli wiarołomni, a jedynie ci odpowiedzialni za śmierć Chrystusa. Czy można sobie wyobrazić Żydów zmieniających w Torze słowo albo usuwających z Talmudu rozdziały, które są uwłaczające dla chrześcijan?

(44) Malachi Martin, The Decline and Fall of the Catholic Church. Putnam: N. Y. 1981. Malachi Martin miał u kresu swego życia zmienić swoje zapatrywania na Jana XXIII i posoborową organizację.

(45) Item. France, Christmas 1976.

(46) Avro Manhattan, The Vatican Moscow Alliance.

(47) Alden Hatch, Pope Paul VI. Doubleday: N. Y. 1967.

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Kraków 2008

List Lavala byłego protestanckiego pastora w Condé sur Noireau

    POWODY   zniewalające licznych protestantów do powrotu na łono   KOŚCIOŁA KATOLICKIGO   ...